•  

    pokaż komentarz

    Co za bzdura, sam kiedyś słuchałem głośno muzyki w samochodzie przy zamknietych szybach i nie słyszałem stojącego za mną radiowozu na sygnale. Dopiero jak uruchomili tą swoją mega syrenę co daje ten pojedynczy głośny ton, to ich zauważyłem i usunąłem się z drogi. Nie patrzyłem wcześniej w lusterka bo już z 10 minut stałem w korku. Dźwięki syren to dźwięki miejskiej dżungli i mi to osobiście nie przeszkadza. Jak komuś się nie podoba to powinien wyprowadzić się na wioskę. To tak jakby mieszkać w lesie i narzekać, że słychać wycie wilków. Sam mieszkam obecnie 30 metrów od stacji kolejowej o zdarza się, ze nad ranem lub w nocy przejeżdża jakaś naprawiaczka torów, która dźwiękiem przypomina bardziej śmigłowiec przelatujący tuż pod moim oknem... no i co z tego się pytam? Bo się obudzę? Ojejej... straszne.... zawsze można zasnąć jak się chce spać, a jak nie można zasnąć to ruszyć dupę i rozpocząć wcześniej dzień ... człowiek następnej nocy już się tak łatwo wtedy nie obudzi :)

  •  

    pokaż komentarz

    Nie jestem za generalnym wyciszaniem pojazdów uprzywilejowanych, tylko za adekwatnym korzystaniem z sygnałów dźwiękowych i świetlnych – tam, gdzie są potrzebne i konieczne, a nie wszędzie, gdzie popadnie, o dowolnej głośności. Utopijnym jest myślenie, że ludzie mają mieć taki poziom głośności muzyki w samochodach, żeby słyszeć karetki, bo wiadomo, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał muzykę bardzo głośno, a tu chodzi o ludzkie życie. Tak samo utopijne jest myślenie w drugą stronę, że wszyscy ludzie mieszkający w mieście mają mieć przeciętną wrażliwość słuchową (jak sugeruje @zigiscrew). I pewnie rozwiązanie leży gdzieś po środku, mianowicie w uważności i świadomości wszystkich uczestników drogi: od osób prowadzących karetkę, żeby nie używały ostrych sygnałów dźwiękowych na pustej drodze w okolicach śpiących domów na przykład i od pozostałych uczestników drogi, świadomość, żeby tak sterować głośnością muzyki na przykład, żeby pojazdy uprzywilejowane słyszeć. Jednym słowem: myśleć o innych!

    Od półtora miesiąca mieszkam przecznicę od pogotowia ratunkowego. Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie wyjeżdżać o wiele częściej w ciągu dnia, chyba, że właśnie nie włączają od razu syreny. Na pewno nie włączają jej wyjeżdżając od razu z parkingu, widziałam, że dopiero przy pierwszym większym skrzyżowaniu, chyba, że wcześniej jest korek.

  •  
    W....................r

    +2

    pokaż komentarz

    Nie no już nie przesadzajmy - nadmierny hałas?. Karetka ma być słyszalna i widzialna z daleka. Ta pani chyba naprawdę nie ma co robić w swojej pracy skoro wymyśla takie idiotyzmy.

  •  

    pokaż komentarz

    Czasami jeżdżą ze słabszymi syrenami. Efekt jest taki, że w zamkniętym samochodzie słyszę karetkę dopiero gdy jest zaraz za mną. A kilka razy zdarzyło się, że ssłyszałem syrenę, ale nie byłem w stanie zorientować się skąd jedzie karetka.

    "Ostatnio byłem tego świadkiem. Utworzył się korek przed skrzyżowaniem na wysokości ulicy Skrajnej. Nagle z nieoznakowanego, stojącego w nim radiowozu wychylił się policjant, zamontował na dachu koguta i wyminął stojące auta, po czym syrenę wyłączył. Hałas był nie z tej ziemi, wszyscy myśleli, że coś się stało - mówi Marcin Lisowski z Gdańska. " - to jest akurat ciekawe. Oczywiście że takie zachowania policjantów powinny być piętnowane. Tylko jaki to ma związek z głośnością sygnału?

    •  

      pokaż komentarz

      @marekpiotr: Może ja czegoś nie wiem, ale skąd wiadomo, że wykorzystał możliwość włączenia syreny dla siebie? Może właśnie w ten sposób oszczędzał uczestnikom drogi decybele? Jak mieszkałam w Niemczech to było standardem, że syrena była włączana tylko tam, gdzie to konieczne, czyli np. na pustych osiedlowych drogach nie.