•  

    pokaż komentarz

    Poza tym, jak pokazują wszelkie badania, najskuteczniejszą metodą poszukiwania pracy jest networking, czyli rozmowy ze znanymi ci osobami, w celu uzyskania kontaktu do ludzi, których nie znasz, ale które mogą być źródłem cennych ofert

    A więc to tak fachowo nazywają się te "znajomości" :D

    •  

      pokaż komentarz

      @Mercuror: co w tym dziwnego? Znajomy-znajomego psychologicznie zawsze będzie pewniejszy aniżeli ktoś obcy z ulicy :)

    •  

      pokaż komentarz

      @neewho: Po co dziwna angielska nazwa na coś co od dawna nazywa się "znajomościami" lub "plecami"?

    •  

      pokaż komentarz

      @void1984: Z drugiej strony słowo "znajomości" jest przez wielu traktowane jako pejoratywne i rozumiane jako nepotyzm czy generalnie traktowanie w sposób uprzywilejowany osób nie posiadających wystarczających kwalifikacji.
      Ja bym w kontekście tego tekstu mówił raczej o poleceniach/protekcji - w zawodach wymagających specjalistycznej wiedzy/umiejętności to może być szybszy i tańszy sposób dotarcia do fachowca, niż przez szeroko zakrojoną rekrutację.

    •  

      pokaż komentarz

      Znajomy-znajomego psychologicznie zawsze będzie pewniejszy aniżeli ktoś obcy z ulicy :)

      @neewho: Nie koniecznie. Zwykle polecony znajomy będzie gorszy od polecającego bo przecież nikt nie chce by ktoś kogo poleci go wygryzł ze stanowiska. Jak nie szukasz specjalisty to wtedy może być okej.

    •  

      pokaż komentarz

      @void1984: bo to nie to samo. "Plecy" to gdyby ktoś Ci załatwił robotę, typu: jesteś kołek bez szkoły a wujek Ci załatwia robote w urzędzie poza jakimkolwiek konkursem. Tutaj właściwsze słowo to "z polecenia". Normalnie przechodzisz rekrutację i przyjmują Cię jeśli spełnisz wymagania i dobrze wypadniesz na rozmowie.

    •  

      pokaż komentarz

      @void1984: "Znajomości" lub "plecy" to tam, gdzie firma traci, bo zatrudnia i trzyma bez względu na wyniki debila, który nie ma nic poza znajomością z zatrudniającym. Networking to polecanie sobie znajomych, za których można poręczyć. Jeśli ktoś taki okaże się idiotą, to się go zwalnia. W praktyce pracę "po znajomości" można dostać najczęściej w państwowych zakładach pracy, ponieważ tam nie ma praktycznej kontroli jakości (nawet te certyfikaty ISO można o dupę rozbić, bo służą przede wszystkim do tworzenia "specjalistów od ISO" i chwalenia się papierkiem), a to dlatego, że udziałowcy (społeczeństwo) nie mają kontroli nad składem kadry zarządzającej, a to dlatego, że mamy kulawe prawo, którego nie opłaca się zmieniać tym, na których głosuje większość.

    •  

      pokaż komentarz

      @breeder: "Plecy" jest oczywiście pejoratywne, ale "znajomości" znaczą dokładnie to co napisałeś - dostęp do rekrutacji ogłoszonej jedynie wewnętrznie.

    •  

      pokaż komentarz

      @dziki_rysio_997: polecam Ci artykuł w polityce "pochwała nepotyzmu", gdzie stomma od poczatku do konca zachwala zatrudnianie po znajomości :). bo to rzecz naturalna i dobra...

      osobiscie ciezko mi bylo wytrwac do konca w czytaniu owego felietonu - bo szlag mnie trafial - jako iz reprezentuje z gola odmienne poglady.

      nie mam nic przeciwko zatrudnianiu po znajomosci - ale nie za MOJE pieniadze... w panstwowych firmach...! stanowcze nie marnowaniu pieniędzy podatnika na urzednicze lukratywne cieple posadki...

      a jak ktos ma wlasna firme i chce zatrudnic syna, kuzyna, ciocie, wuja - nie moja sprawa, niech robi co chce..

    •  

      pokaż komentarz

      @mitsue: Dla mnie instytucja publiczna jest synonimem patologii. Z jednego powodu - w sektorze prywatnym liczy się rentowność i realizowanie celów. Nie realizujesz - znikasz. Jaka jest motywacja do działania w sektorze publicznym? Poczucie misji? A ile osób odczuwa poczucie misji? 1%? 2%?
      Kolejny przykład: firma chce zrobić optymalizację finansową i zwalnia 15% pracowników. Normalna sytuacja? Normalna. A co by się działo, gdyby zwolnić 15% urzędników, którzy i tak nic nie robią? Strach pomyśleć.
      Nie mówiąc już o tworach typu Urząd Pracy - jak ma skutecznie walczyć z bezrobociem, jeśli jego zmniejszenie grozi redukcją etatów w UP/likwidacją owego urzędu? To jest jakaś kpina, a takich przykładów można podać jeszcze trochę.
      Co do zatrudniania po znajomości - w sektorze prywatnym to działa całkiem dobrze z powodów które podałem (szybsze pozyskanie specjalisty), w sektorze publicznym zwykle oznacza patologie i zatrudnianie debili.

    •  

      pokaż komentarz

      @neewho: Może i pewniejszy, ale znam takie przypadki, gdzie po znajomości były przyjmowane osoby, bardzo szybko awansowały, a zupełnie nie potrafiły ogarnąć się w swoich obowiązkach. I oczywiście były nie do ruszenia, bo znajomych przecież się nie wyrzuca.

  •  

    pokaż komentarz

    Jeśli to są rady dla dziejszej młodzieży poszukującej pracy to ja zaczynam wątpić w ludzką inteligencję... i jednocześnie się nie dziwie, że co drugi nie ma roboty albo zapierdziela za 1300 brutto.

    •  

      pokaż komentarz

      co drugi nie ma roboty albo zapierdziela za 1300 brutto.

      @arti040: nie ma roboty no tak . Niedawno firma w której pracuje dała ogłoszenie o prace. W ciągu 1,5 tygodnia zgłosiło się 28 osób na rozmowę z 15 wybranych przyszły 3. Mówią że niema pracy w Polsce.

    •  

      pokaż komentarz

      @stuwa200: Gdzie ta praca? Masz może linka do ogłoszenia?

      Poza tym, jeśli to tylko jedno stanowisko, to trzy osoby na pewno wystarczą. Dwie odejdą z niczym.

    •  

      pokaż komentarz

      @marekpiotr: A ja myślę, że z tych trzech statystycznie około 0.25 osoby się nadaje do tej pracy...

    •  

      pokaż komentarz

      @dziki_rysio_997:
      Nawet nie wiesz jaka to praca, ale myślisz, że statystycznie 0,25 osoby, ciekawe.

    •  

      pokaż komentarz

      @qdlatyxes: Nie chodziło mi o konkretną liczbę (strzelam, że nie uwzględniając tego, jaka to jest praca byłoby to gdzieś koło tych 0.25 osoby właśnie - może 2x więcej, może 2x mniej - nie chce mi się nad tym dłużej zastanawiać), tylko o to, że stwierdzenie, że wśród 3 osób, które przyszły na rozmowę znajdziesz kogoś, kogo chcesz zatrudnić to duży optymizm.
      Jeśli mamy do czynienia z pracą wymagającą wiedzy/umiejętności to trudno jest znaleźć taką osobę (chyba, że kasa jest naprawdę dobra), bo specjalistów bez pracy jest niewielu, a jeśli już szukają pracy to mają konkretne oczekiwania wobec pracodawcy (i słusznie).
      Z kolei jeśli praca nie wymaga umiejętności i jest żmudna, nieciekawa, to trudno znaleźć kogoś, kto będzie się w nią angażował czy choćby sumiennie wykonywał swoje obowiązki (W szczególności mówię tutaj o ludziach młodych, starsze osoby częściej traktują taką pracę poważnie). Ile to razy ktoś pisał, że po trzech dniach pracownicy przestali przychodzić do roboty, że regularnie się spóźniają albo nic im się nie chce?

    •  

      pokaż komentarz

      @dziki_rysio_997:

      Nie chodziło mi o konkretną liczbę (strzelam, że nie uwzględniając tego, jaka to jest praca byłoby to gdzieś koło tych 0.25 osoby właśnie - może 2x więcej, może 2x mniej - nie chce mi się nad tym dłużej zastanawiać), tylko o to, że stwierdzenie, że wśród 3 osób, które przyszły na rozmowę znajdziesz kogoś, kogo chcesz zatrudnić to duży optymizm.

      Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Skoro przychodzą trzy osoby, to znaczy, że płaca jest zbyt mała.

      Jeśli mamy do czynienia z pracą wymagającą wiedzy/umiejętności to trudno jest znaleźć taką osobę (chyba, że kasa jest naprawdę dobra), bo specjalistów bez pracy jest niewielu, a jeśli już szukają pracy to mają konkretne oczekiwania wobec pracodawcy (i słusznie).

      Nic dodać, nic ująć, zgadzam się.

      Z kolei jeśli praca nie wymaga umiejętności i jest żmudna, nieciekawa, to trudno znaleźć kogoś, kto będzie się w nią angażował czy choćby sumiennie wykonywał swoje obowiązki (W szczególności mówię tutaj o ludziach młodych, starsze osoby częściej traktują taką pracę poważnie). Ile to razy ktoś pisał, że po trzech dniach pracownicy przestali przychodzić do roboty, że regularnie się spóźniają albo nic im się nie chce?

      Właśnie dlatego, że są młodzi. Nie mają doświadczenia pracowniczego, na początek biorą wszystko, umowy śmieciowe za 300 zł na rękę, bo na studiach przecież jakoś żyli. Jednak szybko zauważają, że nawet na dojazd do pracy im to ledwo starcza, więc zaczynają taką pracę mieć w dupie. Wina leży po obu stronach, pracodawca spodziewa się cudów za miskę ryżu, młody pracownik nie jest w stanie ocenić kosztów uzyskania i życia.

    •  

      pokaż komentarz

      @pugo:
      Na własny rachunek ale kilka etatów było w moim życiu.

    •  

      pokaż komentarz

      @stuwa200:
      Dokładnie taką samą sytuację miałem w czerwcu. W odpowiedzi na ogłoszenie przyszło ponad 40 CV. Takie, które coś sobą reprezentują (albo kandydaci) może z 15. Spełniających dokładnie wymagania pięciu - i tych zaproszono na rozmowę. Przyszło 3. Jeden się do czegokolwiek nadawał.

    •  

      pokaż komentarz

      @qdlatyxes:
      Chodzi o to, że spora cześć ludzi nie nadaję się do pracy ogólnie. Nie chodzi o to, że nie mają specjalistycznej wiedzy czy doświadczenia tylko po prostu nie nadają się życiowo. Brak wyobraźni, brak samodzielności, konfliktowość, postawa roszczeniowa itd itp.

    •  

      pokaż komentarz

      @dx0ne: czasem tez bywa tak, ze czlowiek swietnie nadaje sie na dane stanowisko, a nie zapraszaja go nawet na rozmowe, bo nie ma doswiadczenia czy jakis bajek w CV.

  •  

    pokaż komentarz

    jeśli na rozmowie kwalifikacyjnek każa ci sprzedać długopis ( ponieważ chca sprawdzić jak jesteś kreatywny) mówisz im, że oni nie są kreatywni bo każą sprzedawac długopis jak na każdej rozmowie kwalifikacyjnej.

  •  

    pokaż komentarz

    Wysyłasz zbiorczo CV do firm, niezależnie od tego czy kwalifikujesz się na dane stanowisko, czy nie? Czas, który stracisz na czytanie maili z informacjami o odrzuceniu twojej kandydatury, lepiej zainwestuj w przygotowanie CV

    Ta, k!$@a.

    Ile razy wysłało się CV i LM w przypadku ofert, w których spełniałem wszystkie wymogi, a te pajace z "haeru" nawet nie są w stanie odpisać, że nie są zainteresowani? Zwyczaj jest taki, że w Polsce aplikacje albo śle się masowo, albo jeżeli jest się już dobrym lub ma się odpowiednich kolegów, to oferty same przychodzą.

  •  

    pokaż komentarz

    Znam gościa, który napisał ten poradnik K.P Obvious. Clue tych rad jest to co zwykle praca po znajomości zwana eufemistycznie "networkingiem"