•  

    pokaż komentarz

    Ciekaw jestem jak za 10 lat ludzie bedą wspominać obecne dziesięciolecie, to jak je nazwą? Lata 00-owe? :P
    "My dzieci lat 00-owych rozmawialiśmy przez gg, wysyłaliśmy smsy komórkami i oglądaliśmy amerykańskie seriale z napisami ściągnięte z neta. Ach to były czasy, łęzka się w oku kręci."

    •  

      pokaż komentarz

      Dzieci dwa tysiące :P

      Co do wykopu to pewnie kilka rzeczy bym poprzestawiał, kilka dodał i wyrzucił. Jednak i tak jak się czyta to banan na twarzy :)

    •  

      pokaż komentarz

      ja dziękuje za takie wspomnienie z lat "00" ;P
      szalone 90 rulez ;] to jest to!

    •  

      pokaż komentarz

      Też miałem piękne dzieciństwo w latach 90-tych. I pamiętam jak to dorośli narzekali, że teraz dzieci to tylko ta telewizja i komputery. Nie wiadomo co z nich wyrośnie. Nie bedą mieli żadnych wspmnień z dzieciństwa, nie to co my. A teraz my wspominamy nasze dzieństwo i narzekamy na dzieciaki co tylko siędzą na gg, fotce, naszej-klasie czy grają w tibie. A za 10, 20 lat to pokolenie fotki będzie wspominać swoje piękne dzieciństwo i narzekać na młodzież:)

    •  

      pokaż komentarz

      Też się nad tym zastanawiałem, aż w końcu gdzieś usłyszałem: "lata dwutysięczne". Jak dla mnie ta nazwa jest the best, nic innego nie pasuje. :P

    •  

      pokaż komentarz

      Co do tych aktualnych dzieciaków to pewnie bedzie cos w stylu "Pokolenie 2k" ale to juz nie takie fajne jak np. lata 80' albo 90' ;)) A wykop hmm... wszystko mi sie wydaje takie.. bliskie i znajome:D dodałbym jeszcze Kaczora Donalda, manie na pistolety na kulki, latanie całymi dniami i kopanie piłki do bramek z kamieni gdzie zawsze sie kłóciliśmy "-był gol! -nie było gola! nie weszlo przeciez!" ;) jeszcze te wszystkie resoraki, tez byla mania:D no i jeszcze utarlo mi sie w pamieci ze jak ktos kupił jakiś samochód na sterowanie, to pół osiedla łaziło za kolesiem i podziwialo:D sie rozpisalem:P ta łezka w oku i aż chcialo by sie znowu być młodym :D

    •  

      pokaż komentarz

      ktoś mądry powiedział, że zdumiewającym jest to, że z pokolenia na pokolenie z coraz to gorszych dzieci wyrastają coraz to lepsi rodzice ;)

    •  
      r.......s

      0

      pokaż komentarz

      Lata łeb dwa zerowe ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Za co zminusowaliście PCh22? Po mojemu "lata zerowe" to odpowiednia nazwa, stosowana w innych językach europejskich , np. angielskie "naughties" ("naughty" - zero), holenderski (jaare de nul) czy też w blisko spokrewnionym z polskim słowackim. Co prawda ta nazwa została już zarezerwowana dla wyliczania emerytur (dla kogoś kto nie wie wyjaśniam: jeśli wiadomo, że emeryt pracował w danym okresie, a nie można udowodnić jego zarobków np. z powodu braku dokumentów, ZUS wpisywał jemu za ten okres 0 zł - stąd nazwa "lata zerowe"). Jako że od zmiany przepisów z zeszłego roku wpisywana jest pensja minimalna, proponuję tutaj zmienić nazwę - na lata minimalne. Natomiast nazwa "lata dwutysięczne" jest nieścisła, gdyż może odnosić się nie tylko do dekady (2000-2009), ale też do stulecia (2000-2099) czy tysiąclecia (2000-2999). Na marginesie dodam, że obecnie (2010-2019) mamy lata dziesiąte.

  •  

    pokaż komentarz

    Super artykuł, ALE!
    Przecież gra w kapsle wyglądała zupełnie inaczej niż rzucanie hoppisami!

  •  

    pokaż komentarz

    zgadzam się to były piękne czasy... ;) kiedyś codziennie grało się w piłkę lub wychodziło bez żadnego konkretnego powodu i bez specjalnego umawiania się z kimś... zawsze było nas sporo i nigdy się nie nudziliśmy - 100 pomysłów na sekundę, życie było bardziej kolorowe, a teraz? jak już uda się "młodym" wyjść z domu to słyszysz tylko i wyłącznie teksty o "levelach" i jak to komuś nie zabrakło manny...

  •  

    pokaż komentarz

    A kto pamięta tego żółtego stwora DD reporter czy jakoś tak ?

  •  

    pokaż komentarz

    A kto pamięta jak się nazywała taka zabawa co się rysowało na piasku kółko i dzieliło je na państwa, następnie pokolei każdy wymawiając nazwę państwa przeciwnika wyrzucał patyk w dowolną stronę i nie pamiętam co dalej, ale jak przegrał to mu kawałek terytorium sąsiedzi obskubywali?

    •  

      pokaż komentarz

      Na różnych podwórkach, różnie się ta gra nazywała. U mnie wszyscy mówili na nią chyba "Ziemia", o ile mnie pamięć nie myli to w grze była jeszcze piłka i ten kto biegł do patyka później mówil ile kroków do kogo (stało się tyłem do wszystkich). Po "zbiciu" można było odebrać komuś kawałek jego państwa.
      Mogę się jednak mylić bo to było tak dawno... :D

    •  

      pokaż komentarz

      Na moim podwórku graliśmy w bardziej hardkorową wersję: żeby zabrać komuś terytorium trzeba było rzucić nożem tak, aby wbił się w ziemię. Wyciągając nóż rysowało się linię równoległą z jego ostrzem i w ten sposób odkrawało się kawałek "państwa" należący do kolegi. Najfajniejszym elementem było wypatrywanie czy nie zbliża się nikt dorosły - często gra kończyła się w połowie, na skutek konfiskaty niebezpiecznego narzędzia;)

    •  

      pokaż komentarz

      DmooN, my graliśmy tak samo i nazywaliśmy to po prostu grą w noża. niesłusznie, bo to zupełnie inna gra, ale się jakoś tym specjalnie nie przejmowaliśmy.

    •  

      pokaż komentarz

      To ja dorzucę kilka gierek "podwórkowych" z 90s:
      -pikuty: kucając rzucało się nożem w kilku pozycjach: najpierw rzeczone pikuty, czyli trzyma się nóż za tyłek i wbija, później matka, ojciec, kielich, buła, kołki i górne i później tzw. "egzamin" trzymało się nóż za czubek i rzyucało się go 360 stopni i zdawało się wtedy do "następnej klasy", gdzie było o jedną pozycję mniej. W mej pamięci pozostaną wieczne kłótnie, o niewbicie noża na regulaminowe dwa palce oraz chęc powtarzania rzutu bo trafiło się na "żyda" czyli kamień,
      - 5-10-15 - zbierała się gromadka na szczycie bloku i "mistrz ceremoni" rzucał w ścianę piłkę tenisową. Ta się odbijała i jeśli ktoś złapał obiema rękami to było 2 pkt, prawą-3, lewą- 5. Jeśli uzbierało się 15 pkt, komu piułka wyleciała z rąk ten był "łowczym". Jeśli uzbierało się punktów 15 "łowczy" gonił resztę i kogo trafił piłką ten teraz musiał kogoś trafić.
      - chowany wersja "wykopywany": doskaonalsza wersja "chowanego". Kryjącemu wykopywało się piłkę. Ten wracał tyłem na miejsce, reszta się chowała, kryjący musiał szuka, ale także musiał pilnować piłki. Jak kryjący znalazł parę osób, ale ktoś wykopał mu piłkę kryjący musiał zaczynać od nowa
      - wojna: rysowało się duże koło (kilka dzieciaków tworzyło cyrkiel i ładnie te kółka wychodziły). Dzieliła się koło na "państwa". Ten kto miał patyk "wywoływał wojnę" jakiemuś "państwu" i rzucał patyk na środek koła. Reprezentant danego państwa musiał po ten patyk pobignąć reszta "państw" uciekała. Później ten z patykiem musiał trafić dzieci z innych państw. Jeśli trafił mógł zagarnąć patykiem duży teren państwa trafionego.
      Jak się coś mi przypomni to dopiszę, oczywiście nie za darmo. Całkowita opłata to jeden plus(bez Vatu i gwiazdek) od osoby. Wysłając ich jak najwięcej niewiele tracicie (no bo tylko tylko kilka kalorii na kliknięcie plusa) a pomagacie potrzebującemu, który chce podzielić się wrażeniami o tym pięknym okresie Jeśli jednak zostanę obrzucany minusami to się zamknę w sobie i wtedy będziecie żałować bo już nic nie napiszę i nastąpi koniec sentymentalnej podróży.

    •  

      pokaż komentarz

      No to hardkorowa wersja chowanego. U nas był zawsze pod blokiem taki betonowy grzybek wysokości z 120cm, bodaj od aparatury ciepłowniczej (ujście, czy komin czy cuś). Szukający musiał "zaklepywać" w grzybek każde "znalezienie", jeśli odkryty zaklepał się szybciej niż szukający to eliminowało go to z szukania w następnej rundzie. To samo tyczyło się zaklepywania pod nieobecność szukającego.

    •  

      pokaż komentarz

      jeszcze graliśmy w warszawiankę, jak była na podwórku dostępna tylko jedna "bramka". najpierw się żonglowało, żeby ustalić kolejność, potem próbowało strzelić i w zależności od skomplikowania strzału (z woleja, nożyce, przewrotka) tym więcej punktów. kto przestrzelił, tego obowiązywało "prawo Pascala".
      inną odmianą tej gry było okienko, kiedy próbowało się strzelić w okienko od śmietnika, a żeby nie stracić punktów, trzeba było odbić od drzwi. czy jakoś tak. pamiętam, że dozorcy strasznie za to ganiali :D

    •  

      pokaż komentarz

      Dorzuce podchody, których zasad chyba nie musze tlumaczyc,
      "Grzyb" czyli rzucam nozem w ziemie, wbija sie i rysuje kolko - teoretycznie jak najmniejsze, by ten ktory idzie za mna, mial klopoty z trafieniem w nie. A potem sie szlo z kolka na kolko, wbijajac noz.
      "5 cegielek" - kolejna extremalna wersja chowanego, nieco podobna do wersji podanej przez
      Rzirziego, lecz zamiast wykopywanej pilki, mielismy rozwalanie wiezy, ulozoej z 5 cegielek. Osoba poszukujaca zanim z mozolem zaczela biegac po osiedlu w poszukiwaniua kompanow, musiala ta wiezyczke ulozyc z powrotem.
      "Kocie Oko" - gra z zacieciem gimnastycznym. Jedna osoba lazi z zamknietymi oczami po placu zabaw, podczas gdy reszta nie moze noga dotykac podloza. W chwili gdy osoba z zamknietymi oczami powie "Kocia Oko!", a ty stoisz na ziemii....coz..po prostu przegrywasz.

    •  

      pokaż komentarz

      @reCoil - oczywiście też graliśmy w tą grę na jedną bramkę, ale my to nazywaliśmy "marynarzem" (no fucking idea why...). aha jeszcze jedno dla młodszych trzeba chyba wytłumaczyć co oznacza "Prawo pascala" - kto kopie ten zapier*ala!
      do gier piłkarskich to jeszcze były:
      -słupki: hardkorowa gra w pilkę nożną. Graliśmy na korcie do gry w siatkówkę a bramakami byłu właśnie słupki
      - kwadrat: rysowało się kwadrat dzieliło się go na cztery częsci i każdy miał "cwiartkę" komu piłka przekroczyła na jego ćwiartcę zdobywał punkty karne. Wersja soft: dwa dotknięcia, hardcore: jedno dotknięcie.
      @ stepBYstep: wersja chowanego z cegiełkami też u nas była jednak nie przyjęła się tak dobrze jak z piłką.

    •  

      pokaż komentarz

      No teraz moje podwórko.
      Gra w grzyba opisana, ale wspomne, że zawsze się trafił jakiś cwaniak co rzucił 10metrów dalej i nie było szansy potem z nim wygrać.
      Gra w państwa też opisana.
      Kwadraty. Przed blokiem mieliśmy betonowy plac podzielony na kwadraty. Piłki można było dotknąć raz lub dwa. Piłka na polu za to mogła odbić się tylko raz. Do trzech skuch, potem zawodnik odpadał.
      Bujaczki. Dwóch zawodników siadało na bujaczkach. Zadaniem było strzelenie obok nóg przeciwnika, tak aby piłka trafiła miedzy ramy podpierające bujaczke.
      Król. Odmiana koszykowa i futbolowa. Koszykowa, to rzuty do kosza. Futbolowa to kopanie piłki w taki sposób by odbiła się od ustalonej ściany (np. śmietnika) i żeby przeciwnik miał jak najtrudniej trafić w sciane.
      Słupki i poprzeczki. Należało trafić w słupek lub poprzeczke, w zależności od odmiany nogą lub ręką.
      Berek piłką na rowerach. Chyba nie muszę tłumaczyć.
      Kapsle. Odmiana na krawężnikach, odmiana pisakowa i odmiana z przeszkodami.
      Konkursy samolotów ze styropianu (chyba pamiętacie takie cuda techniki)
      i jeszcze pewnie -dziesiąt innych, których nie pamiętam...

    •  

      pokaż komentarz

      "Berek piłką na rowerach. Chyba nie muszę tłumaczyć. "

      This is madness!

      Myśmy na podwórku rzucali nożami tak, aby wbijały się w drzewo. Każdy miał swój nóż i ten, kto wygrywał w wyścigu wybierał następne drzewo na cel a reszta musiała podążać jego śladem i zdołać go wyprzedzić.

    •  

      pokaż komentarz

      "Berek piłką na rowerach. Chyba nie muszę tłumaczyć. "

      This is madness!

      Myśmy na podwórku rzucali nożami tak, aby wbijały się w drzewo. Każdy miał swój nóż i ten, kto wygrywał w wyścigu wybierał następne drzewo na cel a reszta musiała podążać jego śladem i zdołać go wyprzedzić.

    •  

      pokaż komentarz

      Konkursy samolotów ze styropianu (chyba pamiętacie takie cuda techniki)
      I za to masz ode mnie plusa;] Pamietam, ze w kioskach kupowala sie przerozne, banalne do zlozenia modele, ktorym zazwyczaj po paru godzinach wykrzywial sie nos albo ogon;]
      A opisana przez Ciebie gra w Krola, u nas byla zwane jakze uroczo "Pedałem";]

    •  
      w.......s

      +5

      pokaż komentarz

      Samoloty ze styropianu u nas też były, ale swego czasu najpopularniejsze były samodzielnie strugane łódeczki - po znalezieniu dobrego kawałka kory cały dzień spędzony na murku z nożem.. Z drewnem wiązało się nie lada wyzwanie - tak obciąć kawałek drewna, by dziób łódeczki był równy (tzn. by dokonać dwóch cięć pod tym samym kątem).. zawsze były z tym trudności.. a potem już tylko pieczołowicie powbijać gwoździki w pokład i obwiązać je sznurkiem i na kałużę. :)
      Najambitniejsi wymontowywali silniczki z zabawek i robili łódeczki ze zdalnym sterowaniem, ale mi się nigdy ta sztuka nie udała. :(

    •  

      pokaż komentarz

      samoloty składane, a byli jeszcze spadochroniarze z workiem foliowym sprzedawane z gumą do żucia...
      od siebie dodam 'baba jaga patrzy', 'dwa ognie', 'gąski gąski do domu' 'budujemy mosty' i ulubiona - gra w krowę - jedna osoba jest krową, reszta trzyma ją za ręce. Krowa mówi kolory, przy białym wszyscy uciekają, jeśli krowa kogoś złapie to ta osoba staje z rozkraczonymi nogami i można ją uratować przechodząc pod nogami.
      No a jako że jestem dziewczyną to muszę jeszcze dodać grę w klasy, czy też w pajacyka (rzucało się szkiełkiem/kamieniem na odpowiednie pole np 1,2,3 i trzeba było odpowiednio przeskoczyć wszystkie pola zabierając z powrotem szkiełko)

1 2 3 4 5 6 7 ... 16 17 następna