...
  •  

    pokaż komentarz

    Nie słyszałem żeby to miało miejsce w innych krajach poza Japonia ( i może Chinami). Czy faktycznie to dotyka tylko ich? A jeśli tak, to ktoś zna podstawy tego?

    •  

      pokaż komentarz

      Wbrew pozorom artykuł na wikipedii odpowie Ci na większość pytań:
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Hikikomori

    •  

      pokaż komentarz

      Jak to zwał, tak to zwał, po prostu skrajny przypadek nerda cierpiącego na fobię społeczną.

    •  

      pokaż komentarz

      Wszędzie to jest pewnie tylko nikt nie jak to się nazywa.
      Przykład, znajomy jeszcze z podstawówki, całkiem dobry uczeń wszyscy wymagali od niego nie wiadomo czego, nigdy nie spotkałem się z nim na dłużej niż godzinę bo za chwilę dzwonili rodzice aby wracał do nauki. Z 2 lata temu słyszałem, że całe wakacje spędził w domu i nic nie jadł, wpadł w anoreksję. Gdy nie chciał iść do szkoły rodzice wysłali go do psychologa i z tego co wiem psycholog nieźle opierniczył rodziców.
      Nie wiem dokładnie o co chodziło w jego przypadku bo to taka wiadomość gdzieś zasłyszana od kogoś, nie wiem nawet na ile wiarygodna, ale jak ulał pasuje do opisu, chciał uciec od wymagań.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie wiem czy to nie będzie wręcz samobójcze, ale sam mogę uznać się za taką osobę - a raczej wydaję pierwsze przejawy takiego zachowania. Zadajcie sobie pytanie: jeśli nie ma neta przez 5 godzin to czy nie dostajecie szału? Czy zaraz po przebudzeniu siadacie na kompa? Czy zaraz po szkole, pracy wracacie na kompa?.. Jeśli tak to zaczynają pierwsze objawy u Was technokalectwa. U mnie się już zaczęły.. i staram się z nimi jakoś walczyć (ta.. pisząc komentarz na wykopie?) ale ni jak mi się to nie udaję.. nie potrafię żyć bez komputera.. A co do samego obrazu - piękne..

    •  

      pokaż komentarz

      @hakeryk2
      Tu nie chodzi tylko o neta. Raczej o ucieczkę przed presją wywieraną przez ludzi. Miałem okazję się zetknąć z czymś podobnym. Człowiek uciekł w odosobnienie bo nieustanna presja nie pozostawiała mu czasu na bycie sobą (w najbardziej elementarnym znaczeniu). Cały czas poświęcał na działania zgodne z oczekiwaniami otoczenia (w tym najbliższego), często wzajemnie sprzecznymi. To niesamowicie wykańcza psychicznie człowieka.

    •  

      pokaż komentarz

      mysle, ze wystepuje to wszedzie ale nie w takim stopniu jak w japonii. ogladalam kiedys o tym film dokumentalny, to na prawde jest tragiczne. najbardziej zal mi rodzicow tych dzieci.

    •  

      pokaż komentarz

      Jest jeszcze jeden powód - tak się dzieje, gdy otoczenie nie akceptuje danej osoby, odpycha ją, jedyną ucieczką jest internet...

    •  

      pokaż komentarz

      hakeryk2, mam podobnie, ale to nie to samo, co owe hikikomori :). Nie unikam rodziny w domu, kumple czasem wpadną na piwko, ale niestety rzadko wychodzę z domu. Na co dzień, jak nie siedzę przy komputerze, to oglądam TV. Bez tego nie wiem, co ze sobą zrobić, snuję się po domu i najczęściej kończy się na tym, że szukam czegoś do jedzenia :P. W kwietniu skończyłem technikum, nie poszedłem na studia. Siedzę często do 4 rano przy kompie, śpię pół dnia, a jak wstanę wcześniej, to strasznie dzień się dłuży i już nie wiem, co robić na tym necie. I tak w kółko... Trochę to dołujące, w Polsce nazywa się takich "nolife'ami". Choć nie panikuję, jak nie ma Internetu, czasami nie wchodzę do sieci aż do wieczora. Chodzi po prostu o to, by mieć jakieś zajęcie, jak je znajduję, to nie obchodzi mnie komp. Przynajmniej na te kilka chwil, bo na dłuższą metę jest mi bardzo potrzebny i wiem, że go nie zabraknie, bo Internet jest wszędzie, więc nie panikuję :). Poza tym chcę znaleźć pracę, mieć więcej pieniędzy, mieć na porządne ciuchy i wiele innych rzeczy, które urozmaicą moje życie ;]. Mam nadzieję, że to się uda, w sumie musi. Przydałaby się jeszcze jakaś panna, w sumie brak takiej osoby jest powodem braku chęci do życia... Ale siedząc w domu dziewczyna się sama nie trafi, wiem o tym, tyle że brakuje sił i ambicji, przez same niepowodzenia w przeszłości w tej kwestii. I inne powody i problemy, ale nie będę tu robił kącika zwierzeń, czy zamieszczał ofert matrymonialnych :). Trzeba małymi kroczkami sprawić, by żyło się lepiej. Nie można od razu wymagać od siebie jakiejś rewolucji, bo sama myśl o tym, ile pracy nas czeka, może zniechęcić. Powoli do celu, krok po kroku i będzie dobrze :). Trzeba tylko w to wierzyć i wziąć się za siebie. Życzę tego wszystkim, którzy się z tym utożsamiają, ale może być ich sporo...

    •  

      pokaż komentarz

      Chudy_, od hikikomori dzieli cię przepaść. A studia polecam, warto.

    •  

      pokaż komentarz

      @Chudy_ - Sądzę, że jest trochę podobnych osób. Sam mógłbym większość o sobie powiedzieć.

      Większość czasu spędzam w domu, bo nie mam gdzie i z kim wychodzić (wszyscy zajęci o.O), brakuje mi towarzystwa, ale ciągłe porażki raczej wpłynęły na to, że nie szukam dziewczyny. Kontakt z ludźmi zastępuję przez gg i fora. Akurat teraz matura i te sprawy, więc mam trochę zajęć i aż tak często nie siedzę przy komputerze, ale codziennie sprawdzam kilka razy maila, zaglądam na wykop, peb, nk, swoją stronę. Zazwyczaj nie gram w gry, bo mnie to nudzi. Czasem się zdarzy odpalić grę i siedzieć przy niej kilka godzin, ale to raczej raz na jakiś dłuższy czas. Codziennie oglądam jakiś film, jak mam czas, to oglądam kolejne odcinki Soprano. Ogólnie chcę obejrzeć wszystkie w kategorii "gangsterskie" na filmweb :) Ale to jak jest czas - mam na to całe życie. Odchodzę często od komputera, czasem znajduję sobie jakieś ciekawe zajęcie (ostatnio zrobiłem takie coś http://photos.nasza-klasa.pl/2311517/35/main/13e840c650.jpeg ), jak mam ochotę, to gotuję najróżniejsze potrawy. Trzeba mieć coś od życia :) Chciałbym częściej wychodzić, nauczyć się tańczyć, mieć kogoś, z kim mógłbym spędzać czas, ale to chyba nie jest już możliwe.
      W tym roku kończę szkołę i będzie można mnie spotkać na Politechnice Wrocławskiej, może poznam ciekawszych ludzi, niż w moim mieście :)

      Wszystko sprowadza się do jednego - komputer to kit, którym zatykamy dziury w czasie, jednak gdy mamy coraz więcej tych dziur, to nasze życie staje się jednym wielkim kitem. Jakby wyglądało okno, w którym zamiast szyby jest tafla kitu?

    •  

      pokaż komentarz

      Ten problem istnieje również w innych krajach, tylko nosi różne nazwy. Np. w Korei ,,inton gata wettori'' ( Yo Injung,
      Hikikomori circumstance in South Korea )

    •  

      pokaż komentarz

      @hakeryk2: Znajdź sobie jakieś inne "konkurencyjne" rozrywki. W lato pojedź na wycieczkę rowerową, zmęcz się czymś, przeczytaj ciekawą książkę, pójdź gdzieś daleko piechotą i wróć autobusem itp. :P Trzeba odkryć inne ciekawe rzeczy, do których nie potrzeba komputera.

  •  

    pokaż komentarz

    Mizantropia?

    Niestety u mnie też coś jest nie tak z psychiką.
    Mam 20 lat, od dziecka byłem ciekawy świata miałem wielui znajomych w szkole, wychodziłem na podwórko grać w piłkę czy coś. W liceum spotykać się z kumplami na piwko, miałem dziewczynę.
    Ale zaczęło się coś niedobrego. Nabawiłem się ludziowstrętu. Zaczęło się od tego jak przestałem odbierać telefony czy otwierać drzwi jak byłem sam w domu. I zapewniam, nie wynikało to ze strachu. Nie boję się ludzi, po prostu p%%#$$#ą mnie oni. Ale to dalej nie było nic groźnego. Potem doszło do takich ekscesów jak zredukowanie liczby znajomych an GG z ponad 150 do.. 20 ;) Usunięcie profilu na naszej klasie i nie odpisywanie nikomu na gg. Jak widziałem na GG okienko z "Cześć, jesteś?" to udawałem że mnie nie ma, dopiero o bezpiecznej porze, typu 3-4 w nocy odpisywałem "sorry, nie było mnie. Co chciałeś?".
    Wolałem się ubezpieczać w ten sposób. Myślcie sobie, że jestem jakimś emo czy coś, ale nie. Nie mam nic wspólnego z żadnymi emo, ch!% w nich wbijam.
    Myślę, że to tego przyczyniło się uzależnienie od internetu czy ogólnie komputera. Matka w domu zarzucała mi, że w ciągu dnia wypowiadam do niej raptem kilka zdań. Przeprowadziłem się z komputerem i książkami na strych więc ;) I matka dzwoniła mówiąć "obiad na stole". Zacząłem studiować od października, oczywiście szybko poznałem wielu znajomych bo z tym nigdy nie miałem problemu. Sęk w tym, że w dupie ich mam i traktuję ich tylko jako sposób na zabicie nudy w przerwach między zajęciami. Ale przeprowadziłem się tydzień temu z miejsca zamieszkania, do mieszkanka obok uczelni, więc teraz to jest nawet niepotrzebne.
    Acha, z takich nienormalnych zachowań to jeszcze to, że jak gdzieś wychodziłem na miasto i widziałem kogoś ze znajomych, nawet bliskich, to szybko skręcałem w inną stronę. A w autobusie jak 2 metry obok mnie stał kumpel to udawałem że patrzę w szybę.

    Nienormalne trochę, nie?

    Miałem na prawdę bardzo wielu znajomych, a takich bliższych też nie mało. Niektórzy cenili tę znajomość, a ja na to wykładałem lachę. Przydawali się tylko w szkole, jak już pisałem, żeby się nie nudziło. I owszem, zawsze było zabawnie, wiadomo, w podstawówce/gimnazjum czuć się członkiem jakieś większej kinder mafii, lol, a w liceum osobą znaną szerzej w klasach równoległych jak i młodszych.

    Ta nienormalność na w miarę zdrowym poziomie trwała sobie spokojnie do końca klasy maturalnej. Nie otwierałem tylko drzwi i nie odbierałem większości telefonów, zwłaszcza jak dzwonił nieznany numer. Ale po maturze przybiera to coraz gorszą formę i widzę, że troche odstaje to od ogólnie przyjętych norm społecznych.

    Dlaczego to piszę? Bo od pewnego czas zastanawiam się, czy przypadkiem nie jestem jakiś nienormalny?
    Czy ktoś z was też "cierpi" (ja nie cierpię, mi to odpowiada) na ludziowstęt? Czy to tylko może bardziej rozwinięta forma zwykłego hermetyzmu?

    Znajomy ostatnio (jedna z dwóch osób z którymi regularnie piszę na gg) podsumował mnie tak:
    Ty jesteś schizofreniczno-maniakalnym mizantropem - czasem jesteś bardzo towarzyski, a czasem absurdalnie aspołeczny. Masz uszkodzony mózg.

    Pozdrawiam.

    PS: słońce też strasznie mnie wkuriwa. Rolety zasunięte 24h ;)
    PS2: nigdy nie grałem w Tibię, Ogame, czy inne zasrane WoW/CS. Na Kurniku także nie.

    •  

      pokaż komentarz

      Nienormalne trochę, nie?
      niestety.. calkiem normalne.. :)

    •  

      pokaż komentarz

      tak jesteś nienormalny :) get a life.pl pozdrawiam

    •  

      pokaż komentarz

      To nie jest dobry pomysł na szukanie tutaj pomocy. Pamiętam Brand new day z 4chana, go kill yourself.

    •  

      pokaż komentarz

      Szczerość za szczerość: Nic nas to nie obchodzi.

      No, chyba, ze nie jesteś szczery i tylko prowokujesz dyskusję, albo tez jesteś zwykłym no-lifem bez żadnych problemów psychicznych, którego marzeniem byłoby miec 150 znajomych na liscie gg kiedykolwiek w życiu - ale chciałbyś je miec, bo usprawiedliwiałyby Twoja słabosc i strach przed wzięciem życia we własne ręce.
      Nie, tak się tylko bawię w psychologa.

    •  

      pokaż komentarz

      ufasteu: Nie mam i niegdy nie miałem skłonności samobójczych.

      I nie słucham metalu, tak btw.

      [Edit:]
      Vince, domyślam się, że nic. Piszę komentarz bo to związane z tematem tego wykopu. Chciałem ciut wnieść do niego. Ktoś tam wyżej pytał, czy to zjawisko dotyczy tylko japończyków. Jak widać, nie.
      Nie uważam, że jestem no-lifem typu tibijczycy czy inni zap%%!#!$acze w WoW-a.
      To nie tak. Chyba.

      Sugerowalibyście w takim przypadku wizytę u psychologa?

    •  

      pokaż komentarz

      Hmmm... Ciekawe u mnie jest to w odwrotnym kierunku. Kiedyś nie czułem potrzeby przebywania z ludźmi, teraz jest trochę inaczej.

      Ale nie o tym chciałem pisać. Edukacja mi jednak coś dała. Nauczyłem się, że ludzkość miała różne "fazy". Choćby romantycy. Ludzie w XVIII wieku dostali do rąk Wertera i zwykli młodzi zaczęli się do niego upodabniać, czyli niestety popełniać samobójstwa i tak szukać miłości, żeby okazała się nieszczęśliwa.
      W dniu dzisiejszym mamy telewizję, internet, gry. To wszystko wyzwala nową "fazę". Zaczynamy się odcinać od zwykłych znajomych i potrafimy siedzieć cały dzień np na wykopie. Kiedyś kulturę kształtowała literatura i sztuka. Jeśli na topie był romantyzm to wszyscy byli romantykami, wrażliwi itp (albo przynajmniej była ich większość i to oni żądzili światem, pod względem kulturowym oczywiście). Dzisiaj internet i muzyka spełniają tę rolę. Młodzierz dzieli się zazwyczaj wedle upodobań muzycznych, stron które odwiedza i gier. Sam poznałem lepiej jednego fajnego kolesia zaczynając rozmowę z nim o grach i muzyce. To tyle na dzisiaj. Sądzę że to nie koniec tej "mody" ale to też przeminie i po pewnym czasie coś innego będzie na topie.

    •  

      pokaż komentarz

      Skoro nie cierpisz, to w czym problem? :D

    •  

      pokaż komentarz

      Może podświadomie wiem, że to moje podejście do rzeczywistości, do spraw społecznych jest nienormalne, i na siłę chciałbym być jednak normalny?
      Albo inaczej.
      Chciałbym być normalny a nie grać takowego. Czuć się dobrze żyjąc życiem, a nie przyjmować postawę mizantropa. Tylko jak? Na siłę?
      No właśnie. Ciężko ;-)
      Brzmi trochę bez sensu ale tak jest.

    •  

      pokaż komentarz

      @draq: Jestem w bardzo podobnej sytuacji jak opisałeś. Jestem pare miesięcy przed osiemnastką i mamy bardzo dużo wspólnych "odchyłów" (?) Tak samo nie odbieram telefonów od nieznajomych, jak mam jakiś nieoczekiwany dzwonek do drzwi, nie otwieram. W klasie raczej jestem lubiany, mam znajomych ale to tylko w szkole, poza nie mam praktycznie z nimi kontaktu. Są tylko dwie osoby,na których mogę polegać, i które potrafią mnie wyciągnąć do ludzi, na piwo etc. jest to moja dziewczyna i mój kumpel. W sumie to tylko dzięki nim wychodzę z domu, jeśli nie liczyć tego że raz na jakiś czas lubię wyjść pofotografować. I tak samo jak Tobie ten "ludziowstręt" nie przeszkadza mi o dziwo. Na miasto wychodzę tylko jak mam jakąś sprawę do załatwienia, nie lubię się włóczyć bez celu, wolę siedzieć sam, w domu.

      Ps. Gram w tego zasranego WoWa i CSa
      Ps.2 Zdanie czasem jesteś bardzo towarzyski, a czasem absurdalnie aspołeczny także idealnie mnie opisuje.

    •  

      pokaż komentarz

      @synek125
      Specjalnie napisałem, że nie gram w żadne gry, bo to może być przyczyna odizolowania się od świata. Może jesteś uzależniony od tych gier?
      Wolisz pograć niż żyć jak normalny człowiek?

      U mnie jest gorzej, bo ja wolę nic nie robić niż wyjść do ludzi. Nie znam przyczyny, którą w Twoim przypadku mogą być gry on-line. Nie wiem zupełnie skąd mi się to wzięło.

      Chciałbym być normalny ale.. czy to normalne na siłę chcieć stać się normalnym?
      Fap, fap, fap.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie przejmuj się, ciesz się życiem w sposób który najbardziej Ci pasuje, to Twoje życie, nie innych. Póki im nie szkodzisz to nie jest ich sprawa. To że znasz kogoś to nie powód aby zawsze mieć ochotę z nim gadać. Zdaje się, że trochę poznałeś siebie, to jest coś, z czym wielu ludzi zwleka do chwili swojej śmierci.
      "Niczego się nie wyrzekać, do niczego się nie przywiązywać"

    •  

      pokaż komentarz

      draq Proponowałbym Ci jednak wizytę u psychologa. Forum na wykopie niestety nie jest najlepszym miejscem do poszukiwania rad dotyczących stanów wewnętrznych człowieka. Fakt, że zdecydowałeś się na opis tego co aktualnie przeżywasz może być podświadomym sygnałem, że nie do końca Ci to odpowiada. Możesz cierpieć na jakąś lekką paranoje, lub fobię społeczną poczytaj o tym choćby na wiki:

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Osobowo%C5%9B%C4%87_paranoiczna
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Fobia_spo%C5%82eczna

      Nie chcę Ci niczego wmawiać, ale jeżeli utożsamiasz się w jakiś sposób z tym co jest napisane w powyższych linkach to może poszukać pomocy u specjalisty? Żaden to wstyd, a może pomóc. Pierwszy krok zrobiłeś, trzymam kciuki żeby udało Ci się wykonać kolejny. Pozdrawiam

      I jeszcze jedno. Jesteś normalny. Takie stany jakie przeżywasz mogą dotknąć każdego z nas i wielu z nas dotykają. Ja też mam czasem dość ludzi. Nie chcę się tu bawić w psychoanalizę bo to ani miejsce, ani pora. Ale spróbuj się zastanowić skąd czerpie się u Ciebie ten wstręt do ludzi, może ktoś Cię kiedyś skrzywdził, zawiódł, rozczarował. Może ktoś wywierał na Ciebie zbyt dużą presje i postanowiłeś się wycofać? Są ludzie, którzy nie będą Cię oceniać i mogą Ci pomóc. Jeżeli uważasz, że ta sytuacja ma zbyt duży wpływ na Twoje życie to zgłoś się do psychologa.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kamulec:
      Po pierwsze dzięki za komentarz.
      Po drugie, chyba bardzo dobrze trafiłeś z tą presją i zawiedzeniem się na ludziach, hehe.
      Chore ambicje, to mój kolejny problem. Z niego mogą właśnie wynikać te aspołeczne zachowania.

    •  

      pokaż komentarz

      @draq
      Może nie aż tak skrajnie, ale też nie odbieram telefonów [szczególnie jak nie wiem kto dzwoni], a czasami mam taki ludziowstręt, że mogę siedzieć 2 dni sam w pokoju i nie brak mi nikogo ;). Generalnie, lubię święty spokój - jak jest cicho, ciemno i nikt mi nie przeszkadza. No i nie lubię chodzić do klubów na te wszystkie bansy, spotkania klasowe/grupowe/z pracy ze znajomymi, wolę iść do zadymionego pubu sam o 2 rano i przesiedzieć do 5 rano albo dłużej ;).

      P.S. Nie gram za bardzo w nic, a na pewno nie w sieciówki ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @draq:
      Specjalnie napisałem, że nie gram w żadne gry, bo to może być przyczyna odizolowania się od świata. Może jesteś uzależniony od tych gier?
      Nie. Po prostu lubię WoWa i CSa ale mogę bez nich żyć

      Wolisz pograć niż żyć jak normalny człowiek?
      Nie.

      wolę nic nie robić niż wyjść do ludzi
      Właśnie ja też tak mam

      Może podświadomie wiem, że to moje podejście do rzeczywistości, do spraw społecznych jest nienormalne, i na siłę chciałbym być jednak normalny?
      Też się nad tym czasami zastanawiam, bo niektórzy chyba uważają mnie za lekko a spolecznego. I się zastanawiam jak to zmienić, ale z drugiej strony, mi moja aktualna sytuacja nie przeszkadza.

    •  

      pokaż komentarz

      "...spróbuj się zastanowić skąd czerpie się u Ciebie ten wstręt do ludzi, może ktoś Cię kiedyś skrzywdził, zawiódł, rozczarował. Może ktoś wywierał na Ciebie zbyt dużą presje i postanowiłeś się wycofać?"
      Jak ja uwielbiam takie teksty :|

    •  

      pokaż komentarz

      @blgwhi
      cieszymy się bardzo
      ja uwielbiam filmy Tarantino

    •  

      pokaż komentarz

      draq, może twój stan ma jakiś związek z twoim awatarem? ;p

    •  

      pokaż komentarz

      draq. Poczytaj o syndromie aspergera

  •  

    pokaż komentarz

    fake-- naprawdę byłby mail "dear hikokomori! enlarge your penis,buy viagra..."

  •  

    pokaż komentarz

    Wiem co to znaczy. Mam podobnie. Można powiedzieć, że spróbowałem napoju, który ten chłopak pije codziennie. Nie traktuję pokoju jako twierdzy, bardziej jak bunkier. Też zasłaniam okno, lubię ciemność. Jedyne światło jakie mam to to, bym widział klawiaturę. Ten filmik pokazał mi co jest ze mną nie tak. Zapewne pod moim komentem pojawią się takie jak ten od Ziouasa. Przez chwilę miałem zamiar coś o nim napisać... ale nie warto tracić klawiszy na ignorantów.

    Nie cierpię na "ludziowstręt". Faktem jest, że ogólnie nienawidzę ludzi jako grupy - nie cierpię ich egoizmu, konsumpcjonizmu, nienawiści (tej bezpodstawnej), nie znoszę dwulicowości, obłudy... ale nie jest tak, że kompletnie się odcinam. Po prostu chcę stworzyć swój świat w swoim pokoju. Dla mnie, tylko dla mnie, żeby nikogo nie dopuścić do niego, by cieszyć się spokojem. By być sobą, nie udawać przed nikim niczego.

    Boję się że skończę tak jak on, że posiłki będą zostawiać mi pod drzwiami. Widzę co się ze mną dzieje, i boję się tego, jak to się skończy, ale z drugiej strony nie chcę tego zmieniać, tu mi jest dobrze. Sam nie wiem co z tym zrobić... Najchętniej nic.

    Ale ja mam jeszcze inny problem. Problem, z którego to się bierze. 4 lata temu przeprowadziłem się do Anglii. Nienawidzę ludzi tutaj, ci najlepiej widoczni (chava) wywołują we mnie wręcz obrzydzenie, a są na każdym kroku. Na początku zamykałem się w domu, teraz zamykam się w pokoju.

    Ale, jak pisałem, nie bronię się przed ludźmi. Czasem samotność mi dokucza, boli mnie że nie mam do kogo się odezwać. Parę miesięcy temu rzuciła mnie dziewczyna, z którą planowałem przyszłe życie. Od tamtej pory rozmawiałem tylko z jednym znajomy...

    Nie jestem kompletnie aspołeczny. Nie uciekam od ludzi. Po prostu selektywnie zawieram znajomości.

    Sam już nie wiem co piszę. Chyba mi kompletnie odwala. Ale mam 20 lat, to trochę powyżej wieku, w którym ludzie mają tę przypadłość. To chyba czas, gdy trzeba stanąć na nogi i walczyć... ale o co? Na Wikipedii wspomniano o globalnym myśleniu. Fakt, to się mnie tyczy. Czasem gdy oglądam wiadomości, myślę "Kurde, ja tam powinienem być! Tam się do czegoś przydam!". Wkurza mnie sens mojego istnienia, nie podoba mi się życie tylko po to, by pracować i spać na zmianę, nie chcę tego. Ale... echhh -.-

    Może wielu z was pomyśli jak ziouas, że się użalam nad sobą. Przykro mi jak tak się stanie, ale piszę to, bo się cieszę, że w końcu zrozumiałem coś na swój temat. To zawsze ciekawe, poznać coś o sobie. Jak zostanę zminusowany, trudno. Takie życie. Wiem, że pisanie o tym tutaj to jak szukanie miłości na /b/. I co z tego?

    Podobnie jak draq mam nadzieję że nie zdenerwowałem zbytnio niczyjej osoby. Pozdro.

    •  

      pokaż komentarz

      nie jestem ignorantem.

      sam mam paru znajomych, ktorzy wyjechali do Anglii i tam ciagle traktuje sie Polakow jak smieci, a rdzenni angole to c&#@e, wiec to rozumiem i wcale Ci sie nie dziwie.

      wracaj do kraju.

    •  

      pokaż komentarz

      Chciałbym. Naprawdę. Czasem się zastanawiam, czy lepiej tutaj żyć, czy zdechnąć w Polsce z głodu.

      Ale mentalność polaków też mnie wkurza. Nie jestem patriotą. Nie jestem dumny z tego, że jestem polakiem, bo jak mam być dumny z czegoś, czego nie osiągnąłem, a dostałem?

      Tutaj mam nadzieję coś osiągnąć. Złudna trochę ta nadzieja, ale i tak szansa większa niż w Polsce.

      Swoją drogą, odkryłem coś. Hikikomoriom brakuje czegoś. Chcą być wielcy. Mogą być w każdym zakątku świata, rozmawiać z każdym człowiekiem, być słyszanym przez miliony - a raczej im się tak wydaje. Życie brutalnie im pokazuje, że to ich otoczenie jest ich domem - a nie świat. Z żalu do... rzeczywistości? zamykają się w sobie. Nie chcą być nikim, nie chcą być malutkim człowiekiem, gdzieś w swoim domku, chcą być wielcy, nawet jeśli nie oznacza to sławy jak gwiazdy rocka. Oni chcą, ale życie im nie pozwala. Nie chcą się zabijać, bo albo szanują swoje życie, albo ich ciekawi. Każdy Hikikomori jest dla siebie jedyną osobą - gdybyś był na bezludnej wyspie z jednym, jedynym kumplem, zabiłbyś go? Dlatego oni nie chcą odejść, ale też nie podoba im się świat. Zamykają się w sobie, w swojej twierdzy - i tam tworzą wymarzony świat.

      A przynajmniej ja tak mam. Nie wiem czy ten wywód ma jakikolwiek sens - ale intencje miałem szczere, i dobre.

    •  

      pokaż komentarz

      Nienawidzisz ludzi jako grupy?Wszystkich oceniasz po raptem kilku osobach,które spotkałeś?
      Według mnie źle,lepiej jakbyś swój cenny czas poświęcił na poznaniu swojego środowiska.Z pewnością będzie ktoś,kto choć trochę będzie odbiegał od Twojego wzorca.

      Wracając do głównego wątku - ciekaw jestem,co się stanie,gdyby takim "Hikikomorim" ludziom zabrać internet.I czy owa choroba była przypuśćmy,100 lat temu.
      Pozdrawiam,

    •  

      pokaż komentarz

      Też tak mam, że dobieram sobie znajomych. I nie znoszę ludzi w grupach, są beznadziejni, lansują się jeden przed drugim, grają, udają, chcą wypaść jak najlepiej. Najlepsze są relacje 1:1 i spotkania w 4 oczy. Chyba że chcemy tylko się rozerwać na jakiejś imprezce, a nie prowadzić dyskusje nt. istoty egzystencji. Zauważyłem też, że dziewczyny są o wiele lepszymi przyjaciółmi, niż faceci. Ale też w pojedynkę. Ciężko mi zwierzać się ze swoich intymnych problemów, uczuć i rozterek jakiemuś facetowi, a przed dziewczyną nie mam oporów :). Szkoda tylko, że najczęściej są to znajomości wirtualne, choć staram się, by jakoś przenieść je do realnego świata, co nie okazuje się takie łatwe, jakie mogłoby się wydawać...

    •  

      pokaż komentarz

      Ja natomiast nigdy nie widziałem sensu w spotkaniach w 4 oczy. Strasznie żenujące było dla mnie rozmawianie na poziomie z kimś, zwłaszcza na tematy typu sens egzystencji.. przecież o wiele lepiej samemu ze sobą porozmawiać o tym ;)
      Porozmawiać - tak w przenośni oczywiście. Czyli samemu dojść do przemyśleń a nie słuchać innych ludzi.
      Dlatego jak już wolałem nie wymagające wysiłku intelektualnego rozmowy z kumplami.
      Uważałem, że pseudointelektualne wywody każdy powinien zostawić dla siebie, a należy rozmawiać o dupach, sporcie, samochodach i tego typu sprawach.

      Poza tym o np. matematyce mało kto chciał rozmawiać ;)

      Potem stwierdziłem, że nie ma sensu już z nikim rozmawiać, skoro samemu można dość do różnych przemyśleń. Czy do o dupach, czy o matematyce.

    •  

      pokaż komentarz

      No to jednak masz coś z głową ;)

      A tak na serio - sensem życia są ludzie wokół. Gdybyś był sam, czułbyś się dobrze? Chciałoby Ci się żyć? Nie byłoby po co. Nie wiem, czy oglądałeś film "Jestem Legendą", ale tam jest w pewnym stopniu ukazany ból życia głównego bohatera w totalnej samotności. No, poza psem, który zawsze mu towarzyszył i jak był bliski stracenia go, to wpadł w panikę. Ale nie będę zbytnio spoilował...
      Podobna sytuacja jest też w filmie "Cast Away: Poza Światem", w którym to główny bohater musi żyć sam na bezludnej wyspie... Robi sobie z futbolówki bodajże, głowę swojego przyjaciela, którego zawsze ma ze sobą i z którym "rozmawia". A jego zachowanie, gdy jest bliski jego utraty, to czysta histeria...

      Oba filmy warto obejrzeć.

    •  

      pokaż komentarz

      I jeszcze jedno - w rozmowach w 4 oczy nie chodzi tylko o dochodzenie do wniosków, do których sam każdy mógłby dojść. Chodzi o wymienianie się poglądami i o szukanie akceptacji dla nich. Gdy ktoś myśli tak, jak Ty, podobnie patrzy na świat, to rozmowa z taką osobą to czysta przyjemność, w dodatku bardzo budująca i utwierdzająca nas w naszych refleksjach. To piękne, gdy swoimi przemyśleniami możemy zwrócić komuś na coś uwagę, zachęcić go do przemyśleń na dany temat. Możemy nauczyć kogoś czegoś nowego, poszerzyć jego wiedzę i vice versa. Możemy też odegrać rolę ludzkiego pamiętnika i na odwrót, bo gdy mówimy o tym, co siedzi u nas w środku, to jest nam o wiele lżej. Potrzeba empatii, zrozumienia i akceptacji. O to wszystko tu chodzi i o wiele innych rzeczy. Jeżeli tego nie widzisz albo nie potrzebujesz, to masz jakieś aspołeczne zaburzenia. Bo ja bym zwariował, gdybym nie miał się komu wygadać albo komu dzielić się wieloma swoimi refleksjami... I lepiej, gdy jest to kierowane do kilku bliskich, stałych osób. A nie puszczane gdzieś w eter, gdzie czytają to obcy ludzie, którzy Cię nie znają i o których zapomnisz i którzy zapomną o Twych słowach i dalej pozostaniesz sam ze swoimi myślami... Gdybym nie miał gdzie ich uwolnić, to bym oszalał po pewnym czasie.

    •  

      pokaż komentarz

      MastaDJMax na pocieszenie powiem Ci ze oprocz tego ze tez mam 20 lat i mieszkam w Anglii to mam podobne odczucia ja Ty. nie jestes sam. ;( pozdr.

    •  

      pokaż komentarz

      Widzę że nie wszyscy mnie zrozumieli.

      Teesik ty kompletnie nie zrozumiałeś. Ciągle na to patrzysz z perspektywy człowieka. Popatrz na to z perspektywy ludzkości. Jak wspominałem, do pojedynczych ludzi nic nie mam. Urodzili się, i żyją - to jest na swój sposób normalne. Nienawidzę tego, co ewolucja zrobiła z biedną małpką. Z malutkiego, niepozornego stworzonka, powstała destruktywna kreatura, niszczycielski potwór, który zabija dla przyjemności, nie obchodzi go życie innych istot. Wymyśla swoje prawa i próbuje podporządkować sobie świat. Zajmuje coraz większe przestrzenie niczym wirus pustoszący ludzki (bądź inny) organizm.

      Nie mam nic przeciwko pojedynczym ludziom - nie ich wina że się urodzili. Rozumiesz?

      Chudy chyba masz rację. Kobiety są bardziej empatyczne, łatwiej się toczy z nimi rozmowę, ale z drugiej strony - mam nadzieję że nie znienawidzicie mnie za to stwierdzenie - mają o wiele większą tendencję do głupoty. Niektóre kobiety zachowują się jak puste panienki (ba, zwykle nimi są), bo nie muszą walczyć, nie muszą polować, ani szukać faceta, bo to oni szukają ich. W XXI wieku znacznie się to zmienia - myślę że taka "słodka idiotka" będzie już gatunkiem wymierającym.

      Anulka dziękuję. Buziak w policzek.

    •  

      pokaż komentarz

      Te wszystkie żarty nt. mądrości kobiet (a w zasadzie nt. jej braku) nie biorą się znikąd. Dziewczyny często są głupiutkie, ale my faceci takie najczęściej takie lubimy, bo intelektualistki często męczą :P. Nie mówię tu o jakichś totalnych pustakach, z kilogramami tapety na twarzy, wożącymi się Golfami i innymi BMW przeróżnych karków. Wiesz, często dziewczyny potrafią myśleć o wiele lepiej niż faceci, ale mają takie słodkie usposobienie i to jest fajne :). Od niedawna rozmawiam z taką jedną, która zachowuje się jak takie słodkie dziecko, śpiewa "wlazł kotek na płotek" i inne takie pioseneczki, lubi różowy kolor, dużo się uśmiecha itd., ale to wszystko to taka kreacja, bo w środku jest inteligentną, mądrą i dojrzałą dziewczyną, która pisze opowiadania i podobno książkę też napisała. Czytałem jej teksty i są bardzo ciekawe i głębokie. Ale lubi żyć w takim dziecięcym świecie i to mi się bardzo podoba :). To tworzy taki jej image, a tak naprawdę jest zaufaną i wyrozumiałą (i rozumną) osobą, której łatwo się zwierzam i ona mi także. I to jest fajne :).

    •  

      pokaż komentarz

      Zgadzam się z Tobą. Słyszałem, że tak samo jest z Dodą. Wolę nie wnikać. Ale faktem jest że kobiety potrafią myśleć lepiej niż faceci, tylko rzadko kiedy czują taką potrzebę. Darmowe kino, kolacje, czekoladki... Rozleniwiły się po prostu ^^

    •  

      pokaż komentarz

      Doda... Mam wobec niej mieszane uczucia. Wg mnie przeginała z kontrowersyjnością, jej zachowania były poniżej krytyki. Choć czasem jak jej słuchałem to wydawała się kimś normalnym i myślącym. Tak, czy siak, nie porównywałbym jej do tego rodzaju zachowania, jakie opisałem powyżej :P. To zupełnie coś innego.

    •  

      pokaż komentarz

      Mnie właśnie zbyt wkurzają jej skandale. Robi z siebie wielką gwiazdę...

    •  

      pokaż komentarz

      Chętnie bym ją bzyknął.
      I nie obchodzi mnie czy jest mądra czy głupia.

      No co. Mogę sobie pomarzyć, nie? ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Jak marzyć to z klasą. Ja bym bzyknął Winonę Ryder... xD

      A pamiętacie wykop (chyba to był wykop, może tylko gdzieś przeczytałem) o Bułgarach którzy brali ją za gwiazdę porno? ^^

  •  

    pokaż komentarz

    Jestem przerażona tym, co poniektórzy z Was tu piszą. Zajmuję się hikikomori profesjonalnie. Pracowałam w 4 tokijskich ośrodkach i przeprowadzałam tam badania. Przeczytałam także wiele pozycji książkowych i artykułów na ten temat. Byłam także na wielu profesjonalnych wykładach. Po pierwsze hikikomori to nie choroba! Po drugie, większość z hikikomorich nawet nie posiada komputerów, po trzecie jest wiele typów hikikomorich, a w tym grupa przesiadująca non stop w pokoju jest najmniej liczną z nich. Jak pisze sam odkrywca tego zjawiska, mianowicie Tamaki Saito, choroby psychiczne i inne mogą się pojawić w wyniku stylu życia jaki hikikomori prowadzą. A ten styl życia to izolacja społeczna. Czasem hikikomori wycofują się z życia w społeczeństwie z powodu ijime ( przemoc szkolna ) to prowadzi do stania się futoko ( dziecko nie chodzące do szkoły ), innymi razy młodzi ludzie nie mają po prostu pomysłu na życie bo np. nie chcą być sararimanami spędzającymi życie w biurowcach. Innymi razy młodzi ludzie są idealistami, którzy uważają, że wciąż nie są wystarczająco doskonali by pokazać swoją twarz innym. Czasem wycofują się z życia społecznego sami, czasem wyniku procesów grupowych. Niektórzy z nich stają się wyizolowani na pół roku, inni na 12 lat… Tryb życia jaki prowadzą to np. czytanie książek, pomoc w pracach domowych, oglądanie filmów pornograficznych, co ciekawe wielu z nich uczy się w zakamarkach domów angielskiego, chodzą oni również np. do wypożyczalni z filmami dvd, czy do bibliotek, bywają też w sklepach spożywczych. Są i tacy, którzy podejmują pracę zarobkową! Problem jednak leży w tym, że nie potrafią budować relacji społecznych. Nie mają przyjaciół, partnerów, nie mają nawet kolegów czy koleżanek... Dlatego wielu z nich cierpi patrząc jak ich rówieśnicy, koledzy z dawnych lat itp. poukładali sobie życie, a oni wciąż tkwią w tym jednym i tym samym martwym punkcie i nie wiedzą jak z niego wyjść… To tyle, w ogromnym skrócie.

    •  

      pokaż komentarz

      tak mi sie wydawalo od poczatku, dzieki za wyjasnienie sprawy.

      z tym zrobilo juz sie tak, jak jest z czytaniem opisu chorob. Wykopowicze czytaja objawy, dopasowuja do siebie i mowia: "o! ja tez to mam!"

      To jest ogolnie dosc powazna sprawa i nie kazdy ktory nie lubi ludzi ma Hikikomori. Nie zdajecie sobie w ogole sprawy z powagi tego zjawiska. Roznica jest taka, ze wy jakbyscie chcieli, to mozecie cos z tym zrobic, a oni bardzo chca, prawdopodobnie bardziej niz czegokolwiek na swiecie, ale nie moga.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kamiya - sprecyzuj co Cię przeraża: błędna interpretacja tego zjawiska, czy stan psychiki co poniektórych?

    •  

      pokaż komentarz

      To brzmi z opisu trochę jak dzieci indygo, z wierzeń New Age. Nawet okres występowania się zgadza.

      Osobiście czuję się jak taki idealista, oraz nie chcę być sararimanem (dobrze odmieniłem?)

      Poza tym nie mam kolegów ani koleżanek, o przyjaciołach nie wspominając. Czuję się, jakby stan hikikomori był u mnie wynikiem braku przyjaźni, oraz dużej samotności.

      To ciekawe uczucie, diagnozować własny stan psychiczny... dziękuję za pomoc.

    •  

      pokaż komentarz

      Hikikomori to nie choroba?
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Hikikomori
      Tu definicja zaczyna się od tego, że to choroba cywilizacyjna. Tak, wiem, że Wikipedia często nie jest rzetelnym źródłem informacji. To może niech ktoś wyedytuje ten artykuł?

      EDIT: Na anglojęzycznej wersji artykułu nie widzę określenia, że hikikomori to choroba...

    •  

      pokaż komentarz

      To jest zaburzenie, nie choroba.

    •  

      pokaż komentarz

      Saito Tamaki definiuje zjawisko hikikomori w taki sposób: ,, To stało się problemem pod koniec XX wieku i jest to pozostawanie w domu bez społecznej aktywności dłużej niż sześć miesięcy, gdzie przyczyną nie jest choroba psychiczna.'' Angielskim odpowiednikiem słowa hikikomori jest ,, social whithdrawl'', czyli wycofanie społeczne. Saito Tamaki, Shakaiteki hikikomori, PHP Shinsho1998, s. 18.

    •  

      pokaż komentarz

      ,, Hikikomori to stan, a nie choroba.'' ( Yuko MIYAKE, Statistics of hikikomori and around of it. )