•  

    pokaż komentarz

    Płyty "The best" to w 90% decyzja firm fonograficznych próbujących wydoić z marki jakim jest artysta jak najwięcej pieniędzy. Artysta nie ma tu niestety często wiele do gadania.

    •  

      pokaż komentarz

      @wolviex: Przemysł muzyczny produkuje "gwiazdy", kasa włożona w nagranie płyty ( a na takie gwiazdy pracuje czasem i ponad 200 osób na pełny etat!!! - vide Rihanna, Brithney Spears, J Lo itd itd), promocje, marketing... To wszystko zwraca się dopiero w okolicach drugiej płyty. Dlatego też czasami dochodzi do takich parodii westernu jak The Very Best Of Brithney Spears po wydaniu drugiej płyty. Gwiazdka zaczęła im mieć muchy w nosie, kłopoty ze sobą i trzeba było ratować zyski :)

  •  

    pokaż komentarz

    Zakop - wtórne pieprzenie. Nie chcesz - nie kupuj.

  •  

    pokaż komentarz

    Ja tam się ciesze z płyt "best of" i tym podobnych. Przynajmniej w przypadku artystów których nie znam, mogę szybko ich ocenić. Ewentualnie dopiero potem przedzierać się przez cała dyskografie. Płyty koncertowe, symfoniczne jak i te z coverami często są ciekawsze niż inne z dorobku artystów. Choć ogólnie ciężko nie zgodzić się z założeniami powyższego artykułu.

  •  

    pokaż komentarz

    Zależy czy rozmawiamy o muzyce, czy "muzyce". Kupuję wszystko co wydają moi ulubieni artyści (ale tylko ci na prawdę "naj") i nigdy się jeszcze nie zawiodłem. Bardzo lubię polskie zespoły, które kiedy wydają płytę, to oczami wyobraźni widzi się ich styranych, klepiących się po plecach i mówiących do siebie "uhhh, daliśmy radę". Jeśli coś jest klepane hurtem, nie ma w tym włożonego serca, to nigdy nie będzie faktycznie dobre. Niesamowicie podobało mi się wykonanie ostatnich dwóch płyt zespołu Hunter. Obydwie nagrywane w mazurskiej stodole (tak, po prostu drewniana stodoła), w tle słychać odgłosy przyrody.
    Żyjemy w czasach, w których każdą płytę można legalnie lub mniej, ale jednak przesłuchać przed zakupem. Gdyby odbiorcom danej muzyki takie wydawanie, czasem odgrzanych kawałków, nie odpowiadało, to by nikt tego nie kupował, a kupują.

  •  

    pokaż komentarz

    Czy jeżeli posiadam stare płyty artysty, albo kawałki zakupione w cyfrowej dystrybucji, to mogę sobie poskładać z nich swoje własne "the best of", zgodnie z prawem?

    •  

      pokaż komentarz

      @Colos: użytek własny, więc czemu nie? Oczywiście, może się trafić producent, który wymyśli sobie jakieś szczególne obostrzenia, dołączy to w postaci pliku licencji, a twoja zgoda będzie obligatoryjna, bo związana z kupnem, ale jak egzekwować takie "cuda"?
      DRM miało dać wydawcom stosowne narzędzie. Jak się to skończyło, wiadomo. Mnie bardziej drażni nie kupowanie płyty/utworu, a jedynie dostępu do niego. To jest dopiero żałosne. Nie jestem właścicielem legalnej kopii, nie mogę jej użyczyć, mam prawo słuchać jej na określonym urządzeniu którego identyfikator muszę podać i mam cieszyć michę, że strumień działa. Reszta, morda cicho.