•  

    pokaż komentarz

    Powiem tak: dużo się mówi o tym jak fatalnie działa wymiar sprawiedliwości czy służba zdrowia. A jakoś wyjątkowo mało o tym jak fatalnie w Polsce funkcjonują uczelnie wyższe. Tak naprawdę pełną kontrolę nad uczelniami oddano profesorom, którzy zaczęli je traktować jak prywatny folwark. Burdel, nepotyzm, chamstwo wobec studentów, programy nauczania sprzed 30 lat (mówię o studiach inżynierskich które kończyłem). Uczyliśmy się tego, co umieją prowadzący, a nie tego co powinniśmy umieć. Uczelnie produkują studentów, którzy w najlepszym przypadku mają głowy pełne wiedzy, ale wiedzy kompletnie niepotrzebnej.

    Mierność studiów wyższych w Polsce to moim zdaniem poważniejszy problem nawet niż problemy w służbie zdrowia.

    •  

      pokaż komentarz

      @gufno93: Politechnika Gdańska. Natomiast, gdzie indziej wcale nie jest lepiej. Znam sporo osób, które przyszły na magisterkę ze Szczecina czy Olsztyna i twierdziły, że u nas to jest nawet w miarę dobra organizacja.

      Nie chcę też mówić, że wszystko jest źle i wszyscy prowadzący są nieprzyjemni. Zwykle jest tak, że część (zwykle młodsza) jest bardzo w porządku. Ale co z tego, jeżeli nawet Ci przyjemni prowadzący muszą realizować źle skonstruowany program.

    •  
      g.....3

      -3

      pokaż komentarz

      @jasamek: No ja o swojej uczelni nie słyszałem czegoś takiego. Najwyżej się przekonam za kilka lat. ;p

    •  

      pokaż komentarz

      @jasamek: Poziom chamstwa i prostactwa panujący na PG wśród pracowników naukowych jest wręcz niebotyczny. Mieszanie z błotem, prymitywne docinki i liczne aluzje seksualne, jak ich posłuchałem to stwierdziłem, że większa kultura panuje w niejednej zasadniczej szkole zawodowej.

    •  

      pokaż komentarz

      @jasamek:

      Politechnika Gdańska.
      No co Ty, przecież piszesz o Politechnice Śląskiej!

    •  
      n.....2

      +8

      pokaż komentarz

      Powiem tak: dużo się mówi o tym jak fatalnie działa wymiar sprawiedliwości czy służba zdrowia. A jakoś wyjątkowo mało o tym jak fatalnie w Polsce funkcjonują uczelnie wyższe. Tak naprawdę pełną kontrolę nad uczelniami oddano profesorom, którzy zaczęli je traktować jak prywatny folwark. Burdel, nepotyzm, chamstwo wobec studentów, programy nauczania sprzed 30 lat (mówię o studiach inżynierskich które kończyłem). Uczyliśmy się tego, co umieją prowadzący, a nie tego co powinniśmy umieć. Uczelnie produkują studentów, którzy w najlepszym przypadku mają głowy pełne wiedzy, ale wiedzy kompletnie niepotrzebnej.

      Mierność studiów wyższych w Polsce to moim zdaniem poważniejszy problem nawet niż problemy w służbie zdrowia.
      Może nie mierność tylko niepraktyczność. Co z tego, że inżynier potrafi rozwiązać zadanie ręcznie jak nikt już tego nie robi bo to nie do ogarnięcia przy współczesnych technologiach. Zdecydowanie powinno się iść w technologie komputerowe ale wykładowcy zawsze się tłumaczą, że inżynier musi umieć sprawdzić tylko, że tak skomplikowanych konstrukcji gdzie komputer się jebnął w obliczeniach nie sposób sprawdzić. Sprawdzić można jedynie... drugim programem. Zdecydowanie za mało praktyki jest na studiach, wychodzisz z uczelni i tak naprawdę nie masz pojęcia jak wygląda to co projektowałeś na studiach o tym jak to wykonać nie mówiąc.
      @jasamek:

    •  

      pokaż komentarz

      No ja o swojej uczelni nie słyszałem czegoś takiego.
      @gufno93: W takim razie chyba najwyższy czas arbuza z głowy zdjąć! :D

    •  

      pokaż komentarz

      @nico112: tu nie chodzi o to, by sprawdzić czy komputer się nie pomylił bo to niewykonalne. Chodzi o to, by zrozumieć jak coś się dzieje, czemu tak a nie tak i ogólnie umieć sprawdzić czy wynik jest poprawny. Poprawny w sensie, czy siła wynikowa jest w dobrą stronę lub coś takiego. Służy to sprawdzeniu swojego projektu a nie obliczeń.

      Obsługi programów uczą na studiach, np AutoCada na budownictwie na PWr, ale jest to strasznie zaawansowane narzędzie, z którego korzysta się przez resztę studiów. Jaki jest sens uczyć obsługi prostszych programów? Student chce sobie ułatwić życie to niech się nauczy i będzie umiał, uczelnia ma wymusić na nim zrozumienie pewnych zjawisk i umiejętność korzystania z nich bo bez tego mając najlepszy program nie będziesz wiedział po co w ogóle go włączać.

    •  
      n.....2

      +1

      pokaż komentarz

      @cinq:
      Jak sprawdzisz czy wynik jest poprawny nie licząc tego?
      Nie mówię prostszych program od AC, mówię o RSA czy Catii, autocad to paint, RSA po obliczeniu konstrukcji sam zrobi ci rysunki do AC.

    •  

      pokaż komentarz

      @cinq: Zgadzam się, każdy inżynier powinien wiedzieć "jak coś działa" w jego specjalizacji. Problem polega na tym, że na studiach tłumaczenie prowadzących sprowadza się do podyktowania kilku stron wzorów, które później należy się wykuć na egzamin. Gdzie tu sens?
      Sens jest taki, że większość prowadzących nic innego nie umie: nie wiedzą co się robi w firmach, jakich programów się używa, siedzą całe życie na uczelni i jedyne co wiedzą to te parę stron wzorów, które co roku przekazują studentom.

      Kiedyś na studiach prowadzący kazał nam do projektu wykonać opis wykonawczy, czyli jak wykonać rzecz jaką zaprojektowaliśmy. Nikt nie miał pojęcia więc pytam go skąd możemy się tego dowiedzieć. Na to usłyszałem frazesy w stylu:"Państwo jesteście na studiach, powinniście sami docierać do wiedzy". No to po co właściwie są te studia, jak prowadzący nie chce (bo zwykle sam nie wie) udzielać informacji.

    •  

      pokaż komentarz

      @jasamek: no jasne, że część z prowadzących zajęcia to zwykłe nieroby i nie ma co ich bronić. Po prostu jak czytam o tym, że na uczelniach nic nie uczą bo teoria bo na kartce to wydaje mi się, że albo ktoś był na uczelni gdzie są tylko tacy (jakoś trudno uwierzyć) albo po prostu narzeka myśląc, że uczelnia to zawodówka - pójdę i nauczą mnie jednego słusznego zawodu, jakby na świecie istniały 3 zawody, które można wykonywać i można się ich doskonale nauczyć w szkole.
      Uważam, że przekazanie (w sensie zrozumienie jej przez studenta) teorii jest ważniejsze niż nauka obsługi narzędzia. Co z tego, że umiesz obsłużyć kilof i łopatę skoro nie wiesz po co ich użyć.

      @nico112: no jeśli przy projektach musicie korzystać z tak zaawansowanych programów i nikt Was tego nie uczył to faktycznie coś jest nie tak.

    •  

      pokaż komentarz

      Uważam, że przekazanie (w sensie zrozumienie jej przez studenta) teorii jest ważniejsze niż nauka obsługi narzędzia.

      @cinq: To podam Ci przykład. Powiedzmy, że firma wykorzystuje program X. Na studiach miałem semestr przedmiotu, który tłumaczył algorytmy obliczeniowe jakie stosuje ten program. Oczywiście było to prymitywne, liczyliśmy tylko ułamek tego co wykonuje prograam (czyli nie mogę sprawdzić poprawności jego obliczeń). I teraz najciekawsze: samego programu X na studiach nie zobaczyłem.

      Czyli stosując Twoją analogie: wiem po co użyć kilof, tylko nigdy go nawet na oczy nie widziałem, nie wiem jak wygląda, nie wiem nawet jak się go trzyma.

    •  

      pokaż komentarz

      @jasamek: no to przegięcie faktycznie, zwykle do wykładu, gdzie są niepotrzebne nikomu teoretyczne rzeczy są laboratoria, gdzie może nie tworzy się rozwiązań dla przemysłu ale przynajmniej byś porobił coś w tym programie. %@$@owy kurs miałeś, trzeba przyznać ale nie możesz na jego przykładzie oceniać całego systemu edukacji wyższej.

    •  

      pokaż komentarz

      Burdel, nepotyzm, chamstwo wobec studentów, programy nauczania sprzed 30 lat

      @jasamek: ja studiuje na politechnice warszawskiej i jest kompletne przeciwienstwo tego co napisales. I jak wyglada ten nepotyzm? bo jakos nie mogę sobie tego przeniesc na realia uczelni

  •  

    pokaż komentarz

    Miłość wykładowców do "bratniego" narodu kończy się na wychwalaniu radzieckich zbiorów zadań z matematyki i mechaniki.

  •  

    pokaż komentarz

    Niestety to prawda, na mojej uczelni jest profesor, były rektor z czasów komuny, jawnie mówi o tym, że dawny ustrój był lepszy, Powstanie Warszawskie nazwał "faszystowską pomyłką" i ogółem wykłady poświęcał indoktrynacji i mówieniu o podróżach jakie odbył za czasów PRL-u.
    To nie jest odosobniony przypadek, chociaż ten "profesor" jest tutaj skrajnym przypadkiem.

    Z drugiej strony na uczelniach też są osoby, które mają inne poglądy, jak wszędzie. Błędem jest to, że osoby związane z poprzednim systemem nie zostały zlustrowane i rozliczone ze swojej działalności. Niestety ale ciężko znaleźć wśród nich specjalistów, jedyne co ich uprawnia do piastowania stanowisk to tytuły naukowe i znajomości.

  •  

    pokaż komentarz

    U mnie nie zauważyłem głoszenia komunistycznych poglądów przez wykładowców, czy w ogóle jakiegoś skomuszenia... Niektórzy wykładowcy czasem mówili nawet anegdotki o komunie jak to wtedy "fajnie" było.

    •  

      pokaż komentarz

      @Khaine: Na jednej z uczelni na których studiowałem, gość w podeszłym już wieku (jak się później okazało jeden z profesorów) słuchając naszej dyskusji o podwyżce ceny pierogów w barku, wtrącił się i powiedział, że to jego studenci zaczęli te strajki w Świdniku i że też o podwyżkę jedzenia poszło.

    •  

      pokaż komentarz

      @Khaine: U mnie drugi po dziekanie facet na uczelni wygląda jak Beria, typowy UBek. Teka, okulary musztardówy, stara marynara, wąs i łysina. I niby nie zagaja o komunie jakoś bardzo, ale jego znajomość faktów z tamtych czasów "od kuchni" jest conajmniej osobliwa.

  •  

    pokaż komentarz

    a tak w ogóle to policzmy... od 24 lat nie ma już komuny - żeby taki profesor miał "background" komuszy to musiał mieć w 89 roku minimum 30 lat. Czyli teraz ma minimum 54 - za 10 lat problem sam się rozwiąże. A tak poza tym to czym dalej jesteśmy od komunizmu tym więcej skrajni prawicowcy o nim mówią... No ale wróg musi być - mimo, że wymierający. Ale owe komuchy profesorskie mają dzieci więc... za 10 lat ta sama piosenka będzie grana - ciekawe tylko do którego pokolenia wstecz

Dodany przez:

avatar K.......t dołączył
350 wykopali 48 zakopali 5 tys. wyświetleń