•  

    pokaż komentarz

    Ależ jak się z tym nie zgodzić?
    Kiedy przyszły magister nie potrafi napisać trzech zdań bez błędów ortograficznych, kiedy magister nie potrafi napisać prostego e-maila (bo trzeba trochę logiki, myślenia i sformułowania czegoś samemu), to coś po drodze nawaliło. Czy to uczelnia - nie sądzę. To ludzie nie mają ochoty się uczyć. Studiowanie nie polega na tym, że uczelnia wbija do głowy materiał, a na zdobywaniu wiedzy, głównie samemu.
    W kontaktach zawodowych często dostaję wiadomości od kogoś, kto się podpisuje kierownikiem jakiegoś działu lub managerem ds. jakichśtam, a w treści błędy ortograficzne, stylistyczne i gramatyczne. Wysyłam pierwszy e-mail do człowieka zarządzającego projektem, a w odpowiedzi dostaję (przypominam, nie znamy się!):
    "spoxik bede nad tym czowal i przekarze zespolowi" - pisownia oryginalna.
    Codziennie się zastanawiam, czy to ja mam za wysokie standardy, czy to ogół jest tak mierny.

    •  

      pokaż komentarz

      Może zbyt poważnie podchodzisz do korespondencji wewnątrz firmy? Może kreatywni i bystrzy ludzie są znudzeni skostniałymi wzorcami korporacyjnymi?

    •  

      pokaż komentarz

      przecież ostatecznie rynek zrewiduje te wszystkie tytuły magistra. a uczelnie przyjmują byle kogo, obniżają progi ponieważ dostają mniej więcej proporcjonalnie fundusze do ilości studentów, wydziałów itp. na mojej uczelni pieniędzy państwowych starcza do grudnia, reszta to opłaty od studentów + przychody z tytułu wynajmu sal na konferencje i tym podobne. pomyśleć co by musiała zrobić gdyby nagle chciała wywalić nierobów i zatrzymać tylko ambitnych i pracowitych - wynająć piętro na supermarket. niestety uczelnie muszą balansować pomiędzy prestiżem uczelni a sumą funduszy otrzymywanych z państwa...

    •  

      pokaż komentarz

      "Harmonogramy zajęć układa się do narzuconych z góry terminów z języków i wychowania fizycznego, powoduje to nieracjonalne wykorzystanie sal dydaktycznych, marnowanie czasu i pieniędzy na dojazdy czy dojścia. Zamiast zobowiązać studenta do zdania egzaminu z języka obcego (co umożliwi mu uczestnictwo w kursach prowadzonych przez Uczelniane Studium Języków Obcych) i zaliczenia ćwiczeń w Studium Wychowania Fizycznego, traktuje się go jak chłopa pańszczyźnianego i przywiązuje ściśle do określonej grupy, wyznacza godzinę."
      No ale w większości uczelni tak jest, jak wg niej powinno być. Kolejny akapit o wykładowcach bez wiedzy o realiach rynku jest równie "ciekawy". A na zajęciach z dydaktyki uczą, jak przekazywać wiedzę. Tyle.

      edyt: "wprowadzając na studiach stacjonarnych obowiązek chodzenia na wykłady. "
      COOOOO?!?!

    •  

      pokaż komentarz

      @DonSosen
      Nie chodzi o jakiekolwiek korporacyjne wzorce. Chodzi o podstawowy poziom komunikacji!
      Najlepsi programiści jakich znam mogliby startować w konkursach ortograficznych. Dla nich język polski (czy jakikolwiek inny, którym władają) jest tak samo ważnym językiem jak Java czy C. Kiedy rozmawiam z programistą, który nie potrafi napisać poprawnie jednego zdania po polsku (będąc Polakiem mieszkającym w Polsce od urodzenia), to mam podstawy się zastanawiać, jak zostanie napisane oprogramowanie, którego wykonanie zleciłem.
      Gdy rozmawiam ze znajomymi (często znajomymi, z którymi łączy mnie tylko praca i nigdy ich nie widziałem) na IM, to nie zmuszamy się nawzajem do używania polskich znaków. Jednak również w tym przypadku najlepsi fachowcy błędów ortograficznych nie robią. Pomijam już to, że pisanie bez błędów jest pewnym wyrazem szacunku dla czytającego.

    •  

      pokaż komentarz

      to wlasnie spowodowalo takie powszechne przekonanie ze kazdy nadaje sie do szkoly + umozliwienie tego ( platne uczelnie, zaoczne uczelnie i podobne ) i dostosowanie poziomu tak zeby kazdy mogl zostac magistrem - i dlatego teraz od sprzataczki wymaga sie matury
      i jak potencjalny pracodawca ma okreslic ktory magister cos umie a ktory nie, swego czasu spotkalem sie z ogloszeniem ze wymagaja skonczonej "renomowanej panstwowej uczelni"
      a do takiego stanu doprowadzilo ze ktos bez szkoly nie byl w stanie zarobic na przyzwoite zycie - to jest zle, kazdy powinien robic to co umie najlepiej i co lubi, i nie martwil sie o wyplate (troche naiwne), wtedy kto nie chce sie uczyc, moglby zostac zwyklym mechanikiem i moglby sobie za to dobrze zyc

      a tak bardziej na serio - zamykac szkoly ktore nie trzymaja poziomu - nie moze byc tak ze kazdy bez wysilku dostaje sie na studia - jak komus zalezy to bedzie sie drapal pazurami i dostanie sie na wolne miejsce na uczelni (ktora bedzie miala wiecej pieniedzy na to zeby poziom trzymac), jak sie nie uda za pierwszym razem to sie postara bardziej w przyszlym roku albo odpusci - i wtedy bedzie wiadomo ze student to ktos kto potrafi ciezko pracowac i po studiach wyjdzie z konkretna wiedza i umiejetnosciami

    •  

      pokaż komentarz

      Typowe usprawiedliwienia studentów zaocznych: „Muszę iść do pracy, szef nie toleruje moich studiów. Ostatni bus do mojej miejscowości odjeżdża za kwadrans. Chore dziecko zostało z teściem. To już nasza dwunasta godzina zajęć, siedzimy tu od ósmej bez obiadu”.

      Po co ktos idzie na studia jesli ma to byc jego piate kolo u wozu?

    •  

      pokaż komentarz

      _"wprowadzając na studiach stacjonarnych obowiązek chodzenia na wykłady. "
      COOOOO?!?! _
      To ma jak najbardziej sens. Wykład ma pewną strukturę i tylko obecność na nim pozwala ją załapać. Jeżeli profesor rysuje coś na tablicy to robiąc to tłumaczy to co rysuje. Gdy student widzi to później w notatkach ma jakiś kontekst w którym może to umieścić.
      No i jeżeli ktoś nie ma czasu by chodzić na wykłady to ewidentnie nie ma też czasu na studiowanie.

    •  

      pokaż komentarz

      @czarny i zły: Zgadzam się z twoim poglądem na ten lekko ignorancki sposób korespondencji. W niektórych sytuacjach nie wypada tak pisać.

      Prawda jest taka że wszędzie czy to na studiach czy nie jest miernota (ludzie reprezentujący niższa jakość) oraz ludzie reprezentujący wyższą jakość którzy przykładają się do tego co robią.

    •  

      pokaż komentarz

      @Przemelek
      "To ma jak najbardziej sens"
      Oczywiście, że ma! Pod warunkiem, że wykładowca nie czyta (nie sepleni, nie mruczy, nie buczy) skryptu, który z powodzeniem możesz sam przeczytać sobie w domu. Obowiązkowość takich wykładów kończy się tak, że na rzeczonym wykładzie czytam książkę, a w domu skrypt!

    •  

      pokaż komentarz

      a tak bardziej na serio - zamykac szkoly ktore nie trzymaja poziomu
      Na jakiej podstawie? Kto będzie uznawał że szkoła nie trzyma poziomu? Aby w Polsce prowadzić studia trzeba uzyskać akredytację Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Są setki warunków które trzeba spełnić aby taką akredytację dostać, od odpowiedniej ilości kadry, poprzez odpowiednie ilości egzaminów itd itd itp. Akredytację można stracić jeśli kontrola (kontrole są naprawdę częste) wykryje nieprawidłowości. I to się zdarza, i to dosyć często i nie tylko w przypadku prywatnych szkół.

  •  

    pokaż komentarz

    od zeszłego roku studiuję zaocznie i muszę przyznać, że w tym artykule jest sporo prawdy, jestem trochę starszy od reszty ludzi z mojego roku dzięki temu odrobinę inaczej patrzę na świat, kupuję książki, czytam dużo materiałów - ogólnie nie mam sobie nic do zarzucenia w tym temacie, co się zaś tyczy niektórych (nie wszystkich!) "studentów" to momentami wymiękam - wszystko w dupie i jest sporo takich którzy są jeszcze z tego dumni :) hehe ale cóż, wierzę w prawo karmy zobaczymy w przyszłości. A notatki i książki i tak im daję kserować bo nie jestem "wiśnia", jak sami obrali tą drogę - ich sprawa może kiedyś zmądrzeją ..

  •  

    pokaż komentarz

    "Świat firm i świat szkół wyższych najczęściej się rozmijają. Firmy wykazują zainteresowanie jedynie wybranymi uczelniami, przede wszystkim ekonomicznymi i technicznymi. Jest to błąd" - tak własnie powinno być ! ludzie którzy ani chwili nie byli na rynku pracy i poświęcali się teoretyzowaniu przez 30 lat powinni mówić firmom gdzie szukać pracowników.

    powinno się odebrać firmom prawo do zatrudniania kokolwiek. To profesorowie uczelni wyższych powinni typować osoby godne zatrudnienia - wówczas wszyscy pracowaliby na właściwych stanowiskach
    [proszę nie czepiać się ortografii]

    •  

      pokaż komentarz

      Jeśli próbujesz tu używać ironii (a mam taką głęboką nadzieję...) to nie za bardzo ci to wychodzi (i to nie tylko w tym komentarzu)

    •  

      pokaż komentarz

      Piecapieca ma rację o tyle, że na najlepszych uczelniach zachodnich pracownicy naukowi równocześnie są dyrektorami technologicznymi firm, obracają ogromnymi pieniędzmi i mają kontakt z rynkiem. Wiedza, którą przekazują studentom jest zweryfikowana w praktyce.

      U nas cały czas działa błędne koło z PRL. Program nauczania ustawia się nie pod kątem studenta czy rynku (czyli też studenta), tylko pod kątem zasiedziałych na uczelni wykładowców od mniej lub bardziej egzotycznych przedmiotów.

      Student robi potem dyplom w oderwanej od rzeczywistości specjalizacji i zostaje pracownikiem naukowym od dziwnego przedmiotu, którego nikt nie potrzebuje, więc uczelnia robi go wykładowcą i tak dalej.

    •  

      pokaż komentarz

      Tylko że piecpieca pisze o odebraniu praw firmom do decydowania o tym kogo mają zatrudnić - wtf?! że tak powiem...
      A to kogo zatrudniają, na jakiej podstawie i kogo się przy tym radzą to mnie nic nie interesuje - to leży w interesie firm (prywatnych) i na pewno starają się robić to jak najlepiej.

    •  

      pokaż komentarz

      Dr Antonina Sebesta - nauczyciel akademicki z 30-letnim stażem. Pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

      Piecpiecy chyba chodziło o autorkę artykułu, która mądrzy się gdzie kto kogo ma zatrudnić.

      Firmy wykazują zainteresowanie jedynie wybranymi uczelniami, przede wszystkim ekonomicznymi i technicznymi. Jest to błąd, gdyż na przykład agencje reklamowe powinny pracowników szukać w środowiskach twórców, na uczelniach artystycznych czy uniwersytetach (psychologia, filozofia, polonistyka), a nie ekonomicznych.

      Chyba ta pani ma jakiś uraz właśnie do firm... Czyżby absolwenci filozofii nie radzili sobie na rynku pracy? ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Mi się wydaje, że piecapieca sobie robi jaja z oderwanych od rzeczywistości wykładowców akademickich.

    •  

      pokaż komentarz

      kravietz jak zawsze nie rozumie tego że lewica to jedyny ratunek dla naszej gospodarki
      co za człowiek

    •  

      pokaż komentarz

      Ja to świetnie rozumiem, tylko ubolewam że nie nie ma mnie w tym "naszej" :)

  •  
    c........e

    +28

    pokaż komentarz

    Nie martwiłbym się o tych pseudo studentów. Znajdą po studiach pracę, choć niekoniecznie w wyuczonym zawodzie. Od kilku lat podobno brakuje w Polsce robotników przy budowie dróg. Po prostu już niedługo będziemy mieli najlepiej wykształconą kadrę robotniczą od sypania podsypki pod drogi powiatowe. Rynek zweryfikuje.
    Chyba, że nadal będziemy głosować na speców od Irlandii bis czy IV RP, którzy koniecznie chcą walczyć z bezrobociem wśród młodych oraz dofinansowywać wybrane kierunki dla takich pseudo studentów.

    •  

      pokaż komentarz

      dobrze że są ludzie twojego pokroju, bo przynajmniej jest od kogo kserować notatki...

    •  

      pokaż komentarz

      Ja miałem takich kolegów, którzy po bankowości szli pracować do banku jako kasjer za 1500 brutto. Po roku rzucali to w diabły i szli remontować mieszkania. Świetnie zarabiają, tylko teraz się zastanawiają po diabła w takim razie marnowali czas, skoro mogli zacząć to robić 5 lat wcześniej? No i te 5 lat przebujali za publiczne pieniądze.

    •  
      c........e

      +18

      pokaż komentarz

      TanieWino, to co napisałem nie ma w sobie pogardy.

      I o to chodzi towarzyszu kravietz, o to chodzi. Nie wszyscy muszą mieć wyższe, bo nie wszyscy mają predyspozycje do tego. To Matrix wmawia ludziom, że muszą mieć dyplomy, aby żyć szczęśliwie i bogato. Bo niby kto prowadzi te wszystkie małe firmy usługowe czy rzemieślnicze i sklepy? Ludzie po studiach? Haha, dobre...
      A potem taki magisterek po wyższej szkole gotowania na gazie się dziwi, że glazurnik kładący płytki w jego mieszkaniu zarabia trzy razy więcej od niego.

    •  

      pokaż komentarz

      1.chemmobile podaj mi nr Twojego dilera.

      2. Trzeba było się uczyć.

    •  

      pokaż komentarz

      Eh..brednie "towarzysze" piszecie.
      Gdyby nie ilość studentów i magistrów to ci co kładą glazurę nie zarabialiby tyle.
      Dużo uczonych-mało zarabiają,
      dużo uczonych-mało "roboli" (murarze, wykończeniowcy itp.)
      mało"roboli"-wysokie płace

      Sytuacja się odwraca(to co kiedyś było):
      mało uczonych-dużo robotników
      mało uczonych-dużo zarabiają
      dużo robotników-mało zarabiają.

    •  

      pokaż komentarz

      @chemmobile - gówno wiesz o studiowaniu. Ja się nie wypowiadam o twoich kafelkach, więc nie wypowiadaj się o ogóle studentów jak o rynsztoku społecznym. Twoja prywatna sprawa dlaczego nie postawniłeś studiować, i szczerze nie interesuje mnie to. Nie oczerniaj ludzi studiujących, bo nie masz do tego:
      a) prawa
      b) kompetencji

      Nawet "magisterek" wkłada określoną pracę żeby uzyskać tytuł.

      Daj numer telefonu, szukam kafelkarza.

    •  

      pokaż komentarz

      "pseudo studenci" ?. odsyłam do słownika języka polskiego i kafelków:)

    •  
      c........e

      +4

      pokaż komentarz

      Nikczemnik, z Twoimi profetycznymi zdolnościami masz marne szanse w totolotka. A z rozumieniem tekstu pisanego jesteś na bakier.
      Jestem równie dobrym glazurnikiem, co św. Mikołaj. I coś o studiach wiem, 7,5 roku jechałem do mgr inż.
      Znam ludzi po studiach robiących w ochronie, którym najzwyczajniej nie chce się już szukać sensownej roboty związanej ze zdobytym wykształceniem. Znam ludzi po politechnice i uniwerku wrocławskim, pracujących w sklepach meblowych i RTV-AGD. Znam kilka kasjerek z Castoramy po "turystyce i zarządzaniu", które nadal siedzą w tej Castoramie. Jedne marudzą, a inne zmieniły zainteresowania i zostały doradcami takich działów jak drewno czy metalowy. A wyjaśnić różnice pomiędzy górami a wzgórzami nie potrafią do dzisiaj.

      Więc nie pisz mi kolego, że nie mam prawa się wypowiedzieć. Każdego dnia możesz spotkać ludzi, którzy już sami nie wiedzą po co studiują i co ich do tego skłoniło. Dostają potem swoje dyplomy i co? I mają pretensje do świata, że im źle, że praca nie taka jak sobie wyobrażali, że płace za niskie, że najlepiej wyjechać na Wyspy i tam firmę założyć.
      Rozwalają mnie historie z innych firm: koleś po polibudzie wrocławskiej, wydział elektryczny. Dostaje pierwszą pracę, na razie na okres próbny 3 miesiące. Pod koniec tego okresu kierownik zespołu pyta się absolwenta prosto z mostu: co to jest transformator? I co odpowiedział świeży inżynier? Dukał, dukał i nic nie wydukał. Kierownika jakby piorun strzelił.
      Zgadnijcie czy przedłużono mu umowę.
      Takimi historiami można sypać jak z rękawa. Takich przepchniętych przez studia ludzi jest multum. Ciekawe ilu z nich ma jasno określony cel swoich działań. Bo cel pt. "Mając wyższe studia będę więcej zarabiał" to sobie można w du.pę włożyć.

    •  

      pokaż komentarz

      Chemmobile - zgadzam się w 100%. Obsesja magistra też pochodzi z gospodarki centralnie planowanej, w której gość z wyższym wykształceniem musiał zarabiać więcej od gościa ze średnim nawet, jeśli ten pierwszy cały dzień dłubał w nosie a ten drugi odwalał całą robotę.

      W wielu normalnych firmach przy rekrutacji wyższe wykształcenie nie jest warunkiem koniecznym, zaś pensja zależy od rzeczywistej wydajności (bonusy albo prowizja od sprzedaży).

      Główny generator popytu na bezpodstawnych magistrów to administracja publiczna, polska i europejska. Istotnie, jeśli ktoś chce szybko nauczyć się nowomowy i stracić kontakt z rzeczywistością to jest to najlepsza ścieżka kariery.

    •  

      pokaż komentarz

      "jeśli ten pierwszy cały dzień dłubał w nosie a ten drugi odwalał całą robotę" - ktoś mądrzejszy musiał zaplanowac pracę i padło na tego z wyższym

      W wielu normalnych firmach przy rekrutacji wyższe wykształcenie nie jest warunkiem koniecznym - np. w Biedronce

      Główny generator popytu na bezpodstawnych magistrów - jesteś wirtuozem słowa pisanego i królem metafor

      Podsumowując Twoją wypowiedź, stwierdzam ze najprawdopodobniej skonczyłes studia dziennikarskie i ekonomiczne, bo gówno wiesz o jednym i drugim.

  •  

    pokaż komentarz

    Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      bo żeby się dostać na informatykę trzeba zdać matematykę, niestety nikt jeszcze geniuszy z ministerstwa nie oświecił.

    •  

      pokaż komentarz

      Pewnie Internetu jeszcze nie przerabiali, siedzą dopiero w Power Pointcie ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Taka informatyka na WIiZ, Politechnika Poznańska. W procesie rekrutacji liczą tam matematykę (x7) oraz fizykę (x2), a także języki (x1). Z rozszerzoną maturą z informatki oraz podstawową z matematyki nie mam czego tam szukać, absurd.

    •  

      pokaż komentarz

      Informatyka ma bardzo wiele wspólnego z matematyką, więc nie wiem skąd wasze zdziwienie.

    •  

      pokaż komentarz

      Informatyka to jest 50% matematyki: logika, matematyka dyskretna, analiza numeryczna, etc. No chyba że ktoś chce pisać stronki w PHP + JS. Poczytajcie sobie prawdziwe książki informatyczne, np. "The Art of Computer Programming" Knutha, "Wprowadzenie do algorytmów" Cormena czy "Introduction to Automata Theory, Languages, and Computation" Hopcrofta.

    •  
      m..........k

      +4

      pokaż komentarz

      Nie przesadzaj. Informatyka w gruncie rzeczy to algorytmika a nie matematyka. To że ktoś pisze program liczący coś nie znaczy, że robią tak wszyscy. Analogicznie osoba programująca maszyny szpitalne musi się dokształcać w dziedzinie medycyny a na studiach tego nie mamy. Owszem można liczyć złożoność algorytmów ale tym zajmują się matematycy. Ogólnie na studiach na informatyce poziom jest niski(przynajmniej u mnie). Problem polega na tym, że nie ma odpowiednich specjalizacji i porusza się wszystkie elementy po trochu. Zamiast np. siedziec 5 lat w c++, javie lub aplikacjach sieciowych przerabia się składnię c++, pisze kolokwium i kończy się ten przedmiot. Zobaczymy co będzie na wyższych latach.

      @ponton: Nie rozumiem twojego nastawienia. Uważasz, że PHP + JS to dno programistyczne? Dlaczego?

    •  

      pokaż komentarz

      Opowiadałem to już kiedyś, ale teraz dołączę.
      Niezmiernie mnie dziwi, że koleś, który jest na 3 roku informatyki, specjalizacja związana z komunikacją, nie ma zielonego pojęcia o sieciach, w życiu nie widział stałego dostępu do internetu, nie potrafi zapamiętać podstawowych rzeczy, nie potrafi nawet windowsa przeinstalować, a odzyskując system z Norton Ghosta potrafy wyrzucić wszystkie partycje.
      Ale łącza stałego nie założy, bo "nie ma kasy".
      Kolejny przykład lamy, która nie daj boże trafi po studiach do jakiejś firmy na stanowisko związane z zawodem i zrobi tam chaos.
      Co ciekawe- jego ojciec jest mechanikiem. Gość sam ma smykałkę do tego, ma o tym pojęcie. Dlaczego nie skierował się w kierunku czegoś, w czym jest dobry? "Bo informatyka to przyszłość".

      Edit: michalsrodek powyższy przykład to właśnie efekt takiego studiowania/nauczania- liznął wszystkiego. Niby może to pomóc wybrać dziedzinę, w której jest dobry, i może skłonić do dalszego drążenia tematu, ale co jeżeli się nie chce...

    •  

      pokaż komentarz

      zgadzam się z ponton: ktoś, kto nie potrafi zdać analizy matematycznej, algebry albo dyskretnej nie będzie dobrym programistą - co najwyżej klepaczem w php i mysql. pierwszy z brzegu przykład - opengl, gdzie mocno wykorzystuje się operacje na macierzach. dobry programista powinien umieć robić wszystko - od obliczeń numerycznych do programowania gier. a stronki w php to dno i trzy metry mułu w programistycznym kunszcie.

      co do samego artykułu, to odnosi się do sytuacji na humanistycznych kierunkach. na technicznych jest trochę inaczej, odsiew jest spory i naprawdę trudno się utrzymać będąc takim "d!$!$em", jak opisują w powyższym artykule.

    •  
      m..........k

      -3

      pokaż komentarz

      @jceel: ale programista openGL to jedna ze specjalizacji. Dobry programista to ten, który potrafi zarobić pieniądze. PHP(automatycznie również ruby i python) to dno programistycznie? Jeśli się ograniczymy do pisaniu stronki z księgą gości to owszem. Proszę o konkretne argumenty ;). Bo szerzycie głupoty w internecie.

    •  

      pokaż komentarz

      Ja wiem, że matematyka jest ważna, ale dziwię się, że uczelnia ignoruję zdających informatykę.
      "Wprowadzenie do algorytmów" akurat mam w domu od znajomego inżyniera. Rozmiar przeraża i praktycznie w większości jest to chwilowo zbyt skomplikowana forma wiedzy jak dla mnie:).

    •  

      pokaż komentarz

      Też muszę sie nie zgodzić. Informatyka i programowanie to na tyle rozwlekła dziedzina, że nie można powiedzieć, że któraś gałąź to dno i w ogóle tandeta. Prawda, że PHP i MySQL to stosunkowo łatwy do nauczenia i stosowania język, ale to nie oznacza, że pisanie stronek jest dla każdego. Oczywiście prostą stronkę - wizytówkę dla małej firmy, z możliwością dodawania komentarzy można napisać po tygodniu nauki, ale PHP nie ogranicza się tylko do tego. Projektowanie i tworzenie rozbudowanych serwisów i aplikacji wykorzystujących szereg różnych technologii to wyzwanie dla niejednego programisty.

      Artykuł sam w sobie zawiera sporo prawdy, jednak generalizuje wszystkich studentów. Sam studiuję informatykę (dzienne, 2 rok) na Politechnice Gdańskiej i uważam, że nie są to studia dla każdego. To co słyszałem co przerabiają na niektórych uczelniach na tych samych lub pokrewnych kierunkach wywoływało u mnie uśmiech na twarzy :)

    •  

      pokaż komentarz

      Z informatyką jest ten problem, że w liceum jest na bardzo niskim poziomie. Nie wspominając o tym, że zbyt dużo czasu poświęca się na promowanie M$ nauczyciele często są do dupy. W ogóle gdyby nauczyciel informatyki coś umiał to nie siedziałby w szkole. Fizyka i matematyka są bardzo powiązanie z programowaniem. Szczególnie jeśli chodzi o rozkładanie problemu na składowe, pisanie algorytmów itp.
      Nie twierdzę, że matura z infy jest bezwartościowa. Powinna być brana pod uwagę, jednak nie tak jak matma.

    •  

      pokaż komentarz

      @jceel:
      ta, to ładnie brzmi,ale tych macierzy jest w gruncie rzeczy kilka i wszystko dawno zakodowane w przepastnych bibliotekach - sądzisz, że wszyscy co ryja w OGL pamiętają jak się macierze mnoży? :) Góra 5%

    •  

      pokaż komentarz

      na mój laicki gust, to informatyka powinna być podzielona na jakieś kategorie. Informatyka A - powiedzmy właśnie bardzo trudne studia uczące programowania, na zaawansowanym poziomie, grafiki komputerowej. Wydaje mi się, że taką informatykę potrafiło by ukończyć jakieś 5% obecnych absolwentów informatyki.
      Oraz Informatyka B, zajmująca się powiedzmy złożeniem komputera, zainstalowaniem windowsa, ewentualnie zrobieniem jakiejś stronki internetowej z prostych szablonowych programów. - tylko do tego wystarczyliby technicy informatyczni.
      Teraz 95% (około) absolwentów nazywa siebie informatykami, a o programowaniu wie mniej niż niektórzy studenci choćby budownictwa.

    •  

      pokaż komentarz

      @ amz: Ta, śmiejesz się, ja w liceum mam nauczyciela informatyki, którego nauczyłem korzystać z Rapid Share, ściągam i instaluję mu kodeki do filmów, każe mi szukać linków do map do GPS na warezac. I na prawdę trochę mnie to niepokoi...

      Z innej beczki. Sam chcę iść na informatykę bo lubię, i interesuję się tą dziedziną nauki choć nauka matematyki nie idzie mi najłatwiej ale powiedziałem że w życiu nie pójdę na studia humanistyczne, ale z drugiej strony nie wiem czy utrzymam się na informatyce.

    •  

      pokaż komentarz

      to tez jest chore ze od informatyka wymaga sie doglebnej wiedzy o kazdym urzadzeniu ktore sie komunikuje z komputerem/jest komputerem/ma wiecej niz 3 tranzystory i bedzie potrafil zrobic z nim wszystko - oczywiscie wiedzy ogolnej na jakims poziomie trzeba wymagac ( po to zeby sie nie okazywalo ze informatyk nie potrafi wyslac zalacznika na forum ) - matematyka wielokrotnie sie przydaje przy programowaniu, oczywiscie sa miejsca gdzie jest znacznie bardziej przydatna, wiec dobrze znac ja na jakims poziomie - ale przyklad ( urzadzenie z zycia wziete ) , kontrolery silnikow, wiekszych takich 20 cylindrow 2MW mocy, 200 sygnalow roznych przychodzi i wychodzi z ECU i ktos musi to oprogramowac, i jak ktos sobie wyobraza oprogramowanie czegos takiego przez informatyka ktory umie tylko programowac, mechanika ktory nie wie nic o komputerach i dodajmy do tego matematyka i kogokolwiek ktory zna tylko swoja specjalizacje - co by sie nie dzialo - ten silnik nawet pol obrotu nie zrobi

    •  

      pokaż komentarz

      @rafik nie wypowiadaj się o czymś o czym nie masz pojęcia. Zobacz sobie ofertę PW, chyba cztery wydziały prowadzą "Informatykę" i każda ma inne założenia. Do tego dochodzą różnorakie kierunki pokrewne i specjalizacji masz do wyboru do koloru. To nie jest takie płaskie.

      Przykładowo: http://www.elka.pw.edu.pl/index.php?lang=pl&show=233#2

    •  
      d......k

      +3

      pokaż komentarz

      Jako student informatyki mogę śmiało powiedzieć, że nie można dyskryminować żadnej dziedziny informatyki. Jedni lubią siedzieć dniami nad projektem w Javie czy C#, inni składać układy i je programować, a inni jak np ja bawić się sieciami. To, że większość was tutaj pisze o tym, że matematyka jest niepotrzebna to bzdura. Matematyka jest potrzebna i widzę ją na każdym kroku. Zgadzam się natomiast, że informatyka nie jest dla każdego.

    •  

      pokaż komentarz

      Rzeczywiście, często mówi się o matematyce jako podstawie informatyki. Może i w pewnych zastosowaniach tak jest, w większości zastosowań wystarczy jednak otwarty umysł, kreatywność i posiadanie szczegółowej wiedzy z danego tematu, a ogólnego poglądu na zagadnienia informatyczne. Studentów często katuje się dużą liczbą przedmiotów matematycznych, których poziom abstrakcji jest już naprawdę wysoki i wymaga naprawdę dobrych umiejętności matematycznych.
      Matematyka licealna to w dużej mierze liczenie wg schematów, chyba że mówimy tutaj o olimpiadach. Ostatnia matura była w 90% schematyczna, toteż osoba która przygotowując się do matury z zadań maturalnych większość podobnych już rozwiązywała, z maturą nie miała najmniejszych problemów.

      Odnosząc się do tych macierzy, czyli podstaw algebry i analizy matematycznej w programowaniu. Takie coś przydaje się i owszem, pod warunkiem, że ktoś pisze biblioteki graficzne, które takie macierze liczą, dla reszty wystarczy podstawowa znajomość mnożenia/liczenia macierzy i są w stanie poradzić sobie z tworzeniem grafiki w oglu czy dxie, bo takie bilbioteki już istnieją.
      Starsze roczniki pytane, po co nam algebra i jakie ma zastosowania odpowiedziały, że przyda się np. w analizie matematycznej, matematyce dyskretnej, metodach numerycznych i innych podobnych przedmiotach związanych z matematyką a nie informatyką. Tak naprawdę zaawansowana matematyka przydaje się w wąskiej gałęzi informatyki, najczęściej czysto teoretycznej.

      Widoczna jest zależność pomiędzy dobrymi matematykami a dobrymi informatykami, że dobry matematyk do dobry informatyk/algorytmik. Po prostu taka osoba potrafi wejść na odpowiedni poziom abstrakcji, w pewien sposób to ułożyć i zaimplementować. Dobry informatyk wcale nie musi być dobrym matematykiem, chociaż jeśli jest, to 1:0 dla niego. Podstawy matematyczne są ważne, często drążone są jednak problemy znacznie wykraczające poza zakres potrzebnej wiedzy w życiu zawodowym.

    •  

      pokaż komentarz

      ale informatyka jako nauka o zarządzaniu informacją na poziomie wyższym powinna jednak wymagać typowo wyższej wiedzy w tym zakresie. Mówię na podstawie PO, może faktycznie na innych uczelniach wygląda to inaczej.

      Ja inżynierem informatyki nie chciałbym nazywać osób, które potrafią jedynie zainstalować system operacyjny i sterowniki. Powiedzmy sobie jasno, tacy ludzie to technicy informatyki.

    •  

      pokaż komentarz

      mimo że zawaliłem matematykę na maturze i wylądowałem na innym kierunku, w pracy(typowo informatyczna) mam najwyższą stawkę per/h(w przeciwieństwie do ludzi którzy są na informatyce i to 3 lata wyżej ode mnie), niech ktoś powie, że taka wiedza na siebie nie zarabia.

      IMO tak silne wiązanie matematyki z informatyką to relikt z czasów, kiedy wszystko było na kartach perforowanych. Tak na prawdę w pracy nie przydało mi się nic, absolutnie nic, z matematyki powyżej liceum.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie przesadzaj. Informatyka w gruncie rzeczy to algorytmika a nie matematyka.

      A algorytmika to nie jest matematyka? powiedz mi proszę, jak byś znalazł droge od punktu A do punktu B na jakiejś mapie, czy wykonał jakąkolwiek operację na drzewach bez znajomości teorii grafów?

      Osobiście uważam, że PHP + JS to dno programistyczne - 90% operacji w takich aplikacjach to CRUD.

      Ogólnie to informatyków można podzielić na dwie części - niskopoziomowców (w tym i algorytmików) i wysoko poziomowców.
      Niskopoziomowi (algorytmicy) są od sprawnego wymyślania wydajnych algorytmów a wysokopoziomowi od projektowania service-ów itd.

    •  

      pokaż komentarz

      mimol, i bardzo dobrze. Matura z informatyki jest niczym. Na samym pierwszym semestrze na kierunku, o którym piszesz, są 4 różne przedmioty matematyczne. Matematyka jest nieodłączną i bardzo znaczącą częścią informatyki.

    •  

      pokaż komentarz

      znam kolesia który na 2 semestrze informatyki siedział przy monitorze (CRT) z odświerzaniem 60 Hz - pomyślałem sobie że kolo tak lubi (bo znam zwiechrowane umysły róznych informatyków) ... ale po kilku tygodniach postanowiłem go o to zapytać i odpowiedział mi tak :
      - no własnie coś mnie oczy już bolały - słyszałem coś o odświerzaniu , ale nie wiem jak się to ustawia - możesz mi powiedziec jak to zrobić ?
      dało się ustawić na 100Hz

      nie doszukujcie się ironi

    •  

      pokaż komentarz

      @M4ks: a kto te biblioteki pisze niby?

      ogólnie, da się w waszych postach wychwycić taką myśl, że na studiach informatycznych powinni uczyć programowania w rozmaitych językach i innych praktycznych rzeczy. ale to bez sensu. dla kogoś, kto zna podstawy programowania (a tego uczą na studiach i to całkiem nieźle!) nauczenie się drugiego, trzeciego, n-tego języka programowania i m-tej biblioteki jest trywialne. po co tracić czas na uczenie trywialnych rzeczy, skoro można ten czas spożytkować na rzeczy bardziej zaawansowane jak chociażby matematyka, biometria, itd?

      mam wrażenie, że wielu z was właśnie tego oczekuje - jesteście programistami-samoukami i chcielibyście żeby te studia były dla was trywialne, żeby nie wymagały żadnego wysiłku umysłowego i najlepiej to żeby was od razu z nich zwolnili i dali dyplom.

    •  

      pokaż komentarz

      a ja myślę, że sporo ludzi którzy już coś umieją chciałby się nauczyć więcej, a nie ciągle powtarzać schematy i pisać w kółko programy do obsługi stosu czy czegoś innego.
      Może po prostu okazuje się, że poźniej w pracy Ci samoucy potrafią więcej niż gdyby skończyli nawet w wyróżnieniem informatyke?

    •  

      pokaż komentarz

      @M4ks: czytanie ze zrozumieniem nie jest twoją mocną stroną.

    •  

      pokaż komentarz

      @jceel: się odezwał polonista..

    •  

      pokaż komentarz

      powtórzę jeszcze raz: nauczenie się "więcej" programowania jest trywialne. dlatego tego nie ma na studiach, bo to byłaby strata czasu. są inne rzeczy, jeszcze bardziej "zaawansowane". jedną z nich jest algorytmika i matematyka. jasne?

    •  

      pokaż komentarz

      a czym jest "więcej" programowania?

    •  

      pokaż komentarz

      @M4ks: o tym właśnie: "(...) chciałby się nauczyć więcej, a nie ciągle powtarzać schematy i pisać w kółko programy do obsługi stosu czy czegoś innego.".