•  

    pokaż komentarz

    A teraz wszyscy studenci się pod tym podpiszą.
    To ma sens ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Na pewno cos w tym jest.

    Ale ja bym nie zwalal calej winy na studentow. Taak, dawniej bylo lepiej, studenci byli madrzejsci, a trawa byla bardziej zielona. Ale dawniej wykladowcy na uczelniach to byla elita. Niestety, za komuny hołota zaczela sie pchac na studia, bo dostawalo sie dodatkowe punkty za pochodzenie robotnicze albo chlopskie. I to, co sie teraz dzieje, to sa tego skutki.

    Ktos tam zarzuca studentom, ze to matoly, ze nie potrafia napisac poprawnie zdania po polsku. A ja np. mialem wykladowce, ktory mial maniery chlopa ze wsi i jak chlop sie wypowiadal: "Narysujemy SE taki wykres... a teraz BEDZIEMY robic cos tam". Twierdzil, ze mangan ma wzor Mg. A cwiczenia z tego przedmiotu mialem z jego zona, ktora nic nie tlumaczyla tylko wyzywala ludzi od d!%!%i jak czegos nie wiedzieli. Dziewczyny plakaly, a faceci obmyslali plany jak ja otruc. Pan PROFESOR i pani DR. Elita intelektualna polskiego narodu.

    Informatyke mialem z kobieta, ktora wygladala by jak sprzataczka, gdyby nie to, ze miala ublocone buty. Ona chociaz dawala nam przykladowe programy w jezyku C. Niestety, zaden z nich nie dzialal. Po naprawieniu wyswietlaly haslo "Ala ma kota".
    Powiedziala nam tez, ze skrot ASCII oznacza "Amerikejszon Stardard Code of Informejszon INTERPRETEJSZON". Na kolokwium trzeba bylo zamienic liczbe w systemie binarnym na system dziesietny. Nic trudnego. Ciekawe jestem tylko, jak ona to oceniala, bo przykladu, ktory probowala rozwiazac na zajeciach nie udalo jej sie zrobic w 45 min.

    Inne legendarne juz hasla "pani Basi":
    "Programator... Nie... Jak to sie mowi... Aaa, programista!"
    "Co tam jeszcze mamy nizej... SETUP... Ale ja nie wiem co to jest..."
    "Hasło nie moze byc proste, musi byc skomplikowane np. Madagaskar"
    Wszystko autentyczne cytaty, spisane celowo przeze mnie dla potomnosci ;]

    Poza tym nie jest az tak tragicznie, ale i tak wiekszosc rzeczy, ktorych trzeba uczyc sie na studiach, nie ma zadnego praktycznego zastosowania i do niczego sie prawdopodobnie nigdy nie przyda. A przedmioty, ktore moga byc praktyczne i troche ciekawe sa traktowane "na odwal sie" albo polegaja na wkuwaniu rozwiazan zadan na pamiec. Zadan, w ktorych 80% studentow nie wie co sie liczy i po co. I nie sadze, zeby byla to tylko i wylacznie wina naszej glupoty. Po prostu wykladowcy i cwiczeniowcy albo nie potrafia przekazac swojej wiedzy (optymistyczna wersja), albo sami "uczyli sie" w ten sam sposob co my, wkuwajac na pamiec rzeczy ktorych w ogole nie rozumieja.

    I zeby nie bylo, nie studiuje w jakiejs filii filii prywatnej szkolki z Koziel Wolki tylko teoretycznie na jednej z lepszych uczelni technicznych w Polsce, Akademii Gorniczo-Hutniczej w Krakowie.

    Tak ze mysle, ze jak zwykle wina lezy tutaj po obu stronach ;]

    •  

      pokaż komentarz

      Plus do tego dorzuć kwestię przedmiotów, które są w gruncie rzeczy zbędne, i służą jako tzw. zapchajdziura, coby student miał odpowiednią ilość godzin tygodniowo. U mnie była to między innymi sztuka mówienia, terapia plastyczna... O ile pierwszy był ciekawy, i gdyby był kontynuowany pewnie bym go polubił, o tyle drugi był beznadziejny, z kobietą która ma magistra od iluśtam lat, nikt jej nie lubi, a pokoik swój ma w piwnicy razem z drugim ewenementem, panią DR, która ma dr od komuny, a potem system sie zmienił, znajomości się skończyły. No wybaczcie, ale jak można mieć dr i prowadzić, czy wręcz zmuszać, studentów do glupich zabaw dla dzieci, których 5-6 klasa podstawówki nie chciałaby robić, tak są dziecinne? I nie ma przeproś, chodzić trzeba, bo potem się czepia o obecności. Tańczysz, robisz z siebie idiotę, wszyscy znajomi ci współczują, a w tobie narasta chęć spalenia idiotki żywcem.

  •  

    pokaż komentarz

    Kserowanie notatek oraz internet są wygoda jaką może nam zaoferować XXI wiek. Gdyby kilkadziesiąt lat temu były takowe ustrojstwa na pewno taka wypowiedź ze strony pani doktor nie miałaby miejsca. Studia stały się standardem naszych czasów, mamy taką możliwość to studiujemy, na pewno jak pójdziesz na studia nie stracisz tylko zyskasz;)

  •  

    pokaż komentarz

    Nie będę się odnosił do całego artykułu bo szkoda czasu (ogólnie większość to bzdury). Chciałbym się tylko odnieść do pomysłu obowiązkowych wykładów (moja uczelnia właśnie to rozważa). Jeśli ktoś uważa, że to dobry pomysł to chyba dawno na wykładach nie był albo studiuje na jakiejś wyjątkowej uczelni. Tyle się mówi o tym jacy studenci są źli. To po części to prawda ale nie będę się na ten temat rozpisywał bo chciałem napisać coś o "wykładach" i "wykładowcach". Po 4 latach studiów na dwóch kierunkach (polibuda) doszedłem do takich wniosków:
    1. Większość wykładów to totalna strata czasu.
    Jak wykładem można nazwać czytanie ze slajdów i nie dodanie nic od siebie? Co oni sobie myślą, że my czytać nie potrafimy? Jaki jest sens bycia na takim wykładzie? Jeszcze bezczelnie powiedzą, że "nie nie można dostać tych pdfów/prezentacji, chcecie to mieć to przepisujcie". A co ja na kaligrafię przyszedłem? Albo sytuacje typu: skrobie babina cały wykład wyprowadzenie jakiegoś wzoru (oczywiście całka goni całkę a sama tego nie umie wyprowadzić tylko z zeszytu jakiegoś przepisuje) a na koniec wyskakuje z tekstem, że tego się już tak nie rozważa i nie będzie tego wymagać.
    2. Prawie zawsze spełnia się taka zależność: im wyższy tytuł naukowy lub funkcja na uczelni tym większa olewka. Profesorowie, dziekani, szefowie katedr najczęściej: spóźniają się na zajęcia i EGZAMINY (i nie mówimy tu o kwadransie akademickim), wyświetlają swoje lipne slajdy a w czasie gdy studenci udają, że to przepisują profesorek się przechwala co to nie on.
    Natomiast młodzi doktorzy często nie mają takich kompetencji jak stara kadra ale starają się w jak najlepszy sposób przekazać wiedzę.

    "Poziom studiów można bardzo łatwo podnieść, i to bez nakładów finansowych, po prostu wymagając zaliczeń na ocenę z każdego przedmiotu"

    Studiuję na niezbyt prestiżowej politechnice ale u nas takich bzdur jak wykład na zaliczenie nie ma już z 8 lat. Co ciekawe uniwersytety, które (i których studenci) często lubią się wywyższać najczęściej posiadają wynalazki typu: wykład na zaliczenie, zaliczanie wykładów i egzaminów kołami, zerówki itp. Dla mnie zwykle sesja trwa do ostatniego dnia w którym można oddawać indeksy (zawsze jest walka do końca). Natomiast sesja kolegów z uniwerków kończy się zwykle w pierwszy lub drugi dzień sesji.

  •  

    pokaż komentarz

    To druga strona medalu pod nazwą "boom edukacyjny". Z jednej strony cieszymy się, że rośnie poziom wykształcenia, ale spadek poziomu to właśnie jest koszt - spora część osób z wyższym wykształceniem to absolwenci Wyższej Szkoły Obróbki Skrawaniem w Koziej Wólce czy czegoś w tym guście.

    Trochę miał racji Wolniewicz (niedawno na Wykopie). Kiedyś studiowała elita, teraz studiuje każdy kto chce.

    Coś za coś...