•  

    pokaż komentarz

    Streszczenie:
    "Woman gets diagnosed with Basal Cell Carcinoma (Skin Cancer) and instead of opting for the super oppressive outpatient Mohs surgery, she instead does about 30 minutes of internet research and then decides to purchase a thing off of Amazon called "Black Salve." It's Bloodroot and Zinc Chloride. Anyway, she burns a hole into her forehead and into her nose. Her nose gets burned all the way down to her nasal cartilage and leaves a huge scar on her head. She ends up having to get reconstructive surgery but swears up and down she'd do it the same all over again. Everyone in that forum is also a complete retard and just keeps encouraging her to drink juice and eat vitamins instead of going to see a doctor when her face is being melted away. "

    Komentarz bohaterki wykopu juz po tym jak jej odpadlo to i owo odnosnie tego czy bedzie powtarzac te, hm, kuracje:
    "You bet your arse I am, partly out of fear of how much more there may be, and part from what I know people will think about my decision and how stupid they may view it to be if the results are less than desirable. In my heart of hearts, I just somehow KNOW this stuff works and only kills cancer cells. But even so, I sometimes don't trust my instincts, and I hate that aspect of myself, but it is true. "

    Niektorzy nie madrzeja nawet jak im ich cudowny medykament wypala dziure w nosie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Vanr_: Nie widzę powodu aby krytykować chorą. Wyleczyła ogniska złośliwego nowotworu skóry. Nie wszystkim lekarzom się to udaje.
      To, że pozostały po tej kuracji ślady jest zupełnie drugorzędne. Można je zlikwidować operacją plastyczną.

      Skąd ta krytyka? Jest dorosła, wyeksperymentowała maść niepewnego pochodzenia na sobie i w kilkanaście dni rozwiązała problem. Czy winą jej był brak ślepej wiary w możliwości oficjalnej medycyny?

    •  

      pokaż komentarz

      @mieszko_the_first:

      Wyjasnij mi, misiek, czym to jej leczenie rozni sie od wziecia noza i wyciecia sobie polowy nosa? Efekt taki sam. To jest takie "leczenie" na zasadzie "zrobil mi sie jakis grzyb na dloni wiec odrabie sobie reke i potem zamontuje proteze". Tak samo "rozwiazuje" problem.

      Rak skory jest obecnie jednym z najlatwiejszych w leczeniu, 85-90% skutecznosci. Ale co ci lekarze tam wiedza, po co sterylne narzedzia, szpitale i aparatura za miliony dolarow, lepiej kupic sobie jakis kwas, wypalic dziure w twarzy, wypic sok pomaranczowy (taka kuracje zalecaja ci idioci w podlinkowanym temacie) i byc zadowolonym z "wyleczenia" raka domowymi sposobami.

    •  

      pokaż komentarz

      @Vanr_:

      Wyjasnij mi, misiek, czym to jej leczenie rozni sie od wziecia noza i wyciecia sobie polowy nosa?

      Mohs surgery to zdaje się właśnie wzięcie noża i wycięcie kawałka nosa. Skąd pewność, że po tym wycięciu ubytek nosa będzie mniejszy niż w przypadku kuracji tej Pani? Jaki jest koszt tej operacji w porównaniu z bloodroot?

      Rak skory jest obecnie jednym z najlatwiejszych w leczeniu, 85-90% skutecznosci.

      Jak to się ma do skuteczności zabiegów "naturalnych" takich jakie zastosowała Pani. Czy aby nie są na tym samym poziomie skuteczności? Gdyby tak było to ładnie wyglądałyby te "sterylne narzędzia, szpitale i aparatura za miliony dolarów".

      "Idiota" od czasów Goddarda ma dosyć dobrze zdefiniowane znaczenie medyczne. Sam fakt, że ci wyśmiewani ludzie swoje komentarze napisali, wyklucza ich z kategorii idiotów.

    •  

      pokaż komentarz

      @mieszko_the_first:

      No to jest po prostu niebywale. Operacja usuwajaca tak wczesnie wykryty nowotwor jest minimalnie inwazyjna i na nosie by jej zostala mala blizna?

      Jak to się ma do skuteczności zabiegów "naturalnych" takich jakie zastosowała Pani. Czy aby nie są na tym samym poziomie skuteczności?

      Na to juz chyba odpowiadalem. "Zrobil mi sie jakis grzyb na dloni wiec odrabie sobie reke i potem zamontuje proteze".

      EOT, z debilem nie bede dyskutowal.

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @Vanr_: E tam czepiasz się, zawsze może sobie coś takiego zrobić w nosie:

      źródło: bi.gazeta.pl

    •  

      pokaż komentarz

      @mieszko_the_first:

      Cieszę się że dała sobie radę, ale jak bym zobaczył takie coś na skórze u siebie, to bym poszedł to wyciąć jak najszybciej. Nie żeby coś, ale im dłużej to coś jest, tym większa szansa że dojdzie do przerzutów na coś innego. Rak to nie pryszcz, takie coś na nosie może po roku - dwóch dać efekty gdzie indziej. Im szybciej się to usunie, tym mniejsze prawdopodobieństwo na to że tak się nie stanie.

      Można uszanować decyzje o leczeniu alternatywnym, ale należy powiedzieć jak jest - długa kuracja to niepotrzebne ryzyko na przerzuty.

  •  

    pokaż komentarz

    Młody człowiek, który dodał to znalezisko jest zapewne tuż po, lub w trakcie studiów medycznych.
    Świadczy o tym brak logicznej precyzji wypowiedzi i oznaki niedawnego prania mózgu, które każe alternatywne metody leczenia traktować jak świętokradztwo.

    Współczesna medycyna ma spektakularne sukcesy ale za kilkadziesiąt lat dzisiejsze praktyki lekarskie będą uważane przez ówczesnych medyków za rzeźnictwo.
    Dlatego poczekałbym jeszcze z ubóstwianiem współczesnej medycyny.

    Mam taki niewinny przykład mocy tej medycyny:

    Dziewczynce wyrosła kurzjka na dłoni.Kurzajki a dokładniej wirusy, które je powodują mogą być niebezpiecznie u dziewczynek.
    Dermatolog zalecił jej wymrożenie. Po pierwszym zabiegu musiał przyjść kolejny, bo kurzajka odrosła.
    Niestety odrosła też po drugim, więc dermatolog zaostrzył kurs i kazał przeprowadzić zabieg chirurgiczny. Zabieg się udał, rana zabliźniła się ale na jej końcach pojawiły się dwie kurzajki. Tym razem poszliśmy w technologię i kurzajki były wypalane laserem. Na trzeciej kolejnej wizycie, bo dwie wcześniejsze nie były skuteczne, operator lasera zlitował się i doradził (był kwiecień) aby znaleźć kwitnące jaskółcze ziele i smarować kurzjki jego mleczkiem raz dziennie przez dwa tygodnie.

    Kurzajki zniknęły pięć lat temu bez śladu. Dodatkowo bez bólu, wizyt u lekarza i pieniędzy.

  •  

    pokaż komentarz

    Najpierw zwykłe leczenie kliniczne- gdy ono zawodzi dopiero sięgać po metody alternatywne.

  •  

    pokaż komentarz

    @Dariel:

    Ale ja się z tymi definicjami zgadzam i je stosuję.

    Leczenie ludzi to bardzo skomplikowana rzecz i ciągle jest sztuką. Sztuką właśnie a nie nauką. Na ogół, lekarz nie jest w stanie przewidzieć wszystkich skutków kuracji. Dotyczy to zwłaszcza chorób poważnych, takich jak nowotwory. Tam bezradność jest tak wielka, że świadomie szkodzi się pacjentowi w nadzieji, że to pomoże.

    Mało tego, z oczywistych powodów, lekarz nie może eksperymentować na chorym i jest ograniczony do stosowania raz wymyślonych procedur, które niekoniecznie są skuteczne. Nawet jeśli chory zgadza się na eksperymenty. Nie ma więc podstawowego narzędzia badawczego.

    Dlatego potępianie ludzi za to, że sami eksperymentują ze swoim zdrowiem jest nie na miejscu.