•  

    pokaż komentarz

    " Moja synowa została zatrudniona zgodnie ze wszystkimi procedurami. " Ja ustalałem procedury więc wiem najlepiej - Patologia .

  •  
    a...........t

    +36

    pokaż komentarz

    Ale to nie dotyczy tylko urzędów. Taka sytuacja występuje także na uczelniach, szkołach itp.

  •  

    pokaż komentarz

    Żeby było zabawniej dodam, że radna Kryńska która zadała pytanie jest pielęgniarką a jej mąż ordynatorem oddziału.

  •  

    pokaż komentarz

    Ech, kilka lat przepracowałem w budżetówce na szczeblu wojewódzkim (udało się dostać i to bez rodzinnych koneksji). Miałem nawet święty spokój, bo:
    * nie wiedziało, od kogo jestem (to chyba najbardziej było groźne, bo "może z polecenia z Warszawy"),
    * praktycznie na pniu przeszedłem na "ty" z jednym z dyrektorów.

    Coś na zasadzie:
    Przyszła kura do wielkiego bossa mafii, Dona Corleone i mówi:
    - Chcę do mafii.
    A Don jej na to:
    - Nie ma żadnej mafii!
    To poszła kura do doradcy Dona, Consiliera Pietro i mówi:
    - Chcę do mafii.
    A ten jej na to:
    - Nie ma żadnej mafii!
    Wtedy poszła kura do kapitana mafii, Długiego Joe i mówi:
    - Chcę do mafii.
    A Długi Joe na to:
    - Nie ma żadnej mafii!
    Wkurzyła się kura i wróciła do kurnika. Otoczyły ją koleżanki i pytają:
    - Jak tam było? Wstąpiłaś do mafii? Wzięli cię?
    Na wszystkie pytania kura odpowiadała:
    - Nie ma żadnej mafii!

    I wtedy kury zrozumiały.
    I zaczęły się jej bać.

  •  

    pokaż komentarz

    I ta patologia jest największą zmorą duszącą polską gospodarkę. Gdyby było tak jak na początku lat 90 że praca w budżetówce nie była zbyt atrakcyjna, bo z jednej strony pewna ale z drugiej kiepsko płatna, to nie mielibyśmy problemu ciągle rozrastającej się sfery budżetowej i co za tym idzie zapaści finansów publicznych i związanych z tym podwyżek podatków, a gospodarka mogłaby się rozwijać w błyskawicznym tempie. Ale skoro praca w budżetówce, konsumującej PKB jest o wiele atrakcyjniejsza niż praca w sferze produkcji i usług generująca wzrost PKB, to mamy kilkudziesięciu chętnych na jedno takie miejsce pracy, którzy i tak są bez większych szans na jej dostanie. Dzięki swojej atrakcyjności państwowa praca jest dostępna tylko przez wielkie znajomości, protekcję i koneksje, albo ewentualnie za grube łapówki. Działa wręcz mechanizm upychania na siłę swoich kandydatów, przez urzędasów z wierchuszki, na istniejących etatach, a że tych jest za mało, to specjalnie tworzy się nowe. Dodatkowo jakość takiej kadry jest dramatyczna, bo o przyjęciu do pracy w ogóle nie decydują kompetencje, lecz to że kandydat jest swój. Bez zdrowych reguł ekonomicznych, jak szybko nie zrobimy z tym porządku, to nasza gospodarka całkiem się wyłoży.