•  

    pokaż komentarz

    Przeanalizujmy kilka oczywistych oczywistości:

    1. Szkoła publiczna powinna być neutralna światopoglądowo.
    2. Szkoła nie powinna być neutralna światopoglądowo.

    Jaki z tego wniosek?

    pokaż spoiler Ad. 2, Dlaczego szkoła **nie** powinna neutralna? Człowiek w wieku szkolnym spędza w szkole dużo czasu w celu nauki, człowiek powinien wyrobić sobie "jakieś" poglądy, a gdzie ma to zrobić jak nie w szkole. Szkoła powinna uczyć jeżyków, matematyki itd. ale również życia... a życie składa się głównie z poglądów, idei...

    •  

      pokaż komentarz

      @teraz_fred_wyrucha_was: Myślę ,że szkołą powinna prezentować różne idee i poglądy na wiele spraw. Brzmi to jak uogólnienie, owszem. Jednak nim nie jest. Od tego mamy wony kraj, żeby rodzice mogli wybrać dowolną szkołę dla swojego dziecka: katolicką, żydowską, muzułmańską czy publiczną. Dlatego szkoła publiczna nie powinna się kierować w żaden sposób kierunkować się w żaden jednoznacznie i z góry określony światopogląd.

    •  

      pokaż komentarz

      @teraz_fred_wyrucha_was & @yanosky: a ja bym ujął to tak:

      źródło: youtu.be

    •  

      pokaż komentarz

      @deck: podzielam twój pogląd i chętnie posłałbym dzieciaka do szkoły gdzie właśnie taki pogląd jest przedstawiany jako ten poprawny.

    •  

      pokaż komentarz

      @teraz_fred_wyrucha_was: Będę to powtarzał aż w końcu to do Was dotrze: szkoła nie jest od wychowywania tylko od uczenia. Coraz więcej rodziców zaczyna o tym zapominać i chyba wydaje im się, że szkoła, kumple i komputer wyręczą ich w procesie wychowawczym.

    •  

      pokaż komentarz

      szkoła nie jest od wychowywania

      @Nicolai: 8h w szkole (z dojazdami i przygotowaniem i powrotami), 2h odrabianie lekcje, 4h: komp, kumple, jakieś hobby, 2h jakieś domowe obowiązki... a teraz mi powiedz kiedy to wychowywanie przez rodziców, w weekend? kiedy jest to czas na relaks, odpoczynek, jakieś spędzanie czasu z rodziną, ale w kategoriach przyjemnych...

      Mnie osobiście szkoła wychowała, trafiłem do dwóch zajebiście porządnych szkół - miałem farta...

      Zanim się skończy 19 lat szkoła to najważniejszy element życia, no dobra drugi po rodzinie, ale i tak najbardziej czasochłonny, spędza się tam tak wiele czasu, że czy się tego chce czy nie przesiąka się tą szkołą, a nauczyciele czy się to podoba czy nie są najczęściej widzianą dorosłą osobą, z nauczycielem rozmawia się więcej niż z rodzicem (no może trochę tu przesadziłem)...

      Dochodzi do tego kolejny okrutnie ważny element, nauczany materiał - historia, literatura - jak chcesz nauczać tego przedmiotu pozostając neutralny światopoglądowo - nie jesteś w stanie odpowiedzieć uczniowi na żadne istotne pytanie...

    •  

      pokaż komentarz

      @Nicolai: dokładnie tak, zgadzam się w pełni... nauczyciel nie posiada żadnych narzędzi wychowawczych... no ale skoro przychodzi rodzic, ogląda materiał z monitoringu i zapiera się, że to absolutnie nie jego dziecko, bo jego się tak nie zachowuje
      naród głupieje i pozwala by takie idee przesiąkały do społeczeństwa, a w następnym pokoleniu nie będzie co zbierać

    •  

      pokaż komentarz

      @teraz_fred_wyrucha_was: tylko jak zapewnić neutralność światopoglądową jeśli każda lektura szkolna prezentuje jakiś światopogląd autora? Albo usunąć język Polski albo zapewnić lektury z każdego znanego światopoglądu? Czasu nie starczy albo dzieciaki nie nauczą się pisać i czytać... To trudny temat i tylko debata publiczna może tu pomóc.

    •  

      pokaż komentarz

      tylko jak zapewnić neutralność światopoglądową

      @batyskafander: no właśnie o to chodzi - nie da się, a mój pomysł na świat jest taki aby dziecko uczyło się takiego światopoglądu jakiego chce rodzic. Społeczeństwo jedyne co może i powinno zapewnić dziecku to nieograniczony dostęp do wszystkich światopoglądów...

    •  

      pokaż komentarz

      8h w szkole (z dojazdami i przygotowaniem i powrotami) (...)
      @teraz_fred_wyrucha_was: Szkoła to nie praca na pełen etat, dziennie siedzi się tam dużo mniej. Średnia liczba godzin lekcyjnych (trwających 45 minut) w podstawówce to 22-25*, czyli koło czterech godzin dziennie wliczając przerwy, więc już mataczysz... No chyba, że przejazd z domu do szkoły trwałby dwie godziny, ale to wtedy rodzic musiałby wysyłać dziecko do szkoły na drugim końcu województwa. Sam jechałem autobusem do liceum oddalonego o 35 kilometrów i średnio zajmowało to 50 minut, więc wiem. Poza tym ile osób tak dojeżdża? Większość uczniów ma znacznie bliżej do szkoły. Pół godziny na dojazdy w zupełności powinno wystarczyć. No i teraz co? Tobie wyszło osiem godzin na szkołę i dojazdy, a mi dwa razy mniej. I dlatego nauka matematyki jest tak ważna, bo ludzie nawet oszacować ile coś trwa nie umieją. Może przyjrzyjmy się dalszej części Twoich obliczeń?

      2h odrabianie lekcje
      Naprawdę? W życiu tyle nie schodziło mi na odrabianie zadań domowych, godzina to i tak za dużo na ogarnięcie wszystkiego. No chyba, że zadali jakąś większą pracę, na przykład rozprawę z polskiego, ale ile tego było? Kilka na semestr. Poza tym weźmy to na logikę, dwie godziny to prawie trzy godziny lekcyjne, a całą godzinę lekcyjną pisze się sprawdzian, czyli co? Dzień w dzień uczeń musiałby odrabiać pracę domową będącą równoważnością trzech prac klasowych? No chyba coś tutaj śmierdzi. Poza tym uczeń ma dziennie 4-5 godziny lekcyjne a niemal tyle samo, bo 3 godziny lekcyjne schodzą mu na pracę domową? Takie coś jest teoretycznie możliwe, ale musielibyśmy mieć bardzo złą kadrę, która zamiast prowadzić zajęcia zadaje wszystko do domu jak leci. Kolejne przesacowanie.

      4h: komp, kumple, jakieś hobby, 2h jakieś domowe obowiązki...
      Cztery godziny obijania? Może nawet trochę więcej dziennie tego wychodzi, zwłaszcza kiedy żyjemy w pokoleniu, które nie wyobraża sobie życia bez komputera. W każdym razie ciężko tutaj szacować, bo to kwestia indywidualna i zależąca od tego podejścia rodziców do wychowania. Jedni racjonują rozrywkę, inni stawiają dzieciaka przed telewizorem czy komputerem i mają spokój. Dwie godziny na domowe obowiązki? To strasznie dużo, no chyba, że codziennie każesz dziecku myć naczynia, kosić trawnik i odkurzać, wtedy może tyle wyjdzie. Kolejna ostro przeszacowana rzecz. Tutaj pół godzinny dziennie powinno w zupełności wystarczyć.
      Może teraz podliczmy Twoje i moje oszacowania. 8+2+4+2=16, czyli zostaje ledwo osiem godzin na sen. To ciekawe, ale zakładając, że mamy tę edukację na pełen etat jak napisałeś, czyli od 8 do 16 (inaczej się tego rozłożyć nie da, bo zajęć po szesnastej się nie robi, jak już to wtedy jakieś kółka zainteresowań wtedy są) to dzieciak musiałby chodzić spać o północy. Przecież wystarczyło to pododawać, by zauważyć, że coś jest nie tak. Według tego dzieciak musiałby być na nogach od 8:00 do 24:00 i miałby tylko cztery godzinny luzu. Przecież to na pierwszy rzut oka się nie zgadza. A jak u mnie to wygląda? 4+1+4+0,5=9,5. Niemal dwa razy mniej zmarnowanego czasu, dzięki czemu mamy 6,5 godziny, które można przeznaczyć na wychowanie.
      * Tutaj masz źródło jak nie wierzysz: http://www.buwiwm.edu.pl/publ/system/rozdzial4.htm

    •  

      pokaż komentarz

      (...) a teraz mi powiedz kiedy to wychowywanie przez rodziców, w weekend? kiedy jest to czas na relaks, odpoczynek, jakieś spędzanie czasu z rodziną, ale w kategoriach przyjemnych...
      @teraz_fred_wyrucha_was: W tak zwanym międzyczasie? Wychowanie nie polega na tym, że siadasz razem z dzieckiem i dajesz mu godzinny wykład o tym jak zachowywać się wśród ludzi i jakie wartości wyznawać. Wychowuje się samym przebywaniem z dzieckiem i dawaniem mu przykładu. Nieważne czy wykonujecie jakieś obowiązki czy poświęcacie się relaksowi, jak spędzacie razem czas to możecie poprzez interakcję wychowywać swoje dziecko. To nie jest przykry obowiązek dydaktycznie zbliżony do zajęć szkolnych. I to jest to, te roszczeniowe podejście co niektórych rodziców. Oni nie mają czasu, a jak mają to chcą odpocząć, niech szkoła wyedukuje ich dzieci za nich.

      Mnie osobiście szkoła wychowała, trafiłem do dwóch zajebiście porządnych szkół - miałem farta...
      Nie miałeś farta tylko pecha, bo rodzice Cię nie wychowywali tylko zdali się na szkołę. Nie mieli czasu, nie chciało im się... powód nieważny i tak jest to smutne.

      Zanim się skończy 19 lat szkoła to najważniejszy element życia, no dobra drugi po rodzinie, ale i tak najbardziej czasochłonny, spędza się tam tak wiele czasu, że czy się tego chce czy nie przesiąka się tą szkołą, a nauczyciele czy się to podoba czy nie są najczęściej widzianą dorosłą osobą, z nauczycielem rozmawia się więcej niż z rodzicem (no może trochę tu przesadziłem)...
      Szkoła to najważniejszy element życia, ale jednak nie. Z nauczycielami się najwięcej widuje, ale jednak nie. Poza tym czemu piszesz o tym, że z nauczycielami najczęściej się widuje jak zaraz potem dodajesz, że przesadziłeś? Czy takie stwierdzenie wówczas jest warte publikowania? Poza tym to nieprawda, że siłą rzeczy przesiąka się szkołą. Miałem rewelacyjnego nauczyciela od historii, który przygotowywał mnie do konkursów, ale prywatnie był lewakiem i co? Jakieś nie przesiąkłem jego poglądami. Miałem też rewelacyjną wychowawczynię feministkę, ale jakoś nie przejąłem jej swiatopoglądu. Dlaczego? Bo miałem własny, wyniesiony z domu. Poza tym jak przez rozmowę i ogólnie interakcje nauczyciele na nas oddziaływują to czemu rodzice nie mogą? I tak na marginesie czy to nie jest smutne, że jesteś dajmy na to lewicowy, a Twoje dzieci to zatwardziałe prawaki, bo nie umiałeś je wychować i zostawiłeś wolne ręce szkole?

      Dochodzi do tego kolejny okrutnie ważny element, nauczany materiał - historia, literatura - jak chcesz nauczać tego przedmiotu pozostając neutralny światopoglądowo - nie jesteś w stanie odpowiedzieć uczniowi na żadne istotne pytanie...
      Tylko wiesz... to czy Słowacki wielkim był poetą, albo czy Sobieski dobrze zrobił ruszając na odsiecz Wiedniowi to sprawy małego kalibru. Dużo ważniejszymi sprawami jest chociażby stosunek do wiary czy systemu społecznego. Tego nie wyniesie się ze szkoły. Nie mówię, że da się uczyć bez neutralności światopoglądowej, ale subiektywna ocena Mickiewiczowskiego mesjanizmu nie może zastąpić wychowania w domu.

  •  

    pokaż komentarz

    Maim zdaniem szkoła powinna być taka, jakiej życzą sobie rodzice. Powinny być szkoły gdzie zaczyna się dzień od dziesiątki różańca i takie w których najważniejsza jest lektura o dwóch pingwinkach pedałkach. To samo dotyczy przedmiotów - szkoły kończące naukę matematyki na prostych ułamkach mogłyby konkurować ze szkołami gdzie niemal pomija się historię literatury, historię świata, plastykę, muzykę i inne pierdoły.
    Ale takie rzeczy to tylko w moim kuc-świecie, bo pani Kluzikowa musiałaby się wziąć za uczciwą pracę.

    •  

      pokaż komentarz

      @tata_agaty: I całe szczęście, że tylko w tym świecie. Nie róbmy z dzieci wysoko wyspecjalizowanych potworków.

    •  
      g................i

      +5

      pokaż komentarz

      @tata_agaty:

      niemal pomija się historię literatury, historię świata, plastykę, muzykę i inne pierdoły
      nic dziwnego, że kucoland nie nastanie, jak ignorancję i braki w wiedzy tłumaczy się tym, że są to pierdoły

    •  

      pokaż komentarz

      @tata_agaty:

      Maim zdaniem szkoła powinna być taka, jakiej życzą sobie rodzice
      skończyłoby się na wypuszczaniu armii debili z piątkami
      * szkoły z pingwinkami i różancem - cóż ale wtedy musiałbyś mieć dwa rodzaje szkół w każdej wsi gdzie jest szkoła, albo część dzieci musiałaby dojeżdzać dalej bo ich szkoła jest mniej typowa (patrz problem z tymi co chcą etykę zamiast religii)
      * przedmioty - do poziomu gimbazy przedmioty powinny być ogólne, w szkole średniej powinno być polski, język obcy matma + to co powinno być w zawodówce/technikum, no chyba że już w wieku 6 lat wiesz jaki chcesz mieć zawód - ale zapewniam cię że wiele osób dopiero w szkole poznaje przedmioty i wybiera sobie ten który chcą zgłębiać
      szkoła powinna
      - uczyć matmy/biologii/polskiego ...
      - wychowywać w duchu patriotyzmu
      - przydałoby się coś jak filozofia - żeby dzieci zorientowały się powinno się logicznie myśleć

      pierwsze zapewni że ludzie mają obycie w świecie + wybiorą dobre studia
      drugie że w razie czego będą walczyć za kraj (jak np. będzie pospolite ruszenie na sejm :) )
      trzecie da im możliwość innego spojrzenia na świat - dzięki temu może nie będą ślepo gnać za rówieśnikami, da to też pole do wychowania rodzicom - z jednej strony filozofia nie spowoduje raczej że odrzuci poglądy rodziców - będzie jednak o nich zdrowo myśleć (dzieci wyhowywane na homosie będą gejami a nie pedałami, a dzieci katolików będą katolikami a nie moherami)

      niestety dziś z tą neutralnością są problemy

  •  
    r......7

    +1

    pokaż komentarz

    Szkoła neutralna światopoglądowo? To pewnie dlatego prowadzi się tam intensywną propagandę prounijną.

    •  
      S........a

      +1

      pokaż komentarz

      @rudy2007: Prawaczki mają bardzo interesujący nawyk szukania swoich grzechów u innych. Spotkałeś się kiedyś z lekcjami "europejskości" 2x w tygodniu od przedszkola do liceum + godłem UE w każdej klasie? Unia jak każe się promować to przynajmniej robi to ze swojego budżetu, a nie "Funduszu Unijnego".

    •  

      pokaż komentarz

      @SzaraTecza: coś w tym jednak jest, w mojej mieścinie szkoła organizowała dni UE - to że z funduszu UE - nawet jeśli - to nie znaczy że szkoła to tania witryna www gdzie możesz za parę groszy wrzucać swoje reklamy
      na pierwszy rzut oka - niby ok bo jesteśmy w UE, z drugiej strony nie miałem organizowanych dni matematyki, dni ONZ czy dni NATO
      druga sprawa że nawet jakbyś chciał być obiektywny to ciężko to dzieciakom w podstawówce wytłumaczyć - bo to że UE buduje drogi zrozumieją łatwo, a to że każdy kraj ciągnie w swoją stronę - choćby wyjaśnienie tego że Francja sprzedaje Mistrale Rosji - nieliczni ogarną
      z resztą w historii też mamy podobne "wygładzania" - np. z Sobieskiego w wyniku uproszczenia robi się nieskalanego bohatera, a przecież święty nie był

  •  

    pokaż komentarz

    A niepubliczna jaka powinna być? Dzieci pani minister nie uczą się w publicznej szkole, czyżby nie chciała ona by jej dzieci były neutralne światopoglądowo?

    •  

      pokaż komentarz

      @hannag: A co to za potłuczony argument? Może właśnie nie chce? W końcu jest rodzicem i ma prawo wychowywać dzieci jak uważa za stosowne. Jeśli chciałaby je wychowywać neutralnie pewnie chodziłyby do publicznej szkoły.

    •  

      pokaż komentarz

      @yanosky: Powiedzmy, że szanuje Twoje zdanie. Poza tym fakt iż nie rozumiesz sensu argumentu nie znaczy, że jest on potłuczony... to świadczy, że potłuczony możesz być jedynie Ty.

      Szkolnictwo publiczne powstało by edukować masy. Pani minister zarządza tym szkolnictwem i skoro robi to jak należy nie powinna obawiać się posłać swoich dzieci do szkoły publicznej.
      Przymusza rodziców i dzieci do brania udziału w jej eksperymentach ministerialnych. Jednocześnie nie ryzykuje skrzywdzenia własnych dzieci.

      To tak jak z socjalistami. Są ZA dla każdej nawet najbzdurniejszej dewiacji i odchyleniom, a sami posyłają dzieci do szkół o tradycyjnym podejściu bądź do szkół katolickich.

      Tak to jest gdy traktuje się wygłaszane poglądy jedynie jako maszynkę do robienia pieniędzy.

    •  

      pokaż komentarz

      Powiedzmy, że szanuje Twoje zdanie. Poza tym fakt iż nie rozumiesz sensu argumentu nie znaczy, że jest on potłuczony... to świadczy, że potłuczony możesz być jedynie Ty.

      @hannag: Ja Twój pogląd właśnie w tym momencie przestałem szanować. Nie umiesz rozmawiać w sposób ogólnie przyjęty za kulturalny.

      Szkolnictwo publiczne powstało by edukować masy. Pani minister zarządza tym szkolnictwem i skoro robi to jak należy nie powinna obawiać się posłać swoich dzieci do szkoły publicznej.
      Nikt nie powiedział, że się obawia. To Twój domysł niepoparty faktami.

      Przymusza rodziców i dzieci do brania udziału w jej eksperymentach ministerialnych. Jednocześnie nie ryzykuje skrzywdzenia własnych dzieci.
      Przepraszam, ale czy tolerancje i szerokie horyzonty uznajesz za eksperyment? Czy Twoim zdaniem powinniśmy paść na kolana i modlić się by wiedza sama na nas spłynęła?

      Tak to jest gdy traktuje się wygłaszane poglądy jedynie jako maszynkę do robienia pieniędzy
      Od kiedy edukacja w tym kraju to maszynka do robienia pieniędzy?

    •  

      pokaż komentarz

      @yanosky: Bawisz się w trolla wiec pokarmie troszkę :)

      1> Gdzieś mam co szanujesz i czy szanujesz moje wypowiedzi. Następnym razem daruj sobie epitety i będzie gites ( vel postrzelony)
      2>Kwestia obawiania była najmniej istotna z wypowiedzi wiec nie czepiaj się słówek.
      3> Wszystko jest kwestia jak pojmujesz tolerancje i co nazywasz szerokimi horyzontami. Lewicowy populizm nazywany jest postępem wiec może być różnie.
      4> Edukacja to nie maszynka do robienia pieniędzy? To czemu "darmowy" podręcznik tyle kosztował :), albo czemu kiedyś z jednego zestawu podręczników uczyło się całe rodzeństwo przez wiele lat jedno po drugim, a dzisiaj? No radzę się przyjrzeć problemowi rodziców wysyłających dzieci do szkoły.

      Czy Twoim zdaniem powinniśmy paść na kolana i modlić się by wiedza sama na nas spłynęła?
      - nic głupszego w życiu nie udało mi się przeczytać. Szkoły katolickie lub zamknięte niepubliczne szkoły o zasadach konserwatywnych, pomimo modlitw cieszą się wielkim powodzeniem wcale nie zmieniając materiału szkolnego z zakresu chemii fizyki. Dla twojej wiedzy nie tłumaczy się tam dynamiki newtona wolą boską. Uczą się tam wielokrotnie dzieci prawników, lekarzy i drognych nuworyszy uważających to za jaką nobilitacje społeczną.
      To samo robi pani minister. Tolerancja tolerancją, horyzonty horyzontami, ale porządek musi być.

    •  

      pokaż komentarz

      @hannag: Ręce opadają... Przeczytaj co napisałaś i napisz jeszcze raz logicznie.

    •  

      pokaż komentarz

      @yanosky: Jako rodzic może robić co chce, ale jak to świadczy o niej jako o ministrze? Jak sama szefowa resortu edukacji nie korzysta z naszego systemu oświaty to pokazuje ile jest on warty. To tak jakby szewc chodził boso.

    •  

      pokaż komentarz

      @Nicolai: Jest powiedzenie "Szewc bez butów chodzi".
      I o ile wiem - nie ma przymusu by szef resortu korzystał z państwowego, wobec czego jeśli jest wybór to czemu nie korzystać?
      Co więcej nasz system oświatowy to także szkolnictwo niepubliczne, również kontrolowane przez MEN. Kwestia jest tylko i wyłącznie co prywatna uczelnia ma więcej niż państwowa szkoła. Bo mniej - z pewnością nic, gdyż obowiązują takie same kryteria nauczania.

    •  

      pokaż komentarz

      @yanosky: Przepraszam za parafrazę, już więcej nie będę... Przymusu nie ma, przecież nawet o tym pisałem. Chodziło mi tylko o tym, że źle świadczy o niej jako ministrze. To tak jakby kucharka sama sobie nie gotowała obiadów tylko kupowała gotowe z puszki.
      Szkolnictwo niepubliczne też podlega MENowi, ale w zupełnie innym stopniu niż to publiczne. Oczywiście mają narzucone wymogi, ale jest dużo większa swoboda kadry w kwestii edukacji i forma własności jest zupełnie inna.
      Niby uczą czytania ze zrozumieniem, nawet na maturze to egzekwują, a nawet jednego zdania nie są w stanie zrozumieć.