•  

    pokaż komentarz

    Pytania faktycznie trafne, ale ich interpretacja już trochę przesadzona. Jestem ateistą, ale uważam, że artykuł jest trochę tendencyjny. Tak jak mówiłem, pytania dziewięciolatka trafne, a odpowiedzi na poziomie programu "Ziarno". Jednak takie określenia jak "Niesamowite pytanie", albo "chłopiec rzeczywiście doskonale wyczuwa błąd językowy, podstęp językowy, maskujące zabiegi słowne w retoryce, którą posługują się często chrześcijanie." Wątpię żeby dziewięcioletnie dziecko, choćby nie wiem jak było inteligentne, bawiło się w takie zabiegi językowe. Mimo to wykop, wykop za pytania i odpowiedzi do których odnosi się artykuł. http://tygodnik2003-2007.onet.pl/1546,1410854,2,dzial.html

    •  
      n....o

      +10

      pokaż komentarz

      Nikt nie mówi, że dziecko jest świadome istnienia tej całej otoczki językowej, ale że jej używa. Cóż, autor jest filologiem, więc może rzeczywiście przesadza. A może coś jest w tym, że dziecko pytało w taki sposób a nie inny? W sumie często pytam chrześcijan o podobne rzeczy, ale tak zwięźle i trafnie mi się nie udaje.

    •  

      pokaż komentarz

      Też myślę, że autor artykułu przesadza.

    •  

      pokaż komentarz

      i jak tak uważam, brakowało jeszcze pytania "mama co będzie na obiad" i interpretacji go jako poruszania problemu głodu na świecie...

    •  
      l....5

      +11

      pokaż komentarz

      Autor jest filologiem i szukanie ukrytego sensu i podtekstów w każdym zdaniuto jego zboczenie zawodowe. Tak samo jak rozpisywanie się na kilka stron o pierdołach, o których wystarczy napisać 2 zdania. No i dodatkowo jeszcze trzeba koniecznie używać skomplikowanych wyrazów i dowołań do ksiązek, filozowów itd bo dzieki temu wygladamy na mądrzejszych

    •  

      pokaż komentarz

      Filolog się chwilkę pozachwycał, ale pewności co do autorstwa pytań nie ma. Nikłe szanse na dziewięciolatka powiedziałbym.

    •  
      W.......W

      +2

      pokaż komentarz

      Zapewniam cię, że dziewięciolatkowie są bardzo różni. Sam w tym wieku miałem podobne przemyślenia.

    •  

      pokaż komentarz

      Tylko, że pewnie wypowiadałeś je w sposób właściwy dziewięcioletnim dzieciom. To, czym filolog się zachwyca to pytania dziecka zadane przez dorosłą osobę czego w ogóle nie zauważa.

    •  
      W.......W

      +1

      pokaż komentarz

      Otóż nie, większość czasu spędzałem z dorosłymi i wypowiadałem się w taki sposób jak oni. Jeżeli nie widziałeś matki siedzącej nad tym chłopcem i dyktującej mu pytania, nie możesz zakładać, że nie napisał tego samodzielnie.

    •  

      pokaż komentarz

      Ja stwierdzam tylko fakt, że takie formułowanie zdań nie jest czymś normalnym, a pytania wysłane przez matkę dziecka do redakcji były prawdopodobnie poddane "obróbce" przez dorosłą osobę - dlatego pewne szczegóły (które to są wnikliwie analizowane) czynią je tak dojrzałymi.

      Nie twierdzę, że dziecięce pytania są głupie i należy je zbywać takimi odpowiedziami. Razi mnie jednak nadinterpretacja słów dziecka, które najprawdopodobniej nimi nie są.

      Ps. Oglądałeś taki program "Duże dzieci"? - Tam występują elokwentne dzieci, ale ich "dorosłe" zwroty najczęściej są powtórzeniem słów usłyszanych w domu (często w zabawnym kontekście).

    •  
      W.......W

      +1

      pokaż komentarz

      Zgadzam się z Tobą, że takie formułowanie zdań przez dziewięciolatka nie jest czymś normalnym, ale przecież właśnie o to tu chodzi - to dziecko wydaje się ponadprzeciętne. Faktycznie, istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że rodzice przed wysłaniem listu przeformułowali pytania. Istnieje też pewne prawdopodobieństwo, że przeczytali pytania przygotowane przez dziecko i uznali, że nie trzeba ich wcale przeformułować. Dzieci szczególnie uzdolnione naprawdę istnieją ;) i wydaje mi się wysoce prawdopodobne, że to właśnie ich matki - a nie matki przeciętniaków - piszą do różnych swoich moralnych autorytetów z prośbą o pomoc w odpowiedzi na ich pytania.
      A co do "Dużych dzieci" -obejrzałem tylko urywek, dawno temu, więc trudno mi się wypowiadać.

    •  

      pokaż komentarz

      Każdy kto uczy sposobów manipulowania ludźmi (np. w marketingu) powie wam że małe dzieci są w tym mistrzami, zupełnie nieświadomie.

  •  

    pokaż komentarz

    Dlaczego Pan Bóg a nie Pani Bożena? Co na to feministki?

  •  

    pokaż komentarz

    Sporo tego, polecam trzech panów: Dave Allen, Ricky Gervais i oczywiście mistrz George Carlin. Znają odpowiedzi na wszystkie pytania. http://www.youtube.com/watch?v=W_rx1Ex2FqY

  •  

    pokaż komentarz

    Nie przesadzajmy. Pytania chłopca wcale nie są jakieś super wyszukane, poetyckie, filozoficzne. Zwykłe pytania w miarę rozgarniętego dziecka. A nad piątym pytaniem ten Kot mało orgazmu nie dostał z zachwytu, pół artykułu pieje nad tym pytaniem i w ogóle chyba zakochał się w tym chłopczyku.
    A odpowiedzi księdza normalne, przedstawił katolicki punkt widzenia, wcale nie uważam że zbył. Co miał odpowiedzieć? Cytować dziecku Senekę?

    •  
      n....o

      +17

      pokaż komentarz

      Na przykład mógł odpowiadać na temat. Ale to za trudne ;) I tak na pytanie o niezawinione cierpienia dostaliśmy dwa akapity o cierpieniach zawinionych i jeden o tajemnicy i roli rodziców.

    •  

      pokaż komentarz

      Akurat cierpienia dzieci dobrze tłumaczy hipoteza reinkarnacji i karmy.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie Senekę - ale może Teilharda de Chardin? Chrześcijaństwo też miało wybitnych filozofów. Nie można odmówić przenikliwości (przynajmniej do pewnego stopnia) św. Augustynowi, św. Tomaszowi, mistrzowi Eckhartowi czy Teilhardowi właśnie. Warto by o tym pamiętać.
      Osobiście nie zgadzam się z tą doktryną, ale artykuł jest tendencyjnie napisany. Z przyczyn, o których długo by mówić.

    •  

      pokaż komentarz

      kinlej,
      samo kryterium wewnętrznej spójności jakiejś teorii czy hipotezy nijak się ma do jej prawdziwości. Można tworzyć naprawdę piękne i skomplikowane teorie, ale jeśli nie odnoszą się one do faktów, a jedynie do samych siebie w poszukiwaniu uzasadnień, mamy do czynienia jedynie z intelektualną gimnastyką.
      (odnośnie reinkarnacji i karmy)

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej
      No tak, reinkarnacja jest w ramach ortodoksji :>

    •  

      pokaż komentarz

      -Niech Rabin mi powie jak to jest, że Rabin ma anegdotę na każdą okazję
      -Nie mógłbym odpowiedzieć inaczej niż przy użyciu anegdoty:
      Pewnego dnia, idę wysikać się pod płotem, patrzę, a tam powbijane w niego strzały. Każda strzała idealnie w środku tarczy narysowanej kredą. Pytam syna: to ty tak celnie strzelasz. A on mi odpowiada: Ja tylko strzelam w płot, a później kredą dorysowuję tarczę.

  •  

    pokaż komentarz

    Zawsze mnie zastanawia dlaczego ateiści, a więc ludzie niewierzący m.in. że to Bóg ustanowił Kościół, wydają się tak rozczarowani, że Kościół ten tworzą zwykli ludzie, a nie "herosi". No jak to: biskup, a takie słabe odpowiedzi?! Przecież każdy biskup powinien w trzech krótkich zdaniach, w sposób nie poddający się argumentom krytyków, wytłumaczyć np. dlaczego musimy cierpieć. Tymczasem biskup pisze coś, że "spróbuję, może nieudolnie, odpowiedzieć na postawione pytania" Jak to, to Bóg (którego nie ma) nie daje z automatu nadludzkiej siły, mądrości, elokwencji, itd?!

    Na marginesie. We wstępie odpowiedzi biskupa jest takie zdanie: "wiara nie jest wiedzą religijną czy łatwym do mechanicznego wyuczenia praktykowaniem obrzędów, lecz stanowi żywą relację z Bogiem". Z definicji ateista tej relacji nie ma i nie rozumie, czym jest wiara. Pewnie nawet nie rozumie tego zdania.

    A teraz poproszę o minusy od ateistów, czyli tych, którzy wierzą, że Boga nie ma - bo tym jest ten wasz ateizm.

    •  

      pokaż komentarz

      Proszę Cię - uszanuj moją 'wiarę w nic' i nie utożsamiaj ateistów z konkretnymi grupami ateistycznymi. Ni plusa i minusa nie dam bo w sumie dobrze mówisz tylko brzydko generalizujesz.

    •  

      pokaż komentarz

      Szanuję "wiarę w nic" więc przepraszam za generalizowanie. Irytują mnie tylko ci, którzy myślą, że istnieją naukowe dowody na brak boga.

    •  

      pokaż komentarz

      Specjalnie się nie wgłębiam w 'religię' ateistyczną (czyli zorganizowane światopoglądy ateistów) ale nawet "papież Dawkins" w swojej 'ewangelii' 'Bóg urojony' pisze o dowodach na to, że "prawie na pewno boga nie ma'.
      Akurat na to mocno zwracałem uwagę bo myślałem, że jak taki z niego twardziel i naukowo chce udowadniać 'brak' to się pewnie ciekawie pośliźnie. A tu patrz Pan: furtkę sobie zostawił;)

    •  
      r......y

      0

      pokaż komentarz

      "Irytują mnie tylko ci, którzy myślą, że istnieją naukowe dowody na brak boga. "
      też nie ma dowodów naukowych na nie istnienie wróżek no ale w nie nie wierzymy bo wiemy że to stare zabobony, podobnie jest z religiami(od Światowida po chrześcijańskiego boga) ot ewolucja religii i ludzkie systemy wierzeń powinny dawać do myślenia.

    •  

      pokaż komentarz

      Jest tyle religii na świecie ze jest w czym wybierać...;)
      Dlatego dla mnie to "nic" jest najlepszym wyborem.

    •  

      pokaż komentarz

      Proszę się zdecydować: nie wierzymy we wróżki, czy wiemy że ich nie ma. Użyłeś obu słów jedno po drugim. Nie ma naukowych dowodów na brak wróżek - można metodami ściśle naukowymi tylko udowodnić, żę konkretna pani udaje wróżkę. Po wielu badaniach można postawić hipotezę, że wróżki prawdopodobnie nie istnieją. Z dowodami na brak boga jest jeszcze trudniej.

    •  

      pokaż komentarz

      @recovery
      Od Światowida do Adonai to u nas przebiegała "ewolucja". Zaryzykowałbym stwierdzenie, że akurat Jahwe był czczony wcześniej.
      Nie wierzymy we wróżki? Bo zabobony? A te rzesze wyznawców UFO, poltergeistów, horoskopów, numerologii, ułożenia planet i fusów w kawie? Tacy jesteśmy rozwinięci?

    •  

      pokaż komentarz

      osz3, Jeśli uważasz że ateizm to wiara w nieistnienie Boga, to oznacza to tylko tyle, że pomyliłeś ateizm z antyteizmem.

      Istnienie teoretycznego Boga nie jest w żaden sposób udowodnione (w niego można tylko wierzyć), więc jak można "wierzyć w nieistnienie czegoś", na co dowodu istnienia nie ma?

      Ateizm to brak wiary w Boga. Tylko tyle i aż tyle.

      Jeśli brak wiary w istnienie Boga jest wiarą w jego nieistnienie, to niezbieranie znaczków może okazać jest czyimś hobby.

      Ty nie wierzysz w reinkarnację, buddysta nie wierzy w niebo po śmierci, a ja nie wierzę w jedno i drugie.

      Może Ty jesteś wierzącym w nieistnienie reinkarnacji? A może po prostu w nią nie wierzysz?
      Rozumiesz już swój błąd logiczny?

    •  

      pokaż komentarz

      Nie rozumiem. Jeśli nie wierzę w boga, tzn. wierzę że go nie ma. Nie wierzę w reinkarnację, tzn. wierzę, że jej nie ma. Nie ma dowodów ani na brak boga, ani na brak reinkarnacji (są tylko przesłanki) dlatego ja nazywam taką postawę wiarą w brak (lub w "nic" jak chciał gfusc).

      Poproszę o innym, niefilatelistyczny przykład mojego błędu logicznego, to może zrozumiem, albo poprawne twoim zdaniem rozwinięcie zdania "Nie wierzę w X, to znaczy wierzę..."

    •  
      m....j

      +1

      pokaż komentarz

      @osz
      Brak dowodów oznacza brak istnienia. Inaczej mógłbyś sobie mnożyć biliony bajkowych bogów, stworów, bytów, nożyczek z trzema ostrzami i czego tylko chcesz;)
      Wiara w cokolwiek jest idiotyczna. Uznawać coś za pewne bez dowodów? Phi... Wolę już zakładać coś na podstawie wysokiego prawdopodobieństwa, niż na jego braku.

    •  
      b....s

      +6

      pokaż komentarz

      @osz3
      Tak jak już ktoś wyżej napisał, nie znasz zasad poprawnego myślenia, czyli logiki. Stąd dochodzisz do błędnych wniosków.
      "Nieprawda, że wierzę" != "wierzę, że nieprawda". Typowa "kobieca logika" w stylu "jesli A nie należy do B i C to z pewnością nie należy ani do B ani do C". To jest nieprawda. Takie błędy wynikaja z niehigienicznego myślenia. Poczytaj książki o logice zanim wdasz się w dyskusję.
      Ponadto obowiązuje zasada "brzytwy Ockhama", która mówi, że by wprowadzić jakis byt do rozumowania musi mieć on jakieś uzasadnienie. Czyli nie możesz wymyślać sobie wrózek, jeśli istnieje wytłumaczenie, które ich nie wymaga. Z tego też wynika, że nie udowadniamy nieistnienia. Udowadnia się tylko istnienie, wszystkie wymyślone byty domyślnie NIE ISTNIEJĄ.
      Jeśli nie dysponujesz dowodami na istnienie Boga, to ciągiem wniosków dochodzimy do sytuacji, że jedynym poprawnym stwierdzeniem jest takie, że Boga nie ma. Bo tak wynika z naszych informacji/obserwacji. Bo nie udowodniono jego istnienia. To wystarcza.

    •  

      pokaż komentarz

      Z wikipedii:

      "Często używane w polemikach hasło "ateiści też wierzą" jest błędem logicznym ekwiwokacji – polega na myleniu dwu podobnych definicji wiary (wiary w sensie potocznym i wiary w sensie religijnym), może również być skutkiem uznania wszystkich ateistów logicznych za ateistów psychologicznych, czyli błędem pragmatycznym."

      Pierwsze użycie słowa "wierzyć", biorąc pod uwagę cały kontekst - sens religijny.
      Tłumaczenie w powyższym komentarzu - sens potoczny słowa "wierzyć".

      Potocznie "wierzyć" znaczy to samo co "twierdzić że", "przypuszczać że", itd. Ujęcie ateizmu w znaczenie religijne słowa "wierzyć" jest błędem logicznym.

      Często w tłumaczeniach filmów z języka angielskiego zauważa się nadmiar słów "wierzyć". Np. "naukowcy wierzą że...". Powinno używać się zamiennie, lub nawet tylko określeń "twierdzą", "uważają", itd. w zależności od sensu wypowiedzi.

    •  

      pokaż komentarz

      Naturalnie, że mogę wymyślać różne stwory, a ty nie jesteś w stanie podważyć ich istnienia w sposób naukowy, bo nauka może wypowiadać się tylko o rzeczach fizycznych, poddających się badaniom ilościowym. Możesz tylko krzyknąć "to jest bez sensu". W ten sposób wypowiadając swoje przekonanie o sensowności moich pomysłów, czyli dokładniej wierze, że są całkowicie bez sensu.

    •  

      pokaż komentarz

      "To ciągiem wniosków dochodzimy do sytuacji, że jedynym poprawnym stwierdzeniem jest takie, że Boga nie ma. Bo tak wynika z naszych informacji/obserwacji. Bo nie udowodniono jego istnienia. To wystarcza."

      Stwierdzenie "Boga nie ma" nie musi być poprawne, nawet biorąc niskie tego prawdopodobieństwo. Stwierdzenie "Boga nie ma", to podobnie jak "wróżek nie ma" tylko i wyłącznie uproszczenie myślowe oznaczające "na podstawie obserwacji i dostępnej nam wiedzy twierdzimy że nie ma wystarczających powodów aby uznać istnienie X za prawdopodobne".

      Brak dowodów na istnienie czegoś nie jest dowodem na nieistnienie tego.

      Jeśli poruszamy takie tematy to unikajmy uproszczeń, bo one mogą być różnie interpretowane przez różne osoby, co ma nawet miejsce powyżej.

    •  

      pokaż komentarz

      "Brak dowodów oznacza brak istnienia."
      Bzdura. Jeśli ktoś nie ma dowodów na istnienie goryli tzn. że nie istnieją, tak? :D

    •  

      pokaż komentarz

      Czyli "Nie wierzę, że pod krzesłem jest pająk" != "Wierzę, że go tam nie ma" ?! Mój świat się zawalił, no i nie wiem, jaka jest w końcu moja opinia w kwestii pająka (no i czy jest tam, czy nie).

      Brzytwy Ockhama: dokładnie "nie należy" wprwadzać dodatkowych bytów, nie że neie wolno, tym bardziej, że nie istnieją (mimo wszystko). Bardzo użyteczne narzędzie do badań naukowych, czyli tego co się badaniom naukowym poddaje. Ale to tylko postulat, nie dowód na coś.

      Jeśli nie mam dododów na istninie boga, to jedynym rozsądnym wnioskiem jest, że "ich nie mam" oraz w związku z tym, bóg najprawdopodoniej nie istnieje. Jak wiele innych rzeczy np. UFO - chyba, ze wyląduje w ten czwartek. Wówczas zacznie istnieć (będą dowody), chociaż dziś nie istnieje wogóle waszym zdaniem (chociaż po prostu jeszcze mają trzy dni drogi).

      Argument o "kobiecej logice"... wstyd! Czyżby nie było dowodów na istnienie logicznie myślących kobiet?

    •  

      pokaż komentarz

      @Racjonalnie

      Teraz mogę się zgodzić: "że nie ma wystarczających powodów aby uznać istnienie X (boga) za prawdopodobne" Oceniliście, że jego istnienie jest bardzo mało prawdopodobne (i wierzycie, że to prawdopodobienstwo jest tak znikome, że można je pominąć).

    •  

      pokaż komentarz

      Nie pominąć, nie można tego ot tak sobie robić.

      Ten mój cytat który użyłeś odnosił się to wytłumaczenia uproszczenia "Boga nie ma", aby nie myśleć że stwierdzenie to oznacza dokładnie 100% pewność (bo tak nie jest).

      "Na podstawie obserwacji i dostępnej nam wiedzy twierdzimy że nie ma wystarczających powodów aby uznać istnienie Boga za prawdopodobne".

      Ale tutaj to słowo "prawdopodobne" można znów źle zinterpretować, tak więc zamienię je:

      "Na podstawie obserwacji i dostępnej nam wiedzy twierdzimy, że nie ma wystarczających powodów aby uznać istnienia Boga za fakt".

      Trochę mniej precyzyjnie, ale bez możliwości interpretacji "odwracającej sens całości" :)

    •  

      pokaż komentarz

      Dlaczego powodów ? Ja mam kilka powodów aby uznać istnienie Boga za fakt, nie mam natomiast dowodów. Jak tam wstawisz dowodów, to się zgodzę (i nadal będę wierzył).

      (A kwestia znikomości prawdopodobieństwa dla podjęcia decyzji jest czy nie ma to już naprawdę często kwestia wiary, intuicji, doświadczenia. Nie można naukowo udowodnić, przy jak niskim prawdopodobieństwie można coś odrzucić jako faktycznie niestniejące, bo przecież właśnie to badamy. Zresztą nikt sensownie nie określi jak niskie jest prawdopodobieństwo istnienia boga - taka to i "naukowość" tych dowodów.)

    •  

      pokaż komentarz

      Aby uznać coś za fakt, to trzeba mieć dowody.

      dowody => fakt

      "W sensie filozoficznym fakt jest to zaistniały stan rzeczy." (Wikipedia)

      Tak więc użycie słowa "powody" jest dopuszczalne, bo to nie ono stanowi najważniejszy element zdania, tylko słowo "fakt" które łączy się tylko i wyłącznie z dowodami.
      Stwierdzenie faktu musi łączyć się z dowodami.

      Czyli wstawiając tam "dowody" zamiast "powody" zdanie miałoby taki sam sens.

      "Ja mam kilka powodów aby uznać istnienie Boga za fakt, nie mam natomiast dowodów."

      Jeśli uznajesz istnienie Boga za fakt, to oznacza że masz dowody na to, że Bóg jest "zaistniałym stanem rzeczy".
      Tutaj znów pojawia się kwestia definicji.

      Istnienie Boga nie jest faktem, ale jest raczej "zagadką".

      Jeśli chodzi o prawdopodobieństwo, to jest to sprawa subiektywna, a nie obiektywna. Tak więc uwagi co do tego, że nauka nie ustaliła prawdopodobieństwa są słuszne, bo nauka tym się nie zajmuje (nie ma podstaw aby precyzyjnie wyznaczać prawdopodobieństwo istnienia Boga, nawet sama definicja Boga nie jest stała i określona).

    •  

      pokaż komentarz

      Ale zmodyfikuje swoje zdanie, ponieważ czasami słowo "fakt" jest różnie rozumiane:

      "Na podstawie obserwacji i dostępnej nam wiedzy twierdzimy, że nie ma wystarczających dowodów aby uznać istnienia Boga za fakt".

    •  

      pokaż komentarz

      Po modyfikacji jest ok, ale dla mnie to i tak nic nie zmienia bo ja nie mam dowodów. Opieram się na świadectwach innych ludzi, które wydają mi się wiarygodne raz na pewnych fragmentach, które świadczą (moim zdaniem) o tym, że Ewangelie mówią o historii, która wydarzyła się naprawdę. (Zmyślając ją, tak by tego nie opisano). Naturalnie zaczynamy tu mówić już konkretnie o Bogu wg. chrześcijan. Na poziomie bardziej ogólnym, to wystarczy sobie wygooglać hasła "ciemna materia" i "ciemna energia" aby się przekonać, ile nauka wie naprawdę i nabrać trochę dystansu do "naukowych" dowodow na istnienie czegoś lub nieistnienie.

    •  

      pokaż komentarz

      Ciemna materia, mechanika kwantowa, itd: dla mnie to, że możemy badać takie elementy rzeczywistości przemawia raczej za tym, że "człowiek to jednak potrafi" ;)

      "Zmyślając ją, tak by tego nie opisano"

      Nie wiem co masz tutaj na myśli, ale jeśli chodzi o to, że jakaś grupa sobie to celowo zmyśliła świadomie, to uważam, że takie coś jest bardzo mało prawdopodobnie.
      Wystarczy popatrzeć na "konkurencyjne" religie i na to, w jaki sposób one powstawały.
      Wszystkie wierzenia, święte teksty, powstawały stopniowo poprzez działanie kultury, osobiste potrzeby emocjonalne, itd. Wszystko przechodziło przez pokolenia ewoluując. Wszystkie kultury mają swoje cuda, itd.

      Dodatkowo tradycja utrwala przekonania.

      Nie chce "nawracać", ale przedstawię swoje zdanie (zawsze można je zignorować). Najlepiej potraktować to czysto informacyjnie.

      Przykładowo dzisiaj wiele osób wierzy że w Fatimie miał miejsce "cud Słońca". Dość duża grupa ludzi, może wydawać się dowód dość silny, ale jeśli popatrzeć na to dokładniej, to można zauważyć że coś się nie zgadza.
      "Ruch Słońca" zauważyły tylko osoby na małym określonym terenie (biorąc pod uwagę całą półkulę to trochę mało). Dodatkowo nie zaobserwowano żadnych oddziaływań grawitacyjnych które z pewnością pozostawiłyby katastroficzne skutki w Układzie Słonecznym (wytrącenia planet, tsunami na oceanach).

      Mimo tego wiele osób wierzy bezkrytycznie w to, że Słońce rzeczywiście się poruszało. Jak widać wyżej to nie mógł być ruch Słońca, tylko coś innego. Może piorun kulisty?
      Jak dla mnie ten piorun kulisty jest bardziej prawdopodobny niż poruszające się Słońce którego nie zauważyło tyle milionów ludzi. Może to mogło być coś jeszcze innego. Nie wiem. Ale jednak tutaj tak jakoś bardziej prawdopodobne wydaje mi się rozwiązanie naturalne.

      Idąc dalej można zauważyć z jaką niewiarygodną łatwością ludzie przyjmują różne wierzenia jako fakty. Jezus w Rosji zbiera wokół siebie tłumy.
      W Polsce temu człowiekowi też ludzie wierzą: http://www.youtube.com/user/romualdjch
      Scjentolodzy zdobyli miliony ludzi, mimo tego, że twórca tej religii to pisarz science-fiction.

      Ludzie latają w kosmos, rozszczepiają atomy, sięgają miliony lat wstecz patrząc na gwiazd z których już niektóre wygasły, a tu zaraz obok ludzie tak łatwo przyjmują takie rzeczy.

      Moim zdaniem jeśli dzisiaj stosunkowo tak łatwo jest przekonać ludzi do swoich racji, to tym bardziej łatwe to musiało być wieki temu.

    •  

      pokaż komentarz

      Ciemna materia i ciemna energia - słowo ciemna nie oznacza tu koloru, ale ukrywa fakt, że nie mamy bladego pojęcia czym są. Dosłownie nie wiemy, z czego zbudowane jest 90% Wszechświata. Nie wiemy ile ma on wymiarów. Dlatego byłbym ostrożny w podpieraniu się nauką w kwestiach, czy coś może istnieć czy też nie.

      A co do łatwości przekonywania ludzi do różnych rzeczy. To prawda. I zdawał sobie z tego sprawę np. św. Paweł pisząc: "jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, to próżna jest nasza wiara i próżne przepowiadanie" - bo jest tylko jeszcze jedną mżonką, jak wiele innych istniejących obok. Wiara w zmartwychwstanie jest kluczowa. Jak zresztą z tego widać, ten apostoł nie bał się postawić i odpowiedzieć sobie na pytanie tego 9-letniego chłopca "czy jest możliwe, że Boga nie ma".

    •  

      pokaż komentarz

      > Brak dowodów na istnienie czegoś nie jest dowodem na nieistnienie tego.

      To zależy od przyjętego modelu. Na przykład w logice kognitywnej jest coś takiego jak reguła zamkniętego świata, gdzie dopóki coś nie zostanie udowodnione, że jest prawdziwe, to pozostaje fałszywe. Oparto na tym np. język programowania PROLOG.

    •  

      pokaż komentarz

      Nawet jeśli ciemna materia zostanie w 100% wyjaśniona, to nadal będzie nazywać się ciemną materią. Tak to już jest.
      Idea Boga chrześcijańskiego zakłada istnienie:
      - przynajmniej jednego wymiaru niezwiązanego ze wszechświatem jaki obserwujemy
      - całej gamy różnych inteligentnych istot
      - istnienie przynajmniej jednej istoty zdolnej kreować wszechświaty
      - nowych praw fizycznych związanych z tym "innym" wymiarem, niezależnie czym są te prawa fizyczne tam
      - i tak dalej

      Biorąc pod uwagę wiedzę ludzkości można tylko wierzyć, że coś takiego istnieje. No i tak jest. Wiara jest wiarą.

      Ja nie podzielam tej wiary, bo porównując obiektywnie wszystkie możliwości alternatywne, nie jestem wstanie wskazać argumentów przykładowo pokazujących wyższe prawdopodobieństwo reinkarnacji niż istnienia sądu po śmierci.

      To już dwa różne systemy wierzeń. Tych systemów jest mnóstwo, a dodatkowo można tworzyć nieskończoną ilość dalszych wykorzystując ten sam typ argumentacji.

      Jeśli kogoś pytam, dlaczego wierzy w to co wierzy, a nie w coś innego, to słyszę zazwyczaj:
      - społeczność w której żyje
      - dziedziczenie wiary
      - względy kulturowe (łączy to co powyżej)
      - potwierdzenie w cudach i świadectwach
      - strach przed karą
      - względy emocjonalne (modlitwa poprawia samopoczucie, człowiek lubi komuś się wyżalić, itd)

      Argumenty prawie zawsze takie same.

      Zastanawiam się, czy człowiek taki wychowując się w innej religii mówiłby coś innego?
      Wierząc w Allacha, Zeusa, Baala, itd? Raczej nie. Argumenty były by podobne.

    •  

      pokaż komentarz

      Człowiekiem niewierzącym także można być ze względu na środowisko i wychowanie. Mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa był człowiekiem niewierzącym (dokładniej nieochrzczonym), bo taki światopogląd mieli jego rodzice. Jako człowiek dorosły nie określa się już na pewno jako ateista. Co by było, gdybym ja urodził się w innej kulturze nie wiem. Być może wrodzona skłonność sparawiłaby, że również bym wierzył, ale w coś innego. A może jednak bym to odrzucił? Dla mnie najważniejsze jest, aby się wzajemnie szanować i nie oceniać na podstawie tego, czy ktoś wierzy, czy też nie. Obecnie w moim odczuciu sporo jest (także tutaj na Wykopie) pogardy dla ludzi wierzących, jako ogólnie mówiąc ciemnych i zacofanych. Tymczasem moja wiara jest, jak sądzę, dosyć "świadomym" wyborem. Może to ja mam dar, którego wam brakuje? Może to wy macie mądrość i odwagę, której brak mi? Być może. I tak długo, jak nachalnie nie będziecie mnie przymuszać do porzucenia wiary "bo wy wiecie lepiej", tak długo będę szanował wasz wybór licząc na wzajemność.

    •  

      pokaż komentarz

      "Dla mnie najważniejsze jest, aby się wzajemnie szanować i nie oceniać na podstawie tego, czy ktoś wierzy, czy też nie."

      Racja. Znam wiele osób wierzących i wszystko jest w porządku. Mamy różne zdania, ale to nie problem. Poglądy na inne tematy też bywają różne i nikomu to nie przeszkadza. To mi się podoba bo nikt nie wchodzi sobie w drogę ze swoim zdaniem w takich kwestiach.

      (Przedstawienie swojego zdania nie jest jego narzucaniem.)

      Ale są także i inne osoby które jednak do powyższej grupy nie pasują. Staram się unikać tych osób, ale chcąc czy nie mam z nimi kontakt.
      Docinki, wywyższanie się, poniżanie mnie przed osobami neutralnymi, itd. Tego już nie lubię i takie prowokowanie sprawia, że dana osoba jakieś argumenty usłyszy z mojej strony z pewnością, bo nie pozwolę aby był tym "głupim bez prawa do swojego zdania".

      Pomyśl sobie, co się dzieje gdy taki ateista nie ma szczęścia i żyje tylko między ludźmi z drugiej grupy. Stąd biorą się ci wszyscy "wojujący" którzy nauczyli się, że tylko tak wygląda obrona swojego zdania.

    •  

      pokaż komentarz

      No niestety, tak niewiara jak i wiara wymagają niekiedy odrobiny odwagi. Jak napisałem, mój najlepszy przyjaciel był niewierzący, jako jedyny w klasie (było to już niestety "dzieści" lat temu) ale nikt nie poważył się nigdy go poniżać z tego powodu. Natomiast w tekście p. D.Kota czytam takie zdanie: "bogactwo przemyśleń i horyzont myślowy, jakich nie oczekujemy po uczniach trzeciej klasy podstawówki, wychowanych w rodzinach katolickich". Katolicyzm jest tu używany jako forma obelgi, czegoś bliskiego patologii lub psychicznej ułomności. Przed czym broni się p. Kot w ten sposób? Przecież to jest właściwie język pogardy z Radia o. Rydzyka, tylko w drugą stronę.

    •  

      pokaż komentarz

      To zdanie wyglądało nieco obraźliwie, ale po przeczytaniu go wraz z większym fragmentem nie widzę jakiejś celowej agresji.

      Może autorowi nie chodziło o obrażanie kogokolwiek, tylko o proste stwierdzenie, że takie pytania statystycznie rzadziej padają wśród dzieci z rodzin katolickich.
      Dzieci ateistów nie dostają stosunkowo łatwych odpowiedzi jak na ich wiek, więc według autora mogą częściej poruszać te kwestie.
      Dziecko w rodzinie katolickiej będzie przekonane o tym, że po śmierci ktoś nadal żyje, tylko gdzieś w innym miejscu i że tego kogoś kiedyś znów spotka. Taki niby zagraniczny wyjazd na wiele lat.

      Ludzie mają różne zdania. Trudno powiedzieć co dokładnie autor miał na myśli. Nie będę go na siłę bronił. Jego szczegółowa opinia nie jest moją opinią.