•  

    pokaż komentarz

    Oszczędności. Często psioczymy na panie z dziekanatów (w tym miejscu pozdrawiam Panią Basię:p), ale prawda jest taka, że one po prostu nie wyrabiają się ze wszystkim. Dziekanom żal kasy na dodatkowe etaty. I kółko się zamyka.
    Zresztą co to by były za studia bez psioczenia na dziekanat?

    •  

      pokaż komentarz

      Złamie pogląd paskudnych dziekanatów... u mnie praktycznie nigdy nie ma kolejek (przynajmniej nie takich, zeby przychodzic przed otwarciem dziekanatu), a i panie tam pracujące uwijają się z każdą sprawą bardzo szybko ;). Zdarza się także, że wyślą na maila info o braku doniesienia jakiegoś dokumentu. Od razu odpowiadam, że to państwowa uczelnia ;).

    •  

      pokaż komentarz

      Imho - mylisz się.
      Studiowałem na PŚ - dziekanat otwarty 3 razy w tygodniu po 2h - kolejek brak. Obsługują 2 przemiłe panie.
      Teraz jestem na PO - dziekanat otwarty 4 dni w tygodniu w godzinach 10-13. Siedzą 4 stare kwoki. I co? Od początku października do końca listopada kolejki takie, że omijam szerokim łukiem (dzięki mózgowi że mogę).
      Oba wydziały są porównywalne wielkościowo.

      To jest kwestia organizacji pracy. Jeśli dziekanat jest otwarty 3h to pani ma zasrany obowiązek tam siedzieć (z ewentualną krótką przerwą na siusiu) - kawę sobie zrobić i poplotkować z psiapsiółami wcześniej.
      Po prostu niektórzy w dziekanatach nadal są utkwieni w przekonaniu, że petent (czyt. student) to wróg którego najpierw trzeba sukcesywnie zniechęcać i olewać, by ostatecznie załatwić go na odczepnego....najlepiej tak, by jutro znowu musiał stać w tej j#$anej kolejce.

    •  

      pokaż komentarz

      U nas było dokładnie tak samo jak w tym artykule. Rok temu zmienił się dziekan i o dziwo da się zrobić tak żeby nie było kolejek. Nagle się okazało że można być otwartym więcej niż 2 h, 3x w tygodniu (na 2500 studentów, z których KAŻDY musiał OSOBIŚCIE oddać indeks w wrześniu plus ludzie którzy składali podania o rożnego rodzaju dofinansowania i akademiki w tym samym dziekanacie przy tym samym biurku). Można oddzielić socjalny dziekanat od zwykłego, można zrobić system bilecików z informacjami który jest teraz numerek. Można zrobić tak by sprawy załatwiało się szybko i przyjemnie i nie było kolejek. A że Panie mają dużo pracy? Tak ale tylko w kilku szczególnych okresach. Np u nas w zamian za ludzką obsługę studentów, dziekanat nie przyjmuje w pierwszych tygodniach października, bo Panie chciały czas na indeksy. Dało się? Wystaczy tylko minimum chęci z strony włodarzy uczelnianych.

    •  
      n.....m

      +2

      pokaż komentarz

      Studiuję na PŚ już dobrych parę lat, miałem do czynienia z 3 dziekanatami. I faktycznie muszę potwierdzić co mówi Xxx12321. Panie w dziekanacie nie należą do najmilszych i na pewno nie witają chlebem i solą kiedy do nich zawitam:) Ale nigdy nie miałem absolutnie żadnych problemów w żadnym z dziekanatów żeby coś załatwić od ręki, bez kolejek. Mało tego, dziekan wydziału, który teraz kończę jest zawsze dostępny w godzinach które są wywieszone na drzwiach. I nie trzeba pisać do niego pism i czekać łaskawie na odpowiedź - owszem, pismo się pisze, żeby dziekan miał gdzie udokumentować swoją decyzję. Ale już samo pismo można bez problemów dostarczyć dziekanowi osobiście i od ręki mieć decyzję łącznie z kompletem pieczątek z dziekanatu do którego trafia się od razu po wyjściu od dziekana (wchodzi się do dziekana i przechodzi się do dziekanatu po rozmowie z dziekanem).

      Czytając wpisy osób z innych uczelni dochodzę jednak do wniosku, że Politechnika Śląska to ewidentny fenomen na skalę ogólnopolską... Życzę studentom innych uczelni, żeby też się doczekali za swoich studiów podobnych dziekanatów jak u nas:)

    •  

      pokaż komentarz

      PŚ wydział IŚiE, przemiła pani Ewa w dziekanacie która w zasadzie trzyma ten burdel w ryzach (bo prodziekan to skończony idiota, nie wiem za jakie koneksje i układy doszedł do tego stopnia i stanowiska) i ogarnia wszystko, ma tyle rąk co ośmiornica i solidnie zapier...

      I prawda jest taka, że paierki, podania, to od ręki, albo na 2 dzień, indeksy, bhp, jakieś przedłużanie kart wszystko szybko i sprawnie, większość rzeczy nie musisz załatwiać nawet osobiście, więc starosta przeważnie masowo obsługuje cały rok, cud, miód i orzeszki ;D

      Kolejki są, ale tylko pomiędzy zajęciami, bo poprostu ludzie chcą coś załatwić "na szybko", czeka się z max. 20-30 minut jak naprawdę jest szczyt sesji, a w czasie zajęć (np. masz okienko) to wiatr tam hula, nie ma koczowania, komitetów kolejkowych i innych prlowskich poczwar ^^

    •  

      pokaż komentarz

      Nie mogę ci pomóc.
      JESTEM Z DZIEKANATU :O

    •  

      pokaż komentarz

      AGH, EAIiE
      jako starosta grupy byłem już kilka razy w dziekanacie
      u nas są numerki, które podają nawet przewidywaną godzinę obsługi
      na Panie z dziekanatu nie mogę narzekać, odnoszę wręcz wrażenie że robią co mogą, trzymając się obowiązujących przepisów, za to studenci nieraz zawracają głowę(chociażby nie czytajac informacji na stronie co trzeba mieć w indeksie aby uzyskać wpis)

    •  

      pokaż komentarz

      Jako starosta grupy masz jednak ułatwiony dostęp do dziekanatu.

    •  

      pokaż komentarz

      Na PWr na wydziale IZ (pozdrawiamy przemiłą panią Beatkę ;) ) dziekanat jest zamknięty tylko w środę a w pozostałe dni jest od 12-15. Kolejki, owszem, bywają ale raczej tylko w "gorących" okresach i też nie są jakoś szczególnie długie. Panie w dziekanacie są zawsze bardzo miłe i pomocne, wytłumaczą nawet po kilka razy zdezorientowanym studentom co i jak. Inną sprawą są kolejki do prodziekana i na korekty po zapisach. Dodam, że na naszym wydziale istnieje system Edukacja.CL który ma sporo zalet ale ciągle wydaje się być eksperymentem na naszym (w końcu informatycznym) wydziale. Ale ogólnie nie jest źle.

    •  

      pokaż komentarz

      blgwhi, nie nie ma. Każdy ma ten sam status. Bonusy mają tylko Ci, co poświęcają swój czas, aby pomóc panią w dziekanacie.

    •  

      pokaż komentarz

      @pan wyżej
      Nie wiem jak jest na EAIiE, ale na GiG starosta ma legitymacje starosty i wchodzi do dziekanatu bez kolejki :)
      PS "paniom", nie "panią"

    •  

      pokaż komentarz

      u nas miały być, ale jeszcze nie ma, projekt jakoś ucichł

    •  

      pokaż komentarz

      WSTI Katowice- kolejki się zdarzają w krytycznych sytuacjach, ale nigdy dłuższe niż 10 minut czekania. Jak dobrze pamiętam maksymalnie tam siedzi 6 pań, które szybko zamiatają z robotą 5 dni w tygodniu, średnio po 5h. Ale ostatnio mi się zdarzyło, że w niedziele mogłem nawet oddać index. Póki co bez zacięć- w krytycznych sytuacjach zawsze pomagały jak się dało.

    •  

      pokaż komentarz

      WSTI to zły przykład bo to płatna uczelnia.

    •  

      pokaż komentarz

      @nounejm: Istnieją studia bez psioczenia na dziekanat :) Osobiście nie mogę powiedzieć złego słowa na panie z dziekanatu wydziału zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Nieraz ratowały mnie z opresji przy spóźnieniu się z dokumentami itp. Często wydają dokumenty od ręki, albo same załatwiają rzeczy na telefon. O ile jest się w porządku to i one nie przeszkadzają w życiu :)

  •  

    pokaż komentarz

    "Czy student to zwierzę?"
    Nie. Zwierzęta tyle nie brudzą i mniej kopulują.

  •  

    pokaż komentarz

    Jest godzina 7.45 kiedy przychodzę pod drzwi dziekanatu. Myliłby się ten, kto twierdzi, że byłam pierwsza.

    Dziewczyno, u nas o 7.45 to byś nie miała po co przychodzić ;] Ja kiedyś u nas na wydziale zjawiłem się o 5 rano i byłem jakoś dziesiąty. A dziekanat jest czynny od 9 (paniom się nie spieszy), więc trzeba 4 godziny czekać do otwarcia. Jak za komuny po karpia na wigilie.

    Ale dziekanat to u nas i tak nic w porównaniu z kwaterowaniem do akademika. W tym roku np. przyszedłem we wtorek, tydzień przed rozpoczęciem zajęć, drugi dzień kwaterowania, jakoś przed 8. Miało się zacząć o 12, więc myślałem, że kolejek nie będzie... Nie rozumiem, jak mogłem być tak naiwny po 3 latach na agiehu. Kolejka wiła się przez cały hol, chodnik, aż do ulicy. A limit na ten dzień był już wyczerpany (były jakieś numerki czy coś).
    Następnego dnia przyszedłem przezornie o 5:40. Byłem czwarty, więc załatwiłem szybko. Ale ci, co byli godzinę później, musieli już czekać do wieczora.

    No cóż, ja jestem już doświadczonym studentem, więc mogłem to przewidzieć. Ale co mają zrobić pierwszaki, które na stronie miasteczka studenckiego przeczytały, że kwaterowanie rozpoczyna się o godzinie 12 i do tego przyjeżdżają np. z Elbląga, nikogo nie znają, nie mają gdzie przenocować? A paniom się nie spieszy, po co zaczynać np. od 8, po co myśleć nad usprawnieniem procedury? Kogo to obchodzi.

    To wszystko to jest p!!#%%%ony komunistyczny burdel i w głowie się nie mieści, żeby tak traktować ludzi. Jak bydło.

    Jedyny plus takich sytuacji, to to, że można się nauczyć chamstwa i swoistej bezwzględności - bardzo przydatnych w życiu umiejętności ;) Jak się wepchać do kolejki, jak coś załatwić sprytnie, po znajomości... Wyrzucą Cię zdrzwiami to wejdz oknem. A jak się nie przystosujesz do prawa dżungli to zginiesz :/

    A wiem, że nie wszędzie tak jest. Np. moja siostra studiuje we Wrocławiu i tam panie w dziekanacie są miłe, wszystko można załatwić, nie ma kilometrowych kolejek. A u nas w Krakowie pielęgnuję się piękną, PRL-owską tradycję ;]

    PS. Porównanie do komuny jest chyba trochę krzywdzące dla poprzedniego ustroju, bo z tego co wiem od rodziców, to wtedy było o wiele lepiej. Raczej chodziło mi tutaj o komunistyczną mentalność "czy się stoi czy się leży", gnojenia ludzi, nad którymi ma się jakąś władzę (panie w dziekanacie) i ogólny burdel.

    •  

      pokaż komentarz

      Żeby nie było, że przerysowane, potwierdzam. Do tego trzeba jeszcze dodać (abstrah$%ąc od akademika, nawiązując zaś do dziekanatu), że czeka się te n-godzin w kolejce w celu złożenia podania do dziekana, po czym okazuje się (oczywiście po wejściu, gdzie tam, żeby wcześniej...), że wspominane podanie wystarczy wsadzić do indeksu podczas oddawania go do wpisu na następny semestr :]
      Co do samej 'strasznej' 7:45, marzenie... Żeby dostać się do dziekanatu rok temu z podaniem, o którym pisałam wyżej, musiałam nocować w akademiku, chociaż sama mieszkam w Krakowie- z tym, że dojazd to byłoby min. pół godziny, a z akademika na piechotę jest to 10-15 min. Przewaga kwadransu daje kilkanaście miejsc wcześniej w kolejce :/

    •  

      pokaż komentarz

      jak zaczynają o 12, a o 5.40 byłeś czwarty w kolejce, to gdyby panie zaczynały o 8, to musiałbyś przyjść do kolejki o 1.40, żeby być w takiej samej sytuacji ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Ja ostatnio przyszedłem pod dziekanat pół godziny prze otwarciem i musiałem się wpisać na listę jako 69 w kolejce. Nie wytrzymałem nawet pół godziny. Olałem to i postanowiłem, że następnym razem przyjadę godzinę przed otwarciem. Zobaczymy co z tego będzie.

  •  

    pokaż komentarz

    Ostatnio wybrałem się do prodziekan w celu wpisu na semestr z zaległościami. Słyszałem, że kolejki są dosyć spore, a czas przymowania to tylko 2 godziny (od 13 do 15) więc przybyłem pod dziekanat o 6.30. Myślałem, że będe pierwszy, a jak nie to przynajmniej jednym z pierwszych. Zapisałem się na listę na pozycji 26! Na miejscu dowiedziałem się, że niektóre osoby czekają od godziny 3 (sic!) rano i że raczej nie załapie się na rozmowę. Pomyślałem, że nie zaszkodzi zaryzykować, miałem w końcu laptopa z jakimiś filmami. Ostatecznie tylko dzięki uprzejmości prodziekan, która przedłużyła czas przyjmowania najpierw do 17.30, potem chyba do 20 udało mi się załapać. Wyszedłem z uczelni około godziny 19, jednak szczęśliwy z powodu pozytywnie rozpatrzonego wniosku :)

Dodany przez:

avatar krawczykk dołączył
368 wykopali 8 zakopali 6.7 tys. wyświetleń