•  

    pokaż komentarz

    Z tym "nie chcę by obrazy mnie przeżyły" to raczej kokieteria

  •  

    pokaż komentarz

    Nie dziwota, że Kraków jej nie pasował. Uwielbiam to miasto, ale warto pamiętać, że na przełomie wieków XVIII/XIX gospodarczo i kulturowo chyliło się ku upadkowi, żeby nie wspomnieć o zwykłych relacjach międzyludzkich w tej małej (wtedy) społeczności.

    Tak pisał Żeromski:

    Gdybyś tu była i gdybyś widziała tę nagą głupotę, tę bezczelną podłość, to nadużycie słowa, tę pompę idiotów - śmiałabyś się do rozpuku jak ja. Galicja - Kraków to niewyczerpane źródło humoru, to po prostu sam humor potrzebujący opisu. Dokoła nędza, głód, ciemnota - i ci... w swoich kontuszach i... kitach.

    Boy-Żeleński nazywał Kraków "panem w łachmanach" porównując go do Lwowa (który to z kolei nazywał "nuworyszem" :P).

  •  

    pokaż komentarz

    Byłem na wystawie w Krakowie, szczególnie polecam "Marysieńkę", kunszt i wizjonerstwo w jednym.

  •  

    pokaż komentarz

    Byłem na wystawie w Warszawie, chociaż nie przepadam za portretami to w tym przypadku zrobiły na mnie ogromne wrażenie, dodatkowo fajnie że zostały zestawione obrazy Bozańskiej z obrazami tych do których widocznie się odnosiła. Mam pytanie do tych co widzieli, o co chodzi z zamazanymi oczami (jak w portrecie ojca i paru i innych)?

  •  

    pokaż komentarz

    Co ciekawe, Olga Boznańska uznawała malowanie portretów za rzecz najprostszą dla malarza, co jest opinią raczej niezwykłą. Znacznie więcej kłopotu sprawiało jej malowanie pejzaży, widać to zresztą doś wyraźnie w jej twórczości.