•  
    p.......d

    +15

    pokaż komentarz

    Feynman ówi, że potrafi żyć w niepewności co do różnych rzeczy i że mu to nie przeszkadza. (od razu chcę dodać, że ogólnie stoję po jego stronie i obiema rękami podpisuję się pod tym, że dobrze mówi)

    ale

    niestety smutna prawda jest taka
    że nie wszystkich da się nawrócić na naukowy światopogląd, ponieważ względem cechy pod nazwą tolerancja wieloznaczności lub potrzeba domknięcia poznawczego (z grubsza to to samo co ta pierwsza cecha, chodzi o to, że człowiek z dużą potrzebą domknięcia musi szybko wymyślić jakieś wyjaśnienie/odpowiedź/schemat problemu, bo inaczej się strasznie męczy, więc przyjmuje często niedoskonałe, pierwsze-lepsze wyjaśnienia, zamiast się trochę nad różnymi rzeczami pozastanawiać, a człowiek z małą potrzebą domknięcia może pozostawać długo w niepewności i w poczuciu, że nie ma na razie/w ogóle rozwiązania)
    to była mała dygresja, ale ogólnie chodzi mi o to, że

    nie wszyscy się do tego nadają
    i zawsze będzie mnóstwo ludzi, którzy uciekają od myślenia w religię, bo inaczej by się strasznie męczyli

    więc powszechny naukowy światopogląd to raczej utopia jest

    •  

      pokaż komentarz

      Bez przesady. Ta potrzeba domkniecia poznawczego o ktorej wspominasz, jest jedna z najwiekszych sil napedowych postepu. To dzieki niej w ogole chce nam sie zadawac pytania i szukac odpowiedzi.

    •  

      pokaż komentarz

      trochę płytko ten temat potraktowałeś bo znam jeszcze inne słowa Feymana:
      "Zgadzam się, że nauka nie może udowodnić, iż Boga nie ma. Całkowicie się z tym zgadzam. Zgadzam się też, że wiara w naukę i religię są ze sobą do pogodzenia. Znam wielu uczonych, którzy wierzą w Boga. Nie jest moim celem obalenie czegokolwiek. Bardzo wielu uczonych naprawdę w Boga wierzy, zapewne również w tradycyjnym sensie. Nie wiem dokładnie, jaka jest ich wiara w Boga. Jednak ich wiara w Boga i ich działanie jako uczonych są ze sobą całkowicie zgodne" (R.P.Feynman, "Sens tego wszystkiego")

      i jeszcze:
      "Cywilizacja zachodnia, jak sądzę, opiera się na dwóch wielkich dziedzictwach. Jednym jest duch naukowej przygody, przygody związanej z wnikaniem w nieznane. Aby można było zbadać nieznane, trzeba najpierw rozpoznać je jako nieznane. Niepoznawalne tajemnice Wszechświata muszą pozostać nie poznane. Należy zachować postawę, że wszystko jest niepewne. Podsumowując: ujawnia się tu pokora intelektu.
      Drugie wielkie dziedzictwo to etyka chrześcijańska, podstawa działań opierających się na miłości, braterstwie wszystkich ludzi,.."

    •  

      pokaż komentarz

      I tutaj dla osoby z potrzebą domknięcia poznawczego pojawia się ogromny dylemat. Szczególnie dla człowieka, któremu 'katolicki', czy jakikolwiek teistyczny światopogląd został wpojony już w dzieciństwie i jak gdyby czuje nieodpartą potrzebę skonfrontowania go z dostępnymi środkami poznawczymi. Czy to wybierze drogę swoistego 'buntu' przeciwko narzuconym wierzeniom i będzie próbował w logice, czy nauce znaleźć dowody na nieistnienie Boga, czy postanowi znaleźć poparcie skądinąd narzuconych, ale w pewnym stopniu prawdopodobnych poglądów, że ów Bóg istnieje- zawsze pojawią się pytania. Nigdy nie dojdzie do "istoty rzeczy".
      Jeśli postanowi pójść w drugą stronę, myśląc na zasadzie "Nie warto się w to zgłębiać. Szkoda życia. I tak człowiekowi nie jest dane zrozumieć 'istotę rzeczy'" i na ślepo zawierzy teorii teistycznej, lub ateistycznej (względnie deistycznej, czy panteistycznej), które są mu w jakiś sposób bliskie i postanowi więcej w to nie wnikać, może cały czas mieć uczucie bycia "ignorantem", który nie znając powodów, by mieć takie właśnie poglądy- ślepo wierzy w słuszność swoich poglądów.
      Ktoś powie: Ale dlaczego musisz koniecznie mieć argumenty na poparcie swoich poglądów?
      Osoba wychowana w Katolicyzmie ma na to gotową odpowiedź: kościół, modlitwa do Boga, ustosunkowanie się w jakiś sposób do praw rządzących "jego" wiarą- wierzę, albo nie i robię to z pełną odpowiedzialnością, więc znam Biblię i stosuję się do jej zasad, lub nie.
      Osoba mająca głęboką potrzebę domknięcia poznawczego nigdy nie zazna spokoju, jeśli już ruszyła się jakiegoś tematu, zwłaszcza z zakresu filozofii, czy religii, szczególnie, jeśli odczuwa presję ustosunkowania się do jakiejś religii w sposób jednoznaczny.
      Jakimś rozwiązaniem jest tu agnostycyzm, ale on także nie mówi, czy zachowywać zasady "narzuconego" kościoła, czy nie.

      Świetnym podsumowaniem będzie cytat, który przewinął się w komentarzach do tego znaleziska: "Pierwszy łyk z flaszki wiedzy robi z ciebie ateistę, lecz na jej dnie czeka Bóg". Tylko czy jesteśmy w stanie powiedzieć, ile już z tej flaszki wypiliśmy i czy to już dno, czy tylko efekt działania trunku zmienił nasz sposób pojmowania świata i wpłynął na światopogląd, a kiedyś może przyjść otrzeźwienie i co wtedy? A może w tej flaszce jest tylko woda, która im jest bliżej dna, tym czystsza i tym lepiej widać istotę?
      Chwała ignorantom! ;)

  •  

    pokaż komentarz

    polecam jego książkę "Pan raczy żartować, Panie Feynman", która jest jego oryginalnie napisaną autobiografią ;) Fantastyczny człowiek :)

  •  

    pokaż komentarz

    za jakiś czas wszyscy się dowiemy "prawdy".. no chyba, że "po drugiej stronie" nic nie ma.. chociaż, w takim przypadku raczej będzie nam to obojętne ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Główną treścią wypowiedzi tego człowieka jest religia/wiara w nawiązaniu do nauki/prawdy.
    Proponuję na chwilę zignorować część dotyczącą religii/wiary, a zwrócić uwagę na podejście tego człowieka do nauki, prawdy i wątpliwości. Trafność jego wypowiedzi "powaliła mnie na ziemię". Czym jest nauka - jest to badanie świata, badanie rzeczywistości. Nic więcej, nic mniej. Filarem nauki jest wątpienie, sceptycyzm (w domyśle też nieuleganie autorytetom). Gdybym mógł to zadedykowałbym to większości wykopowych "ekspertów naukowych".

    •  

      pokaż komentarz

      Z komentarza wyżej @Kasiek_pwr z cytatu da się wydrzeć ładne stwierdzenie - "pokora intelektu" - często brakuje tego czynnika w wykopowych dyskusjach. Za albo przeciw, wierzysz albo nie wierzysz. Niewiedza/wątpliwość traktowana jako oznaka głupoty sprawia, że mamy zbiór prawd ostatecznych, albo jeszcze gorzej - jednej prawdy.

  •  

    pokaż komentarz

    Tłumaczenie jest celowo błędne w kilku miejscach. Na przykład:

    "Potrafimy robić więcej niż pozostałe zwierzęta"

    A oryginał jest taki:

    "We are able to do so many more things that apparently animals can't do"

    Pierwsze zdanie imputuje autorowi wypowiedzi, że uważa ludzi za zwierzęta. Nie ma to jak drobna manipulacja, co?