•  

    pokaż komentarz

    Tylko kible z półeczką się liczą.

  •  

    pokaż komentarz

    Ale bzdura z tym lektorem. Przecież on nie zagłusza oryginalnego dźwięku i dzięki temu słyszymy emocje wkładane w kwestie przez aktorów. Tak przecież nauczyłem się angielskiego z Ulicy Sezamkowej. A każdy kto słyszał dubbing w niemieckiej telewizji powinien żądać całkowitego zakazu stosowania dubbingu pod groźbą zabicia małego kociaka.

    •  

      pokaż komentarz

      Fajnie się minusuje, co?

      No to proszę - pieprzysz. Lektor zagłusza - fakt. Jest kilka razy głośniejszy od tła - fakt. Ludzkie ucho skupia się na lektorze i "gubi" tło - fakt.

      Smacznego.

    •  
      w.......s

      +9

      pokaż komentarz

      Dla mnie też lektor nie zagłusza aż tak dialogów, a wolę jednak filmy z lektorem. Czemu? Kiedy oglądam film z dużą ilością dialogów i z napisami, to ciągle mój wzrok koncentruje się na dole ekranu i nie widze ważnych szczegółów filmu, ekspresji twarzy bohaterów itp. Z drugiej strony zwykle dialogi wypowiadane przez lektora są mocno okrojone względem prawdziwych dialogów.
      Najlepsze wyjście to oglądać w oryginalnym języku i o ile film nie ma jakiejś skomplikowanej fabuły to wybieram bez lektora i napisów. :)

    •  

      pokaż komentarz

      "Lektor zagłusza - fakt"

      Nie tak jak dubbing :) Jin ma rację, dzięki lektorowi słychać głos aktora; może nie na tyle, żeby dokładnie słyszeć słowa, ale emocje, owszem, słychać. I to jest fajne, bo przecież głos to istotna część aktorskiej gry.

      "Ludzkie ucho skupia się na lektorze i "gubi" tło - fakt."

      Hmm, nie wiem, jakie trzeba mieć problemy z podziałem uwagi, żeby przez lektora nie słyszeć tła. Jeszcze rozumiem, że może to być kłopotliwe dla cudzoziemców, bo dla nich to nowość. Ale nie znam nikogo, kto by miał problem np z jednoczesnym usłyszeniem, że lektor mówi "kocham cię" i zarejestrowaniem westchnień aktora.

    •  

      pokaż komentarz

      fanzolisz pan, panie tam na górze-oczywiście, że przez lektora też się daje wchłonąć to i owo-a jestem żywym przykładem na to, bo jak to drzewiej bywało, nie było szerokopasmowego internetu i ludzie oglądali, co było, a poziom języka w szkole (przynajmniej mojej w tamtych czasach) przewyższał poziom w tej, w której uczyłam rok temu o parę poziomów, a podmioty me ogladały hurtem po kilka odcinków seriali/ garści filmów z oryginalnym dźwiękiem tygodniowo. Wszystko zależy od naturalnych predyspozycji, ilu już spotkałam Norwegów/ Szwedów, którzy zaczynali z napisami i przy języku bardziej ze swoim spokrewnionym, niż w moim przypadku, a uszy mnie bolały od akcentu.

      Zresztą przestańmy już pieprzyć, jeszcze rok i wybór ścieżki dźwiękowej będzie nasz, nie ma co dramatyzować-a wybór ten powinien być jak największy, bo jak pokazały badania, budowa naszego języka sprawia, że czytanie napisów zajmuje nam więcej czasu niż Angolowi, czy Chińczykowi, a napisy same w sobie ściągają wzrok bardziej, niż akcja-nawet jeśli i tak rozumiesz, co mówią. Przez lektora i tak sporo usłyszysz, a potem on ci to jeszcze na głos przetłumaczy-zmysł wzroku zajmie się wtedy tym, czym trzeba w FILMIE.

    •  
      d......3

      +8

      pokaż komentarz

      we we we!
      oglądałeś house'a na dwójce kiedyś? połowa błyskotliwych żartów umyka, historia choroby nie istnieje. zostają tylko jakieś dogryzki housa do Cuddy...

    •  

      pokaż komentarz

      d0mel-przetłumacz te żarty lepiej, dla mamy i taty; czy zresztą wierzysz, że tłumaczący napisy lepiej by je przekazał? No wiem, chodzi ci o to, że tak się nauczyłeś języka, że oryginał śmieszy cię bardziej (rzecz normalna, ale nie wszystko da się przetłumaczyć idealnie, czasem tylko geniusz to zrobi)-tylko się cieszyć! Pozostaje ci tylko myśl, że jakby oglądający serial z napisami (a House'a akurat średnio trawię)-przy "niezagłuszaniu" oryginału- radzili sobie lepiej z językiem, to lubiliby go bardziej, niż teraz-ale to już ich problem. Z rosjańskiego sitcomu też twoi rodzice śmialiby się głośniej-nawet, gdyby i tobie się spodobał; ale i tak śmialibyście się oboje. Chcesz się śmiać tak głośno, jak oni? Jest taki podręcznik "KaK diela". Jeśli masz czas, oczywiście.

    •  

      pokaż komentarz

      @AtoMan
      No akurat nie fakt. Zawsze jak zdarzy mi się w telewizorze jakiś serial zagramaniczny komediowy właczyć to lektor se gada a ja i tak słucham dialogów pod lektorem, bo niektórych niuansów językowych ani lektor, ani napisy, ani dubbing nie przeniosą na polski.

    •  
      w.......s

      +5

      pokaż komentarz

      oglądałeś house'a na dwójce kiedyś? połowa błyskotliwych żartów umyka, historia choroby nie istnieje. zostają tylko jakieś dogryzki housa do Cuddy...
      Oglądałeś Hausa z napisami kiedyś? Połowa okazji na napalanie się na trzynastke albo Kamron umyka bo musisz patrzeć na napisy zamiast na jej tyłek!

  •  

    pokaż komentarz

    Słowa lektora wobec słów aktorów stają się więc metajęzykiem w sensie Tarskiego, wyrażającym polski ksenofobiczny Weltanschauung.

    Polski lektor niemal zawsze jest mężczyzną, bo potrzebujemy go jako lacanowskiego phallusa symbolicznie przebijającego Obcość (w sensie Kojeve'a)

    Niech mi ktoś wytłumaczy co to znaczy? Trzeba skończyć jakąś szkolę żeby to zrozumieć? Jakaś filozofia albo filologia? A możne autor ma kompleks niższości i musi się pochwalić jakimś skomplikowanym słownictwem zamiast ubrać to zdanie w słowa zrozumiałe dla ogółu. Nie sądzę żeby choć 50% z czytelników zrozumiało ten przekaz. Chyba nie o to chodzi żeby czytać jakiś artykuł i sprawdzać w słownikach albo goglach co autor ma na myśli.

  •  
    p........y

    +47

    pokaż komentarz

    Rozwiązanie zagadki jest dużo prostsze niż się większości wydaje.

    1. Napisy są trudne do odczytania dla słabo widzących, a sporo osób ma wady wzroku. Problem częściowo rozwiązują duże telewizory plazmowe, ale jak na razie nie stały się jeszcze standardem.

    2. Czytanie napisów wymaga zaangażowania uwagi przez cały czas, czego większość (nie tylko chyba Polaków) nie lubi. Zauważyłem, że jestem szczególnym rodzajem dziwaka, który koncentruje się na oglądanym filmie. Większość ludzi woli zerkać na ekran, w czasie filmu myślą o wszystkim innym, gadają, wychodzą, piszą SMS-y. Może dlatego też znajdują odbiorców zupełnie kiepskie filmy. W Polsce telewizor to taki migacz, co sobie miga w tle. Większość oglądaczy nie zwraca uwagi, co w tym telewizorze grają. A żeby jeszcze usiąść spokojnie z herbatą i czytać? Niedoczekanie. U nas na telewizor się zerka. Również w przypadku filmów.