•  

    pokaż komentarz

    Czy w takim razie można zażądać, żeby pokwitował odbiór każdą z kartek własnoręcznym podpisem?

  •  

    pokaż komentarz

    Dobra nawet jeżeli byśmy uznali, że urzędnicy mają racje, iż w tym przypadku mamy umowę zlecenia a nie umowę o dzieło (zresztą jest to dość znany problem i sprawa brania umów o dzieło jest rzeczywiście ryzykowna w przypadku regularnej współpracy między firmą a tłumaczem) to rzeczywiście żądanie iluśtam tysięcy wydruków "na jutro" jest całkowicie bezsensowne i nie powinno mieć jako takie miejsca. Żeby nie było - jakiś termin trzeba wyznaczyć (bo strona mogłaby to robić w nieskończoność), ale powinno to być uzasadnione okolicznościami. Zresztą bądźmy szczerzy - po co urzędnikowi wszystkie wydruki tłumaczeń? Wystarczyłoby parę i jeżeli wszystkie umowy i tłumaczenia przebiegałyby tak samo to byłby to wystarczający materiał do przeprowadzenia postępowania dowodowego.

    "Ja bym kazał temu kontrolerowi przeczytać to wszystko. Też w ciągu jednej doby." - mówi Bartosz Węglarczyk.
    O właśnie. Urzędy, sądy etc. mają w wielu przypadkach naprawdę długie terminy, za których przekroczenie i tak im nic nie grozi, natomiast druga strona ma wyznaczony termin, którego przekroczyć nie może w żadnym przypadku, bo poniesie tego konsekwencje (np. sąd rozpatruje pismo 3 miesiące - albo i dłużej, a postanowienie przyśle 23 grudnia i masz tydzień na ewentualną reakcję, którego przekroczyć nie możesz)

    •  

      pokaż komentarz

      @eaxene: tak działa demokracja. Prawo bez sensu i co zrobisz, nic nie zrobisz, za 4 lata wybierzesz inne mordy "bo przecież nie tego zwariowanego Korwina haha" i tyle.

      95% niewolników ciągnie za sobą 5% wolnościowców i tak się kręci

    •  

      pokaż komentarz

      @eaxene: Koniec końców i tak nie wydrukował, bo (jak relacjonuje) nie ma kopii tych tłumaczeń (ani papierowych ani elektronicznych). Jakaś dziwna ta umowa o dzieło jak nie ma dzieła.

    •  
      n.........y

      -4

      pokaż komentarz

      @rfree: a co ma demokracja do durnego prawa? Chyba musisz się bardziej przyłożyć od WOSu w przyszłym roku szkolnym.

    •  

      pokaż komentarz

      tak działa demokracja. Prawo bez sensu i co zrobisz, nic nie zrobisz, za 4 lata wybierzesz inne mordy "bo przecież nie tego zwariowanego Korwina haha" i tyle.
      95% niewolników ciągnie za sobą 5% wolnościowców i tak się kręci

      @rfree: hę?

      @piesiak1975: no niby coś z tym rzeczywiście nie gra - aczkolwiek pisze, że tylko dwa lata je przechowują - z drugiej strony rzeczywiście ile by musieli wydawać na przechowywanie dokumentacji. W każdym razie na pewnym etapie pracy mógł się spodziewać, że akurat kwestia umowa o dzieło/umowa zlecenia przy długiej współpracy jest dość kontrowersyjna. Parę sądów wskazywało, że w takim przypadku nie ma umowy o dzieło, a umowa zlecenia (zresztą ich rozdzielenie w wielu przypadkach nie jest dość jasne, więc może też nie ma się co gościowi dziwić, że myślał że jest ok).

    •  
      a........6

      +89

      pokaż komentarz

      @piesiak1975: Dzieło jest, tylko kto u diabła przechowuje przez 8 lat to wszystko ? Ten "geniusz" z ZUS powinien za to być zwolniony dyscyplinarnie. To samo żądanie wglądu do korespondencji firmowej.No k... chwila - to tak można w tym chorym państwie ?! A gdzie ustawa o ochronie danych osobowych,ustawa o ochronie tajemnicy korespondencji... Jakim prawem ? Jakim prawem urzędas z ZUS czuje się ponad prawem ?! Ich procedury nie obejmują ?

      Jeśli jest faktycznie tak kuriozalnie - przyjdzie w końcu taki typek ze sfałszowaną czy nieaktualną powiedzmy legitymacją ZUSu (albo i bez niej) i wyniesie dokumentację firmową do konkurencji. To jakaś parodia,jakaś kpina z praworządności !

      A proces sądowy - pod warunkiem,że odbyło się to zgodnie z opisem - kuriozalny,zgodny z najgorszymi standardami procesów politycznych epoki stalinizmu. W przypadku potwierdzenia tak "ekspresowego" procesu - dyscyplinarka dla sędziego też się należy.

      @rfree: Korwin jest tak samo oderwany od życia jak ten urzędnik.

    •  
      f......s

      +6

      pokaż komentarz

      @piesiak1975: Wykonałem kilkaset zleceń dla klienta w ostatnich 3 latach, kopie plików trzymam do 3-6 miesięcy... Chyba że wiem że projekt będzie miał modyfikację w przyszłości.

      Co prawda umowy b2b nie umowy o dzieła.

      Zlecenie oddane, klient akceptuje, kasa wpływa - kosz, po kiego grzyba mam trzymać gdzieś w archiwach kopie?

    •  

      pokaż komentarz

      @an0n1m_256: O ile się orientuję, to kontrolę można zrobić na 5 lat wstecz (bo potem i tak wszystko się przedawnia). Więc te 8 lat to chyba informacja z dupy.
      A organy kontroli (zus, skarbowy, inspekcja pracy itd) nie tylko mogą ale i muszą przeglądać dokumenty w firmie. Bo co mają sprawdzić jeśli tego nie mogą zobaczyć?

    •  

      pokaż komentarz

      @factorys: Ty nie musisz (oddajesz dzieło i masz to w nosie). Pracodawca powinien to dzieło mieć. Chyba dobrze myślę?

    •  
      a........6

      +4

      pokaż komentarz

      @piesiak1975: Dokumenty które im przysługują - ok.Ale po pierwsze - jakim prawem cudzą korespondencję ! (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tajemnica_korespondencji )
      Po drugie - kontrola cudzych tłumaczeń... Poza istnieniem dowodów na wykonanie usługi - jakim prawem żądają kompletnej treści tłumaczeń ?

      Całość wygląda na idealny scenariusz na szpiegostwo przemysłowe.Podaj się za urzędnika/albo bądź nawet urzędnikiem i wynieś ot tak dokumentację do konkurencji / jakiegoś prywatnego detektywa / itd.

    •  
      f......s

      +1

      pokaż komentarz

      @piesiak1975: Ale pracodawca może sprzedać to dzieło dalej...

    •  

      pokaż komentarz

      @piesiak1975: a niby dlaczego? Pracodawca przekazuje klientowi (zleceniodawcy) tłumaczenie, klient potwierdza, że jest ok, to pracodawca dłużej już tego dzieła nie potrzebuje.

    •  

      pokaż komentarz

      @an0n1m_256: Przy umowie o dzieło musi istnieć dzieło. W tym przypadku tłumaczenie. Jeśli nabywca dzieła nie ma potrafi pokazać dzieła to jest to sytuacja dziwna. Poza tym opis charakteru działania tych tłumacz przypomina bardziej zlecenie niż dzieło. Ale wiem tylko tyle co w artykule więc mogę się mylić.

    •  
      B......R

      0

      pokaż komentarz

      @eaxene: Przede wszystkim powinno obowiązywać domniemanie niewinności. A w relacjach z US czy ZUS wygląda to tak, że urzędnik zakłada, że jesteś winny, a dopiero w postępowaniu kontrolnym masz szansę na dostarczenie dokumentów na potwierdzenie swojej niewinności. Chore, ale tak funkcjonują u nas wszystkie urzędowe kontrole.

    •  

      pokaż komentarz

      Przede wszystkim powinno obowiązywać domniemanie niewinności.

      @BarteckR: a co do tego się zgodzę. Ponadto, jak już wcześniej pisałem, w przypadku tłumaczeń określenie umowy jako umowy o dzieło lub jako umowy zlecenie jest często dość płynne i sam nie wiem czy w takim przypadku właściwym jest od razu walenie w taką osobę "ze wszystkich dział".

    •  
      a........6

      +4

      pokaż komentarz

      @piesiak1975: tak,tyle że jeśli produkt danego dzieła został odsprzedany,to co wtedy ? Czy to znaczy,że produkt umowy o dzieło musi być przechowywany co najmniej 5 lat na wypadek kontroli z ZUSu i innego urzędu ? Absurd jakiś.

      Poza tym jak pisałem - tajemnica korespondencji, do tego dochodzić może potencjalnie poufny charakter tłumaczonych dokumentów - stąd przekazanie oryginalnych tłumaczeń wydaje się nadmiernym żądaniem,zwłaszcza,że ciekawy jest też aspekt przekazania tych tłumaczeń stronie trzeciej (w tym przypadku ZUS) bez zgody klienta materiałów które klient przekazał do tłumaczenia. Dajmy na to,że w tłumaczeniu znajdują się jakieś poufne dane klienta bądź dane osobowe - czy ZUS albo firma tłumacząca ma prawo nimi dysponować bez zgody tego klienta ?

      W skrócie: Uważam,że urzędas mógł żądać nieuprawnionego dostępu do dokumentacji zawierającej dane osób prywatnych które na to udostępnienie nie wyraziły zgody,gdy nawet urzędom przysługuje prawo do przetwarzania danych tylko o tyle,o ile wynika to z ich obowiązków prawnych.

      http://www.wspolnota.org.pl/index.php?id=9&tx_news_pi1[controller]=News&tx_news_pi1[action]=detail&tx_news_pi1[news]=24160&cHash=7f358a7d60d161fc5c3f156becebb8ba

    •  

      pokaż komentarz

      Czy to znaczy,że produkt umowy o dzieło musi być przechowywany co najmniej 5 lat na wypadek kontroli z ZUSu i innego urzędu ? Absurd jakiś.

      @an0n1m_256: Mówimy tu ledwo o tłumaczeniach, a co jeśli umową o dzieło jest fizycznie jakiś np. ręcznie składany szyld albo 100 kilogramowe coś, bo w końcu praca o dzieło to nie tylko papiery (teksty czy projekty do wydrukowania) ale i cała masa fizycznych przedmiotów istniejących w jednej kopii, takich które po latach uległy zniszczeniu czy wręcz praca niematerialna której nie ma nawet jak udokumentować

    •  
      a........6

      -1

      pokaż komentarz

      @an0n1m_256: Mówimy tu ledwo o tłumaczeniach, a co jeśli umową o dzieło jest fizycznie jakiś np. ręcznie składany szyld albo 100 kilogramowe coś, bo w końcu praca o dzieło to nie tylko papiery (teksty czy projekty do wydrukowania) ale i cała masa fizycznych przedmiotów istniejących w jednej kopii, takich które po latach uległy zniszczeniu czy wręcz praca niematerialna której nie ma nawet jak udokumentować

      @harcepan-mawekrwi: Mnie się jeszcze pytasz ? Odpowiedź brzmi: no właśnie...

      Choć w przypadku szyldów itd. chociaż przetwarzania danych na pewno nie ma.A w tym przypadku to być mogło. Na tyle dokumentów na pewno niektóre były czymś objętym tajemnicą korespondencji,bądź zawierały informacje prywatne/poufne przekazane do tłumaczenia w dobrej wierze,że nie będą przekazywane do czytania osobom trzecim. Więc również - urzędnikom miejscowego ZUS.

      Gdyby przekazali klient który by ich zaskarżył z czymś takim miałby pewnie spore szanse na duże odszkodowanie.

    •  

      pokaż komentarz

      @eaxene: ZUS porusza się na podstawie przepisów Kodeksu postępowania administracyjngo. Każde wezwanie strony i powód jego wezwania ma swój termin na wykonanie wezwania.

      Co do dyskusji na temat rozróżniania umów zlecenia od umów o dzieło to faktycznie bywa z tym głośno ale nie od dziś wiadomo, że umowa zlecenia charakteryzuje się ciągłością zleceń zaś dzieło już nie.

      Niestety takie absurdy są możliwe, ponieważ urzędnik nie ponosi odpowiedzialności za swoje decyzje, a przepisy mówiące o pociągnięciu urzędnika do odpowiedzialności finansowej można włożyć między bajki, bo sądy je totalnie odrzucają.

    •  

      pokaż komentarz

      @eaxene: Aj tam aj tam 120 000÷10 (DRUKAREK)=12 000 STRON÷ 24(godzin)=500 STRON na godzine. Jak byl bym nie winny to bym kupił nawet 20 drukarek wydrukował i p!%!$!#na na biurko urzędnika.( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @biobiz: i co może byś jeszcze chciał, żeby ci potem za drukarki, kartki i inne koszta oddali? ( ͡º ͜ʖ͡º)
      @newtonq: nie mam nic do dodania, bo się zgadzam.

    •  

      pokaż komentarz

      Jakaś dziwna ta umowa o dzieło jak nie ma dzieła.

      @piesiak1975: Przedmiotem umowy o dzieło może być również aplikacja/skrypt wykonujący określone zadanie (np. przeliczający dane niezbędne do wystawienia faktur dla klientów, weryfikujący poprawność wprowadzonych danych adresowych poprzez sprawdzenie ich z jakąś ogólnodostępną bazą danych bądź aktualizujący oficjalne kursy walut zgodnie z API udostępnianym przez Europejski Bank Centralny). Po jakimś czasie skrypt taki staje się niepotrzebny (zmiana reguł biznesowych albo API zewznętrznych usług, z których korzystał). Po co to trzymać? Nie ma obowiązku, co nie oznacza, że dzieło nie zostało w swoim czasie wykonane i dostarczone. Z tłumaczeniami podobnie: po co trzymać tłumaczenie instrukcji obsługi urządzenia, którego nikt nie używa od X lat?

      z drugiej strony rzeczywiście ile by musieli wydawać na przechowywanie dokumentacji.

      @eaxene: Jedna strona w Libre Office to ok 80kB (spory narzut ma). 120 tysięcy stron to niewiele ponad 9GB danych. Google za darmo daje 15GB, Dropbox za 12 dolarów daje konto biznesowe do 5 użytkowników z 1TB na osobę - takie biuro tłumaczeń na kawę wydaje więcej. Co nie zmienia faktu, że wymóg przechowywania tego wszystkiego jest absurdem...

    •  

      pokaż komentarz

      Przy umowie o dzieło musi istnieć dzieło. W tym przypadku tłumaczenie. Jeśli nabywca dzieła nie ma potrafi pokazać dzieła to jest to sytuacja dziwna

      @piesiak1975: Masz rację, że dzieło musi istnieć ale nie musi być w posiadaniu nabywcy. Przykładowo firma A zleciła wykonanie scenografii na potrzeby jakichś targów firmie B. Przygotowanie scenografii obejmuje m.in. opracowanie i druk plakatów do wywieszenia ale że B się w tym nie specjalizuje to zleca to grafikowi (wolny zawód) jako umowę o dzieło. Grafik wykonuje zadanie i dostarcza dzieło w postaci wspomnianych plakatów. Firma B montuje je na odpowiednich sztalugach/meblach i gotową scenografię dostarcza swojemu zleceniodawcy. Dzieło zostało wykonane ale firma A nie jest w stanie go pokazać. Normalna sytuacja. Kontroler może zarządać jedynie protokołu zdawczo-odbiorczego.

    •  

      pokaż komentarz

      @biobiz:

      Aj tam aj tam 120 000÷10 (DRUKAREK)=12 000 STRON÷ 24(godzin)=500 STRON na godzine. Jak byl bym nie winny to bym kupił nawet 20 drukarek wydrukował i p!@$#$?na na biurko urzędnika.( ͡° ͜ʖ ͡°)

      A wiec to Ty jestes tym ostatnim petentem u Ferdka Kiepskiego:
      https://www.youtube.com/watch?v=ZFPv5Pb9kQk

      Niestety, wygrac z takim urzednikiem jak on, mozna tylko w filmach takich jak ten:

      źródło: youtube.com

    •  

      pokaż komentarz

      @moby04: przecież niekoniecznie musza dostawać tłumaczenia w takim formacie badz w ogole w taki sposob. Ale troche racji masz.
      @biobiz: troche tu popisałem i nie wiem do czego sie odnosisz.

    •  

      pokaż komentarz

      przecież niekoniecznie musza dostawać tłumaczenia w takim formacie badz w ogole w taki sposob

      @eaxene: Wziąłem pierwszy format z brzegu ale praktycznie pewne jest, że te tłumaczenia dostają elektronicznie (praca zdalna, korekta, łatwość powielenia). A dokumenty z aplikacji typu Libre Office czy Word mają to do siebie, że początkowa definicja typu sporo zajmuje i wcale nie wyszłoby tak że każda strona to 80kB. :)

    •  

      pokaż komentarz

      Jeśli nabywca dzieła nie ma potrafi pokazać dzieła to jest to sytuacja dziwna.

      @piesiak1975: Ale nabywcą (ostatecznym) dzieła jest klient dla którego wykonywano tłumaczenie, a nie agencja tłumaczeń.
      Niech pan urzędnik z ZUS-u przejdzie się do wszystkich klientów tej firmy i zażąda pokazania dzieł.

    •  

      pokaż komentarz

      @rfree: pracowałem kilka lat w sądzie jako protokolant i tego typu wydawanie wyroków to był standard, ale to wcale nie jest czymś złym. Takie sprawy w Polsce nie trwają kilku godzin tylko jest wiele rozpraw, więc sędzia może zacząć pisanie wyroku znacznie wcześniej. I w dniu wydania wyroku żadna ze stron raczej nic nowego nie wniesie chociaż przyznam, że zdarzały się sytuacje gdzie wyroki już prawie były gotowe i na ostatniej rozprawie się okazywało, że trzeba pisać na nowo ;)
      Sędziego też winić za to nie możesz, bo po prostu takie jest prawo. Sędzia po wyroku ma, o ile pamiętam, 14 dni na napisanie uzasadnienia do wyroku, bo jeśli tego nie zrobi, bo praktycznie wyrok na pewno zostanie uchylony. A uzasadnienie to praktycznie streszczenie akt sprawy, najgłupsze co tam w życiu widziałem. Strony po procesie składały wnioski o uzasadnienie tylko po to żeby doj!?$ć sędziemu roboty za wyrok nie po ich myśli po czym po wydaniu uzasadnienia, które czasami miało ponad 100 stron i tak się nie odwoływały.
      Uzasadnienie mniej więcej wygląda tak:
      Wydałem wyrok taki i tak ponieważ. Na stronie pierwszej akt pozwany powiedział to i to. Na stronie drugiej to i to... Itd
      I sędziemu dla każdej sprawy liczą się statystyki ile spraw mu sąd wyższej instancji uchylił, bo uchylona sprawa wraca do ponownego rozpoznania i wałkowania wszystkiego od nowa.
      Więc gadanie o dyscyplinarce dla sędziego jest tak samo oderwane od życia jak korwin i kontroler z zusu ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @janusz-cebula: ok ale miałem na myśli 1) rządanie 120,000 wydruków na jutro 2) podważanie że dziełem może być tłumaczenie

    •  

      pokaż komentarz

      @rfree:

      Sugerujesz, że w krajach niedemokratycznych istnieje lepsze prawo i jest więcej wolności niż w krajach demokratycznych?

      Białoruś, Kuba, Korea Północna, Wenezuela, większość państw Afryki i Ameryki Środkowej oraz kraje islamskie to dla ciebie ostoje praworządności i wolności?

    •  

      pokaż komentarz

      Sugerujesz, że w krajach niedemokratycznych istnieje lepsze prawo i jest więcej wolności niż w krajach demokratycznych?

      @falden: Kraje nie demokratyczne, gdzie jedynym prawem krajowym jest dotrzymywanie umów oraz surowy zakaz atakowania innych ludzi (kradzież mienia fizycznego, zniszczenie mienia, pobicie, rabunek, gwałt, zabójstwo)

      z definicji mają lepsze prawo (lokalnie ustalane) i więcej wolności.

      (mieszkasz w takim miejscu, np. w takim mieście, z którego prawem się najbardziej osobiście zgadzasz np pozwolenie na broń palną, pozwolenie na narkotyki, brak płacy minimalnej, brak PIT i VAT a duży podatek od nieruchomości).

      Oczywiście jest wiele krajów nie demokratycznych gdzie to nie wyszło, bo prawo i władza jest dalej centralizowana pod jedną osobą, zamiast zdecentralizowana.

      Oczywiście nawet wtedy nie zawsze wyjdzie, potrzeba jeszcze ludzi którzy szanują nawzajem wolność i zgadzają się z tymi podstawowymi prawami "No Agression Principle" podanymi wyżej (w skrócie NAP, od tego jest NAP Anarchy).
      Dlatego raczej nie wyszło zdaje się w Somali.
      Ale w typowym państwie Europy (gdzie jeszcze mamy ciągle kulturę łacińską, np w Polsce, nie koniecznie we Francji ;) ten warunek jest ogólnie spełniony, > 95% ludzi faktycznie jest za karaniem za mordowanie, gwałcenie oraz rabunki i kradzież.

      Anarcho-Kapitalizm jest ogólnie rodzajem NAP Anarchy, z tym iż jeszcze bym doprecyzował że nie wolno ludzi niewolić przez stosowania praw autorskich lub patentów, jak by to chcieli niektórzy kapitaliści, z tym się nie zgadzam,
      oraz iż można robić wyjątek dla wyjątkowych sytuacji - na przykład - gdy ktoś dosłownie umiera z głodu i zje jabko z czyjegoś drzewa to bym go za to nie ukarał. (Natomiast też nie można dopuścić do sytuacji gdzie banda lewaków zaimportuje 100,000 "uchodźców" i oni zaczną masowo wszyscy kraść bo niby umierają z głodu)

    •  

      pokaż komentarz

      @rfree:
      Zapomniałeś jeszcze wspomnieć, że spory między ludźmi byłyby rozstrzygane na zasadzie kompromisu po wyważonych i merytorycznych dyskusjach.

      BTW: w Polsce może i 95% jest za karaniem za kradzież, ale np. za zakazem jazdy po pijaku to już nie byłbym taki pewien.

      Ogólnie to nie chce mi się dyskutować o jakichś utopijnych systemach, które prawdpodobnie nigdy nigdzie nie zostaną wprowadzone, tylko wolę się skupić na ocenie rzeczywistości. Mogę więc stwierdzić, że w demokratycznej Kanadzie, Szwajcarii, Australii, USA, Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, Japonii, Korei Południowej itp żyje się generalnie sporo lepiej niż w krajach niedemokratycznych. Oczywiście, że demokracja ma wady, ale lepszego ustroju nie wymyślono, skoro alternatywą jest w zasadzie jedynie anarchia i dyktatura.

    •  

      pokaż komentarz

      Zapomniałeś jeszcze wspomnieć, że spory między ludźmi byłyby rozstrzygane na zasadzie kompromisu po wyważonych i merytorycznych dyskusjach.

      @falden: tak tak, a w demokracji wybieramy najmądrzejszego człowieka który bezinteresownie znajduje rozwiązanie najlepsze dla każdej ze stron :D

      Demokracja jest gorsza od anarchii czy władzy lokalnej bo nawet w teorii nie ma szans działać, zobacz:

      50% osób chce zakazu broni palnej, a 50% chce pozwolenia, jak to rozwiążesz? W demokracji nawet idealnej bez przekrętów korupcji, zawsze połowa osób będzie niezadowolona.

      W bardziej lokalnych systemach czyli Anarchii NAP, AnKap, państwach miastach, lub nawet demokracji ale lokalnej jak właśnie w szwajcari, można by zrobić tak że w jednym obszarze np. mieście ludzie wprowadzą lokalny zakaz a w drugim nie.

      Wtedy ludzie którym bardzo zależy na możliwości bronienia się przed napaścią mogą tam zamieszkać ostatecznie, a ludzie którzy bardzo się boją że przez to praworządni rabusie nagle zaczną mieć broń bo wcześniej by nie mieli bo nie wolno - mogą ostatecznie mieszkać w tym drugim.

      W demokracji gdzie takie prawo jest globalne, zawsze będzie gorzej. Proste?

      Im bardziej lokalne prawo tym lepiej bo łatwiej ludzie mają to co chcą, a im bardziej globalne tym gorzej. Demokracja zazwyczaj oznacza bardzo globalne prawo, więc jest gorzej.

    •  

      pokaż komentarz

      @rfree:
      tak tak, a w demokracji wybieramy najmądrzejszego człowieka który bezinteresownie znajduje rozwiązanie najlepsze dla każdej ze stron :D

      Nie bezinteresownie, bo ludzie sprawujący różne funkcje publiczne pobierają wynagrodzenie. I nie wiem czy słowo ,,najmądrzejszy" jest tu trafne, bo fizyk jądrowy może być mądry, ale średnio się nadawać do pełnienia funkcji publicznej. Generalnie chodzi po prostu o osoby o określonych predyspozycjach. Wiadomo, że różnie bywa z tymi wyborami, ale im bardziej ukształtowana demokracja to z tymi wyborami jest lepiej.

      50% osób chce zakazu broni palnej, a 50% chce pozwolenia, jak to rozwiążesz? W demokracji nawet idealnej bez przekrętów korupcji, zawsze połowa osób będzie niezadowolona.

      Można szukać kompromisowych rozwiązań by w jakimś stopniu zadowolić obie strony. Czyli np. umożliwienie dostępu do broni, ale z pewnymi ograniczeniami, by pierwszy lepszy osiedlowy dres albo 12 latek nie mógł nabyć spluwy w Biedronce. Oczywiście nawet w tej sytuacji znajdą się niezadowoleni (np. te dresy i 12 latki), ale wszystkim nie dogodzisz.

      W bardziej lokalnych systemach czyli Anarchii NAP, AnKap, państwach miastach, lub nawet demokracji ale lokalnej jak właśnie w Szwajcarii, można by zrobić tak że w jednym obszarze np. mieście ludzie wprowadzą lokalny zakaz a w drugim nie.

      Można też jeszcze zrobić obszar do którego nie mają wstępu grube kobiety, dawni wyborcy Leppera i fani disco polo.
      Wiesz jednak dobrze, że stworzenie milionów małych miast-państw, w których każdy z każdym się we wszystkim zgadza jest trochę (łagodnie mówiąc) utopijne. Nawet w niewielkich partiach Korwina, gdzie przecież byli ludzie o podobnych poglądach, zawsze było mnóstwo konfliktów.

    •  

      pokaż komentarz

      Można szukać kompromisowych rozwiązań by w jakimś stopniu zadowolić obie strony. Czyli np. umożliwienie dostępu do broni, ale z pewnymi ograniczeniami, by pierwszy lepszy osiedlowy dres albo 12 latek nie mógł nabyć spluwy w Biedronce. Oczywiście nawet w tej sytuacji znajdą się niezadowoleni (np. te dresy i 12 latki), ale wszystkim nie dogodzisz.

      Twoja propozycja jest niestety do dupy, bo wszyscy zagorzali przeciwnicy broni absolutnie się na to nie zgodzą.

      Jeżeli przepchamy tą ustawę, to np. 50% osób będzie bardzo niezadowolona. Nie da się zrobić lepiej w systemie gdzie prawo jest ustawione jedno dla całego kraju.

      Można też jeszcze zrobić obszar do którego nie mają wstępu grube kobiety, dawni wyborcy Leppera i fani disco polo.

      Dokładnie tak, jeżeli ktoś sobie zbuduje miasto (a raczej grupa inwestorów) to niech tam wpuszczają kogo chcą, ich teren.

      W praktyce jednak, ludzie będą robić ograniczenia do tych kilku kwestii na których im najbardziej zależy.

      W moim systemie zadowolone będzie i 50% osób które chciały zakazu broni i 25% które chciały pozwolić każdemu "oprócz dresów" i 25% które chciały każdemu pozwolić.

      W Twoim będzie niezadowolone odpowiednie 50%, 75% i 75% ludzi, zamiast 0% (w tej kwestii).

      Dlatego demokracja (jak i inne systemy gdzie jest jedno prawo globalne) nigdy nie może dać wolności.

      @falden:

    •  

      pokaż komentarz

      @rfree:

      Przecież jeżeli np. Gdańsk całkowicie zakaże dostępu do broni, a w Gdyni będzie można ją kupić w każdym kiosku to wiadomo, że dresy z Gdańska bez problemu tą broń zdobędą. Chyba, że chciałbyś te miasta oddzielić jakimś drutem kolczastym albo wprowadzić kontrole graniczne czy coś w tym stylu.

      Może napisz szerzej jakby to miało wyglądać - Polska podzielona na 10.000 państw miast i w każdym inne prawo drogowe, cywilne, karne i gospodarcze? Co z migracją między miastami? Swobodna czy nie?

    •  

      pokaż komentarz

      @falden: nie ma problemu

      Ludzie w mieście gdzie się tak boją że nawet broni zakazują, niech sprawdzają na rogatkach miasta czy ktoś nie wwozi - jak sobie chcą. Takie kontrole i jasne zakazanie pewnie nawet wyjdzie taniej niż walka z wiatrakami z czarnym rynkiem.

      Albo wolność i izolacja od sąsiadów którzy mają inne podejście,
      albo wszystko ujednolicone i wszystko zakazane jak w unii europejskiej, multikulti i jego efekty.

      No właśnie, wiele miast pewnie podejmie decyzję o zakazie wjazdu dla osób bez Polskiego obywatelstwa lub takich które mają je od niedawna. Lub dla czarnych lub dla arabów lub dla islamistów - lub dla Chrześcijan - ich prawo.

    •  

      pokaż komentarz

      @rfree:

      Jakie obywatelstwo polskie? Przecież ty chcesz zlikwidować to państwo i podzielić je na np. 10.000 państw-miast czy coś w tym stylu. Chyba sam już zaczynasz się gubić w tej swojej wizji.

      Czyli chcąc odwiedzić kuzyna w innym powiecie, pojechać na pogrzeb ciotki do sąsiedniego państwa-miasta albo nad polskie morze musiałbym się starać o specjalnie pozwolenie? A czasem nawet musiałbym wykazywać, że np. wyznaję tylko jedyną słuszną religię? Rzeczywiście, czułbym się wtedy bardzo wolny.

      W ogóle to zdajesz sobie sprawę, że twoja wizja jest praktycznie niemożliwa do zrealizowania, więc w zasadzie nie ma sensu o niej dyskutować? Mamy globalizację, której nie da się zatrzymać i nawet państwa izolujące się od innych mają duży problem z funkcjonowaniem na sensownym poziomie (np. Korea Północna czy Białoruś), więc tym bardziej taki problem miałyby państwa-miasta.

    •  

      pokaż komentarz

      Jakie obywatelstwo polskie? Przecież ty chcesz zlikwidować to państwo i podzielić je na np. 10.000 państw-miast czy coś w tym stylu. Chyba sam już zaczynasz się gubić w tej swojej wizji.

      Państwo federacyjne z silną wolnością dla mikro państw-miast je tworzących - na przykład.

      Czyli chcąc odwiedzić kuzyna w innym powiecie, pojechać na pogrzeb ciotki do sąsiedniego państwa-miasta albo nad polskie morze musiałbym się starać o specjalnie pozwolenie? A czasem nawet musiałbym wykazywać, że np. wyznaję tylko jedyną słuszną religię? Rzeczywiście, czułbym się wtedy bardzo wolny.

      Tak to jest teraz, gdy jedziesz na ślub kuzyna który np jest w Egipcie, Emiratach.

      Albo nawet w Polsce - gdy jedziesz z Holandii, nagle mogą Cię porwać na kilka lat gdybyś zapomniał wypakować jednego skręta z plecaka.

      Gdyby prawo było jednolite to wszystko było by zrównane do jednego gównianego poziomu uber-demokracji, może w Holandii nie mógłbyś już palić, może goście z USA nie mogli by zabierać broni do obrony swojej rodziny w podróży do PL a nawet i już swojego domu nie mogli by bronić.

      Do tego dąży demokracja i miejmy nadzieję że ludzie to powstrzymają.

      @falden:

    •  

      pokaż komentarz

      @rfree:

      I co w takim państwie robiłby rząd centralny? Tylko przyznawał obywatelstwa?

      Ilu taki przeciętny Polak może mieć kuzynów czy znajomych w Egipcie? Ile razy w życiu ich odwiedza? Porównanie w ogóle nie trafione.

      Przykład ze skrętem zupełnie oderwany od rzeczywistości. W Polsce nikt nigdy nie dostał kilku lat więzienia za posiadanie jednego skręta na własny użytek (to zdarza się chyba tylko w państwach islamskich). Teraz w dodatku nawet grzywny możesz za to nie dostać.

      Sugerujesz więc, że gdy nie było demokracji to było więcej wolności? Przecież kiedyś jeżeli nie urodziłeś się białym mężczyzną w rodzinie szlacheckiej i nie wyznawałeś jedynej słusznej w danym państwie religii, to nie miałeś praktycznie żadnych praw.

  •  

    pokaż komentarz

    Może i dobrze, że ZUS was ściga. Jak zapłacicie, ludzie dzięki temu będą mieli dodatkowe składki na emeryturę.
    Dziennikarz to idiota (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    •  

      pokaż komentarz

      @Kajakiem_przez_Tybet: Dziennikarz ma grać adwokata diabła i zadawać rozmówcy pytania sprzeciwiające się jego punktowi widzenia.

      Czy ten dziennikarz jest idiotą czy nie, z tego artykułu nie można wywnioskować. Po twojej wypowiedzi można za to stwierdzić, że ty jesteś idiotą.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kajakiem_przez_Tybet: A tan przedsiębiorca jeszcze potrafi powiedzieć, że umowy o dzieło powinny być zlikwidowane.

    •  

      pokaż komentarz

      @globbi: to tak nie działa, adwokat diabła powinien się trochę wysilić inaczej dyskusja nie ma sensu i można od razu oddać głos tylko jednej stronie ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @Kajakiem_przez_Tybet: k@%@a, właśnie zacząłem to czytać i prawie wyp!!!!??iłem monitor przez okno. Od początku magluje właściciela firmy o to, dlaczego zatrudnia na UoD. Wystarczy poświęcić 10 minut, żeby poznać specyfikę branży (albo pomyśleć logicznie), zamiast zadawać kretyńskie pytania.

      Przecież nie może gość zatrudnić jednej osoby na etat, która będzie mu tłumaczyła instrukcje obsługi samolotów, przetargi na łodzie bojowe, plany instalacji w elektrowniach atomowych i ch## wie, co jeszcze. To robią ludzie, którzy w takich branżach pracują albo pracowali i znają je od podszewki, a takie zlecenia nie trafiają się regularnie, bez przerwy i w tej samej objętości, żeby zatrudnić specjalistę na etat i jeszcze go należycie opłacić. NO k@%@A MAĆ!

  •  

    pokaż komentarz

    To fakt, że mało przedsiębiorców czuje różnicę między umową o dzieło a zleceniem. To jest klasyczny przykład.

    •  

      pokaż komentarz

      @piesiak1975:
      Przedsiębiorcy nie powinni wcale myśleć, jaką formę wybierają, powinni robić swoje. To państwo stwarza problemy i niezyciowe rozwiązania by potem za to karać. Sam fakt, że tworzy się lepsze i gorsze formy to zaproszenie do oszustwa, bo każdy chce minimalizować koszty. To państwo jest skur.wysynem

    •  

      pokaż komentarz

      @piesiak1975: Już sam ten rysunek pokazuje jaka chora jest sytuacja w tym kraju. Ta sama pensja wyjściowa brutto a pensja na rękę może być diametralnie różna (różnica rzędu niecałych 400zł to sporo).
      Ide pracować - mam wiedzieć na starcie ile z tego mi zabiorą złodzieje, a nie że tutaj jak pójdę pracować na takiej umowie to bedzie tyle, jak pójde pracować na takiej to dostane tyle. Dopiero przy stole odbywają się kombinacje jak tu pracowanika zatrudnić.

      źródło: archive.today

    •  

      pokaż komentarz

      @Kry00: Inna sprawa, że grafika kłamie i nie pokazuje części pracodawcy w przypadku etatu, który nie ma co się porównywać do umowy o dzieło. Dużo osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że może się ubezpieczać u małżonka, a wyciągać kasę u siebie na innych umowach ;]

    •  

      pokaż komentarz

      @text: Może w końcu doczekamy się ustawowych definicji poszczególnych umów. Bo jak na razie to tylko orzecznictwo sądów. Bez tego wielu przedsiębiorców ryzykuje problemem przekwalifikowania umów. Myślę, że większość wynika z niewiedzy, choć pewnie są i tacy, którzy celowo umowę-zlecenia nazwą umową o dzieło tylko po to, żeby uniknąć płacenia zusu. Ale te ostatnie to chyba margines.

    •  

      pokaż komentarz

      ustawowych definicji poszczególnych umów

      @piesiak1975: jest taka ustawa która definiuje umowy zlecenia i o dzieło. Nazywa się kodeks cywilny.

    •  

      pokaż komentarz

      @hajen: To o czym teraz mówisz to kolejny przykład na to jakim szambem jest ten system. Tysiące różnych możliwości, ewentualności itp A wszystko obsługuja urzędnicy, których opłacamy. Niedługo rząd wymyśli np wprowadzenie miesięcznego podatku w wysokości 100zł od każdego pracującego, które trzeba będzie uiścić w monetach 1groszowych, a następnie zostanie zatrudnione stado urzędniczek które będą to liczyć.
      No k%#$ica człowieka zalewa poprostu.

  •  

    pokaż komentarz

    Oj trzeba wybaczyć kompleks niższości polskiego urzędnika - są trochę niżej od robactwa w drabinie społecznej.

    •  

      pokaż komentarz

      @AKAPony: Bo każdy dba o siebie. I w sumie ciężko się takiemu urzędnikowi dziwić. Gdybyś miał płacone za znalezienie uchybień i dostawał za to awansy to też byś szukał. Chuj, że firma updanie, chuj, że pracę straci ileś tam osób i ostatecznie budżet państwa też na tym więcej straci niż zyska, bo ani firma nie zapłaci tych kilkuset tys. dodatkowej kasy, ani nie będzie w przyszłości żadnych podatków płacić. Ważne, że urzędnik swoje zarobi. Ale nie winiłbym urzędnika, jest on co prawda chujem, ale na jego miejsce i tak przyszedłby inny chuj, bo prawo daje takie możliwości. Tylko i wyłącznie rząd należy za to winić, że ustalił chore prawo.

    •  

      pokaż komentarz

      @pwone: jednak trzeba mieć bardzo niskie standardy i sporo odwagi patrzyć na siebie codziennie w lustro i widzieć polskiej ameby. Nie szanuję, a w towarzystwie wyśmiewam.

    •  

      pokaż komentarz

      Gdybyś miał płacone za znalezienie uchybień i dostawał za to awansy to też byś szukał
      Ale nie winiłbym urzędnika, jest on co prawda chujem, ale na jego miejsce i tak przyszedłby inny chuj, bo prawo daje takie możliwości.


      @pwone: To jest bardzo złe podejście bo może usprawiedliwić wszystkich w historii działających na szkodę innego człowieka - bo prawo pozwoliło. Ktoś robi coś złego i trzeba go z tego rozliczać. Ci ludzie są moralnie źli, to jest jak praca dla mafii. Nie można tłumaczyć, że oni tylko wykonują rozkazy i że jak nie oni to ktoś inny, bo niedługo w ten sposób będziemy ludobójców rozgrzeszać.

      Urzędnik to poziom współpracowników SB. To osoby, które srają do własnego gniazda, niszczą swoje otoczenie i totalnie nie szanują innych ludzi. I mówię to jako człowiek mający kilku takich w swojej rodzinie, których mogę i prywatnie lubić, ale nie zmienia to faktu, że szacunku mojego nie mają.

Dodany przez:

avatar hahacz dołączył
2055 wykopali 0 zakopali 29.4 tys. wyświetleń
Advertisement