•  

    pokaż komentarz

    I jeśli ktoś myśli, że zmiany w sklepikach spowodują, że dzieci będą jadły zdrowe to są w dużym błędzie. Po prostu zyskają na tym okoliczne sklepy.

  •  

    pokaż komentarz

    Za podbazy to nie mieliśmy w szkole sklepiku, ja robiłem niezłą kabonę chodząc innym - codziennie miałem na chipsy i batony w zamian za branie na siebie przypału wychodząc poza teren szkoły do okolicznego sklepu ( ͡€ ͜ʖ ͡€)
    #cebuladeals #januszebiznesu

    •  

      pokaż komentarz

      @Piromanx: Przez tydzień mogłeś zaoszczędzić i później zaopatrywać się w większe ilości przed szkołą. Mógłbyś handlować bez przypału ;)

    •  
      s.......j

      +131

      pokaż komentarz

      @Altar: a później otworzyłby fabrykę paróweczek

    •  

      pokaż komentarz

      @Piromanx: fortuna niejednego milionera wyrosła na sprzedawaniu drożdżówek #pdk

    •  

      pokaż komentarz

      Mógłbyś handlować bez przypału ;)

      @Altar: Myślę ,że tu chodziło bardziej o to, że mógł reagować na popyt - "dzisiaj chcę czipsy paprykowe!" a jutr cebulowe ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Ponadto... przypał ? Tak szczerze to jak poszedł 10 razy i nauczyciele przywykli ,że "to ten co idzie tylko do sklepu i wraca" to olali temat. Jakby dzieciaki masowo latały albo randomowo chodzili to byłaby obawa czy nie uciekają, ale to tak "układ" się wyklarował.

    •  
      G.......2

      0

      pokaż komentarz

      @ej-no-nie-przesadzaj: On sobie odmawiał kupowania drożdżówek.

    •  

      pokaż komentarz

      @Glahblah2: tym lepiej, dzięki nowym przepisom będziemy mieli wysyp milionerów.

    •  

      pokaż komentarz

      @Ilythiiri: Ale jakby zamiast samemu wpieprzać przez tydzień chipsy, oszczędził, to miałby na całkiem szeroki asortyment :) Miałby też więcej czasu na handel i pewnie więcej klientów. Ew. jakby czegoś zabrakło, zawsze mógłby dolecieć.

    •  

      pokaż komentarz

      @Altar: Jakby temat zrobił się za głośny to by go nauczyciele dojechali. Normalna sprawa niestety. Polskie szkoły to są więzienia w których zamyka się uczniów na 5-6-7-8h i udaje ,że to załatwia sprawę edukacji i wychowania. Pamiętam nawet jak matka kolegi chodziła na wywiadówkę i mówiła WYCHOWAWCZYNI ,żeby zrobiła coś bo syn nie ma do niej szacunku. Obaj kisnęliśmy z tego, tak samo jak otoczenie. Do tego wcale nie pomaga fakt ,że nauczyciele potrafią myśleć ,że jak ktoś dostaje oklep i się broni (więc jest bójka) to należy "ukarać obu" żeby był spokój. W efekcie nauczyciele wiedzą jeszcze mniej (bo po co ofiara ma iść na skargę skoro zostanie ukarana?), nauczyciel jest uznawany za cymbała (całkiem słusznie) a po patologii to spływa (no bo co ich obchodzi kolejna uwaga w dzienniczku, rodzic i tak nie przyjdzie "na wezwanie") etc.

      Rządzący po prostu nie ogarniają sytuacji 'poddanych' bo żyją w innym świecie. Myślą ,że magicznie pojawiający się hajs na kontach bierze się znikąd (bo pracują w urzędach albo pełnią funkcje polityczne długie lata) a ludzie to podobni imbecyle jak Ci w urzędach, skąd każda osoba nie mająca układów albo chcąca zarabiać więcej po prostu ucieka.

      Nie wiem jak naprawić system w którym wszystko łącznie nawet z podstawową sprawą edukacji funkcjonuje źle. Niedawno skończyłem studia - z wcześniejszej edukacji natomiast nie pamiętam prawie nic. Żadnych interpretacji (które były robione według klucza), żadnych przydatnych umiejętności (chemia to wzory których nie pamiętam, fizyka to matematyka gdzie rozwiązywaliśmy układ równań mówiący o tym, kiedy 2 pociągi się spotkają), nie pamiętam nawet tych sławnych pantofelków (które przerabialiśmy z dziką namiętnością, zamiast uczyć się o ludziach), nie rozróżnię Ci dzisiaj wypracowania, rozprawki ani innej formy literackiej. Przypuszczam ,że rozpoznałbym za to list, którego formy pośredniej (jaką jest mail) używam prawie codziennie. (ale dlaczego nie uczono nas jak pisać maila w sposób kulturalny?)
      Sama edukacja dała mi tylko umiejętności pisania, czytania i liczenia (bo tyle mi było potrzebne i sam chciałem się nauczyć), IT które skończyłem w zasadzie ogarnąłem sam zaczynając we wczesnych latach szkolnych bo po prostu mnie to pasjonowało. Szkoła dzisiaj nie służy do nauki, tylko sprawdzenia jak wielką kupę gówna jesteś w stanie przepuścić przez automat posiadany pomiędzy uszami. Jeśli przepuszczasz ten syf w odpowiednim tempie przez głowę to Twoje wyniki są "dobre" i możesz dorabiać się następnych papierków. Tak proste. Nie znam natomiast praktycznie nikogo w Polsce, kto kończąc zawodówkę, liceum albo technikum wyniósł by stamtąd tak podstawową w dzisiejszym świecie umiejętność zarabiania pieniędzy. Każdy kto chce funkcjonować w społeczeństwie musi o tym pomyśleć wcześniej i zacząć uczyć się sam.

      Tak funkcjonuje Polska. Bo nie może inaczej... skoro ludzie ją tworzący opuszczają tak skorodowany system... dodatkowo nauczyciele to na ogół serio imbecyle (albo rzadko spotykani pasjonaci), bo zarobki w szkołach nie powalają po zestawieniu z tym co może zarobić matematyk, chemik, fizyk, informatyk i każdy inny lepszy specjalista. Podobnie jest z nauczycielami języków obcych (chociaż Ci wypadali szczególnie dobrze w zestawieniu z innymi) którzy na wolnym rynku po wyrobieniu uprawnień tłumaczy przysięgłych albo pracujący po prostu w korporacjach wymagających znajomości j. obcych... zarabiają lepiej.
      Nie wiem tylko jak jest z polonistami (ale znam niestety jednego bardzo dobrego... który nie zagrzał pracy w szkole bo zaczął pracować gdzieś jako spawacz chyba i zaczął zarabiać godziwie), ludźmi od "techniki", "plastyki" czy "muzyki". Religii natomiast na ogół uczą księża, zakonnice albo akredytowani przez kościół katecheci (którzy nie wiem skąd się biorą). Więc tu nie rozstrzygam - ale moje doświadczenia sugerowały raczej ,że intelektualnie człowiek dwudziestokilku-letni miażdży większość tych ludzi... natomiast gimnazjalny wyrostek stanowi nielada wyzwanie. Nie wspomnę o tym ,że dziś powszechny jest internet, więc jak coś Cię interesuje to szybko wyprzedzisz nauczyciela który korzystając najczęściej z wieloletnich już magicznych zeszycików z ułożonym planem lekcji na dany temat... prowadzi miałkie zajęcia w oparciu o nieodświeżaną (albo przykurzoną już) wiedzę.

      Ponadto nauczyciel który dostanie "cięższą" klasę bo po prostu trafi mu się kilku debili więcej... może być gorzej oceniony bo wyniki nie takie jak pupilek dyrektora dostający wciąż "najlepszych". Statystyki... ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Także tego, tak pamiętam szkołę ʕ•ᴥ•ʔ

    •  

      pokaż komentarz

      @Altar: Kapitalistyczne prawactwo z ciebie wylazło :D

    •  

      pokaż komentarz

      @Ilythiiri: No, uderzyłeś w poważne tony w wątku o szkolnym dilerze słodyczy...
      Inna sprawa, że ogólnie nie mogę się nie zgodzić. W szczegółach pewnie też, ale nie mam świeżych, ani nawet gimnazjalnych doświadczeń szkolnych. Jak robiłem maturę, Internet mieli nieliczni, na modemach.
      Sam faktycznie, prawie nic ze szkoły nie pamiętam.

    •  

      pokaż komentarz

      @Altar: Ja jak byłem w gimnazjum (rok 2005/2006 to była chyba 1 klasa) to internet już się upowszechnił raczej, miała go zdecydowana większość. Teraz (a minęło już... k$%$a ja jebie... 10 lat) wyobrażam sobie ,że nie dość ,że nauczyciele są tak samo głupi, jeśli nie głupsi, to młodzież ma jeszcze lepszy dostęp do wiedzy, smartphone (i pakiet internetu) i mogą sprawdzać to co nauczyciel mówi na bieżąco ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Wyobraź sobie to co się dzieje teraz jak nauczyciel powie coś głupiego. I nie ,że młodzież jest głupsza czy mniej wychowana - jak słucham od starszych co oni robili w szkołach to wcale lepiej/gorzej nie było... tylko ciężej było to uwiecznić na video ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Kiedyś (jak ciotka słała swoje latorośle) myślałem ,że szkoła prywatna to jest zbytek i ogólnie chyba ich poj%!$ło (ale było ich stać) - teraz ? Teraz uważam ,że ja w sumie straciłem ~12 lat życia siedząc w szkole w której mylił się nawet nauczyciel historii w liceum. Pamiętam ,że akurat grałem w któregoś z Total War, chyba jeszcze pierwszego Rome z dodatkami i byłem na bieżąco z migracjami plemion barbarzyńskich, na ścianie sali wisi mapa z narysowanymi liniami wędrówek, ja jej mówię ,że chyba Wandalowie przebyli całe cesarstwo i dotarli do Kartaginy (dzisiejsza Tunezja) a babeczka się ze mną kłóci - pokazuję linię na mapie (z małym druczkiem napisane co to) a ona idzie w zaparte. Już wtedy mogłem wydrukować wikipedię i jej udowodnić, ale ryzykowałbym gorsze oceny albo problem ze zdaniem. Dzisiaj pewnie zaraz kilka osób wyjęło by telefony i ją pojechało na bieżąco, co dało by nieco bardziej komiczny efekt. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Chociaż z drugiej strony to patrząc po podejściu rodziny i na to co robi (prawie dorosła już) młodzież o której mówię to może unikną patologii, ale dalej gówna się uczą. Przecież najważniejsze ,żeby rodzic miał spokój. Spokój = nauczyciele nie skarżą się a wyniki są "dobre" (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    •  

      pokaż komentarz

      @Ilythiiri:

      Pamiętam nawet jak matka kolegi chodziła na wywiadówkę i mówiła WYCHOWAWCZYNI ,żeby zrobiła coś bo syn nie ma do niej szacunku. Obaj kisnęliśmy z tego, tak samo jak otoczenie.
      Bo od wychowywania nie jest szkoła, tylko rodzice. Nie nauczyczyli kultury szacunku i wymagają tego żeby nauczył go ktoś obcy? Niestety niektóre dzieciaki to straszne buce, które zrozumieją tylko siłę. Ale nauczyciel nie może jej użyć, nawet nie może dać prac społecznych czy dodatkowego zadania domowego. Jak nie ma narzędzi to taki jest efekt.

      Niestety w naszej szkole najbardziej sprawdzają się nauczyciele surowi u których łatwo dostać jedynkę, po których uczniowie i rodzice jeżdżą jak po łysej kobyle. Dopiero po latach ich uczniowie doceniają tych nauczycieli. Tak, najlepiej wspominamy tych którzy najwięcej wymagali. Byli najlepsi, a my się palimy ze wstydu jakie to głupoty o nich mówiliśmy rodzicom i ile ich nieprzyjemności kosztowaliśmy.

    •  

      pokaż komentarz

      do okolicznego sklepu

      @Piromanx: Do pobliskiego sklepu.
      Okoliczne mogą być tylko sklepy w liczbie mnogiej.

    •  

      pokaż komentarz

      @NoOne3: przepraszam ( ͡° ʖ̯ ͡°)

      pokaż spoiler zaraz widać, że wypady do sklepu się często odbywały przed językiem polskim na który się spóźniałem

    •  

      pokaż komentarz

      Bo od wychowywania nie jest szkoła, tylko rodzice. Nie nauczyczyli kultury szacunku i wymagają tego żeby nauczył go ktoś obcy?

      @GeraltRedhammer: Ty no ja i kumpel to rozumiemy, a ponadto kumpel nie był jakoś strasznie patologiczny. Po prostu jak widać po powyższej historii matka miała coś nie tak pod kopułą. Ona miała dużo zj$!@nych pomysłów. I to Ci mogę potwierdzić nawet po latach ʕ•ᴥ•ʔ

      Niestety niektóre dzieciaki to straszne buce, które zrozumieją tylko siłę. Ale nauczyciel nie może jej użyć, nawet nie może dać prac społecznych czy dodatkowego zadania domowego. Jak nie ma narzędzi to taki jest efekt.

      To ,że niektóre dzieciak to "straszne buce" to prawda. Ale bycie bucem a prymitywem który nap$$!@%@a innych do krwi (bo przepychanki siłowe w szkole są normalne) to inna sprawa. Niemniej przed chwilą mówiłeś ,że od wychowywania nie jest szkoła a teraz ubolewasz ,że nauczyciel nie ma narzędzi ku temu... (✌ ゚ ∀ ゚)☞

      Tu zamiast narzędzi należałoby wyp$$!@%@ać szczególnie czarne owce tak, by nie przeszkadzały się uczyć innym. Przy czym czarna owca to nie ta dyskutująca z nauczycielem, tylko ta bijąca kolegów... chociaż i tu bym miał pewne obiekcje, bo w życiu miałem akcje ,że synek nauczycielki mógł odp$$!@%@ać co chciał i nauczyciele byli głusi na to ,że potrafił zaczynać czy nawet wyzywać i popychać przy nauczycielu... ale jak mu jebnąłeś to raban był taki ,że rodziców chcieli wzywać ;-)

      A będąc szczegółowym to według prawa nauczyciel nie ma prawa zadawać prac domowych w ogóle. Praktyka jest inna ale tak mówi prawo. Sprawa podnoszona już za czasów mojego gimnazjum - albo nauczyciel umie nauczyć w trakcie lekcji, albo wyp$$!@%@a. Obkładanie książkami dzieciaki które siedzą już po 6-8h (norma w gimnazjum) dodatkowymi obowiązkami powinna być alarmująca nawet dla rodziców - przecież Ty masz kodeks pracy i max 8h w robocie. To dziecko które ma się rozwijać społecznie, zawierać znajomości i rozwijać się na wielu innych płaszczyznach ma zap$$!@%@ać ciężej od Ciebie ? ( ͡° ʖ̯ ͡°) Niestety wielu ludzi do dziś tego nie rozumie a wspomnienie tego przy nauczycielach często powoduje atak agresji i groźby.
      Dzieciaki należy rozliczać obiektywnie z wiedzy, a nie z tego ile czasu poświęciły na naukę. Pamiętam jak się zdarzało, że nauczyciel zadawał kilkanaście (ciężkich ówcześnie) zadań z dnia na dzień... po czym jeszcze rozliczał dzieciaki czy zrobiły. Nieważne ,że tego dnia (podstawówka jeszcze) 7h w szkole, w tym WF a niektórzy nie mieli wtedy możliwości normalnego (z rodzicami) powrotu do domu, tylko autobus albo pieszo pół godziny/godzinę.

      Niestety w naszej szkole najbardziej sprawdzają się nauczyciele surowi u których łatwo dostać jedynkę, po których uczniowie i rodzice jeżdżą jak po łysej kobyle. Dopiero po latach ich uczniowie doceniają tych nauczycieli. Tak, najlepiej wspominamy tych którzy najwięcej wymagali. Byli najlepsi, a my się palimy ze wstydu jakie to głupoty o nich mówiliśmy rodzicom i ile ich nieprzyjemności kosztowaliśmy.

      Wiesz, bycie surowym i głupim też się zdarza. Osobiście mogę powiedzieć ,że gorszego połączenia nie widziałem - uczysz się wtedy głupot i np. jedynych prawidłowych rozwiązań/sposobów rozwiązywania zadań, mimo ,że są prostsze albo dla Ciebie bardziej zrozumiałe. Jak trafiłeś inaczej to spoko. Sam podziwiam nauczycieli którzy mieli coś do przekazania i to przekazywali. Ale z perspektywy czasu oplułbym połowę kadry nauczycielskiej którą spotkałem w klasach 4-6, gimnazjum oraz liceum. Za niekompetencję, marnowanie mojego czasu, nerwów, kasy moich rodziców, innych podatników i sprawianie wielu ludziom trudności rozwojowych w młodych latach.

    •  

      pokaż komentarz

      @Ilythiiri:

      . Niemniej przed chwilą mówiłeś ,że od wychowywania nie jest szkoła a teraz ubolewasz ,że nauczyciel nie ma narzędzi ku temu... (✌ ゚ ∀ ゚)☞
      Niestety, ustawienie kogoś jeszcze nie oznacza jego wychowania. Po prostu tej jednej osobie nie będzie robił jazd, ale już innej tak.

      Tu zamiast narzędzi należałoby wyp$@?%!#ać szczególnie czarne owce tak, by nie przeszkadzały się uczyć innym. Przy czym czarna owca to nie ta dyskutująca z nauczycielem, tylko ta bijąca kolegó

      Na to nikt się nie zgodzi w świecie bezstresowego wychowania. Natomiast, zawieszanie i karne przenoszenie może być skuteczne, ale też jest to zabronione.

      A będąc szczegółowym to według prawa nauczyciel nie ma prawa zadawać prac domowych w ogóle. Praktyka jest inna ale tak mówi prawo. Sprawa podnoszona już za czasów mojego gimnazjum - albo nauczyciel umie nauczyć w trakcie lekcji, albo wypierdala.
      I tym sie różnią dobre szkoły od kiepskich. W dobrych jest zadawana praca domowa i egzekwowana, a w kiepskich nie. Nie da się efektywnie uczyć bez utrwalenia wiadomości w domu. Kazanie pisania wypracowań na lekcjach zamiast w domu to też strata czasu. Chociaż obawiam się, że tego już się nie praktykuje :-( jak ostatnio przeczytałem pracę studentów (nie uczę i pominę skąd je miałem) to sie załamałem - bardzo kiepski styl i mnóstwo błędów. Ale gdzie się mieli nauczyć pisać jak nie można nic takiego zadawać.

      Obkładanie książkami dzieciaki które siedzą już po 6-8h (norma w gimnazjum) dodatkowymi obowiązkami powinna być alarmująca nawet dla rodziców - przecież Ty masz kodeks pracy i max 8h w robocie. To dziecko które ma się rozwijać społecznie, zawierać znajomości i rozwijać się na wielu innych płaszczyznach ma zap$@?%!#ać ciężej od Ciebie ?
      Celne prównanie. Jak ktoś pracuje tylko po 8 godzin i się nie dokształca/bierze nadgodzin, to nie awanasuje (chyba, że po znajomości). Tak samo jest w szkole. Bez utrwalania w domu prześlizgniesz się na trójkach, ale do dobrych wyników dużo Ci zabraknie chyba, że będziesz się uczył w kiepskiej szkole.

      Dzieciaki należy rozliczać obiektywnie z wiedzy, a nie z tego ile czasu poświęciły na naukę.
      Z tym się chyba 99% nauczycieli zgadza.

      Pamiętam jak się zdarzało, że nauczyciel zadawał kilkanaście (ciężkich ówcześnie) zadań z dnia na dzień... po czym jeszcze rozliczał dzieciaki czy zrobiły.
      Kilkanaście to przesada, ale mam pytanie. Czy teraz potrafisz podobne zadania rozwiązać? Jak sam zauważyłeś gdy jesteś uczony po łepkach to wiedza wylatuje, a w tym przypadku jak jest?

      Ale z perspektywy czasu oplułbym połowę kadry nauczycielskiej którą spotkałem w klasach 4-6, gimnazjum oraz liceum. Za niekompetencję, marnowanie mojego czasu, nerwów, kasy moich rodziców, innych podatników i sprawianie wielu ludziom trudności rozwojowych w młodych latach.

      Ja raczej problem widzę w podstawie programowej. I to duży. Nie wiem czy tak jest nadal, ale głupotą jest powatarzanie tego samego programu w liceum co w gminazjum tylko w wersji rozszeżonej. Czasami udzielam korepetycji dzieciom znajomych. Program się zmienił i odświeżam sobie wiedzę ichnimi podręcznikami i niestety mogę o nich powiedzieć tylko jedno. Porażka! Bywa tak, że jest zadanie np. z biologii, a ja nie potrafię znaleźć w podręczniku do biologii informacji o tym o co się pytają??? Podręcznik ma przekazywać całą potrzebną wiedzę z przedmiotu, a niestety nie przekazuje. Albo jest lekcja o mitologii i pierwszy tekst w książce do języka polskiego jest zapisany tak archaicznym językiem, że dorośli mają ochotę go wyrzucić, nie mówiąc już o dzieciach, którym zrozumieć go jeszcze trudniej. A dalej pytania dotyczące treści mitu :-D Ja olałem ten tekst aby nie robić wody z mózgu i kazałem dzieciakowi przeczytać ten mit w tłumaczeniu Parandowskiego...

    •  

      pokaż komentarz

      I tym sie różnią dobre szkoły od kiepskich. W dobrych jest zadawana praca domowa i egzekwowana, a w kiepskich nie. Nie da się efektywnie uczyć bez utrwalenia wiadomości w domu. Kazanie pisania wypracowań na lekcjach zamiast w domu to też strata czasu. Chociaż obawiam się, że tego już się nie praktykuje :-( bo jak ostatnio przeczytałem pracę studentów (nie uczę i pominę skąd je miałem) to sie załamałem - bardzo kiepski styl i mnóstwo błędów. Ale gdzie się mieli nauczyć pisać jak nie można nic takiego zadawać.

      @GeraltRedhammer: W dobrej szkole nauczyciel mówi - "te te i te zadania warto zrobić w domu, czy zrobicie czy nie, to wasza sprawa, ale jak wiecie, za tydzień jest sprawdzian i w waszym interesie jest naprawdę to umieć" ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      W złej szkole zadaje zadania i marnuje czas tych którzy zrozumieli na lekcji. Ponadto takie wymuszanie aktywności przykrywa niekompetencje nauczyciela. Bo osobiście znam takiego (płaciłem za lekcje), że po godzinie rozumiałem materiał który w liceum tłumaczył nauczyciel przez kilka godzin... nie żeby zrozumienie tematu nie istniało wcześniej, ale naprawdę było znać różnicę w kompetencjach.

      Celne prównanie. Jak ktoś pracuje tylko po 8 godzin i się nie dokształca/bierze nadgodzin, to nie awanasuje (chyba, że po znajomości). Tak samo jest w szkole. Bez utrwalania w domu prześlizgniesz się na trójkach, ale do dobrych wyników dużo Ci zabraknie chyba, że będziesz się uczył w kiepskiej szkole.

      Znam takich co awansują, znam takich co siedzą po godzinach i szef ich zwalnia. Różnica jest w potencjale, jedni go mają inni nie. Oczywiście ciężej pracujesz - dalej zajdziesz... z tą różnicą ,że jak się przepracujesz to i efektywność działań idzie w p?#$u. Jeśli jacyś specjaliści stwierdzili ,że dla dzieci w tym a tym wieku taki a taki wysiłek intelektualny jest najlepszy to uznajmy to za jakąś normę. Nie uważam nauczyciela matematyki czy polskiego za kompetentnego w sprawach ogólno-rozwojowych dzieci w każdym wieku.

      Odpoczynek i zabawa jest więc bardzo ważny.

      Z tym się chyba 99% nauczycieli zgadza.

      Z tego co piszesz to niekoniecznie - przecież chciałbyś obowiązkowych zadań domowych. Nauczycieli tak podchodzących do sprawy nie lubiłem. Lubiłem tych którzy robili sprawdzian kontrolny w każdy poniedziałek/piątek albo co miesiąc (zależnie od zakresu materiału i intensywności nauczania przedmiotu) i z tego rozliczali.

      Kilkanaście to przesada, ale mam pytanie. Czy teraz potrafisz podobne zadania rozwiązać? Jak sam zauważyłeś gdy jesteś uczony po łepkach to wiedza wylatuje, a w tym przypadku jak jest?

      Szczerze to nie wiem, ale mam dobrą wiadomość - tak czy inaczej, jest mi to niepotrzebne. Co więcej, aktualnie jestem w stanie rozwiązywać znacznie trudniejsze problemy niż wtedy! I co teras ? ʕ•ᴥ•ʔ (ale z innych dziedzin - tych przydatnych i interesujących)

      Ponadto matematyka była, jest i będzie raczej już moim konikiem. Dla mnie była zawsze stosunkowo intuicyjna.

      A poważnie - przypuszczam ,że byłbym w stanie, może nie tak mechanicznie jak w szkole kiedy przez miesiąc robiliśmy podobne zadania żeby każde, począwszy od najgłupszego po najgenialniejsze z dzieci pojęło o co chodzi... ale przypuszczam ,że tak. Pamiętam regres swoich umiejętności matematycznych w tych sztampowych zadaniach bo robiłem raz test na studiach po roku przerwy (gdzie i tak zakwalifikowałem się jako osoba nie potrzebująca wyrównania) niemniej w żaden sposób nie świadczy to o poziomie lub jego braku w szkole.

    •  

      pokaż komentarz

      @GeraltRedhammer:

      Ja raczej problem widzę w podstawie programowej. I to duży. [...] Ja olałem ten tekst aby nie robić wody z mózgu i kazałem dzieciakowi przeczytać ten mit w tłumaczeniu Parandowskiego...

      Cóż, problemy są na wielu poziomach - ten o którym mówisz to kolejny - wymóg konkretnej książki w każdej klasie ;-)
      Nie wiedzy, książki k?%#a. Jak masz zły podręcznik to nauczyciel robi z Ciebie barana bo "Stasiu przeczytaj tekst na stronie 44, akapit drugi... tylko hehe nie ze swojego podręczniczka bo ty masz tam inny temat" (✌ ゚ ∀ ゚)☞

      Albo "o Stasiu, nie masz podręczniczka takiego jak wszyscy - jedynka siadaj" ( ͡° ʖ̯ ͡°)

      I kolejny to fakt ,że każe się dzieciakom często przepisywać te podręczniki robić zadania tak jak tam są, a nauczyciel w tym czasie sobie bimba - dlatego tak standaryzacja podręczników jest lubiana przez nauczycieli. Wiesz, zróbcie samodzielnie zadania od X do Y a za godzinę zrobimy razem na tablicy (✌ ゚ ∀ ゚)☞

      Niby spoko, ale to nauczyciel powinien być podstawą przekazania wiedzy i (niezależnie od autora podręcznika) kazać ewentualnie dzieciakom doczytać jeśli czegoś nie zrozumieją z tego co przedstawi belfer. Jeśli dzieciak przychodzi na lekcję żeby czytać, przepisywać podręcznik (a tak to często wygląda) w ramach nauki przedmiotów głównie humanistycznych czy przyrodniczych (przerysujcie schemat komórki X) to to się mija z celem.

      Z jednej strony podręcznik ma być repozytorium wiedzy do której możemy sięgnąć. Jeśli jest tak wykorzystywany to spoko, gorzej jeżeli u połowy nauczycieli ma zastępować ich (nie)wiedzę i pozwalać im bimbać. Tylko w tym drugim podejściu niepotrzebny jest nauczyciel. W pierwszym podręcznik to tylko pomoc i autor jest nieważny (a co za tym idzie stare podręczniki nie są gorsze od nowych).
      Bo powiedzmy sobie szczerze - co się zmieniło w podstawach matematyki przez ostatnie 30 lat ? Tak w wiedzy podstawowej mówię, nie na studiach czy gdzieś. Bo ja widziałem nawet podręcznik swojego ojca do matematyki wyższej (Analiza Matematyczna, autorzy Krysicki Włodarski) który kupiłem w księgarni a po czasie się okazało ,że jest gdzieś kilkudziesięcioletni podręcznik ojca... różnice były kosmetyczne i raczej w treści zadań czy ćwiczeń niż w samej wiedzy czy definicjach. No ale biznes musi się kręcić.
      Jeśli chcielibyśmy akurat ten problem rozwiązać to należy zrobić podręcznik społeczny (podobnie jak np. system Linux jest darmo) i udostępnić go w internecie za darmo. Taki inicjatywy oczywiście już są... tyle ,że nie wspierane przez system szkolny. Wtedy każde dziecko (bo internet dzisiaj jest już chyba w każdym domu) miałoby dostęp do ustandaryzowanej wiedzy a jednocześnie należałoby wymagać od nauczycieli aby naprawdę nauczali. Tylko nauczali naprawdę - nie na zasadzie "kucia" tylko "zrozumienia" - ale to by wymagało wymiany kadry i podniesienia płac.

      Samo powtarzanie wiedzy nie jest złe, jeśli np. wymaga poświęcenia miesiąca z 10 miesięcy nauki w roku... ale to też zależy od nauczyciela.

    •  

      pokaż komentarz

      @Ilythiiri: Po przeczytaniu komentarza szczerze zaczynam wierzyć , że wypok nie jest do końca stracony. Niestety co raz rzadziej spotyka się takie komentarze na poziomie, które są przemyślane. Dziękuję Ci za to.

      Wracając do tematu, odnoszę podobne zdanie. Sam jeszcze nie tak dawno kończyłem liceum i micha mi się uśmiała gdy zagłębiając się w co raz to dalsze akapity wypowiedzi utożsamiałem się z całością jeszcze bardziej. Szkoły skutecznie tłumią umiejętność logicznego myślenia i wyciągania wniosków robiąc z młodych ludzi ciemne stado owiec idących ślepo za pasterzem. To przykre bo nawet jednostki, które wykazują wyższy iloraz inteligencji często gęsto są tłumione i sprowadzane do poziomu ciemnogrodu

  •  

    pokaż komentarz

    Tak kończą prywaciarze burżuje wyzyskiwacze którzy stanowią bandę darmozjadów, złodziei i oszustów tuczących się na krzywdzie i niedoli innych.
    Socjalistyczne państwo powiedziało dosyć. Dosyć oszukiwania i wyzysku wszelkich klas pracujących.
    Lepiej być głodnym niż jeść niezdrowo.

    •  
      u..........a

      +100

      pokaż komentarz

      Lepiej być głodnym niż jeść niezdrowo.

      @ultra: Lepiej nie żyć, niż żyć w kapitalizmie (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    •  

      pokaż komentarz

      @ultra: I każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie!

    •  

      pokaż komentarz

      @ultra: Ja cież nie p?%$%?#ę. A co to, za waszych czasów sklepików szkolnych nie było? Były, ale k$??a nikt nie miał pieniędzy żeby chipsy żreć. Bo lepiej było sobie zostawić złotówkę na dwie oranżady po meczu na boisku niż zeżreć malutką paczkę Lays'ów za 2zł. Oczywiście, byli tacy co żarli w tych sklepikach batony, szyszki i tak dalej. Śniadanie miałem z domu, wodę też więc jak kasa jakaś była to się kupowało oranżadę albo stawiało komuś kto akurat nie ma kasy. I nie było problemu, że wyzyskiwacze i złodzieje. Jak jest popyt to jest podaż, proste.

  •  

    pokaż komentarz

    Nie kumam tej gównoburzy ze sklepikami.Za moich czasów sklepiki normalnie sprzedawały słodycze i czipsy i nikt poza kilkoma wyjatkami nie był otyły.Po szkole latało sie zz piłką.A Dzisiaj podbaza i gimbaza siedzi na wypoku i tyje.To jest prawdziwy winowajca(+kieszonkowe od starych).

    •  

      pokaż komentarz

      @SUPERMARIAN: Dokładnie. Na każdej przerwie praktycznie się biegło do sklepików, ale nie pamiętam by ktoś się obżerał czipsami, przeważnie jakiś soczek, żelki po 30 groszy, rurki z oranżadką ( ͡° ͜ʖ ͡°) I miałem w klasie 2 otyłe osoby, które były już otyłe zanim przyszły do szkoły. Na koniec podbazy nikt nie był jakoś bardziej otyły niż na początku. Ale fakt, że na przerwach nikt nie siedział z telefonem w ręce (bo miała go może 1 osoba) tylko grało się na korytarzach w syfa, albo jak było ciepło to latało się pod szkołą, tak po prostu. W liceum nie mieliśmy sklepiku w szkole, tylko bar i to było o wiele lepsze bo można było sobie w przerwie zjeść ciepły obiad, a robione własnoręcznie przez panią sprzedawczynię bułki z szynką, serkiem, sałatą, pomidorem etc to było mistrzostwo.

    •  
      B.....8

      +5

      pokaż komentarz

      @SUPERMARIAN: Jakiekolwiek regulowanie prawne w tym kierunku jest głupie. To przecież sam dyrektor szkoły mógłby w umowie zawszeć, że spoko, prowadzisz pan sklepik, ale oprócz standardowych słodyczy miej też pan np. kanapki. A problemu nigdy z tym nie było, bo jak dzieciaki chciały coś słodkiego to i tak chcą słodkie, a jak chcą się najeść, to kupią hot doga czy kanapkę (nie róbmy rozpaczy że hot dogi to niezdrowe jedzenie- bułka, parówka, pomidor i ser + sosy).

    •  

      pokaż komentarz

      @RadioaktywneRacuchy: Inna sprawa że te 20 kilka lat temu jedzenie nie było tak nafaszerowane syfem,a od tego też się tyje.Np.szynka to była szynka 90% mięsa,dzisiaj szynka to 50% mięsa a reszta to woda,a żeby utrzymać tę wodę to trzeba napchać syfu.I tak ze wszystkim.

    •  

      pokaż komentarz

      @SUPERMARIAN: Jak można nie kumać, że jedzenie chipsów nie jest zdrowe? To takie trudne na prawdę?

  •  

    pokaż komentarz

    To, że zabraniają sprzedaży batonów i czipsów jestem w stanie zrozumieć. Nie popieram, bo jak nie kupią w sklepiku to kupią przed lekcjami, wyrwą się do okolicznego sklepu, a jeśli są przyzwyczajone do takiego stylu odżywiania to po powrocie do domu poproszą rodziców i pewnie dostaną. Ale ok, powiedzmy, że szkoła ma świecić przykładem i załóżmy, że tego typu akcja jest ok. Tylko problem w tym, że ta ustawa znosi za dużo. Faktycznie, białe pieczywo jest niezdrowe, ale smakuje zupełnie inaczej, według niektórych (w tym mnie) gorzej. Jeśli o mnie chodzi, nie kupiłbym kanapki na chlebie ciemnym, wolałbym być przez te parę godzin głodny. Tak samo z cukrem. No ja rozumiem, że niezdrowy, ale gorzkiej herbaty dziecko się raczej nie napije, a miód aż taki tani nie jest, więc co, herbatka za 3 złote za szklankę (przypominam w tym miejscu, że mówimy o szkole, a nie restauracjach czy kawiarniach, gdzie taka cena była by jak najbardziej akceptowalna). Cała ta akcja jest gówno warta. Tym bardziej cwanych i tak nie dotknie, bo do słodyczy w szkole i tak się dorwą, a część szaraczków zatraci po prostu skłonność do jedzenia kilku mniejszych posiłków dziennie, zamiast 2-3 obfitych. W szkole się przegłodzą, wrócą do domu i się najedzą jak górnik po dwóch zmianach w robocie...

    •  

      pokaż komentarz

      @gerbilos: Pomyliłeś się z pieczywem, domyślam się po wypowiedzi, że miało być na odwrót. Też nie kupiłbym ciemnego. Generalnie się zgadzam, z wyjątkiem tej herbaty. Od dziecka byłem wychowany tak, że nie tknę słodkiej. Jest dla mnie obrzydliwa i absolutnie niepijalna. Myślę, że parę podobnych dzieci się znajdzie.

    •  

      pokaż komentarz

      @gerbilos: Wystarczyłoby by promować zdrowsze wybory w sklepikach. Zgadzam się, że to trochę patologiczna sytuacja, gdy w sklepiku można kupić TYLKO batony, słodycze, pączki czy pizze z mikrofalówki i nie ma żadnej zdrowej alternatywy.

      Ale obecnie to po prostu wylali dziecko z kąpielą.

    •  
      B.....8

      +2

      pokaż komentarz

      @gerbilos: @Altar: Też zależy kiedy. Za dzieciaka ciemnego pieczywa nie lubiłem, no i takiego raczej dzieci nie jedzą. Teraz mógłbym jeść tylko ciemne, a jeszcze od czasu do czasu taki pumpernikiel <3 Bogactwo smaku.