•  

    pokaż komentarz

    Po ch!$ w ogóle wzięła telefon i przyłożyła do ucha...

    •  

      pokaż komentarz

      @GrzegorzPorada: Otóż to. Wystarczyło powiedzieć, że sprawdza bilety, a nie telefony i po sprawie.

    •  

      pokaż komentarz

      @GrzegorzPorada: klienci często tak robią. Jak w salonie Play pracowalem to nie raz przy jakimś sporze była sytuacja, że klient dzwoni przy mnie na BOK, a potem chce mi przekazać konsultanta. I wielkie oburzenie, że odmawialem.

    •  

      pokaż komentarz

      @Krupier: jesteście z jednej firmy, podajecie sprzeczne informacje... klient ma prawo się wk$#%iać, zgodziłeś się markować Play własną osobą więc wybacz jeżeli czasami skapnie na ciebie trochę jadu skierowanego na kierownictwo które płaci ci właśnie między-innymi za to by samemu nie musieć się w tym jadzie nurzać. :P

    •  

      pokaż komentarz

      @Djuna: yyy, nie bardzo rozumiem. Jakie kierownictwo?

    •  

      pokaż komentarz

      @Krupier: no nie wiem, szefowie Play, właściciele, grube ryby. xD To oni podejmują decyzje i tak to wszystko konfigurują, że ty masz mówić jedno, a koleś z BOK - drugie... i to na nich powinna spadać złość klienta który czuje się oszukany - na decyzyjnych...

    •  

      pokaż komentarz

      @Djuna: chyba sie nie wyspalem bo nadal nie rozumiem jak to się ma do moich słów. :S

      Podalem analogiczny przykład gdzie ludzie też chcieli mi dawać do ręki telefon i rozmawiać z kimś innym. A ja firmę reprezentuje sobą i sam decyzję podejmuje, to ją mogę wybrać czy gdzieś zadzwonić, nie klient mi. Tak samo ta kontrolerka, dziwi mnie bardzo, że od jakiegoś gowniaka a ogóle telefon wzięła.

    •  

      pokaż komentarz

      @GrzegorzPorada: myślę, że po prostu nie chciała stracić pracy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Krupier: ale nie jesteś sam w firmie. Jest was, powiedzmy, dwoje. Ty i koleś z BOK. A ja chcę informację od firmy, oficjalną... a słyszę od ciebie jedno, a z BOK drugie. Więc uważam, że powinniście się porozumieć, a gdy nie chcecie to ch?% wam w dupę i skarga bo któryś kłamie i ma być zwolniony.

    •  

      pokaż komentarz

      @Djuna: no tak to nie działa niestety. BOK to BOK, ją mogę się porozumieć z kimś w salonie, mogę się porozumieć też z BOK, jasne, ale tylko wtedy gdy sam tak zadecyduje. Klient nie ma prawa na mnie tego wymuszać, może poprosić, a ja mogę odmówić. Ja recze za siebie i za to co ją przekazuje, jak klient twierdzi, że mu na BOK co innego mówili, to ją mowie jak uważam, że jest, a jeśli ma wątpliwości to coz, pozostaje mu jedynie złożenie zgłoszenia.

      BTW gdybys ty wiedział jakie BOK potrafił klientom brednie nagadac to ją nawet nie. Choćby klient, który mnie zj?!$l za to, że mu nie namierze zagubionego telefonu bo przecież mu na BOK powiedzieli, że w salonie to zrobia. XD

      P.S. Za takie "skargi" nikt nikogo nie zwolnił. ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @Krupier: Inaczej rzecz się ma w korporacji, inaczej w firmie kontrolującej. W korporacji jednak mniejsza samowolka przełożonych niźli w małej firmie, gdzie często dochodzi do groteskowych sytuacji.

    •  

      pokaż komentarz

      @Krupier: Masz obowiązek rozmawiac z BOK! Od tego są, żeby Ci powiedzieć, co masz zrobić, jeśli sam tego nie wiesz.

    •  

      pokaż komentarz

      @kayleigh1507: nie, nie mam obowiązku, kto ci takich bzdur nagadal? Mam obowiązek z przełożonymi rozmawiać, nie z innymi konsultantami. Ale z moimi przełożonymi klient nigdy nie miał bezpośredniego kontaktu.

      W zasadzie to miałem bo już się rok temu zwolnilem. :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Krupier: nie ciebie, kolesia z BOK bym zwolnił za bzdury. Bo sam się nasłuchałem bzdur... dlatego sympatyzuję z wk?$!ionym klientem tylko nie na tego ziomka drze mordę. :P

    •  

      pokaż komentarz

      no nie wiem, szefowie Play, właściciele, grube ryby. xD To oni podejmują decyzje i tak to wszystko konfigurują, że ty masz mówić jedno, a koleś z BOK - drugie... i to na nich powinna spadać złość klienta który czuje się oszukany - na decyzyjnych...

      @Djuna: ale klient nie ma dostępu do decyzyjnych, tylko do pracownikow obsługi klienta, którzy reprezentują daną firmę

    •  

      pokaż komentarz

      @kozaqwawa: no wiem, dlatego cóż, jest wam płacone za bycie tą barierą, parasolem dla decyzyjnych... i musicie z tym żyć. :P

    •  

      pokaż komentarz

      @Djuna: no dlatego mowie, że ja w 99% przypadków odmawialem rozmowy w takiej sytuacji. Raz, że po prostu nie mam takiego obowiązku, a dwa, że w BOK potrafią takich bzdur nagadac, że glowa mała.

      Kiedyś tak rozmawialem, coś tam o niezgodności towaru z umowa było, wytlumaczylem gościowi jego błąd i tylko usłyszałem "kurde, no w sumie masz rację, daj mi klienta, jakoś mu to powiem". :d

    •  
      I........A

      -10

      pokaż komentarz

      @Krupier: Nawet nie przeczytalem co napisales, ale jak wszyscy cie minusujo to ja tez! Gorszy nie bede!

    •  

      pokaż komentarz

      @IDDQDIDKFA: hehe, minusujo, a nawet nie maja zielonego pojęcia o procedurach. ;)

      Swoją droga fajnie to pokazuje logikę niektórych. Kontrolerka mogła nie brać telefonu, ale w MOJEJ sprawie już inny pracownik ma wziąć!

      Nieco kisnę z hipokryzji.

    •  
      I........A

      -7

      pokaż komentarz

      @Krupier: Nie interesuje mnie to. Masz minusa i HUK!
      Tylko winny sie tlumaczy!!!

    •  

      pokaż komentarz

      @Krupier: Za co cię minusują? O.o Przecież to oczywiste że nie musisz się kontaktować z BOK kiedy klient tego zażąda. Jak ktoś się nie zgadza z decyzją osoby pracującej w salonie to składa skargę wyżej, a nie każe ustalić wspólną wersję dwóm konsultantom.

    •  

      pokaż komentarz

      @chciwykrasnolud: gdzie kończy się logika tam zaczyna się Wykop. ;)

      Ludzie nie ogarniaja pewnych rzeczy po prostu.

    •  

      pokaż komentarz

      Kontrolerka mogła nie brać telefonu, ale w MOJEJ sprawie już inny pracownik ma wziąć!

      @Krupier: To trochę inaczej, bo u kontrolerki był "klient", szeregowy i kierownik na linii. W twojej sytuacji klient, szeregowy i szeregowy na linii, więc analogii oprócz podawania telefonu nie widzę.

      Klient nie ma prawa na mnie tego wymuszać, może poprosić, a ja mogę odmówić

      Nie wymuszać, ale jak klient przychodzi z problemem to wypadałoby, abyś postarał się go rozwiązać. I jeśli trzeba porozmawiać z BOK to powinieneś porozmawiać z BOK. Czy to z telefonu klienta czy ze służbowego. Jako pracownik salonu byłeś chyba odpowiedzialny, aby klientowi pomóc, a nie, że ty odmawiasz załatwienia jego problemu. To ty i BOK macie znaleźć prawidłowe rozwiązanie problemu, a nie klient ma zgadywać, który z Was ma rację, lol. W końcu to pieniądze tego klienta składają/ły się na waszą pensję.

      Sorry, ale twoje wypowiedzi brzmią jakbyś do klienta mówił "A co mnie obchodzi BOK? A co mnie obchodzi Pana problem? A sp@#$@!?aj Pan, w dupie cię mam."

    •  

      pokaż komentarz

      @ElliotArc: widzę, że już daleko zintetpretowales moje słowa. Problem w tym, że błędnie. ;)

      Ja już wszystko w zasadzie wytlumaczylem. Ja recze za siebie, podejmuje decyzję sam. Jeśli klient twierdzi, że BOK mu mówi inaczej - ok, ma takie prawo. Ale nie może na mnie wymuszać żebym rozmawial z nieznanym mi, nie wiem czy kompetentnym człowiekiem. Tak jak kolega wyżej pisał, jeśli ktoś się nie zgadza z moja opinia to zawsze może oficjalne zgłoszenie zrobić.

      I jeśli faktycznie trzeba porozmawiać z BOK to ja zadzwonie sam. Bo ja wiem kiedy trzeba (rzadko, zwykle kwestia dostępności pewnych ustawień w CRM), nie klient.

      Podalem przykład - przychodzi klient i mówi, że mam mu telefon namierzyć. Mowie, że nie ma takiej możliwości. Ale mu na BOK powiedzieli, że można! Więc mowie, że wprowadzili w błąd. To on wykreci numer i da mi telefon i ja mam wyjaśniać! Tylko serio, co tu wyjaśniać? Nic, wiem co mowie, nie muszę gadac z anonem na BOK.

      Rozumiesz o co mi chodzi?

      P.S. Teoretycznie nawet w ogóle nie mam prawa dzwonic na BOK bo jest to biuro obsługi KLIENTA, nie konsultanta. Kazdy może zadzwonić na ten numer i powiedzieć, że "siema jestem konsultantem w salonie sprawdź mi to i to". Dla konsultantów jest osobna linia, niedostępna dla klientów.

    •  

      pokaż komentarz

      @GrzegorzPorada: Dlaczego wzięła telefon? Bo była głupia i tępa. Koleś powinien zrobić to bardziej dyskretnie.

    •  

      pokaż komentarz

      Za co cię minusują? O.o

      @chciwykrasnolud: To tutaj normalne. Jeśli przyznasz się, że pracujesz dla jakiegokolwiek operatora, to nie jest istotne co byś napisał- i tak masz minusy. Pamiętam sytuację, jak jakiś przygłup tutaj napisał "Orange zrobiło mnie w chuja, oszukali mnie, banda oszustów, złodzieje, nie działa mi!" czy coś w tym stylu. Przyszedł Orange, poprosił o priw z numerem sprawy/telefonem kontaktowym informując, że pomoże. I co? Fala minusów i odpowiedzi w stylu "taaa, jak zwykle tak piszecie, gówno mu pomożecie! prosicie o numer a później i tak to samo! hur dur!" Żaden nawet nie pomyślał, że jeśli kolo nie poda tych informacji to nie będą mieli możliwości go zidentyfikować...

      Teoretycznie nawet w ogóle nie mam prawa dzwonic na BOK bo jest to biuro obsługi KLIENTA, nie konsultanta. Kazdy może zadzwonić na ten numer i powiedzieć, że "siema jestem konsultantem w salonie sprawdź mi to i to". Dla konsultantów jest osobna linia, niedostępna dla klientów.

      @Krupier: Jak siedziałem w BOK kiedyś kiedyś, to co chwilę były od konsultantów z salonów telefony w stylu "hej, słuchaj, mam tu panią w sprawie aktywacji usługi X" albo "a bo wiesz, przyszła pani i się faktura nie zgadza...". Pytałem czy działa im crm. No tak, działa... Rozumiesz to? Bo ja nie.

      Mowie, że nie ma takiej możliwości. Ale mu na BOK powiedzieli, że można! Więc mowie, że wprowadzili w błąd. To on wykreci numer i da mi telefon i ja mam wyjaśniać! Tylko serio, co tu wyjaśniać? Nic, wiem co mowie, nie muszę gadac z anonem na BOK.

      Jest taka możliwość. O ile wcześniej miał włączoną odpowiednią usługę ( ͡° ͜ʖ ͡°) I dlaczego z anonem? Przecież imię i nazwisko masz...

      A tak na serio- doskonale Cię rozumiem. Nie rozumiem za co wyłapujesz tutaj te minusy. I pamiętaj- po salonach jest tylu samo idiotów co w BOK :> Wiem z doświadczenia.

    •  

      pokaż komentarz

      Jest taka możliwość. O ile wcześniej miał włączoną odpowiednią usługę ( ͡° ͜ʖ ͡°) I dlaczego z anonem? Przecież imię i nazwisko masz...

      @SuchyBatman: jemu chodziło o namierzenie przez imei. ;) A imię i nazwisko co mi da? Zaraz i tak je zapomnę, a połączyć się drugi raz z tą samą osobą to mało prawdopodobne.

      A tak na serio- doskonale Cię rozumiem. Nie rozumiem za co wyłapujesz tutaj te minusy.

      Bo tutaj panuje tzw. logika wykopu. Tak jak pisałem - kontrolerka źle, że wzięła w ogóle telefon, ale w MOJEJ sprawie (czyt. wykopka) już musiałbyś wziąć.

      I pamiętaj- po salonach jest tylu samo idiotów co w BOK :> Wiem z doświadczenia.

      To też racja. :<

  •  

    pokaż komentarz

    Trzeba na każdym kroku gnoić takie kumoterstwo i układy jak za komuny.

    •  

      pokaż komentarz

      @Centuri0n: To jak tak z drugiej beczki. Na wschodzie jeżdżą prywatne (co prawda koncesjonowane ale jednak) busiki, marszrutki. Zdarzało mi się widzieć sytuacje, że wchodzi ziomek kierowcy, witają się, ten mu daje hajs, a kierowca odmawia "że daj spokój". I nie ma problemu, wiadomo, każdy ma znajomych, kontakty. Prywatny bus, huk komu do tego.

      A jak mamy publiczną firmę... no to standard, wszyscy się składamy więc dlaczego ktoś mając znajomości ma nie płacić. A znajomości przecież są zawsze...

    •  

      pokaż komentarz

      hodzi ziomek kierowcy, witają się, ten mu daje hajs, a kierowca odmawia "że daj spokój"

      @Nero12: to byłoby marnowanie pieniędzy, bo kierowca musiałby zapłacić podatek od tego biletu, a tak to ziomeczek przyjdzie z flaszeczką w weekend i będzie miał darmowe przejazdy przez miesiąc ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @Nero12: @Kajakiem_przez_Tybet: No chyba nie rozumiecie jak to działa. Transport miejski czyli publiczny to, że tak powiem transport na który składamy się my wszyscy między innymi w biletach ale także w różnych podatkach, które pobiera miasto w taki czy inny sposób lądują na koncie firmy przewozowej która odpowiada przed miastem jako jej niejako pracodawcą. W dużych miastach jedna firma obsługuje i tramwaje i autobusy. Prywatnych przewoźników prawie nie uświadczysz. Tutaj nie ma miejsca na układy i kumplostwo bo za taki stan rzeczy płacisz i Ty i Ja.

      Małe firmy przewozowe w których kolega podrzuci kolegę za darmo, bo jest i tak na wyznaczonej trasie to jego prywatna sprawa aczkolwiek jeśli robi tą trasę z innymi pasażerami to w rozliczeniu za paliwo i tak wychodzi na to, że każdy się na jego transport zrzucił po parę groszy oczywiście. Strata jest tylko po stronie firmy przewozowej w tym kumpla.

      Dalej mamy taksówki, korporacyjne i prywatne. Korporacje rozliczają za każdy kilometr bo to idzie w koszty paliwa w rozliczeniu za stawkę przewozową tutaj już kolegi za frajer nie podrzucisz chyba, ze różnicę w kasie wyłożysz ze swoich pieniędzy.

      Taksówki prywatne to już inna sprawa, ale jak będziesz kumplem i będziesz Grażynkę, jej sąsiadkę, wujka Stefka babcię Zofię kumpli z wojska i pół osiedla woził za darmo to zwiniesz interes szybciej niż postawiłeś. Albo rozjebiesz wątrobę za to co ci się będą w wódzie odwdzięczali a i tak za paliwo/trasa nie zwróci ci się czasem koszt przewozu.

      Kumoterstwo powinno być domeną prywatnego życia każdego człowieka jeśli już w tak chamski sposób wchodzi w sektor publiczny to jest to zwykłe plucie w twarz każdemu kto grzecznie kupuje bilety i rozlicza się z tego, że zamierza skorzystać z transportu publicznego.

    •  

      pokaż komentarz

      W dużych miastach jedna firma obsługuje i tramwaje i autobusy. Prywatnych przewoźników prawie nie uświadczysz. Tutaj nie ma miejsca na układy i kumplostwo bo za taki stan rzeczy płacisz i Ty i Ja.

      @Centuri0n: Zgadzam się z tym.

  •  
    K.........c

    +32

    pokaż komentarz

    Proszę również o przyjęcie przeprosin, że musiał pan wraz z innymi podróżnymi być świadkiem niekompetentnego zachowania kontrolera - dodaje Marcin Głuszek.

    To juz sa jakies jawne zarty z ludzi. A w czym tu winna kontrolerka, ktora dodatkowo powinna teraz oskarzac jakiegos kolesia o mobbing? Tego Marcina Gluszka rowniez bym najchetniej oskarzyl o robienie winnych z niewinnych ludzi.

    Generalnie cala sprawa smierdzi. Jezeli wszystko co jest w tym artykule to prawda i cycaty rowniez sa prawdziwe to kare powinni poniesc: pasazer dzwoniacy, koles odbierajacy i ten pajac Gluszek.

    •  

      pokaż komentarz

      @Korpo_Smiec:
      Niekompetentne zachowanie kontrolerki == niewystawienie przez nią mandatu. Dodatkowo: niewskazanie, z kim gadała przez ten telefon.

      SKM chce, żeby w takich wypadkach kontrolerzy karali, kto by nie był po drugiej stronie słuchawki. Dlatego uznali zachowanie kontrolerki za nieprofesjonalne (słusznie) i nałożyli karę umowna na firmę kontrolerską. Co mogli wiecej zrobić? Możliwe, ze złapany koleś zadzwonił do wyżej postawionej osoby w firmie kontrolerskiej. Nie ma jednak absolutnej pewności. To kontrolerka musiałaby go wskazać.

      A jakby sie nie przyznał? Trzeba by dowodów. Jedynie chyba policja mogła by mu sprawdzić billingi i po dacie/godzinie dojść do tego, z kim rozmawiał. I ludzie kontrolerka/świadkowie mogliby go zidentyfikować i potwierdzić wersje.

      Ale to trochę skomplikowane postępowanie jak na tak błaha sprawę. I tak zachowanie SKM to sygnał, żeby kontrolerzy olewali kolesiostwo i wystawiali mandaty mimo wszystko.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sh1eldeR: no fajnie, ładnie to wygląda na papierze. "Ktoś z góry przeprasza za brak mandatu", ale jednocześnie pewnie ktoś inny z tej samej góry przez telefon zapewne zagroził konsekwencjami tej samej pracownicy. Gdyby mandat wystawiła, to pewnie mielibyśmy dziś znalezisko pt. "Pani XXX bezprawnie zwolniona. Rzecznik: kontrola wykazała uchybienia w pracy tej pani", a wykopki pisałyby, że hurr durr, wolny rynek, skoro kobieta nie umie pracować to niech zmieni pracę.

    •  

      pokaż komentarz

      @rss:
      Ja się obawiam, że faktycznie to mogą być sprawy związane z dwiema osobnymi firmami.

      1. Koleś bez biletu dzwonił do "szychy" z firmy kontrolerskiej. Kontrolerska się szychy przestraszyła.

      2. Na całą sprawę wkurzyło się SKM, które ma podpisany kontrakt z firmą kontrolerską. SKM ma całkowicie w dupie jakiekolwiek "szychy" z tej firmy i chcieliby ich (i ich znajomych) karać jak wszystkich innych.

      Ale kontrolerka pracuje dla firmy kontrolerskiej, więc jest między młotem i kowadłem. Odpuściła, to wkurzyło się SKM. Nie odpuściłaby, to wkurzyłaby się szycha z jej własnej firmy kontrolerskiej.

      Na pewno było tu profesjonalne wyjście. Obowiązki kontrolerki to też wystawianie mandatów. Jeśli nie ma w nich napisane, że znajomym firmy kontrolerskiej ma odpuszczać lub że przełożony może jej kazać odpuścić, to zachowaniem profesjonalnym byłoby kontrolowanie nawet wbrew woli szefa. Jeśli nawet przełożony może jej wydawać polecenia, ale jeśli kontrolerka ma w dokumencie z obowiązkami formułkę "najlepsze wykonywanie swoich obowiązków" czy "uczciwość", to wtedy występuje sprzeczność i też może podjąć decyzję o zignorowaniu polecenia bezpośredniego przełożonego.

      Profesjonaliście jak najbardziej mogą ignorować polecenia bezpośredniego przełożonego. A nawet powinni, w pewnych sytuacjach. Jak np. ordynator powie chirurgowi, żeby olał dezynfekcję narzędzi, bo skończył się płyn a jest trochę mało kasy żeby dokupić w tym miesiącu -- chirurg powinien odmówić, zażądać odpowiednich narzędzi i, w razie potrzeby, zgłosić ordynatora gdzieś wyżej.

      Oczywiście, tak naprawdę zupełnie nie dziwi to, że młoda kontrolerka jest zastraszona i że nie wiedziała jak się zachować. I że nie potrafiła się zachować profesjonalnie. Ludzie tacy jak programiści za 15k z 10-letnim doświadczeniem mają olbrzymie problemy z profesjonalnym zachowaniem, więc nic tutaj niestety nie dziwi.

      Możliwe, że cała firma kontrolerska, do samej góry, jest nieprofesjonalna i żałosna, jeśli sam prezes -- szef nad szefami -- zachęca do takiego kolesiostwa. Ale jeśli na telefonie był "tylko" jakiś wyższy kierownik, kontrolerka powinna sprawę eskalować wyżej, nawet do samego prezesa. Jeśli koleś interesuje się własną firmą i mu chociaż pół-zależy, powinien w takiej sytuacji stanąć po stronie pracowniczki najniższego szczebla.

      Co by nie mówić o dużych korporacjach, w tych co lepszych tak to właśnie wygląda. Jak twój przełożony cię gnębi i daje polecenia sprzeczne z kodeksem firmy, zawsze możesz uderzyć wyżej i zostaniesz wysłuchany. Profesjonalni managerowie wiedzą, że gdyby nie to, pracownicy pracowaliby w gówniany sposób i połowa rzeczy w firmie byłaby gówno warta.

      Natomiast czy firmą kontrolerską zarządzają profesjonaliści... to też wcale nie jest takie pewne.

      To oczywiście tylko hipoteza. Może faktycznie po drugiej stronie był ktoś z SKM. Wtedy sytuacja może być trochę... prostsza. Bo oficjalne stanowisko SKM jest jasne: trzeba było karać. Więc jakby ustalić kolesia po drugiej stronie słuchawki, miałby przesrane nawet wewnątrz SKM. A kontrolerka NIE miałaby przesrane, bo niby czemu -- spełniłaby prośbę SKM o wskazanie sprawcy, a w firmie kontrolerskiej też nikogo przeciwko sobie by nie miała.

    •  

      pokaż komentarz

      @Sh1eldeR: Postaw sie w sytuacji tej kobiety:
      - wystawsz mandat - zle bo udupia cie we wlasnej firmie,
      - nie wystawila mandatu - tez zle bo efekty widzimy. Jakby podala namiar na osobe z ktora gadala to patrz wyzej.
      Kobieta miala pecha ze trafila na kolege kolegi i stala sie kozlem ofiarnym calej tej sytuacji.

    •  
      K.........c

      -1

      pokaż komentarz

      @Sh1eldeR:

      2. Na całą sprawę wkurzyło się SKM, które ma podpisany kontrakt z firmą kontrolerską. SKM ma całkowicie w dupie jakiekolwiek "szychy" z tej firmy i chcieliby ich (i ich znajomych) karać jak wszystkich innych.

      tak to wlasnie jest z 'outsourcingiem' i jak tniesz koszty panstwowych/miejskich spolek zeby dostac nagrode na koniec roku.

    •  

      pokaż komentarz

      @olowpb:
      To dla mnie oczywiste, że dla niej jest ciężko. Jednak jej sytuacja jest dla mnie niemal zupełnie nieprzydatna, bo prawdopodobnie nigdy nie będę miał dokładnie takiej sytuacji w życiu.

      Mogę analizować co bym zrobił jako szeregowy pracownik. Tylko ja mam jednak inną sytuację.

      Ja bym na pewno kolesia udupił. Nie lubię kolesiostwa, czy szczególnie przyjebów o dominującej osobowości, którzy myślą, że mają większą władzę niż mają. Staram się z tym walczyć gdy coś takiego widzę, a już szczególnie działa na mnie jak płachta na byka, gdy widzę, jak tacy janusze managementu znęcają się nad niewinnymi, szeregowymi, niewykwalifikowanymi pracownikami, którzy mogą co najwyżej robić za worki treningowe. Także ja bym to tępił.

      Tylko że ja pracuję w DOBRYCH firmach. Nie kojarzę ani jednego przełożonego, który by mi mógł wyjechać z czymś takim w pierwszej kolejności. A nawet gdyby pół-żartem poprosił o "niezbyt legalną" przysługę, na pewno nie spotkałyby mnie żadne konsekwencje, gdybym odmówił. A gdyby nawet spotkały, to mógłbym z tym pójść do szefa szefa i to mój szef miałby przesrane. A gdyby nie miał, to ja jestem wysokowykwalifikowanym specjalistą i prawdopodobnie chętnie przyjęliby mnie do literalnie każdej innej firmy z branży w Polsce (którą stać). Mógłbym więc przynajmniej zrobić mu grubą gównoburzę i powiedzieć trochę rzeczy prosto w twarz (a także wyższym przełożonym, którzy odmówili mi pomocy), a potem rzucić papierami. Bez problemu.

      Bardziej zastanawiam się więc, co mógłbym zrobić, gdybym był managerem w takiej firmie jak SKM i miał taki problem. No nie wiem...

      Mógłbym bardzo ostro zagrać z szefem firmy kontrolerskiej i powiedzieć, że chcę wiedzieć, kto był po drugiej stronie i chuj.

      Mógłbym pogadać z kontrolerką i zapewnić ją, że nie dopuszczę by stała jej się krzywda w firmie kontrolerskiej, że w razie czego sam dałbym jej etat (o ile to możliwe -- przecież pewnie np. SKM zatrudnia osoby sprzedające bilety na kasach w dworcach etc., prędzej czy później miałbym wolny etat).

      Mógłbym położyć na stole nawet zerwanie kontraktu z firmą kontrolerską, która robi takie wałki. To byłoby niezłe ostrzeżenie dla przyszłych kontrahentów. Nie wiem, jak ciężko jest ich znaleźć, ale wydaje mi się, że to raczej takie firmy starają się o kontrakt z SKM, a nie odwrotnie.

      Choć pewnie sam kontrakt ma odpowiednie klauzulę i za taką akcję grozi nie zerwanie, tylko właśnie kara umowna, której SKM zażądało. Ale to chyba kara za zachowanie kontrolera. Ja bym celował w zachowanie tego kolesia po drugiej stronie telefonu, tj. być może kierownika z firmy kontrolerskiej. Nawet gdyby nie było pola do manewru z natychmiastowym zerwaniem kontraktu, to zapewne kontrakt ma ograniczenie czasowe -- zawsze można zagrozić nieprzedłużeniem.

      @Korpo_Smiec:
      Akurat to, że ktoś dba o koszty państwowych spółek jest godne pochwały. Łatwo takim szastać pieniędzmi, bo te spółki są państwowe, czyli niczyje.

      Ale niższe koszty nie mogą iść w parze ze zbyt niską jakością. Dlatego analizuję, co mógłby zrobić SKM.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie lubię kolesiostwa, czy szczególnie przyjebów o dominującej osobowości, którzy myślą, że mają większą władzę niż mają. Staram się z tym walczyć gdy coś takiego widzę, a już szczególnie działa na mnie jak płachta na byka, gdy widzę, jak tacy janusze managementu znęcają się nad niewinnymi, szeregowymi, niewykwalifikowanymi pracownikami, którzy mogą co najwyżej robić za worki treningowe. Także ja bym to tępił.

      @Sh1eldeR: plus to za mało, czuję zawsze potrzebę napisania, że mocno szanuję taką postawę jak w cytacie.

  •  

    pokaż komentarz

    Taka szycha, a tramwajem jeździ i na bilet nie stać.

  •  

    pokaż komentarz

    Jechałem kiedyś tramwajem bez biletu #zycienakrawedzi no i wpadły kanary. Nie miałem nic na swoje usprawiedliwienie więc przyjąłem grzecznie mandacik. Drugi kontroler biletów podszedł do jakiejś młodej dupy (lvl 25 8/10) no i ta trzepotanie rzęskami, zapomniałam, to pierwszy raz blablabla. Na koniec jeszcze milej dziękowała, bo mandatu nie dostała. Wyszedłem na następnym przystanku razem z kanarami i powiedziałem, że albo mój mandat anuluja, albo dzwonimy po bagiety, bo widziałem co odj@$%li, a w autobusie tez jest monitoring. Na początku pyskowka z ich strony, ale w konsekwencji podarli mandacik. Teraz żałuje, że wyszedłem z taką propozycja zamia st od razu dzwonic.