•  

    pokaż komentarz

    Miniatura się nie załączyła do znaleziska, ale wysłałem już prośbę do moderatora o naprawienie tego.

    Jako, że to wyborcza i płatny tekst to wklejam treść:
    "- Przez 500 zł na dziecko niektórzy przestaną pracować - uważa wicepremier Jarosław Gowin, krytykując sztandarowy projekt PiS.
    Gowin to szef satelickiego dla PiS ugrupowania Polska Razem. Założył je po odejściu z PO. Do parlamentu dostał się z list PiS, ale chętnie zaznacza swoją odrębność.

    Demografii kasa nie pomoże

    Gowin zwraca uwagę na "niespójność" pomiędzy intencjami a treścią projektu ustawy 500 zł na dziecko. Robi to oficjalnie jako minister nauki i szkolnictwa wyższego, w ramach konsultacji społecznych projektu ustawy.

    Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przekonuje, że dzięki 500 zł na każde dziecko w rodzinach ubogich (pozostali mają dostać pieniądze na drugie i kolejne dzieci) ma się poprawić demografia. Łącznie w latach 2017-26 ma przyjść na świat 278 tys. dodatkowych rodaków.

    Gowin kwestionuje, że to się uda. "Nie ulega jednak wątpliwości, że proponowane świadczenie to jedynie cząstka oddziaływań, które pozostają w zasięgu państwa. W tym znaczeniu projekt może być postrzegany jako niewystarczający do osiągnięcia celu, jakim jest znaczna poprawa sytuacji demograficznej Polski" - czytamy w piśmie.

    I dalej: "cała pomoc państwa w wychowaniu dzieci jest ograniczona wyłącznie do transferu socjalnego jednego rodzaju. Ujęcie zaproponowane w projekcie nie wydaje się prawidłowe".

    Z opinią Gowina zgadzają się demografowie. Od lat powtarzają, że aby rodziło się więcej dzieci, potrzebnych jest wiele działań - choćby darmowe i dostępne żłobki i przedszkola czy program tanich mieszkań na wynajem dla młodych.

    Trwale bezrobotni

    Na koniec Gowin zostawia prawdziwą petardę. Kwestionuje sam sens nowej ustawy: "Trzeba też dostrzec, że proponowany w projekcie transfer socjalny niekoniecznie musi być najlepszą metodą rozwiązywania problemów społecznych, a wręcz przeciwnie - może przyczynić się do utrwalenia ekskluzji społecznej i dezaktywizacji zawodowej gorzej sytuowanych obywateli" - pisze. Innymi słowy, utrwali wykluczenie społeczne i bezrobocie pewnych grup ludzi.

    - Zgadzam się z wicepremierem Gowinem - potakuje Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. I wyjaśnia: - W obecnym systemie prawnym można skorzystać np. z odliczeń podatkowych na dziecko. A to oznacza, że trzeba pracować i zarabiać, aby mieć od czego odliczyć. Są więc tutaj bodźce do pracy. Natomiast gdy wprowadzimy 500 zł, wszystko zburzymy. Mało zamożna rodzina z trójką dzieci dostanie co miesiąc 1500 zł netto. Na terenach słabiej rozwiniętych gospodarczo to świadczenie na poziomie wynagrodzenia, jakie jeden z rodziców mógłby potencjalnie zarobić. Jeżeli więc będzie miał 1500 zł za darmo, nie będzie musiał pójść do pracy. A później na emeryturze będzie musiał żyć z pomocy społecznej.

    A Szałamacha chce limitu

    15-stronicowe pismo z uwagami do projektu przesłał też Paweł Szałamacha, szef resortu finansów. Na początku zauważa, że projekt ustawy nie zakłada żadnych kryteriów dochodowych przy udzielaniu świadczeń poza świadczeniem na pierwsze dziecko. I sugeruje, że trzeba rozważyć wprowadzenie górnego pułapu "średnich zarobków na członka rodziny, które uprawniałyby do otrzymania 500 zł na dziecko". Minister nie podaje jednak konkretnej kwoty.

    Szałamacha zwraca uwagę na ryzyko marnotrawstwa. Według niego ocena tego, jak rodzina wydaje 500 zł na dziecko, musi być powiązana z wywiadem środowiskowym.

    Wczoraj Ministerstwo Finansów rozesłało sprostowanie własnego pisma. Resort informuje, że uwagi ministra Szałamachy dotyczą pierwotnego projektu ustawy "500+" z 2 grudnia. Do nowej wersji projektu ministerstwo odniesie się do 22 stycznia.

    Wiceminister pracy Bartosz Marczuk podał tymczasem na Twitterze, że górny pułap dla programu nie ma sensu, bo np. przy dochodach na poziomie 5 tys. zł da to 80 mln oszczędności. Świadczenia nie dostałoby około 11 tys. rodzin. A trzeba by weryfikować 2,7 mln rodzin.
    "

    •  

      pokaż komentarz

      Przez 500 zlotych na dziecko niektorzy przestana pracowac.

      Rzeczywiscie, na pewno bedzie jakis niewielki procent patochy, ktora wezmie te 500 pln i przepije. Nie ulega jednak watpliwosci, ze zdecydowana wiekszosc z rodzicow bedzie potrafila wykorzystac te pieniadze rozsadnie i dla dobra swych dzieci.