•  
    i.....e

    +18

    pokaż komentarz

    a ja mam pytanie do eksperta od spraw spadochroniarstwa
    Czy skoczek ma wieksze szanse przezycia jak by uderzył w wodę??
    czy w te krzaki?
    ps. zakladamy ze umie plywac

  •  

    pokaż komentarz

    nie wiem co bym powiedział na jego miejscu, ale najpierw pewnie "k!!!a mać"

    •  

      pokaż komentarz

      Facet był spokojny, nie panikował, pożegnał się ze światem. Masakra. Nie wiem co był robił na jego miejscu ale na pewno nie byłbym taki spokojny i opanowany.

    •  

      pokaż komentarz

      @ ImCandy: Spadając z takiej wysokości miał wystarczająco dużo czasu żeby przejśc przez wszystkie fazy podejścia do nieuchronnego spotkania z glebą... ostatnią była już tylko akceptacja :]

    •  
      Z...y

      +13

      pokaż komentarz

      @Balos
      Niezła teoria ;D

    •  

      pokaż komentarz

      A ja myślę, że zakładał, że kiedyś mu się taka krytyczna sytuacja może przytrafić (zakładając, że często skakał ze spadochronem). :) Także po części był przygotowany i na taki scenariusz. :)

    •  

      pokaż komentarz

      Czytałam kiedyś wspomnienia pasażera samolotu, który zapalił się w powietrzu i spadł na ziemię. Od momentu gdy pasażerowie zobaczyli płonące silniki do momentu upadku minęło około 15 minut, więc jeszcze dłużej niż taki skok ze spadochronem. Człowiek ten opowiadał, że z początku byłą panika, krzyk, płacz i omdlenia co mniej odpornych. Po chwili ludzie zaczęli się żegnać, wysyłać wiadomości do rodziny i znajomych, modlić się. Jednak kiedy wylecieli zza chmur i zaczęli widzieć ziemię w samolocie nastała kompletna cisza jakby wszyscy bali się odezwać, żeby nie było jeszcze gorzej chociaż wiedzieli i widzieli, że za chwilę prawdopodobnie zginą. Ja z kolei miałam jedną sytuację, gdy byłam już prawie pewna, że umrę. Jechałam z moją mamą/piratem drogowym samochodem i mama wyjechała na prawie pewną czołówkę z tirem. Nie miałyśmy praktycznie gdzie uciec, byłyśmy w połowie autobusu, którego kierowca jeszcze przyspieszał a za autobusem jechały już jakieś auta. I mimo, że byłam prawie pewna zderzenia i właściwie śmierci, to nie byłam nawet zdenerwowana. Jedyne co powiedziałam, to: "wiesz, że się nie zmieścimy?". Tak więc odczucia mogą być różne, zależne od sytuacji i od człowieka.

    •  

      pokaż komentarz

      @MISSANGEL
      Kiedyś z moim bratem bliźniakiem podrywaliśmy tą samą dziewczynę i jak już było wszystko nagrane on wyskoczył do mnie z identycznym tekstem!!
      "wiesz, że się nie zmieścimy?" Ogarnął mnie wtedy właśnie taki wspaniały błogi spokój...
      Czy to nie wspaniały zbieg okoliczności MISSANGEL?

    •  

      pokaż komentarz

      Nie wiem jak się do tego, hmm, ustosunkować :D

  •  

    pokaż komentarz

    Niesamowite jest to, że uratował go krzak porzeczek. Oo

  •  

    pokaż komentarz

    Kiedys dziadek Staszek w czasie wojny byl cichociemnym. No i zrzucali go na spadochronie nad Polska. Mial przy sobie tylko mundur, stena, sto naboi, noz i butelke szkockiej whisky. 50 metrow nad ziemia zauwazyl, ze leci w srodek niemieckiego garnizonu. Niemcy juz go wypatrzyli, wiec dziadek Staszek wychlal cala whisky na raz, zeby sie nie stlukla, odpial spadochron i spadl z 20 metrow w sam srodek niemieckiego garnizonu. I tu dawaja! Pandemonium! Dziadek Staszek pruje ze stena! Niemcy wala sie na ziemie jak afganskie domki! Juchy wiecej niz na filmach z gubernatorem Arnoldem. Z 80-ciu ubil i jak skonczyly mu sie pestki - wyjal noz i kosi Niemcow jak Boryna zboze. Na 30-tym klinga poszlaaaa, pozostalych dziadek zarabal z buta i uciekl.

    - Jaki moral?
    - Nie wk%#$iaj dziadka Staszka jak se popije.

    •  

      pokaż komentarz

      Samolot uległ awarii. Wyskakuje pilot, ciągnie za rączkę spadochronu... Nic. Szarpie za rączkę zapasowego spadochronu... Nic. W panice wykrzykuje:
      -Święty Antoni, ratuj!
      W tym momencie jakaś niewidzialna siła, jakby jakaś silna dłoń, zatrzymuje go w powietrzu. Pilot słyszy głos:
      - Który święty Antoni? Jest nas kilku.
      - Antoni... Antoni... - zastanawia się pilot. - Padewski?
      - To nie ja - słychać głos i pilot znów zaczyna spadać ku swemu przeznaczeniu...

      Skoki spadochronowe w jednostce wojskowej. Szeregowy Młot leci w dół. Pociąga za rączkę, by otworzyć spadochron-nic. Uruchamia spadochron zapasowy-dalej nic. Zdenerwowany, sięga po podręczną instrukcję obsługi i zaczyna głośno czytać:
      -Ojcze nasz, któryś jest w niebie...

      Komandosi lecą samolotem na akcję. Nad miejscem zrzutu kapitan przypomina:
      - Panowie, za chwilę wyskakujecie. Oczywiście zaraz po opuszczeniu samolotu proszę pociągnąć za prawy uchwyt, wówczas otworzy się spadochron. Gdyby się nie otworzył, proszę pociągnąć za lewy, otworzy się zapasowy. Po wylądowaniu będą na was czekały rowery, którymi udacie się do kwadratu D-7.
      Pierwszy komandos wyskakuje. Leci, pociągnął za prawy uchwyt - nic, pociągnął za lewy uchwyt - nic! Spada dalej i myśli:
      - No k...a, pięknie! Tych rowerów na dole pewnie też nie będzie.

      instruktor do skoczkow:
      -jesli bedziecie sluchac moich polecen, bedziecie mogli polaczyc w jednym skoku dwa!
      -tzn jak?
      -pierwszy i ostatni

      Dowództwo jednostek lotniczych.
      -Żołnierze! - mówi major - dzisiaj będziemy ćwiczyć skoki spadochronowe z ekstremalnych wysokości! Będziemy skakać z 200m.!
      -Panie Majorze - zgłasza się sierżant - boję się trochę o moich ludzi. Czy nie moglibyśmy skakać z 100m.?
      -Ale... panie sierżancie - odpowiada speszony major - ale na 100m. nie otworzą wam się spadochrony!
      -O! To dzisiaj skaczemy ze spadochronami?!

      Kurs spadochroniarstwa. Koniec ćwiczeń, czas na pytania do instruktora, a później część praktyczna.
      Instruktor: Czy są jakieś pytania?
      Skoczek: Co mamy zrobić w momencie gdy nie otworzy nam się spadochron?
      Instruktor: Tak jak to było wiele razy powtarzane, otwieramy awaryjny spadochron.
      Skoczek: A co robimy w momencie gdy zapasowy spadochron nie chcę się otworzyć?
      Instruktor: Czy z takim pechem warto w ogóle żyć?

    •  

      pokaż komentarz

      Komandosi mieli cwiczenia polegające na skoku ze spadochronu i potem przejechaniu odpowiedniego dystansu na rowerze. No to jeden z nich skacze. Okazuje sie po chwili że spadochron nie działa. Skoczek myśli - kurde, co za dzień, Najpierw zdechł mi pies, teraz spadochron sie nie otwiera. Kurna, jak rowerów nie będzie to sie naprawde wkurze.

  •  

    pokaż komentarz

    Masakra. Poza imponującym zachowaniem samego pechowego/szczęśliwego skoczka, o którym już tu wspomniano, bardzo spodobała mi się reakcja jego kumpla. Widząc całą akcję celowo precyzyjnie wykonał małe kamikaze w te same chaszcze żeby natychmiast znaleźć się obok kolegi i móc ewentualnie jakoś pomóc, czy po prostu być przy nim (widać nawet wyraźnie jak skręca żeby wylądować obok).

Dodany przez:

avatar szaman136 dołączył
330 wykopali 31 zakopali 7 tys. wyświetleń
Advertisement