•  

    pokaż komentarz

    Na marginesie porada dla przyszłych pokoleń: od razu bierzcie się za książki po angielsku. Istnieje duża szansa, że pisał je ktoś, dla kogo nie jest to język natywny, więc będzie używał prostych słów. Polskim naukowcom wydaje się natomiast, że jeśli napiszą coś w zbyt prosty sposób, to ludzie pomyślą, że to łatwizna, a oni nie zasłużyli na habilitację.

    To logiczne. Przecież dwugodzinne wyprowadzanie wzoru na średnią ważoną brzmi tak mądrze…

    okrutna prawda - w szczególności tyczy się książek sprzed 20-30 lat (ale nie tylko). żeby zrozumieć zagadnienia w nich poruszane, trzeba wpierw je zrozumieć sięgając do innych źródeł.

    •  

      pokaż komentarz

      hehe, pamiętam taką książkę z zarządzania projektem informatycznym (pozdrawiam pana autora!), gdzie były wymienione 3 najważniejsze wymagania dot. projektu. Nie pamiętam ale chyba były to czas, zasoby, budżet. Kilka stron dalej było trochę inaczej (2 się zgadzały a trzeci był inny). Ale każdy z nas tą śmieszną książeczkę miał, bo pan prowadzący kazał każdemu kupić i wymagał tego do zaliczenia. Oczywiście książeczka była jego autorstwa :)

    •  

      pokaż komentarz

      no nie każdy miał okazję być na najlepszej specjalności na najlepszej Elektronice w kraju ;P , na tych gorszych poruszane są niestety zagadnienia z czasów kiedy jeszcze nie wynaleziono języka angielskiego ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Zachodnie publikacje potrafią za to człowieka poskładać w drugą stronę. Przygotowując się do egzaminu ze statystyki sięgnąłem po podręcznik amerykańskiego autora (przetłumaczony na PL ale to nie ma akurat tu znaczenia). Wszystko o statystyce było normalnie, wszystkie zagadnienia, które być powinny były, wszystkie wzory, wyprowadzenia, przykłady itd. ale co jakiś czas pojawiały się kwiatki w postaci przypisów - wyjaśnień, które skutecznie człowieka składały. Najbardziej zapadł mi w pamięć przypis do jakiegoś megaskomplikowanego wzoru pełnego greckich literek, nawiasów, ułamków itp. jak to wstatystyce. Zerkam na dół strony, a tam wyjaśnienie co to jest potęgowanie, bo we wzorze pojawiało się również x^2. o_O

    •  

      pokaż komentarz

      Warto też pamiętać, że książka jest w edukacji substytutem zajęć. Jest w każdej mierze gorsza - jak już się wyświechta. Tak więc pisanie książek do przedmiotów, zwłaszcza pisanie przez wykładowcę... Jezu za co?!

    •  

      pokaż komentarz

      Sorry, że podpinam się na górę, ale na dole nikt tego nie zobaczy, a muszę coś napisać:

      Pod tym wykopem pojawia się dużo komentarzy typu SGH gorszy, PW lepsze,a PWr to już w ogóle rewelacja. Ale jednak nie! Bo tylko uniwersytety się liczą, a nie polibudy. A jaka jest prawda? W światowych rankingach polskie uczelnie nie pojawiają się praktycznie wcale. Są bardzo słabe i nie mamy żadnej, podkreślam ŻADNEJ uczelni na światowym poziomie, czyli takiej, której kadra naukowa i jej dorobek (jako ogół, a nie jeden wykładowca - patrz: np. Sztompka w socjologii) ma znaczący wpływ na światowe trendy w danej dziedzinie. W żadnej dziedzinie polscy studenci nie są uważani za elitę (znów odnoszę się do ogółu, a nie np. do małych grup zapaleńców odnoszących sukcesy w międzynarodowych konkursach - bo to zasługa ich własnego potencjału). Brawa tym jednostkom (zarówno naukowcom jak i studentom), którzy rozsławiają imię polskich uczelni w świecie, ale to niestety trochę mało.

      (Abstrah$#ę tu od wartości rankingów. Rankingi są różne i różne kwestie biorą pod uwagę, więc uznajmy to za w miarę obiektywną ocenę).

      Więc może skończmy te wojenki tymi plastikowymi mieczykami w naszej małej piaskownicy?

      PS Jeszcze raz przepraszam za podpięcie, jeżeli chcecie to minusujcie.

    •  

      pokaż komentarz

      @up
      Uczelnia na światowym poziomie, to taka która ma wiele nowoczesnych badań. I wtedy skacze ona w rankingach jak szalona. Na UJ, większość nowych czasopism naukowych jest w języku angielskim, bo za to są "punkty" a uczelnia zyskuje renomę.

      Dlaczego jest tak, że uczelnie nie są wysoko w rankingach? Nie ma pieniędzy. Gdyby każda uczelnia miała takie dotacje jak są w USA albo w Wielkiej Brytanii, to od razu byśmy się liczyli z innymi. Chciałbyś być naukowcem za darmo? Nie sądzę. A jak wiadomo, w naszym kraju są inne "priorytety" na które idą fundusze.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie chcę tu zaczynać debaty społeczno-ekonomicznej, ale napiszę tylko, że wielu krajach studiach są płatne (a dopiero na te opłaty jest szeroki wachlarz dostępnych stypendiów).

  •  

    pokaż komentarz

    Jak ktoś chcę w łatwy sposób zdobyć fajny papierek elitarnej uczelni to z całego serca polecam SGH.
    Z elitarności pozostała już tylko nazwa, poza tym studia prawdopodobnie bezproblemowo ukończyłby średniointeligentny szympans. Jego mądrzejszy kuzyn mógłby liczyć na stypendium naukowe ;-)

    •  

      pokaż komentarz

      Muszę się z Tobą zgodzić. Jeśli na studia doktoranckie przychodzą prawnicy z zerowym przygotowaniem ekonomicznym i bez większych problemów zaliczają przedmioty takie jak Ekonometria lub Analiza Matematyczna III to o ciekawi mnie, jaki jest poziom na I roku. Podliczanie słupków?

    •  

      pokaż komentarz

      Potwierdzam, na popołudniowych byłem w czołówce z Matematyki I mimo, iż nie zdawałem z niej matury a uczyłem się jej ostatni raz 3 lata przed rozpoczęciem studiów na SGH. Zrezygnowałem, teraz zdaję maturę i idę na PW ;-).

  •  
    s....n

    +38

    pokaż komentarz

    Tytuł jest mylący - tak wyglądają studia dziś na PWr co najwyżej. Narzekanie na marność studiów jest teraz strasznie popularne. Sam już zbliżam się pomału do końca elektroniki, tyle że na PW (ponoć najlepsza elektronika w kraju o ironio ;) ). I tak robiąc rachunek sumienia, jakbym miał decydować czy iść na te studia jeszcze raz.. to zrobiłbym to bez wahania. Wielu świetnych dydaktyków, elastyczny tok studiów, realny wpływ na jakość kształcenia (ankiety przedmiotowe). Sprzęt w miarę możliwości finansowych Wydziału jest wymieniany na nowy i da się to zauważyć. Prace dyplomowe nie idą do szuflady - spora ich część powstaje w porozumieniu z firmami lub ośrodkami badawczymi z Europy Zachodniej. Kilku moich kolegów ma już na koncie publikacje w czasopismach z IF=24. Bywały niemiłe momenty, wykłady nudne jak brazylijski serial, tysiące nieprzespanych nocy ale to tylko fragment całości. Znalazłem pracę w zawodzie na początku trzeciego roku i wiedza zdobyta na studiach nie tylko mi się przydała - była wręcz niezbędna.
    Trochę obiektywizmu i pokory..

    •  

      pokaż komentarz

      Zwłaszcz w IT każda politechnika jest najlepsza. A już zdecydowanie każda jest lepsza od jakiegokolwiek uniwersytetu. Z tym wyjątkiem, iż każdy uniwersytet jest lepszy od każdej politechniki.

      A w realnym świecie, najbardziej rozpoznawalni, najwięcej zarabiający, wyznaczający nowe standardy są ludzie, którym szkoda było czasu na uczelnię wyższą.

    •  
      s....n

      +20

      pokaż komentarz

      "Zwłaszcz w IT każda politechnika jest najlepsza. A już zdecydowanie każda jest lepsza od jakiegokolwiek uniwersytetu. Z tym wyjątkiem, iż każdy uniwersytet jest lepszy od każdej politechniki."
      rozważanie "lepszości" przy porównaniu studiów na politechnice i uniwersytecie jest co najmniej naiwne. To są inne studia i uczą czego innego w inny sposób. Chyba, że nie łapię tego wielowymiarowego sarkazmu.

    •  

      pokaż komentarz

      Zwłaszcz w IT każda politechnika jest najlepsza. A już zdecydowanie każda jest lepsza od jakiegokolwiek uniwersytetu. Z tym wyjątkiem, iż każdy uniwersytet jest lepszy od każdej politechniki.

      coś w tym jest. ale zauważ, jacy ludzie idą na politechniki, a jacy na uniwersytety. stąd ta różnica poziomów.

    •  

      pokaż komentarz

      @Stefun - A ja dla odmiany powiem, że na Informatyce na PŁ jest tak jak pisze autor artykułu. Sporo miałem elektroniki, elektrotechniki bo wydział taki. Uczę się pierdół, kadra momentami upierdliwa i żyjąca chyba okresem powojennym a sprzęt stary. Gdybym miał jeszcze raz zaczynać studia to tego bym chyba nie zrobił. Albo nie tam. Polskie studia nie uczą w zasadzie niczego konkretnego.

    •  

      pokaż komentarz

      Widzę, że tutaj chyba nikt nie rozumie, o co chodzi kwiatuszki.

      Przetłumaczę: Tak, jego pierwszy akapit to wielowymiarowy sarkazm, gdzie śmieje się prosto w twarz stefunowi. Drugi akapit jest podsumowaniem pierwszego - Bill Gates, Steve Jobs i inni wielcy świata IT, którzy są nie tylko jednymi z najbogatszych, ale też jednymi z najbardziej z IT kojarzonymi, nie skończyli żadnej uczelni. Więc wywodu sefuna są po prostu gówno warte, bo to nie uczelnia decyduje kim się zostanie, ale człowiek na tą uczelnię chodzący.

    •  
      s....n

      +13

      pokaż komentarz

      "Więc wywodu sefuna są po prostu gówno warte, bo to nie uczelnia decyduje kim się zostanie, ale człowiek na tą uczelnię chodzący."

      a czy ja twierdzę inaczej? Podaję dla kontrastu empiryczny przykład, że jak ktoś wie co ze swoim życiem zrobić, to są w Polsce studia które mu w tym pomogą. Studia to nie szkoła zawodowa.

      "Drugi akapit jest podsumowaniem pierwszego - Bill Gates, Steve Jobs i inni wielcy świata IT, którzy są nie tylko jednymi z najbogatszych, ale też jednymi z najbardziej z IT kojarzonymi, nie skończyli żadnej uczelni."

      National Semiconductors założyli inżnierowie, tak samo jak AMD, obaj założyciele Intela mieli doktoraty z nauk ścisłych. Wnioski wysnute na podstawie 2 przykładów są cyt. "gówno warte".

    •  

      pokaż komentarz

      Bill Gates, Steve Jobs i inni wielcy świata IT są świetnymi managerami, a nie świetnymi specjalistami IT.

    •  

      pokaż komentarz

      Bill Gates jakiś czas temu skończył prawo, o ile się nie mylę.

    •  

      pokaż komentarz

      To czy dana politechnika jest lepsza czy gorsza nie zależy od tego kto gdzie idzie, to nie jest wyznacznik "elitarnośći" studentów tylko ile dana szkoła ma kasy a co za tym idzie jak nowoczesnych technik można się tam nauczyć(jeśli się chce, na siłe tam nikogo nie uczą)

      W "lepszej" będą nowsze komputery,programy itp, w "gorszej" czyli biedniejszej będzie skromniej, czasem będzie trzeba np uczyć się flasha 7 kiedy standardem jest 10 itp, czasem będzie trzeba iść na zajęcia do jakiejś starej kamienicy w innej części miasta, nie przyjedzie znany naukowiec z USA żeby cie uczyć DESa ale ściągną jakiegoś profesora z byłego ZSRR który cię GOSTa nauczy czy też innych tajnych technologii z czasów zimnej wojny.
      na biedniejszych politechnikach też jest fajnie:)

    •  

      pokaż komentarz

      Niestety studia na PWR nie wyglądają zbytnio tak jak w opisie, no chyba, że na wydziale elektroniki, na który ktoś sam zdecydował się iść i powinien wiedzieć, czego się spodziewać. Podobnie, ktoś w komentarzu pisze, że w wieku 20 ilus tam lat nei potrafił pojąć javy, gdzie na PWR na wydziale, którym studiuje od javy zaczynamy na 1 semestrze.

      którzy są nie tylko jednymi z najbogatszych, ale też jednymi z najbardziej z IT kojarzonymi, nie skończyli żadnej uczelni
      tylko, że 99% ludzi nie ma takiej głowy jak wymienieni przez Ciebie panowie, głównie do interesów.

    •  

      pokaż komentarz

      W ostateczności zawsze można zostać ninja.

    •  

      pokaż komentarz

      a ja powiem tak: nie ważne gdzie - ważne jak

      Osobiście przekonałem się ze studia na Politechnice mogą być zdecydowanie gorzej prowadzone niż na AE (czego moi znajomi nie rozumieją i dopiero na przykładach przyznają mi rację).

      Jak to możliwe że np. program informatyki (PolSl) nie zmienił się od ponad 20 lat i znajomi uczą się z notatek prowadzonych przez ich rodziców!

    •  

      pokaż komentarz

      Mówisz że PW nie jest takie złe, ja też spędziłem sporo czasu na EiTi i powiem szczerze, nie jest złe, ale mogło by być dużo lepsze. Elastyczny system studiów jest elastyczny tylko momentami, są obowiązkowe klasy przedmiotowe, w których jest jeden marny przedmiot do "wyboru"! Laboratoria - do przedmiotów pomiarowych - stan muzealny. Nacisk na zdobywanie wiedzy - występuje tylko u wybranych wykładowców.

      Prawda jest taka, że jak ktoś się dobrze zakręci i mocno postara, to osiągnie sukces, natomiast uczelni jako takiej na tym nie zależy. Tylko nieliczni wykładowcy starają się zainteresować studenta wiedzą. Prawda jest też taka, że dzisiejszy system szkolnictwa marnie przygotowuje do takich studiów.

      Odchodząc z Eiti rozmawiałem z wykładowcami, wielu z nich narzekało na cięcia godzin istotnych przedmiotów. Elektronika nie jest dziedziną elitarną (elitarna to może być jednostka komandosów), jest natomiast dziedziną trudną do ogarnięcia, a Eiti PW nie stara się w tym pomagać - przynajmniej takie było moje odczucie.

  •  

    pokaż komentarz

    Artykuł to marudzenie, słabo poparte jakimiś faktami. Autor narzeka nawet na to, że prowadzący są elastyczni dla niego.

Dodany przez:

avatar sexshopek dołączył
377 wykopali 36 zakopali 7 tys. wyświetleń