•  

    pokaż komentarz

    Szkoła wypuszcza kastratów. Ludzi bez tożsamości, miękkie zdominowane pipki, którymi można wytrzeć podłogę bo autorytet tak każe.

  •  

    pokaż komentarz

    Obecna edukacja jest oparta na modelu z lat 80 i nie jest reformowana "bo działa" [hehe]. Nie da się tego zmienić od tak bo to jest całą instytucja do zreformowania. Robi się tak: to jest macierz, to jest całka, to jest różniczka. Rzadko kiedy mówi się: To jest różniczka i przyda się do tego tamtego i owego, pokaże na przykładzie, to sie robi tak itp. No później każdy wie, że całka to pole pod wykresem ale kompletnie nie ma pojęcia do czego można by tego użyć to samo ogólnie jest z resztą edukacji. Wiemy co to jest śrubokręt.. ale jak go użyć? albo do czego?.. na to nie było czasu albo program tego nie obejmował.

    •  
      r......e

      +132

      pokaż komentarz

      @controll: O to, to! Mój organizm się buntuje jak mam się czegoś nauczyć bez zrozumienia albo sensownego zastosowania. Pamiętam jak na statystyce na liczyliśmy prawdopodobieństwo przy pomocy całek. Pytam kobitki, no fajnie policzylismy sobie ale do czego tego się używa tak normalnie. W odpowiedzi dostałem, że "można sobie policzyć np. dyfuzję" bez tłumaczenia co i poco. Jedyne co mi przyszło wtedy namyśl to: "dyfuzję czego? pierda na sali?". To samo na algebrze: przekształcenia liniowe, żeby zrozumieć poco mi to sam sobie wytłumaczyłem, że jak mamy model w przestrzeni 3d i chcemy go matematycznie przerzucić na model 2d (np narysować albo na ekranie wyświetlić) to można do tego użyć przekształcenia liniowego.
      Generalnie to jak idiotycznie jest skonstruowany program nauczania (albo mierni nauczyciele) są animowane gify, które można znaleść w necie. Oglądasz 20s i nagle "O k%%%a, rzeczywiście" a uczyli Cię tego pare tygodni jak nie lat.

    •  
      G....o

      +17

      pokaż komentarz

      @rubytree: podrzucisz jakieś takie gify?
      Ze swojej strony polecam filmu Khutoryanskiego na yt, pokazuje jak coś działa i po co to jest.

    •  

      pokaż komentarz

      @rubytree: Nie zawsze jest tak, że teoria ma przełożenie na rzeczywistość. U mnie na uczelni był przedmiot o teorii języków formalnych. Ogromna jej część nie służy do niczego innego niż tworzenia kolejnych twierdzeń, ale okazuje się, że jej zrozumienie jest potrzebne do głębszego zrozumienia działania kompilatora. Spora jej część ma też znaczenie w komputerowej analizie języka naturalnego.
      Ale prawdą jest, że nasi wykładowcy nie potrafią przekazywać wiedzy jak należy. Wielokrotnie przy nauce wspomagałem się materiałami z amerykańskich uczelni - okazuje się, że wykładowca może przekazać poważną teorię w naprawdę zrozumiały sposób i do tego być uprzejmym dla nienadążąjących studentów. Tyle że problem nie leży tylko w wykładowcach. Nasze pokolenie cierpi na problem wyniesiony, moim zdaniem, ze wczesnych lat szkolnych, a o którym już ktoś tu wspomniał: uczymy się tego, co nam każą i nie mamy prawa kwestionować słuszności programu nauczania. Do tego jeszcze dochodzi wpojony strach przed zadaniem pytania, no bo co, jeśli okaże się głupie? Nauczyciel krzywo spojrzy, a może i nawet upatrzy na swoją ofiarę, klasa może wyśmiać itd.
      Dla mnie wzorem pod tym względem są Stany, gdzie nie ma głupich pytań, dzieciaki zachęca się do pomagania innym i, przede wszystkim, dopinguje się nieschematyczne myślenie.
      Wrócę jeszcze do wspomnianych języków formalnych: osoba stojąca za podstawowymi teoriami tej gałęzi nauki, Noam Chomsky (znany być może skądinąd :) ), swoją podstawową edukację odebrał w szkole pozbawionej ocen. Jego najważniejszym zajęciem było wybranie sobie tematów, które go interesują, a zadaniem nauczycieli było pomaganie mu w rozwijaniu się.
      Nie mówię, że to jedyna słuszna droga edukacji, ale wierzę, że dopóki COŚ nie zmieni się w naszym systemie na lepsze, dopóty nie będziemy w stanie się zacząć dynamicznie rozwijać jako naród.

    •  

      pokaż komentarz

      @controll: Dla kontrastu podam Anglie. Polacy moim zdaniem maja wieksza wiedze ogolna i wieksze umiejetnosci manualne od Anglikow, ale tam w szkolach i na uczelniach uczy sie inaczej. Mniej teorii a wiecej praktyki. Nie musisz sie uczyc na pamiec, bo przeciez w pracy mozesz cos na szybko wyGOOGLEowac, wiec uczy sie szukania informacji. Programowania tez, juz od podsawowki.

      Dzieci tez nie sa tak cisniete az do czasu GCSE- cos podobnego do egzaminu gimnazjalnego, ale w UK z dobrym wynikiem z GCSE mozna juz pracy szukac. A na pewno z A levels, ale jak sie to dobrze zrobi to zazwyczaj idzie sie na studia, ale juz mozna pracowac na pol etatu.

    •  
      n.........e

      +26

      pokaż komentarz

      @controll: bzdura. Posiadając wykształcenie nauczycielskie, wiem, że już od dawna odeszło się od takich metod. Jako nauczyciel wiem, że najpierw wychodzi się od przykładu zastosowania, a dopiero później zadaje pytanie "ale jak to działa? A no to działa w taki sposób, że mamy coś takiego jak całka, ale co to jest całka?".

      Czemu ich się nie stosuje - bo nikt nie chce pracować w edukacji. Drugi problem to taki, że zawsze się zwalnia młodych nauczycieli, którzy znają najnowsze metody, a nie starych, wtedy gdy są redukcje etatów. Do szkoły często trafiają miernoty, które nigdzie indziej nie znalazły pracy. Miernoty same nie potrafią się uczyć, same nie uważały na zajęciach i później mamy efekty w szkołach. Gwarantuje Ci, że gdyby w szkołach płacili tyle, co np. w korporacjach, to by się nagle okazało, że poziom edukacji podskoczył. Taka prawda. Nie dostaniesz za 1700 zł zaangażowania w pracę takiego, jakie dostaniesz za 3000 czy 40000 zł.

    •  

      pokaż komentarz

      @no_i_w_ogle: ja nadal nie łykam w kółko tego gadania: "bzdura, już dobrze uczymy.." po czym jak zajęcia z młodą osobą nadal wyglądają tak samo. Tu nie chodzi o to by powiedzieć: "patrzcie to jest całka w przykładzie pokaże wam jako policzyć pole pod funkcją R3" bo to gówno daje, przykłady i sama forma zajęć powinna być bardziej życiowa, zresztą to samo z fizyką w szkołach wyższych.
      Co do twojego "nauczania" to sorry.. ale jeśli chodzi o politechniki to nie wiem czy kiedyś tam byłaś, tam po prostu ktoś z magistrem i chęcią bycia doktorem zaczyna prowadzić zajęcia. A czy robi to dobrze, hymm.. często tłumaczy się ich, że "ktoś to musi robić" lub "to jest politechnika a nie uniwersytet".

      Co do drugiej kwestii. Jak już pisałem instytucja jest do zreformowania bo obecnie panuje trend: szkoła kształci ciut głupszych od kiepskiego nauczyciela a później ci ciut głupsi kształcą następnych i tak obniża się poziom ogólny.

    •  
      n.........e

      -1

      pokaż komentarz

      @controll: bo szkoła nie jest po to, żeby nauczyć nas umiejętności praktycznych typu gotowanie. Szkoła jest po to, żeby rozwijać intelektualnie.
      Co do magistrów, doktorów - zgadzam się, chory system. Ale wiesz ile zarabia doktorant? Nie będę się nad tym rozpisywać, ci ludzie nie chcą uczyć innych ludzi - oni po prostu lubią uczyć się. Bycie dobrym pedagogiem, a dobrym naukowcem to dwie różne rzeczy. Nie wchodźmy w to, bo to już inny temat.

      Piszesz o życiowej formie zajęć, ale niektóre rzeczy są po prostu teoretyczne, nie da się ich przenieść do prawdziwego życia typu fizyka kwantowa, ciężko pokazać uczniom o co tam chodzi.
      To o czym piszesz to learning by doing i sprawdza się z rzeczami typu krawiectwo, czy gotowanie. Żeby naprawić samochód to najpierw musisz usiąść z książką, poczytać np. o właściwościach benzyny, czy płynu chłodzącego itd. itd. a dopiero później możesz się zabrać za praktyczne naprawianie auta. Wtedy to jest łączenie teorii z praktyką. No i są rzeczy, które są tylko praktyczne np. jazda na rowerze. Słyszałeś kiedyś, żeby jakieś dziecko uczyło się jazdy na rowerze, poprzez czytanie książki o tym?
      Kolejnym problemem są pieniądze - czasem super byłoby coś pokazać w praktyce, ale nie ma pieniędzy na zakup nowych materiałów itd. Tutaj trochę z pomocą teraz przychodzą nowe technologie, gry, programy edukacyjne.

      Co do "szkoła kształci coraz głupszych". Ja bym powiedziała, że wręcz przeciwnie. Robiłam niedawno praktyki w swojej starej szkole, byłam zachwycona poziomem uczniów, ich zaangażowaniem. Na prawdę byłam zaskoczona ich dojrzałością, planami na życie, motywacją. Myślę, że młodzież co raz bardziej zdaje sobie sprawę z ogromu możliwości, które na nie czekają po szkole, więc bardziej przykładają się do nauki, żeby móc później np. spędzić semestr nauki za granicą.

    •  

      pokaż komentarz

      @no_i_w_ogle: Ja nie mówie o praktyce, "pokaż panie jak sie tą śróbe wkręca", tylko "wskaż mi sens lub wzbudź moje zainteresowanie do tej śruby". Obecnie wielu inżynierów już zapomniało pewnie wielu zagadnień z matematyki które można by w prosty i przyjazny sposób przyswoić gdyby uczeń/student został pokierowany odpowiednimi bodźcami.

      Słyszałeś kiedyś, żeby jakieś dziecko uczyło się jazdy na rowerze, poprzez czytanie książki o tym?
      Byłaś kiedyś na politechnice? :D tam właśnie w wielu zagadnieniach jest takie podejście.

      Drugie primo trzeba studentom jasno odpowiedzieć "po co i dlaczego się oni uczą tego konkretnego przedmiotu/zagadnienia" SERIO to by mega pomogło im w zrozumieniu przedmiotu/zagadnienia i pobudziło do działania. Obecnie student idzie na przedmioty matematyczne z pytaniem w głowie.. "Po co mi statystyka inżynierska", "po co mi metody numeryczne", "do czego mi sie to przyda", "w czym ma mi to konkretnie pomóc" ?

      Tak, ty mówisz o wczesnej edukacji a ja o szkolnictwie wyższym. Tak więc ciężko porównać głupszych do głupszych. Bo mamy co innego na myśli. Mi chodzi o to, że doktoranci gorzej i gorszy sposób przenoszą wiedze na studentów, a później ci studenci będą [w założeniu] równie źle lub gorzej przenosić tą samą wiedze.

    •  
      n.........e

      +4

      pokaż komentarz

      @controll: dobrze, teraz zrozumiałam o co ci chodzi. "Po co mi statystyka inżynierska?" - po nic, kolejne ćwiczenie pamięci, ćwiczenie logicznego myślenia. Tyle. Nigdy tego nie wykorzystasz, dlatego nauczyciele się bardziej w to nie angażują.
      Znowu ty masz podejście, że nauczyciel ma zrobić wszystko za ciebie. Zamiast czekać aż ktoś ci powie po co to jest, zapytaj sam. Zmuś nauczyciela do myślenia.
      Studia są tylko do ćwiczenia mózgu. Nic więcej. Nie nauczysz się tam jak robić pieniądze. Chcesz wiedzieć jak? Chcesz wiedzieć po co? Sam zacznij szukać, sam zacznij się kształcić.
      Zakładasz, że tylko doktoranci źle przekazują wiedzę, ale powiedz mi, co stoi na przeszkodzie, żeby pójść do biblioteki, wypożyczyć wszystkie książki na temat np. statystyka inżynierska i je przeczytać? Uczenie nie może być procesem biernym. Piszesz, że chcesz, aby wzbudzono twoje zainteresowanie śrubą. Nie da się - to jeden z głównych problemów edukacji niezindywidualizowanej. Dla Maćka śruba będzie tematem fascynującym, samym z siebie, bez żadnego powodu, a dla Jacka śruba będzie tylko głupim przedmiotem, bez większego znaczenia. Dlatego samokształcenie jest najlepsze - wtedy Ty wybierasz co chcesz wiedzieć i co Cię interesuje. W szkole, czy na studiach dostajesz tylko materiał do ćwiczenia mózgu. Później w pracy dostajesz materiał do ćwiczenia mózgu. Nie ma w tym nic praktycznego. Im lepiej sobie to przyswajasz, tym bardziej efektywny jesteś. Nie doszukuj się w tym większej logiki. Jak chcesz być ponad to, to zostaje Ci samokształcenie, albo prywatne lekcje, gdzie nauczyciel dostosowuje program do twoich wymagań.

    •  

      pokaż komentarz

      po nic, kolejne ćwiczenie pamięci,

      @no_i_w_ogle: ehh... a właśnie statystyka jest bardzo ważnym przedmiotem, to co napisałaś to właśnie odczucie studenta który bez obranego azymutu myślowego i ideowego podchodzi do tego przedmiotu

      Studia są tylko do ćwiczenia mózgu.

      @no_i_w_ogle: dodam, politechnika to specyficzny rodzaj jednostki który powinien przygotowywać w obu płaszczyznach i praktycznej i teoretycznej pod kątem ścisłej wiedzy kierunkowej. Jeśli uczelnia chce utrzymać wysoki poziom wiedzy studenta i absolwenta to również kadra powinna posiadać odpowiednie umiejętności i predyspozycje, obecnie w wielu przypadkach jest to zbiór osób które bez "powołania" a jedynie z chęci doktoratu kształcą innych.

      Co do samo kształcenia, jakby studia pochłaniały 15h tygodniowo lub maxymalnie 20h tygodniowo to ja nie widze problemu, jednak aby obecnie komfortowo rozwijać swoje zainteresowania to trzeba mieć również komfortową sytuacje psychofizyczną.

      Dodam, że poruszam tutaj kwestie szkół wyższych które mają mniejszy zasięg jak szkoły średnie i podstawowe. W grupach jest również mniej osób niż w szkolnych klasach, tak więc dotrzeć do studenta nie powinno być problemem a jednak nadal jest to potworny dystans.

    •  
      n.........e

      +3

      pokaż komentarz

      @controll: nie byłam na politechnice, więc nie wiem. Mogę się tylko domyślać. Nasze uczelnie nigdy nie będą pod względem nauczania na pierwszym miejscu - z jednego, prostego powodu - pieniędzy. Chcesz mieć teorie + praktykę? To idź na Harvard czy Cambrige. Płać czesne po 50 tys. dolarów za rok i wtedy masz pewność, że odbierzesz najlepszą możliwą edukację. Z polskimi warunkami można liczyć tylko na teorię, a i tak wg międzynarodowych testów radzimy sobie rewelacyjnie z edukacją, pomimo tak małych nakładów finansowych.
      Przedstawię sytuację z mojego uniwersytetu, miałam profesora, bardzo cenionego, ogromna wiedza, widać, że człowiek wie o czym mówi. Myślisz, że uczył nas lepiej niż inni? Nie. Wiesz dlaczego? Bo wiedza kosztuje. On wie, że jak nam sprzeda tą wiedzę za darmo, to będziemy mu tylko niszczyć jego niszę, jego rynek pracy. On się sam kształcił przez 40 lat, jest cenionym specjalistą w swoim fachu. Jemu się nie opłaca uczyć dobrze ZA DARMO tzn. za te 3 tys. co dostaje na uczelni tego w czym jest specjalistą - bo on żeby zdobyć tą wiedzę chodził na 10 kursów, skończył studia, dalej się edukuje, książki które ma w swojej biblioteczce to pewnie koszt +20 tys. On nie chce mieć co roku 100 specjalistów, którzy wystartują w jego niszy. Dlatego uczy schematycznie, tyle ile musi, bez przesadnej inwestycji swojego czasu. Jak ktoś się uprze to i tak sobie zdobędzie tą wiedzę i to będzie jakiś 1 % studentów. A cała reszta? Cała reszta niech znajdzie pracę w mainsteamowych zawodach, bo te są najbardziej potrzebne.

      Ludzie nie rozumieją, że nie potrzebujemy miliarda studentów. Ludzie, którzy są najbardziej potrzebni to: kucharze, lekarze, sprzedawcy. A nie filolodzy, biotechnolodzy itd. Większość ludzi skończy w sklepach, na produkcji, obsłudze klienta itd. Bo to jest potrzebne do życia, nie pisanie rozpraw teoretycznych o kosmosie. Co do czasu ile możesz poświęcić na samokształcenie. Uważasz, że lepiej nauczysz się sam, że nauczyciele źle tłumaczą? Olej studia. Ucz się dziennie po 5 godzin. Czytaj. Wszystko dzisiaj znajdziesz w książkach. Praktycznie nie ma dziedziny wiedzy o której książka nie zostałaby napisana. Po co tkwisz w systemie, który uważasz za nieskuteczny? Ja w nim tkwiłam, bo wiedziałam, że sama z siebie nie zrobiłabym nic. Nie uczyłabym się. Dlatego idę do szkoły, dostaję zadanie i wtedy je realizuję. Jak jesteś człowiekiem, który jest w stanie dobrze gospodarować swoim czasem i ma motywację do nauki - to nie idź na politechnikę. Kształć się sam.

    •  
      r......e

      +2

      pokaż komentarz

      Jak jesteś człowiekiem, który jest w stanie dobrze gospodarować swoim czasem i ma motywację do nauki - to nie idź na politechnikę. Kształć się sam.

      @no_i_w_ogle: dałbym 30plusów.

      Z jednym się nie zgodzę. Jasne, że na naszych uczelniach nie ma pieniędzy, ale to nie zmienia faktu, że drobna zmiana podejścia i myślenia by mogłaby mieć duże efekty. Z moich doświadczeń wynika (a niestety byłem na raczej słabej uczelni), że dużo wykładowców podchodzi do studenta jak do intruza, traktuje z góry, nie ma misji żeby nauczać tylko odj$?!ć swoje i zająć się innymi sprawami (często politykowaniem na uczelni). Dodatkowo, jak na filmie, brak podstawowej wiedzy na temat uczenia i podawania informacji. Już samo przedstawienie tego jak dana wiedza może zostać użyta zmieniłoby podejście przynajmniej części studentów. Przykład z mojego podwórka: kolega na 5 roku studiów miał zajęcia, na których robili projekt w starej technologii, której nikt normalny nie będzie teraz używał. Też miał podejście 'na ch?# mi ten las?' To mu powiedziałem, że może to potraktować jako ćwiczenie jak sobie radzić ze starym badziewnym kodem, bo napewno spotka taki nie raz w projektach przy jakich będzie pracował, co zupełnie zmieniło jego podejście i zaangażowanie.

      Osobiście uważam, że studia to powinna być wspólna praca nad problemem z wykładowcami jak równy z równym. Studenci rozwiązują jakiś problem ucząc się a wykładowcy służą radą i doświadczeniem w danej dziedzinie. Na zasadzie partnerstwa, a nie że profesorowie to pół-bogowie wypasający swoje ego na pastwiskach uniwersyteckich, studenci natomiast robaki do wdeptania w ziemię.

    •  
      n.........e

      -1

      pokaż komentarz

      @rubytree: ależ ja się z tym całkowicie zgadzam co napisałeś. Niestety starzy naukowcy na polskich uczelniach traktują studentów jak dzieci, idiotów, których trzeba zgnoić. Nie pisałabym tego, gdyby nie fakt, że mam porównanie na zagranicznej uczelni, gdzie nauczyciel jest po to, żeby Ci pomóc, doradzić.
      Mam nadzieje, że teraz zacznie się to powoli zmieniać - właśnie dzięki ludziom, którzy się kształcą w lepszych systemach i będą je przenosić do Polski.
      Pamiętam jak idiotycznie się czułam przechodząc z liceum na studia, w liceum nauczyciele traktowali nas jak dorosłe osoby, chętnie dyskutowali, wspierali, a na studiach wykładowcy zwracali się do nas jak do dzieci, potrafili okrzyczeć za zapomnienie wyłączenia głosu w telefonie itp. To było strasznie żenujące dla mnie i innych studentów i stopniowo nabieraliśmy zniechęcenia do wykładowców i zajęć.

    •  

      pokaż komentarz

      przekształcenia liniowe, żeby zrozumieć poco mi to sam sobie wytłumaczyłem, że jak mamy model w przestrzeni 3d i chcemy go matematycznie przerzucić na model 2d

      @rubytree: Jak chcesz perspektywę to już Ci przekształcenie liniowe nie wystarczy.

    •  

      pokaż komentarz

      @controll: Masz rację. Rok temu miałam taki przedmiot jak statystyka. Jakies "chore" wg nas zadania, bo kompletnie nie wiedzieliśmy, gdzie tego używać? Na wykładach k#!?a definicje... Serio? Tez mogę przeczytać definicje na Wikipedii i to mi nic nie da. A jak się pytaliśmy, gdzie to nam się przyda, to odpowiedzi były tak pokrętne, że uznaliśmy iż sama Pani doktor (sic!) nie wie. I tak było jeszcze z kilkoma przedmiotami, wliczając matmę i całki. Koleżanka z polibudy kiedyś mi to wytłumaczyła, bo mieli zajebistego profesora, zaangażowanego i wtedy pojęłam w lot. Szkoda, że po egzaminie, który ledwo zdałam.

  •  

    pokaż komentarz

    Kiedyś myślałem, że wykłady TED to mają jakąś wartość, ale od pewnego czasu co nie obejżę to mam wrażenie, że to stek bzdur obudowane w ładne słówka.
    1. Taka książka z papieru, gdzie w kolejności alfabetycznej zapisane są różne hasła - o ja p!?@%!@e.... I marzeniem babki było przeczytać encyklopedię... (╥﹏╥) No chyba w wieku 6 lat ma się takie pomysły i uznaje je się za dobre.
    2. Nie pokolei też ma w głowie każda osoba, która stwierdzi że to jest odpowiednia forma nauki i nie sposób się z nimi nie zgodzić - czyli jednak sama uważa, że to odpowiednia forma nauki? :D A tak serio, to przypomnę tylko, że wiedza zdobywana w szkole jest często... podstawowa. Pewnych rzeczy po prostu trzeba się nauczyć na pamięć, bo człowiek nie wywnioskuje sobie z czegoś innego. W ogóle wiedza historyczna, to w mojej opinii pamięciówka.
    3. Kiedyś, jak wiedza była skończona - to znaczy kiedy? Kiedy wiedza była skończona i można było całą ją ogarnąć przez jednego człowieka? Otóż nigdy. Dlaczego? Bo albo nie było odpowiedniej komunikacji i w jednym miejscu na ziemi ludzie odkrywali coś, czego na innym kontynencie (jeszcze nie odkrytym) jeszcze nie znali, albo bo wiedza była niekompletna / nieprawdziwa i oparta na zwykłych przypuszczeniach i ciągle gdzieś naukowcy dążyli do poznawania nowego. Taka jest natura człowieka i nie zgodzę się, że kiedykolwiek w historii ludzkości wiedza była skończona.
    4. Mówi o nauczeniu się selekcji i filtrowaniu informacji. Otóż nie da się skutecznie filtrować wiedzy i odrzucać bzdur bez elementarnej wiedzy o świecie. Przykładem byli ludzie którzy topili iphony albo niszczyli je w mikrofali bo zobaczyli obrazek w necie :) Czy nie umieli oni skutecznie korzystać z netu? Pewnie umieli. Czy umieli selekcjonować informacje? Nope :) Bo brakło im tej elementarnej wiedzy...
    5. Po 10 minutach krytykuje formę werbalną w polskich szkołach. Pokazując ciągle jeden slajd z tytułem wykładu. #fucklogic
    6.Sekret taty odkryty! - tata czytał! Interesował się czymś więcej niż tym, czego nauczyła go szkoła. I tu zdradzę kolejną tajemnicę wszechświata: szkoła nie jest po to, aby nauczyć wszystkiego każdego jednego dzieciaka. Bo to jest niemożliwe. Dopóki dziecko nie zostanie zainteresowane światem przez rodziców, jeszcze zanim pójdzie do szkoły to są małe szanse na to, że szkoła to zrobi. Jeśli dziecko czerpie wzorce z rodziców siedzących cały dzień przed TV i oglądających Klan albo TVN24 to jak ma poznać świat? Jeśli nie wyjdzie się z dzieckiem na spacer i nie pokaże mu roślin a na pytanie dlaczego są zielone listki nie spróbuje jakoś odpowiedzieć to nie ma się czemu dziwić, że mamy w społeczeństwie kaleków intelektualnych.
    7. Wg babki dzieciaki czytając w szkole czytanki orientują się, że czytanie jest nudne i niepotrzebne. No jeśli dziecko nie spędziło chwili z książką poza szkołą no to takie wnioski wysnuje i to całkiem słusznie. Ale jeśli czytało cokolwiek interesującego w wolnej chwili to nigdy tak nie pomyśli. Owszem, szkoła uczy czytać. Ale tylko dlatego, żeby wyrównać poziom tych, którzy przed pójściem do 1 klasy się nie nauczyli. Czyli równa w dół. Smutne, ale prawdziwe. To jest prawdziwy problem polskiego nauczania, a nie sposób w jaki to się robi.

    Nie uważam, że poska szkoła jest doskonała. Jest tam dużo do poprawy. Ale ludzie, którzy myślą że szkoła odwali za nich całą robotę w edukacji dzieci niech się pukną w głowę.

    •  

      pokaż komentarz

      @RottenKitten: Zwykłe TEDy zazwyczaj mają wartość - głównie rozrywkową, bo to jest w istocie standup popularnonaukowy, od czasu do czasu przeplatany kompletnymi bzdurami.

      Za to TEDx'y - to okazja to promocji swojej osoby/firmy/organizacji.
      I to właśnie uskutecznia ta pani.

      A cały temat doskonalenia dzieci za pomocą nowych genialnych metod to temat wałkowany od 80 lat non stop, i jak dotąd żadna metoda nie jest wyraźnie lepsza niż inna. Co ciekawe, żadna też nie jest wyraźnie lepsza niż brak metody.... :D

    •  

      pokaż komentarz

      @RottenKitten:
      Jakby dziecko spedzalo o polowe mniej czasu w szkole na tych glupotach, to mialoby wieksze szanse, ze znajdzie cos czym sie zainteresuje.
      Sprawa jest prosta - siedzisz bierny w szkole, to ksztaltujesz w sobie bierna postawe.
      Malo tego, jak robisz A, to nie robisz B - w czasie szkoly dzieci moglyby sie nauczyc czegos wartosciowego: tanca, programowania, zarzadzania finansami, przemowien publicznych itd... ale niestety, trzeba wysiedziec doopogodziny w lawce

    •  

      pokaż komentarz

      @graf_zero: @graf_zero: Aaa to może po prostu ostatnio widziałem filmy z TEDx :) To wiele tłumaczy. Dzięki

      @kacper-gorski-12: Po pierwsze: Jeśli utniesz religię, która IMHO mogłaby być nauczana po godzinach przy kościele, to zyskasz 2 godziny w tygodniu. Jakie jeszcze zajęcia chciałbys wyciąć?
      Po drugie: Kto, za co i jak miałby uczyć dzieciaków tych innych wartościowych rzeczy? I jakie miałoby być to minimum nauczane w szkole?

      Powtórzę: nie bronię szkoły, fajnie by było jakby była bardziej interesująca dla dzieciaków, miała więcej do zaoferowania itp. itd. Ale to grubsza reforma, a efekty będą widoczne dopiero za XX lat.

      Ja sam osobiście nie mam pomysłu na dobrą reformę, ale jestem uczulony na pieprzenie głupot, tak jak robi to prezenterka. I nie uważam, że szkoła odwali za mnie całą robotę w wychowaniu mojego dziecka. Mimo, że dziecko spędza w kole połowę swojego dnia, to 90% pracy przypadnie nam, rodzicom i to my będziemy musieli stawać na głowie, żeby zainteresować dziecko jakimś tematem. Posłanie dziecka do szkoły i podwyższenie podatków nie załatwi wszystkiego ;D

    •  

      pokaż komentarz

      @RottenKitten: najlepszy byl typ ktory stwierdzil ze dodrukowywanie kasy w nieskonczonosc jest dobre a kuce zwyzywaly go przy tym od lewakow (ʘ‿ʘ) k@@@ logiki tygodnia ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      pokaż komentarz

      @RottenKitten:
      Ad 1. Nie rozumiem w czym twój ból dupy? W tym, że ty miałeś inaczej? Przecież ona nie mówiła, że wszyscy tak mieli.
      Ad 2. Raczej przejęzyczenie. Widać, że zrobiła po tym pauzę i chyba szybko przeanalizowała swój błąd. Może stres.
      Chodzi o to, żeby nie zmuszać się do zapamiętania tego, co później z pamięci i tak wypieramy.
      Ad 3. Wiedza oczywiście nie była skończona, ale często za taką była uważana. Przykład fizyków z przełomu XIX-XX wieku. Nauczano dzieci z przekonaniem, że już w zasadzie nic nowego nie odkryjemy, czyli podejście tragiczne w skutkach.
      Ad 4. No tak, ale elementarną wiedzę można zdobyć na innych zasadach i w szkołach, które nie sprowadzają dziecka do biernego słuchacza.
      Ad 5. Naciągane jak 1.
      Ad 6. No tutaj to już doj?$%łeś. Jeśli rodzice nie zainteresują dzieci, a dzisiejsza szkoła również ma to w dupie, więc kto ma to zrobić? Tylko szkoła, z odpowiednim podejściem, bo na zmianę nastawienia rodziców już nikt nie wpłynie.
      Ad 7. Z czytaniem jak wyżej.

    •  

      pokaż komentarz

      Ad 1. Nie rozumiem w czym twój ból dupy? W tym, że ty miałeś inaczej? Przecież ona nie mówiła, że wszyscy tak mieli

      @Durb: Bo to głupie.

      Ad 2. Raczej przejęzyczenie

      @Durb: Pewnie masz rację. Ale i tak śmieszne :)

      Ad 3. Wiedza oczywiście nie była skończona, ale często za taką była uważana.

      @Durb: Dokładnie. BYŁA za taką UWAŻANA kiedyś. Serio nie widzisz nic różnicy w mylnym myśleniu 200 lat temu a fałszywych tezach stawianych obecnie?

      Ad 4. No tak, ale elementarną wiedzę można zdobyć na innych zasadach i w szkołach, które nie sprowadzają dziecka do biernego słuchacza.

      @Durb: Jak już pisałem - nie uważam że obecna szkoła jest doskonała. Za to obwinianie ją o wszystko uważam za głupotę.

      Ad 5. Naciągane jak 1.

      @Durb: Co jest naciągane? Że laska mówi że forma wykładu jest mało efektywna i sama nie przygotowała żadnego slajdu ponad tytułowy? Żadnej infografiki na poparcie swoich tez? Mówi że coś było udowodnione wielokrotnie i żadnego wykresu na poparcie tych dowodów? Nic obrazowego, co przecież jest jak zresztą sama to podkreśla o wiele bardziej efektywne?

      Jeśli rodzice nie zainteresują dzieci, a dzisiejsza szkoła również ma to w dupie, więc kto ma to zrobić? Tylko szkoła, z odpowiednim podejściem, bo na zmianę nastawienia rodziców już nikt nie wpłynie.

      @Durb: Jeśli rodzic nie zainteresuje się dzieckiem, to uwaga: NIKT tego za niego nie zrobi. Po co mu to dziecko, skoro ma je w dupie? W klasie masz 30 dzieciaków. Nie podejdziesz indywidualnie do każdego, a żeby to zmienić to potrzebna jest reforma, dofinansowanie szkolnictwa (czy to z budżetu czy z kieszeni rodziców, nie istotne w tym momencie) i zatrudnienie nauczycieli którzy są kompetentni.

      Ad 7. Z czytaniem jak wyżej.

      @Durb: Ale co jak wyżej? Napisałem - szkoła równa w dół, żeby nauczyć czytać od podstaw tych, których rodzice nie poświęcili swojego czasu i sił aby nauczyć dzieci literek rok albo dwa wcześniej. Czyli mieli to w dupie, bo przecież nauczą się dzieciaki tego w szkole. Dopóki będą tacy ludzie, to wiele się w temacie nie zmieni.

      Na koniec filmu pada kilka ciekawych pomysłów, ale większość to głupoty.

    •  

      pokaż komentarz

      @RottenKitten: Wyjąłeś mi to z ust. Jest teraz taka moda w dobie internetu, żeby wszystko podważać i spuentować, że teraz nie działa, bo doba internetu i technika się "posunęła do przodu". Bzdura. System edukacji można wzbogacić o nowe technologie, ale tylko wzbogacić, a nie kompletnie z niego zrezygnować.
      Co z tego, że niecko wszystko odnajdzie w sieci, że będzie radziło sobie z selekcją źródeł, skoro samo wiedzy w swojej głowie będzie posiadało jak na lekarstwo?! Żeby dziecko umiało dedukować i wyciągać wnioski, najpierw musi wiedzę zdobyć. A ten proces jest długi i żmudny, choć nie oznacza to, że lekcji nie można prowadzić ciekawie i kreatywnie - i tu dochodzimy do puenty: bardzo dużo zależy od nauczyciela!
      Setki godzin przesiedziałem w jednej z 20 ławek w klasie i słuchałem "nauczyciela mówiącego do ławek" i zawsze gdy tylko chciałem coś z lekcji wynosiłem - a to dlatego, że słuchanie było powiązane z ćwiczeniami, przykładami, własną pracą w grupach i z nauczycielem.

    •  

      pokaż komentarz

      @RottenKitten: Dobra na szybko.
      Kobieta krytykuje szkołę publiczną, nie szkołę w ogóle. Mówi o uczeniu dzieci, więc może stosować odmienne metody na wykładzie skierowanym do osób dorosłych, to chyba jasne.
      Teraz najważniejsze.

      Jeśli rodzic nie zainteresuje się dzieckiem, to uwaga: NIKT tego za niego nie zrobi. Po co mu to dziecko, skoro ma je w dupie?

      No właśnie, jeśli rodzic nie interesuje się dzieckiem, to uwaga: KTOŚ MOŻE to za niego zrobić. Od tego powinna być szkoła. Problem w tym, że rzadko kiedy ma to miejsce, a jeśli już, to zajmują się tym poszczególni nauczyciele, robiąc to na własną rękę. Jak pisałem, o wiele trudniej jest zmienić rodziców, niż system nauczania. Za chwilę wytłumaczę dlaczego.

      Ale co jak wyżej? Napisałem - szkoła równa w dół, żeby nauczyć czytać od podstaw tych, których rodzice nie poświęcili swojego czasu i sił aby nauczyć dzieci literek rok albo dwa wcześniej. Czyli mieli to w dupie, bo przecież nauczą się dzieciaki tego w szkole. Dopóki będą tacy ludzie, to wiele się w temacie nie zmieni.

      Nosz k!$%asz. A skąd biorą się rodzice, z dupy? Na tym powinna polegać edukacja, żeby dziecko nauczyło się myśleć i nie popełniało błędów np. swoich rodziców. Skoro więc rodzice z jakichś tam przyczyn nie mogą tego zrobić, a chcielibyśmy żeby kolejne pokolenie dzieciaków było mądrzejsze, pozostaje nam szkoła. Tylko nie taka, która produkuje kolejnych potencjalnych rodziców ze zdanymi egzaminami i przypisaną sumą punktów za wiedzę i w rezultacie niepotrafiących przekazać swoim dzieciom realnej wartości jaką daje nauka. Są rodzice, którzy zadbają o odpowiednie nastawienie swoich pociech i zachęcą do czytania itp., ale ta reszta nie zrobi tego, ponieważ sami nie zostali nauczeni jak właściwie się uczyć.
      W skrócie: rodzice, którzy nie potrafią, nie chcą, nie mogą, zachęcić swoje dzieci do nauki, sami w wielu przypadkach nie zostali odpowiednio nauczeni tego, jak właściwie się uczyć. Błędne koło może przerwać odpowiednia edukacja szkolna. Oczywiście, żeby zmienić system nauczania, ktoś musi tego chcieć. Uważam, że pani z nagrania do tego zmierza i jechanie po jej drobnych potknięciach to tania próba zabłyśnięcia.

    •  

      pokaż komentarz

      Ad 3. Wiedza oczywiście nie była skończona, ale często za taką była uważana. Przykład fizyków z przełomu XIX-XX wieku. Nauczano dzieci z przekonaniem, że już w zasadzie nic nowego nie odkryjemy, czyli podejście tragiczne w skutkach.
      @Durb:
      Oczywiście, tylko nie sądzę żeby ona miała problem z tym, że uczyła się podstaw elektrodynamiki klasycznej, a powinna kwantowej. Raczej na te dziedziny była całkiem impregnowana. Nie ma powodu uczyć w szkole na poważnie współczesnej fizyki, bo brak uczniom aparatu matematycznego aby mogli to zrozumieć. Wystarczy uczyć pewnego niezbyt złożonego matematycznie etapu z rozwoju fizyki, uświadamiając że to jest tylko jakieś przybliżenie dość dobrze opisujące rzeczywistość w pewnych warunkach.
      Z kolei w ulubionej chyba przez nią historii, w podawanym przykładzie tez Lutra chyba niewiele się zmieniło. Mimo szalonego postępu internetu i wiedzy zgromadzonej w Wikipedii, liczba tez się nie zmieniła, ani data ich ogłoszenia.

  •  
    c....-

    +68

    pokaż komentarz

    jakakolwiek zmiana spatologizowanego szkolnictwa podniesie lament i płacz polskiego lewactwa o utracie etatów nauczycieli i tak jest z wiekszoscia spraw w polszy

  •  

    pokaż komentarz

    Jestem nauczycielką w jednej ze szkół podstawowych w dużym mieście. Wiecie ilu nauczycieli z mojej szkoły prawdopodobnie obejrzało tego TEDa? 2. Ja i koleżanka. Nie mamy 30 lat, uczymy w klasach 1-3, jesteśmy kreatywne, wiemy co to TED, webinarium, kursy internetowe, itp., same się dokształcamy, pracujemy z dziećmi trochę inaczej, zamiast chować komórki wykorzystujemy jest do pracy na lekcji, korzystamy z tablicy multimedialnej (w sensie dzieci a nie my (ʘ‿ʘ) ), chciałybyśmy coś zmienić - ale wiadomo, że bez jakiejkolwiek kasy i doświadczenia to można pomarzyć. Lekcje pokazowe (hospitowane) to nie scenka pod dyrekcję, ale nasza codzienna praca. Dobijają nas "tataraki". Wiecie, które klasy osiągają najlepsze wyniki (nie tylko w nauce, ale również w sporcie, konkursach) - tak nasze. Wiecie, które nauczycielki pójdą do zwolnienia bo nie będzie dzieci w pierwszych klasach (uczymy teraz w trzecich, więc od września teoretycznie powinniśmy pracować w pierwszej) - tak, też my bo nie mamy mianowania, jesteśmy "młode". Prawdopodobnie będziemy otwierały własny "biznes" - coś kreatywnego dla dzieciaków. W szkole da się pracować fajnie, ciekawie, ale trzeba pamiętać, że to zależy od nauczycieli i dyrekcji.

1 2 3 4 5 6 7 ... 10 11 następna