•  

    pokaż komentarz

    Powinien to wiedzieć każdy kto przed podpisaniem umowy kredytowej ją przeczytał.

    •  

      pokaż komentarz

      @oh_cherry: Gdzie ci wszyscy ludzie dokładnie czytający każdą umowę przed podpisaniem? Serio pytam, bo ilekroć jestem w banku, u operatora, czy tam nowego pracodawcy nigdy nie widziałem nikogo wnikliwie analizującego właśnie podpisywaną umowę. Jedynie rzut oka na kwoty, dane osobowe itp.
      I wcale się nie dziwię, bo po to idę do placówki, a nie załatwiam wszystkiego z maszynami, żeby mi człowiek wszystko dokładnie wytłumaczył.
      Jeśli banki mówią, że wszystko jest w umowie to po co placówki?

    •  

      pokaż komentarz

      @oh_cherry: No chyba nie bardzo, jeżeli u kogoś takich zapisów o spadku dochodów czy wzroście obciążeń w umowie nie ma. A jestem pewien, że nie ma ich na umowach u większości kredytobiorców. Szczególnie, gdy autor artykułu stosuje ogólniki, typu "w pewnej umowie, którą sprawdzałem dla klienta", zamiast doprecyzować o który bank chodzi.

    •  

      pokaż komentarz

      Gdzie ci wszyscy ludzie dokładnie czytający każdą umowę przed podpisaniem? Serio pytam, bo ilekroć jestem w banku, u operatora, czy tam nowego pracodawcy nigdy nie widziałem nikogo wnikliwie analizującego właśnie podpisywaną umowę. Jedynie rzut oka na kwoty, dane osobowe itp.

      @melba: Bo umowy w większości przypadków czyta się w domowym zaciszu.

      I wcale się nie dziwię, bo po to idę do placówki, a nie załatwiam wszystkiego z maszynami, żeby mi człowiek wszystko dokładnie wytłumaczył.
      Jeśli banki mówią, że wszystko jest w umowie to po co placówki?


      No jak nie przeczytasz umowy to nawet nie wiesz o co tego człowieka pytać. A człowiek jak to człowiek może się pomylić, może zapomnieć o czymś wspomnieć albo niewłaściwie się wysłowić, w samej umowie też może być jakiś błąd.

      W ogóle nie rozumiem tego podejścia, nawet jakbyś omawiał umowę z 3 pracownikami i 2 prawnikami i każdy z nich dokładnie z umową się zapoznał i ci ją wytłumaczył to przecież to jest wciąż absolutna podstawa, że ty też ją przeczytasz. Krzywda ci się nie stanie jak poświęcisz 20 minut do godziny, a na pewno krzywda ci się może stać jak podpiszesz umowę, chociażby kredytową, która wiąże cię na wiele lat i musisz planować swoje finanse pod tą umowę inaczej stracisz dom nad głową, a nie znasz nawet jej treści.

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @oh_cherry: gdyby wystarczyło przeczytać umowę, żeby ją zrozumieć, to po pierwsze każdy by przeczytał, a po drugie, nie byłoby takiego zawodu jak prawnik.
      W reszcie po trzecie, na treść umowy jak sama nazwa wskazuje, strony się umawiają, a treść tych "umow" jest podstawiona przez bank i nie podlega dyskusji.

    •  

      pokaż komentarz

      @oh_cherry: dla jakiego banku pracujesz? Generalnie jest tak, że większość umów kredytowych ma taką klauzulę, więc jaki jest sens odwoływać się do tego czy ktoś czytał taką klauzulę w umowie, skoro jest ona prawie w każdej umowie? Widziałem gdzieś wyrok sądu (szukajcie w necie), który umorzył decyzje przedsiębiorcy-bankowi tłumacząc to tym że kredytobiorca jest zdolny spłacać pożyczkę, więc taka decyzja była nie słuszna. Problem leży w tym, że ryzyko w transakcjach pomiędzy kredytobiorcą a kredytodawcą jest nie symetryczna, na nie korzyść kredytobiorcy. Musimy cisnąć polityków by przywrócić te symetrie, żeby odbierać licencje tym bankom które łamią ustawy zakazane(abuzywne) i żeby wprowadzić jakieś sensowne prawo odszkodowań dla klientów (coś na wzór tych które są w USA).

    •  

      pokaż komentarz

      @SAJMON75: nie pracuje w banku (nie mam absolutnie nic wspólnego z finansami) ale mam kredyt.. I czytałam swoją umowę kredytową, większość rzeczy z artykułu w niej jest.

    •  

      pokaż komentarz

      Krzywda ci się nie stanie jak poświęcisz 20 minut do godziny...

      @4rchibald: Zazwyczaj to proporcje są odwrócone, 20 min. rozmowy z rzetelnym pracownikiem jest wartę więcej niż godzina samodzielnego czytania.
      Dla mnie najprostsza umowa kredytowa to, biorę kwotę x, na okres y m-cy, z ratą z, płatną do n-tego dnia każdego miesiąca. I jeśli bank wywiązał się ze swojej części (przelał mi pieniądze), a ja wywiązuje się ze swojej (regularnie spłacam raty) to nie ma prawa mieć żadnych żądań. Jeśli bank chce mieć jakieś odstępstwa od tego to proszę mi to wyraźnie powiedzieć, a nie zasłaniać się, że w umowie jest wszystko.
      Jak budujesz dom i dostajesz pozwolenie to grzebiesz w przepisach czy aby urzędnik się nie pomylił? Przecież sam zauważyłeś, że człowiek jest omylny.

    •  

      pokaż komentarz

      @SoleSoul: Bardzo dobry komentarz i właściwy punkt widzenia. Umowy kredytu hipotecznego są przedstawiane Klientowi w formie oferty i ta albo jest akceptowana albo nie. Poprawek się nie przewiduje.

    •  

      pokaż komentarz

      @melba: co innego jak podpisujesz umowę z telekomem a co innego jak bierzesz kredyt na 30 lat, litości... Jak ktoś nie czyta podpisywanych własnoręcznie dokumentów to sam potem jest sobie winny. Tak jak frankowicze, którzy podpisywali klauzulę znajomości ryzyka wahania kursu franka... a potem byli zdziwieni, że rata kredytu im wzrosła. Załamka.

    •  

      pokaż komentarz

      @melba: o kurde a ja czytam nie zawsze dokladnie ale pobierznie przelece przez wiekszość punktów
      nawet jak ktos mnie prosi o wyslanie smsa premium to najpierw staram sie znelesc regulamin i przejżeć haczyki

      i nie wyobrażam sobie nie przeczytania dokładnie umowy którą wp@$%!%#am sie na 30-letnią bibę z bankiem

    •  

      pokaż komentarz

      Tak jak frankowicze, którzy podpisywali klauzulę znajomości ryzyka wahania kursu franka... a potem byli zdziwieni, że rata kredytu im wzrosła. Załamka.

      @hotman: A to w tej klauzuli było napisane, ze kurs tak poszybuje? Bo ile mi wiadomo to banki (instytucje znające się na finansach o wiele lepiej niż przeciętny Kowalski) tez się tego nie spodziewały. Tylko wykopowi eksperci wtedy się tego spodziewali, przynajmniej teraz tak twierdzą...
      Nie zachęcam nikogo do nie czytania umów, choć jak dla mnie czy to na 2 czy na 30 lat nie ma większego znaczenia. Umowa na piśmie ma być tylko potwierdzeniem tego co ustaliliśmy kredytodawcą.

    •  

      pokaż komentarz

      @melba: akurat umowy kredytowe ma się do wglądu wcześniej, to nie jest tak, że idziesz, czytasz i podpisujesz. Ludzie mogą tylko porównywać kopie.

    •  

      pokaż komentarz

      @SoleSoul: Nie wszędzie. Dom kupiony w 2011. Umowa do przeczytania na trzy dni do domu, umowa uniwersalna ustalona przez rząd po kryzysie. Prawnik bankowy wskazany przeze mnie (mój prawnik został wynajęty przez bank), Gdzie? USA.
      Stały procent, zabespieczeniem nieruchomość, żadnych kar za nadpłaty lub cokolwiek.

    •  
      a...........r via iOS

      0

      pokaż komentarz

      @4rchibald: no ludzie nie czytają bo utrzymują UOKiK i inne drogie organy które mają czuwać nad umowami banków, operatorów etc.

    •  
      d.....y via iOS

      0

      pokaż komentarz

      @melba: Moja mama.Ona kazda umowe podpisuje przez 2h...

    •  

      pokaż komentarz

      Tylko wykopowi eksperci wtedy się tego spodziewali, przynajmniej teraz tak twierdzą...

      @melba: Wykopowi eksperci to mieli wtedy coś koło 13 lat i główną zagadką ich życia było "Kiedy wyjdzie GTA 4"

    •  

      pokaż komentarz

      @melba: oczywiscie ze nie bedzie napsiane ze poszybuje ale jesli juz czytac to ze zrozumieniem. Tzn na pewno bylo napisane jak jest wyliczona rata. Jest to w kazdej umowie. Jesli jednak osoba probuje brac sie za instrumenty fiinansowe to trzeba przynajmniej miec swiadomosc bardzo mala ale jednak ze jest w tym ryzyko. Nie bez powodu panuje przekonanie ze jakk brac kredyt to w walucie ktorej sie zarabia. Niektoorzy frankowicze wiedza jakie bylo ryzyko i nadal nie narzekaja. Nawet nie maja zamiaru przwalutowywac bo wiedza ze im sie to nie oplaca. Natomiast jest tez banda ignorantow finansowych, takich samych jak ci co umiescili kase w amber gold ktorzy tego ryzyka nie rozumieja i pewnie prrzewalutuja a potem znowu beda narzekac ze ich oszukano. Jak sie jest marionetka w rekkach innych to juz nic nie mozna poradzic

  •  

    pokaż komentarz

    Oczywiście, że może. Tyle, że w ten sposób nic na tym kredycie nie zarobi a wręcz straci (bo prowizję i inne opłaty trzeba klientowi zwrócić).

    Inaczej mówiąc klient z jednej strony będzie miał problem skąd szybko wziąć inny kredyt a z drugiej zyskuje na tym, że do tej pory miał pieniądze pożyczone za darmo.

    •  

      pokaż komentarz

      @mnlf: Tylko, że jak siedzi po szyję w długach, a jego przepłacona nieruchomość jest warta mniej niż kredyt, który zaciągnął... to te odsetki i tak nic mu nie dadzą... bo nikt, poza lichwiarzami, nie udzieli mu kredytu umożliwiającego spłatę hipoteki...

    •  

      pokaż komentarz

      @Mattijjah: w takiej sytuacji bank straci jeszcze więcej bo zamiast spłaty kredytu dostanie nieruchomość.

    •  

      pokaż komentarz

      @mnlf: niestety ale nie tylko nieruchomość, bo w Polsce banki, jak mają pod zastaw nieruchomość i podwinie ci się noga to nie dość że tracisz nieruchomość to jeszcze masz resztęzaległości wobec banku które musisz pospłacać a jak nie komornik zabiera ci auto tv lodówkę inne działki i mieszkania jak masz

    •  

      pokaż komentarz

      @przepraszamczytenloginjestwolny: ale oczym ta rozmowa. Predzej sprzeda dlug niz poprosi splate.
      @mnlf:

    •  

      pokaż komentarz

      @kodyak: ale bank powinien ponosic ryzyko kredytu, a tak nie jest, bo w idealnym swiecie to powinno byc tak że bierzesz kredyt pod dom, splacasz 5 lat albo dluzej, potem cos ci nie idzie i nie morzesz splacac, bank sprzedaje albo ty sprzedajesz dom, splacasz reszte kredytu reszta ze sprzedazy zostaje ci w kieszeni, albo jak nie udalo sie calego kredytu ze sprzedazy splacic to bank se zabiera ci dom ktory byl zastawiony i daje ci spokuj, ale jest tak ze w h@? kredytu splacisz bank zabiera ci chałupe i masz długi wieksze niż kredyt który wziołes k%@?a

    •  

      pokaż komentarz

      @przepraszamczytenloginjestwolny: Tak to jest w drapieżnym kapitaliźmie a u nas mamy społeczną gospodarke rynkową i nie będzie jakiś byle człowieczek odbierał banksterom należnych zysków.

    •  
      W..........a

      -3

      pokaż komentarz

      @Mattijjah: Bank ocenia czy nieruchomość jest warta inwestowania. gdyby byka przepłacona to nie dostałby kredytu.

    •  

      pokaż komentarz

      @przepraszamczytenloginjestwolny: To chyba normalne. Jak umawiasz sie na oddanie 100k to masz oddać 100k. Jak masz dlug 100k zabezpieczony nieruchomością o wartości 80k to 20 masz do oddania. Co w tym nieuczciwego? Za to jak masz dlug 100k a wartość nieruchomości wzroście do 160k to oddajesz nieruchomość i zostaje ci 60k. Ryzyko wzrostu/spadku jest po rowno

    •  

      pokaż komentarz

      ale bank powinien ponosic ryzyko kredytu, a tak nie jest, bo w idealnym swiecie to powinno byc tak że bierzesz kredyt pod dom, splacasz 5 lat albo dluzej, potem cos ci nie idzie i nie morzesz splacac, bank sprzedaje albo ty sprzedajesz dom, splacasz reszte kredytu reszta ze sprzedazy zostaje ci w kieszeni, albo jak nie udalo sie calego kredytu ze sprzedazy splacic to bank se zabiera ci dom ktory byl zastawiony i daje ci spokuj, ale jest tak ze w h@? kredytu splacisz bank zabiera ci chałupe i masz długi wieksze niż kredyt który wziołes k%@?a

      @przepraszamczytenloginjestwolny: A jak kupisz sobie telewizor na raty za 4000 zł na raty na 3 lata. Po dwóch latach Ci się znudził i chcesz go sprzedać ale, że nie dbasz o swoje rzeczy i telewizor jest w kiepskim stanie a i technologia już nie ta, to sprzedajesz go za 1000 zł. Zakładając że miałeś stałą wysokość raty spłaciłeś kapitału może z 50% więc 2000 zł. Brakuje 1000 zł do spłaty kapitału, i co ... kredytodawca powinien to pokryć?

      Sam ponosisz odpowiedzialność za wartość tego co kupujesz ... Jak domy staniały albo Twój się sypie to Twój problem a nie banku.

    •  

      pokaż komentarz

      @WielkaPolska: No nie do końca. Ceny nieruchomości są mocno zawyżone. (chociażby ze względu na bańkę na rynku mieszkaniowym) Więc bank udziela ci kredytu pod zawyżoną wycenę... Teraz wystarczy jakiekolwiek tąpnięcie na rynku mieszkaniowym i walutowym i może się okazać, że wysokość twojego zadłużenia jest dużo wyższa niż wartość nieruchomości (tak właśnie było gdy został uwolniony kurs Franka). W takiej sytuacji bank może zażądać dodatkowego zabezpieczenia (tak!, tak!) albo... wypowiedzieć umowę kredytową... i w tym momencie jesteś pozamiatany, bo bez dostępu do nieruchomości, nikt ad-hoc nie udzieli ci tak gigantycznego kredytu, na spłatę tamtego... Inna sprawa, że ludzie, omamieni wizją "taniej, frankowej hipoteki" zadłużali się jak debile "pod korek" nie zostawiając sobie jakiegokolwiek marginesu... Stąd są historie, że np. koleś w czasach prosperity brał hipotekę na 500k PLN, a po tych zawirowaniach z CHF ma do zwrotu grubo ponad bańkę...
      Jednak nie to jest najgorsze.
      W cywilizowanych krajach, biorąc hipotekę jest ona, de facto, złączona z nieruchomością. Jak nie spłacisz, tracisz nieruchomość ale masz czyste konto i możesz zaczynać od zera. U nas nie. Jest wiele historii ludzi, którzy mieli problemy ze spłatą, bank wypowiedział kredyt, stracili nieruchomość ale okazało się (przez rzeczoną zawyżoną wycenę), że wartość ich nieruchomości jedynie w części pokrywa wartość zadłużenia... No i zostali na lodzie, bez domu, z gigantycznym zadłużeniem... Iście bandycki mechanizm...

      @mnlf: o banki bym się nie martwił - one zawsze sobie jakoś poradzą... gorzej z ludźmi...

    •  

      pokaż komentarz

      To chyba normalne. Jak umawiasz sie na oddanie 100k to masz oddać 100k.... Ryzyko wzrostu/spadku jest po rowno

      @Wykoppeel1230: Mylisz się. Nie tak się uwzględnia ryzyko w inwestycjach. Upraszczając symulację - bierzesz kredyt hipoteczny na 10 lat w wysokości 100 tys na nieruchomość wartą 100 tys. Bank ma marże = 2% rocznie. Oznacza to że przez 10 lat bank zarobi na kredycie 21k

      Masz 50% szans że wartość nieruchomości nie zmieni się i po 25% że zmaleje lub wzrośnie o 50 tys.
      Twój potencjalny "zarobek"
      25% * 50k + 25% * -50k - 21k = -21k
      Zmieniając proporcje 50% wzrost, 25% spadek i bez zmian
      50% * 50k + 25% * -50k - 21k = -21k -12,5k +25k = -8,5k
      Jeszcze zmieniając propocje: 80% wzrost, 10% spadek i bez zmian
      80% * 50k + 10% * -50k - 21k = 40k -5k -21k = 14k

      Jak widać zarobisz na kredycie tylko wtedy gdy nieruchomość ma duże szanse na wzrost i minimalne na spadek wartości.

      A teraz zagadka: ile wynosi zarobek banku w każdej z ww. sytuacji?

      pokaż spoiler Zawsze bank zarobi 21k. W każdej sytuacji. Ze 100% gwarancją zysku, bo jak nie ściągnie z nieruchomości to ściągnie z ciebie.


      Wyliczenia nie zakładają inflacji i kosztów typu WIBOR bo by komplikowały

    •  

      pokaż komentarz

      @Wykoppeel1230: tylko teraz to wyglada tak: kupujesz nieruchomość za 120k bierzesz kredyt 100k i masz wkladu 20k, do oddania masz 150k, splacasz 5 lat i masz do oddania 120k, masz problem ze splatą bank sprzedaje twoj dom za 80k i wisisz bankowi jeszcze 40k albo aliczy sobie jakies ekstra oplaty i 50k.

    •  

      pokaż komentarz

      @Mattijjah: chyba po to przed podpisaniem kredytu bank wysyła rzeczoznawcę do twojego przyszlego mieszkania zeby nie bylo zawyżonej ceny mieszkania i po to jest wkład własny żeby całe mieszkanie bylo i tak wiecej warte niz kredyt

    •  

      pokaż komentarz

      o banki bym się nie martwił - one zawsze sobie jakoś poradzą... gorzej z ludźmi...
      Predzej sprzeda dlug niz poprosi splate.


      @Mattijjah: @kodyak: ale mi chodziło właśnie o to, że bank nie zrobi czegoś na czym by stracił - mimo że teoretycznie by mógł gdyby chciał.

    •  

      pokaż komentarz

      @przepraszamczytenloginjestwolny: Tak, ale problem polega na tym, że na rynku nowych mieszkań, ceny są mocno zawyżone... i owszem, wycena jest jak za nowe mieszkanie... tyle, że potem jest trochę jak z samochodami... ten "nowy super hiper apartament" okazuje się zwykłym M2 lub ciasnawą kawalerką na zadupiu... i to jeszcze w stanie surowym, zamkniętym... efekt jest taki, że rynek wtóry, mocno urealnia takie wyceny i przekonują się o tym nie tylko banki ale też i ludzie, którzy chcą "szybko sprzedać mieszkanie", bo dali sobie wmówić, że w razie czego to oni "zawsze mogą sprzedać"... owszem mogą, ale po cenie ustalonej na rynku, a nie taką, jaką oni by chcieli...
      @mnlf: Bank nigdy nie traci, bo przy obecnym prawie bankowym, nawet jak zabierze mieszkanie, może domagać się dalszej windykacji wierzytelności, aż do zaspokojenia długu... m.in. dlatego swego czasu w USA banki tak pobankrutowały, bo tam z chwilą odebrania domu/mieszkania, uwalniasz się od hipoteki... i tam pozostały z tysiącami odebranych domów, na których nie było chętnych... u nas niestety to tak nie działa...

  •  

    pokaż komentarz

    @IndependentTrader: Co, znowu wrzucacie artykuły z 2014 roku? ZAKOP.

  •  

    pokaż komentarz

    @IndependentTrader a nieprawda, zapis o spadku dochodów został wpisany na listę klauzul niedozwolonych pod numerem 1987.