...
  •  

    pokaż komentarz

    A ja po ostatnich doświadczeniach z AC wiem jedno: nie zgłaszam szkody samodzielnie. Oddaje samochód do autoryzowanego serwisu i daję im upoważnienie. Przy ostatniej szkodzie z AC ubezpieczyciel chciał mi wypłacić 1200 zł. A za te pieniądze nie ma siły, żebym auto dobrze zrobił (jakaś menda pod marketem gwoździem pojechał przez cały bok). Więc wypłacili serwisowi 3800. Ja dobrze mogłem to zrobić za 2800. Mi ta kasa nie była potrzebna na frytki tylko żeby zrobić samochód. Ale że z frajerami nie ma co gadać, więc ja mam porządnie auto zrobione a oni musieli wypłacić więcej. Na pohybel szubrawcom ubezpieczeniowym.

    •  

      pokaż komentarz

      @Wezmyr: W jakiej firmie wykupiłeś ubezpieczenie?

    •  

      pokaż komentarz

      @KawaJimmiego nie chodzi o to w jakiej firmie tylko jaki wariant AC. Jak się bierze wariant kosztorysowy, z udziałami własnymi i z niezniesioną amortyzacją części to potem przy odszkodowaniu zaczyna się cebulowe biadolenie. Wyjątkiem jest firma Direct zaczynająca się na P. U nich na polisie może być maksymalny wariant a niektóre serwisy nawet nie chcą słyszeć o naprawie z AC

    •  

      pokaż komentarz

      @wErni: Tzn. żeby kupować AC w wersji? ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      pokaż komentarz

      @KawaJimmiego po pierwsze zniesiona amortyzacja części, po drugie wariant serwisowy, po trzecie brak udziałów własnych (przydatne przy drobnych szkołach). Jako opcja (dla najbardziej wymagających i pod leasing) stała i nieredukcyjna suma ubezpieczenia. Niektóre firmy nie mają franczyzy. Odszkodowanie wypłacane przy szkodzie od 1zł a nie od 501zł

    •  

      pokaż komentarz

      @Wezmyr: Znajomemu z OC chcieli dać za naprawę 4000 zł, a znajomy się wkurzyłł, dał do ASO i zapłacili 17 tyś + auto z wypożyczalni

    •  

      pokaż komentarz

      Odszkodowanie wypłacane przy szkodzie od 1zł a nie od 501zł

      @wErni: a później szkoda w historii UFG na 300 zł , a Ty oddajesz wielokrotnie większe pieniądze z nawiązką przy zakupie następnych polis.

    •  

      pokaż komentarz

      @wErni: no właśnie to była ta firma... Na szczęście kończy mi się z nimi umowa, więc z radością pożegnam ich na obydwu autach :) a zawsze biorę maksa, by potem nie liczyć, co jest a czego nie ma.

    •  

      pokaż komentarz

      @Happyhippo: Mój ojciec miał podobnie. Przywalił na początku czerwca w nowiutkie Audi Q7, gościu w audi miał włączony ten asystent do hamowania i coś mu się poj@%%ło i zahamował mu na środku ulicy a mój stary się wśliznął scirocco pod ogromne q7. Goscia autko bez szwanku wyszło z tego wydarzenia lecz w vw do wymiany chłodnica i połowa przodu. Pierw przyszedł pierwszy rzeczoznawca to powiedział, że auto nadaje się do jazdy (tak, szczególnie z pękniętą chłodnicą) i powiedział ze max mogą wypłacić 1200 zł. Stary sie wk@#%ił, pojechał do Poznania do ASO, dali mu kosztorys na 11 tys. zł, odesłał to do PZU a oni wysłali swojego człowieka po raz drugi, który stwierdził tym razem, że jednak naprawy będą kosztować 2,5 tys. zł. Na oko mogę powiedzieć, że sama chłodnica i w ogóle wszystkie wężyki do niej samej kosztowały by ponad tysiąc złotych, a co dopiero wszystkie plastiki, błotniki, maska, krótko mówiac cały przód. Odesłaliśmy gościa z kwitkiem, oddaliśmy auto do ASO, zrobili auto za dokładnie 9649 zł + opłata za wypożyczenie nam auta od nich z salonu jako zastępcze. Nie mieli wyjścia, zabulili o wiele więcej, a mój ojciec wyliczył, że spokojnie zrobiłby sobie sam cały przód za około 5 tys. i jakby dostał chociażby tyle, to p$@#!?#iłby tą całą zabawę w papierki, w ASO i kłocenie się z ubezpieczalnią bo wolałby to zrobić samemu, bo przynajmniej wie, że jak zrobi sam, to zrobi sobie to dobrze.

    •  

      pokaż komentarz

      @botanicFTS: Podejrzewam że im się to opłaca, bo jednak zarobki na "nieświadomych" przeważają mimo wszystko na stratach, które generują ludzie w ASO.

    •  

      pokaż komentarz

      @Happyhippo: Niby tak, choć to już nasza druga akcja z zasranym pzu gdzie nie chcieli nam dac jakiejs sensownej kasy. Kiedys urwali nam smieciarka (tym podeścikiem dla śmieciarzy z tyłu) cały zderzak, zbili lampe itd. pan przyszedl i mowi 600 zł xDDDD no to kwiknelismy i auto poszlo do serwisu. efekt? 4 tys. zł pzu do tyłu, a spokojnie te straty nie były warte więcej niz 2000 zł

    •  

      pokaż komentarz

      @Wezmyr: dokładnie, dobrze mieć zaprzyjaźnionego mechanika, który zajmuje się likwidacją szkód. Pełnomocnictwo na mojego znajomego, gość zgłosił szkodę, przyjechał jego znajomy rzeczoznawca. Dogadali się, że trzeba wpisać to i to, bo wiadomo, że każdy chce zarobić. Auto naprawiłem za mniej niż wyszła wycena, do tego mam spokój w użeraniu się z ubezpieczycielem. Koledze też odpaliłem gratis bo przecież należy się za dobrą robotę, czuję, że jakbym sam się tym zajął to nie dostałbym nawet połowy tego co mi przelali.

    •  

      pokaż komentarz

      @Wezmyr: A co w przypadku mojej perełki Sieny 1.2 z 1999? (aktualnie 106kkm) Przez ostatnie 3 lata wj%!$łem w remonty 10000 zł.
      Wiem, jestem poj%!$ny, ale to mój ulubiony samochód. I utrzymuję go w stanie nienagannym.
      Wartość giełdowa mojej perełki to 2000 zł.
      Na wszystkie naprawy mam faktury.
      Co w przypadku "całki"? Są podstawy żądać minimum 10000 zł?
      Tak się pytam, bo nie wiem.

    •  

      pokaż komentarz

      @dzidziaka: wg mnie nie, bo AC płacisz od wartości ustalonej przez ubezpieczyciela (rzekomo wg EuroTaxu). Ale mam dokładnie ten sam problem z jednym autem, że gdybym miał mieć szkodę całkowitą, to byłaby ona niższa od moich oczekiwań wynikających z tego, że auto mam zadbane.

    •  

      pokaż komentarz

      @Wezmyr: Ja mówię o OC. Mam faktury=wartość jest poświadczona przez nie ( ͡° ͜ʖ ͡°). Był tu wątek, że ubezpieczyciel obniżył wartość odszkodowania, bo opony były stare. To dla czego to nie działa w drugą stronę?

    •  

      pokaż komentarz

      @dzidziaka: ale to chyba niczego nie zmienia, bo tak czy inaczej EuroTax jest podstawą. Oczywiście, że wiek opon nie powinien mieć znaczenia a ich stan (no chyba, że miały powyżej 5 lat, bo niby powyżej tego wieku opony już nie są bezpieczne), więc ubezpieczyciel szukaj dziury w całym i znalazł. A to, że nie istnieje równowaga pomiędzy firmami ubezpieczeniowymi a ich klientami to dość oczywiste: wymóg posiadania OC zawsze będzie stawiać ich na wygranej pozycji. Z drugiej strony brak takiego wymogu spowodowałby totalny dramat w temacie odszkodowań, bo przecież 80% przestałoby natychmiast płacić.

    •  

      pokaż komentarz

      @Wezmyr: Super, ale ubezpieczyciel w przypadku kasacji samochodu powinien zwrócić 100% jego wartości.
      A ja powiększyłem wartość mojego o 10000 zł.
      Oc płacę od początku w mniej więcej tej samej kwocie.
      Więc gdybym miał szkodę zaraz po nabyciu Sieny, dostałbym 32000 zł (tyle za Sienę zapłaciłem, taka jej była wartość w dniu zakupu). Po remoncie wartość Sieny wzrosła o 10000 zł i tyle stracę, jeśli ktoś mi zrobi "całkę" nieprawdaż?

    •  

      pokaż komentarz

      @dzidziaka: nieźle kombinujesz. Ale niestety, tego nie da się zrobić. Podobnie jak z opłatą skarbową za sprzedaż samochodu. Nie ma znaczenia, co wpiszesz w umowie, US i tak liczy wartość do wpłacenia po swojemu.

    •  

      pokaż komentarz

      Są podstawy żądać minimum 10000 zł?
      @dzidziaka: Nie ma. Są podstawy do zażądania najwyższej możliwej kwoty wg Eurotaxu skorygowanej o niski przebieg. Najprawdopodobniej będziesz musiał iść do sądu i wziąć rzeczoznawcę, który poświadczy że auto jest w stanie igiełka.
      Tego typu podstawy miałbyś, jeśli auto rozbudowałbyś o jakieś zewnętrzne usprawnienia, np. SIENA 1.2 460KM, albo Siena z wyciągarką, Siena z Webasto itd.

      To czym piszesz jest niemożliwe, bo po pierwsze masz faktury na wymiany, ale te części są przecież w ciągłym użyciu, po drugie to nie jest wartość rynkowa samochodu (nikt za niego tyle nie zapłaci), a po trzecie tworzyłoby to nieziemskie pole do wyłudzeń:
      1. Kupujesz samochód za 10.000 zł
      2. Serwis wystawia Ci fikcyjną fakturę na 100.000 zł, wykładasz wszystkie podatki (koło 35.000 PLN).
      3. Auto kasujesz.
      4. Dostajesz 110.000 zwrotu, czyli jesteś 55.000 do przodu.
      Punkty 2 i 3 są w czasie oczywiście zamienne :)

      Takie coś jak piszesz da się zrobić, ale ubezpieczając swój pojazd indywidualnie, podając jego wartość i płacąc za niego stosowną składkę.

    •  

      pokaż komentarz

      @dzieciol1: Jeśli jest fikcyjna faktura, a nic w samochodzie nie było zrobione, to można to sprawdzić.
      Są numery części, serwis musi mieć faktury kupna, a potem mi sprzedaży.
      Może sobie ubezpieczyciel sprawdzić.
      Policzyłem, jakie zyski ma ubezpieczyciel:
      17 lat x średnio 400zł za rok = 6800.
      Ktoś mi Sienę dziś kasuje: 6800-2000=4800, 4800 ubezpieczyciel jest do przodu, a ja 8000 do tyłu.
      Wartość składki jest stosowna dla ubezpieczyciela, płaciłem prawie tyle samo za Sienę w 1999 co zapłaciłem w 2016.
      Wartość Sieny spadła z 32000 do 2000, czyli 16 razy. Czy wartość składki spadła?

    •  

      pokaż komentarz

      @Wezmyr: Nie wiem jak jest teraz.
      Przy kupnie Sieny 17 lat temu zostawiłem w rozliczeniu f126p rocznik 1978.
      Taka była promocja u Fiata, dostałem zniżkę 2000 zł.
      Sprzedałem malacza za 1 zł Fiatowi, i musiałem zapłacić 22 grosze (autentycznie w salonie Fiata w kasie zapłaciłem 22 grosze).
      Trochę później miałem wezwanie z urzędu komunikacji z miasta gdzie się urodziłem, i gdzie malacz był zarejestrowany.
      Pani się spytała, dlaczego zbyłem samochód za 1 zł, i czy to prawda.
      No to mówię, że promocja taka była i mam papiery.
      Coś tam podpisałem i spokój.
      Anyway, 3 lata po oddaniu mojej czerwonej strzały z chromowanymi zderzaczkami (ten f126p z 1978) widziałem jak pop%!%?$%a ona na Wrocławskiej w Krakowie (akurat szedłem do banku). Gość sobie pewnie zrobił tylko hamulce, bo blacha stan fabryczny (bo moja babka śp. nigdy nie brała nowego samochodu też bez zabiteksowania w polmozbycie ( ͡° ͜ʖ ͡°)), a silnik ledwo 80kkm miał ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Z perspektywy czasu sk@%#iłem się za 2000 oddając mojego wiernego druha. (co tym fiacikiem nie wyprawiałem za młodu, to już inna historia...)
      Trzeba było zostawić u starych w szopie i wyrejestrować, a teraz cieszyć się zabytkiem.

    •  

      pokaż komentarz

      Jeśli jest fikcyjna faktura, a nic w samochodzie nie było zrobione, to można to sprawdzić.
      @dzidziaka: Tak, na moim ogromnie wyolbrzymionym przykładzie na pewno ktoś by to zrobił. Ale regularne nadużycia byłyby przy standardowych naprawach, jedziesz z autem wartym 54 tys. do serwisu, a serwis czaruje z tego 57 tys, bo była "robiona" naprawa silnika za 1862,60 zł + 1137,40 robocizna. Konia z rzędem temu, który wyczai że to oszustwo i będzie to w stanie udowodnić (bez angażowania nadmiernych środków), a po 1500 pln na łeb dla właściciela i serwisu jest, z żadnym ryzykiem i po 5 minutach roboty.

      Co do Twoich obliczeń nie rozumiem po co je robisz, w przypadku OC wartość Twojego samochodu nie ma wpływu na wysokość składki. Liczy się ją od teoretycznego ryzyka jakie robisz w ruchu, np. Twojego wieku, przebiegów, doświadczenia itp. Podwójnie obliczeń nie rozumiem, bo ubezpieczalnia istnieje po to, żeby zarabiać, chyba nie liczyłeś że kalkulacje wyjdą na Twój plus czy zero? To jest ubezpieczenie od szkód które TY możesz wyrządzić, a nie gwarancja zwrotu wartości - ta nazywa się AC...

    •  

      pokaż komentarz

      @dzieciol1: Bo OC ma zwrócić 100 % wartości pojazdu z przed szkody?
      "Podwójnie obliczeń nie rozumiem, bo ubezpieczalnia istnieje po to, żeby zarabiać,"
      No podobno ubezpieczyciele "tracą" na ubezpieczeniach.
      MOGĘ wyrządzić, a jeśli nie wyrządziłem, ubezpieczyciel jest do przodu.
      MOŻE mi się np. dom spalić, nie musi. Ale ja podejmuję decyzję, czy dom ubezpieczyć, czy nie.
      Wartość domu spada, ja nadal jestem ubezpieczony na kwotę pierwotną.
      Płacę cały czas takie same składki.
      Teoretyczne ryzyko, że coś zrobię w ruchu zbliża się do 0.
      Jestem ubezpieczony od wszystkich wypadków doznanych/zrobionych na dużą kwotę, płacę też miesięcznie adekwatną, dużą kwotę.
      Dlaczego mam płacić jeszcze za OC?

    •  

      pokaż komentarz

      @dzidziaka: bo masz taki obowiązek. Chcesz mieć samochód to masz mieć ubezpieczenie komunikacyjne. Nie będę dyskutował nad sensem istnienia takiego obowiązku, bo nie czuję się kompetentny.

      Bo OC ma zwrócić 100 % wartości pojazdu z przed szkody?
      Wartości rynkowej. Wartość Twojego samochodu nie jest równa ilości pieniędzy, które w niego włożyłeś. Jeśli Sieny z tego rocznika chodzą od 1200-4500 zł to dostaniesz 4500. No chyba że jesteś w stanie wskazać jakiś podmiot gotowy zapłacić za Twój egzemplarz Twoją wycenę, to wtedy broń tego w sądzie.
      Pomijam już, że idąc Twoją linią rozumowania ubezpieczyciel mógłby Ci powiedzieć:
      "Robimy wartość twojego pojazdu 10 tysięcy. Koszt wymiany XYZ na oryginalnych częściach to 12 tysięcy, więc robimy szkodę całkowitą. W zasadzie to Twój wrak byłby warty 800 zł, ale przecież skoro masz faktury to jest warty 6300. Masz tu 3700 zł, cieszymy się że mogliśmy pomóc". Jeśli tym przykładem nie pokazałem dlaczego to tak nie może działać to chyba już nie dam rady.

    •  

      pokaż komentarz

      Policzyłem, jakie zyski ma ubezpieczyciel:
      17 lat x średnio 400zł za rok = 6800.


      @dzidziaka: super, a teraz inaczej
      kasujesz kogoś pojazd na np 100.000 zł, to jak z tym zyskiem

  •  

    pokaż komentarz

    Ja czekam na info reklamacyjne od PZU, jak mnie agent ubezpieczeniowy zrobił w ch..a.... Nie będzie korzystne to tu sprawę opisze..... Sam ściągałem lawetę z zagranicy!!!

    •  

      pokaż komentarz

      @przlde: też jestem w trakcie reklamacji w PZU. Jadą że mną jak z frajerem, wycenili szkodę na połowę stanu faktycznego. Ta podfirma wyceniła mi szkodę na niecały 1000, a że nie podałem im numeru konta to wysłali mi na adres domowy 470. Bardzo mocno nie polecam a 470 to niech sk%?$eseny mnożą razy 10 bo ja już się nie będę z nimi bawił.

    •  

      pokaż komentarz

      @M-a-r-o: @przlde: Panowie reklamacje nie mają sensu.

      1. Olewasz ubezpieczalnie i to co Ci dają.
      2. Sprawdzasz listę biegłych sądowych w Twoim sądzie rejonowym.
      3. Dzwonisz do gościa i zamawiasz wycenę (300-500zl, jak sąd wyznaczy biegłego 1000+)
      4. Z wyceną idziesz do radcy żeby przygotował pismo do sądu.
      5. Sąd zapoznaje się ze sprawą i wydaje wyrok zaoczny bez wszczynania procesu sądowego, bo inaczej podważyłby wiarygodność biegłego rzeczoznawcy (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

      Chyba to w powiązane wrzucę jako vademecum postępowania z ubezpieczycielami.

      #ubezpieczenia #oc

    •  

      pokaż komentarz

      @cudowny: wrzuć, może się kiedyś przydać.

    •  

      pokaż komentarz

      Dawidi 3 min. temu

      @cudowny: na takiej zasadzie działają firmy odszkodowawcze. Masz szkodę, firma wypłaca Ci 1000zł i olewasz. Przychodzi gościu z firmy odszkodowawczej i mówi, że odkupi od Ciebie szkodę za np 1500zł. Ty się cieszysz bo "kasa za free" o której i tak już zapomniałeś. A oni pyk biegły, pisemko do sądu, i towarzystwo przelewa im brakujące 3000. Samemu można zrobić to taniej, ale jak nie chce ci się bawić to można skorzystać z firmy. Ale targujcie się szczególnie przy szkodach powyżej 5000. Jak firma odszkodowawcza proponuje Ci jakąś kwotę to wiedzą, że dodatowo wyciągną ze szkody przynajmniej drugie tyle ile Ci zaproponowali.

  •  

    pokaż komentarz

    Tylko że dużo osób kupuje już ulepa i nawet jak weźmie marne odszkodowanie to znowu naprawi za pół tej kwoty u Zenka w garażu. Likwidowałem szkody ze 20 razy na pewno i czasami przyjmowałem już pierwszą wycenę ale były takie gdzie z oferowanych 2000 zł do ręki musieli zanieść 10 000 do autoryzowanego serwisu. Bo najlepiej tak robić jak spotyka się mur z drugiej strony. Cwaniak mejlami mi podwyższa o 200 złotych odszkodowanie z każdym mejlem a ja mu mówię że nie da się naprawić przodu za 2k jak sam kompletny reflektor kosztuje prawie 5k. Znowu kiedyś odprysk z innego auta podczas stłuczki uszkodził mi poszycie deski rozdzielczej w starej skodzie i wycenili wymianę tego elementu na 6k, łącznie wypłacili 9k do kieszeni a cała naprawa zamknęła się w 2k i auto było naprawdę jak nowe. Małe zadarcie materiału pozostało ale nawet nie pozwoliłbym na prucie całego wnętrza auta żeby estetykę przywrócić na 2 centymetrach materiału. Z drugiej strony gdyby odmówili naprawy tego albo zlekceważyli to autoryzowany serwis pewnie by się tym zajął.

  •  

    pokaż komentarz

    Jak mnie to wielokrotnie powtarzane KNF jako Krajowy nadzor finansowy irytowalo. Normalnie uszy wiedly. Koles kreuje sie na profesjonaliste i znawce, a takie bledy popelnia. Oj nieladnie.

    KNF to jest Komisja Nadzoru Finansowego.

  •  

    pokaż komentarz

    Miałem ostatnio stłuczkę, gdzie byłem poszkodowany.
    Mam oświadczenie o zdarzeniu, zdjęcia polisy PZU i dowodu.
    Właśnie mam się zabierać za załatwianie tego.

    Doradzi ktoś kolejność kroków? Do zrobienia/wymiany będzie tylni zderzak i listwa.
    Niektórzy piszą, żeby oddać samochód z upoważnieniem i się tym zajmą, a jest tradycyjna droga, że idę do ubezpieczyciela sprawcy i on przysyła rzeczoznawcę.

    •  

      pokaż komentarz

      @NAGI: zgłaszasz szkodę w towarzystwie ubezpieczeniowym sprawcy. Informujesz ich tez, ze będziesz korzystał z samochodu zastępczego (bez tego tez możesz sobie samochod wypożyczyć, ale wtedy dostają poweru) Przysyłają rzeczoznawcę. Gdzie? Tam gdzie podasz miejsce oględzin. Moze być to nawet pod domem. Wadą takiego oglądania jest to ze jeżeli uszkodzenia są np pod zderzakiem, to albo rzeczoznawca powie zeby go zdjąć i umówi sie na inny termin albo tych uszkodzeń Ci nie uwzględni. Dostajesz od nich wycenę. Patrzysz czy Cie nie rąbią. A wiec jeżeli masz zderzak do wymiany, to należy Ci sie kwota zderzaka w ASO a nie używki czy zamienikka z Allegro. Jeżeli Ci ta suma pasuje, to zgadzasz sie z wycena i robisz to we własnym zakresie. Przykład. Masz pęknięty zderzak. Wyceniają naprawę zderzaka na 1tys złotych. Ty go nie wymienisz, kleisz zaczepy i sobie jeździsz. Te tysiąc złotych wpada Ci do kieszeni. I nie jest to wyłudzenie (wzbogacenie). Co do samochodu zastępczego. Nie musisz go brać z wypożyczalni. Możesz wypozyczyc od sąsiada, brata itd. Ale juz nie od zony. I towarzystwa jak najbardziej to honorują. Cena musi być zbliżona do cen z wypożyczalni w Twojej okolicy/regionu dla tej klasy samochodu co Ty masz. Podatek chyba jest na poziomie 9%. Tyle zapłaci ten sąsiad czy brat który Ci ten samochod wypożyczył. Druga droga likwidacji szkody to oddać samochod do ASO i oni sie rozliczają. Ale czasami nie warto. Bo można więcej zostawić sobie kasy (w myśl zasady gorsze materiały i gorsza robocizna, więcej kasy zostaje w kieszeni). Ja ostatnio dostałem 25tys złotych, a naprawiłem sobie samochód za 4tys. I na koniec. Odszkodowanie nie jest opodatkowane

    •  

      pokaż komentarz

      @wojtura: opisywales to wszystko w kontekscie oc czy ac ?

    •  

      pokaż komentarz

      @kolin4: OC. Ale w AC jest podobnie jeżeli chodzi o likwidacji szkody metodą "wyceny". Nie zawsze przysługuje samochod zastępczy i oryginalne części. To zależy od "pakietu AC"

    •  

      pokaż komentarz

      Wyceniają naprawę zderzaka na 1tys złotych. Ty go nie wymienisz, kleisz zaczepy i sobie jeździsz. Te tysiąc złotych wpada Ci do kieszeni. I nie jest to wyłudzenie (wzbogacenie).

      @wojtura: Należy tylko pamiętać, że jeśli zderzak został zadany przez rzeczoznawcę do wymiany, a zostanie naprawiony, to przy kolejnej szkodzie właściciel takiego pojazdu musi liczyć się z tym, że zastosowany zostanie odpowiedni ubytek na tej części lub że ubezpieczalnia w ogóle odmówi zapłaty za tę część.

    •  

      pokaż komentarz

      @wojtura: pytanie, jak mam 2 samochody, to też mogę wypożyczyć samochód po trafieniu jednego przez jakiegoś gapcia? tzn. czy ubezpieczyciel nie powie niech pan jeździ drugim, ale drugi np. jest eksploatowany przez kogoś z rodziny albo jest niesprawny... więc czy wypożyczenie auta należy się jak psu buda czy jest więcej tych ograniczeń z OC sprawcy?

    •  

      pokaż komentarz

      @wojtura: a w przypadku wylacznie oc moge za kazdym razem gdy wina nie jest moja jechac do aso i niech robia?

    •  

      pokaż komentarz

      @kolin4: Tak. ASO zajmie sie wszystkim. Ty ich musisz tylko upoważnić. Tzw "naprawa bezgotówkowa". I od tej pory to ASO bierze na siebie walkę z TUbezpieczeniowym. Ale są na to przygotowani. I zaprawieni. Przy dobrej Twojej gadce kiedy oddajesz tak im samochod, gratisowo zrobią Ci np przegląd samochodu z wymiana oleju klocków itp. ASO naprawdę sporo zarabia na takiej naprawie blacharsko-lakierniczej. Duża marża na częściach. Duża stawka roboczogodziny. Dlatego TU kombinuje mniej więcej tak. Całkowity koszt szkody na częściach Allegro (oryginalnych nawet) plus robocizna w jakimś małym warsztacie to powiedzmy 5 tys. Ta sama w naprawa w ASO to 15 tys. Wiec Poszkodowanemu proponują 6-8tys. Bo wiedza ze większość będzie chciała te 1-2tys różnicy sobie przytulić do kieszeni. Co jest ważne. Dają Ci te 6-8tys i ...nie chcą juz oglądać samochodu. Dla nich nie musisz juz go nawet naprawiać. Jednakże kiedy naprawiasz przez ASO często chcą zobaczyć faktury i samochód po naprawie.

    •  

      pokaż komentarz

      @chavez1: samoxhod zastępczy się należy jak psu buda. Nawet jeżeli masz przystanek pod domem, jeździ z niego 100 autobusów i mogą Cie dowieźć do Twojej pracy, kina, centrum handlowego i teściów. Kiedyś tak towarzystwa sie broniły. Przegrali kilka spraw i argumentacja możliwości jazdy komunikacja miejska upadła. Co do drugiego samochodu w domu. Nie możesz go jakby wypożyczyć od zony i od TU wziąć kasę. To wynika bardziej z Kodeksu Cywilnego. Ponieważ ta rzecz jest jakby wspólna wiec nie wypożyczasz a użyczasz. Te definicje są ważne. Użyczenie wg KCywilnwgo jest za darmo. Dlatego trzeba wypożyczyć od brata, sąsiada czy znajomego. Należy się jak najbardziej Tobie samochod zastępczy kiedy macie w gospodarstwie domowym inny pojazd. I nie musi on być niesprawny by sie tłumaczyć czemu sie wypożyczało samochód od brata.