•  

    pokaż komentarz

    Ja rozumiem, że lód to ogólnie ciężka sprawa - i wiele się nie da zrobić. Ale cholera - jak auto na lodzie jedzie prosto ze skręconymi kołami a koniecznie chcę uniknąć drzewa czy przeszkody to do cholery puść ten hamulec!

    •  

      pokaż komentarz

      @johnlocke-89: Warto jeszcze wrzucić pierwszy bieg i nie wysprzęglać auta, może to pomóc delikatnie zredukować prędkość.

    •  

      pokaż komentarz

      @larvaexotech testowałem w silniku dieska - nie działa :) Na oblodzonej jezdni przyczepność jest tak mała, a siła hamowania silnikiem na pierwszym biegu tak duża, że ostatecznie uzyskujemy efekt zblokowanych kół (kręcą się one dużo wolniej niż powinny). W moim przypadku pomógł ABS + zjazd prawymi kołami na pobocze z nieubitym śniegiem.

    •  

      pokaż komentarz

      @Tomkos: Nie kupuję tego. Jeśli uzyskałbyś efekt zablokowanych kół to unieruchomiłbyś ("zgasił") silnik. Silniki diesla spokojnie "ciągną" auto bez dodawania gazu nawet pod górę na suchej nawierzchni więc tym bardziej spokojnie by obracały koła na lodzie.

      Druga sprawa, że ABS działa tylko do pewnej prędkości po której zostaje wyłączony (bo inaczej zatrzymanie auta nie byłoby możliwe wogóle) i można to zauważyć w każdym rodzaju pojazdów.

      Ja mam po drodze do miasta bardzo mocną górkę z zakrętem która jest słabo utrzymywana (wieś) i jak wiem że jest ślisko to na silnikiem benzynowym zjeżdżam na pierwszym biegu. Choć fakt, że gdy jest bardzo mocne lodowisko to i tak niewiele by pomogło pewnie, ale zawsze to jakaś minimalnie większa przyczepność niż sunięcie na zablkowanych kołach.

    •  

      pokaż komentarz

      @larvaexotech: Ja nie napisałem, że przednie koła są zblokowane, tylko że jest taki efekt jakby były zblokowane :) Jeżdżąc do babci na wsi w zimie, aby nie nadrabiać 5km muszę pokonać spory zjazd, który praktycznie nie jest utrzymywany przez jakikolwiek zarząd dróg, a przynajmniej jest jednym z ostatnich na liście - po liczbie mieszkańców na wiosce wcale się nie dziwie. Teraz już nie panikuje, ale pamiętam jak pokonywałem go pierwszy raz. Wiedziałem, że jest ślisko, więc zwolniłem do ok 30 na godzinę na drugim biegu. Jako że auto zjeżdżając z góry zaczęło się napędzać, a dotknięcie hamulców wywoływało abs, pomyślałem o wrzuceniu jedynki (teoria na 6, ale praktyki brak :P). Wskoczyła ona bez problemu, tyle że brak przyczepności kół nie podniósł obrotów silnika, który sam na pierwszym biegu hamuje. Efekt był taki, że auto poruszało się 30+ km/h, a koła kręciły się jak dla pierwszego biegu (pewnie minimalnie ponad 10 km/h) - czyli za wolno, co powodowało uślizg przednich kół. Opony pirelli jednoroczne. Od tamtej pory przed tym zjazdem zwalniam ile mogę na drugim biegu i bez dotykania hamulca i gazu zjeżdżam swobodnie w dół nabierając prędkości. Jako, że to droga wiejska ruch jest minimalny, ale jakby pewnie coś stało na środku drogi to jedyną opcją byłby zjazd do rowu :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Tomkos: Rozumiem, źle zrozumiałem pierwszego posta. Myślę, że tak czy inaczej toczące się "dziwnie" koło to lepsze niż zablokowane, choć pewnie i tak pewnie sterowność pojazdu była zerowa. Ja zawsze robie tak że przed punktem w którym zaczyna się spadek w tej górce, wyhamowuje samochód niemal do zera, włączam pierwszy bieg i po prostu toczę się na tym pierwszym biegu lekko dotykając hamulca. W rowie jeszcze nie wylądowałem, ale górka jest tak ostra, że gdyby ostro przymroziło to chyba nie ma opcji żeby nie wjechać do rowu :)

  •  

    pokaż komentarz

    zabraklo muzyczki z Benny Hilla ;)

  •  
    L.....s

    +9

    pokaż komentarz

    mieszklałem koło tej górki na Kusocińskiego w Szczecinie. To co odwalają złotówy na mieście to osobna historia.

  •  

    pokaż komentarz

    Zaraz państwu prawa jazdy pozabieram ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #pdk

  •  

    pokaż komentarz

    Ale hamulec trzyma każdy do końca. Jeden, taksiarz chyba, puścił i jakoś mu się udało wyjechać na przyczepną stronę.