•  

    pokaż komentarz

    @Kopytko1: To jest droga polskiego złota.

    Decyzja o wywozie złota zapada 4 września. Chodzi nie tylko o to, żeby skarb nie padł łupem najeźdźców. Kruszec ma być źródłem finansowania armii na wypadek, gdyby Wehrmacht kontynuował ofensywę, a zachodni alianci nie ruszyli nam z odsieczą. 24 stare autobusy wiozą do Lublina niespełna 40 ton, czyli prawie połowę złota z narodowych rezerw. Reszta zostaje w Brześciu i Zamościu. Kruszec trafił tam parę miesięcy wcześniej.

    Następnego dnia złoto dociera do Łucka. Ale i tam nie jest bezpieczne. Zapada decyzja o ewakucji do Rumunii. Po drodze niespełna cztery tony złota zostają zdeponowane w miasteczku Dubno na potrzeby władz polskich, które pozostają w kraju. Punktem zbornym jest Śniatyń przy granicy z Rumunią. Tam 13 września dociera złoto z Warszawy oraz z Zamościa i Brześcia. Skarb waży łącznie około 71 ton. Ponad 1200 skrzyń (po 60 kg każda) ze sztabami złota i workami monet Polacy ładują nocą do wagonów. Transport wyrusza do rumuńskiej Konstancy, by trafić stamtąd do sojuszniczej Francji. Polskie władze są przekonane, że tam będzie bezpieczny.

    Po wielu perypetiach rozklekotany tankowiec „Eceone” transportuje złoto do Stambułu. Turcy zgadzają się na przewiezienie skarbu pociągiem przez Syrię do Bejrutu w Libanie, podległego sojuszniczej Francji. 23 września część złota wypływa z Bejrutu do francuskiego Tulonu. Okręt szczęśliwie dociera do portu. 30 września przypływa do Francji reszta skarbu. Trafia do skarbca w Nevers nad Loarą. Pozostanie tam do wiosny 1940 r., gdy Hitler uderzy na Europę Zachodnią.
    Kiedy klęska Francji jest już przesądzona, polski rząd wysyła skarb na krążowniku „Victor Schlöcher” do USA. Na ten sam okręt rezerwy swojego złota pakują Belgowie. Statek wypływa 16 czerwca, w dniu kapitulacji Francji, ale kieruje się do Casablanki. Decyzję o zmianie kursu podejmuje francuski kapitan, nękany depeszami nakazującymi mu powrót.
    Kruszec trafia do Casablanki, potem do Dakaru, a ostatecznie zostaje zmagazynowany w saharyjskiej mieścinie Kayes (dziś na terytorium Mali). Kolaboracyjny francuski rząd Vichy nie odpowiada na polskie monity. Stojący na jego czele marszałek Petain – jak donosi wywiad Armii Krajowej – postanowił zatrzymać nasze złoto „dla dobra Francji”.
    W styczniu 1944 r. złoto, nad którym przejmują kontrolę Brytyjczycy i „wolni Francuzi” de Gaulle’a, wraca do Dakaru i zostaje przekazane Polakom.

    Rząd londyński dzieli skarb na trzy części. Lokuje go w bankach w Nowym Jorku, Ottawie i Londynie. Swoje wydzierają też Brytyjczycy. Biorą aż 11 ton tytułem „pokrycia wydatków łożonych przez imperium podczas wojny na cywilne potrzeby polskie”. W ten sposób Polacy już nie tylko krwią płacą za wojenne poświęcenie na rzecz Anglii.

    Komuniści przejmują po wojnie co najmniej cztery tony złota – to kruszec, który trafił do Dubna na potrzeby pozostających w kraju władz II RP, a później został wysłany do Rumunii. Włodarzom PRL przekazują go „bratni” przywódcy komunistycznej Rumunii. Wedle jednej z teorii rząd PRL przejął też resztę skarbu – przekonał dyplomatów oraz bankierów z USA i Wielkiej Brytanii, że socjalistyczna Polska jest naturalną spadkobierczynią wszelkich dóbr po II RP. Nie ma jednak co do tego pewności.
    Prawdopodobne część złota służyła przez lata politykom tworzącym polski rząd na uchodźstwie. Generał Władysław Anders ponoć lokował je w nietrafione inwestycje. – Kupował jakieś stare łajby i lasy w Argentynie, myśląc, że na tym można zarobić pieniądze. Nie miał głowy do biznesu – opowiadał dyrektor Instytutu Sikorskiego w Londynie, Andrzej Suchcitz.

    Tak gigantyczny majątek nie mógł jednak wyparować w argentyńskiej głuszy. Być może tajemnica polskiego złota zostanie wyjaśniona w 2045 r., kiedy to wygasa tajność brytyjskich dokumentów dotyczących „narodowych majątków wojennych”.

    źródło: image.jpeg

    •  
      m......a

      -1

      pokaż komentarz

      Być może tajemnica polskiego złota zostanie wyjaśniona w 2045 r., kiedy to wygasa tajność brytyjskich dokumentów dotyczących „narodowych majątków wojennych”.

      @Shisan: A co tu wyjaśniać? Komuchy zajebały.

      Normalnie tego nie znajdziesz. https://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:XGXUPYmaB2MJ:https://www.nbp.pl/publikacje/bankoteka/bankoteka-specjalne-3.pdf+&cd=8&hl=en&ct=clnk&gl=ie

      Władze odrodzonej w 1918 r. Rzeczypospolitej traktowały złoto posiadane przez Bank Polski SA jako rodzaj
      skarbu narodowego, który miał być wykorzystany w krytycznym dla państwa momencie. W sierpniu 1939 r.
      polski bank centralny dysponował zasobami złota o wartości 463,6 mln zł, to jest około 87 mln USD, o łącz-
      nej wadze 79,5 tony. W przeddzień wojny kruszec ten przechowywano w skarbcu Banku Polskiego SA
      w Warszawie (193,0 mln zł) i w jego oddziałach (170,4 mln zł), a część ulokowano jako depozyty za granicą
      (100,2 mln zł)

      Władze komunistyczne bardzo zręcznie rozegrały kwestię rozliczeń z Bankiem Polskim SA z tytułu wyko-
      rzystanego złota. Było ono, bądź uzyskiwane z jego sprzedaży dewizy, „odstępowane” Skarbowi Państwa
      na rachunek w NBP. W zamian Bank Polski SA otrzymał bilety skarbowe denominowane w dolarach ame-
      rykańskich (według wagi i próby dolara z lipca 1944 r., czyli de facto według przedwojennego kursu 5,26 zł
      za 1 USD). Bilety zostały wyemitowane na podstawie dekretu z 11 kwietnia 1947 r., wyłącznie w celu doko-
      nania rozliczeń. Wartość przeprowadzonych operacji wyniosła 70 mln USD, czyli równowartość 368,5 mln zł.
      W 1950 r. Bank Polski SA przekazał też resztki posiadanego złota i dewiz. W ten sposób cenny kruszec, rato-
      wany z wojennej pożogi przez ofiarnych pracowników Banku z pomocą rządów i instytucji bankowych kra-
      jów zachodnich, został w całości wykorzystany przez władze Polski Ludowej

  •  

    pokaż komentarz

    Polskie złoto zagineło tak samo w niewyjaśnionych okolicznościach jak mój hajs z komunii

Dodany przez:

avatar HaHard dołączył
45 wykopali 0 zakopali 1.2 tys. wyświetleń
Advertisement