•  

    pokaż komentarz

    To chyba dobrze, że ludzie chcą czytać książki :) Swoją drogą czytanie z kompa jest strasznie męczące. Nie wydaje mi się, że ludzie którzy mają poszanowanie dla literatury i ją czytają to nie posiadają w domu sporej biblioteczki. Książki w tych czasach nie są produktem dla mas.

    Biblioteki działają na takiej samej zasadzie, czyli udostępniają każdemu i publicznie książki za darmo.

    •  

      pokaż komentarz

      @k20: nie ma nic złego w pożyczaniu sobie książek, również w wersji elektronicznej, ale chomikuj.pl to serwis dość szczególny - bo pobiera opłaty za pobieranie tych książek (ważne pobieranie a nie hosting!) i nie dziali się tymi pieniędzmi z autorami.

      Gdyby pobierali opłaty za hosting (albo utrzymywali się z reklam lub jakiegoś innego źródła) nie było by sprawy bo wtedy pożyczanie książek podchodziło by pod dozwolony użytek a nawet jak ktoś by go przekroczył to była by jego wina a nie firmy hostingowej.

    •  

      pokaż komentarz

      @stfor:
      zakładałem, że książki pobieramy z puli darmowych 50MB

    •  

      pokaż komentarz

      tak mnie w ogóle naszło: na jakiej podstawie osoby udostępniające są karane? Ktoś chciał sobie zapisać na serwerze, czy to własnym, czy chomiku, ktoś inny sobie wziął, nikt go nie zmuszał. Samo udostępnienie czegoś nie powinno być karalne. Czy to użytkownika wina, że nie zna się na zabezpieczeniach i nie potrafi zrobić tak, żeby nikt obcy nie mógł ściągać?

      Nie popieram piractwa, ale antypiraci mają ciężki orzech do zgryzienia z udowodnieniem komuś czegokolwiek.

    •  
      b..........l

      +17

      pokaż komentarz

      @k20: Nie chodzi w tym wypadku o książkę tradycyjną. Najbardziej drze japę facet prowadzący sprzedaż ebooków. Pewnie irytuje się bo ktoś kupił od niego książkę i wsadził na chomika. I kim są te mityczne "polskie wydawnictwa"?
      News na zamówienie.

    •  

      pokaż komentarz

      @k20: "Biblioteki działają na takiej samej zasadzie, czyli udostępniają każdemu i publicznie książki za darmo."
      Ale biblioteki zakupiły ograniczoną ilość egzemplarzy i każdy z nich w danej chwili może wypożyczyć tylko jedna osoba.

      Wydawnictwa zdecydowanie zaspały. Jest już ogromna ilość ebook readerów na rynku, a jeśli wyświetlacze w komórkach zostaną ulepszone pod kątem czytania to połączenie tego z bardzo łatwym dostępem do "lewych" ebooków jest śmiertelnie niebezpieczną mieszanką - oczywiście dla wydawnictw.

    •  

      pokaż komentarz

      @wrednyAnonim: Są w cenie po 800-1400 zł, tak, że ciężko znaleźć kogoś kto to kupił.

    •  

      pokaż komentarz

      @k20: To prawda, wiele książek zaczynałem jako e-booki, a dzień albo kilka dni później kupowałem ją w księgarni - bo tak jest dużo wygodniej i przyjemniej czytać. Z drugiej strony - w ten sposób ostaną się tylko dobre książki, bo słabe nie są warte tego, żeby je kupić. I to może być problem dla wydawców. :)

  •  

    pokaż komentarz

    ciekawe jaki bedzie wynik tego pojedynku, póki co odpierali ataki...

    •  

      pokaż komentarz

      @thevil:
      Wynik jest oczywisty, żaden z serwisów wymienionych w artykule nie łamie prawa. Prawo łamią jego użytkownicy. Jeżeli chomikuj będzie reagował na prośby o usunięcie nielegali to nic się nie stanie, przecież w regulaminie jest napisane, że to użytkownik odpowiada za to co zamieszcza.

    •  

      pokaż komentarz

      @esio: ale chomik to jeden z serwisów który TOTALNIE nie robi nic.. (tj brak np auto-łapania nielegali, czy jakichś masowych kasowań kont od czasu do czasu)
      każde konto po wejściu tylko krzyczy ile ma gigabajtów nielegali.
      a na chomiku nawet nagrania gwałtu udało mi się znaleźć :/ (nie sciagam nic z chomika, w sumie z niczego, bo mi do zycia wystarczy przegladanie stron :P, ale raz przeklikałem parę chomików zobaczyć co też oni tam mają)

    •  

      pokaż komentarz

      W razie czego zawsze pozostaje p2m. Korzystałem i jeszcze nigdy nie pobierałem tak szybko :)

      W Polsce jednak dopiero to się rozwija. Jednak jest to całkowicie legalna metoda. Polecam przeczytać na wiki więcej.

    •  

      pokaż komentarz

      @varez: No, nie prawda. Usuwają pliki (nie wiem z jakiego klucza, ale robią to).

    •  

      pokaż komentarz

      @varez: Jak przycisną chomika to weźmie się za usuwanie nielegalnych treści, tak jak to robi teraz rapidshare. Nie zmienia to faktu ze walka z takimi serwisami hostujacymi pliki jak chomik, swego czasu odsiebie a teraz od niedawna przeklej to walka z wiatrakami. Jeśli zabronią takich serwisów w Polsce to fani hotlinkowania przeniosą swoje pliki na zagraniczne serwery a tam wymiar sprawiedliwości nie sięgnie.

    •  

      pokaż komentarz

      @ialath:
      BTW. Polecam z zagranicznych Box.net

      fajny , przejrzysty i nawet pracują nad polskim tłumaczeniem ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @varez: "ale chomik to jeden z serwisów który TOTALNIE nie robi nic"

      Razu jednego przypadkiem miałem jeden film na wierzchu wystawiony - i Chomik dostał skargę bodaj od TVNu. Dostałem wiadomość, że plik został zablokowany i wylądował w moim prywatnym folderze, do którego nikt poza mną nie ma dostępu. Więc i jest reakcja administracji (uniemożliwiają dalsze rozprowadzanie pliku), i pliku mi nie zabiorą (bo de facto jest to mój wirtualny dysk w sieci, i mogę tam trzymać co chcę) - nie to, co chociażby YouTube, co za każdą bzdurę zawiesza konta.

    •  

      pokaż komentarz

      @AtoMan: Potwierdzam;) Prowadzę chomika edu i razu pewnego wrzucono nań książkę z jakiegoś przedmiotu ;) 2 -3 dni po tym plik dostał oznaczenie pirackiego i był niedostępny. W takim przypadku plik zostaje przeniesiony do folderu prywatnego, na hasło, ale ludzie obchodzą to ustawiając hasło nazwę folderu, albo chwalą się nim na swojej stronie profilu

    •  

      pokaż komentarz

      @Wicia: niby w dozwolonym użytku możesz dzielić się ze znajomymi książką
      czy ktoś kto wchodzi na twój profil staje się twoim znajomym - i może dostać hasło
      to trochę śliska sprawa ( kto będzie miał lepszego prawnika )

  •  

    pokaż komentarz

    Ma ktoś adresy chomików z fajnymi książkami? Zanim go zamkną.

  •  
    P........e

    +16

    pokaż komentarz

    "Rzeczywiście coraz więcej wydawnictw skarży się na straty, jakie ponosi z powodu piractwa książkowego. Nieoficjalnie ich właściciele mówią, że to może być nawet kilka milionów złotych rocznie." Znowu straty wzięte z kosmosu które mówią że jak coś nie ściągniesz to na pewno kupisz. To jest jedyny argument przy każdym takim artykule. ;(

    •  

      pokaż komentarz

      @Pozytywnie:
      a kupując sobie książkę pewnie dodatkowo jeszcze weźmiesz jedną dla mamy i dwie dla brata... czyli ściągając 1 książkę tak na prawdę kradniesz 4 :)

    •  
      d...m

      -14

      pokaż komentarz

      @Pozytywnie:
      Ale jednak produkt ściągnięty oznacza jego już niezakupienie. Powiedz więc mi, na jakiej innej podstawie można określić stratę?

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: A tu się nie zgodzę mam kilka filmów w swojej kolekcji DVD oryginalnych które najpierw oglądałem w wersji "pirackiej"

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam:
      Jako przykład mogę dodać, że lubię mieć wersję papierową i cyfrową. Sztuczka polega na tym, że jak piszesz jakieś opracowanie i chcesz wyszukać jakiś cytat to przeszukiwanie wersji papierowej jest dużo trudniejsze niż kombinacja klawiszy CTRL+F. Wydawcy po prostu wszytko równają w dół.
      Dodatkowo... część osób być może ściąga pozycję z internetu, czyta rozdział i stwierdza, że to jednak to nie to czego oczekiwał i wciska DELETE. Tak samo mógł postąpić w księgarni, czyta kawałek i odstępuje od zakupu.

    •  
      d...m

      -11

      pokaż komentarz

      @bit1:
      Ale to, o czym mówisz jest wyjątkiem, a nie regułą. Powiedz uczciwie - wszystkie ściągnięte filmy kupowałeś potem w oficjalnej dystrybucji?

      @k20
      Jak kupisz wersję papierową, to cyfrową można traktować jako kopię tej papierowej. Analogicznie, możesz kopiować swoje programy na nośniki zapasowe, byle byś miał oryginalny nośnik. I nikt się nie przyczepi.

      Ja naprawdę nie jestem zwolennikiem ACTA czy innych tego typu porozumień. Zadaję tylko pytanie - jak inaczej wyszacować straty z nieoficjalnego obiegu, niż ilością ściągnięć. To jest realny problem, który dotyka także twórców niezrzeszonych w korporacjach, a dotyczy każdego produktu który występować może w formie niematerialnej (od dóbr kultury, po skrypty webowe).

      I jeszcze jedna rzecz. Jeśli przyjmiemy wizję piracką - można kopiować wszystko bez ograniczeń - to komu opłacało się będzie jeszcze tworzyć nowe wersje oprogramowania? Gier? Muzyki? Wszyscy twórcy mają to robić hobbystycznie, pracując jeszcze na etacie jako np. księgowy? Jakiej jakości będą to produkty - tu wystarczy spojrzeć na środowisko linuxa, gdzie aplikacji nadających się do zastosowań profesjonalnych jest jak na lekarstwo. A może należy utrzymywać studia programistów, filmowców, czy muzyków opierając się na niestabilnym modelu dobrowolnych dotacji (już to widzę jak studio zebrało 40 mln tym sposobem i pokryło koszty wyprodukowania np. Wiedźmina)?

    •  
      J......n

      +5

      pokaż komentarz

      @dadam: Nie wyjątkiem, jest właśnie regułą. http://torrentfreak.com/why-pirates-buy-more-music-and-music-labels-fail-090428/

      Poza tym nie rozumiem twojego toku myślenia. Twierdzisz, że skoro nie umiemy poprawnie oszacować strat wynikających z piractwa, to lepiej podać wartości wzięte z kosmosu i nieprawdziwe? Można podać ilość pobrań pliku, ale w żaden znany sposób nie przekłada się to na konkretne kwoty. Rząd USA sam przyznał, że te szacunki można sobie w buty włożyć http://torrentfreak.com/u-s-government-recognizes-benefits-of-piracy-100413/

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarasmen:
      Ale na jakiejś podstawie trzeba zbudować model biznesowy. I na jakiejś podstawie określić w takim modelu zarówno przychody jak i straty. Zaproponuj mi więc lepszy, bardziej adekwatny sposób. Ryczałt? Jakiś procent od sprzedanych/spiraconych wersji?

    •  
      P........e

      +6

      pokaż komentarz

      Zgadzam się z tym co napisał Jarasmen. Jak by policzyć ilości pirackich wersji photoshopa to się okaże że adobe poniosło wielomiliardowe straty które absolutnie, nawet w małym procencie nie przekładają się na zysk.
      Fakt piractwo jest problemem dla twórców ale nie można z tym walczyć na zasadzie zamykania niewygodnych stron albo co gorsza wchodzenia sobie do czyichś domów od tak bo może akurat coś się pirackiego znajdzie.
      @dadam
      Określić straty? Magazyn firmy który spłonął to są straty albo kradzież fizycznych nośników z firmy jest stratą. Ale nie to że ktoś czegoś nie kupił. Byłbym milionerem gdyby każdy kto nie kupił mojego towaru by mi za niego zapłacił, żądam odszkodowania.

    •  
      J......n

      +5

      pokaż komentarz

      @dadam: Czy ja mówię, że mam taki sposób? Twierdzę jedynie, że wzięcie pobrań pliku, przemnożenie go przez cenę produktu i nazwanie tego "stratą" nie ma żadnego sensu. Jeden użytkownik nie kupiłby wcale, inny kupiłby 10 egzemplarzy, kilku faktycznie kupiło później (po pobraniu), a jeszcze inni ściągnęli, mimo, że są właścicielami legalnej kopii (zdarzyło mi się - szybciej mi było pobrać album, niż ripować płytkę). Do tego trzeba by jakoś wkalkulować zyski z piractwa, czyli darmowy marketing, promocję itd + zysk społeczeństwa, które przecież dostało zastrzyk z kultury. Nie znam się na tym i nie mam pojęcia jak to przeliczyć na pieniądze, o ile to w ogóle możliwe.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarasmen, @Pozytywnie:
      Widzicie, ja zdaje sobię sprawę z wyolbrzymienia tych kwot. Ale wy nie wiecie jak to zrobić lepiej, oni też nie wiedzą. Bo na chwilę obecną, bez ścisłej kontroli w postaci drakońskich DRMów i szpiegowania użytkowników - a tego chcemy uniknąć - nie da się ineczej tego oszacować. A akcjonariusze pytają o sprawozdania finansowe. Banki chcą mieć dane, żeby ocenić zdolność kredytową. Na pieniądze czekają dostawcy, pracownicy, reklamodawcy i reklamobiorcy i cała rzesza innych ludzi, których "nie wiem" nie interesuje. Bo na "nie wiem" nie da się zbudować relacji biznesowych. Dlatego właśnie takie szacunki istnieć muszą, dlatego one muszą mieć jasno określone kryteria - a mierzenie tego ilością ściągnięć, nawet jeśli nieadekwatne, jest jedynym możliwym sposobem.

    •  
      J......n

      +7

      pokaż komentarz

      @dadam: Dlatego ja się po raz kolejny pytam: skoro nie ma sensownych szacunków ani danych statystycznych na ten temat, to czy kłamliwe i nieprawdziwe dane wzięte z księżyca są lepsze niż nic? A co za tym idzie, skoro jest to odczepna odpowiedź z działu marketingu dla akcjonariuszy p.t. "To nas kosztuje chyba z miliard", to jakim prawem te dane miałyby być w jakikolwiek sposób brane pod uwagę w procesach zarówno karnych jak i cywilnych? Zgadzamy się, że sama liczba pobrań jest już jakąś informacją i z tym się ciężko sprzeczać - kwestia przez jaką kwotę to pomnożyć. Nasuwa się więc pytanie - czego miarą jest ta liczba pomnożona przez cenę produktu (i jaka jest wartość takiej informacji)?

    •  
      d...m

      -11

      pokaż komentarz

      @Jarasmen:
      Jaka wartość? W chwili obecnej - wartość utraconego rynku. A wielkość potencjalnego rynku to jest podstawowa informacja dla wszelkiego typu modeli. Ilość ściągnięć jest konkretną wartością osób, ktorzy w mniejszym stopniu (o ile w ogóle) będą zainteresowani zakupem produktu.

      Teza z torrentfreaka, nawet jeśli prawdziwa, ma wciąż za małe podparcie. Nie ma jak do tej pory dobrych badań poważnych ośrodków dokumentujących tę kwestię - wszystkie pochodzą ze źródeł pro-pirackich, co jakby podważa ich wiarygodność w oczach decydentów.

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: "Powiedz uczciwie - wszystkie ściągnięte filmy kupowałeś potem w oficjalnej dystrybucji?"

      Ja mogę uczciwie powiedzieć, że nabyłem w swoim życiu (ok. 30 lat) tylko 1 DVD, jedną płytę CD, i ok. 35 utworów muzycznych, a w kinie byłem tylko kilka razy, natomiast regularnie korzystam z wypożyczalni DVD.
      Jeśli miałbym kupować płyty DVD/BD to tylko w celu wynagrodzenia twórców czyli taka forma dobrowolnej dotacji - kupić by postawić na półkę albo złożyć wraz z innymi gratami w piwnicy.
      Ani to praktyczne (duże pudełka, nieporęczne, podatne na uszkodzenia, archaiczne medium transportowe w postaci listonosza), ani potrzebne (film już obejrzałem, jak najdzie mnie ochota na replay to pobiorę ponownie albo zachowam na wszelki wypadek na dysku.)

      Gdybym nie mógł pobierać filmów ograniczę się po prostu do HBO itp, jak nie będę mógł pobierać muzyki zawsze zostaje radio.

      To nie wina klientów, że nie akceptują ceny lub formy produktów i to nie klient ma się zastanawiać jak zapłacić producentom.

      @dadam: "Jak kupisz wersję papierową, to cyfrową można traktować jako kopię tej papierowej."

      Tak, tylko skąd ją wziąć. Niektóre książki nie są sprzedawane w wersji cyfrowej, a te które są stanowią odrębny produkt, za który trzeba zapłacić.
      Jeśli kupię albo zeskanuję i przepuszczę przez OCR jakąś pozycję to ją udostępnię dla tych, którzy poszukują kopii tej papierowej.

      @dadam: "Zadaję tylko pytanie - jak inaczej wyszacować straty z nieoficjalnego obiegu, niż ilością ściągnięć."

      To dobry punkt wyjścia jednak należy uwzględnić jeszcze szereg innych czynników np..pomyłki oraz wskaźnik odrzuceń.

      Jaki jest np. stosunek ilości osób, które pobrały Avatara (film 3D) w wersji CAM do ilości tych, które go faktycznie w tej postaci obejrzały?
      Jaki jest stosunek ilości osób, które pobrały dane oprogramowanie, do ilości tych, które go faktycznie używają?

      Nawet jeśli zdołamy oszacować ilość użytkowników to pojawia się kolejny problem - współczynnik konwersji.

      Gdyby dziś zlikwidować całkowicie możliwość wymiany plików to konwersja użytkowników Microsoft Windows była by pewnie bliska 100%. Ale gdyby stało się to paręnaście lat temu rynek oprogramowania mógłby wyglądać zupełnie inaczej np. Windows były tylko jednym z wielu wyspecjalizowanych systemów, a Apple nie byłby jedyną popularną firmą oferującą system operacyjny wraz z pasującym do niego sprzętem.
      Z drugiej strony, nie zdziwiłbym się gdyby dzisiaj konwersja użytkowników MS Office byłaby na drugim końcu skali tj. bliższa 0%. Taka sytuacja na dłuższą metę mogłaby nawet spowodować spadek zainteresowania tym produktem ze strony małych firm i sektora publicznego, ze względu na spadek wykwalifikowanych pracowników do jego obsługi, a więc koszty jego wdrożenia stałyby się takie same jak znacznie tańszych (a nawet bezpłatnych) produktów konkurencyjnych.

      A więc należy jeszcze uwzględnić efekt sieciowy.

      W przypadku muzyki i filmów konwersja jest o wiele mniejsza.
      Trudno wyobrazić sobie, że osoba ściągająca kilkaset filmów i utworów muzycznych miesięcznie będzie je kupować w tych samych ilościach. Trudno też wyobrazić sobie by mieszkańcy wsi i małych miasteczek zaczęli szturmować kina czy wypożyczalnie.

      Nie bez znaczenia jest też promocja utworów przez ich odbiorców.
      Czy na pewno wszystkie filmy i płyty muzyczne zarobiłyby więcej gdyby były znane jedynie osobom, które zdecydowały się na ich zakup?

    •  
      J......n

      +5

      pokaż komentarz

      @dadam: http://www.rufuspollock.org/economics/p2p_summary.html http://www.guardian.co.uk/music/2009/apr/21/study-finds-pirates-buy-more-music http://torrentfreak.com/piracy-boosts-cd-sales-071103/ Jeśli Harvard, Uniwersytet Londyński czy BI Norwegian School of Management to są niepoważne, pro-pirackie źródła, to ja się poddaję. Acha, przypominam, że szacunki firm fonograficznych i filmowych są natomiast niepodparte żadnymi źródłami, co można przeczytać w podlinkowanym przeze mnie wcześniej raporcie GAO.

    •  
      P........e

      +5

      pokaż komentarz

      @dadam:
      Akurat źródła "pro-pirackie" będą bardziej obiektywne niż wydawnictwa i autorzy którzy patrzą tylko na zysk. Dla nich tak kosmiczne kwoty są na rękę. Na pierwszym miejscu piractwa są gry i systemy op. Ale najwięcej do powiedzenia mają ci z branż postawionych znacznie niżej.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jarasmen:
      Przyznam, nie wiedziałem o tych badaniach. Jedno tylko co mnie zastanawia - czy faktycznie zmierzono wpływ piractwa na sprzedaż, czy raczej skalę zainteresowania muzyką. Bo jest jakby oczywiste, że osoba bardziej zainteresowana muzyką, będzie jednocześnie i więcej piracić i więcej kupować niż niezainteresowany. Słowem - chętnie zobaczyłbym te ankiety, bo jakoś mi się wyniki z rzeczywistością nie pokrywają.
      Spójrz na swój folder z mp3 i odpowiedz sobie sam na pytanie, czy to piractwo się przekłada na sprzedaż.

      @Pozytywnie
      No oczywiście, że patrzą na zysk. Przecież nie robią tego charytatywnie, tylko po to, żeby zarobić. To jest biznes. Pani z warzywniaka też nie ma szczytnej misji wykarmienia swojego osiedla, tylko chce zarobić.
      Natomiast ciekawe jest Twoje spostrzeżenie odnośnie tego, kto ma więcej do powiedzenia. Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałem, ale faktycznie coś w tym jest. Jeśli miałbym zgadywać, to dzieje się tak dlatego, że gry czy oprogramowanie łatwiej zweryfikować, a pirata łatwiej namierzyć tudzież odciąć - co z tego, że ściągniesz Left4dead, czy nowego Battlefielda skoro nie pograsz na legalnych (czyli i lepszych i liczniejszych) serwerach. Nie kupisz InDesigna, ale kontrola namierzyć Cię może po ogłoszeniu w sieci, przyjść i zażądać oryginalnego nośnika, czy faktury za zakup programu.

      @NotMe
      To nie wina klientów, że nie akceptują ceny lub formy produktów i to nie klient ma się zastanawiać jak zapłacić producentom.
      Ale jest różnica między zastanawianie się nad zakupem, a odbieraniem komuś własności. Nie akceptujesz ceny czy formy dystrybucji? Ok, zdarza się, ale jakie to ma niby być wytłumaczenie dla naruszenia cudzej własności. Nie zaakceptujesz ceny i formy dystrybucji Veyrona, to po prostu sobie go weźmiesz?

      Tak, tylko skąd ją wziąć. Niektóre książki nie są sprzedawane w wersji cyfrowej, a te które są stanowią odrębny produkt, za który trzeba zapłacić.
      Tu masz rację i się zgadzam. Wydawcy często nie myślą, żeby wzbogacić swoją ofertę i formy dystrybucji. Z drugiej strony - jest nisza. Może się ktoś pojawi w niej.

      Odnośnie wyliczeń.
      Znowu się zgadzam, z resztą podkreślałem nie raz, że obecne szacunki strat są mocno zawyżane. Pytanie jest tylko jedno - czy jest możliwe uwzględnienie tych wszystkich czynników i napisanie na ich podstawie wzoru, czy ich okreslanie znowu będzie jedną wielką zgaduj-zgadulą.

      ________________uwaga ogólna_____________________
      Generalnie zasada jest prosta - piractwo popierać jest łatwo, kiedy nie żyje się z wytwarzania dóbr piractwem objętych. Też nie byłem święty, też ciągnąłem na potęgę. Do czasu aż pewnego dnia doszedłem do wniosku, że zarabianie na dobrach niematrialnych, łatwych do spiracenia, jest fajnym i zgodnym z moimi zainteresowaniami pomysłem. Problem polega na tym, że muszę się dopiero rozeznać, czy jakiekolwiek zabezpieczenie się przed kradzieżą będzie możliwe. Bo nie mam ochoty tyrać za nic.

      Dośc to z resztą powszechne. Wielu znajomych było piratami, aż nie zaczęli ze swoich dzieł żyć. I dopiero wtedy, kiedy zobaczysz na jakimś forum link do swojej pracy, oczywiście z pominięciem formularza kontaktowego, trafiła ich jasna cholera. I dopiero wtedy przyszło im do głowy, że piractwo już takie fajne nie jest, kiedy dotyka nas.

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: " "To nie wina klientów, że nie akceptują ceny lub formy produktów i to nie klient ma się zastanawiać jak zapłacić producentom."
      Ale jest różnica między zastanawianie się nad zakupem, a odbieraniem komuś własności. Nie akceptujesz ceny czy formy dystrybucji? Ok, zdarza się, ale jakie to ma niby być wytłumaczenie dla naruszenia cudzej własności. Nie zaakceptujesz ceny i formy dystrybucji Veyrona, to po prostu sobie go weźmiesz?""

      Nie istnieje (jeszcze) coś takiego jak Własność intelektualna. Idee mają autorów, nie właścicieli - stąd nie można ich ukraść.
      By się nie powtarzać:
      http://www.wykop.pl/link/340321/don-kicha-ale-dalej-walczy-z-idiotami/#comment-2244571

      Mimo, że potocznie mówi się np. "ukraść pomysł" (w znaczeniu zrealizować zasłyszaną idee, często także przed jej autorem) lub "ukraść treść" (w znaczeniu opublikować cudze treści bez zgody źródła albo dokonać plagiatu) to nie jest to ta sama kradzież o której mówi kodeks karny. Proponuje unikać tego typu sformułowań ponieważ powoduje to u odbiorców błędne założenia co do natury praw wyłącznych.

      Zamieszanie pojęciowe zawdzięczamy zapewne upowszechnieniu się pojęcia "własność intelektualna", głównie przez powstałą w 1967 r. organizację WIPO, która reprezentuje twórców, właścicieli patentów i znaków towarowych.
      O ile sformułowanie np. "właściciel oprogramowania" (w znaczeniu posiadacza praw wyłącznych lub licencjobiorcy) lub właściciel patentu są poprawne to w praktyce nie można ich okraść (pozbawić ich praw, które posiadają). Teza, że naruszenie czyichś praw wyłącznych jest równoznaczne z pozbawieniem tej osoby tych praw jest analogiczna do tezy, że zastawienie czyjegoś podjazdu jest równoznaczne z kradzieżą garażu i to w dodatku gdy dojazd do niego jedynie utrudniamy.

      @dadam: "Generalnie zasada jest prosta - piractwo popierać jest łatwo, kiedy nie żyje się z wytwarzania dóbr piractwem objętych."

      Przede wszystkim nie należy wrzucać wszystkiego do jednego worka. Skala "piractwa" i możliwe przeciwdziałanie zależy od bardzo wielu czynników.
      Moim zdaniem obecnie walka z tym zjawiskiem wśród konsumentów (nie działających komercyjnie), przy pomocy prawa jest złym pomysłem. Ma bardzo niską skuteczność, a więc wiąże się z marnowaniem publicznych pieniędzy. Jest też szkodliwa społecznie ponieważ karane są jednostki za to co robią niemal wszyscy.

      Jednym z powodów "piractwa" np. w branży rozrywkowej (gry, muzyka, filmy) jest nierównowaga pomiędzy pozycją konsumentów i producentów wynikająca z braku realnej konkurencji i substytucji produktów. Utwór to nie margaryna, która ma co najmniej kilku producentów, a w dodatku można ją zastąpić masłem.
      Wybór klienta ograniczony jest tu do dokonania zakupu na warunkach producenta albo do obejścia się smakiem.
      Stare modele dystrybucji należało chronić by zapewnić społeczeństwu dostęp do dóbr kultury, a tym samym stymulować jej rozwój. Dzisiaj konstrukcja prawa autorskiego hamuje rozwój nowych modeli, umożliwia tworzenie sztucznych barier i segmentację rynku. Trochę za duże straty w stosunku do wątpliwej społecznej korzyści z ochrony miejsc pracy.
      Monopol prawnoautorski nie powstał po to by operatorzy projektorów mieli gdzie pracować, a nawet nie po to by twórcy mieli co jeść ale po to by zachęcać ich rozwoju kultury. Wynagrodzenie nie jest tu celem tylko środkiem do jego osiągnięcia.

      Trzeba też odpowiedzieć sobie co dokładnie się rozumie pod pojęciem "piractwo". Czy jest to wszystko to co wpływa negatywnie na zysk?
      Nagrywanie utworów z TV/radia?
      Każde dzielenie się utworami (także w ramach dozwolonego użytku osobistego, "który dzisiaj jakby nie jest przestępstwem" by A.Rapacki z MSWiA, albo który nie działa w internecie jak twierdzi BSA)?
      Pomijanie lub blokowanie reklam?
      Części zamienne lub materiały eksploatacyjne firm trzecich (główni poszkodowani to branża motoryzacyjna i producenci drukarek)?
      Rynek wtórny?
      Rejestrowanie widowisk (np. sportowych - poszkodowani to UEFA itp.)?
      Konkurencyjne darmowe treści tworzone przez społeczeństwo (poszkodowani to agencje prasowe, generalnie media, ale i twórcy)?

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: "Problem polega na tym, że muszę się dopiero rozeznać, czy jakiekolwiek zabezpieczenie się przed kradzieżą będzie możliwe. Bo nie mam ochoty tyrać za nic."

      Sprawowanie kontroli nad raz udostępnioną informacją jest praktycznie niemożliwe. Stąd najlepiej nie opierać modelu biznesowego jedynie na egzemplarzach ale nawet ten sposób zarabiania ma się całkiem nieźle.

      Jeśli celujesz w rynek konsumencki to w zasadzie nie ma możliwości by kogokolwiek zmusić do zakupu, a więc trzeba ludzi do tego przekonać, albo zmonetaryzować ich w inny sposób.
      Najpopularniejszy sposób to finansowanie z reklam (por. iplex) lub subskrypcji (por. oprogr. antywirusowe, mapy GPS, gry on-line).
      W przypadku oprogramowania dochodzi model SAaS i oferowanie wsparcia.
      Itd.