•  

    pokaż komentarz

    Niech się odwoła i sprawa załatwiona.

  •  

    pokaż komentarz

    W renomie to normalka, niech się cieszy, że wp!#$!%% od kontrolera nie dostał.

    A konsekwencji nie będzie bo kontroler to jakiś dresik z lokalnej pakerni któremu zabrakło kasy na koks, albo chciał się wyżyć mogąc bić bezkarnie przypadkowe osoby, więc poszedł popracować przez 2 tygodnie jako ochroniarz - a firma ochroniarska wysłała go do kontrolowania biletów w zamian za % od wystawionych mandatów.

    •  

      pokaż komentarz

      @mnlf: Dresiarze nie zostają kanarami, bo na dzielni kanar to niekiedy gorszy wróg od "psa". U mnie w mieście kanarzy mieli gehennę. Pamiętam jedną kobietę, lat około 40, pracowała jako kanar. Miała pecha również mieszkać w mieście, w którym kontrolowała. Na początku wszystko było ok, do pierwszego wp#!?$?#u. Potem o kulach ją widziałem styraną życiem.

    •  

      pokaż komentarz

      @mnlf: Jeszcze nigdy w życiu nie widziałem skokszonego kanara o których tutaj krążą historię. Zawsze jest to albo jakiś grubas albo ot zwykły koleś. A trochę już jeżdżę autobusami. No chyba, że oni jeżdżą w kolejkach...

    •  

      pokaż komentarz

      @kot-saksofonista: W Gdańsku kanary wyglądają w miarę normalnie. Za to w Gdyni spotkałem kiedyś kanarów, którzy wyglądali jakby oprócz kontroli biletów zajmowali się też wymuszaniem haraczy.

    •  

      pokaż komentarz

      @kot-saksofonista: jeździłem najpierw 4 lata do liceum a potem 5 lat na studia, potem jeszcze rok do pracy zanim nie kupiłem samochodu, początkowo byli normalni kontrolerzy, zachowywali się kulturalnie ale potem gdzieś tak w połowie studiów znikli i zamiast nich pojawili się panowie w dresach.

      Nie żeby zaraz wszyscy napakowani, byli bardzo różni duzi i mali, niektórzy nawet chudzi, ale w strojach sportowych i to że byli chudzi wcale nie przeszkadzało im bić się szarpać albo wręcz bić z pasażerami.
      Np między godziną 10 a 11 przed południem, prawie pusty wagon w tramwaju tylko ja i kolega wracamy z egzaminu (w garniturach) i jakiś pijaczek, wsiada kanar (sztuk jeden) w dresie ortalionowym i sprawdza nasze bilety potem podchodzi do gościa gościa o wyczuwalnym z odległości pół wagonu zapachu wódy, a ten go ignoruje patrzy w okno i udaje że nie słyszy albo zamroczony i nie dociera albo rzeczywiście głuchy.
      Na to kanar go jeb a tamten wstał widać wyraźnie że większy i mu oddał, no i się zaczęli okładać (widać wyraźnie kto silniejszy ale kanar nie odpuszcza) tramwaj stanął na przystanku otworzył drzwi to gość zaczyna wychodzić to kanar go szarpie ciągnie i nie daje mu wyjść - oczywiście nic to nie dało, tylko przy okazji wyrwali drzwi, jeden wysiał i o odszedł jak gdyby nigdy nic, drugi pojechał dalej, poprawił dresy i wysiadł na następnym przystanku.

      Innym razem 3 napakowanych łysych gości zaczepiało jedną kobietę, młoda, drobna, wystraszona, coś tam mówiła ale praktycznie nie było jej słychać, chyba nie miała biletu (zapomniała albo zgubiła miesięczny) ale ktoś kto jechał obok się podzielił (tzn miał skasowane 2 - co było kiedyś częste np gdy ktoś potrzebował jechać godzinę kasował 2 półgodzinne i przez pierwsze pół godziny mógł jeden komuś odstąpić - co było legalne bo to on decydował jak chce swoje bilety wykorzystać), kanarom się to nie spodobało, długi czas trwała kłótnia z pasażerem który miał 2 bilety tak jakoś z pół trasy, nie dali kobiecie wysiąść na jej przystanku, zaczęli ją ciągnąć za rękę tak że jej mało tej ręki nie wyrwali (to już porwanie) - autobus przepełniony, pasażerowie w dużej ilości stanęli w obronie kobiety - następnym przystankiem była pętla (czyli koniec trasy więc zatrzymali porywaczy i wezwali policję) obeszło się bez bijatyki tylko dlatego że był tłum kilkadziesiąt osób przeciwko 3 i samym ściskiem.

      Było jeszcze wiele sytuacji o których opowiadali koledzy ze studiów którzy byli światkami. Czasem ktoś jechał zupełnie legalnie ale mu też się dostało (wtedy zwykle pisały o tym gazety) bo takimi którzy oberwali ale jechali bez biletu nikt się nie interesował - no bo należało im się.

  •  

    pokaż komentarz

    Wykopuję, bo: wk$@#ia mnie niemiłosiernie, że nasze instytucje, urzędy, firmy prywatne, za wszelką cenę stawiają się w pozycji autorytetu. Dlaczego potrzebna była interwencja lokalnego serwisu informacyjnego!? Zamiast od razu przeprosić i pozostawić wrażenie, że potrafią się przyznać do błędu i normalnie zachować, to od początku kombinują. To samo jak chcesz zwrócić wadliwy towar, to samo jak spieprzy coś policjant, schrzani lekarz, ale i pani ze spółdzielni. A klient, petent, czy pasażer nigdy nie mają racji. :p

    •  

      pokaż komentarz

      @grenzoid: bo w Polsce panuje kultura wymuszania, tz. ty musisz wszystko wymusić. Odszkodowanie, zajumany przedłużacz przez robotników, zwrot podatku, spojrzenie przez urzędnika jeszcze raz w dokumenty, nową szarlotkę bo dostałeś spaloną i tak dalej i tak dalej. Dlatego życie w Polsce pod tym względem jest męczące.

  •  

    pokaż komentarz

    Zadzwoniłbym na policję, gdyby mnie coś takiego spotkało. Idiota, nie kanar. Chyba, że się to nie wyklucza.

  •  

    pokaż komentarz

    Typowo w krajach postsowieckich, najpierw skazać a potem niech udowodni że jest niewinny. W cywilizowanych krajach jeszcze ten kontroler by kupił ten bilet temu dziecku albo mu dołożył do biletu jakby mu niewiele brakowało.