•  

    pokaż komentarz

    A co zrobić w takiej sytuacji, jeżeli samemu nie umie się pływać, a wokół nie ma nikogo innego?

  •  

    pokaż komentarz

    Chiny? Nie dziwi mnie to.

  •  

    pokaż komentarz

    Umiem dobrze pływać.
    Kiedyś na wakacjach, jakaś dziewczyna w jeziorze straciła grunt pod nogami a że byłam najbliżej - zaczęła mnie wciągać pod wodę. Plaża i kąpielisko pełne ludzi. Nie tak pełne, by nie zauważyć, że coś się dzieje. Obecny ratownik.
    Na własnej skórze odczułam prawdziwość powiedzenia "tonący brzytwy się chwyta", bo wciągałyśmy się nawzajem pod wodę, żeby się uratować. Czysty egoizm. Chwila przebłysku spowodowała, że udało mi się od niej odczepić i uratowałam się.
    Ją wyciągnął ratownik, który w końcu się zorientował.

    Dobrze pływam, jestem wysportowana.
    Po tych doświadczeniach szczerze mówiąc nie wiem, czy podjęłabym się ratowania kogoś z wody. Mam obawy czy dałabym radę.

    •  

      pokaż komentarz

      @krzyzowka: bardzo ważna jest technika jak obezwładnić tonącego, jak się do niego zbliżać i jak potem holować do brzegu.

      W skrócie podpłyń od tyłu, obejmij tą osobę jedną ręką pod pachami i wracaj do brzegu płynąc na plecach (wtedy osoba tonąca nie będzie miała się jak obrócić a chwytanie kogoś kto jest za plecami jest mocno utrudnione) albo wręcz wykręć jej ręce do tyłu i trzymaj za nie a nie za tułów.

      Nie można pozwolić tonącemu aby się Ciebie chwytał bo osoba która spanikowała nie zrobi tego racjonalnie.

      Siła fizyczna też się przydaje ale nawet będąc znacznie silniejszym można zostać przez kogoś utopionym.

      Jeśli się nie uda i tonący chwyci cię tak, że zaczyna topić i nie masz dość siły aby się uwolnić to wręcz można tej osobie włożyć głowę pod wodę i przytrzymać - wtedy jest szansa że puści bo instynktownie zareaguje na bardziej bezpośrednie zagrożenie.

      No chyba że ktoś nie tonie w tej chwili a jest jedynie zmęczony albo coś mu się stało i potrzebuje pomocy w doholowaniu do brzegu wtedy ktoś taki może współpracować.

    •  

      pokaż komentarz

      @krzyzowka: Na kursach uczą, by poczekać aż ratowany opadnie z sił albo go znokautować. Można też coś rzucić (np. kawałek ubrania, kąpielówki) by tonący się nimi zainteresował i wtedy go złapać. Jest jeszcze technika przepłynięcia pod poszkodowanym i chwycenia go od tyłu, ale jest dość trudna.

    •  

      pokaż komentarz

      @mnlf: @matips: Szczerze mówiąc walka, jaką stoczyłam pod wodą, obraz zielonej wody nade mną i widok nieba, ku któremu chciałam płynąć, zbyt mocno wyrył mi się w pamięci. Mam uraz i nie lubię nawet, gdy ktoś przez przypadek mnie dotknie w wodzie.
      Dziękuję za olśnienie, które mi się pojawiło wtedy, że mam tę dziewczynę skopać, poszarpać i uwolnić się od niej a nie odpychać się, by wypłynąć na powierzchnię (bo obie to robiąc skazałybyśmy się na zostanie topielcami).

      Ale dziękuję Wam za radę. Może kiedyś będę musiała ruszyć na ratunek i być może to zrobię.
      "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono";)

    •  

      pokaż komentarz

      @mnlf i @matips: cenne uwagi. Dobrze dowiedzieć się czegoś przydatnego, co może uratować własne oraz czyjeś życie.

    •  

      pokaż komentarz

      @krzyzowka: @matips: @mnlf: Gdzies widzialem podobny filmik na necie. Osoba, która stała na brzegu nie umiałą pływać ale znalazła jakas dluga deske. Podala tej osobie topiacej sie i jak zlapala sie deski to ja przyholowali do brzegu. Tak raczej nie balbym sie nikogo ratowac

    •  

      pokaż komentarz

      @krzyzowka: mój staruszek jeździł z nami nad Narew pod tzw. kładkę czyli miejsce gdzie z ostrołęckiej elektrowni wyprowadzone są rury odprowadzające popiół ze spalania węgla na wcześniej przygotowane doły. Pojechał kiedyś z nami kumpel, który stwierdził, że dobrze pływa, więc przepłynie na drugą stronę rzeki bo chce skoczyć sobie z ułożonej tam skoczni. Mój ojciec już był na tamtej stronie. Kumpel dał radę tak do 4/5 szerokości rzeki dopłynąć i zaczął tracić siły bo prąd w tamtym miejscu był dużo silniejszy ze względu na wcześniejszy zakręt rzeki. Koniec końców, mojemu ojcu udało się uratować kumpla, którego przeciągnął za sobą na ten pierwszy brzeg. Niemniej nawet gdy byli już stosunkowo blisko brzegu, nikt z umiejących pływać mu nie pomógł a jeden geniusz nie chciał rzucić takiego koła pompowanego, które pomogłoby im płynąć bo stwierdził, że kumpel tego nie złapie i stracą je. Ojciec po wyjściu na brzeg cały drżał, a osłabł na tyle, że dobre pół godzin musiał siedzieć na plaży żeby odpocząć. Co do tych osób, które tam były. Z dobre 50 osób umiało pływać a nikt nawet się nie zainteresował, nie mówię tutaj o tym, żeby wszyscy rzucili się na ratunek chłopakowi, ale przecież jak już mój ojciec go miał mogli podpłynąć i asekurować.

    •  

      pokaż komentarz

      @pikus88: jak nie umiesz pływać i to dobrze pływać, nie masz kondycji i siły fizycznej to możesz co najwyżej dzieci z brodzika ratować a nie dorosłych chłopów w rwącej rzece.
      Masz pretensje że ludzie nie mieli chęci na samobojstwo....

    •  

      pokaż komentarz

      @Luki_78: chłopak miał wtedy z jakieś 13 lat, przecież wyraźnie napisałem, że to mój kolega. Było tam kilku piłkarzy z naszej drużyny okręgowej, więc nie powiesz mi, ze chłopaki kondycji nie mieli, tym bardziej, ze kilku z nich trenowało jeszcze biegi itp. Ja wtedy ważyłem z jakieś 50 kilo, kolega na pewno nie więcej. Twierdzisz, że nie byliby w stanie mu pomóc? Nie wspominając o tym, że nawet tych nadmuchanych zabawek było szkoda rzucić, przecież to już dużo pomogłoby chłopakowi trzymać się na powierzchni gdy byli już jakieś 15 metrów od brzegu.

    •  

      pokaż komentarz

      @krzyzowka: Dwa razy ratowałem ludzi przed utonięciem. Raz kolegę, a raz dwie obce dziewczyny. Nie polecam nikomu. Można się porzygać ze zmęczenia. W przypadku kolegi się udało, bo zachował spokój. W przypadku dziewczyn - panika i próba zatopienia mojej osoby. Udało się je wyciągnąć, kiedy ktoś przyniósł koła ratunkowe - jedna na półprzytomna, druga już straciła przytomność.

    •  

      pokaż komentarz

      @pikus88:
      @AntyAndrzej:
      @witold-lacz:
      Nie należę raczej do biernych obserwatorów, jedynie po swoich doświadczeniach wiem, że należy ratować ludzi z rozmysłem, bo zamiast jednego topielca - może być dwóch.

  •  

    pokaż komentarz

    Nawet ratownik w pojedynkę ma problemy by wyciągnąć spanikowana osobę która się topi. A co dopiero zwykły człowiek co trochę umie pływać