•  

    pokaż komentarz

    A byłeś w krawacie czy bez?
    Bo to wiele zmienia.

  •  

    pokaż komentarz

    W reklamowanym produkcie stwierdzili Państwo, że buty były zakładane bez użycia łyżki to czy do sprzedawanych produktów są dołączane instrukcje w języku polskim informujące, o konieczności jej stosowania?"

    A jakby łyżka była stosowana - to by napisali pismo "buty użytkowanie niezgodnie, uszkodzenie wywołała niewłaściwa łyżka"

    źródło: loveestate.blox.pl

    •  

      pokaż komentarz

      @hrumque: Stosowana łyżka nie miała certyfikatu Nike Onion Excellence Certificate (r) ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @hrumque: ale tak całkiem szczerze to jest to przetarcie które wynikało z ocierania pięty o tą część buta (no bo zczego innego). Opcje są dwie, albo koleś faktycznie ubierał np. zawiązane buty albo but był źle dopasowany przy zakupie (za duży rozmiar) i przy chodzeniu pięta ocierała. Zgodzę sie ze nike/addidas itp. to chiński syf za gruby hajs, plastik i c%!?#wo sklejone podeszwy oraz ze zachowanie sklepu jest naganne, niemniej jednak uwazam ze jakby ocenił to rzeczoznawca to niestety ale ta wada wynika ze złego użytkowania/dopasowania buta

    •  

      pokaż komentarz

      ta wada wynika ze złego użytkowania/dopasowania buta
      Niby tak, ale jakby jednak nie. Zauważ że nie jest wytarta cała pięta, tylko coś wygląda jakby tego buta przecieło/przetarło w jednym miejscu. Gość musiałby nosić ostrogi ;)
      Podejrzewam, że ten ostry fragment plastiku OD WEWNĄTRZ uszkodził materiał, dociskany do niego piętą, i w tym miejscu doszło do przetarcia.

      @Maniek89: większość moich butów tak samo się psuje, w sensie wyciera się ta okolica. Ale po pierwsze - nie wystają wtedy tam żadne ostre plastikowe elementy, a po drugie - jakoś wiele innych butów (też u mnie, tak samo użytkowanych, na tych samych koślawych nogach, tak samo nie zawiązywanych zbyt mocno itd) jakoś przeżywa. Np właśnie mam adidasy już 4ty rok, żona chce mi je wyrzucić bo stare i podniszczone - a okolica pięty niewzruszona.

    •  

      pokaż komentarz

      @hrumque: ale to tylko dowodzi ze jedne buty maja tam lepszej jakości materiał a inne gorszej. Ale to nie jest wada ktora powstała z winy producenta, ze coś źle zmontowane itp. Po prostu materiał gorszej jakości wiec mniej odporny na przetarcia. Gdyby buty byly użytkowane i dopasowane dobrze to by nie obcierało i nwaet jakby tam byla cienka folijka to by sie nie rozdarła. Fakty stoją tu po stronie sprzedawcy. Inna sprawa ze i tak powinni to uznać w trosce o dobro marki zwlaszcza ze koszt produkcji tych butów to pewnie 10 USD

    •  

      pokaż komentarz

      faktycznie ubierał np. zawiązane buty

      @Maniek89: ale po co ubierać buty? Zimno im było? ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @hrumque: Jest taki mały problem z markowymi rzeczami w Polsce. Zauważyłem, że sa marnej jakości. Przyrównałem kiedyś rzeczy ze sklepu "intersport" (też buty Nike) z butami sprzedawanymi w Nike USA. Buty, które kupiłem w Polsce przetarły mi się w przeciągu miesiąca (tez nie uznali reklamacji, bo przecież to moja wina, że się przetarły, bo pewnie obuwia nie dopasowałem do nogi), a w USA moje Air Monarch po 3 latach zaczynają się w tym miejscu dopiero ścierać.

      Kiedyś natknąłem się na kilka artykułów, w których napisano, że każda większa firma klasy premium produkuje rzeczy do swoich sklepów, i choć są one drogie, to ich jakość równa się cenie. Ale te marki produkują również rzeczy dla outletów. Wtedy zlecane sa one jakiejś tańszej firmie, a później naklejają swoje znaczki towarowe i sprzedają te rzeczy w outletach.

      Jeden z takich artykułów mówi:

      What shoppers might not know, though, is that with 225 outlet malls in America, there's not enough traditional merchandise from many brand-name stores to fill them. So many retailers now supplement their regular merchandise by making less-expensive lines just for their outlet stores. One expert estimates that 90 percent of stores do this now.

      Buzzfeed notes that J. Crew's outlet items are, according to the company, "based on (full-price) products sold in previous seasons." These cheaper goods are made specifically for the outlets and might not have been sold in the brand's regular retail stores at all.

      Więc wydaje mi się, że w Polsce, nawet w markowych sklepach, sprzedają właśnie takie produkty, które zostały wyprodukowane przez jakąś tanią firmę, z błogosławieństwem dużej marki (Nike, Adidas, Kors), którzy zlecili tę produkcję i doklejają tylko swoje logo. W cywilizowanych krajach takie ciuchy lądowały by w Outletach, a w Polsce są sprzedawane jako te najlepszej jakości.

    •  

      pokaż komentarz

      @Maniek89: @hrumque: problem przecierającej się pięty wynika najczęściej z dwóch powodów:
      - źle dobrany rozmiar buta, najlepiej zmierzyć sobie stopę i dobrać odpowiednią wkładkę, szczególnie, że między producentami różnice są czasem spore
      - źle wykonane obuwie lub kiepski materiał
      To drugie niestety czasem ciężko udowodnić jak wada nie jest oczywista i dobrze widoczna

      miałem taką przygodę z adidasami zx750, pięta nie wytrzymała nawet pół roku. Złożyłem reklamację opisując problemy:
      - źle wszyta gąbka na pięcie, była nierówna i na tej nierówności przecierał się materiał
      - zamsz z zewnętrznej strony był dość głęboko wszyty na boku i czasem ocierał o kostkę

      Rzeczoznawca wynajęty przez sklep stwierdził wadę fabryczną. Miała być chyba wymiana towaru, ale w sklepie dostałem gotówkę do ręki, więc się obróciłem na pięcie i poszedłem do innego.

      Kupiłem sobie gl6000 m49210 i noszę je już prawie dwa lata. Pięty całe, w dodatku jestem bardziej zadowolony niż z adidasa, który wydawał mi się mniej wygodny a kosztował tyle samo. Wizualnie też ciekawsze.

  •  

    pokaż komentarz

    Nienawidzę Januszy biznesu- wykop. Dobrze wiedzieć jakie sklepy omijać.

    •  

      pokaż komentarz

      @aktywny_uzytkownik: Miałem podobna sytuację z koszulka kupiona w h&m, zrobiłem tego dnia akurat kilka zakupów.
      Po powrocie do domu nie wyciągnąłem z siatki rzeczy. Lecz dopiero kolejnego dnia założyłem spodenki, które po włożeniu okazało się że mają dziurę na tyłku, spowodowana złym ściągnięciem klipsa przez Panią przy kasie. Pojechałem 30 km do sklepu w celu wymiany. Wszystko spoko, wymienili mi od raki. Druga rzecz o ktorej mowa to koszulka. Założyłem ja dopiero 4 dni po zakupie, wyperfumowany, do wyjścia czuje ze mnie coś uwiera pod pachą, kasjerka nie ściągneła klipsa. Dodatkowo klips puścił farbę i koszulka zmarnowana. Wybrałem się po raz kolejny do sklepu w celu wymiany. Gdzie z początku zostałem osadzony że koszulka była noszona, ponieważ była wyperfumowana, starałem się wyjaśnić im ta sprawe, tak jak wyżej napisałem. Lecz gdy to im szło ciężko, zaczęli wmawiać mi że koszulkę ukradłem, mimo że mam paragon. Bo dla nich to nie możliwe że bramki nie zapiszczaly przy wyjściu. A ja nie mam co robić tylko przypinam w domu klipsy w celu wybrania się do sklepu. Złożyłem niezgodność towaru z umową, co od ręki odrzucił Pan "mendżer" bo jak wyjaśnił miał do tego uprawnienia. Aa na fakt że klips zniszczył mi koszulkę, stwierdził że to moja wina bo nie sprawdziłem koszulki po wyjściu. Aa na deser nie ściągnął mi tego klipsa z koszulki bo jak stwierdził "nie da sie". Chciałem o tym napisać, ale uznałem że za 50 zł nie będę robił gówno burzy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Iron_Maan: trzeba było robić, a zniszczoną koszulę rzucić w pysk menagierowi

  •  

    pokaż komentarz

    Owczy pęd, nike, adidas, puma itd. wszystko produkowane jest w azji za grosze, potem pakowane to jest w kontenery i wysyłane do jewropy. Śmieję się z ludzi co kupują ubrania dla szpanu/marki.

  •  
    s................................r

    +12

    pokaż komentarz

    Ch?@ z butami. Ja kupiłem smartwatcha Samsung Gear S3 za 1698zł w Sklepie Internetowym Saturn z odbiorem na Stawowej w Krakowie. Obecnie mieszkam we Wrocławiu. Piramida sp#$?@@@enia z reklamacją. Wydrukowałem z ich strony formularz do rękojmi. Zanoszę do Saturna w Pasażu. Baba mi mówi że eee taki formularz panie, ja tu mam potwierdzenie przyjęcia reklamacji i weź pan to wypełnij (mimo że to jej obowiązek to wypełnić i dać mi kopię). Wypełniam. Eeee panie, a gdzie pan ma paragon. A ja mówię że nie mam paragonu tylko dowód sprzedaży, pokazuję wydruk z zamówienia w sklepie online i wyciąg z karty (oba wydrukowane, bo wiedziałem że będzie spychologia zamiast sprawdzić w komputerze numer seryjny zegarka). I w ogóle to mówię jej że ona nie jest decyzyjna tylko ma to po prostu przyjąć, a papiery zawsze mogę dosłać potem, bylebym z tym towarem nie jeździł co chwilę do sklepu bo to nie urząd stanu cywilnego a ona nie jest jego naczelnikiem. Eee panie, paragon albo nara. Jakbym chciał roszczenie z tytułu gwarancji to spoko, ale jak rękojmia i zwrot pieniędzy to paragon. Albo pan sobie na infolinię zadzwoń i panu przyślą duplikat. No to k!#$o, nie możesz ty zadzwonić jak ja pójdę? No nie może. I procedura trwa dwa dni robocze więc na poczekaniu też tego nie zrobię. No chuj, wracam do domu, zamawiam ten duplikat. Idę do Saturna w Magnolii, może będą kompetentniejsi. Kolejka, grażyny reklamują laptopy, jeden stetryczały dziadek cały serwis obsługuje. Daję mu ten j%$#ny duplikat, daję całe pudełko, wszystkie wstążeczki, tasiemki, folie, daję mu ten formularz co mi baba w Pasażu dała... Eee, panie. Pan tego tu nie kupił, tylko w Krakowie. No to co? Jest k!#$a Saturn? No jest, ale ja panu tego nie przyjmę. No chyba że z tytułu gwarancji, naprawią panu i będzie zegarek jak nowy. Wk!#$iłem się już konkretnie, jadę do Pasażu, może będzie ta sama baba, to ją wyśmieję i jej to rzucę wypełnione, niech mnie potem szuka żeby mi oddać. A jak wyrzuci do kosza to zgłoszę kradzież. A tam inna baba. Mówi że tamta co chciała "już tylko paragonik i jedziemy" to była źle przeszkolona. Że poszczególne Saturny to są różne spółki, mają różne NIP-y i że mam to zwrócić sprzedawcy. No to k!#$a mówię że sprzedawcą jest firma Saturn Polska z siedzibą w Warszawie, co zresztą jest na paragonie napisane, i że czemu niby miejsce wydania produktu ma jakiekolwiek znaczenie, skoro ten produkt nawet tam nie leżał na półce nigdy tylko prosto z magazynu mi wydali zamówienie? Eee panie, pokazała mi te NIP-y na pieczątkach jeszcze raz, zbiegowisko się zrobiło bo już ją zwyzywać chciałem i chuj. Oczywiście wszystko by przyjęła ładnie i spokojnie gdybym chciał gwarancję a nie rękojmię. Wracam do domu, czytam regulamin sklepu internetowego, a tam się okazuje że to nie jest sklep internetowy tylko usługa polegająca na przyszykowaniu towaru w markecie, a faktyczny zakup odbywa się w tymże markecie i to on jest sprzedawcą. Teraz mam wybór: wydać siano na 300km jazdy czy wysłać im kurierem i liczyć się z tym że powiedzą "panie, w transporcie się zegarek zepsuł, nie uznajemy reklamacji, trzeba było przywieźć samemu". Nagrałem tą p%$$ę od pieczątek, kiedyś trafi na youtube. A sposób z wysłaniem pocztą i niepodaniem telefonu mi się podoba, chyba będę musiał tak zrobić. Uważam, że to wszystko to cwaniackie wykorzystanie przepisów, porobienie osobnych spółek komandytowych itd. żeby móc kiwać ludzi - jedna reklama w TV, jedna gazetka, jedne ceny, ale jak chcesz coś zwrócić to nagle osobne firmy. Nakłanianie klienta do korzystania z gwarancji która w tym przypadku byłaby dla mnie niekorzystna - zegarek i tak się sp#$?@@@i za parę miesięcy bo jest gówniany. Wymyślanie co chwilę co i raz innych pretekstów do nieprzyjęcia roszczenia z tytułu rękojmi - zamiast od razu powiedzieć że to różne spółki to każą paragonu szukać (30% ludzi da sobie siana), drugi formularz wypełniać (kolejne 10%) i tak dalej. Oprócz tego kompletny tumiwisizm i spychologia, a jeszcze ochroniarz stoi za tobą i czeka aż się wk!#$isz, żeby cię wyrzucić siłą. UoK powinien się temu przyjrzeć. Dawno nie pisałem żadnego pisma, a jestem w tym coraz lepszy.

    •  

      pokaż komentarz

      @student_prawa_na_stacjonarnych_uwr: Nie zorientowałeś się wcześniej na jakich warunkach kupiłeś, racja leży po stronie sprzedawcy w tym przypadku. Z drugiej strony faktycznie aby jechać 300km to strata pieniędzy i czasu, mogło by to być jakoś inaczej zorganizowane. Zostaje tylko rzecznik praw konsumenta, sprawa zostanie załatwiona od ręki tak jak ma być.

    •  

      pokaż komentarz

      Wracam do domu, czytam regulamin sklepu internetowego, a tam się okazuje że to nie jest sklep internetowy tylko usługa polegająca na przyszykowaniu towaru w markecie, a faktyczny zakup odbywa się w tymże markecie i to on jest sprzedawcą.

      @student_prawa_na_stacjonarnych_uwr: Swoją drogą - dlatego właśnie czytam te wszystkie zasrane regulaminy, nawet jak klikam coś w Internecie.

    •  
      s................................r

      -2

      pokaż komentarz

      @Pantegram: kupując zegarek czytasz regulamin pod kątem tego czy możesz się za pół roku przeprowadzić do innego województwa bo sprzedawcą nie jest cała firma tylko jeden jej oddział? No gratuluję. Ja bym w ten sposób nic nigdy nie kupił. Istnieje coś takiego jak wprowadzanie klienta w błąd i tym właśnie jest nazywanie tej strony sklepem.

    •  

      pokaż komentarz

      @student_prawa_na_stacjonarnych_uwr: Nie krytykuję Cię (więc niepotrzebnie bierzesz to do siebie), tylko stwierdzam fakt, że po prostu czytam - właśnie głównie po to, aby sprawdzić, czy nie ma tam kwiatków typu "sprzedaż stacjonarna wyglądająca zupełnie jak sprzedaż internetowa"... Zazwyczaj i tak nie zmienia to mojej decyzji o zakupie, ale przynajmniej mam świadomość, na co się decyduję - i tyle. Niektóre zapisy bywają zaskakujące.

    •  

      pokaż komentarz

      @student_prawa_na_stacjonarnych_uwr: Poza tym odwracasz kota ogonem. Przegapiłeś istotny punkt regulaminu, który nie wymagał od Ciebie żadnej dalekowzroczności typu: "czy będę się przeprowadzał za pół roku", tylko dotykał tak podstawowej kwestii jak to, czy sprzedaż jest stacjonarna, czy na odległość (zupełnie inne prawa ci wtedy przysługują). Jakbyś przeczytał regulamin, to byś się od razu skapnął, że coś tu jest nie tak i nie miałbyś teraz takich problemów... mógłbyś się wycofać i zamówić produkt gdzie indziej. W dodatku nie zj%??łbyś Bogu ducha winnej pracownicy Saturna nie mając kompletnie racji. Współczuję jej, bo pewnie ma iluś takich buraków w ciągu dnia do obsługi, musi im tłumaczyć rzeczy oczywiste, a oni i tak "wiedzą lepiej" chociaż nawet umowy ze sklepem nie przeczytali... ( ͡° ͜ʖ ͡°) To nie oni wprowadzili cię w błąd - to po prostu tobie nie chciało się przeczytać umowy...

      I zupełnie inna sytuacja by była, gdyby nieprzeszkolony pracownik proponował ci coś innego, niż masz w umowie, albo gdyby umowa była sprzeczna z powszechnie obowiązującym prawem i artykułami wyższego rzędu... ale jak ty zamiast przeczytać warunki zamówienia idziesz najpierw do sklepu zj%??ć pracownika, a potem po powrocie do domu dopiero czytasz i się okazuje, że ten pracownik miał rację, a ty go zj%??łeś za to, że miałeś zły humor... to słabo kolego, bo typowy Janusz burak z ciebie co krew innym psuje bo sam ma ból dupy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  
      s................................r

      0

      pokaż komentarz

      @Pantegram: dalej nie jarzysz. Kupując zegarek myślę o tym, jak mi będzie pokazywał godzinę, jak będę nim szpanował przed laskami i ile za niego zapłacę, a takie "pierdoły" jak roszczenia z tytułu rękojmi są zapewniane przez prawo i się o nich nie myśli, dopóki nie trzeba. Gdy już było trzeba, wszedłem na saturn.pl, pobrałem formularz (prawo również narzuca, że ma to być łatwe do znalezienia, np. w mailu z podsumowaniem zamówienia), wypełniłem i zaniosłem towar do sklepu. Bo taki jest zwyczaj - zawsze się towar zanosi do sklepu. Nawet wyżej masz napisane - https://www.wykop.pl/link/3919155/#comment-48553395 - "sieciówki nie robią problemu z przyjęciem". I nie byłoby nawet problemu gdyby mi od razu powiedziano że spółki komandytowe, że sklep internetowy to taki chwyt reklamowy i żebym odesłał do Krakowa. Zamiast tego zaczęło się wymyślanie pretekstów, żeby klienta spławić - bo przyznasz chyba, że w przypadku rękojmi brak paragonu jest tylko i wyłącznie pretekstem. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że pracownicy takiego sklepu są specjalnie szkoleni, żeby na każde działanie klienta odpowiadać innym, wybranym przez analityków tekstem, który doprowadza jak największą liczbę osób do "dania sobie siana" i w efekcie maksymalizacji zysku. Jest to skandaliczne, okazuje brak szacunku do klienta, niski poziom kultury biznesowej. W porządnym sklepie pracownica starałaby się pomóc klientowi przejść przez reklamację bez stresu, żeby w przyszłości chciał jeszcze u nich coś kupić. A ta p??!a tylko czekała żeby sobie pogdakać "ja panu nie przerywałam", "niektórzy z naszych pracowników dopiero się uczą", "może pan przecież złożyć reklamację z tytułu gwarancji" - niskie, chamskie zagrywki, mające na celu wmanipulowanie mnie w podjęcie niekorzystnego dla mnie działania. I ona doskonale wiedziała, że ich modus operandi jest takie, że 99% ludzi myśli że wszystkie saturny to jedna firma (ergo jeden "sprzedawca"), 99% ludzi myśli że ich "sklep internetowy" to sklep internetowy i jest to klasyczny przykład wprowadzania w błąd i de facto jest to karane - https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=3546 - poza tym saturn znany jest już na wokandzie - http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35063,21156584,klient-pozwal-saturn-i-wygral-wmawiali-mi-nieprawde.html

    •  
      s................................r

      +2

      pokaż komentarz

      @Pantegram: i rozumiem że w przypadku pobieraczka lub lex superior również jesteś po stronie naciągaczy, bo ludzie sami sobie winni, że nie wynajmują prawnika za 150zł za każdym razem jak dostają jakieś pismo lub zakładają jakieś konto na stronie?( ͡° ͜ʖ ͡°) Hominem causa omne ius constitutum sit.

    •  

      pokaż komentarz

      @student_prawa_na_stacjonarnych_uwr: W problemy przy składaniu reklamacji to akurat wierzę - powiedzmy, że znam to z autopsji. Wiem też, że obsługa klienta potrafi być niemiła i niekompetentna i zgadzam się, że procedury reklamacyjne powinny wyglądać zupełnie inaczej... ale z drugiej stroni chamscy, a niedoinformowani klienci nie potrafiący przyznać się do błędu również są faktem, i to również znam z autopsji...

      Zgadzam się też, że praktyki, czy jak to ładnie ująłeś "kultura biznesowa" firm woła o pomstę do nieba w zakresie nie tylko reklamacji, ale ogólnie przyjętej obsługi klienta... i mogę nawet potwierdzić, że to jest prawda:

      Stawiam dolary przeciwko orzechom, że pracownicy takiego sklepu są specjalnie szkoleni, żeby na każde działanie klienta odpowiadać innym, wybranym przez analityków tekstem, który doprowadza jak największą liczbę osób do "dania sobie siana" i w efekcie maksymalizacji zysku.

      tylko... to nie jest wina pracowników ( ͡° ͜ʖ ͡°) Co innego, kiedy pracownik popełnia oczywisty błąd i sieje jawną dezinformację - np. nie wie, co to rękojmia itp. ... ale nawet wtedy darcie na nich mordy nie jest najskuteczniejszym sposobem dochodzenia swoich roszczeń - delikatnie rzecz ujmując... Chyba najlepsze, co możesz w takiej sytuacji zrobić - to zażądać od takiego pracownika pisemnego potwierdzenia, że nie przyjmie on reklamacji z powodu braku paragonu / z tytułu rękojmi. To po pierwsze: wystraszy go znacznie skuteczniej, niż jakieś krzyki i słowne przepychanki... jeśli pracownikowi zwyczajnie się "nie chce" przyjąć towaru, to pewnie jeszcze bardziej "nie będzie mu się chciało" wystawiać zaświadczenia o odmowie przyjęcia reklamacji... więc są większe szanse na to, że przyjmie towar, by po prostu mieć to z głowy. Po drugie, jeśli pracownik tak robi nie dlatego, że mu się nie chce, lecz dlatego, że tak został poinstruowany - masz jakiś dowód na nieetyczne i nielegalne praktyki firmy, który możesz np. zgłosić do UOKiKu...

      Piję do tego, że pyskówka z pracownikiem nie ma większego sensu i warto mieć tego świadomość. Nie tylko pracownicy popełniają błędy, ale klienci też... nie czytają umów, nie myślą logicznie i nie rozumieją tego, co się do nich mówi - a oprócz tego lubią sobie właśnie przyjść/zadzwonić tylko po to, by pokrzyczeć na pracownika i wylać frustracje... Często takim klientom pokrzyczenie sobie wystarcza i w ogóle nie robią nic z tym dalej - nie rozwiązują umów, nie zgłaszają sprawy do UOKiKu, nie wytaczają pozwu cywilnego... po prostu sobie pokrzyczą, i odchodzą szczęśliwsi, absolutnie nic nie załatwiwszy (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) Cieszę się ich szczęściem, ale to naprawdę nie jest dobre podejście i sposób załatwienia sprawy... Lepiej oszczędzić nerwów sobie i pracownikom, i podchodzić do tego z wyrachowaniem. I mieć na uwadze, że pracownicy pierwszej linii często gówno mogą (nie mówiąc już o tym, że czasem to i gówno wiedzą, bo nie za to im płacą), a zatrudnia się ich po to właśnie, by przyjęli na siebie hejt niezadowolonego klienta, który pokrzyczy, ale potem pójdzie sobie i nic dalej ze sprawą nie zrobi. Dopóki ludzie będą faktycznie uważać, że pokrzyczenie sobie na pracownika rozwiąże ich problemy - dopóki IMO nic się w tej kwestii nie zmieni, bo takie podejście się zwyczajnie firmom opłaca.

    •  
      s................................r

      0

      pokaż komentarz

      Chyba najlepsze, co możesz w takiej sytuacji zrobić - to zażądać od takiego pracownika pisemnego potwierdzenia, że nie przyjmie on reklamacji z powodu braku paragonu / z tytułu rękojmi.

      @Pantegram: haha, zażądałem. Odmówił. Myślisz że dlaczego zacząłem nagrywać rozmowy? Aczkolwiek wytłumaczenie miał teoretycznie sensowne: jego sklep nie jest stroną w mojej umowie sprzedaży. I nawet napisałem wyżej:

      I w ogóle to mówię jej że ona nie jest decyzyjna tylko ma to po prostu przyjąć, a papiery zawsze mogę dosłać potem, bylebym z tym towarem nie jeździł co chwilę do sklepu bo to nie urząd stanu cywilnego a ona nie jest jego naczelnikiem.
      Zaufaj mi, że mam lepsze rzeczy do roboty niż łażenie po sklepach i gadanie z szeregowymi pracownikami. Jakby saturn na stronie podał adres "tu odsyłaj produkty w ramach reklamacji, dołącz dokument taki a taki" to bym wysłał. Ponadto poszedłem tam pod krawatem i w celu załatwienia sprawy, a gdy zaczęto mnie traktować jak petenta to się wk#$$iłem. Jak w urzędzie miasta raz jedna paniusia mnie próbowała drażnić zacytowałem ze dwa przepisy i natychmiast skupiła się na wykonywaniu swoich obowiązków starannie i sprawnie. Ale w urzędzie to dzisiaj trzeba mieć studia wyższe żeby pracować, więc chociaż trochę im zależy na pracy.
      Ja te pieniądze oczywiście i tak odzyskam, ale ch#$ mnie strzela na samą myśl, że miałbym tam jeszcze coś kiedyś kupić. Nie przyszedłem z tym na wykop bezradnie rozkładać rączki że nie umiem pociągnąć dalej sprawy, tylko żeby naświetlić praktyki stosowane w tym sklepiku, może dzięki temu stracą chociaż jednego klienta. A jakby jeszcze UOK im doj$?$ł karę to bym był cały w skowronkach. Nie wiem jaką karę i za co konkretnie, ale moje poczucie sprawiedliwości mówi, że te praktyki na pewno w 100% legalne nie są.