•  

    pokaż komentarz

    Można dostać raka i depresji czytając większość komentarzy o tym jak to kontakt z ludźmi działa leczniczo. Bez jaj gdyby tak było to nikt by sobie nie strzelał w łeb.

    Pieprzenie.

    Depresja jest zależna od poziomu neurotransmiterów i hormonów, nabytych traum psychiki - które niszczą w sposób FIZYCZNY tkankę nerwową, oraz tego czy jej rozwój nie został zaburzony. Przewlekły stres - czyli wysoki poziom kortyzolu uszkadza ok 10% objętości pewnego istotnego dla mózgu regionu, kluczowego dla rozwoju depresji. Zaburzenia rytmu snu i czuwania także mają negatywny wpływ. Uszkodzenia synaps czy ich zwiększona lub zmniejszona wrażliwość - często gęsto genetyczna ale może być i nabyta. Człowiek chory ma zmieniony obraz fMRI czy PET pracy mózgu. No i lipnie pracujący ośrodek nagrody. Dodajmy jeszcze wychowanie np. szczury których matki bardziej o nie dbają mają wyższy poziom serotoniny i są milsze, w przeciwieństwie do tych które mają oschłe matki - te są agresywne i wredne. Do kompletu i tak daleka droga.

    No, ale kontakt z ludźmi leczy.
    Kisnę.

    P.S. Każdy artykuł i wzmianka o samobójstwie zwiększa ilość samobójstw...

    •  

      pokaż komentarz

      @KociaLapa: A jednej strony masz rację, ale z drugiej... właśnie kontakt z ludźmi potrafi w naturalny sposób podreperować poziom neurotransmiterów i hormonów. Podobnie jak sport, lub jakakolwiek aktywność fizyczna. Bliskość i kontakt intymny z drugim człowiekiem, nawet zwykłe przytulenie, powoduje to, że mózg produkuje oksytocynę. Dlatego w naszej kulturze na "dzień dobry" witamy się uściskiem dłoni. To są takie automatyczne gesty, które nie wzięły się z znikąd, ale właśnie z najbardziej podstawowej potrzeby bliskości. Gdy tej bliskości brakuje to cała piramidka potrzeb jest zaburzona i organizm zaczyna źle funkcjonować.

      P.S. Każdy artykuł i wzmianka o samobójstwie zwiększa ilość samobójstw...
      czyli co, powinno się milczeć na temat tego problemu?

    •  

      pokaż komentarz

      @Dobry_Ziemniak powinno się bardzo uważać z tematem i sposobem w jakim się o zjawisku pisze. Oksytocyna trzyma tylko dwa lata max. Jesli masz raz wytworzone drogi wyższego przewodnictwa w mózgu to się już ich nigdy nie pozbędziesz. Tzn problem raz zaistniały będzie nawracał

    •  

      pokaż komentarz

      @KociaLapa: Jeżeli nie będziesz nad sobą pracować to każdy problem będzie nawracać. Po to są różne rodzaje terapii i inne drogi rozwoju osobistego, żeby pracować nad swoimi problemami. Sugerujesz, że jak ktoś miał jakieś traumatyczne przeżycia, np. w dzieciństwie, to już nie ma dla niego pomocy i jest spisany na straty? Z takim podejściem to naprawdę można się od razu powiesić.

      Jasne, że powinno się uważać, ale człowiek w depresji często sam sobie nie umie pomóc i wymaga specjalistycznej opieki. Od tego trzeba zacząć i o tym należy mówić wśród społeczeństwa. Tak samo jak mówi się o badaniach przesiewowych na nowotwory i inne, ciężkie choroby.

    •  

      pokaż komentarz

      No, ale kontakt z ludźmi leczy.

      @KociaLapa: zależy z jakimi ludźmi, ale masz rację mnie się ludzie z doświadczenia z niczym dobrym nie kojarzą. Pamietam, że w dzieciństwie do póki nie "wyszłam do ludzi" to nawet byłam szczęśliwa. Nie wiem, może ekstrawertyków ludzie "leczą", ja tam wolę terapeutyczne towarzystwo zwierząt, one nie szydzą, nie wyśmiewają, nie gnoją, nie oceniają ot cieszą się że jesteś jaki jesteś i dajesz im jeść czy za uchem podrapiesz.

    •  

      pokaż komentarz

      A jednej strony masz rację, ale z drugiej... właśnie kontakt z ludźmi potrafi w naturalny sposób podreperować poziom neurotransmiterów i hormonów.

      @Dobry_Ziemniak: no ale czy to zaraz u każdego ma działać tak samo? Nie wydaje mi się, chyba każdy przypadek trzeba oceniać indywidualnie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Dobry_Ziemniak: Nie zrozumiałeś.
      Wytworzone drogi przewodnictwa pozostają do końca życia i ich potencjał nie spada nigdy do 0. Przy wystawieniu ponownie na bodziec ulegają bardzo szybkiej aktywacji do wysokiego poziomu. Jeśli ktoś ma problemy z depresją (zależnie co jest przyczyną!) to jest duże ryzyko że będzie miał z nią problem do końca życia.

      Co się tyczy szarlatanów-psychologów (za 100 lat ludzie będą z tego szydzić tak samo jak my dzisiaj z szamanów - jak można leczyć mózg bez badań przedmiotowych typu fMRI , PET, wiedza neurologiczna, hormonalna etc) większość jest znikomo skuteczna. Główny trzon "diagnoz psychologicznych" - mających w badaniach statystycznych ok 50-53 % poprawność, gdzie granica błędu zazwyczaj wynosi ok 3%. Równie dobrze można rzucać monetą.

      Jak widać sprawa jest dość ciężka.

    •  

      pokaż komentarz

      @KociaLapa: No to inaczej.
      Jakbyś zachorował na nowotwór i miałbyś do wyboru zabieg, którego skuteczność ocenia się na 50% to skorzystałbyś, czy wolałbyś powoli umierać siedząc przed komputerem czytając statystyki?

    •  

      pokaż komentarz

      @Dobry_Ziemniak: Z pulsującego mi już od pewnego czasu nerwu użyję pluralis maiestatis. Wy macie jakiś tragiczny problem z czytaniem ze zrozumieniem.

      Pisałem o diagnozie prawdziwej w 50%, a nie o skuteczności metod.

      Mogę dokonać w 50% poprawnej diagnozy obecności nowotworu. Mając 50% szans na trafienie amputować kończynę. Tylko że masz dwie nogi i jedna z nich jest zdrowa. Zabieg będzie wykonany w 100% skutecznie niezależnie od jakości diagnozy.

    •  

      pokaż komentarz

      @KociaLapa: Faktycznie źle przeczytałem, była 6 rano i śpieszyłem się.

    •  

      pokaż komentarz

      P.S. Każdy artykuł i wzmianka o samobójstwie zwiększa ilość samobójstw...

      @KociaLapa: coś w tym musi być bo po przeczytaniu artykułu i tutejszych komentarzy wpadłem w kolejny dół i stan lękowy.

  •  

    pokaż komentarz

    Mógłby ktoś opisać tak swoimi słowami jak to jest mieć depresję? Co siedzi w głowie? Jakie myśli? Co z marzeniami? Gdzie w tym wszystkim jest najblizsza rodzina? Jaki stosunek do dzieci?
    Poważnie pisze, bardzo mnie to interesuje.

    •  

      pokaż komentarz

      @Krizz: Typowe objawy depresji, to: przygnębienie, smutek, obniżony nastrój, poczucie pustki i bezradności. Niekiedy najbardziej widoczna jest drażliwość (szczególnie u dotkniętych depresją dzieci). Co więcej, nie wszyscy ludzie, którzy są przygnębieni, odczuwają smutek czy depresję jako taką.
      Czyli jak Ci nie idzie w życiu, możesz powiedzieć że masz depresje i sprawa załatwiona

    •  

      pokaż komentarz

      @Krizz: Marzenia? Przetrwać następny dzień, żeby dzisiaj nie było tak ciężko.
      Co rozumiesz poprzez pytanie gdzie w tym wszystkim jest najbliższa rodzina?
      Taki jak do wszystkich innych - jesteś za szklaną szybą, nikt nie ma do Ciebie dostępu a Ty nie masz siły, choćbyś nawet chciał, cieszyć się z cudzej obecności.

    •  

      pokaż komentarz

      @Krizz Przede wszystkim opisałbym to jako wieczne zmęczenie. Nie ma siły na nic, na mycie się, zakupy, pójście na wykład lub choćby pobiegać. I wiadomo, że następnego dnia też się będzie zmęczonym, więc zaczyna to wpływać na plany - nigdy tego nie zrobię, nigdy tego nie osiągnę, nie mam na to sił... Nie wiadomo czy kiedykolwiek się to skończy, czy kiedykolwiek będą siły, by choćby odczuwać radość.

      Emocje są męczące, stres przed egzaminem, gniew na wrednego prowadzącego, radość z nowej gry... Nie ma na to sił. Jebiemnietoizm wymaga mniej wysiłku. Zamknę się w pokoju i może uda mi się trochę odpocząć...

      Rodzina właśnie pozwoliła mi odpocząć i to mi uratowało życie. Przez ponad pół roku byłem bezużytecznym plackiem, który jedynie przyjeżdżał na studia na 4h w tygodniu poprawiać oblane przedmioty (same niezakończone projektu, nie miałem na nie sił).

      Stosunek do dzieci? Nie do końca rozumiem pytanie, ale chciałbym mieć dzieci. To moja motywacja, czemu się nie poddałem. Moim największym marzeniem od dziecka jest być dobrym mężem i ojcem.

      A na koniec przejdę do pozytywów: jak udało mi się z tego wyjść. Pojechałem na Pyrkon i nałożyły się: brak sił na przygotowanie jedzenia i cebula, przez którą nie chciałem kupować na miejscu.
      3 dni nie jadłem. Jak człowiek jest głodny, to i jest wk@%%iony. Do tego nałoży się jeszcze dwie rzeczy, które dały mi jeszcze większego wk@%%a i nienawiści do siebie (o których nie chcę mówić), przez co postanowiłem sobie zadać jak najwięcej bólu. Ukarać siebie i moje przetłuszczone ciało. Ale cięcie się to zbyt dużo problemów jak ludzie (zwłaszcza rodzice) zobaczą rany, więc zacząłem ćwiczyć ponad moje możliwości. Codziennie ćwiczyłem pomimo zakwasów, rano i wieczorem. Każdy trener mnie za to by ochrzanił, ale nie chodziło o formę, chodziło o ból. Do tego przejście na dietę ketogeniczną z IF, przyszło łatwo po 3-dniowym poście oraz po ochrzanieniu rodziców za tuczenie i potwierdzeniu że przejmuje kontrolę nad swoim odżywianiem. Głodziłem się - ból z głodu to też pożyteczny, niewidzialny ból Tak oto w nienawiści do siebie zgubiłem 40kg. Zacząłem mieć nadzieję, że w końcu uda mi się znaleźć kogoś z kim będę mógł założyć rodzinę...

      Historia jeszcze się nie skończyła happy endem, teraz to cholerstwo wraca. Miałem dość sił by robić coś pożytecznego 10h tygodniowo, ale było za mało gdy pozaliczałem wszystko zaległe na studiach i wróciłem do normalnego semestru z zajęciami 5 dni w tygodniu. Schudnięcie nie przełożyło się na poznanie dziewczyny oraz stanęło, gdy zacząłem się coraz bardziej akceptować... Póki co mam 4kg efektu yoyo.
      Energii mam znowu coraz mniej (przez co jestem w plecy z inżynierką), ale widzę światełko w tunelu - zaczynam się znowu coraz bardziej nienawidzić. Teraz wiem, że depresji się radością nie pokona, tylko prawidłowo przekierowanym wk@%%ieniem się na siebie. Niestety mnie mam tyle wolnego czasu co wcześniej, więc nie wiem czy się uda.

  •  

    pokaż komentarz

    Chyba czynnikiem ryzyka u kobiet jest czerwony kolor włosów ( ͡° ͜ʖ ͡°).

  •  

    pokaż komentarz

    Taka decyzja raczej dopada nagle, oczywiście myślenie o zabiciu się może trwać nawet latami, ale sama decyzja powstaje nagle, i wbrew pozorom często po udanym i szczęśliwym dniu, czemu? Bo po takich dniach przychodzi szara smutna rzeczywistość, a szczęście które doznali trwało za krótko, więc trzeba "uciec" bo nie wiadomo kiedy i czy w ogóle ono jeszcze wróci.
    To jest tak jak by siedzieć pod wodą i czasem wypływać na moment, żeby zaczerpnąć powietrza i uświadomić sobie że zaraz znowu trzeba się zanurzyć.

    pokaż spoiler w sumie nie wiem czy inni tak mają, ale u mnie tak właśnie to wygląda. Z tym że ja jeszcze żyję ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    Ten kto chce popełnić samobójstwo tego nie mówi, mówi wtedy kiedy krzyczy o pomoc. Z chwilą rezygnacji, przestaje o tym mówić i się zabija. Co swoją drogą nie jest takie łatwe. Trudno się zabić. Widziałem, ludzi, którzy podcinali sobie żyły. Trudno się wykrwawić a pozostaje problem przeciętych ścięgien nerwów itp. Organizm psychicznie broni się przed śmiercią, a zabić się lekami wbrew pozorom jest bardzo trudno. Bardzo często uszkadza się sobie nerki, wątrobę itp, a wzięcie dużej ilości leków kończy się spaniem 2-3 dni. Dawki śmiertelne podawane na ulotkach itp są bardzo zaniżone.

    •  

      pokaż komentarz

      @RichardBurton: zabicie się jest nielogiczne.
      mówienie o tym, że ma się depresję jest bardziej logiczne. nieudane próby samobójcze / branie ludzi na litość. na niektórych to działa i pozwala osiągnąć swoje cele / prawo do życia, ale większość osób woli, żeby te osoby były martwe i zostały zlikwidowane ze społeczeństwa. btw to nie jest depresja tylko człowiek jest odtrącany, bo jest dla innych śmieciem. ja całe życie jestem przez świat postrzegany jak śmieć i nie dam się zmanipulować w samobójstwo. jeżeli już to ja będę zabijał innych. i obecnie nie popełnię po masowym mordzie samobójstwa tylko raczej wyjadę tego samego dnia z kraju.

    •  

      pokaż komentarz

      @nie_wygram: Nie zrozumiałeś mnie, pierwsza faza to jak napisałeś "branie na litość". W drugiej już nie mówisz tylko po prostu się zabijasz.

    •  

      pokaż komentarz

      @RichardBurton: to nie do końca tak działa, że nic nie mówisz. tu bardziej chodzi o to, że 'osoby żyjące' walczą o prawo do życia. jak sobie wywalczyć lepsze warunki? czynami - pracować, kraść, rozp%??!?!ać przeciwników, ruchać kobiety; w rozmowie - narzekać, porównywać się do innych, mówić o swoich zaletach. osoby które się poddały nie bronią swojego autorytetu jak ktoś je poniża, obserwują tylko jak żyje świat stojąc z boku. i teraz wyobraź sobie, że osoba, która się poddała nagle zdecydowała, że wystarczająco się naoglądała i zamierza zacząć żyć. (tutaj psychologowie wyróżniają to jako ważny moment, bo w momencie motywacji do działania można również popełnić samobójstwo).
      Ja wyraźnie widzę, że to jest ten moment na zdjęciu (nawet nie wiem kto to jest i jak wyglądało jego życie, ale zakładam, że to osoba, która była w depresji). Zdecydował się, żyć - uśmiechać się, bronić się jak ktoś go atakuje, zarobić jak największą ilość pieniędzy, wyruchać jak najwięcej kobiet i zostawić jak najwięcej dzieci, które odniosą jak największy sukces. Może po chwili się poddał - ale w momencie zrobienia tego zdjęcia próbował. A co do opinii do tego, że to było kłamstwo; piszą je osoby, które nie mają pojęcia o życiu. Trzeba całe życie kłamać na rozmowach o pracę, że wszystko się umie, a do kobiet, że jest się bogatym i szczęśliwym. znaczy nie do końca nie mają pojęcia co robią, bo nazywanie ich kłamcami jest kolejnym sposobem wyeliminowania ich ze społeczeństwa :P