•  

    pokaż komentarz

    @tHoePs: skore te położne i lekarze są tacy nieprzyjemni to czemu się tego nie nagłaśnia i nie robi rozpierdolu?
    Poczytaj o akcji Rodzic po ludzku, robi się rozp!$@@#$ I to od dawna, niestety nie wszędzie udało się naprawić podejście personelu

    •  

      pokaż komentarz

      @Aganiok__:
      No dopóki temat kogoś bezpośrednio nie dotyczy, to tym jak wygląda rodzenie w Polsce mało się interesuje. Zresztą nawet Ci których to dotyczy często się tym nie interesują, wychodzą z założenia, że poród to po prostu trauma przez którą trzeba przejść, nie wiedząc, że da się inaczej - lepiej.

      My mielismy swoja wlasna położną i byłem obecny przy porodzie - dzięki temu przebiegł w naprawdę fajnej atmosferze. Oprócz tego, nie byłem tylko dekoracją, bo wspomagaliśmy się pozycjami wertykalnymi więc byłem dosłownym „oparciem” dla żony :) Między nogi w trakcie porodu nie zaglądałem, chociaż nawet stojąc przy rodzącej żonie w ostatniej fazie porodu, załapałem się na widok małej, zaskakująco włochatej główki wystajcej spomiędzy nóg :D No i rzecz, której nie pokazują w filmach: głowa dziecka jest trochę spłaszczona po przejściu przez kanał rodny - dosyć ciekawy widok :)

      Nasza położna była pracownicą szpitala w którym rodziliśmy, więc znała personel i generalnie nikt się jej nie wtracał, chociaż po porodzie już mówiła, że na ostatniej prostej były naciski ze strony lekarza dyżurująco na porodówce...

  •  

    pokaż komentarz

    Bylem przy porodzie obojga moich dzieci i nawet przez sekunde tego nie zalowalem. Piekne i wzruszajace przezycie. Jeden z tych momentow kiedy nawet facet moze uronic lezke. Polecam. W zyciu bym sobie nie wybaczyl jakby mnie nie bylo przy narodzinach mojego dziecka.

  •  

    pokaż komentarz

    Po wspólnym porodzie wielu mężczyzn ma traumę, a czasem popada w depresję. Często wspólne doświadczenie skutkuje tym, że partner unika kontaktów intymnych z partnerką.

    Jeśli po obecności przy porodzie facet ma traumę i unika kontaków z partnerką, to znaczy, że jego dojrzałość jest na poziomie gimbusa i nie powinien mieć jeszcze dzieci.

  •  

    pokaż komentarz

    Wynaleziono maszynę przenoszącą podczas porodu część bólu z matki na ojca.
    Jedna para postanowiła ją wykorzystać.
    Kobieta rodzi i krzyczy.
    Lekarz przekręcił pokrętłem i przeniósł 10% bólu na ojca.
    Patrzy - kobiecie ulżyło, ale ojciec dalej się uśmiecha.
    No to dal 40% bólu na ojca.
    Kobieta już prawie rozluźniona a ojciec dalej się uśmiecha.
    Zdziwiony lekarz dal 100% bólu na ojca. Kobieta zaczęła się uśmiechać, rozluźniła się już całkiem, zaś ojciec... dalej uśmiechnięty i zadowolony.
    Poród dalej przebiegł gładko.
    Po porodzie szczęśliwe małżeństwo wraca do domu.
    Patrzą, a przed domem leży martwy listonosz.

    ( ͡º ͜ʖ͡º)

  •  

    pokaż komentarz

    Bylem przy porodzie pierwszej corki przez caly czas, faktycznie byl dlugi i niezbyt latwy. Wielokrotnie rozmawialem na ten temat z zona i twierdzi, ze moja obecnosc bardzo jej pomogla. Nie przeszkadzalo mi to tez w zmajstrowaniu drugiej corki, ktora tym razem rodzila sie przez cesarskie ciecie. Gdyby zaplanowany byl porod naturalny, na pewno tez chcialbym przy nim byc, a zaslanianie sie "trauma po zobaczeniu swej wlasnej zony i dziecka ponizej pasa" nie przemawia do mnie. Co wiecej, z uwagi na to, ze zona byla po cesarce, to ja trzymalem druga corke prze tych kilkanascie minut po porodzie przytulona do swojego ciala. To byl jeden z najpiekniejszych momentow w zyciu. Druga cora ma obecnie 4 miesiace i jest ze mna bardzo zwiazana - kto wie, czy nie mial na to wplywu ten pierwszy kontakt...

    Z podwojnego doswiadczenia mysle, ze o obecnosci meza przy porodzie powinna decydowac przede wszystkim zona, a nie pan doktor z Francji, z calym szacunkiem dla tego kraju.