•  

    pokaż komentarz

    Komentarz usunięty przez moderatora

  •  

    pokaż komentarz

    Prawda jest taka że "gołe" panie zachęcające do odwiedzin są niesmaczne. Jest lokal ze striptizem, to niech sobie będzie. Obsługa niech siedzi w środku. Ulotki wszelakie w ogóle nie powinny się walać po ulicy i powinno się za to karać, bo każdy doskonale sobie zdaje sprawę że większość z nich kończą jako spam/śmieci.

  •  

    pokaż komentarz

    Jestem takim przegrywem że nigdy nie zostałem zaczepiony przez tych naganiaczy a mieszam w centrum i często przez rynek chadzam albo radni nie zajmują się niczym innym tylko gapieniem na panienki.
    Zresztą podobnie jest ze sklepami z alko, ja uważam że jest ich mało a radni najchętniej zamknęli by wszystko i opakowali rynek folią stretch.
    Zresztą doradcą krakowskich radnych musi być Kononowicz bo wszystko chcą zamknąć - prawdopodobnie by potem dzielić dotacje na ginące zawody i aktywizację centrum.
    Tym ludziom absolutnie wszystko przeszkadza.

    •  

      pokaż komentarz

      @KapralJedziniak Dać Ci minusa za dowód anegdotyczny (Ciebie nie spotkało, to problem nie istnieje), czy plusa za opinię o monopolach? ( ͡~ ͜ʖ ͡°) Problem na pewno istnieje, ale nie tak nasilony jak we Wrocławiu.
      Powiem Wam moje doświadczenie z dzieciństwa. W Warszawie w latach '90 była plaga takich małych ulotek - wizytówek burdeli "klubów go go" wsadzanych za wycieraczki.
      Jako gówniaki zbieraliśmy te ulotki jak karteczki z notesików #pdk Przypał był jak mama to znalazła ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

    •  

      pokaż komentarz

      @KapralJedziniak: najwidoczniej wyglądasz na takiego biednego, że cię nie zaczepiają bo i tak byś nie miał kasy nawet na piwo..

    •  

      pokaż komentarz

      @KrakowiaczekMaly: Ulotek też nie widziałem. Ogólnie w Krakowie ulotki ostatnio w odwrocie bo nawet Auchan przestał rozprowadzać.
      Czy dowód anegdotyczny ? Chodzę nawet często na spotkania publiczne w radzie dzielnicy I ( Stare Miasto) i temat nigdy nie był poruszany a przecież jeśli istnieje to powinien dotyczyć w dużej części mieszkańców dzielnicy. Na sklepy z alko stare baby ujadają za każdym razem, nawet jeśli konsultacje dotyczą drogi dla rowerów.

      Wyjaśnienie jest proste, naganiacze zaczepiają osoby zainteresowane tematem. Więc jeśli taki radny idzie, gapi się na k!$#%ki i toczy ślinkę to naganiacz podchodzi.
      To dokładnie tak jak mówię starym babom na radzie dzielnicy: kto kupuje tą wódkę - one. Niech przestaną chlać z kotem to sklepowi nie będzie opłacało się przedłużenie licencji a jak nie nie będzie kasy z wódy to będą ganiały do innego bo ten padnie. Finalnie będą jechały 20 minut tramwajem po bułki dla kota i wódkę dla siebie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Ebol: Wolę sobie wmawiać że jestem tak atrakcyjny że to k$@%y muszą mi płacić a nie ja im.

    •  

      pokaż komentarz

      @KapralJedziniak: moze miejscowych nie ruszają, albo stałych bywalców rynku. Ja jako gość w Krakowie jestem zaczepiany dosyć często i to niestety nachalnie, zwykłe "nie dziękuję" nie działa.

    •  

      pokaż komentarz

      @Ebol: Zgadzam się w pełni. Ani grzeczne, ani chamskie odpowiedzi nie działają. Kiedyś z kumplem nieco podpici idziemy Rynkiem, podchodzi mila pani, bla bla bla, że zaprasza do klubu.

      A: Zapraszam Panów do klubu xxx
      B: A Pani też będzie tańczyć?
      A; Kto wie, może.
      B: A to dziękujemy w takim razie, nie przyjdziemy.

    •  

      pokaż komentarz

      Wyjaśnienie jest proste, naganiacze zaczepiają osoby zainteresowane tematem.

      @KapralJedziniak: nieprawda.

    •  

      pokaż komentarz

      moze miejscowych nie ruszają, albo stałych bywalców rynku. Ja jako gość w Krakowie jestem zaczepiany dosyć często

      @Ebol:
      Zaczepiają i takich, i takich. Nawet jak pracowałem jako promotor w rynku (nie stripów, normalnych knajp) to mnie regularnie zaczepiały. Przecież tam rotacja jest tak duża, że one nie wiedzą kto swój, a kto obcy. Zresztą pamięć ludzka jest ograniczona, a Krakusi ochoczo nawiedzają rynek. Ile osób jesteś w stanie spamiętać, jak Kraków zamieszkuje ponad 700 tysięcy osób (zameldowanych).

    •  

      pokaż komentarz

      Jestem takim przegrywem że nigdy nie zostałem zaczepiony

      @KapralJedziniak:
      Idę po rynku (Wrocław) ubrany "na rower" (bluza, stare buty) - nikt nie zaczepia.
      Idę po rynku ubrany "na imprezę" - czasem z 3/4 różnych klubów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Więc tak, to kwestia twojego image ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    Go go Kraków! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @Akaano: Najwyższa pora!
      W przeciągu ostatnich kilku lat ścisłe centrum Krakowa zostało zamienione w dom publiczny.
      Na Rynku Głównym, ulicy Floriańskiej, Grodzkiej aż roi się od natrętnych dziewczyn z parasolkami molestujących, aby zaglądnąć do wewnątrz lokalu i nie rozumiejących słów odmowy. Nie można spokojnie przejść żeby taka się nie przykleiła. Trzymam kciuki za powodzenie projektu.

      Burdel=HIV :D

    •  

      pokaż komentarz

      @PozytywistycznaMetamorfoza: w cuda nie wierz. zlikwiduja jedynie ulotki z golymi dupami i czerwone swiatlo. zeby "nagabujaca" pani dostala mandat, bedziesz musial zadzwonic na straz miejska. a mandat i tak zaplaci jej pracodawca i interes bedzie kwitl :) natomiast zakaz dzialanosci erotycznej... to martwy zakaz

  •  

    pokaż komentarz

    Wstyd mi, że kiedyś dałem się złapać w Sopocie na taki klub z promocją 50zł, pijesz ile chcesz #cebuladeals. Widziałem ją wcześniej, ale to był kawalerski kumpla i daliśmy się namówić, myślę, jaki tu może być haczyk? Był konkretny. Za 50zł przez całą noc mieliśmy dostawać "porcje" składające się z szota whisky i 0,5l coli. Podczas picia kelnerki udawały, że nas nie widzą gdy chcieliśmy następne. Po dojściu do baru powiedziano nam, że "nowa porcja zostanie wydana po skończeniu poprzedniej" :D Czyli na szota whisky trzeba było wypić 0,5l coli, powodzenia. Nigdy więcej. Oczywiście byłem w stripclubach wcześniej, ale nigdy nie było to przyjemne, ani w PL ani w UK. Nie można spokojnie siedzieć i popatrzeć na panny na rurkach, bo cały czas jesteś nagabywany przez inne, żeby kupić drinka albo lapdance.

    Kumpel był przez rok w Kanadzie i mówił, że zupełnie inny klimat i to może mieć sens. Normalna rzecz, żeby pójść do takiego strip clubu po robocie z kumplami. Ceny bardziej ludzkie, siedzisz, rozmawiasz i nikt nie namawia cię co chwilę, żebyś wydał jeszcze więcej za bycie w klubie.