•  

    pokaż komentarz

    odezwij się na priv. Moj Tata rocznik 1931 i cala jego rodzina pochodzi wlasnie z tych okolic (gmina Daleszyce, woj. kieleckie) a nazwisko ktore zamazalas D...... byc moze jest tez moim nazwiskiem.

  •  

    pokaż komentarz

    Niesamowite co musieli przeżyć nasi przodkowie, żebyśmy mogli dzisiaj istnieć. Wielu znajomych z zagranicy nie może uwierzyć w wojenne historie naszych rodzin, dla nas to się wydaje 'normalne'. W mojej rodzinie też 2 pradziadków było AKowcami w czasie wojny (niestety jeden został egzekutowany w 1943 na oczach prababci).
    Mam nadzieje, że Jego życie powojenne było lżejsze!

    •  

      pokaż komentarz

      @Longer8:
      Skoro go, cytuję "egzekutowano"w 1943 to raczej miał wyj!!%ne na lata powojenne

    •  

      pokaż komentarz

      @Longer8: ja sie zastanawiam gdzie teraz bylibyśmy gdyby nam tej inteligencjii w Katyniu nie wystrzelali?

    •  

      pokaż komentarz

      @tomasz-misiewicz: na marsie ;) z tym, że zamiast tej poleciałby worek cebuli, co wydaje się rozsądniejszym rozwiązaniem. Sam się czasem zastanawiam co by było gdyby i doszedłem do wniosku, że jeśli nie stałoby się to pod Katyniem to stałoby się pod Krakowem, Poznaniem, Gdańskiem czy innym Berlinie. Możliwe też, że gdyby nie doszło do tego mordu stawialibysmy jeszcze większy opór co niosłoby za sobą jeszcze bardziej krwawe sposoby tłumienia buntu, być może stswialibysmy opór wystarczająco długo by osłabić Niemcy, to jest tylko gdybanie i niestety nierealne, jeśli nie Niemcy to Ruskie, jeśli nawet udałoby się większości uciec to i tak pracowaliby pewnie dla innych Amerykańców. Osobiście wierze w efekt motyla, może nie trzepot skrzydeł, ale już jeden człowiek mógłby coś zdziałać. Pytanie tylko kim byśmy byli teraz, a może kto jeszcze byłby nami.

    •  

      pokaż komentarz

      @Longer8: Mojego pradziadka w 1941 aresztowali sowieci przy ówczesnej granicy sowiecko-hitlerowskiej (gdzieś pod Prostkami) , dostał 7 lat za sabotaż gospodarczy (miał przy sobie trochę pieniędzy polskich!), a dziadka w 1942 Niemcy wywieźli na roboty.

      Pradziadek: odsiedział całe 7 lat w obozie-kamieniołomie nad Bajkałem. Ocalał tylko dlatego, że gdy był małym chłopcem to terminował kilka miesięcy u szewca w Grodnie i co nieco pamiętał. Od pracy w kamieniołomie był już umierający, ale "wyprzedził" go obozowy szewc, a że sowieci nie mieli wyboru zrobili mojego pradziadka obozowym szewcem. Tylko dlatego przeżył. Ale to nie koniec złego. Wrócił w 1949. Sowietom nigdy nie podał prawdziwego nazwiska (w 1941 już wiedziano co to za gagatki, i że aresztowanie jednego członka rodziny niesie za sobą wyaresztowanie pozostałych) i nie napisał żadnego listu do rodziny, żeby się nie wydało. Świadkowie aresztowania w 1941 słyszeli strzały. Rodzina i moja prababka przyjęli, że został rozstrzelany. Prababka przez kilka lat strasznie biedowała, aż w końcu wyszła drugi raz za mąż. 1949. Pradziadek wraca.

      Dziadek: Też w kamieniołomach, tyle, że w Bawarii. Dwa razy uciekał z robót w Niemczech, i piłował przez Niemcy i okupowaną Polskę do Zambrowa. Za pierwszym razem złapali go w Zambrowie, gdy tuż po przybyciu ktoś go zakapował, za drugim razem gdzieś się przechował do końca wojny.

      Drugi dziadek: W roku 1939, w bitwie (chyba pod Węgrowem). To była klęska, masakra i paniczna ucieczka. Zakrwawiony, oberwany przebiegł jakieś 200 kilometrów do rodzinnego domu. Do końca wojny się ukrywał. Nigdy, do końca życia nie powiedział ani słowa na temat tej bitwy.

      Babcia: Niemcy rekwirowali konie, opierała się. Ustawili ją do rozstrzelania. Uratował ją koń i niecelność Niemców. Który na pierwsze strzały zaczął się Niemcom wyrywać, wierzgać i podbiegł do niej. Uczepiła się koniowi za szyję od dołu, a koń się skutecznie Niemcom wyrwał. Miała wtedy 12 lat.

      Takie to były losy. I to tylko z grubsza opowiedziane, bo pradziadek był też pod Kijowem w 1920 jako zwiadowca konny. Na jakimś moście dostali się w pułapkę. Przeżył jako jedyny z oddziału. Jakoś uciekł, posieczony szablami przeleżał kilka tygodni u ruskiej babuszki aż go swoi nie znaleźli. Do końca życia została mu po tej przygodzie dziura w brzuchu, w którym mieścił się portfel.
      A dziadek to był wagabunda i te jego ucieczki i bujanie się z Niemcami, to naprawdę po bandzie były.

      Bogu dzięki, że teraz żyjemy z naprawdę spokojnych czasach.

    •  

      pokaż komentarz

      Niesamowite co musieli przeżyć nasi przodkowie, żebyśmy mogli dzisiaj istnieć.

      @Longer8: niesamowite, że są na tym forum proniemieckie szuje, które wypisują pochwały dla germańskiej dziczy. @folksdojcz13 alias @bydgoskiprusak, a miał tych nicków więcej, jest ego przykładem

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      nigdy nie chwaliłem mordów i SS kretynie,

      @bydgoskiprusak: kretynizmem to jest, moim zdaniem, każdy twój wpis. I chyba nie jest to wyłącznie moje zdanie, skoro jesteś permanentnie minusowany. Trollu oraz sprzedajna dz....wko.

    •  

      pokaż komentarz

      @ydtski: Widzę wszędzie w Polsce podobne historie, mój wujek na piechotę po klęskach kampanii wrześniowej (walczył w lasach Janowskich i pod Jaworowem a zaczynał pod Krakowem) przeszedł 400 kilometrów do małopolskiego Wolbromia, inny wujek uciekł ze Stalagu (bronił Warszawy) i też z Niemiec dotarł do Małopolski, kolejny po klęsce nad Bzurą przyszedł do domu na piechotę itd. Z końmi miałem podobne historie, nam Niemcy ukradli trzy.

      Najgorsze jest to, że co rodzina to takie opowieści.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomasz-misiewicz Tu gdzie jestesmy. Mentalnosci polaczkuff nie oszukasz.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomasz-misiewicz Tu gdzie jestesmy. Mentalnosci polaczkuff nie zmienisz.

    •  

      pokaż komentarz

      @Longer8: Mój pradziadek też został wyprowadzony z domu w środku nocy do lasu i zastrzelony za współpracę z AK. Następnego dnia prababcia znalazła jego ciało. Z tego co opowiadała mi babcia specjalnie zostawiał na śniegu powłóczyste ślady nogami (był środek zimy) i tak o, 4 osobowa rodzina została bez ojca i męża.

    •  

      pokaż komentarz

      @Longer8: to było jakieś wariactwo, a nie bohaterstwo, zrobili zamach na pociąg, który wiózł Niemców do walki z bolszewikami. Nie dośc, że niewiele zaszkodzili Niemcom, to pogrążyli siebie. Czterech zginęło a jego wysłali do obozu. Zostawił matkę bez środków do życia. Potem stracił nogi i stał sie dla wszystkich ciężarem. Dla matki i swojej przyszłej żony. Jaki to miało sens?? W jaki sposób on pomógł nam lepiej żyć?? Niemcy z przekory pozostawili go w tymi odciętymi nogami jako najlepszą karą, bo wiedzieli, że zostawiając go przy życiu utrudniają i jemu i społeczeństwu życie pod okupacją. Niemcy myśleli, Polacy nie myśleli, tylko rzucali sie jak bezmyślne kukły pod ogień. Gdyby nic nie zrobił, to dożyłby do końca wojny, na którą ani on ani żaden polak nie mieł NAJMNIEJSZEGO wpływu i żyłby sobie z gogami, jego koledzy by żyli itd. A tak, teraz mamy do poczytania o głupocie Polaków pod okupacją.

    •  

      pokaż komentarz

      @AndrusZgc: Tych najgorszych to już nikt nie opowie.

  •  

    pokaż komentarz

    @owcza Twój dziadek miał wyjątkowe szczęście, że go nie rozstrzelano na miejscu. Po raz drugi miał szczęście trafiając do Auschwitz jako sabotażysta, że nie dostał się pod "opiekę " wydziału politycznego SS. Wtedy po śledztwie skończyłby na dziedzińcu bloku 11 pod ścianą straceń. Natomiast jest bardzo dziwne, że ta "komisja" z obozu tak go potraktowała. Więźniowie, którzy uciekli byli sprowadzani do obozu, żywi lub martwi. Wystawiano ich wtedy przy wejściu do obozu, pod bramą "Arbeit..." z tabliczką na piersi, gdzie było napisane, że cieszą się z powrotu do obozu. Martwi byli rozpinani na rusztowaniu jak kukły. Takie działanie na pokaz miało stłumić chęć ucieczki u innych więźniów. Żywi uciekinierzy kończyli albo pod ścianą straceń albo bunkrze w podziemiach bloku 11, dobici dosercowym zastrzykiem fenolu.

    •  

      pokaż komentarz

      @titus1: doskonale o tym wiem, dlatego jest to dla mnie niezwykle. Z drugiej jednak strony - byli cyniczni, być może doszli do wniosku, że życie bez obu nóg będzie gorsze niż to, co mogliby dla niego zgotować.

    •  

      pokaż komentarz

      @owcza: Twój dziadek jako kaleka przedstawiał dla nich wartość zerową. Niemieccy lekarze bez skrupułów wysyłali do komory gazowej ludzi niezdolnych do pracy.
      Nie obraź się, ale coś mi zaczyna nie pasować w całej relacji. Twój dziadek zajmował się usuwaniem ciał do krematorium, a więc wiedział co tam się dzieje. Pełnił funkcję prawie taką jak członkowie sonderkommando. Średnio członkowie sonderkommando, jako "nosiciele tajemnicy" żyli około trzy miesiące, czasem dłużej, czasem krócej. Ze względu na wiedzę o całym procederze byli likwidowani, albo na miejscu albo byli wysyłani do innych obozów z odpowiednią adnotacją w dokumentach. Dlatego zastanawia mnie dlaczego ta komisja go zostawiła w szpitalu.

    •  

      pokaż komentarz

      @titus1: możemy tylko spekulować, obawiam się, że nigdy się nie dowiemy. Jak sam napisał chciał, żeby z nim skończyli w obliczu tego, co go spotkało. Być może uda się coś ustalić po poszukiwaniach w IPN

    •  

      pokaż komentarz

      @owcza Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale zawdzięczasz życie hitlerowskim zbrodniarzom z "komisji oświęcimskiej".

  •  

    pokaż komentarz

    @owcza dlaczego zakreśliłaś nazwiska? To dokument historyczny przecież...

  •  

    pokaż komentarz

    Troche z innej beczki. Przypomniala mi sie historia mojego pradziadka. Byl soltysem, kiedy w roku 1944 weszla reforma rolna PKWN o parcelacji ziemi z majatkow ziemskich - jako soltys - dzielil dzialki, zarowno ziemie jak i byly las ziemski - pomiedzy chlopow. Krotko po tym czasie zostal zastrzelony. Bez swiadkow, jego cialo znalezione z kula w glowie na drodze.
    Wypytywalam babci, ale nie bardzo interesowala sie motywem zbrodni na tesciu. Raz powiedziala ze ktos sie zemscil bo mu nie pasowala przydzielona dzialka, innym razem mowila ze mial inny zatarg z jakims mieszkancem wsi.
    Tymczasem calkiem niedawno dowiedzialam sie ze tak dzis holubieni "wykleci" czesto wydwali taki wyrok na soltysow, ktorzy osmielali sie wprowadzac w zycie ustawy "czerwonej" PKWN i parcelowac majtki ziemskie.
    Dodam ze to byly dzisiejsze tereny woj. swietokrzyskiego - a tam glownie operowalo NSZ.

    •  

      pokaż komentarz

      @koralowiecc Nie wszyscy byli "wyklęci", podobny los spotkał mojego pradziadka. Podobnie jak u Ciebie ta sprawa ma jakieś tabu. Kiedyś przypadkiem usłyszałem, że to robota jakiejś leśnej bandy, która prostowała swoje rodzinne waśnie...

    •  

      pokaż komentarz

      @koralowiecc: w mojej rodzinie żyła taka kobieta, babcia Nasteczka. Owa babcia była ciocią dla mojej mamy, zmarła krótko przed moimi narodzinami. Jej mąż, co ciekawe z innym nazwiskiem, zginął z rąk partyzantów. Ch## z tym z jakiego ugrupowania, zginął, bo nie chciał oddać im majątku - krowy, konia czy innych rzeczy. Zastrzelili go w biały dzień i heja.