•  

    pokaż komentarz

    przecież on nie stanął w miejscu. Musiało coś być i dostał cynk aby hamować. Proces hamowania zaczął pewnie z pół kilometra wcześniej. Nie szukajcie afery tam gdzie jej nie ma.

    pokaż spoiler Nawet jeśli stał juz na przejeździe to jeśli kogoś by puknął to przestawiłby go maks o kilka metrów ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    Pociąg czekał, aż zamkną, więc jakby niewielka ta afera.

  •  

    pokaż komentarz

    Wg tvn24.pl"

    To, co wydarzyło się na przejeździe kolejowym w Wilkowicach koło Leszna (woj. wielkopolskie), nagrał jeden z podróżujących samochodem. A było tak: Jacek Wojciechowski razem z kolegą jechali we wtorek ulicą Mórkowską w Wilkowicach pod Lesznem. Kilka minut po godzinie 14 pan Jacek zatrzymał samochód przed zamykającymi się rogatkami na przejeździe kolejowym. - Został zamknięty tuż przede mną. Mój samochód stał jako pierwszy - opowiada w rozmowie z nami Wojciechowski.
    Gdy przejechał pociąg jadący w kierunku Leszna, rogatki uniosły się. Pan Jacek chciał już ruszać, gdy z przeciwnej strony zauważył nadjeżdżający drugi pociąg. - Samochody zaczęły przejeżdżać, a my z kolegą machaliśmy im, żeby nie jechali - relacjonuje Wojciechowski.
    Jak tłumaczy, kierowcy jadący od strony centrum mieli ograniczoną widoczność. - Droga biegnie tam pod kątem, a po drugiej stronie stoi budynek. Absolutnie nie widać nadjeżdżającego pociągu. Mimo to dwa auta zdążyły przejechać przez przejazd. Trzeci samochód już się zatrzymał. - Maszynista, widząc te samochody, zorientował się chyba, co się dzieje i zaczął hamować. Nie miał dużej prędkości i zdołał zatrzymać się już na przejeździe. Dopiero wtedy opuściły się szlabany - opisuje pan Jacek.
    Kierowcy powiadomili o zdarzeniu policję. - Otrzymaliśmy informacje, że rogatki na przejeździe są otwarte i przejeżdża nim pociąg. Na miejsce został wysłany patrol w celu zapewnienia bezpieczeństwa do czasu przyjazdu służb PKP - mówi Monika Żymełka z leszczyńskiej policji. O komentarz do zdarzenia poprosiliśmy Zbigniewa Wolnego rzecznika spółki PKP Polskie Linie Kolejowe w Poznaniu. Czekamy na odpowiedź.

  •  

    pokaż komentarz

    Beknie pewnie dyżurny ruchu, bo przejazd jest obsługiwany z odległości z nastawni. Taka sytuacja nazywana jest chyba wypadkiem albo zdarzeniem bez następstw. Będzie powołana komisja, która ustali przyczyny zdarzenia i do tego czasu dyżurny będzie odsunięty od obowiązków.

  •  

    pokaż komentarz

    U mnie w okolicy zrobili taki NOWOCZESNY przejazd równiutki, że możesz jechać 100km/h i nie czujesz, że przejeżdżasz przez przejazd, tak gładko. I lokalni mieszkańcy tak sobie wzięli tę NOWOCZESNOŚĆ do serca, że zapieprzają przez niego jak dziki mimo, iż z jednej strony jest las a z drugiej dom i jak dojeżdzasz do przejazu to jedna stronę widzisz dobrze a druga jest bardzo niewidoczna. Też na początku tak sobie przejeżdzałem na lajcie ten przejazd ale parę lat temu jechałem autem rano w zimę do liceum i szlabany były pootwierane, lampy stopu nie świeciły a pociąg jechał normalnie bo awaria była jak się potem okazalo przez mróz i na szczęscie stali jacyś robotnicy co to naprawiali i pokazwali, żeby się zatrzymywać. Od tego czasu zawsze zwalniam i się tam rozglądam ale lokalni mieszkańcy często nawet trąbią jak tam zwalniasz....bo NOWOCZESNY I SAME SIĘ ZAMYKAJĄ SZLABANY ZAWSZE. Dlatego uważajcie zawsze mirki na każdych przejazdach bo wystarczył silniejszy mróz i już każda automatyka może zawieść. Zawsze respekt przed przejazdami duży.