•  

    pokaż komentarz

    tanio i niezbyt tanio, jeśli porównać ceny do naszych to jednak tam trzeba wydać nieco więcej

    •  

      pokaż komentarz

      @goddamnit: Oczywiście, że tak. Tylko, że nadal funkcjonuje mit jakoby Japonia była bardzo drogim krajem, a jak widać - ceny nie są tak przerażające, a wiele rzeczy tańszych niż w zachodniej Europie. A nie raz słyszałem porównania Japonii do krajów skandynawskich typu Norwegia. Nie wiem do końca skąd się taki mit wziął, szczególnie, że kiedyś jen był jakoś po dwa złote z groszami (w sensie 100 jenów).

    •  
      UwielbiamGdySiePienisz

      +3

      pokaż komentarz

      Interesujące

    •  

      pokaż komentarz

      @goddamnit: @AvantaR: Można jeść bardzo, bardzo tanio. Śmiem twierdzić, że jeżeli ma się w dupie wartość odżywczych prodkutów to nawet produkty odgrzewane w każdym markecie za kasą nieźle napychają a kosztują grosze. To samo z gównianymi knajpami - sycące rameny po 15zł. Tylko czy warto w takim kraju oszczędzać akurat na jedzeniu? To chyba jedna z ważniejszych częśći podróży

    •  

      pokaż komentarz

      @AvantaR jakby na to nie patrzeć jest tam drogo. Nie przerażająco drogo ale jednak. Niby ceny w spożywczaku są całkiem ok ale... mnie dwa tygodnie dla dwóch osób kosztowały 20k z czego 5k za bilety lotnicze. Bez oszczędzania na każdym kroku ale i bez szaleństw, np. noclegi raczej z tańszych Airbnb. Wydaje się że ceny nie są wysokie ale aby wyszło tanio to na wszystko by trzeba uważać i na wszystkim ciąć a ja mam taką filozofię podróży, że jak już gdzieś jadę to chce zobaczyć ile się da i spróbować wszystkiego, nie że "nie idę tam bo za bilet 200 jenów to zdzierstwo". W głupim salonie gier można szybko przewalić kilkaset zł no a nie wejść jak Japonia z tych salonów jest znana? Moim zdaniem takie dodatkowe koszty zabijają budżet. Wejściówki, bilety i zachciewajki, to moim zdaniem zabija budżet wyjazdu do Japonii. Dobre jedzenie też nie jest tanie, można zjeść tanio ale i w Japonii zdarza się Ramen tragicznej jakości. Można oszczędzić na tym masę kasy ale moim zdaniem telepać się pół świata by oglądać lody przez szybę mija się z celem. Tam niestety bardzo wiele rzeczy kusi bo wszystko jest inne i chyba to powoduje opinię, że tam drogo, bo dużo się wydaje. Z drugiej strony jeśli nie próbować wszystkiego to można też na YT pooglądać jak ludzie jeżdżą, wyjdzie nawet taniej.

    •  

      pokaż komentarz

      @AvantaR: Mieszkałam w Japonii 5 miesięcy 7 lat temu. Ceny transportu tak mnie wtedy zabijały, że miałam problem z jeżdżeniem do sąsiedniego miasta częściej niż 2 razy w miesiącu (bilet w jedną stronę za 40 zł, a jeszcze plus jedzenie na miejscu i drobne zakupy spożywcze w Donkey, bo tam najtaniej i koniec wycieczki). Wszystko poza jedzeniem wydawało mi się koszmarnie drogie. Udawało mi się przyoszczędzić i pojechałam 2 razy na trochę dalszą wycieczkę dwudniową. Miałam zapewniony nocleg i jedzenie w Japonii, i dostawałam tam na stażu na czysto 2000 PLN. I było to bardzo mało jak na tamtejsze ceny. Tak z 20 lat temu ludzie wyjeżdżający do Japonii z japonistyki na stypendium rządowe (dostawali kasę od rządu japońskiego) oszczędzając przywozili do Polski po roku tyle kasy, że kupowali za to w Polsce mieszkanie. Dopiero niedawno się wzbogaciliśmy, więc nie wiem dlaczego Cię dziwi wiara w drożyznę w Japonii. 7 lat temu 100 jenów kosztowało 4 zł, więc wychodzi na to, że 2 razy więcej niż teraz.

    •  

      pokaż komentarz

      Wejściówki, bilety i zachciewajki, to moim zdaniem zabija budżet wyjazdu do Japonii

      @Avarred: Moim zdaniem to akurat jest tam tanie. Np. większość muzeów ma wejściówki po 400-500jpy i to muzeów z listy UNESCO. Jak się to porówna do cen wejścia na Wawel, do Wieliczki to można się zdziwić.
      Dobre jedzenie może być tanie,wystarczy nie jadać w miejscach atrakcji turystycznych. My zaznaczaliśmy opcję "tu jadają miejscowi" i nigdy się nie zawiedliśmy, choć śmiechu było co nie mało, bo w takich miejscach po angielsku się ciężko dogadać.

    •  

      pokaż komentarz

      @AvantaR
      Mieszkalem w Tokyo pol roku na projekcie w firmie.
      Moze i ceny jedzenia nie sa wysokie ale za to uslugi...Jedne z najdrozszych o Ile nie najdrozsze taxowki na swiecie, fryzjer - (!) jezeli ktos dba o wlosy i trzyma dluzsze a co za tym idzie nie chcialby przezyc katastrofy = English speaking barber okolo 100 USD.

      Ponadto nocne zycie, dwa wyjscia w week end na miasto do klubu z kilkoma drinkami to juz koszt okolo 1000 PLN, za samo wejscie do dobrego klubu, faceci - 100,150 PLN w cenie jeden drink prawie bez alko...
      Podroz shinkansenem 350km - 400 PLN
      Moglbym tak wymieniac w nieskonczonosc...
      Jedzenie to nie wszystko a poza tym - np normalny zestaw sushi w chainie z tunczykiem - 12 kawalkow nigiri to wydatek rzedu 100-120PLN. Jakby ktos chcial sprobowac wolowiny kobe lub tradycyjnego japonskiego sushi (podawanego przez kucharza po kawalku) to sa to wydatki setek euro. Mimo wszystko, ceny w restauracjach zarowno tych slabszych jak i tych chocby z gwiazdkami michelin sa umiarkowane w stosunku chocby do Honk Kongu.

    •  

      pokaż komentarz

      @AvantaR
      Ponizej seciki miedzy 2200 a 3200 JPY

      źródło: fromapp.jpg

    •  

      pokaż komentarz

      Moze i ceny jedzenia nie sa wysokie ale za to uslugi...Jedne z najdrozszych o Ile nie najdrozsze taxowki na swiecie, fryzjer - (!) jezeli ktos dba o wlosy i trzyma dluzsze a co za tym idzie nie chcialby przezyc katastrofy = English speaking barber okolo 100 USD.

      @emkr93: Tak, taxówki są dramatycznie drogie, a w połączeniu z brakiem komunikacji miejskiej robi się problem. Co do usług to też ponoć prawda.

      Ponadto nocne zycie, dwa wyjscia w week end na miasto do klubu z kilkoma drinkami to juz koszt okolo 1000 PLN, za samo wejscie do dobrego klubu, faceci - 100,150 PLN w cenie jeden drink prawie bez alko...

      Trudno mi się wypowiadać, nie chodziłem po klubach. Ale mielismy wykopiwo z nomihodai (all you can drink) i tak naprawdę drogo wyszło żarcie do tego.

      Podroz shinkansenem 350km - 400 PLN
      Dlatego kupuje się JR Pass. Jeśli masz zamiar jechać tylko raz, lepiej wziąć znacznie tańszy autobus.

      Jedzenie to nie wszystko a poza tym - np normalny zestaw sushi w chainie z tunczykiem - 12 kawalkow nigiri to wydatek rzedu 100-120PLN.

      2 kawałki z najbardziej tłustym tuńczykiem w chainie kosztują średnio koło 500JPY (przynajmniej w tych w których byłem). No to masz 6000 JPY, czyli teraz koło 180 PLN. Tylko to jest najlepszy tuńczyk jaki mają na stanie. Normalny kosztuje 5 razy mniej.

      Jakby ktos chcial sprobowac wolowiny kobe lub tradycyjnego japonskiego sushi (podawanego przez kucharza po kawalku) to sa to wydatki setek euro.

      Nieprawda. Tzn. w sumie prawda. Możesz wydać i tysiące euro, zależy jaki lokal. Pójdzie do Jiro z filmu, to capłacisz za set 300 euro. A wołowiny z kobe próbowałem na shabu shabu i zapłaciliśmy wtedy 4000 JPY? Nie pamiętam. Nie było dramatu.

      Generalnie zgadzam się z częścią wypowiedzi, ale ona nie dotyczy turystów. A wpis jest pod kątem turystycznym. Turysta nie musi raczej iść do fryzjera, raczej też nie zahacza o kluby nocne, co najwyżej o pub. A jedzenie - tak jak mówisz, możesz wydać tysiące euro, ale zjesz też za ułamek tej ceny i uważam, że 99% turystów będzie zadowolonych. W Japonii podobało mi się właśnie to, że nawet w tanich knajpach jedzenie jest dobrej jakości :)

      Dzięki za fajny komentarz!

    •  

      pokaż komentarz

      @AvantaR dzieki rowniez za sensowna odpowiedz - pozdrawiam:)

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      pokaż komentarz

      jakby na to nie patrzeć jest tam drogo. Nie przerażająco drogo ale jednak. Niby ceny w spożywczaku są całkiem ok ale... mnie dwa tygodnie dla dwóch osób kosztowały 20k z czego 5k za bilety lotnicze.

      Ja bym powiedział, że jest drożej, ale nie jakoś super drogo. Cały czas podkreślam, nie chcę udowadniać, że jest tam taniej niż np. w Polsce, tylko pokazać, że jest to kierunek, który jest w zasięgu wielu Polaków. Uważam, że ceny są tam podobne, a nieraz tańsze niż w krajach typu Włochy.

      Bez oszczędzania na każdym kroku ale i bez szaleństw, np. noclegi raczej z tańszych Airbnb. Wydaje się że ceny nie są wysokie ale aby wyszło tanio to na wszystko by trzeba uważać i na wszystkim ciąć a ja mam taką filozofię podróży, że jak już gdzieś jadę to chce zobaczyć ile się da i spróbować wszystkiego, nie że "nie idę tam bo za bilet 200 jenów to zdzierstwo".

      Akurat jak szukałem noclegów to Airbnb nie wychodziło jako tania opcja, dlatego spałem w hostelach. Jeśli chodzi o podróżowanie to mam podobną filozofię jak Ty. Trzeba jednak odróżnić rozsądne wydawanie pieniędzy od szastania pieniędzmi. Nie raz się spotykałem, że dokładnie te same dania w lokalu 500 metrów dalej były znacznie droższe (a do tego w takim Kioto często liczyli sobie również table charge). Trzeba po prostu do tego podchodzić z głową. Możesz wyjechać na Tokyo Skytree i wydać na to 2000 JPY, albo możesz za friko wyjechać na Tokyo Metropolitan Goverment Building i podziwiać nie mniej piękną panoramę Tokio. Wszystko jest kwestią wyboru i nie ma co ukrywać, dla ludzi zarabiających w Polsce mało jest krajów w których można sobie wejść gdziekolwiek i zupełnie nie patrzeć na ceny.

      W głupim salonie gier można szybko przewalić kilkaset zł no a nie wejść jak Japonia z tych salonów jest znana?

      Z racji pasji mojego byłego różowego i w sumie też trochę mojej sporo czasu spędziliśmy w salonach. Nie pamiętam ile kasy rozwaliliśmy, ale też nie jakieś kosmiczne kwoty. Jedna gra z reguły kosztuje 100 JPY, to nie jest jakiś kosmos, podobne ceny są w PL.

      Moim zdaniem takie dodatkowe koszty zabijają budżet. Wejściówki, bilety i zachciewajki, to moim zdaniem zabija budżet wyjazdu do Japonii.

      Akurat uważam, że wejściówki nie są jakieś super drogie, a wiele atrakcji jest bezpłatnych. Ale ja dużo chodziłem po świątyniach bo akurat to mi się podobało. Co do zachciewajek - nie wiem co masz na myśli, także musiałbyś rozwinąć :)

      Dobre jedzenie też nie jest tanie, można zjeść tanio ale i w Japonii zdarza się Ramen tragicznej jakości. Można oszczędzić na tym masę kasy ale moim zdaniem telepać się pół świata by oglądać lody przez szybę mija się z celem.

      Do 1000 JPY zjesz naprawdę dobry i syty posiłek, aktualnie to jest 30 złotych, jak ja byłem to było to 40 złotych, czyli koło 10 euro. A co do ramenu miałem na szczęście szczęście, ale ja zawsze się przygotowuję do wyjazdu i najzwyczajniej szukam dobrych knajp w rozsądnych kwotach - ot takie hobby :) Oczywiście można iść do wypasionej izakayi i zjeść za grupe tysiące euro jedzenie. Na sushi można odwiedzić susharnię Jiro i też wydać 300 dolców. Tylko, że 90% ludzie nawet nie doceni pewnie różnicy w stosunku do normalnych knajp. Na ramen można iść do knajpy z gwiazdką michelin i zapłacić 10 dolców.

      Tam niestety bardzo wiele rzeczy kusi bo wszystko jest inne i chyba to powoduje opinię, że tam drogo, bo dużo się wydaje. Z drugiej strony jeśli nie próbować wszystkiego to można też na YT pooglądać jak ludzie jeżdżą, wyjdzie nawet taniej.

      Dorosłymi ludźmi jesteśmy, także z całym szacunkiem, ale jak nie potrafisz się powstrzymać od wydania pieniędzy na pierdoły to już nic się nie poradzi :) Ja uważam, że świadome podróżowanie nie polega na tym, że wydajesz kasę na wszystko jak leci, bo bardzo, ale to bardzo często te najdroższe rzeczy są typowym baitem na turystów. Jechałeś gokartem w stroju Mario po Tokio? Bo ja nie, a jak patrzysz na YT to wydaje się, że to atrakcja "must do". A to zwykły obciach IMO. Za to poszedłem sobie na wystawę studia Ghibli (między innymi oryginalne plakaty) na Roppongi, gdzie pewnie 99% turystów nie trafiła bo była to czasowa wystawa i pewnie nie każdego to interesuje.

      @vacu: Dzięki za komentarz, natomiast tak nie do końca się zgadzam ze wszystkim bo każdy ma inną granicę "oszczędzania". Uważam, że jeśli ktoś jest przygotowany merytorycznie do wyjazdu to wcale nie będzie musiał sobie jakoś super żałować. Ja wydałem kilka tysięcy mniej od Ciebie (też na dwie osoby), kiedy jen był po prawie 4 złote (więc 25% droższy niż teraz) i ani przez chwilę nie miałem uczucia, że czegoś sobie żałowałem :)

      Pozdrawiam!

    •  

      pokaż komentarz

      @AvantaR: Mieszkałam w Japonii 5 miesięcy 7 lat temu. Ceny transportu tak mnie wtedy zabijały, że miałam problem z jeżdżeniem do sąsiedniego miasta częściej niż 2 razy w miesiącu (bilet w jedną stronę za 40 zł, a jeszcze plus jedzenie na miejscu i drobne zakupy spożywcze w Donkey, bo tam najtaniej i koniec wycieczki). Wszystko poza jedzeniem wydawało mi się koszmarnie drogie. Udawało mi się przyoszczędzić i pojechałam 2 razy na trochę dalszą wycieczkę dwudniową. Miałam zapewniony nocleg i jedzenie w Japonii, i dostawałam tam na stażu na czysto 2000 PLN. I było to bardzo mało jak na tamtejsze ceny. Tak z 20 lat temu ludzie wyjeżdżający do Japonii z japonistyki na stypendium rządowe (dostawali kasę od rządu japońskiego) oszczędzając przywozili do Polski po roku tyle kasy, że kupowali za to w Polsce mieszkanie. Dopiero niedawno się wzbogaciliśmy, więc nie wiem dlaczego Cię dziwi wiara w drożyznę w Japonii. 7 lat temu 100 jenów kosztowało 4 zł, więc wychodzi na to, że 2 razy więcej niż teraz.

      @Avarred: Różnie się jen kształtował. Akurat 7 lat temu był mniej więcej w podobnej cenie ja teraz. Zarobki w PL były na pewno niższe, w JP ceny pewnie też trochę niższe. No i nie ma co ukrywać, że turystyczny wyjazd inaczej się kształtuje pod kątem wydatków niż mieszkanie gdzieś kilka miesięcy. Ja będąc w domu nie jem codziennie na mieście itd. :)

      Ok - 20 lat temu to pewnie była przepaść, podobnie jak na zachodzie Europy. No, ale czasy się zmieniają. Możliwe, że faktycznie się od cen w końcu XX wieku ten mit ciągnie.

      Swoją drogą - gdzie mieszkałeś i co robiłeś jeśli można wiedzieć? :)

      Dzięki za komentarz!

      źródło: money.pl

    •  

      pokaż komentarz

      @Avarred: Moim zdaniem to akurat jest tam tanie. Np. większość muzeów ma wejściówki po 400-500jpy i to muzeów z listy UNESCO. Jak się to porówna do cen wejścia na Wawel, do Wieliczki to można się zdziwić.
      Dobre jedzenie może być tanie,wystarczy nie jadać w miejscach atrakcji turystycznych. My zaznaczaliśmy opcję "tu jadają miejscowi" i nigdy się nie zawiedliśmy, choć śmiechu było co nie mało, bo w takich miejscach po angielsku się ciężko dogadać.


      @lukaszw_: No i sporo miejsc jest bezpłatnych.

    •  

      pokaż komentarz

      @AvantaR: dzięki za super odpowiedź! OT to trochę ale o porządną, merytoryczną odpowiedź to często tutaj trudno. Ale do rzeczy.
      1. Ja do wyjazdu przygotowałem się słabo, to fakt. Taki tym, raczej idzie spontanicznie, mieliśmy zabukowany tylko pierwszy nocleg i później jeszcze jeden w ryokanie bo tam drogo jak się nie zarezerwuje z wyprzedzeniem (a przynajmniej tak czytałem, nie zawsze to prawda). I przyznaję, planując - można wydać mniej, może nie drastycznie mniej ale mniej. Np. JR Pass można kupić bardziej ograniczony i co za tym idzie tańszy, ale to trzeba wiedzieć gdzie się pojedzie. Ale nie żałuję. Np. zakochaliśmy się w Kioto i zostaliśmy tam sporo dłużej niż zakładał zgrubny plan. Za to odpuściliśmy inne miejsca. Z dokładnym planem i rezerwacjami już nieco trudniej wtedy.

      2. Noclegi. Dla mnie hostele odpadają, ja muszę mieć minimum prywatności. A w porównaniu z hotelami nawet tańszymi AirBNB jest dużo tańsze a jego ogromną zaletą jest możliwość pomieszkania tak jak lokalni i pogadania z miejscowymi. Trafiliśmy na same bardzo fajne miejsca z AirBNB i też fajnych właścicieli. Co ciekawe na miejscu okazało się, że można znaleźć nawet bardzo tanie a przyzwoite hotele ale... nie ma ich na dużych portalach :/ Być może mają swoje lokalne bookingi, nie wiem. Niemniej po dwóch nocach w mieszkankach z AirBNB nie szukaliśmy już hoteli bo było super. Wyszło nas średnio 200-300PLN za noc dwóch osób.

      3. Zachciewajki. Nie chodziło mi o totalne głupotki jak ten gokart. Bardziej np. jedzenie. Idziesz i co chwila jakieś stoisko z dziwnym jedzeniem jakiego nigdy nie próbowałeś ani nie widziałeś, jakieś przekąski, mnie żal nie spróbować chociaż. Salony gier - mógłbym się uzależnić - niby gra kosztuje 100-200 jenów ale mnie jakoś to szybko leciało. Kupiłem sobie nóż w zapomnianym przez świat sklepie metalowym prowadzonym chyba przez 120 letniego dziadka, których tych noży miał chyba ze 100 tysięcy poukładanych w ogromne stosy wszędzie. Pamiątki, wiadomo, i to też nie typowe bo poza kilkoma magnesami wziąłem masę różnych lokalnych przekąsek do spróbowania przez znajomych. Metro - zwłaszcza Kioto gdzie słabo działał JR pass na to szła fortuna. Nie sumowałem ale co chwila doładowywałem pasmo a to 1000 jenów, a to 2000 bo schodziło bardzo szybko, sądzę, że poszło na to całkiem sporo.

      4. Wejściówki. Niby nie są bardzo drogie ale tak: wchodzę do ogrodu - 300 jenów. A w środku kolejny ogród i osobne bilety - kolejne 300. A w nim muzeum płatne osobno.

      5. Jedzenie. Zależy co i zależy gdzie. My na początku zraziliśmy się do tanich miejsc i już później szukaliśmy jakichś z wyższymi niż 4 ocenami na google a te już nie były bardzo tanie. Pewne rzeczy są tanie - np. za 80 zł objadłem się przepysznym sushi tak, że ruszyć się nie mogłem, w PL zdarzyło mi się za 150PLN dostać podłe 5 rolek i wodę mającą być ramenem więc można powiedzieć - tanio. No ale 80 poszło. I tak co chwilę - no niby jakbym to samo jedzenie chciał w PL to zapłacę kilka razy więcej ale zwykle płaciłem sporo więcej niż w jakiejś przeciętnej knajpie w PL.

      6.

      Dorosłymi ludźmi jesteśmy, także z całym szacunkiem, ale jak nie potrafisz się >powstrzymać od wydania pieniędzy na pierdoły to już nic się nie poradzi :) Ja >uważam, że świadome podróżowanie nie polega na tym, że wydajesz kasę na >wszystko jak leci, bo bardzo, ale to bardzo często te najdroższe rzeczy są >typowym baitem na turystów. Jechałeś gokartem w stroju Mario po Tokio? Bo ja >nie, a jak patrzysz na YT to wydaje się, że to atrakcja "must do". A to zwykły >obciach IMO.
      Właśnie to mnie dziwi. Wcale nie wydawałem na lewo i prawo na byle co jak piszesz (zachciewajki to nie byle co - o tym wyżej ;)), nie mieszkałem luksusowo, ani raz nie jechałem taryfą itd. a jednak 10k na osobę poszło. Rok wcześniej byłem w Dubaju, który tani też nie jest, przemieszczałem się tylko taryfą a wydaliśmy dwa razy mniej... I właśnie o to mi chodzi - w Japonii jak się pójdzie do sklepu to niby wydaje się, że nie jest drożej niż w zachodniej europie ale jakoś tak schodzi, że podróż jako taka wychodzi drogo. Ja przed wyjazdem nigdy nie oglądam zdjęć, nie oglądam YT, po to aby uniknąć miejsc typu "must see" także nie miałem takich miejsc, byliśmy tam gdzie nas poniosło i może poza górą Fuji i torii na Miyajimie nie widziałem żadnej z pocztówkowych rzeczy. A mimo to poszła masa hajsu. W żadnym razie nie żałuję i jestem pewny, że jeszcze tam wrócę no ale jednak kosztowało mnie sporo.

    •  

      pokaż komentarz

      2. Noclegi. Dla mnie hostele odpadają, ja muszę mieć minimum prywatności. A w porównaniu z hotelami nawet tańszymi AirBNB jest dużo tańsze a jego ogromną zaletą jest możliwość pomieszkania tak jak lokalni i pogadania z miejscowymi. Trafiliśmy na same bardzo fajne miejsca z AirBNB i też fajnych właścicieli. Co ciekawe na miejscu okazało się, że można znaleźć nawet bardzo tanie a przyzwoite hotele ale... nie ma ich na dużych portalach :/ Być może mają swoje lokalne bookingi, nie wiem. Niemniej po dwóch nocach w mieszkankach z AirBNB nie szukaliśmy już hoteli bo było super. Wyszło nas średnio 200-300PLN za noc dwóch osób.

      @vacu: Ale ja miałem pełną prywatność - wszystkie noclegi mieliśmy w pokojach dwuosobowych (no, prócz Fujiyoshidy, ale tam w ogóle pokoi nie było, ale części sypialne były oddzielone. Hostele to nie tylko sale zbiorowe, w większości są również pokoje dwuosobowe i z takich właśnie korzystałem :)

      Np. zakochaliśmy się w Kioto i zostaliśmy tam sporo dłużej niż zakładał zgrubny plan. Za to odpuściliśmy inne miejsca. Z dokładnym planem i rezerwacjami już nieco trudniej wtedy.

      Haha, a mi Kioto znowu zupełnie nie podeszło. Zbyt turystyczne, za dużo "białych". Jakoś w Tokio bardziej się to rozpływało :)

      4. Wejściówki. Niby nie są bardzo drogie ale tak: wchodzę do ogrodu - 300 jenów. A w środku kolejny ogród i osobne bilety - kolejne 300. A w nim muzeum płatne osobno.

      No, ale na tej samej zasadzie to wszędzie są drogie wejściówki. No niestety trzeba czasem wybierać. Ja osobiście wolę mieć możliwość zwiedzenia samego ogrodu za niższą cenę, niż płacenia za całość grubej kasy, kiedy np. wystawa zabytkowych kołatek z przełomu XIX i XX wieku mnie nie interesuję ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      5. Jedzenie. Zależy co i zależy gdzie. My na początku zraziliśmy się do tanich miejsc i już później szukaliśmy jakichś z wyższymi niż 4 ocenami na google a te już nie były bardzo tanie. Pewne rzeczy są tanie - np. za 80 zł objadłem się przepysznym sushi tak, że ruszyć się nie mogłem, w PL zdarzyło mi się za 150PLN dostać podłe 5 rolek i wodę mającą być ramenem więc można powiedzieć - tanio. No ale 80 poszło. I tak co chwilę - no niby jakbym to samo jedzenie chciał w PL to zapłacę kilka razy więcej ale zwykle płaciłem sporo więcej niż w jakiejś przeciętnej knajpie w PL.

      Może mam niższe standardy jeśli chodzi o jedzenie. Ale uważam, że w każdej sieciówce z donburi (Yoshinoya, Nakau itd.) za 500-1000JPY zjesz solidny i bardzo smaczny posiłek. Oczywiście to nie jest fine-dining, ale podróżując po Europie też jadam raczej tam gdzie smacznie i na moją kieszeń. Kilka razy zdarzyło mi się być w lepszych lokalach w JP, ale na co dzień jadłem właśnie jakieś donburi lub ramen i nigdy się nie zawiodłem. Jedynie w Naricie okonomiyaki, które zamówiliśmy było bez szału (nie, że niedobre, ale takie po prostu - meh). To moim zdaniem też kwestia researcha. Możesz wejść do drogie i kiepskiej knajpy, ale i do taniej i dobrej.

      cdn.

    •  

      pokaż komentarz

      @vacu:

      3. Zachciewajki. Nie chodziło mi o totalne głupotki jak ten gokart. Bardziej np. jedzenie. Idziesz i co chwila jakieś stoisko z dziwnym jedzeniem jakiego nigdy nie próbowałeś ani nie widziałeś, jakieś przekąski, mnie żal nie spróbować chociaż. Salony gier - mógłbym się uzależnić - niby gra kosztuje 100-200 jenów ale mnie jakoś to szybko leciało. Kupiłem sobie nóż w zapomnianym przez świat sklepie metalowym prowadzonym chyba przez 120 letniego dziadka, których tych noży miał chyba ze 100 tysięcy poukładanych w ogromne stosy wszędzie. Pamiątki, wiadomo, i to też nie typowe bo poza kilkoma magnesami wziąłem masę różnych lokalnych przekąsek do spróbowania przez znajomych. Metro - zwłaszcza Kioto gdzie słabo działał JR pass na to szła fortuna. Nie sumowałem ale co chwila doładowywałem pasmo a to 1000 jenów, a to 2000 bo schodziło bardzo szybko, sądzę, że poszło na to całkiem sporo.

      Ja non stop coś tam na mieście próbowałem (taiyaki <3), sporo napojów też kupowaliśmy. No, ale to były kwoty rzędu powiedzmy 100-150 yenów za powiedzmy wodę/napój w automacie. W Polsce odrobinę taniej, a pić trzeba :)
      Co do komunikacji w Kioto - metrem praktycznie nie jeździłem w ogóle bo siatka była kiepska. Poruszałem się głównie busami, pociągami prywatnych linii (np. pod las bambusowy) i... pieszo. Całe centrum praktycznie z buta schodziłem. Tak jak pisałem w tekście o transporcie - Kioto nie jest zbyt wygodne jeśli chodzi o transport.

      Ogólnie dajesz za przykład różne przyjemności kosztujące 3-4 złote i piszesz, że Ci szybko schodziło. No, ale to już jest bardzo osobista kwestia. Jakby gra w salonie kosztowała połowę mniej to podejrzewam, że rozwaliłbyś i tak sporo pieniędzy. Za tysiąc jenów można poznać kilka fajnych gier i trochę czasu w salonie spędzić. 30-40 to też niby nie mało, ale w naszych salonach gra kosztuje z reguły 2 złote, także nie jest jakaś specjalnie tańsza :) Kwestia zainteresowań, pewnie części ludzi w ogóle to nie będzie bawić, ale za to chętnie wydadzą sporo kasy na karaoke, na którym sam nawet nie byłem :)

      Właśnie to mnie dziwi. Wcale nie wydawałem na lewo i prawo na byle co jak piszesz (zachciewajki to nie byle co - o tym wyżej ;)), nie mieszkałem luksusowo, ani raz nie jechałem taryfą itd. a jednak 10k na osobę poszło. Rok wcześniej byłem w Dubaju, który tani też nie jest, przemieszczałem się tylko taryfą a wydaliśmy dwa razy mniej... I właśnie o to mi chodzi - w Japonii jak się pójdzie do sklepu to niby wydaje się, że nie jest drożej niż w zachodniej europie ale jakoś tak schodzi, że podróż jako taka wychodzi drogo. Ja przed wyjazdem nigdy nie oglądam zdjęć, nie oglądam YT, po to aby uniknąć miejsc typu "must see" także nie miałem takich miejsc, byliśmy tam gdzie nas poniosło i może poza górą Fuji i torii na Miyajimie nie widziałem żadnej z pocztówkowych rzeczy. A mimo to poszła masa hajsu. W żadnym razie nie żałuję i jestem pewny, że jeszcze tam wrócę no ale jednak kosztowało mnie sporo.

      Trudno w sumie mi dyskutować, bo dużo opierasz na "jakoś te pieniądze uciekały" (co w sumie dobrze rozumiem :D). Tak naprawdę można by porównać, jakbyś miał konkretny zapiski odnośnie cen i tu i tu. Inna sprawa, że Dubaj chyba nie jest przesadnie drogi jeśli dobrze kojarzę. Sam byłem tylko na lotnisku, ale pamiętam, że ceny były zaskakująco niskie :)

      Sam na 15 dni wydałem koło 15k, ale przywiozłem sporo "pamiątek" (trochę kasy poszło na soundtracki z gier, które różowa kupiła hehe) a na miejscu sobie nie żałowałem. W tym loty i JR Pass. No i wtedy 100 JPY było za prawie 4 złote, także na sporej górce :(

      Zgodzę się, że trzeba mieć trochę zimną głowę, szczególnie w pierwszych dniach - bo wtedy łatwo rozwalić bezsensownie kasę :)

    •  

      pokaż komentarz

      @AvantaR no właśnie trochę tak jest, że nie wiem na co te pieniądze uciekły. Nie notowałem każdego wydatku więc poza noclegami i częścią kosztów podróży ciężko to ogarnąć. No niemniej choć sporo świata już udało mi się zwiedzić to najwięcej wydałem w Japonii. O może to jest lepsze określenie - tam nie jest drogo, tam trudno dużo nie wydać. Choć pewnie się da.
      Co do Dubaju - miałem podobne odczucie a wynika ono chyba z tego że człowiek się spodziewa cen 5x większych a są wyższe ale nie aż tak bardzo. Choć to tam udało mi się wydać prawie 100zl za kieliszek wódki i to tylko dlatego że była to najtańsza pozycja w lokalu :) No ale to specyficzny przypadek. Taksówki są śmiesznie tanie, że aż nie chce się chodzić, tylko te zwykłe bo na lotnisku daliśmy się naciągnąć lekko i fakt, jechaliśmy luksusem ale już tanio nie było.

    •  

      pokaż komentarz

      @AvantaR: Mieszkałam w Hakone - miejscowości typowo turystycznej. Dlatego dojazdy gdziekolwiek były szczególnie drogie. Miałam tam staż w hotelu (głównie jako "bell boy").

  •  

    pokaż komentarz

    Wszedłem w ceny jedzenia w Japonii i widzę to co na obrazku.

    Wierzę, że to danie jest bardzo smaczne, ale wygląda jak wymiociny ze zużytym kondomem.

    źródło: 80dni.pl

  •  

    pokaż komentarz

    Ktoś na mirko kiedyś sugerował żeby wrzucił jako znalezisko to w końcu się ośmieliłem. @ama-japan kiedyś czytał i mówił, że raczej ok, także jemu możecie ufać ;)

    Ceny aktualnie będą nawet niższe, gdyż jen poleciał jeszcze bardziej w dół!

  •  

    pokaż komentarz

    Mieszkałem rok czasu w Japonii. Z mojego doświadczenia obiad na mieście to kwota 450-700 jenów. W ciekawej knajpce to lekko ponad 1000 do 2000. Podane ceny za śniadania i przekąski realne jak najbardziej. Bardzo popularne są np gotowe obiady sprzedawane w czasie lunchu 11:00-13:00 w supermarkecie. Poza kasami jest strefa ze stołami i mikrofalówka. Multum ludzi z tego korzysta a naprawdę dobry wówczas za 400-500 jenów się zje. Sam regularnie kupowałem tak koło mojej pracy.

  •  

    pokaż komentarz

    @AvantaR większość sushi barów w Tokio ma laminowane menu (na zdjęciu po prawo) i mimo, że się nic nie rozumie, to fajnie jest wejść i pokazać palcem co się chce, dla mnie to była super zabawa. A za "setto" zapłaciłem 20 zł :)