•  

    pokaż komentarz

    Pytanie do kogos kto sie obraca w temacie. Czy sie da i jak mozna pomoc w sytuacji kiedy spotyka się osobę, której "nie idzie" podczas takiej wyprawy? Czy takie sytuacje mialy miejscr podczas wyprawy na Mont Everest (czy kategorycznie dla wlasnego bezpieczeństwa zawsze odwracają się na pięcie żeby sami nie zginąć)?

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @WarszafskiWaz: Zacytuję wykopywany artykuł:

      Tak ogólnie z podsumowania artykułu:
      As you can see, exposure and exhaustion is a huge danger on Mt. Everest. The air is thin, and oxygen deprivation is a real threat. Temperatures are so low that frostbite can occur in minutes. Helping someone who is on the brink of death is almost certainly a death sentence for yourself too. Climbers know this, and that is why they often leave behind people who are struggling. Helping is futile.

      I w odniesieniu do jednych konkretnych zwłok na Evereście:

      The controversial thing about David is that over 30 climbers passed him on their way to the top, and noticed he was still alive. Some even spoke to him. However, on Everest, there is little to nothing you can do to save another life. Attempts to help can likely result in the death of yourself and the one you're trying to help.

    •  

      pokaż komentarz

      @weegee panie czytałem. Chciałem trochę bardziej rozwiniętej odp popartej doswiadczeniem/wiedza.

    •  

      pokaż komentarz

      (czy kategorycznie dla wlasnego bezpieczeństwa zawsze odwracają się na pięcie żeby sami nie zginąć)?

      @WarszafskiWaz: no raczej jak możesz to pomaga się... tylko jak masz 1 partnera on się połamie na szczycie to co go chcesz na plecach znosić?

      ogólnie polecam ten film i samemu sobie opinie wyrobić

      https://www.cda.pl/video/56847127

    •  

      pokaż komentarz

      @WarszafskiWaz: Tak, takie sytuacje miały miejsce. Choćby David Sharp z miniaturki tego znaleziska, który umierał podczas gdy obok przechodziły dziesiątki osób.

      himalaista Mark Inglis w wywiadzie udzielonym 23 maja 2006 roku powiedział, że Sharp umierał, gdy 40 innych wspinaczy przeszło obok niego nie próbując go ratować

      Większość z kolejnych osób mijających Davida nie udzieliła mu żadnej pomocy. 9 godzin później przewodnik Jamie McGuinness tak relacjonował spotkanie z umierającym podczas zejścia jego grupy ze szczytu, "...Dawa z grupy Arun Treks dał również Davidowi tlen i próbował namówić go do zejścia przez około godzinę. David nie był w stanie stać samodzielnie ani nawet z pomocą. Dawa był bezsilny i płacząc zostawił Davida.

    •  

      pokaż komentarz

      @WarszafskiWaz: Można podać leki, asekurować ale to zależy od warunków i tego w jakim stanie jest poszkodowany. Generalnie niewiele można zrobić przy temperaturze -40 stopni.

    •  

      pokaż komentarz

      @weegee: Odnośnie Davida masz tutaj dokument, na którym grupa mija go.

      https://www.youtube.com/watch?v=C4sUv5KqAiM

    •  

      pokaż komentarz

      @Pawel993 Nie bez powodu nazywa się Mount Everest. To od "don't ever rest" ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @DzikiKon: Jestem ciekawy czy miałby większą szanse na przeżycie jeżeli zostałby konkretnie naszprycowany narkotykami/ silnymi lekarstwami. Ciekawe jak to wygląda na tego typu wyprawach ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @WarszafskiWaz: przeszedłem raz wychłodzenie organizmu - nagle się zatrzymałem i ruch nogami był ponadludzkim wysiłkiem. Nie byłem w stanie iść automatycznie. Każdy ruch kończyna musialem swiadomie przewidzieć i pilnować by go wykonać. Gdyby doszlo wyłączenie myślenia, to bym utknal. Ubralem wtedy wszystko co miałem, goracy napój i dopiero ruszylem. Tam bardzo wysoko wygląda to chyba podobnie. I na nic pomoc jednej osoby - sama nie moze iść a co dopiero ciągnąć kogoś za sobą czy na sobie. Nawet, jezeli jeszcze ma siłę, to przez dodatkowy ciężar straci ja błyskawicznie.

    •  

      pokaż komentarz

      @mart3112: Nie wiem czy dalej biorą te leki, ale kiedyś zabierali polfilin, heparynę, deksametazon przy obrzęku płuc zaleca się chyba nifedypinę. A co do narkotyków, to wątpię żeby pomagały.

    •  

      pokaż komentarz

      @reddml: Kazać sp?%$!!%ać na dół?! Stać na dole z pałą i nikogo nie wpuszczać!
      Ja tego nie pojmuję! Człowiek patrzy z przerażeniem na to, co szczyle wyprawiają na deskorolkach, albo na rowerach, jak ktoś chce skoczyć sobie na bungie z mostu, to, o ile federalni zdążą, to zwiną za dupę, i chuj, po zabawie, a na 8-tysięczniki lezie kto chce, a jak się wp#$!!?#i w tarapaty, to ekipy, śmigłowce, gdyby się nadała to i łódź podwodną by wysłali, i wszystko z narażeniem własnego życia, żeby ratować gościa, który tam polazł na własne życzenie, z misją zaspokojenia własnego ego, z czego ludzkość, nauka (i coś tam jeszcze) ma chuj, nie pożytek!

    •  

      pokaż komentarz

      @ats42 Najgorsze, to dla własnej przyjemności zostawić dzieci ( ͡° ʖ̯ ͡°) Sama przeżyłam w dzieciństwie śmierć rodzica i uważam, że świadome narażanie dzieci na półsieroctwo to okrucieństwo. Może dlatego nie potrafię iść za główną linią wykopu i widzieć bezkrytycznie bohaterstwo. Dla mnie to egoizm. Widzę siebie w tej sytuacji, widzę jak to wydarzenie wpłynęło na moje dorastanie, a potem dorosłe życie. I przy całym współczuciu dla umierającego człowieka, ciężko jest mi wykrzesać z siebie pochlebne słowa na jego temat. Żal mi dzieci.

    •  

      pokaż komentarz

      @mart3112: narkotyki w niczym by nie pomogły, przeciwnie mogłyby wręcz zaszkodzić. Jedyne ich działanie które mogłoby mieć jakiekolwiek znaczenie to zniesienie bólu. Tyle tylko ze „narkotyki” w domyśle opioidy (np. morfina) powodują sedacje a do tego depresje ośrodka oddechowego. Jesliby to dołączyć do warunków jakie tam panują, niedotlenienia i spowolnienia od zimna - smierć na miejscu tylko tyle ze na haju. Morfinę co prawda podaje się w obrzęku płuc który jest jednym z powikłań choroby wysokościowej ale robi się to w kontrolowanych warunkach i w kontrolowany sposob a nie 7 czy 8 tys. m nad poziomem morza.

    •  

      pokaż komentarz

      @ats42:

      a na 8-tysięczniki lezie kto chce, a jak się wp#$!!?#i w tarapaty, to ekipy, śmigłowce, gdyby się nadała to i łódź podwodną by wysłali

      Chyba coś Ci się roi. Wyprawy ratunkowe na ośmiotysięcznikach są rzadkością. Wyprawa ratunkowa na Nanga Parbat była ewenementem i chciałbym zauważyć, że tam poszli sami ochotnicy. Z całą pewnością nikt ich nie zmuszał, a przypuszczam, że nawet nikt ich nie prosił. Pewnie zrobili to z własnej inicjatywy.
      Goście, którzy poszli na ratunek to tacy sami himalaiści, jak Ci, którzy tam ginęli na górze. A nie jacyś "biedni ratownicy zmuszeni do ratowania kretynów". Więc nie rozumiem z czym masz problem.

      @ryba_twojej_mieczty A czy ktoś widzi w himalaistach bohaterów? Bohaterami nazwałbym uczestników wyprawy ratunkowej, ale samych wspinaczy z całą pewnością nie. Owszem, to co robią jest wyjątkowe, jest czymś wielkim, ale nie bohaterskim.

      dla własnej przyjemności zostawić dzieci
      Nie do końca określiłbym ich motywację "dla przyjemności". Ale też prawdę mówiąc nie rozumiem jak można czymś takim się zajmować mając dzieci.

    •  

      pokaż komentarz

      @ryba_twojej_mieczty: mam tak samo, wkurzony jestem na niego o te dzieci. Masz taką pasję to się k!%%a nie żeń i sobie nasieniowody zatkaj. Ale nie, chciał to i to. Co ciekawe moja żona matka naszych dzieciaków nie podziela tego poglądu, lekko mnie zszokowała

    •  

      pokaż komentarz

      @LordLookas: a podanie amfetaminy czy jakiegos speeda? Pytam serio z ciekawosci. Podano na przyklad info, ze Eli dostala leki na odmrozenia (logicznie myslac moga byc na wywolanie albo powstrzymanie, tyle znaczy "na"). Nie mogla sama wziac profilaktycznie?

    •  

      pokaż komentarz

      @Alpherg: Himalaje Himalajami, a podobne rzeczy dzieją się w każdych górach, nawet w Tatrach, gdzie GOPR się angażuje w ratowanie dup jakichś głupich ceprów, którym się zachciało sportów ekstremalnych. W Himalajach może i warunki nie sprzyjają prowadzeniu akcji ratowniczych, więc nie pozostaje nic innego jak zapalić świeczkę, ale w naszych górach ratownicy w wielu sytuacjach ryzykują całkiem ostro, i używają nawet śmigłowca. Nie pisz mi przypadkiem, że GOPR jest "ochotniczy" ;-) Gdyby nie idioci, co się pchają w góry, to GOPR byłby zbędny.

    •  

      pokaż komentarz

      @ats42: Po pierwsze TOPR, a nie GOPR. Po drugie owszem tak, TOPR jest ochotniczy.

      GOPR się angażuje w ratowanie dup jakichś głupich ceprów, którym się zachciało sportów ekstremalnych
      Gdyby nie idioci, co się pchają w góry, to GOPR byłby zbędny.


      Jak myślisz, skąd się biorą ratownicy TOPRu? Hmm?
      Podpowiem Ci. Zanim taki kandydat na ratownika w ogóle pomyśli o wstąpieniu do TOPRu musi już być doświadczonym taternikiem i alpinistą. Składając podanie o przyjęcie do TOPRu musisz wykazać przejścia iluśtam dróg wspinaczkowych letnich i zimowych w Polsce i zagranicą.

      TOPRowcy SĄ TATERNIKAMI. Więc sami są takimi "idiotami pchającymi się w góry".

      Twoje podejście jest typowym podejściem Janusza spędzającego życie na kanapie, który myśli, że uszczęśliwiłby ratowników górskich, zakazując chodzenia w góry wszystkim ludziom.
      Otóż zaskoczę Cię, nie, nie uszczęśliwiłbyś ich w ten sposób

    •  

      pokaż komentarz

      @bacanahali: amfetamina zwiększa zapotrzebowanie mięśnia sercowego na tlen którego na tak dużej wysokości jest za mało nawet w fizjologicznych warunkach dlatego ryzyko niedokrwienia i zawału serca rośnie wielokrotnie. Ponadto, obkurcza naczynia krwionośne które i tak już są bardzo wąskie na obwodzie (stad odmrożenia kończyn, szczególnie palców). Żadna substancja podana w takich warunkach tak naprawdę nie jest w stanie wyleczyć choroby wysokościowej. Jedyne wyjście to jak najszybciej zejść niżej. Leki które zażywa się profilaktycznie mają trochę wspomóc ale jeszcze zdrowy organizm np. podaje się leki zmniejszające krzepliwość krwi żeby uniknąć zakrzepów albo zmniejszające ciśnienie w naczyniach krwionośnych płuc żeby opoznic lub zapobiec wystąpieniu obrzęku płuc (nie u każdego się on musi pojawić). W przypadku kiedy on był już w stanie wręcz agonalnym jak podają, jedyna opcja ratunku to znieść go niżej co jak widać było niemożliwe. Ale nawet gdyby się udało nie gwarantowałoby uratowania mu życia.

    •  
      M.....e

      0

      pokaż komentarz

      @WarszafskiWaz: Nic nie możesz zrobić. Poza tym, żeby spróbowała zejść na dół. Próbując zostać/wesprzeć/pomóc w jakikolwiek sposób narażasz więcej osób na śmierć (siebie dodatkowo)

    •  

      pokaż komentarz

      @LordLookas: Dzięki za ciekawe odpowiedzi :) Niby tyle jest osiągnięć w medycynie, ale wszystko jest nieważne jeżeli zmieni się nawet trochę warunki od normalnych.

    •  

      pokaż komentarz

      @Alpherg: Wyjaśnienie mi, czym jest TOPR, GOPR, oraz kim są TOPRowcy i GOPRowcy nie jest mi potrzebne, ja to wiem. Ujmę to inaczej: ograniczona liczba ludzi mieszkających w górach, a w bezpośrednim związku z tym doświadczona w temacie taternictwa, czy innego alpinizmu, niesie samorzutnie pomoc nieograniczonej liczbie ludzi złażących się w góry zewsząd, i pchających się w te góry bez doświadczenia i wyobraźni.

      Doświadczeni taternicy są wielce potrzebni z wielu względów, choćby militarnych, ale ratowanie matołów to zupełnie inna bajka. Z kolei zdobywanie doświadczenia w warunkach znacznie wykraczających poza konieczne do opanowania też jest zbędnym ryzykiem.

    •  

      pokaż komentarz

      @WarszafskiWaz aaa, to przepraszam! ;) niestety w dzisiejszych czasach niewielu czyta co wykopuje i komentuje

    •  

      pokaż komentarz

      @jasperkrk dzięki! Cały weekend oglądałem dokumenty o górach, to dziś też będę :D

    •  

      pokaż komentarz

      @mart3112: jest dość wąska działka medycyny ratunkowej zajmująca się choroba wysokościowa. Problem stwarzają tak naprawdę ekstremalne warunki jakie panują na tamtych wysokościach a nie brak możliwości leczenia. Gdyby zawsze była możliwość zwiększyć stężenie parcjalne tlenu w powietrzu w momencie kiedy pojawiają się pierwsze objawy to większość przypadków udałoby się uratować. Zwłaszcza ze na wyprawy wybierają się przecież młodzi, względnie zdrowi i silni, wręcz zaprawieni w tym ludzie. Medycyna byłaby w stanie im pomoc gdyby tylko była fizycznie możliwość sprowadzenia takich nieszczęśników do jakiegoś szpitala.

      Koleżanka wspominała ze chyba w okolicy Mt. Blanc znajduje się specjalna komora hiperbaryczna w jednym ze schronisk (nie mam pełnego info wiec mogę być nieścisły). W każdym razie komora to tak naprawdę jakiś specjalny „worek” do którego wkłada się delikwenta i zwiększa ciśnienie tak by jak najszybciej cofnąć objawy choroby wysokościowej. Dzięki temu zyskuje się trochę czasu na zejście niżej zanim objawy pojawia się znowu.

      Nie można zapomnieć o szeregu innych zaburzeń jakie się wtedy mogą pojawiać, np. odwodnienie - brak tlenu przyspiesza oddech wiec utrata wody przez parowanie jest większa a noszenie wody nie wchodzi w grę ze względu na dodatkowy balast. Drugim groźnym powiklaniem jest obrzęk mózgu który właściwie wystąpi podobnie jak obrzęk płuc. Spowoduje ze taki człowiek będzie ospały, niechętny do jakiejkolwiek aktywności fizycznej „ja tu tylko troszeczkę odpocznę” co się może skończyć tragicznie bo zanim odpocznie zdąży zamarznąć. Albo zabierze zdolność logicznego i racjonalnego działania i nawet zapięcie guzika będzie zadaniem nie do wykonania. Obrzęk mózgu jeśli nie zostanie powstrzymany, końcowo doprowadzi do śpiączki, następnie do zgonu z powodu wgłobienia mózgu.

    •  

      pokaż komentarz

      @ats42:

      ratować gościa, który tam polazł
      na własne życzenie, z misją zaspokojenia własnego ego, z czego ludzkość, nauka (i coś tam jeszcze) ma chuj, nie pożytek!

      ratowanie dup jakichś głupich ceprów, którym się zachciało sportów ekstremalnych

      Doświadczeni taternicy są wielce potrzebni z wielu względów

      To w końcu według Ciebie taternicy/alpiniści/himalaiści to matoły bezsensownie ryzykujący życie, czy jednak "są wielce potrzebni z wielu względów"? Bo jakby sam sobie przeczysz do tej pory.

      pchających się w te góry bez doświadczenia i wyobraźni

      Ale mówimy o debilach, którzy po raz pierwszy wytknęli nos za taką Warszawę i pchają się w zimie w japonkach na rysy, czy o doświadczonych himalaistach? Bo kontekst artykułu i całej dyskusji jest o doświadczonych himalaistach.

      ograniczona liczba ludzi mieszkających w górach, a w bezpośrednim związku z tym doświadczona w temacie taternictwa, czy innego alpinizmu, niesie samorzutnie pomoc nieograniczonej liczbie ludzi złażących się w góry zewsząd

      Faktycznie, większość TOPRowców stanowią górale z okolic Zakopanego, chociaż z tego co wiem, to Krakusi i inni tacy też się trafiają. Ale co z tego?
      A akurat jeżeli chodzi o "doświadczona w temacie taternictwa", to bynajmniej nie tylko Zakopiańczycy przodują w himalaiźmie. Akurat chyba najwięcej himalaistów w Polsce pochodzi ze Śląska (np. Kukuczka, Wielicki, Bielecki).

    •  

      pokaż komentarz

      @Alpherg: Jeżeli doświadczony himalaista zamiast nieść ewentualną pomoc niedoświadczonym ceprom w warunkach dużo łatwiejszych, niż jego kwalifikacje go predestynują, wpakowuje się w nikomu do niczego niepotrzebną kabałę, z której nie wychodzi żywy, a dwóch następnych doświadczonych himalaistów ryzykuje życiem, aby go bezskutecznie ratować, to jest to kretyństwo do potęgi entej.

      Nie widzę żadnego uzasadnienia do podejmowania ryzyka ponad miarę, ponad konieczność. Każdy, kto takie ryzyko podejmuje, musi się liczyć z tym, że jacyś inni ludzie, w ludzkim odruchu niesienia pomocy również zaryzykują, aby mu pomóc, bierze więc na siebie winę za ewentualny uszczerbek na zdrowiu lub utratę życia przez ratowników. To on stwarza tę sytuację. Każdy powinien sobie postawić poprzeczkę na jakiejś nieprzekraczalnej wysokości, zamiast ją co i raz podnosić, aż wreszcie będzie ona za wysoko.

      To nie jest skok w dal ani bieg przez płotki! Tam, gdzie się ryzykuje życiem swoim, często się też ryzykuje życiem innych, a to już jest skrajna nieodpowiedzialność.

    •  

      pokaż komentarz

      @weegee: czegoś tutaj tylko nie rozumiem. Nie bede zgrywał eksperta od gór bo nim nie jestem ale ogladam dokument gdzie miedzy innymi pokazany jest David jak umiera. Mija go ileś tam ludzi, jak sam zacytowałeś i nikt prawie nie pomaga, czy to dlatego ze wydali 40k$ i chcą dostać sie na szczyt i tylko to maja w głowie a przewodników interesuja tylko Ci co im płacą, bo jakieś 10 minut dalej w dokumencie pokazane jest, ze gdy ziomek (bez nóg) nie miał siły już schodzić to zrobili dla niego sanie (tobogan czy jakoś tak to nazwali) i go sprowadzili, ciężkie to było ale wykonalne.

    •  

      pokaż komentarz

      @ats42:

      Jeżeli doświadczony himalaista zamiast nieść ewentualną pomoc niedoświadczonym ceprom w warunkach dużo łatwiejszych, niż jego kwalifikacje go predestynują, wpakowuje się w nikomu do niczego niepotrzebną kabałę, z której nie wychodzi żywy, a dwóch następnych doświadczonych himalaistów ryzykuje życiem, aby go bezskutecznie ratować, to jest to kretyństwo do potęgi entej.

      Czy ja dobrze rozumiem, że według Ciebie, ów doświadczony himalaista w ogóle nie powinien jeździć w Himalaje, tylko powinien robić coś pożytecznego dla ludzi, jak na przykład być ratownikiem? A w jaki sposób miałby w pierwszej kolejności stać się tym himalaistą, skoro ma w te Himalaje nie jeździć?

      I dalej, czyli zgodnie z Twoim tokiem rozumowania, taternictwo / alpinizm/ himalaizm powinny być zarezerwowane dla wąskiej grupy górskich zawodowców, jakiś komandosów i innych takich? Czyli krótko mówiąc jeżeli ten alpinizm niejako w żaden sposób nie służy społeczeństwu to powinien być zakazany jako nieodpowiedzialny?

      Alpinizm jest sportem. Jako taki nie ma żadnej wielkiej "wartości użytkowej" dla społeczeństwa, podobnie jak i inne sporty. Jest wartością samą w sobie, ale jak rozumiem, Ty tej wartości nie dostrzegasz. Ludzie chodzą w te góry z pasji, a nie z powodu przydatności tego łażenia.

      Nie widzę żadnego uzasadnienia do podejmowania ryzyka ponad miarę, ponad konieczność.

      A ile to jest ponad miarę? Czy jeżeli jeżdżę na motocyklu zamiast samochodem, to jest to podejmowanie ryzyka ponad miarę? Czy jeżeli lubię żeglować to jest to ryzyko ponad miarę? Jak wiadomo żaglówka ani motocykl nie należą do najbezpieczniejszych istniejących środków transportu. Albo jeżdżenie na nartach. Może nieco trudniej się zabić (chociaż takie przypadki też są), ale można się całkiem nieźle połamać. Z całą pewnością żadne z powyższych nie jest koniecznością.

      Każdy, kto takie ryzyko podejmuje, musi się liczyć z tym, że jacyś inni ludzie, w ludzkim odruchu niesienia pomocy również zaryzykują, aby mu pomóc,

      No i tu się przede wszystkim nie zgadzamy. I tutaj nie rozumiesz środowiska górskiego. Każdy idący w góry odpowiada SAM ZA SIEBIE. No ewentualnie jeszcze za partnera.
      Ratownicy działają dobrowolnie. Absolutnie nie umniejszam ich zasług, chwała im za to. Ale wciąż jest to ich własna, w pełni świadoma decyzja. A pierwszą zasadą ratowników jest przecież dbanie o własne życie. Nikt nie oczekuje od ratowników, że będą podejmowali śmiertelne ryzyko, jak ktoś się wpieprzy w solidną kabałę. Z resztą przykład tego, że każdy odpowiada za siebie miałeś w tym artykule. Ludzie umierają, a mijający im nie pomagają. Bo nie mają takiego obowiązku.

      Nie musisz rozumieć wartości w alpinizmie.Ale swoją pogardę dla tych ludzi na przyszłość mógłbyś zachować dla siebie.

      I jeszcze

      ceprom
      Co Ty masz z tymi ceprami? Jesteś zakopiańczykiem i gardzisz nie-góralami, czy co? Jak już wyżej wspomniałem, najsilniejsze środowiska górskie w Polsce wcale się nie wywodzą z Podhala.

    •  

      pokaż komentarz

      @Alpherg: Zacznę od końca: nie jestem zakopiańczykiem i nie gardzę (z tego tytułu) ceprami. Sam jestem ceprem, który sobie zdaje sprawę ze swoich znikomych zdolności do pokonywania gór. Wk?$?iają mnie natomiast ludzie, którym się wydaje, że chodzenie po górach to tak, jakby chodzić po schodach w wieżowcu, i sru!, w japonkach na Giewont.

      Nie gardzę ani taternikami, ani himalaistami. Ja ich po prostu nie rozumiem od momentu, gdy porywają się na rzeczy absurdalne, czyli takie, że nie mogą nawet liczyć na jakąkolwiek pomoc, gdyby im się coś stało, a nawet na normalny pogrzeb. Ja rozumiem, że jakiś skałkarz odpada od ściany i się zabija spadając 10 m, ale do tego nie trzeba się gramolić na Mount Everest. Spadł, zabił się, i chuj, krótka piłka. Pozbierać, pogrzebać, zapłakać i koniec. Ale gdy człowiek utknie 7 km n.p.m i umiera, ale jeszcze nie umarł, to sytuacja jest dużo bardziej c#%??wa, i to nie tylko dla niego. I mną, kompletnie w to całe gówno niezaangażowanym bezpośrednio, zaczynają targać sprzeczne uczucia: czy współczuć i kibicować, czy pukać się w czoło, i ch?$ kłaść po całości. A ja bardzo nie lubię mieć sprzecznych uczuć, wolę prostsze sytuacje.

      Powiedzmy sobie szczerze: czy aby zostać dobrym taternikiem, to się trzeba szkolić w Himalajach? Ja przypuszczam, że nawet w Alpy się nie trzeba pchać. Po co w Polsce himalaista? Niech już siedzi w Himalajach i tam się do czegoś przydaje, a nie wpada raz na 5 lat, na tydzień, i jeszcze jemu trzeba pomagać, a robią to tacy sami, jak on, turyści z drugiego końca świata. Paranoja!

      Już się zaczęły deliberacje nad użyciem śmigłowca do akcji ratunkowej, o łodziach podwodnych jeszcze nie gadają ;-)

      Prywatnie to chciałbym, aby ten facet wrócił cały i zdrowy, skoro już się wpakował w te tarapaty, ale chciałbym również, aby się tam nigdy nie pchał, bo "dzięki" mediom staję się- chcąc-nie chcąc- udziałowcem jego eskapady, i targają mną sprzeczne uczucia.

    •  

      pokaż komentarz

      @Yog-Sothoth: tylko, że z tym gościem bez nóg był normalny kontakt i był w stanie podejmować jakieś działania. Zreszta byli w o wiele niższej parti po długim odpoczynku. To robi naprawdę sporą różnice.

    •  

      pokaż komentarz

      @Miscellaneous: zgodzę się ale niech nie mówia ze jest to niemozliwe, nikt nie podjął proby. Na nanga, przyleciało specjalnie trzech polaków i rosjanin aby pomóc kolegom a tam, mozna powiedzieć ze az tloczno bylo od ludzi a tylko ktoś podzielił sie tlenem. Z drugiej strony nie od ratowania ludzi oni sa ale to szokujace ze tyle osob go mineło ze tyle godzin umierał.

    •  

      pokaż komentarz

      @Yog-Sothoth: Przecież tego gościa transportować to jak zmarłego a słyszałeś co mówili jak ktoś próbował zwłoki ze szczytu transportować ze w 5h ze 30 metrów sie udało.. Jakiś mirek nawet pisał gdzieś, że jak miał poważne wychlodzenie to organizm nie słucha glowy i nie jesteś w stanie wykonywać ruchów jakie powinieneś.
      To że Maxowi ( gosciowi co mu dał tlenu ) się tak dobrze wchodziło i schodziło nie znaczy, ze jakby zszedl do obozu i wyruszyl po tego goscia to też by mu tak dobrze szło. Reakcja organizmu w takim warunkach jest nie do zaplanowania.

  •  

    pokaż komentarz

    Są gdzieś zdjęcia ciała Roba Halla? Myślałem zawsze, że Green Boots to on.

  •  

    pokaż komentarz

    z himalaistam jest jak z frankowiczami. Biora oczywiste ryzyko, a jak cos im sie stanie to afera itp. Wiadomo ze to jest ryzykowny sport, jak i wiadomo ze przy braniu zkaladu w obcej walucie na 30 lat moze sie cos zchrzanic.

    •  

      pokaż komentarz

      @PsiKutasBezS: Znasz jakiegoś himalaistę który zrobił aferę?

    •  

      pokaż komentarz

      @PsiKutasBezS: himalaizm to artefakt przeszłości. Kiedyś zdobycie szczytów mogło być wyzwaniem natury poznawczej. Ale już zdobywanie ich inna trasa czy zima to sport. To już turystyczne wyjścia z tlenem, przewodnikiem i asysta szerpow uważam za bardziej uzasadnione, coś jak zwiedzanie miejsc szczególnie atrakcyjnych turystycznie. Ale wejście zima, po raz kolejny, bez tlenu, to jak wejście na Wawel na bosaka, nocą, po murach, bez sprzętu i nogami do góry. Sztuczne przeszkody by zobaczyć cel. Oczywiscie rozumiem euforię związana z planowaniem, zdobywaniem i zadowoleniem po dotarciu, bo sam chodzę po górach. Ale nie jest dla mnie przyjemnością i celem kolejne przechodzenie Orlej Perci gdy jest zalana lodem i wieje jakby ktoś mnie kijem chciał zepchnąć. To jest raczej odkrywanie własnych granic - strachu, zaradności, wytrzymałości, wyszukiwania ostatniej iskierki ratunku, sztuki unikania wejścia w drogę bez powrotu. Za wysokie ryzyko i cena za legalne bycie w stanie euforii. Natomiast nie bronie innym podejmowania takich wyzwań, nie jestem również przeciwnikiem sponsorowania akcji ratunkowych. To kilka groszy średnio na każdego Polaka. Dziś więcej zostawiłem w kasie mówiąc "proszę nie szukac reszty".

    •  

      pokaż komentarz

      @IIGuardianII: @Kangur100: no wiesz była zbiorka... helikoptery itp. Ja nie mowie ze nie warto dawac jak czlowiek w potrzebie. Trzeba pomoc, ale nastepny razem jak jakis himalista bedzie chcial wchodzic na najtrudniejszy szczyt to podpisac powiinien milion umow ze idzie na wlasna odpowiedzialanosc i ze jak mu sie nie u da to niech wspomna o tym w tvp w czerwonym pasku i tyle i zakaz zadnych zbiorek bo te 200tys lepiej by sie przydalo jakims chorym dzieciom niz ludziom ktorzy ida na pewne ryzyko. Chcesz ryzykowac. Rob to swiadomie, z Twoja pelna odpowiedzlalnoscia. Tutaj pomagajmy, ale nauczmy sie ze nie powinno tak to wygladac

    •  

      pokaż komentarz

      @Kangur100 zajebista odpowiedź, szczególnie zgadzam się z Tobą w kwestii ceny za lagalne bycie w euforii :-)

    •  

      pokaż komentarz

      @PsiKutasBezS: myślę że zbiórka była "dla chętnych"
      Jak chcesz przekazać coś na inny cel to nikt Ci nie broni ale pisanie ze te pieniądze przydałby się komuś innemu to trochę nie na miejscu...

    •  

      pokaż komentarz

      @PsiKutasBezS: Dlatego jeśli tam utkniesz na górze to nikt ci praktycznie nie pomoże.

    •  

      pokaż komentarz

      @Yachu: ale prze szum w mediach tyle dostali. Niby masz racje zbiorka dla chetnych, ale jakby nie medialna akcja to by zebral pewnie z 20tys

    •  

      pokaż komentarz

      @PsiKutasBezS Dalej nie rozumiem - nikt Ci się nie każe dorzucać, więc czemu chcesz mówić ludziom jak mają wydawać swoje pieniędze, bo "żadnych zbiórek"?
      Rola mediów nie ma tu nic do rzeczy, bo nadal nikt nikogo do niczego nie zmuszał, a problem masz Ty.

    •  

      pokaż komentarz

      @PsiKutasBezS:

      i zakaz zadnych zbiorek
      A co cię obchodzi na co inni wydają swoje pieniądze - nie chcesz nie dawaj. Jeden daje na kotki, inny na pieski a inny na chorom curke...

  •  

    pokaż komentarz

    - Zabierzecie mnie stąd - nie chcę umierać - krzyczała ta kobieta. Niestety, im skończył się już niezbędny tlen, a pogoda też stawała się groźna dla nich samych. Musieli ją zostawić.
    Wrócili kilkanaście lat później, by symbolicznie ją pochować. Jej nazwisko to Francys Arsentiev,