•  

    pokaż komentarz

    Trochę dużo liter w artykule, ale warte przeczytania.

    •  

      pokaż komentarz

      @Melodykop: Ma rację. W USA jako oficjalny powód kolizji w takim wypadku często uznawana jest "śliska nawierzchnia".

    •  

      pokaż komentarz

      @Vanni:
      Czego oni tam w USA nie maja:)
      Mamy fatalne drogi, stare auta, marnych kierowców. A i tak większość ludzi ciśnie 20-30 km więcej niż pozwalają ograniczenia. To jest dziwny paradoks i brak logicznego myślenia u naszych kierowców.
      Ciemno, mokro, liście na dziurawej drodze, pełno pieszych między wioskami, drzewa w skrajni jezdni, dziki jakieś ale kto by tam z własnej inicjatywy zwolnił do tych 80 z dopuszczalnych 90 km/godz. Wręcz przeciwnie wyciska ostatnie poty ze swojego 14 letniego trupa i ciśnie się te 110-120 km bo kto by się tam przejmował tym, że jakiś idiota znaków w lesie nastawiał.

      Tu może faktycznie przyczyną była zła nawierzchnia drogi ale generalnie to nasi kierowcy mają w pompie przepisy.
      Na szczęście teraz chyba każdy wypadek śmiertelny mają badać eksperci a nie krawężniki więc możemy odnotować krok w dobrą stronę w tym roku:)

  •  

    pokaż komentarz

    Klasyka, niedostosowanie prędkości do warunków jazdy. Wytrych od lat stosowany do określania takich spraw. Poniekąd słusznie poniekąd nie, zależy od przypadku. Sam miałem kiedyś wypadek na drodze wojewódzkiej, gdzie podczas wyprzedzania trafiłem na jebitną dziurę w drodze, wpadłem w poślizg i uderzyłem bokiem w wyprzedzany samochód. Wyprzedzałem tico jadące 60 km/h na 90tce, prędkości nie przekroczyłem. Gdyby nie dziura, nic by nie było, ostrzeżenia brak. Warunki idealne, lato sucho, samochód sprawny. Sprawa trafiła do sądu i oczywiście rzeczone niedostosowanie prędkości...

    Z drugiej jednak strony mamy ciężkie warunki, śnieg, zakręt drogi, sytuacja jak na zdjęciu, przy tym ograniczenie prędkości do 70 km/h, koleś jedzie 65, wpada w poślizg i zderza się z kimś czołowo. Prędkości nie przekroczył, ale bez wątpienia nie dostosował prędkości do warunków jazdy. Jest śnieg, musi być ślisko. Zrzucanie winy na drogowców jest raczej niepoważne, kierowca musi wiedzieć, że w takich miejscach trzeba jechać wolniej, gdy coś wskazuje na to, że może być ślisko.

    Problem w tym, że sądy w Polsce w śladowej liczbie przypadków winą obarcza wadliwą infrastrukturę. Źle wyprofilowane zakręty, dziury koleiny, brak widoczności z podporządkowanych itd. Wszystko to w wielu przypadkach ponosi winę za wypadki.

    źródło: motopoliza.com

  •  

    pokaż komentarz

    Ile razy tak miałem, że jechałem sobie spokojnie drogą krajową, a tu jeb dziura jak krater k$#@a.

  •  

    pokaż komentarz

    Efekt będzie taki, że konsekwencje poniesie jakiś dyżurny w rejonie GDDiA, który akurat tego dnia miał dbać o jakość nawierzchni, ale za to, że nie miał on ani środków na to w postaci odpowiedniej ilości ludzi ani materiałów nikt nie odpowie.