•  

    pokaż komentarz

    Telegraf - fałszywa perła

    Kaczyński w książce: "Piekielnie wstyd mi się dzisiaj do tego przyznać, ale sądziłem, że przydziały - także dla innych środowisk - mają być darmowe".

    Gdy dowiaduje się, że "Express" kosztuje 16 mld starych zł (dziś to 1,6 mln), myśli, że to żart. Fundacja nie ma nawet 16 mln zł.

    Koledzy szukają kapitału i znajdują go w PRL-owskim banku BPH. Zasada jest prosta: "oni [bank] biorą na wiele lat atrakcyjny lokal w budynku Expressu Wieczornego i płacą za wynajem z góry. Krótko mówiąc, zdobyliśmy pieniądze i nie był to kredyt" - pisze Kaczyński w książce "Porozumienie przeciw monowładzy".

    Nie wspomina, że ten pierwszy ruch FPS kończy się w sądzie. Informacja o przeznaczeniu budynku do dzierżawy musi przez sześć tygodni wisieć na tablicy ogłoszeń w urzędzie rejonowym. Wisi krócej. By to ukryć, urzędnicy antydatują dokument.

    Nie pisze też, że prezesem banku BPH jest Janusz Quandt, który w PRL z polecenia Biura Politycznego KC PZPR lokował partyjne pieniądze w spółkach (w radzie nadzorczej jednej z nich zasiadał z Ireneuszem Sekułą i Leszkiem Millerem), a po 1989 r. inwestował pieniądze BPH w nieruchomości po byłej PZPR w Krakowie i Warszawie.

    W kwietniu 1991 r. bank Quandta wprowadza się w Al. Jerozolimskie i płaci Fundacji Prasowej Solidarności 37 mld starych zł za 13 lat najmu z góry. FPS kupuje za 22 mld Prasowe Zakłady Graficzne na zapleczu budynku redakcyjnego. I płaci 16 mld za "Express". Naczelnym zostaje Krzysztof Czabański.

    W PC się cieszą, za to urzędnicy urzędu rejonowego stają przed sądem za antydatowanie dokumentów o dzierżawie. Sprawę umarza sąd z powodu znikomej szkodliwości społecznej. Uzasadnia, że działanie urzędników należy też ocenić "przez pryzmat nacisków, które były na nich wywierane, pochodzących również ze strony najwyższych urzędników państwowych". Sławomira Siwka, jednego z założycieli FPS, który jako sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta naciskał na urzędników, nikt nie ściga.
    Szefem Kancelarii Prezydenta był inny założyciel FPS Jarosław Kaczyński.


    Quandt uważał, że dużego biznesu nie da się zrobić bez polityków. Maciej Zalewski twierdził, że polityki nie można robić bez wielkich pieniędzy. - Patrz, co robią czerwoni - mówił Witoldowi Gadomskiemu w 1992 r., gdy był prawą ręką Kaczyńskiego. - Uwłaszczyli się, mają spółki, pieniądze, media. Jeżeli nie będziemy robić tak samo, to za kilka lat znikniemy, a oni przetrwają.

    Biznesową perłą w koronie miał być Telegraf, spółka Kaczyńskiego i Zalewskiego. - Telegraf to wielki pomysł Maćka: uzyskanie od firm prowadzonych przez dawną PZPR-owską nomenklaturę "darowizn", i to bez podatku, bo formalnie firmy kupowały akcje - wspomina kilka lat później jego współpracownik.

    BPH kupuje akcje Telegrafu za 11 mld starych zł, ale biznes jest niewypałem. Po czterech latach bank pozbywa się akcji mniej więcej za 10 proc. ich dawnej wartości.

    Quandt wytrwa w BPH do prywatyzacji banku w 1995 r. Zalewski skończy w więzieniu. W 2003 r. dostaje dwa i pół roku za wymuszenie od spółki Art-B 17 mld starych zł na akcje Telegrafu. Szefowie Art-B zeznali, że żądał kolejnych 40 mld nieoprocentowanej pożyczki dla spółki działaczy PC.

    "Rzeczywiście, była sprzedaż akcji firmom, które są czerwone. Czy to jest sojusz, czy zdrada?" - pytał Kaczyński na zamkniętym zebraniu aktywu PC, na które wiosną 1992 r. wkręcił się dziennikarz "Nowej Europy". Prezes mógł sobie pozwolić na szczerość: "Otóż w Polsce pieniądze są tylko w jednym ręku. Kiedy chcieliśmy stworzyć z Telegrafu wielki tygodnik, to trzeba było sięgnąć po pieniądze, które realnie istnieją (...). Gdybyśmy przyjęli założenia czysto moralne, tobyśmy nigdy niczego nie mieli. Spotykalibyśmy się jak dawniej na Puławskiej w 50 osób, Centrum dawno by nie było, a Geremek by tu rządził".

    •  

      pokaż komentarz

      9,1 mln za naczelnego

      Prokuratura prześwietla umowę najmu biurowca "Expressu" i akcje Telegrafu. Kontrola skarbowa ujawnia, że 795 mln starych zł z kasy fundacji dostał Zarząd Główny PC, a partyjni liderzy bez żenady korzystają z majątku FPS - jej służbowym samochodem jeździ Jacek Maziarski, sekretarz PC.

      Ale kluczowym odkryciem w dokumentach FPS jest 8 mld starych zł pożyczki dla PC. To zasiadający we władzach fundacji liderzy PC Siwek i Kaczyński uzgodnili warunki pożyczki. "Na kampanię wyborczą do parlamentu" - zezna później w śledztwie skarbnik partii Stanisław Rojek.

      W sylwestra 1992 r. za rządu Jana Olszewskiego śledczy uznają, że nie ma przestępstwa.

      Sprawa pożyczki wraca, gdy FPS sprzedaje podupadający "Express Wieczorny". W maju 1993 r. partie szykują się do nowych wyborów, a śledczy - do aktu oskarżenia przeciwko czołowym postaciom PC. W sprawie ośmiomiliardowej pożyczki oprócz Kaczyńskiego i Siwka zarzuty dostaje także Czabański. Prokurator uważa pożyczkę za działanie na szkodę FPS. Podczas rozprawy biegły wylicza, że PC powinno zwrócić z odsetkami ponad dwa razy tyle, ile pożyczyło - 18 mld zł. Ale jesienią 1993 r. sąd umarza sprawę. Decydujący argument: pożyczka została rozliczona.

      Miesiąc przed zakończeniem śledztwa Siwek i Przemysław Gosiewski (wtedy szef Biura Organizacyjnego PC) oświadczają, że była ustna (!) umowa PC z fundacją, która gwarantowała partii prawo do wskazania naczelnego "Expressu" i zgodę na sprzedaż tytułu. Wycenili to prawo na 9,1 mld zł.

      Firma Norma Press Wojciecha Fibaka płaci za "Express" 35 starych miliardów. Z tego 9 mld idzie na zwrot pożyczki "tytułem odszkodowania za zrzeczenie się przez PC praw określonych w [ustnym] oświadczeniu".

      Po odwołaniach prokuratury proces ciągnie się do 2000 r. Sprawa jest umorzon

    •  

      pokaż komentarz

      Mossakowski rzuca PiS rękawicę

      Inwestycja przy Srebrnej nie będzie pierwszym biznesem na dawnych nieruchomościach FPS. Pod koniec 2007 r. wychodzi na jaw, że dawna drukarnia RSW przy Nowogrodzkiej, gdzie siedzibę ma PiS, należy już do dewelopera. Kupił ją izraelski inwestor Metropol NH, by postawić 58-kondygnacyjny wieżowiec. 34 mln zł zarobiła spółka Air Link, której uprzywilejowanym udziałowcem był wtedy Siwek, wiceprezes TVP, były towarzysz partyjny Kaczyńskiego, jeden z twórców FPS.

      Politycy PiS rozkładają ręce, mówią, że Air Link to samodzielna spółka. Joachim Brudziński zapewnia, że prezes nie ma pojęcia o sprzedaży Nowogrodzkiej.

      Transakcja staje się kłopotliwa, bo o wszystkie nieruchomości FPS upomina się prezydent Gronkiewicz-Waltz. W procesie cywilnym chce podważyć akty notarialne z 1994 r., które pieczętują stan posiadania FPS. Prosi o wsparcie Prokuratorię Generalną Skarbu Państwa.

      Zawiadamia też prokuraturę. Katalog zarzutów jest pokaźny: oszustwo, poświadczenie nieprawdy, wyłudzenie mienia znacznej wartości. Gronkiewicz-Waltz mówi: "Wątpliwe jest następstwo prawne fundacji po RSW. I co najbardziej interesujące - dlaczego z Fundacji Prasowej Solidarności wyprowadzono ten grunt do spółek zarządzanych przez ludzi powiązanych z dawnym PC?".

      Ratusz nie zdołał jednak odwojować nieruchomości. Sąd okręgowy umarza postępowanie. Przyczyn tej decyzji nie znamy.

      Więcej szczęścia ma w sądach Marek Mossakowski. Ekonomista, antykwariusz, jeden z pionierów warszawskiej reprywatyzacji, specjalista od skupowania roszczeń od osób pokrzywdzonych dekretem Bieruta.

      W 1994 r. - tym samym, w którym FPS uwłaszcza się na majątku po RSW - Mossakowski dołącza do kilkunastu spadkobierców Srebrnej. Płaci za prawa do spadku po jednym z dawnych właścicieli Towarzystwa Akcyjnego Zakładów Mechanicznych Bormann, Szwede i spółka.

      Potem próbuje podważyć powojenną nacjonalizację. Dokument z Ministerstwa Infrastruktury potwierdzający, że majątek przy Srebrnej został w 1947 r. przejęty z naruszeniem prawa, otwiera drogę do przejęcia majątku.

      Od 2000 r. urzędnicy uparcie twierdzą, że nacjonalizacja była słuszna, ale Mossakowski wie swoje. Decyzje zaskarża do sądu administracyjnego. I za każdym razem wygrywa. Teczka Srebrnej wraca na biurko kolejnych ministrów i sprawa zaczyna się od nowa.

      Jest w toku po raz trzeci. "Przed Ministrem Infrastruktury ponownie prowadzone jest postępowanie o stwierdzenie nieważności orzeczenia administracyjnego z 1947 r." - informuje stołeczny ratusz, gdy zapytaliśmy o Srebrną 16.

      Mossakowski nie jest zawodnikiem wagi lekkiej. Fabryka kotłów Bormanna i Szwedego to ledwie jeden z 51 adresów, o które walczy. W 2002 r., krótko po objęciu przez Lecha Kaczyńskiego prezydentury Warszawy, Mossakowski umawia się w ratuszu z urzędnikami i kładzie im na biurku kartkę z tytułem "Moje grunty warszawskie". Podzielił je na nieruchomości rodzinne i cesje praw spadków i praw roszczeń. Srebrna 16 jest w czołówce listy, pod numerem trzy.

      Współpracownicy Lecha Kaczyńskiego wiedzą, że chodzi o siedzibę spółki założonej przez brata prezydenta. Elżbieta Jakubiak opowiadała "Wyborczej", że w ratuszu nie wiedzieli wtedy, co o tym wszystkim myśleć. Uznali, że to "niedorzeczność", tym bardziej że na liście Mossakowskiego znaleźli Pałac Staszica (siedziba PAN), grunty pod hotelem Marriott i działkę po dawnym Pałacu Karasia przy pomniku Kopernika.

    •  

      pokaż komentarz

      Srebrna? Jest i tyle...
      Co dalej z wartą kilkadziesiąt milionów złotych działką po fabryce kotłów? W siedzibie Srebrnej nie sposób się tego dowiedzieć, bo od wielu dni nikt nie odbiera telefonów. Na stronie internetowej spółki wypełniliśmy formularz, wpisując prośbę o kontakt w kwadracie "treść zapytania".


      Działacze PiS wymawiają się brakiem wiedzy.

      - Co planuje Srebrna? Nie mam pojęcia. Na Nowogrodzkiej robimy politykę, odpowiadamy za państwo - mówi polityk PiS. I podkreśla, że nie ma formalnych powiązań między partią a spółką.

      Jego partyjny kolega dodaje: - Srebrna? Wiadomo, że to jest i tyle, zostało z lat 90., trzeba tym jakoś zarządzać.

      Korzystaliśmy z: Witold Gadomski "PiS, Najbogatsza partia w Polsce" ("Gazeta Wyborcza" nr 239 z 12.10.2007; Iwona Szpala, Bogdan Wróblewski "Fundacja na ciężkie czasy" "DF", dodatek do "Gazety Wyborczej" nr 116, z 19.05.2008; Jarosław Kaczyński "Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC" . Zysk i S-ka 2016

      http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20704823,rodzina-z-ulicy-srebrnej-krewny-i-zaufani-prezesa-pis-kontra.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza

    •  

      pokaż komentarz

      @Lukardio: Jak się nie okrada własnej partii tak jak czyni to PO to zawsze coś zostanie oszczędnemu( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    pis najbardziej powiązana z komuchami partia która jednocześnie najbardziej dorobiła się majątku zaraz po upadku komuny, mająca pod sobą bardzo drogie lokalizacje w warszawie, ogromną piramide finansową SKOKi i wiele wiele innych... ciekawe czy kiedykolwiek powsadzają ich za to...

  •  

    pokaż komentarz

    Mam wrażenie, że PO przez 8 lat rządzenia za delikatnie obchodziło się z PiS, pewnie wychodzili z założenia, że jak my wykopiemy wasze gówno, to pewnie i nasze wyjdzie. Przecież oni wszyscy razem na zmianę tworzyli te różne partie i organizacje w tamtych czasach, Porozumienie Centrum, Unia Wolności, AWS, ZChN, LPR itp. Ale przed ostatnimi wyborami PiS pod płaszczykiem tych moralnie lepszych i bogobojnych zaczął tę ośmiorniczkową wojnę i na tym wygrał wybory plus kilka sprzyjających spraw typu uchodźcy (granie na polskich uprzedzeniach), kupno głosów patoli za 500+ i ciągnięcie Smoleńska (wykorzystywanie rusofobii). A teraz wśród pisorów generacji 2.0, tych takich wykopowych, którzy za czasów jak ostatnio Kaczyńscy tworzyli rząd z Leperem i Giertychem byli w podstawówce/gimnazjum wielkie zdziwienie, że liczy się tylko koryto i chapanie ile wlezie, bo za kilka lat się skończy. Popierając ich robicie więcej złego niż myślicie, bo oni nie tylko chapią z koryta jak widać jeszcze bardziej, niż poprzednicy, ale jeszcze swoje odchody zostawiają na całym świecie (oprócz Węgier, no bo to nasz jedyny bratanek...)

    •  

      pokaż komentarz

      @magnate: PO miało to pewnie gdzieś dopóki jest to zgodne z prawem. Bo do czego mieliby się przyczepić? Że spółka buduje wieżowiec albo ma nieruchomość z reprywatyzacji? Jedyny ich błąd to taki, że mogli to przed wyborami wyciągnąć i pokazać czym jest PiS, że to nie tylko partia ale i sprawnie działający układ biznesowy.

  •  

    pokaż komentarz

    Przedstawia się to w tonie sensacji, ale tak samo dokładnie doszło do przejęcia Gazety Wyborczej i setek, jak nie tysięcy innych rzeczy, przedsiębiorstwo, tytułów. Przed rokiem 90 wszystko było państwowe, zwycięzcy z opozycji dzielili pomiędzy siebie różne rzeczy, przy czym sporo kąsków zostało w starym układzie władzy. To nie jest żadna wiedza tajemna, jest dostępna w bibliotekach.

    Teraz te nieruchomości są "warte dziesiątki milionów". W latach 90? Meh. Poza tym - ok, są gdzieś kontrolowane przez osoby powiązane z PiS. I co z tego? Sprzedali? Przeżarli? No jest ten majątek. Czy ktoś zarzuca nielegalność jego przejęcia? Nie, chodzi jedynie o to, że "PiS ma" ;)

    Już pomijając wszystko, bo można się z tym procesem zgadzać lub go kontestować, ale od lat próbuje się tematem spółki Srebrna przypiąć Kaczyńskiemu twarz jakiegoś mahera finansowego, kogoś kto jest w polityce dla kasy. No kiepsko to idzie. Gość ma wiele wad, ale to jest marnowanie czasu antenowego. Jak na jego możliwości, wpływy, to jest biedakiem i nie dorobił się na polityce. I raczej jest już bliżej końca niż początku więc jeżeli chciałby się spieniężyć to nie zostało mu dużo czasu.