•  

    pokaż komentarz

    Jesu jakim trzeba być debilem, żeby robić to obok radiowozu xD A no i pewnie udaje przed sąsiadami jaki to nie jest bogaty kupując FURE dla biednych bogatych ;)

  •  

    pokaż komentarz

    No i bardzo dobrze. A przy okazji pytanie do fachowców, co kierowca powinien zrobić w takiej sytuacji, policjant ponawiam sygnały i podjeżdża, kierowca nie powinien chyba ruszyć i zjechać tylko czekać już na zielone tak?

    •  

      pokaż komentarz

      @mysz0n: Powinien stosować się do sygnałów i poleceń Policji. Więc skoro nie wydają mu chwilowo poleceń -- zaczekać na zielone, po czym jak najszybciej zjechać w jakieś bezpieczne miejsce, bądź takie, które mu policjant wskaże.

    •  

      pokaż komentarz

      @mysz0n: Nic nie powinien robić, bo przecież nie podjedzie dalej i nie stanie na torach. Dopiero na zielonym może zjechać. Radiowóz podjeżdzał tylko dlatego żeby tyłem nie przeszkadzać na środkowym pasie.
      Mnie ciekawi co innego - zarówno ten kierowca jak i kierowca radiowozu nie widzą sygnalizatora i nie wiedzą kiedy się zmieni na zielone - ciekawi mnie czy autor nagrania im dał znać że już jest zielone, czy tylko patrzył i czekał na rozwiązanie sytuacji.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jokker: tak. Widać po tym jak samochody ruszaja. W koncu w jaki sposób cwaniaki ruszają? Kiedyś nawet dla jaj ruszylem samochodem przed cwaniakiem, bo mialem spory zapas do przerywanej lini. Cwaniaka otrabili, bo sie prawie wj@!%l pod nadjezdzajace samochody xD

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: świetnie. Pewnie miałbyś niezłą satysfakcję, gdyby cwaniak zderzył się z innym autem i ucierpieli niewinni ludzie.

    •  

      pokaż komentarz

      @marqsk: Nie miałbym satysfakcji. Z mojej strony nie spowodowałem żadnego zagrożenia, bo przesunąłem się tylko kawałek do przodu. Nie mam tendencji do trzymania nogi na hamulcu, a że przed zmianą światła trzymam nogę na sprzęgle, to ot się potoczyłem. W dodatku byłaby to tylko i wyłącznie wina cwaniaka.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji:
      ale beka prawie zabiłeś człowieka za to że wbił sie w kolejke...
      zgnij

    •  

      pokaż komentarz

      @bobikufel: j.w. nikogo prawie nie zabiłem, bo nawet go nie dotknąłem. Nic mu nie zrobiłem. Nie moja wina, że innym się śpieszy i łamią przez to prawo i stwarzają zagrożenie.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Postaram ci się wytłumaczyć, ale wątpię że zrozumiesz.
      Doskonale wiedziałeś że czeka na twoją reakcje. Jak pies na rzuconą piłkę.
      Udałeś że rzuciłeś a pies ci zaufał. To nie znaczy że nic nie zrobiłeś i to nie twoja wina.
      Pies to nie najinteligentniejsze zwierze jak zapewne kierowca który ci się wp?####%ił.
      Poza tym przez takich debili jak ty którzy zostawiają sobie pełno miejsca przed , tworzą się korki.

    •  

      pokaż komentarz

      @bobikufel: Byłem pierwszy. Nie jechałem w środku dnia. Były to światła bezkolizyjne. Jeśli ktoś nie zna miasta i cyklu świateł, to niech nie odwala takich numerów. Do przerywanej lini miałem może z metr. Natomiast przez takich jak ja nie tworzą się korki, bo jak już stoję za kimś, to stoję na tyle blisko zderzaka, aby móc ewentualnie zjechać na bok jak jedzie uprzywilejowany samochód np. karetka. Korki się tworza przez takich cwaniaków jak kierowca na nagraniu, bo nie chce im się czekać w kolejce na światłach. W dodatku nie interesuje mnie to, że czeka na moją reakcję. Jeśli się pomylił to mógł po prostu jechać prosto i sobie nawrócić. na innym skrzyżowaniu, lewoskręcie itp. Nie widzę powodu ku temu, abym miał komuś pomóc ruszać za sygnalizatora, zwłaszcza, że sam ruszam w miarę dynamicznie i taka osoba za sygnalizatorem w oczekiwaniu na mój ruch blokuje kierowców którzy jadą za mną, bo muszę zaraz zwalniać, bo przecież nie ogarnał, że już należy ruszać. Po kilku takich akcjach stwierdziłem, że nie ma sensu takim pomagać.

      To nie znaczy że nic nie zrobiłeś i to nie twoja wina.
      @bobikufel: h!$ mnie to boli. Nie przyłożyłem do tego ręki, to nie moja wina. Trzeba myśleć zanim się przycwaniaczy.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Jeżeli nie przekonuje Cię argument, że narażasz w ten sposób kierowców jadących z naprzeciwka, to nie powinieneś wsiadać do samochodu. Ulica to nie miejsce na podbudowanie swojego ego.

    •  

      pokaż komentarz

      @Szemrak: Ja nie narażam kierowców jadących z naprzeciwka. Naraża osoba, która nie widzi sygnalizatora, bo chamsko wbiła się za sygnalizator. Gdybym widział w lusterkach z daleka niebieskie swiatła karetki i chciałbym już zawczasu zjechać na skrajną lewą, to byłbym winny tego, że kierowca przede mną pojechałby dalej? Nie. W zadnym przypadku nie podbbudowywuję swojego ego, a skoro mam miejsce przed sobą i mogę jeszcze kawałek podjechać do przodu, to nikt nie może mi tego zabronić. Zwłaszcza, gdy przed sobą mam przejście dla pieszych, a cwaniak stoi za przejściem.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Jeśli wycofującemu kierowcy będziesz machał, że droga jest wolna, a on w kogoś wjedzie wskutek Twoich sygnałów, to czyja będzie wina?

      Chwalisz się tym, że sprowokowałeś niebezpieczną sytuację na drodze - bo to Ty sprowokowałeś tego cwaniaka do ruszenia, celowo i jak piszesz świadomie (1szy post), po czym udajesz naiwnego. Nijak nie jesteś w tym mądrzejszy od tego typa.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomekpee: Nie sprowokowałem żadnej niebezpiecznej sytuacji na drodze. Niebezpieczeństwo na drodze stwarza cwaniak. W dodatku co innego machać wycofującemu się kierowcy, który zatrzymał się na przejściu dla pieszych i zostawia mu się miejsce, aby kawałek cofnął, a co innego gdy ktoś omija pas do lewoskrętu na którym stoi więcej niż 15 samochodów i wbija sie przed całą kolumnę. Co jak co, ale jedyną osobą prowokującą niebezpieczną sytuację na drodze jest osoba, która chce sobie skrócić czas poprzez łamanie przepisów. Ja w żadnym wypadku przepisów nie łamię. W dodatku mam wystarczająco dużo empatii na drodze wobec innych kierowców i jestem na tyle życzliwy dla nich, że nie odczuwam potrzeby pomagać takim cwaniakom jak na nagraniu.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji Człowieku, ty się k?!#a lecz psychiatrycznie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Tarec: Może sam skorzystaj ze swojej rady. U mnie wszystko w normie i w przeciwieństwie do ludzi twojego pokroju nie nadużywam klaksonu.

    •  

      pokaż komentarz

      @Polinik: @Jokker: tak, ale nie wydaje Wam się, że takim podjeżdżaniem i ponawianiem sygnałów prowokują go do kolejnego durnego manewru?

    •  

      pokaż komentarz

      @mysz0n: Nie, nie wydaje mi się.
      Stanęli za nim, na chwilę włączyli sygnał, żeby dać mu znać, że podejmują względem niego interwencję.
      Potem już tylko stali i czekali.
      Nie poganiali, nie wydawali kolejnych sygnałów. Jasna i czytelna sytuacja.

    •  

      pokaż komentarz

      Kiedyś nawet dla jaj ruszylem samochodem przed cwaniakiem, bo mialem spory zapas do przerywanej lini.

      @KorelacjaProkrastynacji: Ruszyłeś i wskutek tego cwaniak ruszył także, prawda? To kto sprowokował cwaniaka do ruszenia, bo sam nie ruszył? Albo nie rozumiesz co zrobiłeś, albo udajesz idiotę. To TY byłeś przyczyną niebezpiecznej sytuacji na drodze. Gdybyś nie ruszył, cwaniak stałby pokornie.

      Bawienie się w szeryfa może mieć opłakane skutki, niezależnie od tego jak bardzo negatywnie postrzegasz cwaniactwo. Gdyby ten człowiek wjechał w kogoś na czerwonym, to byłoby to z Twojego powodu, w wyniku CELOWEGO działania.

      A takie zapieranie się nogami i rękami nt. Twojego zachowania na drodze każe przemyśleć czy na pewno tak jest. Każdy popełnia błędy.

    •  

      pokaż komentarz

      Ruszyłeś i wskutek tego cwaniak ruszył także, prawda?

      @tomekpee: Ruszyłem bo puściłem sprzęgło, bo sobie zmieniam bieg na jedynkę przed zmianą świateł, po czym zahamowałem. To, że cwaniak ruszył sugerując się mną, bo nie zna układu świateł to już nie moja wina. Jedyną osobą która stworzyła zagrożenie jest cwaniak na drodze, bo przejechal sygnalizator w niewłaściwy sposób zmieniając pas i nie mial widoku na to czy można już jechać czy nie. Zasada ograniczonego zaufania mówi ci to coś? W tym przypadku nie stworzyłem żadnego zagrożenia, zwłaszcza, że cwaniak stał 5 metrów przede mną, a pomiędzy nami było przejście dla pieszych. Ja może potoczyłem się z metr i się zatrzymałem przed przerywaną linią przejścia dla pieszych. Zabronione jest w kodeksie takie ruszanie? Czy w kodeksie ruchu drogowego karają za podjeżdżanie do przerywanej linii? Nie. Nie ma tutaj żadnej mojej winy.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Przecież napisałeś przedtem coś zupełnie innego "Kiedyś dla jaj ruszyłem samochodem" - to Twoje słowa. Nie kłam i nie oszukuj sam siebie.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomekpee: No ruszyłem sobie dla jaj samochodem i podjechałem do przerywanej linii przed przejściem dla pieszych. Nie mogę sobie puścić nogi ze sprzęgła jak sobie rzuciłem na jedynkę w oczekiwaniu na zmianę świateł, po czym się zatrzymać? Kto każe cwaniakom się sugerować samochodami które są za nim? Zasada ograniczonego zaufania mówi ci to coś?

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Masz bardzo ograniczoną perspektywę. Efektem Twojego "ruszenia dla jaj" było to, że cwaniak także ruszył. Możesz to stwierdzenie wypierać ile zechcesz, ale fakt, że nie umiesz się z tym otwarcie zmierzyć chyba świadczy o jakimś problemie na drodze?

      I tak, wyobraź sobie - kiedyś słyszałem o zasadzie ograniczonego zaufania, mam prawo jazdy. Formalnie cwaniak nie ma prawa sugerować się ruszającym z tyłu autem, ale kodeks nie obejmuje sytuacji nieprzepisowych. A czy Ty masz prawo pogrywać sobie z cwaniakiem, generując sytuacje niebezpieczne dla innych kierowców? Jak dojdzie do wypadku i ktoś trzeci ucierpi to naprawdę nie będzie miało znaczenia, czy podjechałeś dla jaj, czy niechcący...

    •  

      pokaż komentarz

      @tomekpee: Przecież się z tym zmierzyłem. Cwaniak ruszył bo ja ruszyłem, ale od razu się zatrzyłaem, ale ostatecznie to on doprowadził do tej sytuacji i nie ma w tym żadnej mojej winy. To nie ja wjeżdżam za sygnalizator omijajać kolejkę samochodów, aby ugrać 2 minuty na światłach. Więc ostatecznie to tylko jego wina. Stwierdzi to też policja i stwierdzi to też potencjalnie ubezpieczyciel.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Polecam kontakt Ci z psychologiem, tudzież słownik i sprawdź pojęcie "prowokować".

      Jak komuś migniesz prawym migaczem, aby wyprzedzał, i on wyleci na czołówkę powodując zderzenie, to też formalnie nie odpowiadasz za zachętę do manewru.

      Fakt, że formalnie nie odpowiadałbyś za spowodowanie wypadku, nie znaczy, że jesteś tu bez winy. Natomiast fakt - prawie niemożliwe byłoby udowodnienie tejże, a na gruncie przepisów i tak winien jest cwaniak.

      Czujesz się spoko z tym, że z powodu Twojego manewru ktoś by ucierpiał, ale formalnie byłbyś niewinny?

    •  

      pokaż komentarz

      Jak komuś migniesz lewym migaczem, aby wyprzedzał, i on wyleci na czołówkę powodując zderzenie, to też formalnie nie odpowiadasz za zachętę do manewru.
      @tomekpee: Nie migam nikomu i nie robię takich rzeczy na drodze. Jedynie motocyklom robię miejsce zjeżdżając do skrajnej strony pasa. Jedynie nie toleruję cwaniactwa na drodze oraz szeryfowania na autostradach czy na drogach z dwoma pasami ruchu, ale na pewne rzeczy nie będę miał wpływu, a znając cykl na niektórych światłach gdy zapomnę o tym, że najpierw powinno się zapalić światło dla pieszych, a potem mam dalszą jazde na lewoskręcie. Wtedy popuszczam sobie ze sprzęgła, ale zaraz się zatrzymuję przed przerywaną linią.

      Czujesz się spoko z tym, że z powodu Twojego manewru ktoś by ucierpiał, ale formalnie byłbyś niewinny?
      @tomekpee: Tak. Im mniej przejmowania się i problemów na mojej głowie, tym łatwiej się żyje. Życie jest za krótkie na przejmowanie się.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji:

      "Jestem dobrym kierowcą, nikomu nie wadzę. Czasem tylko prowokuję wypadki, jak nikt nie widzi i kiedy wiem, że formalnie wina będzie kogoś innego. Robię to z nienawiści do tych, co nie przestrzegają przepisów. Mimo to uważam siebie za porządnego człowieka, bo tak łatwiej się żyje. Źli to oni, ci cwaniacy...

    •  

      pokaż komentarz

      @tomekpee: Ładnie się przedstawiłeś. Ja o sobie napisałbym zupełnie co innego. Zwłaszcza, że tego typu sytuacja co napisałem zdarzyła się może 3x w ciągu 3 lat stałego jeżdzenia samochodem. W większości przypadków kieruję się empatią na drodze i chęcią pomocy o ile osoby, które sa ze mną w ruchu na drodze zasygnalizują odpowiednio zamiar wykonania jakiegoś manewru nie zmuszając mnie do gwałtownych zachowań na drodze pokroju gwałtownego hamowania, czy konieczności odbicia na inny pas, bo ktoś wjeżdża chamsko w mój bok.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Cały czas podkreślasz, że co złego, to nie Ty. Boję się takich kierowców. Każdy z nas niestety może być sprawcą wypadku, a pierwszy krok to właśnie przekonanie, że "ja jeżdżę dobrze, kieruję się empatią itp" i wynikająca z tego pewność siebie oraz zaburzona ocena sytuacji.

      A to, co napisałem powyżej, to moja subiektywna ocena Twojego profilu na drodze, sformułowana wyłącznie na podstawie tej wymiany zdań tu na wykopie (i oby błędna). Jak jest naprawdę - nie wiem. Ale niepokoi mnie to, jak formułujesz oceny tych przykładowych sytuacji i zachowań. Chyba nie potrafisz zrozumieć, że w tej konkretnej sytuacji zrobiłeś coś niewłaściwego.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomekpee: Bo co złego to nie ja. Staram się trzymac dystans od poprzedzających pojazdów i przewidywać co się może wydarzyć za kilkadziesiąt metrów i nie cisnę na drodze jeśli widzę, że jest bardzo tłoczno, a za mną jadą samochody z mocniejszymi silnikami np. w przypadku autostrad. Jeśli natomiast ktoś chamsko łamie przepisy to niestety tutaj nei ma miejsca na empatię. Jeśli pomylił pas to jeszcze pół biedy, ale jeśli jedzie szybko i zmienia agresywnie pas na lewoskręt i staje za przejsciem dla pieszych to chcąc nie chcąc nie widzę powodu, aby komuś takiemu pomagać.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Nie ma żadnego powodu żeby pomagać. Natomiast jest powód, aby nie powiększać zagrożenia SWOIM zachowaniem.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomekpee: no i ja w żaden sposób nie zwiększam zagrożenia. Jedyne osoby, które zwiększają zagrożenie na drodze, to cwaniacy i szeryfowie dwóch pasów.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomekpee: Prawda jest taka, że ja jeżdżę poprawnie w swoim zakresie, a jeśli ktoś swoimi działaniami doprowadza do tego, że może spowodować korki (aka cwaniak) to za wszelkie błędy jakie on poniesie na drodze winę ponosi tylko i wyłącznie on. Nikt inny. Przerzucanie winy na inne osoby, które nie mają wpływu na zachowanie kierowców łamiących przepisy aby osiągnąć własne korzyści jak to próbujesz wymusić jest patologiczne i nie ma w tym żadnej logiki. Chyba, że sam tak postępujesz, to wtedy mogę zrozumieć twoje podejście do tematu i to, że próbujesz ze mnie zrobić potencjalnego winowajcę pomimo, że nie przyczyniam się swoim zachowaniem do niczego, bo po prostu sobie stoję i przed sygnalizatorem i ewentualnie sobie podjedżam bliżej do przerywanej linii, aby osoba za mną nie siedziała mi bezpośrednio na zderzaku.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Sam sobie przeczysz. Zachowujesz się jak paranoik, wypierając się własnych słów. Jeśli prowokujesz cwaniaka do dodatkowych zachowań, to jak możesz twierdzić, że nie masz z tym związku?

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Twój czyn ma konsekwencje, których jesteś świadomy. Może ty albo ktoś bliski wbije się w cwaniaka, bo ktoś dla jaj "popuścił sobie ze sprzęgła".

    •  

      pokaż komentarz

      @tomekpee: Nie wypieram się własnych słów. To, że sobie podjeżdżam do przodu bo mam bliżej, a przy okazji sprawdzałem reakcję osoby przede mną, nie oznacza tego, że ja do tego prowokowałem. Ja stoję przed sygnalizatorem mam widok na światła i nie wjeżdżam na przejście dla pieszych gdy jest czerwone światło, więc się zatrzymałem przed przerywaną linią. To, że cwaniak by sobie ruszył sugerując się moim podjechaniem o metr do przodu to już jest tylko i wyłącznie jego wina. Jakie byłyby z tego tytułu konsekwencje? Rozbiłby się o samochód i zabiłby dziecko? Nie wiem. Miałbym na to wyj$#@ne. Ja postępuję na drodze prawidłowo, a nikt mi nie zabroni podjechać bliżej do przerywanej linii. Dalsza dyskusja nie ma sensu.

    •  

      pokaż komentarz

      Może ty albo ktoś bliski wbije się w cwaniaka, bo ktoś dla jaj "popuścił sobie ze sprzęgła".

      @Szemrak: Życie. Wtedy złożę cywilny pozew takiemu cwaniakowi. Ktoś z bliskich straci życie w wyniku takiego wypadku? Trudno. Każdy kiedyś umrze. Jeśli po popuszczeniu sprzęgła coś by się stało, a ja nie wyjechałbym poza sygnalizator, ba nie wyjechałbym poza przerywaną linię, to miałbym w dupie co się dalej zdarzyło. Nie odpowiadam za zachowania innych ludzi na drodze.

    •  

      pokaż komentarz

      To, że sobie podjeżdżam do przodu bo mam bliżej, a przy okazji sprawdzałem reakcję osoby przede mną, nie oznacza tego, że ja do tego prowokowałem.

      @KorelacjaProkrastynacji: weź się lecz. To właśnie dokładnie oznacza to, że prowokowałeś.

      sprawdzałem reakcję osoby przede mną = PROWOKOWAŁEM.

      Doskonale wiedziałeś, że on patrzy w lusterko, aby ruszyć razem z innymi, bo nie widzi świateł. Ruszając na czerwonym byłeś sprawcą niebezpiecznej sytuacji.

      I nie - nie postępujesz prawidłowo. Prosze bardzo odpowiedni przepis z PORD.

      Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność albo gdy ustawa tego wymaga - szczególną ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Unikać wszelkiego działania. Jeśli Twoje zachowanie ma jakikolwiek związek z zagrożeniem (* cyt. 'sprawdzam reakcję osoby przede mną' ) to wyczerpuje znamiona tego zakazu powyżej.

    •  

      pokaż komentarz

      Doskonale wiedziałeś, że on patrzy w lusterko, aby ruszyć razem z innymi, bo nie widzi świateł. Ruszając na czerwonym byłeś sprawcą niebezpiecznej sytuacji.

      @tomekpee: Teraz powiedz mi w jaki sposób ta osoba się tam znalazła, skoro wjechała mi tam, jak czekałem już jako pierwszy na swiatłach a czerwone się paliło od minuty jak nie dłużej?

      unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić kogokolwiek na szkodę.

      @tomekpee: Wina osoby, która wjechała przede mnie. Jej poruszenie do przodu utrudniło ruch i zakłóciło przejazd samochodów prawidłowo jadących. Narażała także innych na szkodę. Ja jestem tutaj czysty. Stoję przeciez po podjechaniu do przodu przed sygnalizatorem, przed przerywaną linią.

      sprawdzałem reakcję osoby przede mną = PROWOKOWAŁEM.
      @tomekpee: Kto mi to udowodni? Równie dobrze mogłem się stoczyć na drodze. Nie interesuje mnie to, co zrobi osoba przede mną. Ta która nie ma podglądu na sygnalizator. Co innego gdy tam się znalazła w wyniku zmiany świateł i nie wyhamowała przed przejściem dla pieszych. Takiej pomagam.

      Unikać wszelkiego działania. Jeśli Twoje zachowanie ma jakikolwiek związek z zagrożeniem (* cyt. 'sprawdzam reakcję osoby przede mną' ) to wyczerpuje znamiona tego zakazu powyżej.

      @tomekpee: Przecież to kierowca z pasa obok powinien uniknąć działania w którego wyniku przejechał lewoskręt na czerwonym świetle i zatrzymał się za przejściem dla pieszych. To on odpowiada za wszystko, co się wydarzy na drodze. Ja stoję prawidłowo przed sygnalizatorem i przed przerywaną linią.

    •  

      pokaż komentarz

      tak, ale nie wydaje Wam się, że takim podjeżdżaniem i ponawianiem sygnałów prowokują go do kolejnego durnego manewru?

      @mysz0n: Ponawianiem sygnałów dają znać że podejmują interwencję, bo nie wiedzą czy zauważył w ogóle (może słucha muzyki, może gada przez telefon). Moim zdaniem - on mógłby im pokazać że ich widzi (ja tak bym zrobił), aczkolwiek oczywiście nie musi nic pokazywać. Ma stać i czekać na możliwość opuszczenia skrzyżowania.
      A podjeżdzają żeby schować tył radiowozu żeby nie przeszkadzał na środkowym pasie.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji:
      Przepisy zabraniają Ci "sprawdzać reakcję". Tyle w temacie. Jak to nazwiesz - nie ma w sumie znaczenia. Twoje działanie było przyczyną jego zachowania. Masz zakaz czegokolwiek takiego, o czym wiesz, że może wpłynąć na zachowanie innych, niezależnie czy nazwiesz to podjeżdżaniem do linii czy jakkolwiek inaczej. Tyle w temacie przepisów.

      Nie ma znaczenia, że tamten kierowca znalazł się tam nieprzepisowo. Od karania jest policja, Tobie tego robić nie wolno, chociaż może czasem chciałoby się :)

      Nie rozumiesz przepisów, które komentujesz. Każdy uczestnik ruchu ma obowiązek tak, jak napisano wyżej. Ty także. Nie wolno Ci zrobić czegokolwiek, co może mieć negatywne skutki, także pośrednio.

    •  

      pokaż komentarz

      Ja jestem tutaj czysty. Stoję przeciez po podjechaniu do przodu przed sygnalizatorem, przed przerywaną linią.

      @KorelacjaProkrastynacji:

      Nie jesteś czysty. Celowo podjechałeś do przodu, aby (cyt. ) "sprawdzić reakcję". Tego kodeks zabrania.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomekpee: Rozumiem doskonale przepisy. Podjechałem sobie tylko bliżej, nawet jeśli sprawdzana była reakcja przeze mnie, to i tak do niczego się nie przyczyniłem, bo ostatecznie się zatrzymałem. Nie moja wina, że kierowcy nie patrzą się w lusterka.
      którym miejscu zabrania sprawdzenia reakcji? W jaki sposób policja udowodniłaby mi to, że sprawdzałem reakcję, a nie stoczyłem się na drodze?
      Skąd w oóle kierowca się znalazł za przejściem dla pieszych na lewoskręcie, skoro domyślnie miał jechać prosto na sąsiednim pasie, po czym wskoczył na lewy przed stojące w kolejce samochody? Jestem winny jego nadgorliwości, brawury i głupoty?

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Dyskusja tyczy się moralnego podejścia do sprawy, a ty się tłumaczysz tym, że nikt Ci tego nie udowodni? Człowieku, lecz się. Nikt nie usprawiedliwia cwaniaka, zrobił źle i należy mu się mandat.

    •  

      pokaż komentarz

      @Szemrak: No i z moim moralnym podejściem do sprawy kwestia jest taka, że jesli niczemu nie zawiniłem i w fizyczny sposób w żaden sposób nie zrobiłem nikomu krzywdy, to nie widzę powodu, aby obwiniać siebie za błędy innych.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji:

      Nie, nie rozumiesz przepisów. Nie ma znaczenia, że Ty się zatrzymałeś. Nie musisz uderzyć w jego zderzak, aby to miało skutek. Istotne jest to, że wskutek Twojego manewru tego on także ruszył.

      Kodeks zabrania wszelkichdziałań mających wpływ na bezpieczeństwo ruchu. Skoro wiedziałeś, że istnieje szansa, że on ruszy razem z Tobą - a to sam napisałeś - to jest to zabronione. Wszelkie - to obejmuje także "sprawdzenie reakcji"

      A skąd się tam znalazł - oczywiście złamał przepisy. Uważasz, że to jego zachowanie cokolwiek zmienia w ocenie Twojego zachowania?

      Nie możesz generować zagrożenia dlatego, że cwaniak coś zrobił źle. Możesz go nagrać albo zadzwonić na policję. Ale to, co zrobiłeś jest karygodne, naganne i niezgodne z przepisami.

      Popieram kolegę @Szemrak: Lecz się! Nie jesteś w stanie miarodajnie ocenić tej sytuacji , skupiając się jedynie na winie cwaniaka, nie widząc zagrożenia, które sprowokowałeś.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie, nie rozumiesz przepisów. Nie ma znaczenia, że Ty się zatrzymałeś. Nie musisz uderzyć w jego zderzak, aby to miało skutek. Istotne jest to, że wskutek Twojego manewru tego on także ruszył.

      @tomekpee: Czyli jak przepuszczam na autostradzie szybszy pojazd na lewym pasie, zjeżdzając na prawy i w konsekwencji tego uderzy on w tył poprzedzającego, to zgodnie z wasza logiką ja jestem winny, bo go sprowokowałem do wyprzedzenia. Fest xD

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: To nie jest w żadnym stopniu podobna sytuacja. Na autostradzie auto z tyłu ma pełną widoczność i może samo podjąć decyzję, a zjazd na prawo jest kodeksowym obowiązkiem, ba, z samego zjazdu na prawo w żaden sposób nie wynika uderzenie lub nie w inny pojazd.
      W Twoim przypadku cwaniak nie widział świateł i opierał swoją decyzję o Twoje zachowanie. A Ty celowo wprowadziłeś go w błąd "sprawdzając reakcję" "dla jaj" i powodując jego przejazd na czerwonym świetle. Tak - Twoje zachowanie na drodze ma wpływ na innych. Także na cwaniaków.

      Nie chce mi się dalej ciągnąć tej dyskusji. Jesteś zagrożeniem na drodze i masz syndrom szeryfa.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomekpee: Do syndromu szeryfa mi daleko, skoro pomimo przejechanych 35 tys. km to częsciej spotykam się z agresją w moją stronę stronę, a nie w drugą. Zdarzeń na światłach tego typu może miałem maks 3, z czego w jednym sprawdzałem sobie reakcję. W dodatku gość także miał pełną widoczność, bo widział że przecież jadą przed nim samochody, więc gdzie on chciał jechać do przodu? Zagrożenie stanowią osoby własnie jego pokroju, a twój broniący jego ton wskauje na to, że jestes podobnym cwaniakiem jak on i ty stanowisz większe zagrożenie na drodze niż ja. Ba, nie zdziwiłbym się, gdybyś należał do osób, które wyprzedzają na przejściu dla pieszych, pomimo że ustępuję już pieszym aby mogli przejść na drugą stronę.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji:
      Z pewnością wyprzedzam na przejściu, cwaniakuję i kradnelę, skoro Ciebie ośmieliłem się skrytykować. Na tym właśnie polega syndrom szeryfa .. Jeśli mimo tak małego przebiegu masz już kilka takich sytuacji na koncie to może to jednak dużo?

      Przejechałem kilkanaście razy więcej km od Ciebie i nadal się uczę. Ale muszę Cię zmartwić, cwaniactwa nie znoszę. A konto punktowe tfu, tfu mam czyste. Zatem nie trafiłeś.

    •  

      pokaż komentarz

      Jeśli mimo tak małego przebiegu masz już kilka takich sytuacji na koncie to może to jednak dużo?
      @tomekpee: Przebieg z ostatniego roku. Jeżdżę od trzech lat.

      Z pewnością wyprzedzam na przejściu, cwaniakuję i kradnelę, skoro Ciebie ośmieliłem się skrytykować.
      @tomekpee: Nie mówię, że mnie krytykujesz. Spływa to po mnie. Prawda jest taka, że to co napisałeś wyżej i tak byłoby cięzkie do udowodnienia przed sądem i nikt by mi nie udowodnił, że celowo poruszyłem się o metr wprowadzając w błąd kierowcę, który wczesniej złamał przepis i znalazł się tam gdzie nie powinien.

      Przejechałem kilkanaście razy więcej km od Ciebie i nadal się uczę.
      @tomekpee: I to daje prawo tobie stwierdzić, że na podstawie zdarzenia, które się działo łącznie na odcinku nie więcej niż 10 metrów stwierdzić, że jestem szeryfem. Nie ma co. Syndrom szeryfa, to własnie widniał w twoich postach, gdzie próbowałeś zarzucić mi winę, gdzie jej praktycznie z mojej strony nie było. W dodatku ilość przejechanych kilometrów od pewnego pułapu już nie ma znaczenia. Pozwalają jedynie bardziej przewidywać pewne zachowania na drodze. Stąd już się nauczyłem tego, aby trzymać daleki dystans przed samochodami i stąd ponad metrowy zapas do przerywanej linii przed przejściem dla pieszych. Sam też wiem kiedy mogę przyśpieszyć, aby pewne manewry wykonać jak najszybciej- np. manewr wyprzedzania. Mistrzów lewego pasa nie znoszę.

      A konto punktowe tfu, tfu mam czyste.
      @tomekpee: i vice versa, oby tak jak najdłużej. Tfu tfu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      (...) nikt by mi nie udowodnił, że celowo poruszyłem się o metr wprowadzając w błąd kierowcę

      @KorelacjaProkrastynacji: Oczywiście, że nikt by Ci tego nie udowodnił. Ale ja, Ty i wszyscy komentujący tutaj wiemy, że zrobiłeś to celowo, świadomy konsekwencji. Sam się do tego przyznałeś. Więc gdyby doszło do wypadku, ktoś straciłby życie lub zdrowie, Ty byłbyś temu moralnie współwinny. I albo to rozumiesz, ale strugasz durnia, bo nie potrafisz się przyznać do błędu, albo, o zgrozo, nie rozumiesz. A to oznaczałoby, że jesteś człowiekiem całkowicie pozbawionym wyobraźni, jak ci kretyni świecący laserami po kokpitach samolotów albo rzucający kamienie z kładki na autostradę.

      Porównałbym to do sytuacji, w której wbiegasz do lokalu krzycząc, że jest w nim bomba, a ludzie w uciekając w popłochu wypadają prosto na ulicę pod nadjeżdżające samochody. Ty oczywiście powiesz, że to ich wina, bo nie rozejrzeli się przed przejściem przez jezdnię. A w ogóle to nie zapłacili wcześniej za toaletę. Brak słów.

    •  

      pokaż komentarz

      I albo to rozumiesz, ale strugasz durnia, bo nie potrafisz się przyznać do błędu, albo, o zgrozo, nie rozumiesz.

      @somv: Nołp nic z tych rzeczy. Po prostu mam to w dupie. Jedna sytuacja nie rzutuje się na całość moich doświadczeń jazdy z samochodem. Elo.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Na całość nie, ale podejście w tej konkretnej sytuacji jednak jakoś o Tobie świadczy - a według mnie nie za dobrze.

      Kierowca złamał przepisy, co nie ulega wątpliwości. Natomiast Ty balansujesz na granicy przepisów i moralności - "bo nikt mi nie udowodni, że miałem takie, a nie inne intencje". Idąc tym tokiem myślenia, czy byłbyś w stanie zrobić cokolwiek (złego) tylko dlatego, że nikt by Ci tego nie udowodnił? Jeśli tak, to wolałbym nie spotkać Cię na ulicy.
      Pytanie też, czy egoizm innych kierowców powinien prowokować nasz własny egoizm? Według mnie nie.
      To Twoim obowiązkiem jest upewnić się, że inny kierowca nie zinterpretuje błędnie Twoich czynności. Oczywiście jest jeszcze zasada ograniczonego zaufania, ale w przypadku, gdy np. celowo używasz kierunkowskazu w prawo, a de facto skrecasz w lewo i ktoś się w Ciebie wpakuje, to moralnie Ty jesteś za wypadek odpowiedzialny.

    •  

      pokaż komentarz

      @KorelacjaProkrastynacji: Z mojej strony tylko jeden komentarz, bo nie chce mi się bardziej rozkręcać tej gównoburzy, a widzę żeś uparty.

      Myślenie na drodze powinno wybiegać trochę dalej wprzód niż jedna sekunda i skoro przewidziałeś, że po Twoim manewrze kierowca przed Tobą ruszy, to zapewne przewidziałeś też, że ruszy wprost na jadące prostopadle samochody, a mogło skończyć się to wypadkiem. Oczywiście cała wina spadłaby na tamtego kierowcę, bo jest coś takiego jak zasada ograniczonego zaufania i tamten kierowca nie może po prostu polegać na sygnałach od innych i bez problemu byś się wybronił.

      Kierowcy na drodze komunikują się ze sobą na różne sposoby i jednym z nich jest właśnie podjeżdżanie, gdy ktoś nie może dostrzec sygnalizatora. W takiej sytuacji można znaleźć się zupełnie przypadkowo. Dobrym przykładem jest zatrzymanie za sygnalizatorem, gdy dostrzeżesz, że nie możesz kontynuować jazdy bo stanąłbyś na środku skrzyżowania i zablokował ruch prostopadły, a w tym momencie Twój sygnalizator zrobi się czerwony. Są pewne wypracowane schematy działań, które nie są nigdzie zapisanie, a których się nie łamie. Mruganie światłami drogowymi też nie jest nigdzie zapisane, a stosuje się to w różnych sytuacjach.

      Na drodze trzeba umieć priorytezować swoje zachowania i reakcje. Jeżeli ktoś jest dupkiem, to nie upoważnia Cię to do spowodowania z tego powodu kolizji. Bezpieczeństwo przede wszystkim, a dopiero potem można kogoś otrąbić, omrugać, popukać się w czoło, czy kto tam co woli. To co zrobiłeś było nierozsądne, bo znając ten niepisany protokół na drodze, wykorzystałeś go w niewłaściwym celu i wiedziałeś co się stanie, bo głupi nie jesteś.

      Schowaj emocje i ego do kieszeni, bo droga to nie miejsce na pokazywanie "kto ma większego", takie sytuacje źle się kończą i potem trafiają do filmów typu "ku przestrodze". Na drodze trzeba być czytelnym i umieć się komunikować, nawet z burakami. Lepiej rzucić kilka k#$@# pod nosem niż potem mieć przed oczyma rodzinną Toyotę wbijającą się z impetem w samochód, który "sprowokowałeś" do ruchu.

      ^C

    •  

      pokaż komentarz

      Idąc tym tokiem myślenia, czy byłbyś w stanie zrobić cokolwiek (złego) tylko dlatego, że nikt by Ci tego nie udowodnił?
      @Vanhagens: Nie, moja moralność nie pozwala dokonywać złych czynów i pod tym względem jestem na marginesie.

      Na całość nie, ale podejście w tej konkretnej sytuacji jednak jakoś o Tobie świadczy - a według mnie nie za dobrze.

      @Vanhagens: Świadczy to tylko o tym, że miałem w dupie co zrobi kierowca, który jest przede mną. To nie ja dawałem mu sygnały co on może, tylko on zbytnio polegał na moich sygnałach. Zasada ograniczonego zaufania.

      Myślenie na drodze powinno wybiegać trochę dalej wprzód niż jedna sekunda i skoro przewidziałeś, że po Twoim manewrze kierowca przed Tobą ruszy, to zapewne przewidziałeś też, że ruszy wprost na jadące prostopadle samochody, a mogło skończyć się to wypadkiem.

      @DrDevil: Nie wiedziałem co zrobi. Założyłem, że może ruszyć a nie musi. Jednak skoro ruszył po tym jak podjechałem bliżej przerywanej linii przejścia, a nie poczekał aż zacznę przejeżdżać przez przejście dla pieszych, to już tylko świadczy o nim i o tym, jak bardzo sobie cenił swój czas, że był w stanie złamać przepisy i wjechać prawie pod inne nadjeżdżające samochody. Typowy śpieszący się kierowca jest typowy.

      Schowaj emocje i ego do kieszeni
      @DrDevil: Tych u mnie nie uświadczysz. Jadąc po drodze kieruję się zasadą "mam wdupizmu" i przesadniej empatii. Wręcz się wylewa ode mnie szczodrość w przypadku pomocy innym na drodze i w przypadku ustępowania innym. Szkoda, że tego u innych brakuje.

  •  

    pokaż komentarz

    Górczewska... Tam non stop są takie akcje