•  

    pokaż komentarz

    Ważna uwaga na końcu - praca poniżej kwalifikacji w połączeniu z trybem 24h to prosty krok do zaburzeń psychicznych.

    Jeśli zrobiłeś doktorat z niszowej dziedziny, a zapieralasz na taśmie w fabryce tuńczyka, to raczej prędzej niż później przyjdzie depresja.

  •  

    pokaż komentarz

    Zanim przeczytałem artykuł myślałem, ze chodzi zupełnie o coś innego. Pracowałem we Włoszech naukowo przez 5 miesięcy. Średnia pensja, niepracująca zona i półroczne dziecko z nami. Male, ciemne mieszkanko bez żadnych luksusów, w obdrapanej kamienicy małego miasteczka w centrum Włoch. Ludzie... nigdy tak nie tęskniłem do żadnego kraju jak do Włoch. Za 2500Euro miesięcznie bylem w stanie utrzymać rodzinę, spędzać każdy weekend na wycieczkach samochodem (od Neapolu do Florencji zwiedziłem większość większych miast), co drugi dzień jedliśmy w restauracji, a to co kupowaliśmy w sklepie było tak pyszne, ze nigdy nie jedliśmy lepszych rzeczy. Paliłem moje ulubione mentolowe Davidoffy, piliśmy flaszkę wina do kolacji i jeszcze z tego wszystkiego oszczędzałem niemal 500Euro miesięcznie.

    Później wróciłem do Polski, następnie wyjechałem do USA. Zarabiam 2x więcej, stać mnie na 2x mniej, nic mi nie smakuje, mimo rzucenia fajek i niemal całkowitego ograniczenia spożycia %% czuje się tak sobie, tęsknie za Włochami niemal codziennie. To miałem na myśli czytając tytuł "Syndrom Włoch" :)

  •  

    pokaż komentarz

    Syndom Włoch

    Moim zdaniem ta nazwa jest głupia i nie oddaje sedna sprawy. Wg mnie nie chodzi tu o pracę we Włoszech ale o 24h opiekę nad schorowanym, zniedołężniałym bliskim śmierci lub umierającym człowiekiem. To jest piekło które wykańcza. Moje trwało 4 lata, mija już 7 miesięcy od jego końca a nadal się z tego nie podniosłem. Jestem wrakiem człowieka. Wcale nie pomagało mi to, że opiekowałem się członkiem rodziny. To moje najgorsze doświadczenie życiowe. k%#?a, tego się nie da opowiedzieć słowami tak żebyście poczuli tą beznadzieję i grozę, którą ja czułem ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Koniec końców nie zamierzam dożywać emerytury. W wieku około 65-70 poddam się eutanazji bo po tym co widziałem, wiem że starość nie jest warta przeżycia. To tortura a nie życie. Można ja tylko porównać z człowiekiem uwięzionym pod zawalonym domem. Niby jeszcze żyjesz ale w sumie to nic nie możesz, każdy ruch to ból a twoje dni są i tak policzone.

    •  

      pokaż komentarz

      @MagnitudeZero 4,5 roku, to bardzo długi okres. Czy na jakimś etapie nie myślałeś o skorzystaniu z pomocy w postaci płatnej opiekunki czy domu opieki?

    •  

      pokaż komentarz

      @Monique84: Jakbym mógł to bym skorzystał. Nie było mnie na to stać. To są drogie rzeczy.

    •  

      pokaż komentarz

      @MagnitudeZero: możesz skoczyć pod pociąg bo w tym kraju nie możesz legalnie skończyć ze swoim życiem jak człowiek

    •  

      pokaż komentarz

      @agablazej: Nie zamierzam starzeć się w Polsce dlatego. Nic nie zamierzam dla niego robić. Jeśli wojna to dezerteruję. p%?$!%%ę. Polska mnie zdradziła 4 lata temu. Zostałem z problemem totalnie sam (Za duży dochód w rodzinie żeby dostać pomoc od państwa, za mały żeby finansować pomoc prywatnie. Ktoś z rodziny musiał się poświęcić i padło na mnie. Wszystko za darmo). Plan mam taki. Emigracja i zrzeczenie się obywatelstwa.

    •  

      pokaż komentarz

      Ktoś z rodziny musiał się poświęcić i padło na mnie.

      @MagnitudeZero: Jak to padło na Ciebie? Ciągnęliście zapałki czy jak? Jeśli ta osoba nie była Twoim rodzicem albo była, ale Ty nie byłeś jedynym jej dzieckiem (bo takie sytuacje są serio przerąbane) to dlaczego nie podzieliliście się obowiązkiem opieki między sobą? Tak po prostu poświęciłeś 4,5 roku robiąc wszystko a cała reszta rodzinki sobie olewała temat?

    •  

      pokaż komentarz

      @Monique84: No taką mam wspaniałą rodzinkę. Z gruncie rzeczy to ja już pomagałem mamie, która by się zaj@!%ła i zbankrutowała, gdyby została z tym sama. Ona chodziła do pracy a ja siedziałem przy babci.

    •  

      pokaż komentarz

      @MagnitudeZero: A z czystej ciekawości: zapewne babcia miała jakąś rentę czy emeryturę. Skoro i tak była pod Waszą opieką to przecież te pieniądze mogłyby opłacić opiekę pielęgniarki czy jakiejś zwykłej opiekunki, jeśli nie w pełnym wymiarze godzin to chociaż w części. Zawsze to lepsze niż ryzykować utratą własnego zdrowia psychicznego.

    •  
      zerror

      +7

      pokaż komentarz

      @MagnitudeZero: I Ty masz pretensje do Polski? Możesz mieć pretensje przede wszystkim do swoich "bliskich". Zmień nazwisko czy coś. Zachodnie rządy jeszcze gorzej zdradzają swoje narody, wpuszczając im truciznę i przyznając ich pieniądze nachodźcom którzy są bezpośrednim zagrożeniem nie tylko ich finansów. Jak widzisz, uciekać, to trzeba mieć gdzie.

    •  

      pokaż komentarz

      te pieniądze mogłyby opłacić opiekę pielęgniarki czy jakiejś zwykłej opiekunki, jeśli nie w pełnym wymiarze godzin to chociaż w części. Zawsze to lepsze niż ryzykować utratą własnego zdrowia psychicznego

      @Monique84: Jakie to wszystko bardzo proste. Szkoda, że o tym nie wiedziałam wcześniej. A tak na poważnie, to ciekawe, za co by wtedy babcię nakarmili i kupili jej leki. Jak można tak totalnie nie mieć pojęcia o życiu w Polsce i kosztach utrzymania chorego? Nie mieszkasz tu? To może chociaż internet przeglądasz? Jak to możliwe, że naprawdę jeszcze nie zauważyłeś, że w Polsce nie jest jak we Włoszech czy w Niemczech? Tu darmowa pomoc pielęgniarki jest realna tylko w szpitalu albo w trybie opieki paliatywnej i załatwienie sobie takiego luksusu graniczy z cudem. Na prywatną opiekę nie stać nikogo, więc większość rodzin po prostu nie jest w stanie tego uzyskać. Rodziny tak robią, że wyznaczają jednego, który rezygnuje z życia i opiekuje się chorym, bo nie ma pieniędzy na wynajęcie pielęgniarek ani opiekunek. Jak myślisz, skąd się biorą te wszystkie zbiórki pieniędzy na piekę nad obłożnie chorymi? Myślisz, że wszystkie to próby wyłudzenia? Nie, to nasza brutalna rzeczywistość.

    •  

      pokaż komentarz

      @MagnitudeZero: Znam ból. U mnie trwało jeszcze dłużej. To jest problem dzisiejszej medycyny i etyki: medycyna potrafi sprawić, że człowiek nie umiera gdy natura wyłącza go z gry, ale w żaden sposób nie potrafi sprawić, by "żył". A gdy jest już jasne, że tamto życie już się przeżyło, stan jest nieodwracalny, nieodwołalny, beznadziejny, wszystkie drzwi zamknięte i klucze szlag trafił, a on trwa i trwa całymi latami latami i ciągle jest tylko gorzej i gorzej, to w końcu wszyscy w koło mają w krwioobiegu to niekończące się umieranie i nie da się go pozbyć nawet na minutę, dopóki sprawy nie skończą się na dobre. Ktoś kto tego nie przerobił nie zrozumie o co chodzi.

      Po tej akcji mam już zupełną jasność jak muszę "zadbać" kiedyś o siebie, jeżeli natura nie załatwi sprawy w porę w jakiś rozsądny sposób.

    •  

      pokaż komentarz

      Po tej akcji mam już zupełną jasność jak muszę "zadbać" kiedyś o siebie, jeżeli natura nie załatwi sprawy w porę w jakiś rozsądny sposób.

      @Radokop: Każdy sposób na darowanie sobie tego koszmaru wydaje się rozsądny, tylko skąd wziąć odwagę na jego realizację?

    •  

      pokaż komentarz

      Rodziny tak robią, że wyznaczają jednego, który rezygnuje z życia i opiekuje się chorym

      @jadwiga-m: W naszej rodzinie umierającą na raka osobą opiekowało się (na zmiany) dwoje dzieci. Kiedy jedno z nich nie było dyspozycyjne to obowiązki przejmował współmałżonek, żeby nie było sytuacji, że wszystko spada na jedną osobę. A naprawdę nie było to (i obecnie nie jest) żyjące w niewiadomo jakiej zażyłości rodzeństwo, mimo to jakoś udało się rozsądnie rozdzielić obowiązki. Jeśli komuś brak asertywności i ma mentalność ofiary, że pozwolił "się wyznaczyć" (co to w ogóle znaczy?) na jedynego opiekuna takiej osoby, to może mieć pretensje głównie do siebie a dopiero potem do rodziny.

    •  

      pokaż komentarz

      @Monique84 chyba żartujesz. Opiekunka/pielęgniarka 24/7 to 3000zl jak nie więcej. Z jakiej emerytury to opłacisz?

    •  

      pokaż komentarz

      @MagnitudeZero: proponuję nie utożsamiać się ze swoimi negatywnymi uczuciami jakie w tobie się pojawiają, bądź jedynie ich świadomy, ale nie próbuj ich zmienić, a zaczną powoli znikać.

    •  

      pokaż komentarz

      @Monique84: No taką mam wspaniałą rodzinkę. Z gruncie rzeczy to ja już pomagałem mamie, która by się zaj#%!ła i zbankrutowała, gdyby została z tym sama. Ona chodziła do pracy a ja siedziałem przy babci.
      @MagnitudeZero A powinniśmy być raczej odwrotnie.

    •  

      pokaż komentarz

      @MagnitudeZero: współczuję ( ͡° ʖ̯ ͡°)

      pokaż spoiler nie wiem czy mnie coś takiego nie czeka, tylko z mamą .

    •  

      pokaż komentarz

      @MagnitudeZero: > Emigracja i zrzeczenie się obywatelstwa.

      witaj w klubie, ja już swój plan realizuje od 2 lat ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @Monique84: Moniczko, czy jak Ci tam, doświadczyłaś (i z tego co piszesz obserwując rodzinę, a nie czynnie) opieki nad chorym, który miał przed sobą niewiele życia. Opiekunowie wiedzieli, że ta opieka nie będzie trwała latami. Otóż wyobraź sobie, że istnieją takie choroby neurodegeneracyjne, które rozwijają się już w wieku 60 lat (a czasem nawet wcześniej). Choroby, które są nieuleczalne i które z czasem postępują, od zaników pamięci, do bardzo dużych uszkodzeń mózgu uniemożliwiających samodzielnie odżywianie... nawet rozpoznanie pożywienia, zanik umiejętności jedzenia. Po drodze dostajesz jeszcze przygody pt. agresja werbalna, fizyczna, lęki, ucieczki z domu, urojenia, kilkugodzinne krzyki, niekontrolowanie potrzeb fizjologicznych (załatwianie potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie, nawet do zlewu, smarowanie kałem mebli ścian), zaburzenia snu (bardzo często aktywność wieczorna, późnonocna, małe potrzeby snu.. przy czym w części przypadków szprycowanie lekami, żeby ustabilizować rytm dobowy nie przynosi efektów), i wiele innych wyniszczających chorego i opiekunów zaburzeń zachowania.

      Dodaj do tego przewlekłe schorzenia, udary, złamania unieruchamiające chorego (często dożywotnio), gdzie potrzeba regularnych ciężkich fizycznych czynności przy chorym aby jego stan się nie pogorszył (przebieranie, mycie, zmiana pampersów, profilaktyka odleżynowa - którą jeśli zaniedbasz, to w niektórych przypadkach już po dwóch dobach mogą się zacząć robić rany na ciele)... i wiele innych.
      I teraz, jeśli '84 to jest twój @Monique84 rok urodzenia, to żyjesz na świecie tyle ile może trwać taka opieka.
      Medycyna jest na tyle zaawansowana, że potrafimy kontrolować latami, a nawet dekadami różne przewlekłe choroby somatyczne, natomiast nasze mózgi ewolucyjnie nie są przystosowane do tak długiego życia. W gruncie rzeczy, dopiero chwilę temu było tak, że gdy starzy ludzie zapadali na te czy inne dolegliwości, to byli na równi pochyłej. Bardzo krótkiej równi.

      Opieka nad osobami starszymi, niesamodzielnymi jest wykańczająca i dużo trudniejsza, niż nad niemowlakiem, bo gdy te osoby jeszcze są względnie sprawne fizycznie mogą sobie lub innym zrobić krzywdę.
      Co najmniej połowa wykopków będzie musiała się zmierzyć z tym problemem. Być może Ty również. Medycyna cały czas idzie do przodu. Długość życia się stale wydłuża. O mózgu prawie nic nie wiemy. Choroby otępienne, na dobra sprawę, dopiero zaczynamy poznawać głębiej, bo wcześniej ludzie albo nie dożywali wieku, w którym się one rozwijają albo za długo z nimi nie żyli. W każdym razie nie na taką skalę jak doświadczamy obecnie. Lekarze rodzinni mało o nich wiedzą, geriatrów nie ma, psychiatrów jest mało, a jeszcze mniej specjalizuje się w tego rodzaju schorzeniach. Leczenie jest czysto objawowe i nierzadko miesiącami trwa dopasowanie odpowiednich środków (które też trzeba zmieniać wraz z zachodzącymi postępami).

      Długoterminowa opieka nad starszymi jest wyniszczająca psychicznie. Szczególnie gdy zajmujesz się bliskim, który całkowicie przestaje być tą osobą, którą znałaś i z którą zbudowałaś taka czy inną relację emocjonalną. W zaawansowanych stadiach nie da się tego zrobić w pojedynkę, gdzie potrzeba 24h czuwania. Nawet zatrudnione opiekunki nie godzą się na pracę 24h non stop w przypadkach zaawansowanego alzheimera, czy demencji, bo to jest awykonalne fizycznie. Nie da się nie spać, lub spać 2x1,5h/dobę.
      Polecam zapoznać się z tematem głębiej, ja tu tylko "szczątki wyrywków" tematu poruszam. Problem jest o wiele bardziej złożony.

      Nie masz też pojęcia o sytuacji rodzinno-finansowej @MagnitudeZero , ani o jego relacjach z babcią. Tak się składa, że pamiętam jego wpisy, w których mówił o skrajnie sprzecznych uczuciach i emocjach jakie nim szarpały. A także w o prośbie o modlitwę w dniu kiedy jego babcia umierała.

      Także, zastanów się czy naprawdę wiesz już wszystko o życiu, nim zaczniesz oceniać postępowanie innych, wyrokując, że mają "mentalność ofiary". Z tego co piszesz, widać, że nie masz pojęcia o czym mówisz... również od strony finansowej.

    •  

      pokaż komentarz

      W naszej rodzinie umierającą na raka osobą opiekowało się (na zmiany) dwoje dzieci.

      @Monique84: Czyli codziennie każde z nich poświęcało 12h albo co drugi dzień 24h? ;) Przedmówcy nie mają na myśli opieki nad osobą, której trzeba zrobić zakupy, posprzątać mieszkanie czy przynieść obiad tylko mówią o opiece 24h/dobę dosłownie. Nad ludźmi, którzy są praktycznie warzywami jeśli nie w sensie fizycznym to w sensie umysłowym.

    •  

      pokaż komentarz

      @kotelnica: Bardzo rzeczowy wpis. Tyle tylko, że w moich komentarzach główny nacisk kładłam na aspekt podziału (bądź jego braku) obowiązków w opiece nad chorą osobą. Zbulwersowało mnie okreslenie "delegowania" jednej osoby z rodziny do pełnienia funkcji opiekuna. Obserwuję też zmagania bliskiej mi osoby w opiece nad matką chorą na Alzheimera, i również i tam, obowiązki rozdzielone są pomiędzy trójkę dzieci + wszyscy troje składają się (i częściowo korzystają z emerytury mamy) by opłacić zwykłą panią (taką w wieku 50l) która przychodzi codziennie na kilka godz żeby posprzątać, ugotować i pilnować (tak, pilnować) chorej osoby, by nie zrobiła sobie krzywdy, nie wyszła z domu etc etc. Nie kwestionuje tego, że opieka nad taką osobą może być niezwykle trudna, wymagająca i trwać latami. Kwestionuję jedynie sposób w jaki niektórzy próbują sobie z tą sytuacją radzić "delegując" do opieki jedną osobą. Sam piszesz, że nie da się tego zrobić w pojedynkę...no przecież o tym właśnie piszę, że nikt nie powinien się godzić na coś takiego. Nie widze nic złego w moim sposobie myślenia. Niezależnie od sytuacji rodzinnej temat powinien być tak długo wałkowany, by wypracować jakiś kompromis tak by nikt nie został obciążony obowiązkami w większej mierze niż inni członkowie rodziny.

    •  

      pokaż komentarz

      @agablazej: Możesz zapłacić Ukraińcowi, to cię za stówkę udusi.

    •  

      pokaż komentarz

      Przedmówcy nie mają na myśli opieki nad osobą, której trzeba zrobić zakupy, posprzątać mieszkanie czy przynieść obiad

      @Arrival: Tak, bo umierającej na raka osobie, która nie wstaje z łóżka (nawet do ubikacji) są potrzebne właśnie zakupy i posprzątanie mieszkania...

    •  

      pokaż komentarz

      @Monique84: Wszystko fajnie, dopóki rodzina mieszka w bliskiej okolicy. Dopóki masz sprawne rodzeństwo ( w Polsce najczęściej opiekunami starszych osób są ich dzieci, które same są już w zaawansowanym wieku i same mają problemy zdrowotne), dopóki masz pieniądze na zatrudnienie opiekunki. Obecnie stawka dobowa ogarniętej opiekunki , która będzie miała pojęcie jak np. odłączyć kroplówkę, leczyć lub przeciwdziałać odleżynom to 150-300 zł za dobę+wyżywienie i zakwaterowanie w domu chorego (w zależności od regionu). No, możesz tam znaleźć coś taniej ale albo Ci ucieknie po tygodniu, albo to będzie niedoświadczona osoba z przypadku, która może więcej zaszkodzić, niż pomóc. Nawet Ukrainki bez znajomości języka nie chcą za mniej pracować, bo po domach opieki (też z zakwaterowaniem i wyżywieniem) dostają porównywalną kasę ale za 12 h dyżur + często ekstra płatne nocki, dodatkowo mają tam pomoc współpracowników w razie awaryjnej sytuacji i mniejszą odpowiedzialność.
      Anyway, w Polsce nie jest tak różowo, żeby każda rodzina była w stanie ogarnąć taką opiekę we własnym zakresie lub była na tyle bogata, żeby zatrudnić kogoś z zewnątrz. Do domów opieki są kolejki. Za miejsce trzeba zapłacić 3000/3500 - 7500 zł/mc. Jak się trafi jakiś tańszy to z reguły jest prowadzony bez zezwolenia wojewody, bez żadnego nadzoru jako tzw. wynajem kwater z wyżywieniem. Lub.. kadra, to nie mówiące po polsku Ukrainki, haniebnie opłacane i pracujące w systemie niewolniczym. Co prędzej, czy później odbije się na zdrowiu podopiecznych.

    •  

      pokaż komentarz

      Po tej akcji mam już zupełną jasność jak muszę "zadbać" kiedyś o siebie, jeżeli natura nie załatwi sprawy w porę w jakiś rozsądny sposób.

      @Radokop: oczywiście że macie rację (Ty i @MagnitudeZero). W Polsce jest tylko 1 opcja - broń palna (do celów sportowych), idziesz do wanny, ulubiona muzyka, ostatni jack daniels... - skoro Państwo traktuje Naród jak upośledzonych to trzeba sobie radzić inaczej

    •  

      pokaż komentarz

      Tak, bo umierającej na raka osobie, która nie wstaje z łóżka (nawet do ubikacji) są potrzebne właśnie zakupy i posprzątanie mieszkania...

      @Monique84: Nie wiem co jest jej potrzebne, ale mówienie, że człowiekiem obłożnie chorym mogą się opiekować 2 osoby z doskoku (i mające poza tym normalne życie towarzyskie, rodzinne i zawodowe) to nadużycie. Chyba, że mieszkają wszyscy w jednym domu, wtedy jeszcze jestem w stanie to sobie wyobrazić.

    •  

      pokaż komentarz

      @whiteglove: 3000? 24na dobe? Chyba w polowie finansowane przez panstwo. W wawie to tyle opiekunka zarabia za 8h pracy. W trojmiescie kolegi mama opiekunka 2500 za 8h, weekendy wolne jeszcze jej dziecko podrzucaja i zabieraja do niej do domu

    •  
      zerror

      0

      pokaż komentarz

      @Dzikopiryna: Jako Polak mógłbyś wspomóc bliźniego. A nie pokazywać mu drogę na out.

      @MagnitudeZero Jako Polak przykro mi że zostałeś źle potraktowany. Jeśli to Cię pocieszy, nie ty jeden. Ty chociaż mogłeś opiekować się swoją matką. Mi odebrano możliwość troszczenia się o moją rodzinę zupełnie i przyniosło to najgorsze z tragicznych zakończeń. Kto inny będzie przejmował się Twoją krzywdą bardziej niż twój rodak którego te same problemy dotyczą.

      @Dzikopiryna: właśnie w Norwegi bardzo dobrze im wychodzi rozbijanie rodzin. Gugluj.

    •  

      pokaż komentarz

      @zerror: Mieszkam 5 lat i nie do konca to prawda, nie pokazuje drogi tylko mowie ze jest gdzie jechac zawsze i bez duzej liczby czarnych itp. Lepiej uciekac z tego k!!!idolku niz tam gnic w depresji

    •  
      zerror

      -1

      pokaż komentarz

      @Dzikopiryna: Ja akurat wskazałem Ci jeszcze gorszy problem który tam występuje w jeszcze większej skali niż w Polsce chyba. Nie imigracyjny ale represyjny. Zabiorą Ci dziecko z byle powodu to to gorsza tragedia niż banda na ulicy.

      Poza tym widzisz, nigdzie człowiek się nie czuje jak w domu. Jak byłem nieco ponad miesiąc za granicą to nie ma porównania.

    •  
      zerror

      0

      pokaż komentarz

      co za troll to zaminusował? poprzeglądaj sobie google w temacie to się przekonasz łosiu coś to zaminusował.

    • więcej komentarzy(23)

  •  

    pokaż komentarz

    Wiele z nich porzuciło w ojczyźnie pracę nauczycielek, lekarek, menedżerek, pracowników naukowych, aby podjąć zatrudnienie w zawodach niewymagających wysokich kwalifikacji,

    No nie no litości, lekarki z Polski jeżdżą do Włoch podcierać dupy staruszkom? Ciężko mi w coś takiego uwierzyć.

  •  

    pokaż komentarz

    Gdy jeszcze pracowałem w PR w Polsce. Mieliśmy wezwanie do kobiety, która wróciła z Włoch, a w zasadzie przyjechała do Polski na urlop i żeby święta Bożego Narodzenia z rodziną spędzić. Po tygodniu, przestała wstawać z łóżka, była apatyczna i ciągle jej się wydawało że ktoś próbuje ją okraść. Zawieźliśmy ją na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego, po badaniu, lekarz stwierdził właśnie dokładnie tą opisaną tutaj przypadłość. 6 miesięcy w szpitalu, taka była forma leczenia, antydepresanty i hospitalizacja. Co ciekawe nie dotyka to ludzi z innych krajów chyba.

    •  

      pokaż komentarz

      @Virek2 nie mam pojęcia, ale lekarka która ją przyjmowała, mówiła że to przechodzi więc zakładam że tak.

    •  

      pokaż komentarz

      @Virek2: pobiegała, wyszła do ludzi albo coś i przeszło

    •  

      pokaż komentarz

      @sorbiq Ja jak patrzę na kogoś albo czytam jego wpis to od razu wiem, że cierpi na niedoj@%$nie mózgowe. Zupełnie jak ekspert od "syndromu włoskiego" z twojego opisu.

    •  

      pokaż komentarz

      @kissandfly to weź swój przeczytaj
      ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      pokaż komentarz

      @sorbiq widzę dwa minusy więc zakładam, że masz rodzeństwo albo chociaż multikonto (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

      ciężko jest określić na co choruje dana osoba w trakcjie pojedynczej konsultacji, a po po krótkiej rozmowie jest to wręcz niemożliwe. zaburzenia nastroju mogą być również efektem jakiejś choroby somatycznej np. nowotworowej.
      wątpię aby jakiś lekarz ją badał. mógł co najwyżej z nią rozmawiać i na tej podstawie spróbować określić jednostkę chorobową.

    •  

      pokaż komentarz

      @PanSpustoszenie: Niestety to nie przechodzi od tak. Bez pomocy specjalistów nie tego syndromu nie wyleczysz. Osoba nie daje sobie pomóc a bez leków w pewnym momencie nawet najbliższa rodzina staje się dla niej wrogiem bo chcą aby coś zmieniła. Na tą chwilę przeżywam to z własną mamą która żyje we Włoszech. Wróciła do kraju jakieś 4 lata temu żeby opiekować się umierającą babcią i po jej śmierci nie potrafiła sobie znaleźć miejsca. Nie potrafiła się zmobilizować żeby znaleźć pracę a co gorsze, nie dawała sobie rady nawet z obowiązkami domowymi.Żyła tylko z moją siostrą bo ja jestem w UK a z ojcem rozwiodła się lata temu. Po około roku moja siostra stała się dla niej wrogiem tylko dlatego, że starała się ją do czegokolwiek zmobilizować. Przez rok wysyłałem im pieniądze bo wiadomo, mama utrzymywała nas całe życie i wyjechała do Włoch jak miałem 12 lat. Niestety odkąd jesteśmy dorośli nie potrafi ona zrozumieć l, że teraz jest czas na to by zadbała o siebie. Po roku pobytu w domu zmusiłem mamę, żeby przyjechała do mnie do UK i rozpoczeła jakąś pracę w UK blisko rodziny i wnuczka. Niestety już w ciągu 2 tygodni wracała do Polski bo miała niesamowite paranoje. Np, że my jej nie chcemy, że czuje się u nas balastem i doszło do tego, że kłóciła się z moja narzeczoną o jakieś błachostki tak jakby chciała sprowokować nas do wyrzucenia jej spowrotem do Polski. Pożyczyłem mamie kase, żeby nie martwiła się pieniędzmi tylko wróciła do Polski, poszła do jakiegoś specjalisty i wróciła do normalności a ona wyjechała spowrotem do Włoch i nic nie możemy zrobić. Musielibyśmy ją przymusowo ubezwłasnowolnić i wysłać na leczenie ... inaczej nie możemy jej chyba pomóc a moje serce pęka bo nie jesteśmy jej z siostrą w stanie pomóc...