•  

    pokaż komentarz

    Władze spółdzielni to zaraz po sędziach kolejna kasta z którą należy zrobić porządek.

    Zarząd spółdzielni który powinien reprezentować wolę spółdzielców i dbać o ich interesy ma ich w głębokim poważaniu a spółdzielcy mają związane ręce - odwołanie prezesa jest praktycznie niemożliwe.

    •  

      pokaż komentarz

      Zarząd spółdzielni który powinien reprezentować wolę spółdzielców i dbać o ich interesy ma ich w głębokim poważaniu a spółdzielcy mają związane ręce - odwołanie prezesa jest praktycznie niemożliwe.

      @putinex: brakuje transparentności, a do zwołania ważnego zebrania nie jest nawet wymagane kworum. więc o czym my tu mówimy

    •  

      pokaż komentarz

      Władze spółdzielni to zaraz po sędziach kolejna kasta z którą należy zrobić porządek.

      @putinex: Trochę dziwne porównanie, sędziowie powinni zostać niezależni i jeśli ten "porządek" mają wprowadzić ustawy PIS, to już go nie wprowadzać i poczekać na rozsądniejszą partię u władzy.

      Natomiast spółdzielnie mieszkaniowe to rak. W swojej poprzedniej pracy często kontaktowałem się ze spółdzielniami w sprawie remontów. Szczerze, to połowa przetargów jest ustawiona. Ustawiona, czyli ani pieniądze mieszkańców nie są najważniejsze, ani jakość wykonania. Tylko kto ma dobre znajomości z zarządem albo kto prezesowi więcej posmaruje pod stołem.
      Sami prezesi spółdzielni mają mentalność pana na włościach, niech plebs nawet nie zawraca głowy takiemu władcy. A to zwykłe pasożyty żerujące na pieniądzach mieszkańców.

    •  

      pokaż komentarz

      @putinex: Z tym że w spółdzielniach spółdzielcy, mają realną możliwość zmiany władz. Ale do tego trzeba zorganizować się większą grupą spółdzielców.
      Tylko na początek wypadałoby przeczytać ustawę o spółdzielniach i zobaczyć jakie ma się prawa.

    •  

      pokaż komentarz

      Z tym że w spółdzielniach spółdzielcy, mają realną możliwość zmiany władz. Ale do tego trzeba zorganizować się większą grupą spółdzielców.

      @minvt: ale jak prezesem jest typowy Janusz, to bardzo ciężko będzie się zorganizować i go ustawić do pomocy. Weźmie do siebie prawnika i karze mu szukać wykrętów. A że nasze prawo jest dziurawe więc...

      Przypomina mi się sprawa sprzed 10 lat w związku z Kupieckimi Domami Towarowymi. Handlarze chcieli budować się pod Pałacem, ale zarząd grał z ratuszem na udry. Potem HGW wyj$%?ła ich widowiskowo z hali.
      Po kilku miesiącach okazało się, że władze spółki wyprowadziły spory majątek i niemal doprowadziły ją do bankructwa

    •  

      pokaż komentarz

      Zarząd spółdzielni który powinien reprezentować wolę spółdzielców i dbać o ich interesy

      @putinex: XD

    •  

      pokaż komentarz

      @putinex: Masz racje, ale problemem jest to, że jakieś dobre 75% właścicieli takich mieszkań nie interesują spotkania spółdzielcze. Stąd własnie jest jak jest, że wygrywają osoby zainteresowane, które aktywnie współpracują z władzami spółdzielni.

    •  

      pokaż komentarz

      ale jak prezesem jest typowy Janusz, to bardzo ciężko będzie się zorganizować i go ustawić do pomocy. Weźmie do siebie prawnika i karze mu szukać wykrętów. A że nasze prawo jest dziurawe więc...

      @Miedzyzdroje2005: Jeśli taki Janusz nie chce współpracować, to go wymienić.
      Spółdzielnie mają to do siebie, że nie ważne czy masz 10 tys udziałów czy jeden udział w spółdzielni, to masz tylko jeden głos. Demokratycznie. Więc i demokratycznie można w takiej spółdzielni zmienić władze.
      Z tym że trzeba najpierw przeczytać ustawę. Ludzie nawet nie chodzą na walne, bo myślą że nic to nie zmieni i tak się koło zamyka. Czyli jak wszystko w Polsce, tylko każdy gada, a nic nie działa w kierunku żeby coś zmienić.

    •  

      pokaż komentarz

      @minvt: Chyba w Łodzi był jakiś prezes dużej spółdzielni który prawie doprowadził ją do bankructwa. W końcowym okresie trzymał się stołka tak mocno, że barykadował się z biurze by móc zgodnie z prawem wyprowadzać majątek.

  •  

    pokaż komentarz

    Zgromadzenia, na zlecenie SBM "Stokłosy", ma pilnować trzech ochroniarzy - dwóch bez licencji oraz jeden z licencją.
    Nazwijmy to po imieniu- 1 ochroniarz i 2 cieciów z łapanki.

    - Po co komu broń na walnym? Będą do nas strzelać, gdy powiemy coś, co nie spodoba się władzom spółdzielni? - pytają.
    Przede wszystkim przy jakimkolwiek przejawie sprzeciwu użyją argumentu "ty go atakujesz, muszę cię wyjebać".

    Kolejne władze SBM "Stokłosy" od lat mają plan, aby wyburzyć rozlatujący się pawilon i postawić tam kompleks mieszkaniowo-usługowy. Żadnemu prezesowi do tej pory nie udało się zmierzyć z tym tematem, m.in. ze względu na strach przed reakcją spółdzielców.
    No to właśnie sobie odpowiedzieli na pytanie czemu tam ma być cieć z bronią ostrą. Perswazja.

  •  

    pokaż komentarz

    mogą się pojawić ochroniarze z ostrą bronią

    I mogą sobie ją co najwyżej wsadzić w dupę.

  •  

    pokaż komentarz

    Jeśli deweloper czai się na miejsce pawilonu handlowego, to nie ma bata - w końcu to miejsce przejmie. Ten zarząd spółdzielni chyba zbyt prostacko przygrał grożąc mieszkańcom bronią, ale przyjdzie następny coś pościemnia, albo wbrew mieszkańcom wyda zezwolenie / sprzeda. To kwestia czasu. Deweloper się nie spieszy, a ludzie nie mają czasu stać w kolejce po protest.

  •  

    pokaż komentarz

    W mojej wspólnocie zarząd robił co chciał bo praktycznie sami emeryci byli co się niczym nie interesowali.
    Gdy trochę młodszego pokolenia się wprowadziło na osiedle to w końcu się miarka przebrała i został odwołany.
    Niestety na tym się sprawa nie zakończyła.
    Jeden z członków starego zarządu został w nowym zarządzie by "patrzeć mu na ręce" by nie było później oskarżeń, że nowy zarząd coś kombinuje by stary udupić itp. itd.
    Ale działał ewidentnie na szkodzę zarządu i szybko został z niego wywalony.
    Później to były zarząd zmienił taktykę i zaczął zaskarżać do sądu każdą decyzję nowego.
    I robi to w taki perfidny sposób, że skargę składa do sądu ostatniego dnia.
    Najgorzej na tym wyszła spółdzielnia dla tego, bo planowała sprzedać poddasza by ktoś je zaadoptował na mieszkania.
    W optymistycznym wariancie to dostałaby ze sprzedaży prawie milion zł. Co by wystarczyło na planowany remont instalacji elektrycznej i elewacji. Plus nowi lokatorzy to by się też dorzucali do czynszu.
    Ale, że decyzja o sprzedaży została zaskarżona to nikt się teraz nie odważy kupić mieszkań a sprawa może i z 1.5 roku się ciągnąć. Przez co w międzyczasie potencjalna wartość poddaszy może zmaleć a koszty remontu wzrosnąć.
    A najlepsze jest to, że były członek zarządu co zaskarżył decyzję sprzedaży poddaszy sam chciał jedno wykupić kilka lat wcześniej tylko, że za grosze ale mu się nie udało.
    A tak był pewien swego, że zdążył puścić rury ze swojego mieszkania na poddasze w ramach przygotowania do jego adaptacji.