•  

    pokaż komentarz

    Wielka depresja z lat 30. ubiegłego wieku w USA, rosyjski kryzys finansowy z 1998 r. czy w końcu upadek Lehman Brothers przed dekadą, który odbił się echem w Europie w postaci kryzysu zadłużeniowego w 2010 r. - każde to wydarzenie było bolesne w skutkach nie tylko dla gospodarek, firm, ale przede wszystkim dla obywateli. Niestety świat finansów nie wymyślił jeszcze narzędzi umożliwiających precyzyjne wyznaczenie daty zbliżającego się kryzysu, co pozwoliłoby się do niego przygotować.

    Są jednak pewne wskaźniki, pomagające ekspertom dostrzec negatywne zmiany w gospodarce i sugerujące, że recesja czai się za rogiem.

    - Poza samym indeksem akcji, którego słabość, średnio z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem wskazywała na możliwą zmianę fazy cyklu koniunkturalnego, można znaleźć kilka szeroko stosowanych wskaźników "prognozujących" punkty przesilenia w gospodarce. Niektóre są fundamentalne, tj. dynamika nowych zamówień w przemyśle czy liczba pozwoleń na budowę domów. Inne są bardziej rynkowe, uzależnione od oczekiwań inwestorów (spready kredytowe). Są też takie, w których fundamenty gospodarcze mieszają się z postrzeganiem rzeczywistości przez uczestników rynków (krzywa rentowności, polityka kredytowa banków) - wyjaśnia Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.

  •  

    pokaż komentarz

    Dlaczego właśnie teraz piszemy o kryzysie?

    Tylko dlaczego w ogóle teraz o tym piszemy? Przecież źle nie jest. W ubiegłym roku PKB w Polsce zwiększył się realnie o 4,6 proc., tj. najwięcej od 2011 r. Po raz pierwszy w historii wolumen PKB po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej osiągnął poziom 70 proc. średniej unijnej. W pierwszym kwartale tego roku dynamika wzrostu przekroczyła 5 proc., a niektóre instytucje zaczęły rewidować w górę prognozy na cały rok. Płace rosną, inwestycji przybywa.

    Sęk w tym, że jesteśmy na szczycie cyklu koniunkturalnego. A to oznacza, że niebawem będziemy hamować. Oczywiście spowolnienie to jeszcze nie kryzys. Ale gdy weźmiemy pod uwagę chociażby sytuację geopolityczną, wojny handlowe czy wyceny aktywów na rynkach finansowych, to zaczyna się robić niebezpiecznie. A Polska nie jest samotną wyspą. To, co dzieje się na świecie, zwłaszcza w USA, wpływa również na naszą gospodarkę.

  •  

    pokaż komentarz

    Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl:

    Jeżeli miałbym wybrać jakiś wskaźnik, który byłby wart rozważenia, to skupiłbym się na wnioskach o zasiłki dla bezrobotnych w USA (jobless claims). Po pierwsze pochodzą one z największej gospodarki świata, która wyznacza cykl koniunkturalny na świecie. Po drugie dane mają długą historię, co ułatwia ich analizę. Po trzecie dane te są publikowane co tydzień, więc są aktualne. Po czwarte charakteryzują się stabilnym trendem, który w okresach dobrej koniunktury jest łagodnie spadkowy, a gdy przychodzi jej spowolnienie lub załamanie, mamy szybki wzrost zasiłków.

    Można więc użyć tego wskaźnika jako pewnego rodzaju ostrzeżenia: "Dzieje się coś niepokojącego". Jego wadą mogą być czasami gwałtowne wahania publikacji z tygodnia na tydzień. Jest jednak i na to metoda. Można użyć kilkutygodniowej średniej kroczącej, która niweluje wahania w krótkim czasie i łatwiej pozwala zidentyfikować trend.

    Obecnie liczba zasiłków dla bezrobotnych w USA jest najniższa od niespełna 50 lat i wynosi ok. 220 tys. Nie przywiązywałbym się jednak do wartości nominalnej tego wskaźnika, ale obserwował, kiedy nastąpi silne jego odbicie. Wydaje się, że jego wzrost (średniej z 4 miesięcy) o 50-70 tys. od minimów powinien być już niepokojący, coś jakby żółta kartka dla amerykańskiej gospodarki. Może oznaczać zbliżanie się spowolnienia gospodarczego.

    Taki wzrost nastąpił między lipcem 2007 r. i marcem 2008 r., czyli na dobre kilka miesięcy przed okresem załamania gospodarczego. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w okresie od czerwca do grudnia 2000 r. (silny wzrost wniosków o zasiłki). Również wtedy szerokie spowolnienie gospodarcze nastąpiło dopiero od II kwartału 2001 r., czyli po kilku miesiącach. Analogicznie sytuacja wyglądała w drugiej połowie 1989 r. przed recesją 1990/1991, a także przed spowolnieniami w latach 70. oraz 80. ubiegłego stulecia.

    Mimo tych silnych zależności i "wyprzedzającego charakteru wskaźnika" cały czas warto na pojedyncze dane patrzeć ostrożnie.

  •  

    pokaż komentarz

    Najprawdopodobniej szczyt koniunktury w strefie euro przypadł na drugą połowę 2017 r. W Polsce także prawdopodobnie za nami jest już najszybszy wzrost w obecnym cyklu koniunkturalnym i druga połowa roku może być słabsza niż pierwsza, a PKB raczej spowolni, niż przyspieszy w przyszłym roku - uważa Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

    Te wskaźniki wieszczą kryzys

    Zapytaliśmy kilku ekspertów, które wskaźniki dla nich są szczególnie ważne do przewidywania negatywnych zmian w gospodarce. Otrzymaliśmy propozycje niekiedy zupełnie nieoczywistych wykresów. Warto jednak pamiętać, że żaden z nich nie da nam jasnej odpowiedzi na pytanie: kiedy dokładnie nadejdzie kryzys. Wskazują one natomiast, że coś "wisi w powietrzu".

    Źle się dzieje, gdy banki nie chcą dawać kredytów



    Foto: oprac. Jarosław Niedzielewski / BloombergNiechęć banków do udzielania kredytów zaczynała rosnąć przed uderzeniem recesji

    Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji InvestorsTFI:

    Wskaźnikiem, który może mieć zastosowanie przy szukaniu zmiany trendu w gospodarce, jest polityka kredytowa banków wobec firm i osób fizycznych. Sektor bankowy, ze względu na dość szybki dostęp do informacji dotyczących funkcjonowania wielu podmiotów, ma możliwość nieco wcześniej niż inni uczestnicy rynku dostrzec symptomy nadchodzącego pogorszenia koniunktury.

    Dlatego warto jest czasami spojrzeć na wskaźnik pokazujący zmianę w nastawieniu do akcji kredytowej. Zaostrzenie polityki i kryteriów przy udzielaniu kredytów i pożyczekskutkuje po kilku miesiącach wyraźnym spadkiem zdolności do finansowania się przedsiębiorstw, co może prowadzić do zaostrzenia formy spowolnienia gospodarczego. Dziś przynajmniej w USA taki problem nie występuje. Banki są skłonne do udzielania kredytu przedsiębiorcom, a firmy coraz skrzętniej z tej możliwości korzystają i nic nie wskazuje na to, żeby miało się coś w tej materii zmienić do końca roku.

  •  

    pokaż komentarz

    Wysokość wieżowców ma znaczenie



    Foto: Rkantor.com

    Robert Galoch, kierownik dealingroomu Rkantor.com:

    Prognozowanie wystąpienia kryzysu jest bardzo trudne i wymaga przeanalizowania szeregu czynników makroekonomicznych, które występują w największych gospodarkach. Jednak w celu uproszczenia "prognozy" i z dużym przymrużeniem oka można doszukiwać się korelacji wystąpienia kryzysu choćby z pojawianiem się rekordowych pod względem wysokości wieżowców.

    W ciągu ostatnich 100 lat największe kryzysy zbiegały się z oddaniem do użytku najwyższych budynków na świecie. Do lat 90. XX wieku były one zawsze budowane w Stanach Zjednoczonych. Hegemonię amerykańskich wieżowców przerwały kraje azjatyckie (głównie Chiny) oraz państwa bliskowschodnie.

    Pojawienie się najwyższych budynków w tej części świata jest spowodowane silnym rozwojem krajów azjatyckich, który napędzały reformy ekonomiczne oraz eksploatacja bogatych złóż surowcowych. Jeśli ten trend by się utrzymał, to w ciągu najbliższych dwóch lat powinniśmy spodziewać się następnego kryzysu. Należy jednak pamiętać, że powyższe dane zestawiono na zasadzie zbieżności, która wystąpiła kilkukrotnie w przeszłości – nie jest to jednak zależność przyczynowo-skutkowa.

    Bezrobotni w USA powodem do obaw