•  

    pokaż komentarz

    Yup, bo to szkoła ma wychować dziecko, a nie rodzic - jedno zdanie podsumowujące to, co jest sp!#!#?#one w mentalności niektórych 'rodziców'.

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut: Wlasnie sie zastanawiam po co ta madka sprawdza mu zeszyty i co musi umiec, debil jakis z tego dziecka

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut: Przecież w tym artykule nie chodzi o przerzucanie tego wychowywania, tylko o to, że zadaje się za dużo prac domowych.

    •  

      pokaż komentarz

      że zadaje się za dużo prac domowych.

      @Abomination: A potem w pracy nie ma komu robić, bo każdy się nauczył op!@$??#ania i cwaniakowania...Czym skorupka za młodu nasiąknie...itd.

    •  

      pokaż komentarz

      bo to szkoła ma wychować dziecko, a nie rodzic

      @Bilut: Zadania domowe jak element wychowawczy?! Ciekawa teoria, bo zawiera w jednym od "Per aspera ad astra" do "Arbeit macht frei"...
      Szkoła ma nauczać, a nie rodzic, dokładnie odwrotnie jak w przypadku wychowania. Dość często musiałem siedzieć ze swoimi dziećmi, bo nauczyciel matematyki był kretynem skoro nie był w stanie przekazać podstaw tej dziedziny nauki. Podatki zaś w swym uposażeniu chętnie pobierał z mojej kieszeni...

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut Tu nie chodzi o to, że szkoła ma wychować dziecko, tylko o to, że to dziecko ma dużo zadań domowych - w tym zadań, w których muszą mu w mniejszym lub większym stopniu pomagać rodzice.

    •  

      pokaż komentarz

      @fryferykkompot: Lol. A ty jak wracasz z pracy to chciałbyś usłyszeć, że się up@%@@@?asz i cwaniakujesz? No raczej nie. A dzieci też mają prawo odpocząć i korzystać z życia, a nie tylko szkoła, lekcje i spać.

    •  

      pokaż komentarz

      @Abomination: @praha1: Nie, nie ma za dużo. Za dużo to ma zajęć dodatkowych i rozpraszaczy - nad którymi rodzicom nie chce się panować. A potem marudzenie na szkołę i zadania domowe.

      I nie p?%%#!%cie mi tutaj o prawie dzieci do odpoczynku i korzystania z życia. Nikt mnie nie przekona, że zadań jest tyle, że nie ma na nic innego czasu. Wyolbrzymianie sytuacji, "bo mój brajanek czy inna dzesika nie daje sobie rady w szkole". k!$?a mać weźże się do roboty jako rodzic i zadbaj o to, żeby Twoje dziecko umiało logicznie myśleć i umiało samodzielnie odrabiać prace domowe.

      I tu nawet nie chodzi o wspólne odrabianie lekcji - tu chodzi o wyrobienie w dziecku zdolności do nauki - bo to tego najbardziej im aktualnie brakuje. Z resztą tak samo jak rodzicom, którzy 'publikują/napędzają' takie brednie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut Stary...nie ma się co emocjonować. Ja tylko stwierdzam, co jest w artykule, a nie bronię rodziców. Nauczycieli zresztą też nie.
      A co do Twojej wypowiedzi, to w dużej mierze się z nią zgadzam. Wielu młodym ludziom brakuje teraz zdolności (a może i chęci) samodzielnego, analitycznego myślenia. Za tzw. "moich czasów" też było dużo prac domowych i sam sobie z nimi radziłem. Rodzice owszem - pomagali, ale na etapie nauczania początkowego. Później działałem sam:-)

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut: szkoła ma ksztaltować i dawać możliwości a nie być zamiennikiem rodziców. k?@#a, musisz być na paradokumentach i mcdonaldsie wychowany..

    •  

      pokaż komentarz

      @praha1: Eh sorry. Po prostu ten wpis trafia 'blisko serca'. Mam w rodzinie dokładnie taką samą sytuację i widzę, jak potencjał mojej chrześnicy jest marnowany właśnie takim podejściem rodziców do sprawy. Zamiast poświęcać jej czas to pakują wszystko w zajęcia dodatkowe i korki. W rezultacie dziewczyna w 4 klasie podstawówki nadal usiłuje liczyć na palcach na matematyce. I potem biadolenie jaka to szkoła zła.

    •  

      pokaż komentarz

      nauczyciel matematyki był kretynem

      @videon: zobacz jakie twoje dziecko ma szczęście, że ma takiego rodzica jak ty. Twoje dziecko będzie ci do końca życia wdzięczne, że mu pomogłeś

    •  

      pokaż komentarz

      zobacz jakie twoje dziecko ma szczęście, że ma takiego rodzica jak ty

      @zimnylehc: Ty byś nie pomógłbyś w takiej sytuacji? Nie sądzę...

    •  

      pokaż komentarz

      @videon: jak bym miał dziecko w de to bym nie pomagał, ale pomagam, nawet się pytam czy mogę pomóc, w końcu to moje dziecko

    •  

      pokaż komentarz

      Za tzw. "moich czasów" też było dużo prac domowych i sam sobie z nimi radziłem. Rodzice owszem - pomagali, ale na etapie nauczania początkowego. Później działałem sam:-)

      @praha1: ja też tego nie ogarniam, ja goniłem matkę już w 3 klasie bo ta się uparła że będzie mi sprawdzać zadania domowe... no i musiałem poprawiać szlaczki bo wg niej były nie wystarczająco ładne. Trzeba powiedzieć sobie prawdę w oczy "mam dziecko tępaka co nie ogarnia", wśród moich równieśników też było dużo dzieci co nie rozumiało wiec nihil novil.

    •  

      pokaż komentarz

      Bo polski system jest zj$?@ny. Jak się zapiszesz do 1A, to ciągniesz z tymi samymi uczniami do 8A i nie ważne ze w tej samej klasie masz 2 geniuszy, większość średniaków i paru „debili”, a program jest jeden dla wszystkich.
      W Genewie (nie wiem jak w innych kantonach, bo edukacja niższa jest w gestii kantonów, a nie federacji) co roku jesteś w innej klasie. Jest klasa geniuszy, średniaków, a ci najslabsi
      maja swoją klasę ( a w skrajnych przypadkach szkołę). Więc poziom jest wyrównany. I fakt, te osoby ze słabszych klas nie maja szans pójść na uniwersytet, tylko do zawodówki, ale po niej w większości przypadków maja zapewnioną pracę ( całkiem przyzwoicie płatna).

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut: Czytanie ze zrozumieniem to nie jest Twoja najmocniejsza strona, prawda?

    •  

      pokaż komentarz

      był kretynem skoro nie był w stanie przekazać podstaw tej dziedziny nauki

      @videon: a może jaki ojciec takie dzieci?

    •  

      pokaż komentarz

      I nie p!?@$?#cie mi tutaj o prawie dzieci do odpoczynku i korzystania z życia. Nikt mnie nie przekona, że zadań jest tyle, że nie ma na nic innego czasu. Wyolbrzymianie sytuacji,

      @Bilut: Wyglada na to że znasz się na rzeczy, można zapytać ile masz potomstwa i w jakim wieku?

    •  

      pokaż komentarz

      a może jaki ojciec takie dzieci?

      @wuadek: No całkiem możliwe, tylko jak ten nauczyciel się prześlizgnął przez te lata studiów? Są też tacy kretyni, którzy myślą że są złośliwi ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut Szkoła ma uczyć a rodzice wychować. Znam ten ból. Też muszę z dzieckiem usiąść do zeszytów.

    •  

      pokaż komentarz

      @videon: Są też tacy. Jak i dziedziczne matoły z matematyki. Jeżeli synowi coś musisz tłumaczyć pół dnia to albo brakuje ci wiedzy albo talentu pedagogicznego. Pewnie obu tych rzeczy. A syn jezeli własny to pewnie ma podobnie. Pewnie ładnie rysujesz. Skup się na mocnych stronach. W polityce braki z matematyki nie szkodzą. ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

    •  

      pokaż komentarz

      Jeżeli synowi coś musisz tłumaczyć pół dnia to albo brakuje ci wiedzy albo talentu pedagogicznego.

      @wuadek: Co jeszcze miałeś w tej wizji? Może też słyszysz drugi głos w głowie? Naprawdę, tu nie pomogę Ci. Dzieciakom tłumaczyłem nowe tematy w max 30 min, to że Ty musisz nad tym ślęczeć pół dnia, to sorry. Natura nie ma poglądów socjalistycznych i nie rozdaje każdemu po równo.¯\_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      No całkiem możliwe, tylko jak ten nauczyciel się prześlizgnął przez te lata studiów?

      @videon: Większość studiów pedagogicznych to gówno kierunki nastawione na zapamiętywanie i odtwarzanie treści, które zadał wykładowca. Średnio inteligenty szympans, a nawet seba z blokowiska spokojnie by je ogarnął. Biorąc pod uwagę też zarobki nauczycieli, to można rzec, że jest to zawód dla mało ambitnych ludzi, którzy swoją sytuację tłumaczą "powołaniem do nauczania dzieci", a gdy przychodzi co do czego to jedyne co potrafią tak samo zresztą jak inni pracownicy ze sfery budżetowej, to protestować, zamiast odmienić swój los poprzez zmianę pracy, która da im wyższe zarobki. No ale przecież nie skalają się pracą na produkcji za większe pieniądze, bo przecież to są pracownicy "umysłowi", których jedynym osiągnięciem w życiu zawodowym jest odtwarzanie treści, które napisał ktoś inny kilka lat, czy kilkanaście lat wcześniej. No ale zapewniona stabilna umowa o pracę zapewniona dzięki plecom na kolejne 20 lat, nawet za najniższą krajową nie śmierdzi, a frustację za swoje życie przelewają między innymi poprzez zadawanie sporej ilości zadań uczniom, bo przecież jego gówno przedmiot pokroju "plastyki" czy "przyrody" jest najważniejszy, więc pokaże to uczniom w ten sposób, że dowali im pierdyliard zadań, które nie przydadzą im się w życiu praktycznie nigdy, tylko w momencie edukacji na zaliczaniu sprawdzianu z pszyry.

    •  

      pokaż komentarz

      @Abomination Ja p#???$%e jak ja dziękuję Bogu ze już nie muszę chodzić do tego skansenu który mi więcej zaszkodził niż pomógł...

    •  

      pokaż komentarz

      @videon: Fakt. Mi nikt nigdy nie musiał w nauce pomagać. Sam się nawet nauczyłem czytać. Nawet pamiętam pierwszą "przeczytaną" liczbę - 1976. W telewizji nowy rok był. Gdy byłem mały mnie nurtowało pytanie, dlaczego inni jakoś tak maja z wszystkim problemy. Teraz wiem że żadnej w tym winy nie ma. Taki świat. Miłego dnia. Nie zapomnij bystremu coś nowego dzisiaj przekazać. ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

    •  

      pokaż komentarz

      Nie zapomnij bystremu coś nowego dzisiaj przekazać.

      @wuadek: Niezły pomysł, więc przekazuję Ci motto na dziś, byś nie oceniał nieznajomych, bo sam wychodzisz na takiego "bystrzaka" który całe życie się uczył, a umarł jako głupiec. Moje dzieci zmieniły szkołę i tu są nauczyciele kompetentni, więc moja ingerencja w ich dokształcanie jest całkowicie zbędna. Miłego wieczoru.

    •  

      pokaż komentarz

      A potem w pracy nie ma komu robić, bo każdy się nauczył op%@?!?!ania i cwaniakowania..

      @fryferykkompot: W cywilizowanym kraju człowiek wychodzi ze szkoły czy z pracy (tu odbija kartę na bramie) i ma wolne, czas dla siebie.
      Rzetelnie pracować czy uczyć się ma w czasie przeznaczonym na pracę/ naukę, nie po godzinach.

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut: ale ty spierdol.ony jesteś. Masz dzieci ???? Mój łepek (9 lat) siedzi w szkole od 7:30 do 16:30 bo starzy pracują. Żona odbiera dzieciaka, robi zakupy, jedzie ok 45 min do godziny do domu. W domu są ok 18. Żona robi obiadokolacje, jedzenie i siadają do lekcji. Trwa to ok 1-2 godziny kierunek licząc czytania lektury, malowania jakiś gównianych rysunków. I co, powiesz mi że dzieci mają za dużo czasu ? W świetlicy nauczyciele mają wywalone na dzieciaki. Pomoc w odrabianiu lekcji ???? Zapomnij.

    •  

      pokaż komentarz

      @reflex1: Jednak polscy uczniowi są jedni z najlepszych na świecie. Trudno powiedzieć przez co dokładnie

    •  

      pokaż komentarz

      Szkoła ma nauczać, a nie rodzic, dokładnie odwrotnie jak w przypadku wychowania

      @videon: jedynym z elementów wychowania jest nauczenie samodzielnej realizacji zadań, planowania działań i rozwiązywania problemów. Takie samo ogarnięcie. I do tego min służą pracę domowe.

    •  
      namtu via Android

      +9

      pokaż komentarz

      Dość często musiałem siedzieć ze swoimi dziećmi, bo nauczyciel matematyki był kretynem skoro nie był w stanie przekazać podstaw tej dziedziny nauki

      @videon Matematyki nie da się "przekazać" w szkole. Trzeba przećwiczyć, żeby zrozumieć, utrwalić i nauczyć się stosować w praktyce.

    •  

      pokaż komentarz

      @namtu: Oczywiście, że tak. Wykuć na blachę to można wiersz z polskiego, albo daty z historii. Pewnych rzeczy nie da się nauczyć tylko w szkole. To tak jakby programista przeczytał kilka książek i miał iść zarabiać te 15k, pisząc poważne aplikacje.

    •  
      namtu via Android

      +6

      pokaż komentarz

      Zamiast poświęcać jej czas to pakują wszystko w zajęcia dodatkowe i korki

      @Bilut no właśnie korków na etapie podstawówki to zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć. Dziecko ma z czymś problem to siadam i pomagam. Jak z nim sam pracuję to przynajmniej mogę sam ocenić nad czym trzeba więcej popracować a co mu idzie łatwo.

    •  

      pokaż komentarz

      @reflex1: integracja, wiem że to lewackie ale jest ludzkie. Być może gdybyś miał do czynienia z dziećmi które mają jakieś ułomności nie nazywałbyś ich debilami. To co opisujesz to segregacja.

    •  

      pokaż komentarz

      @zimnylehc: i tak być powinno. No sorry, ale jak się chciało dziecko, to trzeba się nim opiekować, bawić się z nim, sprawdzać zeszyty i pomagać się uczyć. Tylko madkom się w dupach przewraca, bo oczekują że skoro urodziły to wszyscy wokół mają wychować, nauczać i się opiekować tylko nie madka, bo ona wysłała do szkoły, na korki i na zajęcia dodatkowe, a sama palcem nie kiwnie, bo ona "nie jest od tego".

    •  
      namtu via Android

      0

      pokaż komentarz

      To tak jakby programista przeczytał kilka książek

      @marcinwlo parafrazując kolegę @videon: "musiałem siedzieć po nocach, bo wykładowca języków programowania był kretynem skoro nie był w stanie przekazać podstaw programowania". Chyba pozwę swoją alma mater o jakieś odszkodowanie za stracony czas:)

    •  

      pokaż komentarz

      @adriansi: z czym trzeba pomóc 9 latkowi?

    •  

      pokaż komentarz

      @OraclePL: Raz ze byli. Obecnie spadliśmy. A dwa to właśnie przez to ze muszą „pracować” w domu. Wśród moich znajomych (i rodziny mojej kobietki) w Genewie, dzieciaki odrabiają lekcje max godzinę dziennie + maja tylko 4 dni szkoły (w pierwszych dwóch etapach), środa jest wolna.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pimpa: Dlatego wziąłem to w cudzysłów.

    •  

      pokaż komentarz

      musiałem siedzieć po nocach, bo wykładowca języków programowania był kretynem skoro nie był w stanie przekazać podstaw programowania

      @namtu: Język programowania to skończony i niezbyt liczebny zbiór słów kluczowych, to mogłeś wykuć na blachę jak Inwokację z Pana Tadeusza. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  
      namtu via Android

      +4

      pokaż komentarz

      Język programowania to skończony i niezbyt liczebny zbiór słów kluczowych, to mogłeś wykuć na blachę jak Inwokację Pana Tadeusza.

      @videon ależ to zrobiłem! Tylko nie wiedzieć czemu dalej nie umiałem programować i nie chcieli mi za to zapłacić tych 15 k :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut: nie, szkoła ma uczyć dzieci a nie je wychowywać. Od wychowywania są rodzice. Mentalność niewolników.

    •  

      pokaż komentarz

      nie chcieli mi za to zapłacić tych 15 k

      @namtu: Bo tam płacą za wiedzę z dziedziny algorytmizacji, a nie ze sposobów użycia case czy if ¯\_(ツ)_/¯

    •  
      namtu

      0

      pokaż komentarz

      Bo tam płacą za wiedzę z dziedziny algorytmizacji

      @videon: za samą wiedzę nie płacą - płacą za skuteczne jej stosowanie w praktyce :)

    •  

      pokaż komentarz

      @videon: Przez lata studiów zdawał egzaminy z wiedzy, a nie z umiejętności jej przekazywania

    •  

      pokaż komentarz

      za skuteczne jej stosowanie w praktyce

      @namtu: Owszem, ale to już jest skutek nie przyczyna. Choć patrząc na budowę bazy danych Płatnika ZUS to można mieć pewne wątpliwości czy oba elementy są konieczne do wypuszczenia na rynek kosztownego softu... ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @reflex1: 4 dni w tygodniu może i tak ale całe chyba lato chodzą do szkoły.

    •  

      pokaż komentarz

      egzaminy z wiedzy, a nie z umiejętności jej przekazywania

      @LyingLion: Na pedagogice?! Myślisz, że tam się pojawiają osoby z wiedzą z zakresu stricte akademickim? Przypomniałeś mi pewien dowcip z brodą...

      pokaż spoiler Profesorowi przeciekał kran, więc wezwał hydraulika. Hydraulik przez 10 minut podłubał przy kranie i policzył 100 zł. Profesor się strasznie zdenerwował, że on, osoba wykształcona, zarabia grosze, a hydraulik za chwilę roboty policzył sobie spore pieniądze. Hydraulik na to:


      - Wie pan co... U nas w spółdzielni szukają teraz pracowników. Zgłosi się pan i będzie pan pracował jako hydraulik. Tylko niech pan nie mówi, że pan jest profesor. Najlepiej będzie, jeśli pan powie że pan skończył 7 klas podstawówki.

      Profesor tak właśnie zrobił i pracował przez jakiś czas, ale przyszło zarządzenie kierownictwa, że wszyscy pracownicy mają mieć skończoną podstawówkę. Więc profesor, chcąc nie chcąc, musiał iść na kurs razem z kolegami z pracy, żeby się nie wydał kłamstwo.

      Na pierwszych zajęciach nauczyciel wziął profesora do tablicy każe policzyć pole koła. Profesor wypisał bardzo zgrabną całkę, ale wynik mu wyszedł ujemny.

      Myśli, myśli, i nagle słyszy szept z pierwszej ławki:

      - Zmień granice całkowania...

    •  

      pokaż komentarz

      Trzeba powiedzieć sobie prawdę w oczy "mam dziecko tępaka co nie ogarnia", wśród moich równieśników też było dużo dzieci co nie rozumiało wiec nihil novil.

      @ameliniummm:

      JUŻ NIE MA TĘPAKÓW
      Wszystkie dzieci są wyjątkowe, mądre i inteligentne, tylko niektóre są bardziej przez wrogi system uciskane.
      Gdyby tylko im tak pomóc i program uprościć...

      i tutaj jakże prawdziwy filmik
      https://www.youtube.com/watch?v=Ig21bups91c

    •  

      pokaż komentarz

      Gdyby tylko im tak pomóc i program uprościć...

      @graf_zero: lol ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @OraclePL: Nie. Maja skrócone tzw fête de patates (takie nasze polskie wykopki ziemniaczane), zimowe,jesienne i letnie tylko o tydzień (w tum roku zaczynali 27.08, w przyszłym zaczną 25.08.

    •  

      pokaż komentarz

      Yup, bo to szkoła ma wychować dziecko, a nie rodzic - jedno zdanie podsumowujące to, co jest sp!#!#?#one w mentalności niektórych 'rodziców'

      @Bilut:

      Ale co to jest za wychowanie? Kiedyś program był mniej przeładowany, teraz to jakieś szaleństwo.
      Założenie szkoły jest takie, że nastolatek ma siedzieć w niej za biurkiem od 8 do 15. Ok, da się znieść, choć mam swoje uwagi na temat tego jak przestarzałe i nieprzydatne są metody nauczania w polskich szkołach (typu na przykład ciągle wykłady). No ale niech będzie.

      tylko oprócz tego - dzieciaki do tych szkół często dojeżdżają, w dużym mieście policz na to póltora godziny - godzinę jeśli np. liceum jakieś lepsze.

      I po tym wszystkim szkoła zakłada, że dziecko po południu zamiast nie wiem, grać na na gitarze, czytać dla przyjemności, zgłębić dalej dla siebie temat który go interesuje (nawet w formie projektu na ocenę po jakimś większym czasie, czemu nie) ma siedzieć 2-3 godziny za biurkiem i pisać sztampowe, nudne wypracowanie o tym czym się różni telimena od zosi.
      A potem akurat można umyć żeby i iść spać, żeby rano wstać i od nowa.

      Ja się nawet nie dziwię tym "rozpraszaczom" o których gdzieśtam dalej piszesz - jeśli dzieciak jedyną szansę na kontakt z rówieśnikami po południu ma na facebooku czy snapchacie to się nie dziwię że wyrywa te pojedyńcze minuty żeby sobie poprzeżywać te swoje pierwsze miłości czy przyjaźnie. Robi to, co my robiliśmy osobiście.

      No i wielki efekt tego "wychowania" przez polski system edukacji:
      kto się napracuje, spróbuje coś odkrywczego napisać - dostanie ocenę, że ok, a życie sobie jednak zmarnuje. Bo napracuje się cieżko (de facto całe wieczory na to poświęcając) - a ani nie przełoży się to na jego sukces zawodowy (bo rekrutacja na studia oprze się na maturze, która obejmie kilka przedmiotów) - ani na jakiś ogólny rozwój, bo celem naszego system edukacji nie jest sprawienie, że człowiek dowie się czegoś o otaczającym go świecie a sprawienie, że będzie miał w pamięci jakiśtam wycinek encyklopedii powszechnej. Tzn. żeby wymienił listę 50 największych miast w Afryce, ale nie żeby potrafił pokazać na mapie gdzie jest ta cała Hurghada w której był na wakacjach.

      kto ten system spróbuje ominąć, przycwaniakuje, przepisze czy gdzieś z internetu spisze - wyjdzie na tym tak samo, tylko będzie miał lżej.
      Te prace domowe są tak często zadawane, że nauczyciel nie ma czasu sprawdzić każdą dogłębnie, zastanowić się, indywidualnie podpowiedzieć uczniowi, nad czym pracować, co dobre a co złe. W większości są też serio bardzo nudne i sztampowe, nie można się raczej wykazać i zrobić czegoś kreatywnie i z pożytkiem. ( i tak być musi przy ich ilości - to się musi dać sprawdzić w dwie minuty, skoro są tak często zadawane).

      I potem w pracy dramat, bo każdy nauczony od małego, że najlepsze efekty są wtedy, gdy się zasymuluje, że pracuje się ciężko, posiedzi po godzinach, ale z tego pół czasu na kawie i facebooku.

    •  
      namtu

      +1

      pokaż komentarz

      Choć patrząc na budowę bazy danych Płatnika ZUS to można mieć pewne wątpliwości czy oba elementy są konieczne do wypuszczenia na rynek kosztownego softu

      @videon - nie no weź... to zagranie poniżej pasa XD - soft pisany na potrzeby administracji państwowej to zupełnie osobna kategoria do której zwykłe reguły się nie stosują ;) To jakbyś od astrologów oczekiwał pracy zgodnej z metodą naukową ;)

    •  

      pokaż komentarz

      nie p!@!!$?cie mi tutaj o prawie dzieci do odpoczynku i korzystania z życia. Nikt mnie nie przekona, że zadań jest tyle, że nie ma na nic innego czasu.

      @Bilut: nie no pewnie. Pan Janusz po pracy w trybie robota "resetuje" się co wieczór piwkiem, ale dziecko po wysiłku umysłowym, który wykańcza dużo bardziej, ma wrócić do domu i spędzać czas nad książkami. Powrót do domu o 15. Chwila odpoczynku, obiad i już mamy 16 (chyba, że obiad musi sobie ogarnąć sam, bo rodzice w pracy). 3 zadania z matmy po kilka podpunktów i mamy 16:30. Wypracowanie z polskiego kończy o 19 (no chyba, że przepisał z neta), je kolacje (a może jeszcze musi sobie sam zrobić, bo rodzice są w pracy) i cyk 19:30. Gdzie tu w międzyczasie miejsce na jakieś zajęcia dodatkowe? Jak dziecko ma się np. nauczyć języka obcego? W szkole? Jak dziecko ma być wysportowane, skoro nie może zapisać się do żadnego klubu jak go mama nie zawiezie?

    •  

      pokaż komentarz

      @namtu: Podejrzewam, że więcej wiedzy wymagało poszukiwanie kamienia filozoficznego lub analiza układu kart Tarota od przeniesienia luźnych, niepowiązanych tabel do bazy Access lub (o zgrozo!) na silnik SQL. Pojęcie relacji w bazach powszechnie znane było już w czasach CP/M i dBase...

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut: Wychowywanie a nauka to dwie różne kwestie młotku,a w kwestii nauczania to
      szkoła nie daje rady od dawna.inna kwestia tego że czasy się zmieniły młodzi mają takie możliwości o których ja w
      czasach szkolnych mogłem sobie pomarzyć,jest internet nawet na YT są filmiki które tłumaczą ułamki pierwiastki
      mnożenie dzielenie wzory etc wszystko jest na wyciągnięcie ręki.Ale po co tracić czas jak można obejrzeć kolejny patostream i nauczyć się paru nowych przekleństw乁(⫑ᴥ⫒)ㄏ

    •  

      pokaż komentarz

      @fryferykkompot 2k18 a ktoś jeszcze myśli że zadania domowe czegokolwiek uczą XDDDDDD
      Ja całą edukację przeleciałem spisując zadania i waląc w c@$#@ ile się da. Oprócz matematyki bo ją od zawsze lubiłem, to robiłem na zapas w domu ćwiczenia jak mi się nudziło. I na maturze poradziłem sobie lepiej niż ci, co odrabiali zadania domowe. Zawodowo teraz też nie narzekam.

    •  

      pokaż komentarz

      @Szaku69: @Bilut: będziecie mieć dzieciaki to zobaczycie jak to jest mieć przej%?!ne w życiu. Jak tylko słyszę od żony albo znajomych, że siedzą popołudniami i wieczorami nad zadaniami, to brzmi to dla mniej niczym horror. Wszystkie filmy grozy z mojego dzieciństwa mogą się schować przed tłumaczeniem dziecku tego, czego nie są w stanie nauczyciele. Bo muszą iść z programem, bo muszą nap!??#@%ać wiedzą, mimo że powinni poświęcić czasem więcej czasu nad niektórymi zagadnieniami. I milion zadań do odrobienia. Dziecko zaś jest robotem. Ty też, bo po pracy masz drugą pracę - bycie nauczycielem dla własnej pociechy.
      Nie mówimy tu o wychowaniu, mówimy o wiedzy szkolnej.

    •  

      pokaż komentarz

      @zimnylehc: Moja mama sprawdzała mi zeszyt z polskiego do szóstej podstawówki,bo waliłam niemiłosierne błedy ortograficzne. Robiła mi dyktanda,przepytywała z regułek a i tak ch$% z tego wychodziło. Dopiero w gimbazie trochę mi się poprawiło. Ale takie typy jak ja tak mają. Potrzebuję trochę więcej czasu aby cokolwiek ogarnąć.

    •  

      pokaż komentarz

      W cywilizowanym kraju człowiek wychodzi ze szkoły czy z pracy (tu odbija kartę na bramie) i ma wolne,

      @PC86: Byś zobaczył jak pracują lekarze w USA. 60h tygodniowo to mało. No ale to kraj mało "cywilizowany", a może dzięki temu medycyna w USA jest na najwyższym światowym poziomie?

    •  

      pokaż komentarz

      Ja całą edukację przeleciałem spisując zadania i waląc w c!%?% ile się da.

      @krzys2c: A ja wolałbym mieć społeczeństwo nauczone solidnie pracować, a nie cwaniakować. I nie uczymy się dla pracy ale dla tego, aby być bardziej rozgarniętym, a nie takim Januszem z wąsem.

    •  

      pokaż komentarz

      @namtu: "Matematyki nie da się "przekazać" w szkole. Trzeba przećwiczyć, żeby zrozumieć, utrwalić i nauczyć się stosować w praktyce."

      Ależ oczywiście, że się da. Poprzez ćwiczenia jej nie zrozumiesz, utrwalisz sobie wyłącznie gotowe wzory lub mechanizmy pozwalające rozwiązywać określone problemy. Bez zrozumienia nie będziesz jednak potrafił rozwiązywać nowych problemów.

      Większość informacji nauczyciel przekazuje jak aksjomaty, później następuje lepsze lub gorsze pamięciowe opanowanie tematu, bez żadnego powiązania z innymi tematami, bez odniesienia do rzeczywistości. W taki sposób matematyka pozostaje nauką wyłącznie abstrakcyjną i nigdy nie będzie przez ucznia traktowana jak opis rzeczywistości, czy sposób rozwiązania realnych problemów.

      Jednak w naszej szkole istotniejsze od zrozumienia jest na przykład wałkowanie w klasach 4-8 cyfr i liczb rzymskich...
      Widzisz, akurat mam dzieciaka w 8 klasie i jestem na bieżąco z różnymi szkolnymi problemami.
      Ostatnio z ciekawości puściłem jej wykład Eddiego Woo o dzieleniu przez 0, co zostało przez nią podsumowane "w końcu ktoś to wytłumaczył".

    •  

      pokaż komentarz

      Byś zobaczył jak pracują lekarze w USA. 60h tygodniowo to mało.

      @fryferykkompot: Mam 3 lekarzy pracujących w USA w bliskiej rodzinie więc co nieco tam wiem. Lekarz pracuje dokładnie tyle ile chce zarobić, a też nie jest to jakaś nudna, nierozwijająca robolska praca tylko część życia, której ludzie z powołaniem oddają się z pasją, więc niektórzy rzeczywiście tyle pracują (i wtedy przy okazji są milionerami)

    •  

      pokaż komentarz

      @PC86: Więc zapewniam Cię, że zanim oni zostali lekarzami to zapierniczali cały czas: w szkole, na studiach, na stażu i teraz też zapierniczają.

    •  

      pokaż komentarz

      @fryferykkompot: Fajnie że wiesz więcej o mojej rodzinie niż ja sam, chętnie jeszcze posłucham ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @nerwowywacek: Z całą pewnością mając te dane to tylko debil może to tak zdiagnozować ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      @videon: Ale Ty genialny. Pracowałeś sam na sam ze swoim dzieckiem w domowym zaciszu, a gość „kretyn” jak go określiłeś ma cała klasę do ogarnięcia. Widocznie Twój dzieciak odstawał od średniego tempa w klasie ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Trochę bez przesady. Takie zachowanie matki wykształci ciamajdę, który nie będzie potrafił sobie z niczym poradzić! „Mama, to jest trudne, pomóż!” Dziecko ma sobie próbować samo radzić a pomoc mamy przy zadaniach domowych to nie jakiś codzienny obowiązek ale właśnie pomoc od czasu do czasu i sprawdzenie od czasu do czasu. Dziecko nie radzi sobie z wypracowaniami? Dostanie jedynkę i następnym razem przyłoży się bardziej. A tak z mama dostanie piątkę to następnym razem zaangażuje się mniej. Trochę przeraża mnie to jak teraz są wychowywane dzieci... i to w dobie nieograniczonego dostępu do informacji i pomocy naukowych bez wstawania zza biurka

    •  

      pokaż komentarz

      @Spaniard: Oczywiście znalazł się tu kolejny uczony, który zdiagnozował problem całej klasy, która odstawała od średniego tempa, bo "nauczyciel" miał nakichane za te marne pieniądze cokolwiek przekazać wiedzy. By w Twym śledztwie dodać nowy wątek podpowiem, że w liceum kompletnie nie mają problemów z jakimi się borykali się w gimnazjum. Cholera pewnie plamy na słońcu były w tym czasie, że taka pomroczność jasno ogarnęła dzieciaki w tamtej szkole.

    •  
      namtu via Android

      +1

      pokaż komentarz

      Ależ oczywiście, że się da. Poprzez ćwiczenia jej nie zrozumiesz, utrwalisz sobie wyłącznie gotowe wzory lub mechanizmy pozwalające rozwiązywać określone problemy...

      @wredny_gad użyłem być może zbyt dużego skrótu myślowego. Nie negując tego co napisałeś (bo się z tym zgadzam) uściślę może o co mi chodziło.
      Nie wierzę by bez ćwiczeń, a więc samodzielnej praktyki, możliwe było prawdziwe zrozumienie matematyki. Po wykładach E. Woo rzeczywiście zapala się lampka "łooo... jakie to proste", tyle że wraz z praktyką pojawia się utrwalenie tej wiedzy i biegłość w jej stosowaniu. Czasem wraz z praktyką pojawia się dodatkowe poczucie głębokiego zrozumienia, lub okazuje się, że wcześniej jednak się coś nie do końca dobrze zrozumiało. Utrwalenie wiedzy i biegłość jej stosowanie jest niezbędna żeby przejść dalej. Żeby zrozumieć co Woo mówi o dzieleniu przez 0 trzeba najpierw opanować mnożenie i dzielenie przez liczby naturalne. Im bardziej złożone koncepcje, tym ważniejsze staje się przetestowanie w praktyce swojej wiedzy i utrwalenie jej żeby przygotować się na przyjęcie kolejnej dawki wiedzy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Bilut zadania domowe nie wyrobią umiejętności uczenia się :) to samo szkoła. Szkoła zdecydowanie nie uczy myślenia samodzielnego, tego jak się uczyć. Skończyłem szkoły 5 lat temu i będę hejtował ten system zawsze i wszędzie

    •  

      pokaż komentarz

      @namtu: Więc zgadzamy się całościowo :)

      Mam wrażenie, że tryb nauczania matematyki po jednej godzinie dziennie utrudnia prowadzenie zajęć w ciekawy i efektywny sposób. Sam w szkole średniej miałem po dwie godziny w ciągu i było to zdecydowanie lepsze rozwiązanie.

      Moim zdaniem nauczyciel powinien poświęcać około 30 minut lekcji na wytłumaczenie zagadnienia, a chyba nie ma tematu przerabianego w szkole podstawowej czy średniej, którego nie da się wytłumaczyć nawet największym osłom w ciągu tego czasu. Oczywiście trzeba samemu rozumieć temat (a z tym nauczyciele mają często problem), a nie przekazywać go tak jak samemu się go opanowało - pamięciowo.

      Nauczyciel jest w stanie błyskawicznie zweryfikować rozumienie tematu już w czasie tłumaczenia - widząc pusty wzrok ucznia ;) Wtedy powinien się zatrzymać i skupić na pracy z danym uczniem - czy to bezpośrednio, czy (nawet lepiej) wykorzystując innych uczniów, którzy zrozumieli.
      Nawet jeśli będzie musiał poświęcić część czasu na omówienie braków i zaległości, to sumarycznie da to lepszy efekt, niż ominięcie problemu.
      Często "infantylne" metody tłumaczenia - na klockach, pudełkach, metrze krawieckim - dają doskonałe rezultaty i pozwalają uczniowi błyskawicznie zrozumieć temat, który przekazywany tradycyjnymi metodami jest kompletnie niezrozumiały i oderwany od rzeczywistości.

      Ciągnąć temat można jeszcze długo, ale wniosek jest prosty "nauczycielu robisz to źle" ;)

    •  
      namtu

      +1

      pokaż komentarz

      Mam wrażenie, że tryb nauczania matematyki po jednej godzinie dziennie utrudnia prowadzenie zajęć w ciekawy i efektywny sposób.

      @wredny_gad: Zgoda. Co do szybkiej weryfikacji rozumienia tematu - czasem może nie być to tak oczywiste. Wiem bo przerabiam to z własnym synem. Mam cholernie bystrego dzieciaka, ale czasem jest tak, że siedzimy nad czymś razem, wydaje mi się, że już wie o co chodzi więc zadaję tzw. pytanie niestandardowe żeby to zweryfikować i nagle się okazuje, że jednak nie zrozumiał i tłumaczenie trzeba zaczynać od początku, ale w inny sposób. Są tematy, które wchodzą mu od razu, ale nad niektórymi musi popracować więcej. Obawiam się, że w szkole gdzie jest 1 nauczyciel na 20 dzieci, nie dałoby się zorganizować lekcji tak żeby upewnić się, że wszyscy rozumieją nawet gdyby były 3 godziny pod rząd. Wysyłając dzieci w miejsce gdzie na 1 nauczyciela przypada kilkanaście dzieci, musimy się niestety godzić na pewne kompromisy. Myślę, że to jeden z powodów dla których np. nauczanie indywidualne w domu najczęściej daje lepsze rezultaty przy mniejszej ilości czasu. Rodzic/nauczyciel pracując indywidualnie z 1 dzieckiem może na bieżąco sprawdzać wiedzę i rozumienie tematu, powtarzać to co wymaga powtórki albo pomijać to co dziecko ma już świetnie opanowane (np. mój syn w klasach 1-3 się dość solidnie wynudził na wielu lekcjach, bo czytać nauczył się już wcześniej sam, a z liczeniem na poziomie 1-3 też nie miał najmniejszych trudności bo mu to przychodziło naturalnie).

    •  

      pokaż komentarz

      @reflex1: Właśnie w tym problem, że inny program powinien być dla osób z zawodówki, a inny dla osób o potencjale ukończenia studiów. Jak ja widzę jak w 7-klasie cały czas jest masa powtórek z klas wcześniejszych i przez to uczeń zdolny przez 70 % roku szkolnego będzie się nudził to się gotuje. W taki sposób zabija się masę talentów. Jednak niestety takiej możliwiści nie będzie w małych wiejskich szkołach, gdzie jest tylko 1 klasa. Dlatego książki powinny mieć inny format. Przykładowo jeśli zadanie 1 nie sprawiło ci problemów przejdź do zadania nr 4. Jeśli je zrobiłeś przejdź do zadania nr 8. Jeśli nie czujesz się pewnie to zrób jeszcze zadanie 2-3. Taka instrukcja a nie wałkowanie 100 razy tego samego. Bo naprawdę nie ma sensu ćwiczyć dodawania 1/6 + 3/7 jeśli któś już jest w stanie zrobić przykłady łączone. Ale obecna szkoła bardzo często nie uczy rozumieć, a przygotowuje pod egzamin - bo dzięki wynikom świetnym w egzaminach szkoła jest wyżej w rankingu. A Matematyka polega głównie na logicznym myśleniu, kombinowaniu, szukaniu pomysłów. Oprócz oczywiście sprawności rachunkowej, którą można jedynie nabyć przez wyćwiczenie.

      Nikt nie zauważy, że problem czasu spędzanego nad lekcjami wynika również z jakości podręczników. Przez brak uporządkowania, zostały zastąpione masą niepotrzebnych obrazków w których ciężko znaleźć istotną informacje . Jeśli ktoś chce to niech poszuka w internecie dzielenie z resztą dla klasy IV z wydawnictwa GWO. Czy dzieciak jest w stanie się z tego sam nauczyć? Według mnie nawet zdolny nie jest. Zapis dzielnenia 18:5 = 3 reszta 3 nic nie mówi, jakby nie dało się zapisać w postaci 18= 3* 5 + 3 i już wszystko jasne. Dodatkowo od IV klasy można zmniejszyć wagi plecaków zdecydowanie. Sposób: książki w pdf, z których można korzystać na smartfonie. Dzięki temu można do książek dodawać więcej rozwiązanych przykładów tak by było łatwiej. A do szkoły wymagane będzie przyniesienie tylko 3 tematów wydrukowanych, a całość trzymana w segregatorze. Proste- proste. Ale księganie się nie zgodzą na takie coś, bo wtedy nie zarobią( ͡° ͜ʖ ͡°).

      Rodzice nie są bez winy również. Na wywiadówkach zawsze jego dziecko jest świete, niewinne. To nauczyciel jest winny, że nie ma spokoju. Kiedyś przed wywiadówkami był strach uczniów. Teraz jest strach nauczycieli. Ale kiedyś nie było klas 30 os, WF był organizowany zwykle na koniec lekcji by zwykle był odpoczynkiem( i po powrocie do domu, zjeść obiad i do lekcji), zaś do komputera siadało się tylko wtedy jak się odrobiło lekcje. A jak się siadło do kompa i nie było odrobinonych to szlaban na tydzień :).

      I jedna uwaga do rodziców, których dziecko musi mieć 5 ze wszystkiego. Nie można być we wszystkim super-hiper zajebi... . Od pewnego momentu trzeba się skupić na podstawowych przedmiotach: matma + pl + ang + ew. drugi jezyk + lekcje te które cię interesują. Z reszty mieć 3-4 i też na koniec roku jest OK. Wówczas i miejsce na wolny czas się znajdzie. Serio.

    •  

      pokaż komentarz

      @namtu to miałeś słabych nauczycieli z matmy...

    •  

      pokaż komentarz

      @adriansi: jednym z obowiązków świetlicy jest pomoc dzieciom w odrabianiu lekcji. Jeśli wychowawca świetlicy nie wywiązuje się z obowiązków to należy, wraz z innymi rodzicami, porozmawiać o tym problemie. W szkole, w której pracowałam każdego dnia były wyznaczone "ciche godziny" w świetlicy podczas których dzieci odrabiały zadania domowe/czytały lektury. Mogły w tym czasie skorzystać z pomocy wychowawcy czy starszych kolegów. Może warto spróbować wprowadzić zmiany w szkole zamiast tkwić w takim systemie?

    •  

      pokaż komentarz

      @Abomination: zawsze były zadawane. Moi rodzice mieli czwórkę dzieci. Nie przypominam sobie, żeby musieli sprawdzać co kto ma zadane, czy odrobił lekcje. Każdy sam z nas wiedział kiedy i na co musi się nauczyć czy odrobić jakie zadania. Wydaje mi się, ze dzieci są teraz wychowywane na niemoty, co to bez mamy nic nie zrobią. Ale to wina rodziców, ze tak wychowali sobie, wiec niech teraz nie narzekają.

    •  

      pokaż komentarz

      @rafaon: no właśnie "zawsze były zadawane" i dalej są, bo przecież wydaje się, że dzieciak, który spędzi jeszcze w domu 2 godziny w ćwiczeniach będzie mądrzejszy. A tak nie jest. Dzieciaki bez zadań domowych mają ponoć takie same wyniki w szkole + więcej sił i motywacji, żeby coś robić na lekcjach.

    •  

      pokaż komentarz

      @Abomination: nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi i odpowiedziałeś pod założona przez siebie tezę. Nie sadze żeby prac domowych było teraz więcej niż 25 lat temu. Jednak wtedy rodzice nie musieli ich robić z dziećmi, większość dorabiałem ucząc się na 4, a miałem czas, żeby pograć w piłkę, na kompie, pobawić się ect i raczej rozrywki zajmowały mi więcej czasu niż nauka, ale jak było coś do zrobienia, czy nauki, to nie angażowałem do tego pol rodziny.

      Wiec czyja to wina? Raczej tej pani z artykułu bo tak sobie dziecko wychowała i nauczyła ze bez niej sobie nie poradzi.

      Odnośnie prac domowych. Oczywiście mozna zwiększyć ilość lekcji i ćwiczyć materiał na tych dodatkowych, ale według mnie to tylko zwiększanie kosztów edukacji gdzie obecne rozwiązania się sprawdzają. Wytłumaczyć na lekcji, a przećwiczyć już w domu.

    •  

      pokaż komentarz

      Fajnie że wiesz więcej o mojej rodzinie niż ja sam

      @PC86: Z całym szacunkiem, ale Twoja rodzina to nie wszyscy lekarze w USA. Piszę ci jak wygląda praca lekarzy w USA

    •  

      pokaż komentarz

      @fryferykkompot tak uczymy dzieci od urodzenia życia korpo szczura

    •  

      pokaż komentarz

      @lukasz-brak: A jak chcesz się nauczyć np.: języków obcych? Podczas 2 godzin zajęć w 20 osobowej klasie?

    • więcej komentarzy(76)

  •  

    pokaż komentarz

    "siedzę nad lekcjami pół dnia" - to chyba nie najlepiej świadczy o tej pani.

    •  

      pokaż komentarz

      @fryferykkompot: A nauczyciel ma średnio ok 2 minut na jej dziaciaka

    •  

      pokaż komentarz

      @Kosciany
      Średnio?
      To jak jeden dzieciak idzie do tablicy to reszta ma słuchawki z muszą i opaski na oczach?

      Na lekcji dzieci pracują same a do domu litania dla rodziców co dziecko musi umieć na jutro.

    •  

      pokaż komentarz

      nie najlepiej świadczy o tej pan

      @fryferykkompot: o tej matce świadczy bardzo dobrze, bo spędza czas ze swoim dzieckiem, zamiast oglądać trudne sprawy czy inne gówno seriale

    •  

      pokaż komentarz

      @zimnylehc: Jakoś chętnie tego nie robi

      Jestem wyczerpana i wściekła

    •  

      pokaż komentarz

      Jestem wyczerpana i wściekła

      @fryferykkompot: cza se było rybki, albo kota kupić, a nie dziecko robić

    •  

      pokaż komentarz

      litania dla rodziców co dziecko musi umieć na jutro.

      @Przemysluaw: ja czegoś nie rozumiem, też chodziłem do podstawówki i nigdy nie angażowałem "niezbyt zdolnej matki" do moich zajęć... macie tempe bachory i tyle

    •  

      pokaż komentarz

      @ameliniummm
      Na prowincji tak wygląda szkoła.
      Przechowalnia bumelantów środowiska nauczycielskiego.

      Sam wracałem ze szkoły gdzie na zajęciach było kilka przykładów z tablicy a do domu na jutro pół podręcznika z matmy, klasówka sprawdzanie zeszytów, cztery przykłady "zrobione" a raczej przepisane przez nauczycielkę, bo tyle zostało czasu i litania do domu.

      Tekst o tępych dzieciakach jest sk%$%ysyństwem, mówimy o przyszłości młodych ludzi.

    •  

      pokaż komentarz

      Tekst o tępych dzieciakach jest sk%$%ysyństwem, mówimy o przyszłości młodych ludzi

      @Przemysluaw prawda w oczy kole? Jest rozklad normalny inteligencji dzieci/ludzi na kogos musi pasc bycie mniej zdolnym... Tak wiem, statystyka to k#!?!ka i trzeba na kogos zgonic winę za niezbyt inteligentnego pierworodnego...no przeciez ze nie na siebie tylko na wszystkich innych

    •  

      pokaż komentarz

      @ameliniummm

      Jest rozklad normalny inteligencji dzieci

      Dziękuję i już wiem, że mam do czynienia z dzieckiem w sieci.
      Poczytaj trochę, o rozkładzie normalnym żebyś się następnym razem nie skompromitował.
      Mówię tu o zastosowaniu, brzmi mądrze ale zupełnie nie wiesz jak działa.

      Tym bardziej, że mówimy tu o materiale, który jest podstawową, minimum, co by oznaczało, że uważasz się, lub kogoś za inteligentnego bo ogarnia materiał z podstawówki.
      Żenada.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kosciany: Jakie 2 min? Jeśli nauczyciel wyjaśnia coś klasie przez 45 minut to tak jakby wyjasniał to 45 minut każdemu z osobna.

    •  

      pokaż komentarz

      @Przemysluaw ja się muszę w pewnum stopniu z

      @ameliniummm zgodzić, jestem w tej chwili na ukończeniu studiów i już w podstawówce rodzice nie spedzali ze mną nad lekcjami jakoś dużo czasu, materiał bez większych problemów ogarniałem sam, byłem na tyle obowiazkowy, że prace domowe zawsze miałem odrobione, a jak czegoś nie wiedziałem, nie mogłem zrozumieć, lub nie byłem pewien, to poprostu szedłem do rodziców.

    •  

      pokaż komentarz

      że mówimy tu o materiale, który jest podstawową, minimum,

      @Przemysluaw: gdzie?

      że uważasz się, lub kogoś za inteligentnego

      @Przemysluaw: tak ( ͡° ͜ʖ ͡°)jestem w .uj inteligentny ale nie na tyle żeby przestać z takim dzieckiem z gimnazjum gadać udowadniać swoją rację ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      bo ogarnia materiał z podstawówki.

      @Przemysluaw: nie, tylko byłem w podstawówce jak wszyscy tu obecni ale ty masz problemy z rozkładem normalnym tak jak kobiety z tezami JKM dotyczącymi tego samego rozkładu.

      Moje zdanie na ten temat jest takie, jeśli dziecko nie jest zdolne w jakiejś dziedzinie niech zdaje na minimum. O ile mi wiadomo podstawę można zdać w różnym stopniu tj na różne oceny.
      Póżniej rośnie taki co go mamcia pchała przez 16 lat edukacji ...mam taką "piątkową" kuzynkę co połowa piątek to mamy. Wstydzisz się swojego dziecka że trochę takie...y jakby to powiedzieć.. przytępawe? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @pasix94 Klapki na oczach.
      Nic nowego na wykopie.

      To że tobie nie sprawiało problemu nie jest żadnym wyznacznikiem reszty ludzkości. Też nie miałem problemów, z wyjątkiem matematyki, którą prowadzono w wymieniony przeze mnie sposób. Problemy miała cała klasa, a radzili sobie najlepiej uczniowie którzy pracowali z rodzicami.

      Bzdurą jest, że rodzice pracują tylko aby dziecko zdało. Rodzice mniej zdolnych dzieci mają wyj$?%ne.

      Całkowicie wypaczacie problem, tylko po to aby sobie pofapować jacy to byliście zdolni.

      Jeśli powodem do dumy dla was jest fakt ogarnięcia materiału z podstawówki to należycie do tej mniej inteligentnej części dzieci.

      Serio, rozmawiamy tu nie o problemach w nauce tylko marnowaniu czasu rodzicom przez nauczycieli którym nie chce się pracować.

    •  

      pokaż komentarz

      @ameliniummm

      Moje zdanie na ten temat jest takie, jeśli dziecko nie jest zdolne w jakiejś dziedzinie niech zdaje na minimum

      Nie rozumiesz sedna problemu, rizmo nie toczy się o ocenach w dzienniku.

      Tylko przerzucaniu obowiązków nauczycieli na rodziców.
      Dzieci spędzają w szkole większość dnia, a naukę muszą nadrabiać w ciągu kilku godzin z rodzicami, bo nauczyciel op##!?#!a się jak menel na budowie.

      Pogadaj trochę o rozkładzie standardowym, dobry w tym jesteś, chętnie posłucham.
      To zasługa twojej inteligencji.

      Możesz polecieć też trochę fizyką kwantową, na pewno znasz kilka terminów, których nie rozumiesz ale brzmią mądrze.

    •  
      masz-racje

      +15

      pokaż komentarz

      @Przemysluaw: Weź 20 losowo wybranych dzieci i przez pół godziny wyjaśnij im jakiś temat tak, żeby wszystkie zrozumiały i zapamiętały bez konieczności robienia sobie powtórek ani ćwiczenia w domu... Później opowiesz jaki to wielki sukces edukacyjny odniosłeś i udowodnisz jak nauczyciele się op#$$%!?ają.

    •  

      pokaż komentarz

      @masz-racje
      Praca domowa nie jest niczym złym.
      Ale coraz częściej zastępuje pracę na lekcji.

      Jeśli chodzi o przedmioty gdzie trzeba zapoznać i zapamiętać materiał, typu historia, biologia to ma sens.
      Ale nie mam usprawiedliwienia dla matematyczki która zadaje na jeden dzień więcej zadań niż dziecko przerabia w szkole w tydzień.

      Gdy dziecko potrzebuje pomocy a z jakiegoś powodu nie może polegać na rodzicach i zatnie się na pierwszych zadaniach, wtedy idzie na kolejne zajęcia z zaległościami i musi gonić materiał.

      Inteligencja nie ma tu nic do rzeczy.

    •  

      pokaż komentarz

      @fryferykkompot: a wystarczy ze wszystkiego 2 żeby tylko przejść a matma i fizyka lub inne przedmioty które dziecko interesują na 5 i już połowa zadań mniej :)

    •  
      masz-racje

      +9

      pokaż komentarz

      @Przemysluaw: Akurat matematyka jest najbardziej jaskrawym przykładem przedmiotu, w którym wiedzę zdobywa się przez ćwiczenie. Nie da się nauczyć matematyki, nie rozwiązując zadań. A jak sobie wyobrażasz ilość zadań zrobionych w trakcie lekcji? Gdzie nauczycielka najpierw musi w ogóle zapoznać dzieci z nowym tematem, wyjaśnić o co chodzi, pokazać jakieś wzory itd. a później przejść do przykładów robionych na tablicy? Uważasz, że ile zadań dziecko zdąży samodzielnie rozwiązać na tej lekcji?

      Gdy dziecko potrzebuje pomocy a z jakiegoś powodu nie może polegać na rodzicach i zatnie się na pierwszych zadaniach, wtedy idzie na kolejne zajęcia z zaległościami i musi gonić materiał.

      No a czego byś się spodziewał? Że dziecko, które nie ma żadnej pomocy będzie sobie radziło lepiej, niż takie które może liczyć na wsparcie? To poza rodzicami są jeszcze koledzy z klasy, z którymi można się pouczyć i poprosić o wyjaśnienie chociażby...

      Inteligencja nie ma tu nic do rzeczy.

      Że co? Możesz mi po krótce napisać jak to rozumiesz i co to jest według Ciebie inteligencja?
      Bo z definicji jest to akurat zdolność do kojarzenia faktów i uczenia się. Niskie IQ = powolne uczenie. Dziecko o wysokim IQ zrozumie temat w 20 minut, te o niskim np. po 2h tłumaczenia tego samego albo i jeszcze będzie mało. Więc akurat to właśnie temu mało inteligentnemu dziecku te robienie zadań w domu jest najbardziej potrzebne.

    •  

      pokaż komentarz

      nie toczy się o ocenach w dzienniku.

      @Przemysluaw: a o czym( ͡° ͜ʖ ͡°) myślałem że bańki dostaje się za niezrobione prace domowe, no tak tyle rozpraszaczy wokoło, brakuje czasu na internet

      Tylko przerzucaniu obowiązków nauczycieli na rodziców.
      Dzieci spędzają w szkole większość dnia, a naukę muszą nadrabiać w ciągu kilku godzin z rodzicami, bo nauczyciel >op##!?#!a się jak menel na budowie.


      @Przemysluaw: twoja osobista opinia nie jest wyznacznikiem w dyskusji. Nauczyciel ma conajmniej 20 uczniów, musi przeprowadzić materiał dla wszystkich. To nie prywatne korepetycje żeby stał nad twoim potomkiem tylko dla tego że ten jest debilkiem. Zwalanie winy na innych jest typowym dla roszczeniowych sk%?%ysynków co dostali więcej od życia niż stanowisko na kasie.
      Od lat słucham na ten temat i już mi się ulewa. Wyrosło i wyrasta kolejne pokolenie roszczeniowców które potrafi tylko zwalać winę na innych a u siebie jej nie widzi.

      Pogadaj trochę o rozkładzie standardowym, dobry w tym jesteś, chętnie posłucham.
      To zasługa twojej inteligencji.


      @Przemysluaw: wejdź w dyskusję z idiotą to zniży cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem

      Możesz polecieć też trochę fizyką kwantową, na pewno znasz kilka terminów, których nie rozumiesz ale brzmią mądrze.

      pokaż spoiler Wygooglaj sobie


      pokaż spoiler I nie pisz wiecej( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @fryferykkompot: Pół dnia to dużo? U mnie kujony całe dnie siedziały i cała rodzina była zaangażowana plus jeszcze korki, kursy, zajęcia dodatkowe czy inne takie - jak dla mnie to chore i ktoś powinien zacząć o tym mówić otwarcie. Tyle czasu i pieniądzy a wypuszczamy ze szkół fizyczne i psychiczne kaleki, po co to? Jakie to oferty pracy wymagają takiej edukacji? Marnujemy młodym ludziom młodość i zdrowie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Przemysluaw: @ameliniummm: Pamiętam jeszcze jak to wyglądało z perspektywy ucznia. Dzieciaki mają wywalone, zaległości się zbierają a potem jak rodzic próbuje opanować sytuacje to dzieciak zaczyna koloryzować i wyolbrzymiać wymagania nauczycieli żeby przerzucić na nich wine. A rodzice niestety w to wierzą bo przecież ich dziecko jest zdolne ale leniwe.

      Tyle czasu i pieniądzy a wypuszczamy ze szkół fizyczne i psychiczne kaleki, po co to? Jakie to oferty pracy wymagają takiej edukacji? Marnujemy młodym ludziom młodość i zdrowie.

      @kasia-magdalena-sawicka: Przemysł wysokiej technologii. Stanowisko bez nadzwyczajnych wymagań to stanowisko na którym zastąpić cie może ktokolwiek kto przyjdzie z ulicy. Z dnia na dzień.

    •  

      pokaż komentarz

      rodzic próbuje opanować sytuacje

      @AdireQ: problemem są oczekiwania rodziców lub też ich brak, jak są skrajne to wychodzi postawa patologiczna. Przy przeroście oczekiwań rodziców czyli oczekiwaniu piątków i szóstków od niezbyt zdolnego potomka powstają właśnie takie tematy jak ten który komentujemy. Wtedy mają pretensje do całego świata tylko nie do siebie.

    •  

      pokaż komentarz

      @ameliniummm
      Napisałeś długi komentarz tylko po to aby zmienić temat.
      Jak masz zamiar uciekać od tematu to nie zawracaj mi głowy.

      Teraz wchodzisz w roszczeniowców i madki z brajankami.

      A ja Ci powiem, że mnóstwo dobrze uczących się dzieci siedzi z rodzicami po szkole.
      Dzieci gorzej rądzące sobie to takie którym rodzice nie potrafią pomóc.

      Od razu skręcasz w patologię.
      Nie rozmawiamy o niej, może w twojej rodzinie margines to norma, mnie nie interesuje.

      Mówisz o dzieciach koloryzujących a sam wyciągasz mityczną karynę z brajankiem.

      Rozwiązanie jest proste, podnieść pensje nauczycieli i zwolnić stare panny wegetujące na posadach nauczycielskich.
      Jak ktoś jest w stanie pracować za pensje na poziomie biedry po szkole wyższej to nie powinien się zbliżać do dzieci ani drobnych przedmiotów które można połknąć.

    •  

      pokaż komentarz

      @Przemysluaw: mówiłem ci

      pokaż spoiler nie pisz do mnie bo pleciesz czy po czy

    •  

      pokaż komentarz

      @ameliniummm
      Ja? Trzy po trzy?
      Zasrałeś pół wykopu bez jednego argumentu.
      Pochwaliłeś się, że rozdał standardowy znasz tylko z nazwy i stwierdziłeś, że jesteś inteligentny bo ogarniałeś materiał w podstawówce.

      Tak po krótce, jeśli już wyciągnać kto plecie trzy po trzy.

      A moje zdanie nie jest odosobnione.
      Większość wykładowców szkół średnich i wyższych ma podobne.
      Zwłaszcza jeśli chodzi o przedmioty ścisłe.
      Oni muszą się potem męczyć, z efektami jednego wielkiego zakładu pracy chronionej zwanego szkolnictwo podstawowe.

    •  
      masz-racje

      +5

      pokaż komentarz

      @Przemysluaw: Odpisałem Ci co nieco o wpływie inteligencji, ale nie raczyłeś się odnieść, to tak w temacie unikania.

      A ja Ci powiem, że mnóstwo dobrze uczących się dzieci siedzi z rodzicami po szkole.
      No i co w tym dziwnego? Że wyniki wymagają pracy? Jak to napisałeś "mnóstwo" tych dzieci siedzi z rodzicami np. dlatego, że rodzice muszą pilnować żeby chciało im się nauczyć, bo sami by tego nie zrobili. Do tego, to są uczniowie o przeciętnej inteligencji. Czyli są w stanie ogarnąć dobre stopnie, ale sporym nakładem pracy. Ci słabi prawdopodobnie i tak osiągną najwyżej średnie albo słabsze wyniki. Natomiast jest grupka osób o wysokim IQ, które faktycznie nie muszą siedzieć z rodzicami, żeby opanować materiał.
      Wiesz co jeszcze ma znaczenie? To, że obecnie mnóstwo dzieciaków ma deficyty skupienia uwagi. Nie pracują na lekcjach, nie słuchają, tylko myślą o niebieskich migdałach albo przeszkadzają. Później dramat, bo nie wiedzą co się działo na lekcji i wszystkiego muszą się nauczyć w domu...

      Dzieci gorzej rądzące sobie to takie którym rodzice nie potrafią pomóc.
      Owszem, to jest problem, ale życie nie jest sprawiedliwe... Są zajęcia wyrównawcze, są koledzy... Ciężko poprosić o pomoc? Tylko trzeba w ogóle chcieć, a nie myśleć o tym, jak tu się szybciej dorwać do internetów.

      Dlatego serio, wytłumacz mi, jakim cudem Twoim zdaniem inteligencja nie ma tu nic do rzeczy. Bo to podstawowa kwestia, jeśli ta dyskusja ma mieć jakiś sens.

      Rozwiązanie jest proste, podnieść pensje nauczycieli i zwolnić stare panny wegetujące na posadach nauczycielskich.
      To podnieś... Jakoś od tylu lat rządy nie potrafią znaleźć pieniędzy, ale to takie proste... Nie wspominając, że dokładają tym nauczycielom coraz więcej idiotycznej papierkologii, zamiast dać czas na uczenie dzieci.

      Oni muszą się potem męczyć, z efektami jednego wielkiego zakładu pracy chronionej zwanego szkolnictwo podstawowe.
      Tak, jasne. W szkole średniej to już nie wina nauczycieli, tylko tych idiotów z podstawówek. Na studiach to nie wina profesorów, tylko tych idiotów ze szkół średnich... A brak osiągnięć naukowych i szorowanie po dnie w rankingach przez polskie uczelnie, to wina czyja? Zawsze można zwalić na kogoś...

      Powiem tak, jakbyś chciał żeby każde dziecko było w stanie opanować cały materiał bez uczenia się w domu, to pewnie trzeba by ten materiał okroić o jakieś 75%. Tylko co dalej?

      A może trzeba się jednak pogodzić z tym, że nie każde dziecko będzie miało średnią 5.0? I że coś jednak w domu trzeba zrobić?

    •  

      pokaż komentarz

      @masz-racje

      wytłumacz mi, jakim cudem Twoim zdaniem inteligencja nie ma tu nic do rzeczy

      Bo rozmawiamy o przeciętnych dzieciach a nie tych mniej inteligentnych.
      Po drugie gdybyś czytał ze zrozumieniem to zorientował byś się, że mowa jest o nakładzie pracy po szkole a nie trudności materiału.

      Widzę, że bardzo wygodnie jest Panu zejść na tematy patologii.

      Nie mówię, że dzieci sobie nie poradzą.
      Tylko zabieramy im możliwość rozwoju razem z czasem wolnym.

      Zasada jest taka, w szkole dziecko uczy się jak rozwiązać zadanie a w domu ćwiczy, powtarza.
      W szkole ma zrozumieć w domu utrwalić i oswoić, popracować samodzielnie.

      Boicie się tematu jak ognia, odwracacie kota ogonem byle tylko zejść z obszaru organizacynjego na system oceniania o którym nie rozmawiamy.

    •  
      masz-racje

      +2

      pokaż komentarz

      @Przemysluaw:

      Bo rozmawiamy o przeciętnych dzieciach a nie tych mniej inteligentnych.
      Co to znaczy przeciętne dziecko? Czy program jest napisany tak, żeby przeciętne dziecko miało same najwyższe oceny? Nie sądzę... Bo naturalne jest, że skala musi obejmować i te dzieci zdolniejsze. Jeśli dziecko jest przeciętne, a rodzic ma ambicje aby miało same 5-6, to pewnie je zamęczy. Jeśli skala kończy się "w połowie" i wszyscy mają 5, to taka skala nie działa, prawda? Jak wtedy określić np. kto jest w 10% najlepszych, skoro 50% ma już najwyższą średnią.

      Po drugie gdybyś czytał ze zrozumieniem
      Miło, nie ma to jak przejść na wycieczki osobiste... To wybitnie podnosi poziom dyskusji... Mam zacząć podobnie?

      to zorientował byś się, że mowa jest o nakładzie pracy po szkole a nie trudności materiału.
      Przecież to się bezpośrednio ze sobą wiąże... Trudność materiału przekłada się na nakład pracy po szkole. Czy opracowanie jednego zagadnienia zajmuje tyle samo czasu, co trzech? Do tego, czy IQ i umiejętność skupienia, nie wpływa na czas wykonania zadań?

      Widzę, że bardzo wygodnie jest Panu zejść na tematy patologii.
      A, teraz już jestem Pan... Zbytecznie, w końcu to internety, ale dziękuję... Gdzie ja pisałem o patologii? Czy osoba mniej zdolna jest od razu patologią? Bo ja bym się o takie stwierdzenie nie pokusił. Wydaje Ci się, że jak dziecko jest z "dobrej rodziny" to z automatu jest inteligentne albo na odwrót?

      Zasada jest taka, w szkole dziecko uczy się jak rozwiązać zadanie a w domu ćwiczy, powtarza.
      W szkole ma zrozumieć w domu utrwalić i oswoić, popracować samodzielnie.

      No i chyba tak to mniej więcej wygląda... Tylko co, jeśli dziecko nie jest w stanie sobie przyswoić czegoś w trakcie lekcji?

      Boicie się tematu jak ognia, odwracacie kota ogonem byle tylko zejść z obszaru organizacynjego na system oceniania o którym nie rozmawiamy.
      Nie wiem czego miałbym się bać, bo nie jestem nauczycielem. Jak system organizacyjny ma zmienić sposób przyswajania wiedzy? Ja nie piszę o systemie oceniania, tylko o materiale, chociaż to się siłą rzeczy wiąże ze sobą. Jakim sposobem chcesz spowodować przyswajanie całego materiału w szkole, bez jego okrojenia? Zwiększyć ilość godzin nauczania? Bo to chyba jedyny sposób...

    •  

      pokaż komentarz

      Po co rodzice siedzą z dziećmi jeżeli na tym poziomie prawie wszystko jest w internecie? LOL

      Niech im puszczą jakiegoś tutoriala np. z tej matematyki i tyle :D

    •  

      pokaż komentarz

      @masz-racje
      Przez całą swoją edukację przeszedłem chyba przez wszystkie typy nauczycieli.
      Ale dopiero w średniej szkole zrozumiałem czym jest efektywność i jakie ma znaczenie.

      Cała podstawówka to festiwal odchaczania podpunktów i zbierania dupochronów przez kadrę.

      Naprawdę da się przeprowadzić lekcję bez siedzenia z nosem w gazecie i kawą.

    •  

      pokaż komentarz

      @Przemysluaw: Mój matematyk zostawiał nas samych z zadaniami do rozwiązania i szedł do sklepiku.

    •  

      pokaż komentarz

      @bek_proroczy
      Właśnie, sporo osób wypowiada się tutaj mając styczność z dobrą kadrą pedagogiczną.
      Ignorując fakt, że 20km od ich fajnej małomiasteczkowej szkoły jest przechowalnia dzieci.

      Żeby nie było, że jestem pieniaczem.
      W mojej podstawówce było 3-4 nauczycieli których nie powinno tam być, z innych przedmiotów nie było problemów, np. z chemii odcinałem kupony jeszcze latami.
      Bardzo miło wspominam moją matematyczkę z technikum dzięki której mam maturę na 4, oraz przerażającego profesora od matmy z zawodówki, który wyprostował wieloletnie patologiczne wręcz zaległości z podstawówki.

      A gorzkie słowa o nauczycielach w podstawówkach były podzielane przez wyżej wymienionych i powtarzane przy każdej okazji.

    •  

      pokaż komentarz

      @Asteroida: Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze z perspektywy lektora. To, że tłumaczysz coś ogółowi nie znaczy, że ogół zrozumie. Jedna osoba nie zrozumie czegoś, co dla innej będzie oczywistością. Podejście indywidualne a grupowe to są dwie różne kwestie. Każda ma swoje plusy i minusy.

    •  

      pokaż komentarz

      Serio, rozmawiamy tu nie o problemach w nauce tylko marnowaniu czasu rodzicom przez nauczycieli którym nie chce się pracować.

      @Przemysluaw: to rodzice sami sobie marnują czas. Zamiast nauczyć dzieciaka, żeby sam odrabiał lekcje i się uczył to chcąc być super przyzwyczajają je już od 1 klasy, ze wszystkie prace domowe robią razem. Początkowo to przyjemne dla rodziców, ale później jak dzieciak jest w starszej klasie to już nie takie przyjemne dla rodziców, a dzieciak nie umie sam się za naukę zabrać.
      Wiec to nie głupie dzieciaki, a głupi rodzice.

    •  

      pokaż komentarz

      @rafaon: Nie wspominając że taka praca domowa z jednego przedmiotu to 15 min roboty co najwyżej. W porywach do 30min na wypracowanie, albo bardziej skomplikowane zadanko z matmy. Także nie wiem skąd ten problem. Więcej niż godzinę dziennie nie potrzeba żeby zrobić lekcje... No chyba że ktoś zamiast skupić się na zrobieniu tych lekcji marnuje czas na facebooka youtube i inne rozpraszacze. To wtedy z godziny robią się 4 godziny xD

    •  

      pokaż komentarz

      @AdireQ: > Przemysł wysokiej technologii

      A jaki procent stanowisk to te wysokie technologie? Z tego co ja widzę i jak znajomi pracują to 90% to prosta praca: barman, kelnerka, magazynier, kurier, kierowca, sprzedawca, budowlaniec, pracownik biurowy. A nawet ten przemysł wysokiej technologii to chyba oczekuje znajomości tej technologii raz i logicznego/otwartego umysłu dwa - obie te rzeczy są sprzeczne ze szkołą, nowoczesne technologie to nie 20 lat kujoństwa.

    • więcej komentarzy(26)

  •  

    pokaż komentarz

    Oj, chyba wyjdę na jakiegoś łamistrajka i dostanę multum minusów, ale nie wyobrażam sobie, że miałbym z dzieci robić takie kaleki umysłowe, co to same nie potrafią ogarnąć swoich obowiązków. Może właśnie w tym problem, że dzieciaki są nauczone, że to rodzic ma o wszystkim pamiętać i później kończy się to tak, że nauka staje się obowiązkiem rodzica, a nie dziecka. Nic dziwnego, że później rosną takie mameje, co to nie potrafią same nic zrobić.

    •  

      pokaż komentarz

      Może właśnie w tym problem, że dzieciaki są nauczone, że to rodzic ma o wszystkim pamiętać i później kończy się to tak, że nauka staje się obowiązkiem rodzica, a nie dziecka. Nic dziwnego, że później rosną takie mameje, co to nie potrafią same nic zrobić.

      @EdekMoczygeba: Czytaj 99% wykopków. Już to pisałem wielokrotnie 99% wykopków to debile.

    •  

      pokaż komentarz

      @EdekMoczygeba: a ja nie wiem o co to całe zamieszanie, żeby córeczka dostała piątkę które po skończeniu średniej szkoły może sobie wsadzić? A żeby jechać na 2 wystarczy mieć 50% frekwencji i nie być dzbanem

    •  

      pokaż komentarz

      @jaryba13: Ale oczywiście Ty jesteś tym 1% ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      Może właśnie w tym problem, że dzieciaki są nauczone, że to rodzic ma o wszystkim pamiętać i później kończy się to tak, że nauka staje się obowiązkiem rodzica

      @lewoprawo: Ja też pewnie będę niepopularny, ale to 9 latek. Mając 5-7 lat uczysz się liter, a ty oczekujesz, że będzie zarządzało czasem i zasobami? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Co do prac domowych. Wyobraź sobie że idziesz do roboty, wracasz po 15 i masz ustawowo nadgodziny robić, bo system nie ma czasu dla ciebie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pifpaf: Oczywiście, że na początku nie jest tak łatwo, ale u małych dzieci (przynajmniej moich) działało: "Słuchaj, jak nie chcesz, to nie musisz robić tej pracy domowej. Najwyżej jutro będzie Ci głupio przed Panią i innymi dziećmi. Jak chcesz." Do tego pokazanie dziecku że mówimy serio (jak nie zrobiło pracy domowej, to trudno, świat się nie zawali). Potem doszło tłumaczenie m.in., że zdobyta wiedza w przyszłości zaowocują lepszym startem w dorosłe życie i w ten chwili (5 i 8 klasa podstawówki) dzieciaki szkołę i inne swoje zajęcia ogarniają całkowicie samodzielnie bez potrzeby pilnowania ich i przypominania im.

    •  

      pokaż komentarz

      @EdekMoczygeba: Przecież u dzieci nie jest problemem lenistwo, jak je do czegoś zachęcisz to ty za nimi nie nadążysz. Mam 4 letnią córkę, którą uczę powolutku liter. Teraz do przygania mam zabawę, że mówię słowo, a ona mówi na jaką literę się zaczyna. To często kwestia zachęcenia do nauki. Dzieciaki tak jak my nie cierpią nudy, a że są dziećmi, ciężej im to wytłumaczyć.

    •  

      pokaż komentarz

      nie wyobrażam sobie, że miałbym z dzieci robić takie kaleki umysłowe

      @EdekMoczygeba: są dzieci z mniejszymi predyspozycjami do nauki, które wolniej przyswajają materiał niż reszta klasy. Jeśli ktoś z takim dzieckiem nie będzie pracował to jego wyniki jeszcze się pogorszą, na lekcji nie wie kompletnie co się dzieje, więc nie uważa, zaczyna sprawiać problemy wychowawcze i z tego już jest błędne koło, z którego trudno wybrnąć.

    •  

      pokaż komentarz

      @NieRozumiemIronii: dlatego warto pomyśleć o tym z drugiej strony. Umysł dziecka przymuszanego do nauki będzie w czasie takich "lekcji" szukał sposobu na ucieczkę od nauki. Nie będzie myślał o tym co ma zrobić, ale co wymyśleć (jeść, pić, siusiu, kupę itp. itd.) żeby odejść od lekcji. W ten sposób dziecko nie nauczy się ani umiejętności skupiania uwagi, ani odpowiedzialności, systematyczności czy organizacji czasu i pracy. Jeśli jest w czymś słabsze, to należy zapewnić dziecku narzędzia i możliwości do nauki (miejsce do nauki, w razie potrzeby korepetycje), ale nigdy nie należy z dziecka zdejmować poczucia odpowiedzialności. Bo jeśli samo zmobilizuje się do nauki, to ta nauka będzie duuuużo bardziej efektywna, i paradoksalnie czas na nią potrzebny też będzie krótszy, niż gdy będziemy siedzieć mu nad głową.
      Poza tym musimy pogodzić się z tym (i dziecko też musi o tym wiedzieć), że są rzeczy, z którymi będzie radziło sobie lepiej, z czego będzie miało piątki i szóstki bez wysiłku, a będą też rzeczy, z których będą trójki, a nawet czasem dwójki i jedynki, mimo włożenia w to więcej wysiłku. I jeśli coś idzie gorzej, to nie należy robić z tego afery, tylko myśleć co możemy zrobić żeby dziecku pomóc w nauce, aby ten trudny temat kosztował go mniej pracy. I uwierz mi, że rodzic jako nauczyciel niezbyt się do tego nadaje. Już lepiej dzieciak przygotuje się z rówieśnikami czy na korepetycjach z nauczycielem (nie swoim).
      Oj, temat rzeka.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pifpaf: no i właśnie należy tę chęć do nauki i pokazania światu "ja potrafię" wykorzystać w pierwszych latach nauki, aby zachęcić dziecko do samodzielnej pracy i dbania o swoje obowiązki, dzięki czemu później dziecko nie będzie wymagało ciągłego siedzenia z nim.

    •  

      pokaż komentarz

      Już to pisałem wielokrotnie 99% wykopków to debile.

      @jaryba13: Ale przynajmniej ten 1% poza nami wszystkimi jest mądrych ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @EdekMoczygeba: Zgadzam się z tobą, i wiem że masz masz większe doświadczenie, bo przez to przechodziłeś. Ale wg mnie jakakolwiek praca domowa po 6 godzinach dla 9-latka, to jak dla nas dodatkowe 3 nadgodziny po 8 godzinach roboty. Jest czas na naukę, ale i relaks i głupoty na placu zabaw, czy po prostu spędzenie fajnego czasu z rodzicami, póki mają resztki sił po własnej robocie.

    •  

      pokaż komentarz

      Mając 5-7 lat uczysz się liter, a ty oczekujesz, że będzie zarządzało czasem i zasobami?

      @Pifpaf: No popatrz. Jakoś pokolenie lat 80 tych sobie radziło ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Oj, chyba wyjdę na jakiegoś łamistrajka i dostanę multum minusów, ale nie wyobrażam sobie, że miałbym z dzieci robić takie kaleki umysłowe, co to same nie potrafią ogarnąć swoich obowiązków. Może właśnie w tym problem, że dzieciaki są nauczone, że to rodzic ma o wszystkim pamiętać i później kończy się to tak, że nauka staje się obowiązkiem rodzica, a nie dziecka. Nic dziwnego, że później rosną takie mameje, co to nie potrafią same nic zrobić.

      @EdekMoczygeba: nie przypominam sobie, żeby rodzice siedzieli ze mną nad lekcjami. Z innymi znajomymi było podobnie.

      są dzieci z mniejszymi predyspozycjami do nauki, które wolniej przyswajają materiał niż reszta klasy.

      @NieRozumiemIronii: I te szły do "zawodówki" a teraz zarabiają więcej niż "piatkowicze" ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      nie przypominam sobie, żeby rodzice siedzieli ze mną nad lekcjami. Z innymi znajomymi było podobnie.

      @popcorn84:

      Rodzice nigdy nie pomagali. Aż trudno jest mi sobie wyobrazić jak źle bym się czuł, gdyby siedzieli ze mną przy lekcjach. Za to istniała pomoc koleżeńska. I chyba działała lepiej, bo rówieśnika łatwiej zrozumieć.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pifpaf: Też się z Tobą zgadzam, dlatego uważam, że na wszystko powinien być czas. Napiszę na moim przykładzie, bo najlepiej go znam. Po szkole młodsza córka zostaje na przyszkolnym placu zabaw lub idzie z kolegami pograć w nogę, po ok. 2-3 godzinach wraca do domu, zjada obiad, odpoczynek (m.in. czas na pogadanie z rodzicami), a po tym siada do lekcji i nauki, które w zależności od ilości zadań zajmuje jej od kilku minut do około godziny, po czym ma czas wolny. Czasem, jak ma więcej nauki, to jeszcze wieczorem przed snem w łóżku sobie powtarza.
      Starsza natomiast na plac zabaw już nie chodzi, ale ma swoje zainteresowania (gra na keybordzie, na gitarze, czasem jakieś spotkanie ze znajomymi), które ogarnia sobie najczęściej w czasie wolniejszym od nauki, choć muszę przyznać, że ósmoklasiści rzeczywiście nie mają w tym roku łatwo (sami nauczyciele twierdzą, że materiał jest mocno rozciągnięty), ale póki co widzę że daje sobie radę, jedynie angielski jej mniej "leży", więc ma korki z nauczycielem (nie swoim, ale prowadzącym taką samą klasę) raz w tygodniu żeby powtórzyć i lepiej przyswoić materiał.
      I mimo, że obie dziewczyny są zupełnie różne od siebie, to w każdej udało się wyrobić poczucie odpowiedzialności za swoje obowiązki i teraz wołają mnie do pomocy tylko gdy mają jakieś problemy natury technicznej, bo nawet np. przepytywanie ze słówek wolą organizować sobie między sobą.

      Zdaję sobie sprawę, że nie jestem żadnym super ekspertem i najmądrzejszym człowiekiem na świecie, ale po prostu chcę podzielić się tym, co dobrego udało mi się osiągnąć z moimi dzieciakami żeby komuś już było łatwiej i nie musiał samemu przecierać szlaków, które już inni przetarli. Jak widzę jak niektórzy znajomi codziennie ganiają za swoimi dzieciakami żeby zagonić je do lekcji, to aż mi ich żal (rodziców, choć dzieci też) i współczuję im, bo wiem, że najprawdopodobniej będą musieli dzieciaka tak gonić i pilnować przez całą edukację, a wcale nie odbije się to pozytywnie na jego wynikach w nauce, bo co to za nauka bezmyślnie pisać to, co rodzic podyktował myśląc jedynie o tym, żeby zająć się czymś innym.
      Jak już pisałem, temat rzeka.
      Pozdrawiam! :)

    •  

      pokaż komentarz

      @EdekMoczygeba: Miałbym tylko jedną prośbę, w jakim wieku są twoje dzieciaki? Bo wiesz, często w ich życiu 3 lata to całość życia, połowa, lub 1/3 jak w wypadku opisanego dziecka. Trzeba pamiętać, że obowiązki to im się zwalą dopiero na głowę. Ja dzieciństwo spędziłem z kolegami na podwórku, jak nie było jeszcze strachu przed obcymi. Jak wszyscy wiemy często nie było nawet jak zadzwonić. Sam swoje dzieciństwo spędzałem na luzie, a ostatnio swoje dziecko zapisałem na zajęcia z szachów. A co jak ja je pozbawię tych bezkarnych, luzackich, spokojnych dni które sam miałem wiele, byle zaspokoić swoje niespełnione ambicje? Ten lekki strach może dotyczyć większości rodziców. Jedni myślą ne ten temat inni mają to gdzieś...

    •  

      pokaż komentarz

      @EdekMoczygeba: Nie wiem czy się śmiać czy płakać z tego komentarza. Szkolnictwo Państwowe w naszym kraju to jest j!$#ne k%#$#$!o, wiem wulgarnie, ale takie są smutne fakty. Nauczyciele dzielą się na trzy grupy: Wyluzowane równiachy; stare i młode belfry, niedokształcone, zaczepione mentalnie w poprzednim systemie oraz wybitnych- których jest jak na lekarstwo. Tych drugich jest mnóstwo, tych pierwszych niewiele a ostatnich jak napisałem. Prace domowe orzą kreatywność i kosztują bardzo dużo czasu.
      Szkoła przerzuca ogrom pracy na rodziców, co jest nieodpowiedzialne i zacofane w relacji do krajów rozwiniętych. Nikt, kto naprawdę kocha swoje dzieci nie wyśle ich do tych paskudnych kołchozów, lepiej wziąć kredyt na szkołę dla dziecka niż na mieszkanie czy samochód. W szkołach prywatnych nie jest wcale wiele lepiej- trzeba szukać.

      Ogólnie szkolnictwo jest do wymiany i wg. mnie żarty się skończyły, w tej chwili wychowujemy frustratów popsutych zgniłym systemem szkolnictwa, gdzie jeszcze w latach 90 było w większości poszanowanie dla urzędu nauczyciela, które jakoś trzymało rodziców i ich pociechy w ryzach. Sam chodziłem do szkoły która miała prawie 1000 uczniów i chociaż mnie nauczyciele skreślili w trzeciej klasie SP, mówiąc że ja do łopaty co najwyżej, to nie do pomyślenia była przemoc wobec nauczycieli czy innych dzieci.

      Obecnie pogardza się nauczycielami, uczniami, dyrekcją, rodzicami. Fasada z uśmiechów i pustych frazesów a pod stołem frustracja i zgnilizna. Jest mi głupio jak na to patrzę ponieważ poznałem w życiu kilku dyrektorów szkół i widziałem wiele tragedii edukacyjnych dzieci w różnym wieku. Pamiętam chłopaka, co miał pewnie więcej książek przeczytanych niż bibliotekarka i ogromną wiedzę oraz świetną pamięć- ogólnie jednostka naprawdę wybitna- umarło mu oboje rodziców a był już pełnoletni, szkoła go wymięła jak brudną szmatę, nie skończył średniej i garuje w pracach typu sprzedawca ubrań- jemu się nie udało, a mogło gdyby się nad nim pochylić.

      Ogólnie jest tego bardzo dużo, jak mi nauczycielka w pierwszej klasie powiedziała że mój syn ma zadane 4 strony pracy domowej "żeby budować relacje rodzinne" bo jej tak minister kultury mówiła na spotkaniu dla nauczycieli (młoda, fajna niby babka, świeżynka po szkole) to straciłem nadzieję że czegokolwiek naprawdę nauczą mojego syna. Model nauczania dla ludzi których zanim dorosną zastąpią roboty. Mnie znalezienie odpowiedniej szkoły dla syna zajęło 2,5 roku i są to 2,5 roku zmarnowanej edukacji. Teraz młody wraca i mówi że było super, wkręca się w przedmioty, a był taki czas że w niedzielę płakał że idzie w poniedziałek do szkoły, a nie jest jakąś "miękką fają".

      Szkolnictwo to nie pierwsza i nie ostatnia ruina w tym nieszczęśliwym kraju.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pifpaf: jedna ma 11,5 lat (5 klasa), druga 14 lat (8 klasa).
      Co do odbierania dzieciństwa, to też miałem takie dylematy i postanowiłem, że nie będę dzieci zmuszał do zajęć dodatkowych, w których nie będą same chciały uczestniczyć, aby to nie był dla nich kolejny (po nauce) obowiązek, a bardziej zabawa. W ten sposób właśnie przeszliśmy m. in. też przez szachy, zajęcia plastyczne, tańce, gry na instrumentach, zajęcia sportowe, teraz wolontariat w Caritasie (pomoc przy organizacjach różnych akcji) i udzielanie się w chórku kościelnym. Za każdym razem jak znalazły sobie jakieś zainteresowanie, to uznawałem że moją rolą jest umożliwienie im spróbowania się w danej dziedzinie i pomoc, aby nie było to dla nich zbyt dużym obciążeniem. Myślę że dzięki temu udało się zachować równowagę między dzieciństwem, a dodatkowymi, rozwijającymi dziecko zajęciami. Osobiście jestem absolutnie przeciwny aby zmuszać dzieci do zajęć dodatkowych, których nie lubią, ale np. zawsze było to marzeniem rodziców. Takie np. skrzypce, jeśli dziecko nie będzie chciało na nich grać, to mimo że się nauczy (siłą), to nigdy nie będzie to sprawiało mu przyjemności. I podobnie jest z nauką. Nigdy nie karałem dzieci za złe stopnie, czasem tylko przypominałem, np.: "No córcia, coś ostatnio chyba olewasz matmę, co? 2 i 3 to chyba poniżej Twoich możliwości, prawda?" Ale że nigdy nie było kar za oceny, to córka nigdy nie kłamała i nie wymyślała nieistniejących powodów, tylko przyznawała rację oświadczając przy okazji, że już ma ustalony z Panią termin poprawy (przykład sprzed 2 tygodni, już poprawione :) ). Staram się natomiast chwalić za dobre stopnie, gdzie nawet taka 4 z klasówki z angola jest tak cenna, jak szóstka z innego przedmiotu. Myślę że dzięki temu dzieciakom bardziej chce się starać. Ciągle też im przypominam jak ważna jest systematyczność i dbałość o to, co robią, że jeśli będą systematycznie pracować zamiast zostawiać wszystko na ostatnią chwilę, to będzie im łatwiej i mniej stresu je to będzie kosztowało (pamiętam swoje lata nauki). I wygląda na to, że te małe cholery słuchają dobrych rad swojego staruszka ( ͡° ͜ʖ ͡°).
      Nie wiem czy wszystko dobrze robię, czerpię doświadczenie z własnej edukacji, być może gdzieś popełniam jakieś błędy, ale obserwując moje dzieciaki wydaje mi się że idzie to wszystko w dobrym kierunku. :)

    •  

      pokaż komentarz

      @EdekMoczygeba: ano tak jest. sam jestem zywym przykladem. czerwone paski i stypendia naukowe, studia ukonczone z wyroznieniem a pracuje pod butem typa co lecial na sciagach i trojach. dzieki siedzeniu rodzicow ze mna przy nauce, a raczej zmuszaniu do nauki szkolnych bzdur i torpedowaniu jakiegokolwiek indywidualizmu w rozwoju cierpie na wyuczona bezradnosc i brak decyzyjnosci. jak ktos mi cos kaze zrobic to zrobie to bardzo dobrze, ale zebym sam sie za cos wzial z wlasnej inicjatywy to juz ciezka przeprawa. taki ze mnie swietny niewolnik dzieki rodzicom dla ktorych najwazniejsze byly oceny, a nie prawdziwy rozwoj.

    •  

      pokaż komentarz

      @EdekMoczygeba: Dałabym pierdyliardy plusów ale się nie da! Wszystko zamyka się, wydaje mi się, w słowie ŚWIADOMOŚĆ. Świadome rodzicielstwo, świadome wychowanie, świadoma edukacja. Mądry rodzic i mądry nauczyciel mogą zdziałać wiele.

    • więcej komentarzy(10)

  •  

    pokaż komentarz

    Swoją drogą przypominam sobie moją szkołę. Jako dzieciak nie cierpiałem... matematyki. Dziwne, bo teraz uwielbiam, z resztą mam pracę ściśle związaną z matematyką. A dlaczego mogłem nie cierpieć najciekawszego i najprzydatniejszego przedmiotu ze wszystkich? Za... (i tutaj mam traumę do dziś) "...od razu widać że..." (cytat z typowego zbioru zadań z rozwiązaniami). Nie uczyli. Do szkoły szło się wynudzić jak mops, potem były prace domowe i zakuwanie w domu. W szkole nie uczyli praktycznie nic, za wyjątkiem paru przedmiotów i paru nauczycieli (z technikum), których bardzo dobrze wspominam. Tacy ludzie z pasją, oni uczyli tak, że w domu nie musiałem poświęcać 5 minut na naukę ich przedmiotów. No może czasem przed sprawdzianem faktycznie usiadłem na godzinkę żeby zakuć takie grubsze tematy.

    Mówili mi rodzice, żebym się nie przejmował, zupełnie inaczej będzie na studiach, w końcu sama nazwa "uczelnia" zobowiązuje. Tia. Na studiach wychodzili z całą bezczelnością z założenia, że student to dorosły gość, ma się SAM UCZYĆ. Ja nie wiem po co te głąby z tytułami tam przychodzi, za co brali pieniądze, bo większość z nich nie uczyła za cholerę niczego. Nie wiem, nie potrafili, nie chciało im się, czy może "program tak skonstruowany". W każdym razie wszyscy wydawali się to doskonale akceptować.

    Wszystko byłoby OK, z podejściem z PRL, że przecież uczelnia jest DARMOWA. Dziś nawet jeśli nie płacimy, bo jest PAŃSTWOWA, to dobrze wiemy, że wcale DARMOWA nie jest. Że każdy na to łoży w podatkach. I dla mnie takie podejście, że niech się student uczy w domu sam, na tym mają niby polegać studia - to jest SKANDAL. Ja rozumiem, że student może sobie na własną rękę poszerzyć wiedzę, może się douczyć. Ale do cholery po to te głąby z tytułami biorą hajs za prowadzenie zajęć, żeby czegoś uczyć tą resztę głąbów, co przyszli na te zajęcia jako studenci ;)

    Bo tak w sumie, jak się uczeń ma sam uczyć, to w zasadzie po co ma przychodzić? Powinien tylko na egzaminy przyjść. To samo prywatnie. Płacić za sam egzamin, kurs doskonale zbędny.

    •  

      pokaż komentarz

      @pies_harry: wczoraj miałem długą dyskusję z moją dziewczyną, Ona szkoły prywatne i jako tako zadowolona z poziomu nauczania, ja szkoły publiczne. No ale to nie jest aż tak ważne.

      Z długiej dyskusji wyszły właściwie trzy wnioski. Pierwszy, nauczyciele to życiowe przegrywy, ludzie którzy za gówno pieniądze siedzą i użerają się z dzieciakami, co najważniejsze, w ogóle się nie rozwijają, nie wychodzą ponad to czego "uczą".

      Drugi, szkoła powoduje niechęć do praktycznie wszystkich przedmiotów, wręcz obrzydzają te przedmioty. Dla mnie najgorszymi przedmiotami był Polski, historia, angielski, fizyka oraz WF. W tym momencie piszę dużo i poprawnie. W kwestii historii, jestem rekonstruktorem i pasjonuję się czasami dawnymi, w "swoim okresie" mam także dużo większą wiedzę niż nauczyciele. Czytam książki i oglądam filmy po angielsku i robię to naturalnie. Przez wiele lat ćwiczyłem akrobatykę(przestałem przez rozwalone kolano), teraz ćwiczę szermierkę oraz jazdę konną, do teraz potrafię zrobić salto. Tylko najważniejsze, wszystko to co robię i opisałem, zacząłem robić w momencie gdy szkoła nie miała wpływu na te aspekty mojego życia.

      Oraz trzeci wniosek, program nauczania i szkoła są bardzo gównianie nieżyciowe. Angielskiego w szkole uczą na językoznawcę, bez umiejętności używania języka. Na Polskim powinny być np. umiejętności pisania CV, listów motywacyjnych. Na biologi pokazane działanie ludzkiego organizmu, w formie praktycznej dla życia(np. motoryka ruchu, zachowania i mechanizmy przy różnych chorobach i problemach) maksymalnie powinny być ograniczone pantofelki, nibynóżki i inne gówna. Na geografii powinny być ogarniane mapki wysokości posesji, plany zagospodarowania, ogarnianie skali mapy itp. a rzeczy typu jakaś rzeczka w afryce czy wysepka w chinach, po ch%@ mi to? WF, porządne rozciąganie i rozgrzewka, ćwiczenie rzeczy takich jak przewroty, gwiazdy, salta i fiflaki, ograniczenie sportów zespołowych, które najbardziej uderzają w mniej sprawnych uczniów oraz nic nie dają... Mógłbym takie przykłady dać na każdy przedmiot.

      Smutne, ale Polskie szkolnictwo jest do dupy pod KAŻDYM względem...

    •  

      pokaż komentarz

      Jako dzieciak nie cierpiałem... matematyki

      @pies_harry: Podobnie miałem z fizyką. Zawsze uważałem (i nadal uważam) że jest cholernie fascynująca, ale 'szkoła' sprawiała, że jej nienawidziłem. Po lekcjach chodziłem po księgarniach i antykwariatach (tak, stary jestem) i szukałem jakichś książek typu 'fizyka dla debili'.
      Dobrze że informatyka za moich czasów była w szkole gówno warta, to akurat IT mnie pochłonęło :D.

    •  

      pokaż komentarz

      @idiot miałam tak z fizyką. W podstawówce zaczytywałam się w książkach astrofizycznych, popularnonaukowych (Hawkinga i innych autorów przedstawiających w sposób prosty współczesną fizykę). Z niecierpliwością czekałam na przedmiot w gimnazjum zwany "Fizyka i astronomia". Wielce się zawiodłam. Okazało się że nauczycielka w sumie jest chemicznką i sama przyznała że tej fizyki to ona uczy z przypadku a astronomii nie ogarnia wcale... W szkole fizyka była moim znienawidzonym przedmiotem ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @pies_harry: W polsce wykładowca wychodzi z założenia, że student, który rozpoczyna kurs już wszystko wie i przyszedł po prostu utrwalić wiedzę. Nie tak to powinno działać, przynajmniej na kursach wprowadzających. Generalnie cały system edukacji od zerówki po studia i szkolenia powinien zostać zaorany, zbudowany na nowo i ciągle udoskonalany.

    •  

      pokaż komentarz

      @zdunek89:
      Ech, zapomniałem dodać, owszem, historia, fizyka i WF nie były lepsze. Chociaż miałem w VII i VIII klasie bardzo dobrego WF-istę. Między innymi pod jego wpływem zaraziłem się bieganiem i biegam do dziś. Swoją drogą, to taki typ, który wypisz wymaluj przypominał tego WF-istę z "Beavis and Butthed", taki wojskowy dzik ;) Nie wiem czy był armii, ale na pierwszy i drugi rzut oka - komandos ;)

      Jeśli chodzi o fizykę, to na uczelni chodziłem na "konsultacje" - tam się nauczyłem więcej niż przez całą szkołę. Ogólnie fajna rzecz te "konsultacje" po godzinach. Tylko szkoda, że w godzinach tak jakoś tego nie. Matematyk narzekał, że mu zabrali godziny. Kiedyś miał 5 lat ze studentami na ten sam materiał, teraz ma rok i ma to samo zrobić. Mówi tak - że jak sam się tego nie będę po nocach uczyć, to w rok - nie mam szans, cudów nie zrobi. No ale to nie była tam taka sobie matematyka na poziomie średnim tylko analiza / algebra, troszkę sroższa rzecz. W każdym razie jak zapodałem temat i poprosiłem o pomoc kumpla z uniwera to się za głowę złapał, takich kosmosów to na oczy nie widział. Bo ja na polibudzie byłem, w dodatku na ciężkim kierunku.

      Z kolei jak pytałem gości u siebie na roku jakim cudem oni ogarniają pewne tematy - to mówili, że w średniej to mieli, znaczy się w ogólniakach. Bo kiedyś takie były. Matfiz, profilowane. Kurde, same tricki i kombinowanie, nic nie mogło być prosto, jasno. Człowiek już w przedszkolu pewnie powinien sobie planować karierę. A, kij z tym. Niczego nie żałuję.

      Tak jest, że co człowiekowi naprawdę potrzebne, to się nauczy sam. Szkoda tylko zmarnowanych w szkole lat i szkoda zmarnowanych pieniędzy podatników.

    •  

      pokaż komentarz

      Na Polskim powinny być np. umiejętności pisania CV, listów motywacyjnych.

      @zdunek89: To akurat w szkole miałem. Tylko nikt nie powiedział w jakim formacie się CV (przez internet) wysyła. Na szczęście wykop bawi, wykop uczy.

    •  

      pokaż komentarz

      @zdunek89: sportami zespołowymi wszystko zepsules.
      Całe życie to sport zespołowy.

    •  

      pokaż komentarz

      a rzeczy typu jakaś rzeczka w afryce czy wysepka w chinach, po ch!@ mi to?

      @zdunek89: W życiu nie miałem takich zadań na geografii. Były "mapkówki" z najważniejszych rzek, gór i inszego gówna (no, ale jednak wiedzieć gdzie jest Amur czy Kordyliery wypada...), ale to były może 4 lekcje przez całe liceum.

    •  

      pokaż komentarz

      W życiu nie miałem takich zadań na geografii.

      @hehenuanek: Facet, ja k###a miałem na geografii (podstawówka) stany złóż mineralnych w j%@?nej Mongolii
      ( ಠ_ಠ) Bez /s

    •  

      pokaż komentarz

      @hehenuanek: a ja miałem, podobnie jak @CzystaZaladkowa miałem też gówna typu stany złóż mineralnych chuju p!#@@iewiu... i nic z tego nie pamiętam, tylko wiem że było i że dostawałem za to jedynki i musiałem poprawiać...

    •  

      pokaż komentarz

      @pies_harry:
      Nie wiem kiedy kończyłeś studia ale takie podejście to nie nowość i naturalnym było to, że niektórych wykładowców poznawało się podczas pierwszego terminu egzaminu bo i tak nie było sensu chodzić na zajęcia. Ponoć obecnie na wykładach SPRAWDZAJĄ OBECNOŚĆ! Nie wiem czy to jest normą ale przy takim samym podejściu wykładowców do przekazywania wiedzy jest to skrajną głupotą i marnowaniem czasu ogarniętego studenta. Co innego ćwiczenia bo tu już się pilnowało obecności i przygotowania do tych zajęć.

    • więcej komentarzy(1)

    •  

      pokaż komentarz

      @CukrowyWykop: Nie zmienia to faktu że dzieciak przynosi pracę do domu. Jest to szkodliwe dla zdrowia psychicznego bo zamiast odpoczywać to prześladuje cię myśl że masz jeszcze robote do zrobienia a także angażuje niektórych członków rodziny. W szkole praca a w domu odpoczynek.

    •  

      pokaż komentarz

      zamiast odpoczywać

      @Legion_PL: no tak zamiast napeirdalać na kompie w jakieś debilne gry, musi czytać książki, się rozwijać, poszerzać horyzonty swojej wiedzy,....

    •  

      pokaż komentarz

      no tak zamiast napeirdalać na kompie w jakieś debilne gry, musi czytać książki, się rozwijać, poszerzać horyzonty swojej wiedzy,....

      @zimnylehc: trochę masz racji, bo uważam, że organizacja u dzieci leży. Przyjdzie po 15 ze szkoły następnie włączy kompa, zje obiad i pewnie do 19/20 gra. Później rozproszony przez gry/yt stara się skupić nad zadaniem, zeby szybko zrobic zadanie i miec z glowy. Jednak relatywnie pozna pora + chec jak najszybszego zrobienia zadania na odwal sie, stwarza zagrozenie nieuporzadkowanej wiedzy, co pozniej przy wiekszej ilosci materialu sie poteguje. Plus wstydliwosc/strach zadawania pytań gdy czegoś się nie wie. Rodzice powinny przyłożyć rękę na ogranizacje czasu malucha, cos na zdrowie/sport. na nauke i tez czas na komputer, ale po prostu zachowac ten zdrowy balans

    •  

      pokaż komentarz

      zamiast odpoczywać

      @Legion_PL: no tak zamiast napeirdalać na kompie w jakieś debilne gry, musi czytać książki, się rozwijać, poszerzać horyzonty swojej wiedzy,....

      @zimnylehc: Co to za debilne myślenie, po szkole zero przerwy tylko odrazu do biurka i siedź czytaj, rozwiązuja zadania z matmy i fizyki bo masz wąskie horyzonty. Szkoda że sam tak nie robiłeś, ewidentnie masz wąskie horyzonty. Zero spotkań z kolegami, filmów, gier, wyjść, żadnej zabawy bo trzeba poszerzać horyzonty. Zakładam że pracujesz i jak wracasz do domu to dalej pracujesz aż do 22.00 aby później o 6 rano wstać i iść do pracy. Obyś nie miał dzieci.

    •  

      pokaż komentarz

      no tak zamiast napeirdalać na kompie w jakieś debilne gry, musi czytać książki, się rozwijać, poszerzać horyzonty swojej wiedzy,....

      @zimnylehc: w gimnazium 8h dziennie zajec w szkole to nic nadzwyczajnego. Do tego dodaj pol godziny na dojazd w kazda strone i godzine na obiad, wychodzi 10h.

      Nastepnie dodaj z godzine na czytanie lektury z polaka, 15min na odrobienie lekcji z przyry, chemii, fizyki, matmy, angielskiego, niemieckiego i wychodzi ponad 12h dziennie.

      Ktory dorosly tyra ponad 12h dziennie? Chyba jedynie desperaci i pracoholicy, a wymaga sie tego od dzieci.

      I poszerzanie horyzontow (zaskocze Cie) nie sprowadza sie jedynie do nauki budowy komorki, uczenia sie wzorow skroconego mnozenia i wkuwania na pamiec dat z historii wojen Hellenow z Persami.

    •  

      pokaż komentarz

      @Hasz5g: 8h lekcyjnych to nie 8h w szkole. Zazwyczaj większość szkół kończyła 8. lekcję o 15. To jest 7h + 1h na dojazdy = 8h (i to przy dojeżdzaniu z zadupia autobusem).

      Nastepnie dodaj z godzine na czytanie lektury z polaka, 15min na odrobienie lekcji z przyry, chemii, fizyki, matmy, angielskiego, niemieckiego i wychodzi ponad 12h dziennie.
      Tak, i magicznie każde jedno zadanie było zadane w ten sam dzień! A może jakby tak regularniej je robić to by się nienazbierało tyle przedmiotów?

    •  

      pokaż komentarz

      @WydajnaJednostkaIndywidualna codziennie sa zadania domowe, a przedmiotow wiecej niz 2 dziennie i nie dojazdy z zadupia a np. prchodzenie do szkoly na piechote. Musisz sie ubrac, wyjsc, dojsc, rozebrac, zmienic buty i czekac przed klasa conajmniej kilka minut przed dzwonkiem. Do tego niektorzy rodzice dowoza dziceci do odleglejszych szkol nie dla tego ze mieszkaja na zadupiu, a np. wybieraja szkole ze wzgledu na renome, a nie najblizsza mozliwa lokalizacje.

      Widac w Twojej miescinie byla tylk jedna szkola wiec wszcy dojezdzajacy sa w Twoim mniemaniu z zadupia.

    •  

      pokaż komentarz

      @Hasz5g: Dużo założyłeś na podstawie jednego komentarza. Fajnie, tak nie za mądrze.

      Akurat było wiele szkół, a ja byłem tym dojeżdżającym ~11km w jedną stronę + 1,5-2km z dworca do szkoły. Autobus miałem o 6:50, na dworcu był 7:15, na lekcje na 8. Jak miałem 8 lekcji to byłem o 16:10 w domu, przebrany i wp###@@%ałem tosta.

      Ile Ty się przebierasz, że liczysz takie błache czynności?

      Nigdy nie było problemu ze zrobieniem zadania domowego, chyba że gonienie po polu lub giercowanie było ważniejsze ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Jak zaj?#!łem zrobienie, a zależało mi na czymś to wstawałem o 5 zamiast o 6.

      Róbcie więcej za gówniaki i ich brońcie, zobaczycie jacy samodzielni ludzie wyrosną. Z mamą za rączkę do dziekanatu i na rozmowę o pracę.

    •  

      pokaż komentarz

      @Legion_PL: Za moich czasów to się po prostu nie odrabiało Pani z matmy zadawała zawsze, a sprawdzała raz na 3 miesiące więc się nie opłacało. Na jakiś rysunek często było 1-2 tyg. więc jeśli ktoś mówi że nie ma czasu to znaczy że zostawił na ostatnią chwile. Rodzice nigdy mi nie pomagali dostałem parę razy pałe za brak i się nauczyłem że trzeba robić wcześniej lub robić tylko to co jest ważne, a nie wszystko.

    •  

      pokaż komentarz

      @WydajnaJednostkaIndywidualna: @WydajnaJednostkaIndywidualna: weź nie ściemniaj. Do szkoły miałem 55 minut od wyjścia z domu. Autobus latał co 20 minut.
      Więc gówno wiesz mówiąc o zadupiu.

    •  

      pokaż komentarz

      @Igor_x: Byli tacy u mnie co wstawali o 4:30, na autobus o 4:50. Spali częściowo w drodze do i z szkoły.

    • więcej komentarzy(2)

1 2 3 4 5 6 7 ... 19 20 następna