•  

    pokaż komentarz

    zajmą w końcu się gender studies? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  •  

    pokaż komentarz

    Moja żona robi podyplomową logopedię w Warszawie. Ostatnio się żaliła, że pani "magister" psychologii tłumaczyła, w jaki sposób gluten oblepia układ nerwowy i powoduje autyzm...To już jest najgorszy sort, gdy tzw. naukowcy, którzy mają uczyć nowych, wciskają im pseudo-naukę zamiast faktów.

  •  

    pokaż komentarz

    Na UW są studia podyplomowe z gender studies

    http://www.isns.uw.edu.pl/studia.php?isns=studia-podyplomowe-gender

    Tak nisko upadła jedna z najlepszych polskich uczelni

    •  

      pokaż komentarz

      Na UW są studia podyplomowe z gender studies

      @alexandra28: Od kilkunastu lat. Mnie też nie podoba się uprawianie ideologii pod płaszczykiem nauki, ale zgódźmy się co to tego, że np. taka Katolicka Nauka Społeczna też z nauką jest raczej na bakier, mimo tego jak najbardziej ma wstęp na uczelnie, podobnie jak teologia, o której też nikt nie mówi, ze jej obecność jest miarą upadku uczelni.

    •  

      pokaż komentarz

      @deviator: ¯\_(ツ)_/¯
      Gender studies też można uprawiać na dwa sposoby. Albo to jest jakieś chore ideolo, albo to po prostu łatwe studia humanistyczne o historii ról płciowych, jakaś taka łatwo przyswajalna socjologia/etnologia z domieszką nauk historycznych, przy czym wszystko po łebkach.
      Użyteczne jest to równie mocno, jak jakieś turystyki i hotelarstwo, ale jeśli nie jest skrzywione dogmatami, to niech już sobie to studiują... rynek pracy zweryfikuje.

    •  

      pokaż komentarz

      @alexandra28: Czy Ty chociaż wiesz czym zajmują się gender studies, co to jest?

    •  

      pokaż komentarz

      @alexandra28: ale to normlane studia. Tylko w ciemnogrodach jak u nas czy na Wegrzech motloch sie o to burzy.

    •  

      pokaż komentarz

      @deviator: dzięki katolickiej nauce jesteś tu gdzie jesteś. Nie porównuj kultury chrześcijańskiej, która ukształtowała Europę, do feministycznych wypierdów dot. gender studies.

    •  

      pokaż komentarz

      dzięki katolickiej nauce jesteś tu gdzie jesteś. Nie porównuj kultury chrześcijańskiej, która ukształtowała Europę,

      @kosmk: Jeśli chodzi o naukę i postęp techniczny to jestem tam gdzie jestem dzięki myśli oświeceniowej, która przełamała trwające przez ponad tysiąclecie, wprowadzone i utrzymywane przez "kulturę chrześcijańską" embargo na samodzielne, odkrywcze istnienie,

    •  

      pokaż komentarz

      @deviator: myśli oświeceniowej niesionej przez kulturę katolicką.

    •  

      pokaż komentarz

      myśli oświeceniowej niesionej przez kulturę katolicką.

      @kosmk: Bredzisz, myśl oświeceniowa rozwijała się pomimo i wbrew katolickiej kulturze, w której była "wiedzą zakazaną".

    •  

      pokaż komentarz

      @deviator: Czy tego chcesz czy nie, niestety nie masz racji.
      Wszystko co działo się w Europie i powiązanej z nią cywilizacji europejskiej (USA, Australia) zawdzięczamy chrześcijaństwu.
      Spójrz na Chiny, to jest zupełnie inna cywilizacja nie zbudowana na chrześcijaństwie. Dorośnij, poczytaj, pozwiedzaj, a potem formuj tezy o „myślach oświeceniowych” cokolwiek to znaczy. Wyjdź poza szkołę średnią.

    •  

      pokaż komentarz

      @kosmk: Naprawdę ciężko jest dyskutować z kimś, kto ignoruje fakty histowyczne, w tym trwający ponad tysiąc lat okres, w którym KK w sposób oczywisty i jawny robił za głównego hamulcowego postępu. Na Chiny można spojrzeć, ale tylko po to żeby odnotować, że mimo pozytywnych, konfucjańskich wzorców, oni wciąż swojego oświecenia nie mieli, co za tym idzie, nie wykształcili własnej koncepcji metody naukowej, bez której nie ma co mówić o postępie. W nas było podobnie kiedy KK trzymał na tym łapę - ocalałe ze starożytności elementy nauki były wymieszane z mistyką i religią w dość niepostępowej zupie przez ponad tysiąc lat, a kiedy ktoś chciał coś z tym zrobić to musiał iść na noże z KK i początkowo zwykle płacił za to głową lub infamią.

  •  

    pokaż komentarz

    Ogólnie temat jest bardzo skomplikowany i mało kto zdaje sobie chyba sprawę z jego złożoności. W całej sprawie są trzy aspekty:
    1. Wolność uczelni. Uczelnie od zawsze były i chyba być powinny miejscem, gdzie myśl jest wolna, to znaczy można głosić poglądy najdurniejsze, ale zawsze trzeba liczyć się z ich krytyką. Na tym właśnie polega wolność naukowa, która jest niezbędnym probierzem rozwoju każdej dyscypliny. Jeżeli architekt buduje most, to nie może się pomylić, ale jeżeli profesor uniwersytecki chce symulować budowanie domów z serka homogenizowanego to - przynajmniej w teorii - powinniśmy mu na to pozwolić. Wykluczanie kogokolwiek i zabieranie mu prawa głosu może doprowadzić do tego, że wkrótce zacznie się zamykać usta nieprawomyślnym. Cenzura to niestety broń obosieczna.
    2. Problem demarkacji. Wbrew temu, co czytam w tym wątku, odróżnienie nauki od pseudonauki bywa oczywiste, ale najczęściej jest bardzo trudne. Część teorii, których dziś uczymy się, była niegdyś uważana za pseudonaukowe. I na odwrót. Pionier informatyki, Alan Turing, za najważniejszą przeszkodę przy tzw. grze w udawanie (podstawie testu Turinga) uznawał telepatię. Do dziś niektórzy fizycy dowodzą, że we Wszechświecie musi istnieć arystotelesowski eter, bo niezapośredniczone oddziaływania na odległość są niemożliwe. Być może okaże się, że nasz sposób postrzegania świata jest zupełnie błędny. (Zdziwiłbym się, gdyby okazało się inaczej). @arcx stwierdza, że naukowe jest to, czemu przyświeca naukowa metoda. A co to jest metoda naukowa? Możemy tak ustawić jej definicję, że naukowa będzie tylko teologia - to żaden problem. Nauka to budowanie łodzi na pełnym morzu i ciągłe jej naprawianie, jak pisał Otto Neurath. Nasze wyobrażenie nauki ciągle się zmienia, a przez to zmienia się to, co pseudonaukowe.
    3. Weryfikacja? Tu dochodzi jeszcze jeden problem: @rrdzony pisze, że "Kopernik coś odkrył i był w stanie udowodnić". No właśnie nie. Tycho de Brahe uważał teorię heliocentryczną za pseudonaukę, bo nie dało się zaobserwować zjawiska paralaksy. (Dziś wiemy, że to dlatego, że miara kąta, tworzonego przez Ziemię w dwóch położeniach i najbliższą gwiazdę wynosi mniej niż jedną sekundę). Co więcej, teoria kopernikańska była równie skomplikowana, co ptolemejska, bo Kopernik założył, że orbity są koliste. (Źródło: T. Kuhn, Struktura rewolucji naukowych). Kopernikowi pomógł po protu potężny sprzymierzeniec, czyli Galileusz i jego "a jednak się kręci". A zatem nawet fakty empiryczne nie gwarantują, że to, co naukowe, jest naukowe.

    Powiem tak: nie mam zdania w tej kwestii. Widzę potrzebę walki z pseudonauką. Ale co to jest pseudonauka? I jak z nią walczyć? A może pozwolić ludziom głosić na uniwersytetach, co chcą i liczyć, że ich słuchacze to ludzie krytyczni i myślący samodzielnie... Może jestem zbyt naiwny, ale biorąc wszystko pod uwagę ta ostatnia opcja wydaje mi się najmniej szkodliwa. Co nie oznacza, iż jest ona najlepsza.

    •  

      pokaż komentarz

      @JackTheDevil90: niestety aktualnie uczelnie to nie te co kiedyś, które były państwem w państwie (nie bez kozery rektor nosił gronostaje). Dzisiaj to jest upolityczniony twór, gdzie głównie chodzi o kasę za studenta i rozwolnienie publikacyjne, a stydent idzie popić, podupczyć i odebrać mało już warty papier.

    •  

      pokaż komentarz

      @LubieSzaszylkiZLublina: też tak to widzę... niestety ale tak jest w 99% sytuacji, z doświadczenia tak mówię.

    •  

      pokaż komentarz

      @JackTheDevil90:

      2. Z tym się do końca nie zgodzę- nasze dotychczasowe rozumienie świata raczej nie jest błędne - zbudowane na nim modele dają nam wartość utylitarną, pozwalają budować statki kosmiczne, przewidzieć ruchy planet na tryliardy lat do przodu etc. mogą być za to niepełne. Np. rozumowanie Newtona jest prawdziwe ale tylko dla obiektów znajdujących się na Ziemi.

    •  

      pokaż komentarz

      @maciejze: Zgadzam się. Ale użyteczność nie oznacza prawdziwości. Prawie każda nieprawdziwa teoria, np. geocentryzm, była kiedyś niezwykle użyteczna. Gatunek ludzki uprawia naukę o0d 400 lat - zdziwiłbym się, gdyby przez ten czas osiągnął wiedzę pewną i prawdziwą. Co z fizyką za milion lat? :) To temat na dłuższą wypowiedź, ale podsumuję tak: jeżeli chodzi o użyteczność, nauka na pewno działa. Jeżeli chodzi o prawdę i fałsz (albo błąd - bo takiego zwrotu użyłem), to jestem pewny, że jeszcze bardzo długa droga przed nami.

    •  

      pokaż komentarz

      @LubieSzaszylkiZLublina: I tak, i nie. Masz oczywiście rację, ale to nie znaczy, że należy zabierać uczonym prawo do wyrażania własnych poglądów. Nic z tego, co powiedziałeś, nie stanowi argumentu za ograniczaniem autonomii wypowiedzi oraz prawa do rzetelnej krytyki tej wypowiedzi. Jeżeli zaś chodzi o upolitycznienie: tu też trzeba brać to w nawias. Środowisko naukowe jest bardzo zróżnicowanie: niektórzy chwalą dzisiejszy rząd, niektórzy chcą palić opony. I tak chyba było zawsze.

    •  

      pokaż komentarz

      Widzę potrzebę walki z pseudonauką. Ale co to jest pseudonauka? I jak z nią walczyć?

      @JackTheDevil90: Wystarczy nie mieszać wolności wypowiedzi z kwalifikowaniem wszystkich banialuk jako nauki i pchania tego na uniwersytety. Skoro pseudnauka ma takie świetne teorie to wystarczy, że otworzy się na ich weryfikacje. Wtedy sama się obroni. Ale najpewniej każdy z jej przedstawicieli ucieknie w popłochu kiedy mu się to zaproponuje, albo zwyzywa od natrętów zadających niewygodne pytania.

      Temat nie jest skomplikowany. Tolerowanie głupoty sięgnęło zenitu i czas skończyć ze ślepą tolerancją każdego umysłowego ścieku, który próbuje wlewać się różnymi kanałami.

    •  

      pokaż komentarz

      @hades9: No i tu jest kolejny problem, ponieważ wiele pseudonauk jest weryfikowalnych (np. niegdysiejsza teoria flogistonu), natomiast są nauki, które weryfikowalne nie są. (Na przykład niektóre twierdzenia fizyki kwantowej są weryfikowalne matematycznie, ale przy pewnych aksjomatach; przy innych już nie). Rozumiem ideę rozstrzygania tego problemu "na zdrowy rozsądek", ale właśnie staram się pokazać, że pojęcie ortodoksji naukowej, zdrowego rozsądku etc., są względne i nie nadają się do oddzielania nauki od pseudonauki. To samo jest z obserwacją: jaka obserwacja daje prawo do nazywania czegoś nauką? Wielu ludzi sądzi, że obserwowało duchy, ale - powiemy - ich twierdzenia nie są powtarzalne, więc nie da się zweryfikować. A kto powiedział, że każde zjawisko we Wszechświecie musi być powtarzalne? To tylko jeden z wielu problemów.

      Tolerowanie głupoty sięgnęło zenitu i czas skończyć ze ślepą tolerancją każdego umysłowego ścieku, który próbuje wlewać się różnymi kanałami

      Zgoda, ale taka metaforyka ma drugą stronę: ścieki zmieszane z nauką tworzą mieszaninę jednorodną i nie jesteśmy w stanie jasno oddzielić jedno od drugiego. Jedni powiedzą: trudno, najwyżej wytniemy trochę zdrowej tkanki. Inni powiedzą: nie, nauka rozwija się tylko dlatego, że nie godzimy się na takie kompromisy. Ja należę chyba do tej drugiej grupy i wydaje mi się, że podałem pewne - chyba silne - racje za takim podejściem.

    •  

      pokaż komentarz

      A co to jest metoda naukowa?

      @JackTheDevil90: Wymóg powtarzalności i falsyfikowalności wyników badań/teorii. Do tego tak naprawdę sprowadza się metoda naukowa.

      Być może okaże się, że nasz sposób postrzegania świata jest zupełnie błędny.

      Oczywiście że tak, dlatego w nauce bodaj najistotniejsza jest gotowość do odrzucenia każdej teorii, jeżeli pojawią się wiarygodne badania, które jej przeczą. Inaczej robimy z nauki religię...

    •  

      pokaż komentarz

      Wielu ludzi sądzi, że obserwowało duchy, ale - powiemy - ich twierdzenia nie są powtarzalne, więc nie da się zweryfikować. A kto powiedział, że każde zjawisko we Wszechświecie musi być powtarzalne?

      @JackTheDevil90: To wtedy po prostu jest ono poza obszarem zainteresowania nauki.
      Powszechnym błędem jest podchodzenie do nauki jako do czegoś, co ma wyjaśnić wszystko.
      Ja uważam, że są i zawsze będą takie zjawiska, które są poza dziedziną badawczą nauki i nauka się nimi nigdy nie zajmie, bo po prostu nie może. Nie da się ich analizować metodą naukową, co bynajmniej nie znaczy, że nie istnieją :) Zresztą większość poważnych naukowców zdaje sobie sprawę z ograniczeń nauki i z tego, że istnieje cała masa tematów, które są "nienaukowe".
      Dlatego trzeba wypracowac inny sposób zdobywania wiedzy na te tematy.

    •  

      pokaż komentarz

      Wyszła trochę przydługa odpowiedź, więc podzielę ja na dwa posty.

      No i tu jest kolejny problem,

      @JackTheDevil90: Nie ma nad czym dumać. Szukasz na siłę uzasadnienia. Forum naukowe jest otwarte na każdą, nawet walnięta hipotezę. Wszyscy znają reguły dowodzenia i weryfikacji tego co nazywamy wiedzą. Nagle ma się to zmienić, bo ktoś na siłę coś forsuje dla własnych korzyści? Nawet jeśli mu się uda, to przyjdą inni, zweryfikują to i wywalą jego dokonania do kosza. Naukowcy to zaakceptują i będą szukać dalej. Pseudonaukowcy niekoniecznie, bo nie mają czegoś szukać dalej, bo ich świat nauki nie istnieje ponad to co sami sobie wymyślą.

      ponieważ wiele pseudonauk jest weryfikowalnych (np. niegdysiejsza teoria flogistonu),

      @JackTheDevil90: Eeeee, ale nie nazywaj czegoś pseudonauką, bo było trudne do udowodnienia czy okazało się błędem. Teoria, czy raczej hipoteza w nauce zawsze jest otwarta dla każdego na jej dowiedzenie lub podważenie. Dopóki nikt nie znalazł niczego lepszego, to uznaje się ją za prawdopodobną lub błędną, czekającą na rozstrzygnięcie lub zastąpienie.

      Pseudonauką jest twierdzenie, że coś działa w określony sposób bo tak się komuś wydaje, tak powiedział lub miał złudzenie, ale nie sprawdzi tego i nie pozwoli innym w obawie o negatywny wynik. A jeśli nawet znajdzie się metoda na obalenie tej "wiary", to okaże się, że dowodzący jest "głupi i się nie zna", bo wyznawcy się z nim nie zgadzają.
      Ludzie wierzą np. w płaską Ziemię nie dlatego, że istnieje dowód matematyczny czy empiryczny, tylko dlatego, że odrzucili matematykę czy dowody zdjęciowe i wierzą w to, co ktoś powiedział na YouTube i pokazał jakiś idiotyczny eksperyment, który prędzej zdradza jego braki w wykształceniu, niż cokolwiek potwierdza.

      (Na przykład niektóre twierdzenia fizyki kwantowej są weryfikowalne matematycznie, ale przy pewnych aksjomatach; przy innych już nie).

      Mam wrażenie, że nie rozumiesz procesu rozwijania wiedzy, budowania jej, dowodzenia i tego, że pewne hipotezy wymagają szeregu założeń wstępnych by móc je rozpatrywać. A brniemy w coraz bardziej zawiłe rejony, gdzie obserwacja bezpośrednia jest na razie niemożliwa, i trzeba zacząć używać modeli matematycznych by czegokolwiek dowieść. Ale zauważ, że nawet wówczas każde z twierdzeń jest do weryfikacji dla każdego zainteresowanego. I nikt nie będzie miał zastrzeżeń, jeśli ktoś przeprowadzi dowód, okaże się on poprawny, i który podda weryfikacji przez innych.

      Pseudonauka w tym miejscu nie zostawia pola na otwartą dyskusje. Ma być tak jak powiedział "wielki myśliciel" i koniec. A jeśli za tydzień zmieni mu się humor, to będzie twierdził co innego. Pan Zięba to najlepszy przykład. Propagowana przez niego wiedza została obśmiana przez zwykłego standupera na podstawie własnych nagrań pana Zięby na YouTube. To był chyba Michał Leja, poszukaj. "Niczego nie weryfikujcie tylko uwierzcie, że tak jest" - na tym opiera się całe dowodzenie pseudonaukowe. Chcesz z tym dyskutować, proszę bardzo. Ale jakie wytoczysz argumenty, kiedy w dyskusji jest jedna reguła, że "można mówić co się chce, a i tak moje jest na wierzchu".

      Rozumiem ideę rozstrzygania tego problemu "na zdrowy rozsądek",

      Nie ma rozstrzygania na zdrowy rozsądek. Nauka to sąd nad faktami, albo jest dowód, albo go nie ma. Zawsze coś z czegoś wynika, są jakieś warunki początkowe i końcowe. Niezależnie od rozstrzygnięcia wynik może być poddawany weryfikacji przez następną ekipę "sędziów". Jeśli się potwierdzi, to już jest wart odnotowania w encyklopedii, a reszta naukowców może go wziąć na warsztat i dalej katować, bo ktoś np. zauważy jakieś niestandardowe warunki, które zmienią wynik. Pseudonauka oferuje tu jedynie co najwyżej inwektywy pod adresem tego kto odważyłby się podważyć zdanie "wielkiego myśliciela". Zresztą jest reprezentowana przez osoby, które nie myślą, niczego nie podważają, ale wierzą. Może to im wystarczy i można nie mieć z tym problemu. Ale oddawanie takim ludziom steru to zaproszenie do pewnej katastrofy.

      ale właśnie staram się pokazać, że pojęcie ortodoksji naukowej, zdrowego rozsądku etc., są względne i nie nadają się do oddzielania nauki od pseudonauki.

      Nie ma ortodoksji naukowej. Jest hipoteza, dowód, weryfikacja. Nie liczy się w tym człowiek, ale zdobyta wiedza. To nie konkurs piękności lub konkurs na autora najlepszego wiersza. Ludzie zdobywają tu laury przy okazji. W pseudonauce liczą się głównie laury, a właściwie profity finansowe dla tego kto wymyśli lepiej brzmiącą głupotę i przekona do tego jak najszersze grono wyznawców, którzy są na bakier z logiką lub nie mają śmiałości wątpić.

    •  

      pokaż komentarz

      To samo jest z obserwacją: jaka obserwacja daje prawo do nazywania czegoś nauką?

      @JackTheDevil90: Wielokrotna obserwacja, którą przeprowadzi wiele osób na wiele różnych sposobów, co przyniesie szereg rezultatów, stworzy model i określi warunki zaistnienia obserwowanego zjawiska, określi warunki brzegowe do zastosowania tej wiedzy w przyszłości. To jest nauką. Na tej podstawie ludzie są zdolni do powtórzenia obserwacji i poszukiwania odpowiedzi na kolejne pytania.
      Pseudonauka by odpowiedzieć na dowolne pytanie wymaga jedynie zręcznego opowiadacza, który na kolanie wymyśli w miarę prosty związek przyczynowo-skutkowy, i ani na chwile nie sięgnie do już istniejącej wiedzy w danej dziedzinie.
      Pseudonauka, chyba znowu to powtórzę, nie zostawia żadnego pola na eksperyment, obserwacje, dyskusje nad wynikami, zadawanie pytań.
      Osobiście przypomina mi to scenariusze ekranizacji przygód superbohaterów. Wiedza pseudonaukowa jest niczym opowieść o tym skąd wzięły się ich moce, albo jak tworzy się wszystkie fantastyczne wynalazki w tych filmach. Jest super moc, która przenosi się przez pierścień, albo wymyślone zjawisko fizyczne i już. Jako widz więcej nie musisz wiedzieć. Na film to wystarczy, bo opowieść się przez to klei, ale na rzeczywistość i rozwiązywanie prawdziwych problemów może to być wręcz zabójcze.

      Wielu ludzi sądzi, że obserwowało duchy, ale - powiemy - ich twierdzenia nie są powtarzalne, więc nie da się zweryfikować.

      Ależ da się, sam napisałeś, że "wielu ludzi sądzi, że obserwowało duchy". Czyli nie przydarzyło się to jednemu człowiekowi, ale wielu. To przyczynek do tego by sprawdzić, czy mają omamy wzrokowe czy jest coś na rzeczy. Mimo braku jednoznacznych dowodów nie należy odrzucać tego, że jakieś zjawisko jest nieprawdziwe. Po prostu na dzień dzisiejszy nie jest możliwe osiągnięcie zadowalających wyników na plus lub minus. W przypadku pseudonauki, ktoś by powiedział, że duchy są (lub ich nie ma) i koniec. A jak chcesz to podważać, to jesteś "taki i owaki, i się nie znasz".

      A kto powiedział, że każde zjawisko we Wszechświecie musi być powtarzalne? To tylko jeden z wielu problemów.

      Nie, to nie jest problem. Znowu na siłę szukasz wyjaśnienia. Gdzie wątpliwości, zadawanie pytań? Wszechświat jest na tyle duży i skomplikowany, że zjawiska nie wydarzają się raz na całe jego istnienie. Mogą być rzadkie, ale zachodzą na tyle często na ile występują odpowiednie warunki. Jakie to warunki, to zadanie nauki by je określić, wywołać zjawisko i zbadać jego naturę. Niech za przykład posłużą gwiazdy. Są powtarzalnym skupiskiem materii we wszechświecie, to samo jest z planetami, księżycami, itd. Nawet materia organiczna, to nie żaden wyjątek, ale jedynie proces chemiczny, wymagający co prawda specyficznych warunków i niespotykanie długiego czasu rozwoju, ale możliwy do zaobserwowania. Właśnie w tej chwili, my, jako materia organiczna rozważamy czy istnieje inna materia organiczna i szukamy dowodów na jej istnienie. Pośrednio je znajdujemy. Ale robimy to dlatego, że nasze wcześniejsze obserwacje pozwoliły nam na takie przypuszczenia. Widzimy, że powtarzalność procesów i struktur jest obserwowalna gołym okiem, więc można nieostrożnie wnioskować, że gdzieś już było lub rodzi się życie podobne do naszego.
      Na tym polega nasz rozwój naukowy. Bierzemy naszą dotychczasową wiedzę, budujemy z niej model, którym posługujemy się w we wnioskowaniu przy innych nie do końca poznanych zjawiskach lub zadawanych pytaniach jak coś działa. Coś jest podobne, coś jest nowe, ale szukając rozwiązań próbujemy układać klocki by zgodnie z logiką pasowały do siebie.
      Pseudonauka niczego nie układa. Tam nie ma klocków, które wynikałyby z czegoś rozsądnego. Są pewne domysły i rozrzucone klocki z różnych nie pasujących ze sobą zestawów. Bo nawet jeśli ktoś przypadkiem wyciągnie prawidłowe wnioski, to nie liczą się one, tylko to czy są zgodne z wymysłami danej jednostki.

      Zgoda, ale taka metaforyka ma drugą stronę: ścieki zmieszane z nauką tworzą mieszaninę jednorodną i nie jesteśmy w stanie jasno oddzielić jedno od drugiego.

      Znowu szukanie problemu na siłę. Od dawna są skuteczne filtry, które umożliwiają weryfikacje.

      Podsumowując, nie jestem pewien czy w każdym punkcie dobrze opisałem to co chciałem przekazać. Ale to właśnie jest nauka. Czasami trzeba zaryzykować w opisie rzeczywistości, sprawdzić jak patrzą na to inni. To co twierdzę mogę poddać pod dyskusje, poznać opinie innych, otrzymać odpowiedź zwrotną i być może się czegoś nauczyć. Ale jestem na to otwarty.

    •  

      pokaż komentarz

      @hades9: Bardzo fajnie opisałeś naukę i w zasadzie w pełni sie z tym zgadzam, ale z jednym wyjątkiem.
      Otóz napisałeś, że "nie ma ortodoksji naukowej". Otóż niestety jest. Z tym, że z reguły reprezentują ja nie ludzie, którzy faktycznie uprawiają naukę, a ludzie, ktorzy coś tam liznęli nauki i uznali obecny stan nauki (przy czym "obecny" to często oznacza stan wiedzy w podręcznikach, z których sie uczyli, aktualny kilkadziesiąt lat temu) za ostateczny i obowiązujący, a wszystko co jest z nim niezgodne jest na pewno fałszywe.
      Bardzo czesto tacy właśnie ludzie uważają się za reprezentujących "poglady naukowe" w dyskusjach z pseudonaukowcami. I tu powstaje problem, bo obie strony w takiej dyskusji są tak samo zacietrzewione i obie strony w zasadzie uzasadniają swoje poglądy tym samym - "tak jest, bo ktos tak powiedział". Róznią sie tylko tym, na kogo się powołują :)
      Tak naprawdę tacy ludzie sami są pseudonaukowcami, tylko "z drugiej strony", a często bardzo głośno krzyczą, że reprezentują naukę - nie mając pojęcia o tym, że nauka to w dużym stopniu ciągłe poddawanie aktualnej wiedzy w wątpliwość, natomiast oni niczego nie poddają w wątpliwość i są przekonani że "jest właśnie tak".
      Martin Lechowicz - pewnie kojarzysz gościa z Youtuba, taki satyryk - nagrał kiedyś podcast pod tytułem "Kościół Przenajświętszej Nauki" i to było dokładnie właśnie o takiej postawie - że jest to tak naprawdę tworzenie sobie z nauki (pseudo)religii, która tak jak inne religie ma swoje dogmaty, których nie wolno podważać i które nie podlegają żadnej dyskusji.
      Tak właśnie dla wielu osób wygląda nauka, a to oczywiście nie jest nauka.

  •  

    pokaż komentarz

    Ojej ludzie zauważyli teologię na uniwersytetach...?

    •  

      pokaż komentarz

      @dancap: teologia nie wyczerpuje znamion pseudonauki. To nie jest tak, że wszystko co nie jest naukowe jest jednocześnie pseudonaukowe.

    •  

      pokaż komentarz

      @zarowka12 teologia jest pseudonauką. Debilizm powtarzany wielokrotnie może stać się prawdą w umysłach idiotów. Tym jest teologia. Nie ma zadny podstaw aby teologii nie postawić koło tarota czy czytania z fusów....

    •  

      pokaż komentarz

      @zarowka12: Jak to nie? Używa naukowego języka (konkretnie filozofii) do opisywania nieweryfikowalnych zjawisk, dosyć typowe dla pseudonauki właśnie. Dodajmy do tego szczyptę dogmatyzmu, czyli fundament którego w ogóle nie wolno krytykować albo nie wolno

      Dlaczego uważasz, że teologia nie ma znamion pseudonauki? Jeżeli chodzi o naukowe podejście do tematu to od tego jest religioznawstwo.

    •  

      pokaż komentarz

      Używa naukowego języka (konkretnie filozofii)

      @DiscoKhan: Dodam tylko, że filozofia nie poparta logiką też jest pseudonauką. Co do reszty wypowiedzi zgadzam się.
      Teologia jest akceptowana jako nauka głównie ze względu na swoje pochodzenie (zastanie) i nadal silne wpływy Kościoła. Przez wiele wieków (średniowiecze) była wiodąca i prawdziwe nauki rozwijały się w jej cieniu. Osobiście uważam, że ma ona zerowy wpływ na rozwój, a właściwie silnie go hamuje, jeśli nie zatrzymuje - właśnie ze względu na to dogmatyczne podejście. Krytyczna postawa i brak złych pytań jest podstawą dążenia do prawdy, a tu tego brakuje. Mogłaby sobie istnieć jako taka kościelna pseudonauka, bo w gruncie rzeczy szkodliwa nie jest, ale w żadnym wypadku nie powinna być finansowana z pieniędzy podatników i wykładana na świeckich, państwowych uczelniach.