•  

    pokaż komentarz

    Nasze szkoły wyższe dają po prostu pracę leśnym dziadkom. Programy zajęć układa się tak, żeby każda miernota miała godziny dydaktyczne, bo na nich zarabia. Z tego powodu wciska się idiotyczne przedmioty, czasem w ogóle nie związane z profilem, albo zgodne z nim tylko z nazwy.

    Kretyni prowadzą potem zajęcia, a swój brak kompetencji maskują tym, że sprawdzają obecność na wykładach. Gdyby tego nie robili, zbyt oczywiste by było, że nikt nie chce słuchać ich pierdzielenia. Dobrzy wykładowcy nie muszą się czegoś takiego obawiać.

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2: Niestety ten kraj jest skorumpowany od góry do dołu. Wszędzie bylejakość.

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2: @puruga: Akurat żeby wykładać na uczelni wyższej trzeba być ogarniętym. Przynajmniej tak wydaje się być na PWr.

    •  

      pokaż komentarz

      Z tego powodu wciska się idiotyczne przedmioty, czasem w ogóle nie związane z profilem, albo zgodne z nim tylko z nazwy.
      @frytex2: Dokładnie tak, na przykład na AGH uczy się elektrotechniki studentów od metalurgii. Po co? Żeby leśne dziadki miały ileś godzin miesięcznie wyrobione do pensji. Do tego namawianie na zakup skryptów, bo bez tego nie ma kasy u wykładowców a u studentów nie ma zdanego egzaminu

    •  

      pokaż komentarz

      Akurat żeby wykładać na uczelni wyższej trzeba być ogarniętym. Przynajmniej tak wydaje się być na PWr.

      @Marek1991: chyba sobie żartujesz...albo jesteś na 1. roku. Tak czy inaczej jesteś w błędzie, i to grubym...

    •  

      pokaż komentarz

      @masaj: A mogę wiedzieć kiedy nabywa się kompetencje, by oceniać wykładowców? Czy na drugim roku już jest się bystrzejszy od profesorów? Napisz coś więcej xdddddd
      Wykop nie zawodzi...

    •  

      pokaż komentarz

      @Marek1991: Z kim ty rozmawiasz? Przecież to głównie dzieci, studia widzieli na obrazku.

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: widzisz kończyłem W4, i o ile była cześć wykładowców która ogarniała i było Ok to były tacy którzy czytali książkę na wykładzie na głos...jeden z przykładów. Jeszcze coś?

    •  

      pokaż komentarz

      @masaj: Własna książka jest osobistym osiągnięciem prowadzącego. Jeśli ktoś spieszę wlasne poglądy, usysytematyzuje je, to nagle przestają się nadawać do prezentacji? Przeciwnie, książka ułatwia potem organizacje materiału.
      No chyba, że cały wykład czyta książki innych autorów, w co wątpię. Cos jeszcze?
      Nie odpowiedziałeś na pytanie, kiedy nabywamy kompetencje oceny wykładowców.

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: uważasz ze czytanie książki na wykładzie na głos to jest prowadzenie wykładu?! Naprawdę?!

    •  

      pokaż komentarz

      @masaj: Sugerujesz, że jak ktoś spieszę wykład i go wyda, to nie powinien mieć prawa ustnego głoszenia tych poglądów? Wszystko zależy od formy. Nie wyobrażam sobie choćby, by matematyk powtarzał definicję mniej precyzyjnie niż ma to w podręczniku. Co innego, kiedy mowa o wykładzie literatury klasycznej.

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: już spieszę z odpowiedzą...zdrowy rozsądek pomaga w ocenie wykładowcy, ale jak widzę kolega poszedł na PWri myśli ze trafił na MiT.

      Nie nie mam pytam wtedy!

    •  

      pokaż komentarz

      @masaj: Nigdy nie studiowałem na politechnice. Gratuluję zdolności dedukcyjnych. A na którym roku uzyskuje się ten mityczny zdrowy rozsądek, który pozwala wznieść się ponad prowadzących?
      Bardzo poważna sprawa...

    •  

      pokaż komentarz

      Dokładnie tak, na przykład na AGH uczy się elektrotechniki studentów od metalurgii. Po co?
      @notdot: Bo cała metalurgia dzisiaj stoi na prądzie. Podstawy elektrotechniki trzeba mieć choćby po to aby się dogadać z utrzymaniem ruchu.

    •  

      pokaż komentarz

      @notdot: Problem nie leży w tym, że uczą elektrotechniki. Uczyć jej powinni, podstawy powinien znać KAŻDY inżynier, bo w dzisiejszych czasach prąd jest wszędzie. Problem w tym, że np. u mnie na uczelni nauka elektrotechniki zatrzymała się w latach '60. I to jest szkopuł, sam przedmiot uważam za potrzebny i przydatny.

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: @notdot: @muwatilis: podstawy spoko, ale nauczanie wyższe ogólnie to jakaś patologia. Studiujesz automatykę i to co jest najbardziej poszukiwane przez pracodawców jest lajtowe i trwa pół semestru, a to co jest jakimś p??$@@$olo musi być oczywiście największym wrzodem. Super, mam papiery inżyniera tylko po cholerę mi były te wszystkie godziny spędzone nad ręcznym liczeniem jakiś poj###nych całek, sucha teoria elektrodynamiki i innych gówien, których już dzisiaj nie pamiętam i nie umiem, bo w pracy jest to nieprzydatne? Skoro wiedza okazała się nieprzydatna w życiu i uległa zapomnieniu to znaczy, że czas poświęcony na jej naukę był czasem straconym, który można było zainwestować inaczej, chociażby w koło naukowe. To co mnie boli w studiach to brak jakiegoś rozróżnienia na przedmioty ważne i „ciekawostki”, bo obecnie każdy psorek uważa, że jego przedmiot jest ważny. A tak nie jest. I dlatego przykładowo szanuje kobietę od światłowodów, bo wiedziała że spawaczami światłowodów nie będziemy więc nas nie cisnęła tylko prowadziła laboratoria na zasadzie ciekawostki „niech panowie sobie spróbują pospawać” :)

    •  

      pokaż komentarz

      ręcznym liczeniem jakiś poj%$?nych całek...
      @PikPak: Pozwolisz, że odpowiem. Psychologia nie od dziś uczy o zależnościach pomiędzy poszczególnymi skladowymi inteligencji. Czy zdajesz sobie sprawę, że istnieje zależność pomiędzy zdolnościami matematycznymi oraz umiejętnościami posługiwaniem się językiem albo orientacją w otoczeniu? A czy wiesz, że istnieje nawet pomiędzy tymi zdolnościami oraz poczuciem rytmu? Takowych jest duuuuzo więcej. Cóż, człowiek to istota złożona.
      Mam nadzieję, że już załapałeś, czemu edukacja obejmuje ćwiczenie zdolności, które NA POZÓR wydają się niepotrzebne i nie mają przełożenia na życie. Ignorance is a bliss.

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: dalej nie wiem po ch* mi to skoro i tak już nie umiem tego policzyć, a a razie potrzeb jest Matlab.

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak: Chodzi o to, że ćwicząc pozornie oderwane od rzeczywistości umiejętność wchodzące w skład inteligencji zarazem ulepszasz te skorelowane, które już tak oderwane od rzeczywistości się nie wydają. W ten sposób wspierasz własną inteligencję jako całość.

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: jednak będąc na studiach dość ściśle kierunkowych wolałbym poświęcać czas na umiejętności przydatne w życiu i szukane przez pracodawców.

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak:
      No toć mówię, że sam przedmiot jest konieczny. Ale dla każdego kierunku w takim wymiarze, w jakim jest mu potrzebny. Tymczasem u nas każdy kierunek z wyjątkiem energetyki, jedzie tym samym schematem ucieranym przez prowadzących od lat komunizmu łupanego.

      Teoretycznie takim rozróżnieniem w pewnym stopniu są ECTSy. W praktyce niestety masz rację, że są takie wybieralne gówno-przedmioty za 1-2 ECTS, które wykładowca traktuje jako istotę twojego kierunku. Mimo iż przedmiot nosi nazwę "Muzyczny kanon chemika" :P.

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak: Nie zrozumiałeś wypowiedzi. Otóż ćwicząc choćby liczenie na poziomie bardziej złożonym, niż ci to potrzebne na codzień, ponosisz pozostałe umiejętności wchodzące w skład inteligencji, która na codzień się jednak przydaje, bez wzlgdu na twoje wyobrażenia na temat działanie umysłu.
      Trzeba już łapiesz? Xdd

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2 Dokładnie najgorsi wykładowcy to zawsze którzy zawsze sprawdzają
      Co ciekawe ci dobrzy sami mówią za przychodzi kto chce a itak zawsze maja komplet
      Do tego najgorsi sa wykładowcy z "misja", maja jakiś nic nie znaczący dolepiony na sile przedmiot a uczyć sie na niego trzeba więcej niż na przedmioty faktycznie związane z tym co sie studiuje (╥﹏╥)

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: sorry, wolałem jednak ściągać na gównoprzedmiotach i rozwijać inteligencję projektując w wolnym czasie płytki PCB ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak: Ale dokładnie to, czego byś chciał, jest przyczyną niskiej pozycji polskich uczelni w rankingach. Oczekujesz, żeby uczelnie wyższe były zawodówkami, tylko do nieco bardziej skomplikowanych zawodów, a to chyba nie powinno tak wyglądać, nie sądzisz?

    •  

      pokaż komentarz

      @hasztag_andrzej: to jaki jest sens dość wąskich inżynierskich kierunków? Niech zamienią je na szerokie tematy jak ogólnie pojęta "elektronika" i wtedy będę widział sens ręcznego liczenia anteny.

      Oczekujesz, żeby uczelnie wyższe były zawodówkami, tylko do nieco bardziej skomplikowanych zawodów

      A co w tym złego? Inżynier - zawód jak inne. W zależności od specjalizacji ma dać wiedzę jak zaprojektować urządzenie, jak postawić budowlę, jak rozwiązać problem klienta, czyli ma dać pieniądze na życie. Uczelnia wydając dyplom poświadcza, że jego posiadacz jest na tyle kompetentny, by za pieniądze klienta rozwiązywać jego problemy w zakresie ukończonych studiów.

      Jak to jeden z doktorów z własną firmą powiedział - chcecie być inżynierami by kosić kasę, a klient chce produktu i dokumentacji, więc kładł zajebisty nacisk na dokumentowanie projektu. Nie oczekiwał, że jako studenci będziemy badać jakieś wyniosłe zagadnienia, tylko pokazał co jest ważne.

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: @biliard: Może ja pomogę z odpowiedzą na pytanie " kiedy nabywa się kompetencje, by oceniać wykładowców?". Aktualnie mamy styczeń a więc minęło 3 miesiące od początku studiów dla studentów pierwszego roku wiec śmiem twierdzić że to jeszcze za wcześnie dla nich na ocenianie prowadzących. Sytuacja się natomiast diametralnie zmienia gdy student jest tuż przed końcem studiów np na 3-4 roku gdy robi się licencjat albo inżyniera - wtedy człowiek sobie uświadamia jak wiele godzin zmarnował na niektórych przedmiotach prowadzonych przez niekompetentne osoby. A jak określić czy osoba nauczająca była niekompetentna? Nic prostszego - jeśli skończyło się przedmiot z oceną powyżej 3 a i tak nic się z tego nie umie to znaczy że przedmiot był do dupy.

    •  

      pokaż komentarz

      Oczekujesz, żeby uczelnie wyższe były zawodówkami, tylko do nieco bardziej skomplikowanych zawodów

      @hasztag_andrzej: o, nawet dwa pierwsze przykłady z brzegu - Uniwersytet Morski i kierunki nawigacja oraz mechanika. Studiujesz, by zdobyć zawód i obsługiwać statek handlowy.

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak: Dobry przykład to lekarze - studia medyczne działają w pewien sposób jak zawodówki bo mają duży nacisk na praktyki i dlatego uchodzą za najlepsze.

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2: Problem jest bardziej złożony.
      Trzeba sobie najpierw odpowiedzieć czy uniwersytety mają służyć jedynie pracy dydaktycznej czy także pracy badawczej. Jeśli to drugie to trzeba pamiętać, że nie każdy naukowiec jest świetnym dydaktykiem a nie każdy dydaktyk jest dobrym badaczem. A u nas każdy ma być jednym i drugim (wyrobić pensum i mieć publikacje).

      Drugi problem to przyjmowanie wszystkich chętnych. Są kierunki gdzie przyjmowani są wszyscy bo brakuje studentów. Kolejne wyże demograficzne mijają, ludzie sa bardziej świadomi ze wybor kierunku jest ważny i chętnych do studiowania pewnych kierunków już po prostu nie ma. A skąd uczelnia ma pieniądze? Ma je za każdego studenta, więc przyjmowani są wszyscy i w dodatku są przepychani przez kolejne lata aby tylko kasa się zgadzała.

    •  

      pokaż komentarz

      Sugerujesz, że jak ktoś spieszę wykład i go wyda, to nie powinien mieć prawa ustnego głoszenia tych poglądów? Wszystko zależy od formy. Nie wyobrażam sobie choćby, by matematyk powtarzał definicję mniej precyzyjnie niż ma to w podręczniku. Co innego, kiedy mowa o wykładzie literatury klasycznej.

      @biliard: Należy nie tylko sugerować, ale również egzekwować to, ze skoro pan profesor wydał książkę i dostał za nią wynagrodzenie to niech teraz nie dąży do bycia wynagradzanym po raz kolejny za już zapłaconą robotę. I skoro ma płacone za przeprowadzenie wykładu to niech prowadzi wykład, a nie udaje i czyta sobie książkę (choćby i swoją).

      To trochę podobnie jak z playbackiem na koncercie - możesz sobie kupić płytę swojego ulubionego wykonawcy za 50 PLN, ale możesz również iść na koncert, zapłacić 500 PLN i... przestać mieć ulubionego wykonawcę, bo czujesz się oszukanym, że zapłaciłeś za produkt A, a dostałeś jego namiastkę w postaci playbacku.

      Jeżeli jako student idę na wykład i poświęcam swoje 2h to chcę usłyszeć wykład, zdobyć wiedzę, a nie odsłuchać marną czytankę, gdzie wykładowca w 2h odczyta 10 stron (w tym samym czasie samodzielnie przeczytam zdecydowanie więcej i nie będę tracił bez sensu czasu). Zrozum, że wszelkie zasoby są odnawialne, oprócz czasu - możesz odzyskać straconą kasę, możesz odzyskać stracone dobra, ale nie odzyskasz straconego czasu.

      Ja czasy studenckie mam już dawno za sobą, ale z uwagi na mój zawód wciąż się dokształcam, zdobywam nową wiedzę i jakbym wziął udział w płatnym szkoleniu, które miałoby postać czytanki to bym się mocno wkurzył i zażądałbym zwrotu kasy. A to jest dokładnie taka sama sytuacja, tylko za studia płaci nie student (zwykle) tylko podatnicy.

    •  

      pokaż komentarz

      Dokładnie tak, na przykład na AGH uczy się elektrotechniki studentów od metalurgii. Po co? Żeby leśne dziadki miały ileś godzin miesięcznie wyrobione do pensji. Do tego namawianie na zakup skryptów, bo bez tego nie ma kasy u wykładowców a u studentów nie ma zdanego egzaminu

      @notdot: Tu akurat się nie zgodzę. Pewne podstawy muszą mieć, a skoro metalurgia obecna jest mocno powiązana z prądem i jego sterowaniem to chociażby po to byś potem w pracy nie rozłożył rąk przy najmniejszym problemie musisz znać podstawy. Jeszcze walnij hasło po co na metalurgii uczyć podstaw fizyki lub matematyki. Przecież "nie są potrzebne" jak uważa wielu tumanów.

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2: Nie moga maskować tego "sprawdzaniem obecności" bo wykłady są nieobowiązkowe, ale... wykład (obecność) może zwalniać z kolosa i to już jest argument powodujący tłumy na zajęciach

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2: Bylem na 3ech kieunkach i zawsze ludzilem sie, ze bedzie lepiej. Zamiast dac na pierwszym roku wedke do zdobywania wiedzy, to dostajemy mase bezsensownych przedmiotow, ktore potrafia niezle zniechecic do dalszej pracy. Szczegolnie osoby, ktore jeszcze szukaja siebie.

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2 Dokładnie. PG na wydziale Oceatechniki i Okrętownictwa na pierwszym roku miałem filozofię. ))¯_(ツ)_/¯

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2: A propos przedmiotów bezużytecznych wciskanych na siłę. Na pierwszym roku jak jeszcze było nas najwięcej mieliśmy piękny przedmiot historia muzyki prowadzona co tydzień w poniedziałek o 15:20. Oczywiście zakończone pisemnym zaliczeniem. PŚK takie piękne.

    •  

      pokaż komentarz

      Nasze szkoły wyższe dają po prostu pracę leśnym dziadkom. Programy zajęć układa się tak, żeby każda miernota miała godziny dydaktyczne, bo na nich zarabia

      @frytex2: ale programy zajęć nie są brane do rankingów. Ranking uczelni na świecie opiera się nie na dydaktyce a na badaniach naukowych. Szkoły wyższe mają dwa główne zadania:
      1. Kształcenie ludzi wiedzą już poznaną
      2. Badania naukowe i zdobywanie nowej wiedzy

      Te pierwsze jest u nas na wysokim poziomie, kształcimy dobrych inżynierów. problem jest z badaniami i związanymi z nimi publikacjami w j. angielskim. Powód? Zwyczajnie brak kasy. Nawet jak jest dobre odkrycie, to nie ma kasy go dalej popchnąć, a właśnie na tym opierają się rankingi.

    •  

      pokaż komentarz

      @eL-Ko: 1 rok jest aby odsiać słabych. Dlatego tak wygląda

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2: Nasze uczelnie są po prostu średniakami. A przez brak publikacji w języku angielskim nigdy nie osiągniemy wysokich miejsc w rankingach

    •  

      pokaż komentarz

      Akurat żeby wykładać na uczelni wyższej trzeba być ogarniętym

      @Marek1991: Głównie ogarniętym towarzysko lub rodzinnie na danej uczelni.

    •  

      pokaż komentarz

      Akurat żeby wykładać na uczelni wyższej trzeba być ogarniętym

      @Marek1991: haha

    •  

      pokaż komentarz

      @Pshybysz: tak, zawsze tak mowili, zdawalem te trudniejsze przedmioty, ale jesli nie uczysz sie tego na czym Ci zalezy, to jest to zwykle p%$!#@%amento.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie, żebym bronił obecnego stanu rzeczy na uczelniach, ale...

      Studiujesz automatykę i to co jest najbardziej poszukiwane przez pracodawców jest lajtowe i trwa pół semestru, a to co jest jakimś p@$%?$@olo musi być oczywiście największym wrzodem. Super, mam papiery inżyniera tylko po cholerę mi były te wszystkie godziny spędzone nad ręcznym liczeniem jakiś poj$@?nych całek, sucha teoria elektrodynamiki i innych gówien, których już dzisiaj nie pamiętam i nie umiem, bo w pracy jest to nieprzydatne?

      @PikPak: Wbrew pozorom te rzeczy są jednak przydatne, bo dają ogół wiedzy technicznej. W pracy zawodowej jako inżynier nie powinieneś skupiać się wyłącznie na swojej działce, bo prowadzi to do dziwnych efektów dla projektu, jako całości. Być może nie wykorzystujesz całej przekazanej ci wiedzy, ale jakiś jej fragment pozwala ci robić lepiej to, co obecnie robisz. I może faktycznie, automatykowi nie jest konieczne liczenie całek, jakie są na przedmiocie podstawy elektrotechniki. Ale przedmiot ten ma także pomóc ci w byciu lepszym inżynierem - tak ogólnie. Choćby po to, abyś mógł sobie oszacować pewne kwestie związane z innymi branżami (np. napięcie zasilania, prądy i wynikający z nich przekrój przewodów itp.).

      Skoro wiedza okazała się nieprzydatna w życiu i uległa zapomnieniu to znaczy, że czas poświęcony na jej naukę był czasem straconym, który można było zainwestować inaczej, chociażby w koło naukowe.

      @PikPak: Mózg to dziwna sprawa. Coś, o czym wiesz, ale z tego nie korzystasz, wbrew pozorom zostaje w twojej głowie. Mając o tym cień pojęcia, wiesz choćby gdzie szukać, a jak znajdziesz, to szybciej sobie przypomnisz o co w tym chodziło. I to bardziej o to chodzi, jak o zapamiętanie konkretnych spraw, z których, jak już wspomniałeś, na co dzień nie korzystasz.

      To co mnie boli w studiach to brak jakiegoś rozróżnienia na przedmioty ważne i „ciekawostki”, bo obecnie każdy psorek uważa, że jego przedmiot jest ważny. A tak nie jest.
      @PikPak: Oczywiście, bo wybierasz kierunek dla siebie, a program układany jest dla wszystkich. Może komuś akurat ten przedmiot będzie w życiu bardziej przydatny? Oczywiście, pełno w programach zapchajdziur i eksperymentów typu "odchamiacze" (po co przyszłemu inżynierowi przedmiot pt. kultura języka polskiego na 5-6 semestrze kształcenia wyższego? ).

      Błędem jest przekonanie, że studia nauczą cię tego, co się w robocie przydaje. Tak naprawdę takich rzeczy przez lata uczyły szkoły zawodowe. Niestety, pogoń uczelni za studentami, spowodowany przez płatność "ode łba" spowodowało, że obecnie na studia idzie każdy, bo bez studiów ciężko o pracę. Kiedyś sporo osób kształcenie kończyło na zawodówkach lub technikach. Każdy ich absolwent powie ci, że właśnie tam się nauczyli najwięcej. A studia w założeniu przekazują wiedzę na najwyższym poziomie. Tylko likwidując fabryki i działy projektowe, w dobie lokalizacji produkcji w części azjatyckiej, taka wiedza w Polsce kompletnie nie jest potrzebna.

      Poszukiwane przez pracodawców umiejętności możesz także zdobyć na kursach specjalistycznych. Inna sprawa, że poszły one, wzorem uczelni, także w ilość. Obecnie ciężko o uzyskanie na nich jakiejkolwiek wiedzy - często liczy się "podpis i papier"... To jest bardzo smutne.

    •  

      pokaż komentarz

      chyba sobie żartujesz...albo jesteś na 1. roku. Tak czy inaczej jesteś w błędzie, i to grubym...

      @masaj: czemu?

    •  

      pokaż komentarz

      @Marek1991: jaja sobie robisz. Wyznacznikiem jakości uczelni technicznych jest ilość zgłaszanych patentów. Znam firmę w Danii z 10 osobowym działem rnd, ktora rocznie ma więcej patentów niż jakakolwiek Polska politechnika.

      Polskie politechniki to dno pod względem naukowym ale jeszcze dają w miarę dobrą pracę. Absolwenci uniwerków są praktycznie niezatrudnialni. Kadra naukowa cytowana najwyżej przez inne Polskie "uczelnie".

    •  

      pokaż komentarz

      to niech teraz nie dąży do bycia wynagradzanym po raz kolejny za już zapłaconą robotę
      @Erie: Rozumiem, że - przykładowo - matematyk powinien wymyślać nową definicję zbioru za każdym razem, gdy prowadzi o tym zajęcia. Co wiecej, każda grupa musi mieć inna definicję, nie mówiąc o kolejnych rocznikach. I nie, to że prowadzący wykłada jakieś skrystalizowane poglądy, nie znaczy, że nie pracuję nad kolejnymi. Możesz wierzyć albo nie, ale prowadzący maja obowiązek raportowania przebiegu pracy naukowej, a nie prowadzonych zajęć dla małolatów. Nie ta liga. Czy ty w ogóle rozróżniasz pracę dydaktyczną od naukowej?

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: Ja już w podstawówce (ośmioletniej) zdawałem sobie sprawę, że polonistka mówiąca do nas "nie wstajcie" popełnia błąd, a geografka twierdząca, że ziemia jest "okrągła" ma poważne braki w wykształceniu. W liceum dostrzegałem jeszcze więcej niedostatków wykładowców, nie mówiąc już o studiach. Co nie zmienia faktu, że większość osób mnie uczących doceniam i uważam swoje wykształcenie za solidne głównie dzięki nim.

    •  

      pokaż komentarz

      @iddqd: Po pierwsze, opatentowanie nie jest za darmo. Po drugie, nie wszystko opłaca się patentować.

      Ja tam czuję dobrze. Gdybym nie poszedł na studia to pewnie do końca życia pracowałbym w gównofirmie jako robol. Ja się na PWr bardzo rozwinąłem, koło naukowe, szkolenia no i ogólna wiedza.

    •  

      pokaż komentarz

      @S0Cool: Jak czujesz się mocny to zgłaszasz się na uczelnie, z miejsca otwierasz przewód i cyk - obrona doktoratu. Nieśmiało przypominam, że stopień dr nie wymaga studiów doktoranckich (te są tylko opcjonalne).
      W czym problem? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @Marek1991: ale co czemu?
      Na jednym z wykładów, miałem gościa który przedstawił się, następnie zaczął pisać na tablicy listę książek a po 45 minutach usiadł, otworzył jedną z nich i zaczął nam czytać na głos jej zawartość

      Na jeszcze innym wykładzie musiałem nauczyć się zasadny działania oraz budowę telefonu stacjonarnego - w 2008 roku bodajże

      Wiec tak, myśle ze cześć ludzi tam siedzących trzyma się stołka bo inaczej roboty by nie znalazła

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: Nie, ma przygotować wykład i go przeprowadzić tak aby zainteresować słuchaczy. Za to ma zapłacone. Dodatkowo jeżeli chce mieć 50% koszty uzyskania (aby płacić jak najmniejsze podatki) za pracę twórczą to niech przygotowuje na nowo materiały, dodaje do nich nowe rzeczy, wprowadza ciekawostki, które poprawią koncentrację słuchaczy itd, a nie czyta bezmyślnie (w dodatku nie potrafiąc poprawnie operować głosem) swoją książkę na głos.

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: Po co? Mam pracę, którą lubię. Ostatnią rzeczą, którą chciałbym robić jest uczenie innych. Zresztą mam do tego wrodzony antytalent. Ale nie muszę być mistrzem w kuchni, żeby oceniać, czy jedzenie mi smakuje, prawda? Niektórzy wykładowcy na uczelniach są beznadziejni, pogódź się z tym.

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2: No i kolejny mądry człowiek, który widzi problem. Ja u siebie kapnąłem się gdzieś w okolicach II roku, że oni nie uczą nas roboty, ale uczą żeby uczyć.

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak poj#?$nych całek? Ty chyba chciałeś do zawodówki iść a nie na politechnikę. Tam właśnie uczysz się "rzeczy pożądanych przez pracodawców" a nie j#?$nej matematyki :)

    •  

      pokaż komentarz

      @mbn-pl: tylko pracodawcy żądają wykształcenia wyższego technicznego po kierunkach automatyka, elektronika lub telekomunikacja, to się przebiłem przez te poj@?%ne całki i równania różniczkowe choć dalej nie wiem jak je rozwiązywać inaczej jak matlabem, zapomniałem jak to się robi ręcznie i skutecznie wyparłem to gówno z pamięci ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      A za Wolfram Alpha na telefony ktoś powinien dostać pokojowego Nobla ʕ•ᴥ•ʔ

    •  

      pokaż komentarz

      @S0Cool: Od kiedy to doktor skazany jest na bycie nauczycielem? Przecież nawet praca na uczelni to przede wszystkim prowadzenie badań naukowych, kwestia dydaktyki jest trzeciorzędna (nie wszystkie jednostki naukowe je w ogóle prowadzą, o PAN słyszałeś?).
      Zresztą tylko niewielu doktorów decyduje się na pracę na uczelnii (porównaj liczbę osób z tym stopniem oraz liczbę wykładowców w kraju...)
      Oj, Mirku, chyba nie wiesz, co piszesz xdd
      I, owszem, musisz byc bardzo wykształcony, by pojąć, jak działa nauka. Ot, dziedzina jest elitarna. Nie dla psa kiełbasa xdd

    •  

      pokaż komentarz

      @Marek1991: Studia nie pomogły - dalej jesteś osiołkiem. Prawdopodobnie zarabiasz coś około 13k BRUTTO jak dobrze poszło i myślisz, że jesteś królem życia.

      Prywatne firmy nie wydają pieniędzy na bezsensowne patenty. Polskie politechniki produkują dobrych niewolników do korporacji, opłacanych w miarę dobrze jak na nasze warunki. Same praktycznie nic nie wymyślają i nie uczą ludzi wymyślać nowych rzeczy.

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak: w UK możesz skończyć po pierwszym lub drugim roku i to już się liczy jako kwalifikacje zawodowe. Możesz zrobić Foundation Degree gdzie uczysz sie tylko rzeczy pptrzebnych do wykonywania zawodu jako szeregowy inżynier od utrzymania. Masz wyższe ambicje? To kończ bachelor, master czy phd. Ale po co sie uczyć zagadnien na poziomie magistra do wykonywania pracy do której potrzebujesz tylko nieco bardziej szczegółowej wiedzy niż tej z technikum?

    •  

      pokaż komentarz

      @iddqd: to nadal więcej niż zarabiają ludzie po technikum, Lo czy zawodowce, mimo że nie stracili 5 lat na studia

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2 popieram, wpisujcie uczelnie!! Politechnika Warszawska

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak mnie też nigdy nikt o całki na rozmowie nie pytał a o matlaba się zdarzyło (✌ ゚ ∀ ゚)☞
      @biliard

    •  

      pokaż komentarz

      @cactooos: o tym mówię ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      pokaż komentarz

      @bi-tek nie są obowiązkowe a później całkiem przypadkiem dostajesz wykuty z egzaminu 3, bo była jedną głupia lista na której cię nie było bo wykładowca na zajęciach czytaj slajdy xd albo jeszcze lepiej obecność na wykładach daje 3 i zwalnia z zaliczenia xddd

    •  

      pokaż komentarz

      @notdot: Co do bezsensowności to się nie zgadzam. Oczywiście słuchanie jakiegoś nudziarza Dąbrowskiego (AFAIR) to tortura sama w sobie ale podstawy wiedzy dotyczącej jednej z podstawowych dziedzin wypadałoby mieć. Inżynier powinien mieć jakiekolwiek ogólnotechniczne rozeznanie. Niestety często te tzw. zapychacze są o wiele za surowo rozliczane a przedmioty kierunkowe po łebkach. Później nie dość, że oceny jako takie są zaniżone przez zapychacze (u mnie filozofia) to jeszcze człowiek nie ma siły uczyć się tego co powinien znać najlepiej. No i sam musi nadrabiać czego go nie nauczyli. Często dydaktycy nie mają pojęcia czego uczą a na zwrócenie uwagi reagują agresją. Niestety doktorantów/drów. mówiących wprost co nie bangla jest znaczna mniejszość więc nie ma co liczyć na zmiany. "Jak ci się nie podoba na uczelni to wypad do przemysłu, ewentualnie PANu"

    •  

      pokaż komentarz

      @notdot: ja na wacie na mechanice miałem kiedyś zajęcia z zarządzania xd

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2 zgadzam się w 100%.
      Niektóre przedmioty na profilach inzynieryjnych to poprostu kpina. Pamiętam że miałem kilka takich humanistycznych zapychaczy planu. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to że wykładowcy z tych przedmiotów nie raz dawali takie wymogi na egzamin/zaliczenie że człowiek zamiast się uczyć na przedmioty które naprawdę mu się w życiu przydadzą to siedział nad jakimiś śmieciami. Te przedmioty dla mnie były tak wartościowe jak obowiązkowa matura dla humanisty. Nie potrzebny stres, strata czasu i pieniędzy na książki, druki czy dojazdy na uczelnie. A szkoda strzepic...
      Naprawdę fajnie jakby ktoś się za to wziął.

    •  

      pokaż komentarz

      @notdot ja sobie nie wyobrażam inżyniera który nie zna elektrotechniki.

    •  

      pokaż komentarz

      @mocarnyknur bo na końcu studiów masz jednak wykształcenie wyższe. To zobowiązuje. Lub zobowiązywać powinno.

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak: Akurat matematyka to jest coś co jest podstawą dla zrozumienia wielu rzeczy i jeszcze może się przydać. Analiza, statystyka, algebra to są rzeczy, które mi się przydawały gdy uczyłem się np. machine learningu. Nawet ta fizyka jest przydatna do zrozumienia wielu zjawisk (ja studiuję elektronikę). Natomiast największy rak to napakowanie obowiązkowych przedmiotów, które nie dają żadnych realnych umiejętności, ale są po to, żebyś ZNAŁ TEORIE z jakiejś dziedziny która i tak cie nie interesuje. I tak będąc na którymś semestrze elektroniki masz wykład z 2 godzinnym wyprowadzaniem wzorów na przepływ nośników w półprzewodnikach, potem spędzasz 3h na laborce gdzie mierzysz rozkład pola w metalowej rurce, wykuwasz się na pamięć różnych wzorów, rodzajów kodowań, rozchodzenia się fal w przestrzeni. Ale na praktyczne umiejętności nie zostaje już czasu

    •  

      pokaż komentarz

      Akurat matematyka to jest coś co jest podstawą dla zrozumienia wielu rzeczy i jeszcze może się przydać.

      @WykresFunkcji: W żadnym stopniu tego nie neguję, podstawy tak, ale nie jakieś doj?@#ne zadania z koniecznością wykucia wszystkich wzorów na pamięć (po cholerę, po coś stworzyli tablice). Miałem przygodę z matematyką, z której zakres nie miał wykorzystania nigdzie później (jakieś bazy KeR, Im T, jakieś równania quasi-liniowe,itd.). I co z tego, że się tego uczyłem i zdawałem z tego egzamin skoro już tego nie umiem, bo nawet nie wiem gdzie mógłbym tego użyć. k##?a, nie tędy droga.

      A potem ludzie po elektronice nie wiedzą jak wylać pole masy na płytce xD

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak: U nas zawsze były karty wzorów. Faktycznie liczenie mega skomplikowanych całek czy równań ręcznie nie jest przydatne. Natomiast przydaje się rozumienie mniej-więcej pojęć z kilku działów matematyki, których się najczęściej używa. Resztę można doczytać w miarę potrzeby

    •  

      pokaż komentarz

      Faktycznie liczenie mega skomplikowanych całek czy równań ręcznie nie jest przydatne. Natomiast przydaje się rozumienie mniej-więcej pojęć z kilku działów matematyki, których się najczęściej używa. Resztę można doczytać w miarę potrzeby

      @WykresFunkcji: o to mi właśnie chodzi, nic dodać, nic ująć.

    •  

      pokaż komentarz

      @puruga: System wyższej edukacji akurat powoli (może jednak zbyt wolno) pnie się w górę. Gorzej jest z systemem szkół podstawach, ewidentnie działa selekcja negatywna, co odbija się na dzieciakach.

    •  

      pokaż komentarz

      Nasze szkoły wyższe dają po prostu pracę leśnym dziadkom. Programy zajęć układa się tak, żeby każda miernota miała godziny dydaktyczne, bo na nich zarabia. Z tego powodu wciska się idiotyczne przedmioty, czasem w ogóle nie związane z profilem, albo zgodne z nim tylko z nazwy.

      @frytex2: ja mialem przedmiot- gospodarka a srodowisko. Cwiczenia polegały na tym, że na początku semestru grupy losowały tematy i robiły prezentacje.

      innym hitem- prawo rodzinne

      studiowalem finanse i bankowość.

    •  

      pokaż komentarz

      @PikPak: no to nie masz się czym chwalić. Umęczyły mnie te całki 15 lat temu strasznie. Nie używałem ich latami, i z ciekawości przeliczyłem kilka przykładów - dalej coś tam umiem. Ale nie o samo liczenie chodzi, a o głębsze zrozumienie co to jest i po co. W prawdziwej pracy inżynieryjnej to się przydaje, oczywiście jeśli "inżynier" to ktoś od serwisowania maszyny z coca-colą albo taśmy na sortowaniu jabłek to zgoda, całki to głupota. Tylko że przyuczać do takich zawodów ma zawodówka, ew. technikum jak ktoś ma ambicje, a nie politechnika.

    •  

      pokaż komentarz

      @mbn-pl: to były przykłady, których rozwiązanie ciągnęło się przez dwie strony arkusza kancelaryjnego? Coś takiego mam na myśli pod hasłem "p#@!$ene całki", a nie coś normalnego do zamknięcia w trzech linijkach.

    •  

      pokaż komentarz

      @mocarnyknur: na translatoryce uczy się historii Anglii, a nie uczy się korzystania z programów CAT, oraz korzystania z glosariuszy czy słowników online. tzn. coś tam się wspomina, ale mało, zamiast robić zajęcia praktyczne. potem tłumacze kompletnie sobie nie radzą - akurat wiem to, bo regularnie siedzę na forum o tej tematyce co roku fala absolwentów pyta o to samo, a pytania na poziomie przedszkola.

    •  

      pokaż komentarz

      Nasze szkoły wyższe dają po prostu pracę leśnym dziadkom.

      @frytex2: p?$$#$!eni. Bo u nas akceptowalne jest ściąganie i tyle.

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex2: takie dziadki uczą fortrana i innych narzędzi z eopki kamienia łupanego np zamiast c++ 17 z stl i boost.

    •  

      pokaż komentarz

      @biliard: Piszesz dokładnie takie bzdury jakie wyobrażam sobie, że może pisać doktorant, po pierwszych kilku miesiącach "pracy" na uczelni (Szczególnie doktorant o nazwisku przypadkowo zbieżnym z nazwiskiem innego starszego wykładowcy tej samej uczelni.)
      Samo twierdzenie, że nie ma nic złego w prowadzeniu wykładu poprzez czytanie własnej publikacji, jest karygodne i zatrważające, z nie jednej uczelni o wyższej renomie można wylecieć na zbity pysk po dwóch-trzech skargach studentów na taką formę wykładu. Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz miał możliwości wykładać, bo tylko wyżądzisz krzywdę studentom.

    •  

      pokaż komentarz

      @Homarokoszmar: Rozczaruję cię, takie założenie jest chyba tylko w planie studiów. Od studentów wymaga się wykucia na blachę podręcznika, najlepiej pod interpretację egzaminującego. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Piszę o ŚUMie.

    •  

      pokaż komentarz

      Nasze szkoły wyższe dają po prostu pracę leśnym dziadkom.

      @frytex2: które są bardzo zawistne. Jest jakaś nagroda za zrobienie doktoratu przed 35 rokiem bodajże. Znam przypadek gdzie naukowcowi specjalnie przeciągneli procedurę byle jej nie dostał. Jest też masa profesorów w wysoce zaawansowanym wieku na etatach, wręcz zgrzybiałych. Jeden z nich na jednej z lubelskich uczelni narobił w spodnie i nawet tego nie wiedział snując się po korytarzach uczelni. A za nim szczęśliwe sprzątaczki ze ścierami na granicy puszczenia pawia.

    •  

      pokaż komentarz

      Własna książka jest osobistym osiągnięciem prowadzącego. Jeśli ktoś spieszę wlasne poglądy, usysytematyzuje je, to nagle przestają się nadawać do prezentacji? Przeciwnie, książka ułatwia potem organizacje materiału.

      @biliard: przykład z autopsji: leśny dziadek, który dawno powinien być na emeryturze prowadzi kilka przedmiotów (dla informatyki w ilości 5), wszystkie w oparciu o dwie książki jego autorstwa (ogólnie wg PBN wydał 7), chociaż naprawdę tylko jeden jest z nimi bezpośrednio związany. W swoich książkach nie posiada niczego odkrywczego w stosunku do innych autorów zagranicznych ani polskich. Nie jest to też profesor, którego książki znajdują się w literaturze innych polskich autorów (vide prof. Chwaleba w dziedzinie metrologii). Co więcej sugeruje swój własny sposób rozwiązywania zadań rozbieżny z tym co znajduje się w literaturze z całego świata, z tym co można znaleźć w tutorialach i wykładach na YT. Co z tego, że matematycznie wszystko się zgadza i są podane prawidłowe wzory jak w przykładach pominięte są przypadki, w których algorytm rozwiązywania napotyka dziwne zachowania? Sprowadza się to do tego, że koniec końców ludzie sięgają po literaturę światową - rozwiązują te same zadania metodą światową (podpierając się w razie problemów youtubem czy różnymi stronami internetowymi) i porównują co mają zrobić w sposobie PANA PROFESORA (zwyczajnego żeby nie było że to jakiś noname) aby zdać jego przedmiot. Zmusza doktorantów do prowadzenia zajęć jego sposobem, a na egzaminie jedyne z czego można korzystać to jego książka.

      Po zaznajomieniu z merytoryką "osiągnięć prowadzącego, który spisał swoje poglądy i je usystematyzował" czy uważasz, że czytanie (i wyświetlanie na rzutniku) swojej książki z laptopa w wordzie nie dodając żadnego słowa ani nie ruszając tyłka do tablicy nawet kiedy jest proszony o wyjaśnienie pewnych kwestii jest dobrym sposobem prezentacji i przekazywania wiedzy?
      Uprzedzając to pytanie jest retoryczne. Odpowiedziało sobie na nie już setki studentów, rokrocznie wykazując frekwencję na poziomie 5-10% na wykładach. Wiedzą o tym nawet planiści wykłady planując w mniejszej sali niż egzamin. Ale nikt go nie zwolni bo profesor liczy się do statystyk w chorym systemie oceniania uczelni stosowanym w Polsce, a dodatkowo ten człowiek uczył i zatrudniał pewnie z połowę obecnych pracowników wydziału...
      Po co mam chodzić na wykład czytany z książki? Sam przeczytam to szybciej i w bardziej dogodnym dla mnie czasie, wrócę do fragmentu, w którym czegoś nie zrozumiałem lub policzę na boku żeby upewnić się, że dobrze rozumiem. Czego wg Ciebie (odwołując się do tego co mówiłeś o rozwoju innych umiejętności w oparciu o te wydawałoby się zbędne i nieistotne) mogę się nauczyć od takiego gościa w porównaniu z sięgnięciem do jego literatury, że o literaturze używanej przez wszystkie inne uczelnie w kraju i zagranicą nie wspomnę (którą i tak trzeba ogarnąć jeśli ktoś chce się tym zajmować zawodowo żeby dogadać się ze współpracownikami)?

  •  

    pokaż komentarz

    System jest uszyty pod tych, którzy już dawno z systemu edukacji powinni być wyeliminiowani. Jeśli tego nie zmienimy, będzie tylko gorzej..

    W sumie nie tylko jest tak z nauką, ale też polityką. Dlaczego mają o ludziach w Polsce decydować leśne dziadki, które totalnie nie rozumieją tak dynamicznie zmieniającego się świata?

  •  

    pokaż komentarz

    Słabi studencgi powinni płacić to by ich zniechęciło do uprawiania p??%$@#enia

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: Ja jestem za płatnymi studiami np. 500-1000zł za semestr (najlepsze uczelnie światowe biorą kilkadziesiąt razy więcej). Nie jest to wygórowana opłata dla jednej osoby, a to już są ogromne pieniądze dla uczelni, które można spożytkować w różny sposób: sprzęt, inwestycje, lepsze zarobki dla młodych naukowców. Dodatkowo faktycznie wyeliminowałoby to ludzi, którzy idą na studia tylko po, że by studiować. Osoby dobre, ale takie, których na to nie stać mogą zawsze liczyć na pomoc socjalną i stypendia. Dodatkowo zweryfikowałoby to istnienie, kierunków, gdzie ludzie idą tylko po to, żeby dostać papierek.

    •  

      pokaż komentarz

      Dodatkowo zweryfikowałoby to istnienie, kierunków, gdzie ludzie idą tylko po to, żeby dostać papierek.

      @TomLuk: Skoro opłaty wynosiłyby nie więcej niż 1kpln/semestr, to nie zniechęciłoby w żaden sposób tych, którzy idą na studia "dla papierka". Zobacz, ile jest prywatnych wyższych uczelni wymagających dużo wyższego czesnego. Jednocześnie: co to znaczy "dobrzy studenci", gdy jednocześnie mówimy o słabych dydaktykach, o wykładowcach nie potrafiących nauczyć?

    •  

      pokaż komentarz

      @Klara_Polzl: Samo wprowadzenie opłat nie załatwi wszystkich spraw. Tu trzeba gruntownego przebudowania systemu. Np. odsunąć kiepskich wykładowców od dydaktyki, niech się zajmą nauką i niech ją robią dobrze. Zatrudnić natomiast osoby które są dobrymi dydaktykami jako wykładowców. Pozbyć się z uczelni osoby mierne, które nic nie robią, a żeby w ocenie pracowniczej wypaść dobrze to publikują jakieś gówno-artykuły w czasopismach/książkach, które wydawane są na ich własnych uczelniach. Obecnie jak ktoś jest tylko wykładowcą to jest traktowany jako ktoś gorszy. I na właśnie takie rzeczy można by przeznaczyć opłaty od studentów.
      1000 zł rzuciłem symbolicznie, jednak nawet symboliczna opłata od kilku tysięcy studentów daje niezłego kopa do budżetu uczelni, dzięki czemu możliwe będą zmiany. Jednocześnie sporo osób by jakakolwiek opłata odstraszyła. Wg mnie nie każdy powinien mieć magistra.

    •  

      pokaż komentarz

      @TomLuk:
      To jest dobra koncepcja w sumie. Czesne studentów, które przeznaczane byłoby na pensje dla dydaktyków i ewentualne pomoce dydaktyczne. Tak myślę, że na uczelni powinni na pełen etat pracować pracownicy naukowi, ewentualnie naukowi zajmujący się tylko w części dydaktyką. Do tej pory praktycznie każdy u mnie na wydziale dumnie pieczętował się, że on to adiunkt/asystent naukowo-dydaktyczny, podczas gdy jedyne jego artykuły to jakieś porównawcze/zbiorcze na podstawie cudzej pracy. Publikowane w lokalnym czasopiśmie, tylko po to żeby wyrobić minimalną normę... Porażka. Tyle dobrego, że ta reforma nowa, przynajmniej to zjawisko ograniczy ze względu na nowe zasady ewaluacji...

      Dydaktykę można byłoby w dużej mierze zlecać ludziom z zewnątrz, najlepiej takim mającym styczność z praktyką danej dziedziny dziedziną, tj. z przemysłu i ogólnie pojętego sektora prywatnego albo CHĘTNYM naukowcom.

      No i znacznie zwiększyć ilość praktyk. Przecież to jest jakaś parodia, na studiach technicznych ja miałem tylko dwanaście tygodni stażów, a i to dlatego że sam chciałem, bo inni mieli jeszcze mniej...

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: przecież płacą, jak uwalają przedmiot za przedmiotem.

    •  

      pokaż komentarz

      @TomLuk: Uniwersytet warszawski w 2017 wykazał zysk 27 mln zł. Więc nawet jak by płacili to nie przeznaczyli by tego na badania

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: 8 słabych studentów nie chce płacic( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @TomLuk: pomysł fajny, pytanie tylko na co te pieniądze byłyby przeznaczane, bo jesli na kolejne premie dla wszystkich leśnych dziadków skumplowanych z dziekanami wydziału to takie rozwiązanie tylko pogłębi patologię

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: tylko czy nie podtrzymywałoby to strategii masowego podejścia do rekrutacji?. Że liczy się ilość (bo dodatkowe pieniądze, co prawda nie jakieś super duże, ale powiększające dotychczasowe przychody)?

  •  

    pokaż komentarz

    Bo nawet matematyka realizowana jako wkuwanie wzorów i książki na pamięć to żadna nauka. Tylko tresura dla tępaków.

    Leśne dziady chronione przez koneksje towarzyskie, układy i związki zawodowe po prostu inaczej nie potrafią. Do tego wmówili hołocie że zakucie książki na pamięć to szerokie horyzonty. I biznes się kręci.

    •  

      pokaż komentarz

      @juesend_ej koniecznie książki, których sa autorami bądź współautorami xD
      A do prac naukowych warto używać bibliografii opartej o nazwiska z danej uczelni. Tak się kręci :)

    •  

      pokaż komentarz

      Bo nawet matematyka realizowana jako wkuwanie wzorów i książki na pamięć to żadna nauka. Tylko tresura dla tępaków.

      @juesend_ej: pamiętam u mnie na matematyce na AGH :D

      Panie doktorze, w tej całce którą Pan pisze, jest chyba błąd
      Gostek się odwraca, i mówi

      Panie, ja tą całkę 10 lat rozwiązuję, tam nie ma błędu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @juesend_ej: bo w większości przypadków matematyka na kierunku studiów jest po to, żeby ją stosować - stąd nacisk na praktykę i konkretne wykorzystanie ściśle określonych dziedzin w życiu zawodowym. Tak jest z każdym przedmiotem, który nie jest celem nauki na danym kierunku sam w sobie, ale ma się poznać podstawy stosowania.

      Jeżeli na powiedzmy ekonomii (mgr) potrzeba znać zamknięty zasób twierdzeń i prawideł oraz umieć z nich skorzystać, to jaki sens jest wykładać ją kilka lat i uczyć inaczej, niż tresować do konkretnego zadania. Dla porównania - jeżeli na tym samym przedmiocie potrzebna jest - z zakresu IT - wiedza nt. arkusza kalkulacyjnego i VBA, to po co wychodzić poza zakres "tresury" w tym temacie, wkuwania formuł i zaj@@$ć materiałem nt programowania w C++, komputerach kwantowych i sztucznej inteligencji? Jeżeli na medycynie potrzeba wiedzieć jak wygląda prawo dotyczące służby zdrowia, co wolno, czego nie wolno, jak wygląda organizacja opieki zdrowotnej - to po co poza te "tresowanie" uczyć studentów kilka lat wstępu do prawoznastwa, prawa rzymskiego, konstytucyjnego i prawa morza?

      Nie przesadzajmy i nie wymagajmy gruntownego wykształcenia z jakiejkolwiek dziedziny danej nauki, które się tylko przenikają w NIEKTÓRYCH aspektach i których jest od k?%$y, tylko po to, żeby… właśnie, co? Jak na przedmiotach w których matematyka jest dodatkiem i pomocą, chcesz wykładać matematykę (i dla konsekwencji - w innych przedmiotach też dowalać pełnym materiałem który jest li tylko dodatkiem) to jest to przepis na jeszcze gorze gówno w systemie szkolnictwa wyższego.

  •  

    pokaż komentarz

    Ogólnie sama prawda. Instytuty Badawcze (dawne JBRy) działają w systemie "zarabiaj na rynku albo giń" i skutek jest taki że z ułamkiem budżetu jakie mają uczelnie wyższe, odpowiadają za prawie 80% wdrożeń naukowych do przemysłu!!!

1 2 3 4 5 6 7 ... 13 14 następna