•  

    pokaż komentarz

    System jest uszyty pod tych, którzy już dawno z systemu edukacji powinni być wyeliminiowani. Jeśli tego nie zmienimy, będzie tylko gorzej..

    W sumie nie tylko jest tak z nauką, ale też polityką. Dlaczego mają o ludziach w Polsce decydować leśne dziadki, które totalnie nie rozumieją tak dynamicznie zmieniającego się świata?

  •  

    pokaż komentarz

    To ja chętnie mógłbym opisać jak wygląda niby prestiżowa medycyna
    1. Wykład = seminarium = ćwiczenia w większości przypadków
    2 Tysiące godzin straconych na siedzeniu w ławce tylko po to żeby posłuchać prowadzącego jak czyta slajdy które są przepisanymi słowo w słowo zdaniami z podręcznika. Większość wyłącza się ze słuchania po ok 20-30 minutach, potem idzie spać, reszta siedzi w telefonach co ambitniejsi siedzą i uczą się z książki.
    3 W 90% prowadzący sprawiają wrażenie że są na tych zajęciach za karę bo tak w sumie jest szczególnie na zajęciach klinicznych są to normalnie pracujący lekarze którzy dodatkowo z racji pracy w szpitalu uniwersyteckim muszą prowadzić zajęcia i implikuje to następujące rzeczy
    4 Nikogo nie interesuje czy ma zajęcia, z kim i kiedy. Student dostaje plan że ma zajęcia na tym oddziale i ma sobie sam znaleźć prowadzącego.
    Ok udało Ci się znaleźć prowadzącego, teraz musisz mu powiedzieć jaki jest temat zajęć bo często sam nie wie, ale ty też często nie wiesz bo niby skąd. Mówi Ci żebyś poczekał więc czekasz, czasem 15 minut, czasem 30, dwa razy zdarzyło mi się że asystent już nie wrócił.
    5. Plan zajęć na usosie zapomnij. Dostajesz od dziekanatu plan że masz chirurgie i cześć, potem musisz szukać na stronie katedry ichniejszy plan gdzie masz i o której, bywa tak ze ostatni plan jaki jest na stronie internetowej jest sprzed 2 lat, a rozpiska wisi w gablotce przed sekretariatem. Szkoda tylko że ty zajęcia masz rozrzucone po całym mieście więc albo musisz pojechać tam dzień wcześniej i zrobić zdjęcie, ew możesz poprosić kogoś kto ma tam wcześniej zajęcia żeby takową zrobił.
    5 Zajęcia kończysz o 14 i wracasz do domu i zakuwasz z książek do wieczora bo trzeba coś umieć. A od 8 do 14 może twojej efektywnej pracy było między 1-2h.

    •  

      pokaż komentarz

      @kubica941: jak on ten podrecznik napisal ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Tysiące godzin straconych na siedzeniu w ławce tylko po to żeby posłuchać prowadzącego jak czyta slajdy które są przepisanymi słowo w słowo zdaniami z podręcznika

      @kubica941: za - kazdym - razem
      XDD
      u mnie dodatkowo prowadzacy nie wysylali slajdow, zabraniali robic zdjecia. Oni mieli widziec, ze pisales w zeszycie wszystko co jest na slajdzie, dodatkowo czytali szybko wiec co chwila ktos na sali prosil by wrocil bo nie przepisal calosci xD
      punkt programu jest wtedy gdy taki wykladowca jeszcze da na zaliczenie zrobienie swojej prezentacji i przedstawienie jej na sali - wtedy nie zdasz jezeli czytasz z kartki, nie zdasz jezeli za duzo tekstu na slajdzie, a poza tym mozna w taka prezentacje wszystko wrzucic bo wykladowca nawet tego nie slucha.
      Poza tym ja na I roku biologii mialam j.polski, wf + przedmiot dodatkowy z dupy

    •  

      pokaż komentarz

      @kubica941: ja dodam coś od siebie też z medycyny ale inny kierunek. Ogólnie to wszystko co napisałeś również u mnie wygląda, tragedia, parodia i teraz po paru latach to już śmiech bo płaczu szkoda (który kiedyś się zdarzał bo wszystko co kadra zj#@@ła było przerzucane na studentów i oni o wszystko obwiniani, a ten kto się postawił - już ich nie ma na studiach, zgadnijcie dlaczego)

      Na 12 przedmiotów, 8 to całkowicie NIEZWIĄZANE z kierunkiem. 1 tylko z nazwy, a 3 są ciekawe i przydatne. Mówię tu o np. psychologii, edukacja ekologiczna, komunikacja międzynarodowa, marketing i zarządzanie, język angielski (poziom GIMNAZUM). To przedmioty na kierunku MEDYCZNYM, od którego często zależy zdrowie i życie pacjenta.

      Zajęcia 3x w tygodniu trwają od 8:00-18:00 lub nawet 20:00. Reszta już mniej godzin. Praca jest niemożliwa. Zresztą Ci co są odpowiedzialni za plan zajęć wgl. się nim nie zajmują i często się nie pokrywają, a studenci dostają go dzień przed okresem od którego zaczyna obowiązywać (spróbujcie ułożyć grafik w ten sposób).

      ALBO PRACA ALBO STUDIA HEHEHEH
      komentarz baby z dziekanatu

      GÓWNO, MUŁ ITP. Nie mówię tego po studiowaniu 1 roku i jednorazowej sytuacji tylko w trakcie 3 roku. STUDIA TO PORAŻKA I STRATA CZASU.

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      pokaż komentarz

      @wegik prowadzący przeważnie nie są autorami podręczników

    •  

      pokaż komentarz

      @kubica941: u mnie byli
      ale to było już ćwierc wieku temu, a podreczniki piszą też ministrowie (matematyka ;) )

    •  

      pokaż komentarz

      @kubica941: w sedno xD

      dodałbym jeszcze robienie prezentacji przez wszystkich (często na jakieś gówno) xD a potem i tak połowa nie zdąży ich zaprezentować.

      wykłady to nie wiem po co.... tyle, żeby wykładowca zarobił

    •  

      pokaż komentarz

      @malutkaMo: psychologia imo powinna być przydatna w kontakcie z pacjentem.

    •  

      pokaż komentarz

      @kubica941: dodałbym do tego nieproporcjonalnie długo trwające zajęcia, zwłaszcza z przedmiotów o mocno dyskusyjnej przydatności w przyszłości.
      Wykłady u mnie w większości wyglądały identycznie, wolałem iść na kawę niż słuchać takich "audio-slajdów" ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Na szczęście byłem na 6-letnim roczniku, dlatego też nie miałem problemów z dotarciem na zajęcia. Za to jak weszła sławna "kompresja" studiów do 5 lat to ludzie z tego rocznika mieli cały tydzień zajęcia do nocy i uczelnia nigdy nie wylała tylu ludzi w jeden semestr... później było nieco lepiej, ale niestety takie są uroki wprowadzania zmian w naszym kraju, czyli huzia na Józia, co ma być to będzie XD a nad kompatybilnością się zastanowimy jak się utwierdzimy w przekonaniu że jest bubel.
      Z asystentami chyba miałem szczęście bo były pojedyncze sztuki które nie powinny mieć styczności ze studentami ( z ludźmi tym bardziej), i od innych asystentów się utwierdzałem w przekonaniu że miałem pecha ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      tylko po to żeby posłuchać prowadzącego jak czyta slajdy które są przepisanymi słowo w słowo zdaniami z podręcznika.

      @kubica941: jeszcze ten prowadzący śmieć robi listę. Mało obecności to teścik którego nie zdasz. Nie interesuje go czy umiesz materiał, w dupie ma czy uważałeś na tych wykładach czy spałeś. Ważne tylko, że "wpisany na liście". Nienawidzę i gardzę po stokroć.

    •  

      pokaż komentarz

      @malutkaMo: te teksty w stylu "dla mnie praca nie jest wytłumaczeniem, są państwo na studiach dziennych, mogli państwo iść na zaoczne" (autentycznie taki tekst usłyszałem od jednej "psycholog biznesu" prowadzącej wykład) są śmiechu warte. Tumany z dyplomem nie rozumieją że idąc do pracy nie tylko zarabiam pieniądze ale często - jeśli zdobędę pracę zgodną z kierunkiem studiów - robie doświadczenie dużo ważniejsze niż jej gównoprzedmiot

  •  

    pokaż komentarz

    Na krakowskim uniwersytecie koleżanka miała promotorkę, która nie tylko tam wykładała, ale pracowała w rządzie przy jakimś ministrze. Nagminnie nie było jej na uniwersytecie, wysłanie jej pracy licencjackiej do sprawdzenia i otrzymanie informacji graniczyło z cudem tak samo jak rozmowa z nią na uczelni. Doszło do tego, że koleżanka, jak i wielu innych studentów nie zdołała na czas oddać ukończonej pracy, bo promotorka jej nie przepuściła dalej przez swoją nieobecność. Ale pieniążki za fuchę na uczelni, jestem pewna, że pobiera co do grosza. Dopóki nasze najbardziej prestiżowe uniwersytety nie pozbędą się tego typu patologii z własnych podwórek nigdy nie będziemy dorównywać tym zagranicznym.

    •  

      pokaż komentarz

      Na krakowskim uniwersytecie koleżanka miała promotorkę, która nie tylko tam wykładała, ale pracowała w rządzie przy jakimś ministrze. Nagminnie nie było jej na uniwersytecie, wysłanie jej pracy licencjackiej do sprawdzenia i otrzymanie informacji graniczyło z cudem tak samo jak rozmowa z nią na uczelni. Doszło do tego, że koleżanka, jak i wielu innych studentów nie zdołała na czas oddać ukończonej pracy, bo promotorka jej nie przepuściła dalej przez swoją nieobecność. Ale pieniążki za fuchę na uczelni, jestem pewna, że pobiera co do grosza. Dopóki nasze najbardziej prestiżowe uniwersytety nie pozbędą się tego typu patologii z własnych podwórek nigdy nie będziemy dorównywać tym zagranicznym.

      @Barzancica: mnie też promotor olewał, to poszedłem do profesora, jego przełożonego i od razu czas się zawsze znalazł. Zresztą, znajoma zawsze mogła zmienić promotora, więc chyba kapkę lewa była :P

    •  

      pokaż komentarz

      @Barzancica: Na UW dla zaocznych wykłada Minister Finansów i zamiast odsunąć ją i dać kogoś innego to lepiej aby przez pierwsze 3 wykłądy było zastępstwo ludzi którzy nie wiedzą zbytnio czego mają uczyć.

    •  

      pokaż komentarz

      @TheDzions: niestety ale po jakimś czasie nie mogła już zmienić promotora, nie znam dokladnie ich regulaminu ale koleżanka tłumaczyła, że za późno. Skargi na tak wysoko postawiona „Panią” nic by nie wniosły, bo przecież sama jej obecność na uniwerku daje prestiż jego władzom. Na swojej uczelni również nie mogłam zmienić promotora w momencie, gdy już się oddawało prace do sprawdzenia.

  •  

    pokaż komentarz

    bo na uczelniach ciągle jest komuna! Nawet nie to, że wykładowcy pamiętają kolejki po srajtaśmę, ale oni ciągle mają mentalność wyjętą z PRL! Byle kto robi wykłady na byle jaki temat! Nie ma konsultacji z firmami, czego tego potrzebują.

    •  

      pokaż komentarz

      @komentarzeprawdy: Dokładnie- praktyki jak na lekarstwo, ale można wpisać potem

      zdudend umie:
      -napisać wzór z pamięci
      -wzór który wstawia pierwsza lepsza funkcja w excelu

      To jest cały czas podejście "jak nie umiesz np. całek to nie masz prawa do mianowania się inżynierem bo co to za inżynier co nie liczy w pamięci całek". I tak, zaraz wyleje się szambo że "hurr durr to było iść na kurs z XXX a nie na ŁUCZELNIE chodzić, bo tytuł to jest nie tylko znajomość praktycznych rzeczy!!111"
      No, i potem chodzą takie studenty, co mają wykute pierdoły na blachę, a wdrażają się przez kilka miesięcy do najprostszych projektów, bo o zgrozo, nikt nie wymaga liczenia wzorków, tylko logicznego myślenia i znajomości praktycznych rozwiązań.

    •  

      pokaż komentarz

      @tellet: tak i nie. nauka takich bzdet tez jest potrzebna zeby nauczyc sie po prostu myslenia. calki, rozniczki, i generalnie matematyka, fizyka, biologia, przedsiebiorczosc, psychologia, etyka - jasne! trzeba sie takich rzeczy uczyc!
      ALE
      Praktyka jest wazniejsza i musi byc dobry balans miedzy gównowiedzą (rozwojem ogólnym) a wiedza praktyczna. Na mojej uczelni bylo kilka przedmiotow prowdzonych przez pracownikow firm zewnetrznych i to byl strzal w 10! Ale bylo ich doslownie 2-3 a powinny byc z kazdej dziedziny.

  •  

    pokaż komentarz

    Słabi studencgi powinni płacić to by ich zniechęciło do uprawiania p??%$@#enia

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: Ja jestem za płatnymi studiami np. 500-1000zł za semestr (najlepsze uczelnie światowe biorą kilkadziesiąt razy więcej). Nie jest to wygórowana opłata dla jednej osoby, a to już są ogromne pieniądze dla uczelni, które można spożytkować w różny sposób: sprzęt, inwestycje, lepsze zarobki dla młodych naukowców. Dodatkowo faktycznie wyeliminowałoby to ludzi, którzy idą na studia tylko po, że by studiować. Osoby dobre, ale takie, których na to nie stać mogą zawsze liczyć na pomoc socjalną i stypendia. Dodatkowo zweryfikowałoby to istnienie, kierunków, gdzie ludzie idą tylko po to, żeby dostać papierek.

    •  

      pokaż komentarz

      Dodatkowo zweryfikowałoby to istnienie, kierunków, gdzie ludzie idą tylko po to, żeby dostać papierek.

      @TomLuk: Skoro opłaty wynosiłyby nie więcej niż 1kpln/semestr, to nie zniechęciłoby w żaden sposób tych, którzy idą na studia "dla papierka". Zobacz, ile jest prywatnych wyższych uczelni wymagających dużo wyższego czesnego. Jednocześnie: co to znaczy "dobrzy studenci", gdy jednocześnie mówimy o słabych dydaktykach, o wykładowcach nie potrafiących nauczyć?

    •  

      pokaż komentarz

      @Klara_Polzl: Samo wprowadzenie opłat nie załatwi wszystkich spraw. Tu trzeba gruntownego przebudowania systemu. Np. odsunąć kiepskich wykładowców od dydaktyki, niech się zajmą nauką i niech ją robią dobrze. Zatrudnić natomiast osoby które są dobrymi dydaktykami jako wykładowców. Pozbyć się z uczelni osoby mierne, które nic nie robią, a żeby w ocenie pracowniczej wypaść dobrze to publikują jakieś gówno-artykuły w czasopismach/książkach, które wydawane są na ich własnych uczelniach. Obecnie jak ktoś jest tylko wykładowcą to jest traktowany jako ktoś gorszy. I na właśnie takie rzeczy można by przeznaczyć opłaty od studentów.
      1000 zł rzuciłem symbolicznie, jednak nawet symboliczna opłata od kilku tysięcy studentów daje niezłego kopa do budżetu uczelni, dzięki czemu możliwe będą zmiany. Jednocześnie sporo osób by jakakolwiek opłata odstraszyła. Wg mnie nie każdy powinien mieć magistra.

    •  

      pokaż komentarz

      @TomLuk:
      To jest dobra koncepcja w sumie. Czesne studentów, które przeznaczane byłoby na pensje dla dydaktyków i ewentualne pomoce dydaktyczne. Tak myślę, że na uczelni powinni na pełen etat pracować pracownicy naukowi, ewentualnie naukowi zajmujący się tylko w części dydaktyką. Do tej pory praktycznie każdy u mnie na wydziale dumnie pieczętował się, że on to adiunkt/asystent naukowo-dydaktyczny, podczas gdy jedyne jego artykuły to jakieś porównawcze/zbiorcze na podstawie cudzej pracy. Publikowane w lokalnym czasopiśmie, tylko po to żeby wyrobić minimalną normę... Porażka. Tyle dobrego, że ta reforma nowa, przynajmniej to zjawisko ograniczy ze względu na nowe zasady ewaluacji...

      Dydaktykę można byłoby w dużej mierze zlecać ludziom z zewnątrz, najlepiej takim mającym styczność z praktyką danej dziedziny dziedziną, tj. z przemysłu i ogólnie pojętego sektora prywatnego albo CHĘTNYM naukowcom.

      No i znacznie zwiększyć ilość praktyk. Przecież to jest jakaś parodia, na studiach technicznych ja miałem tylko dwanaście tygodni stażów, a i to dlatego że sam chciałem, bo inni mieli jeszcze mniej...

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: przecież płacą, jak uwalają przedmiot za przedmiotem.

    •  

      pokaż komentarz

      @TomLuk: Uniwersytet warszawski w 2017 wykazał zysk 27 mln zł. Więc nawet jak by płacili to nie przeznaczyli by tego na badania

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: 8 słabych studentów nie chce płacic( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @TomLuk: pomysł fajny, pytanie tylko na co te pieniądze byłyby przeznaczane, bo jesli na kolejne premie dla wszystkich leśnych dziadków skumplowanych z dziekanami wydziału to takie rozwiązanie tylko pogłębi patologię

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: tylko czy nie podtrzymywałoby to strategii masowego podejścia do rekrutacji?. Że liczy się ilość (bo dodatkowe pieniądze, co prawda nie jakieś super duże, ale powiększające dotychczasowe przychody)?