•  

    pokaż komentarz

    Słabi studencgi powinni płacić to by ich zniechęciło do uprawiania p??%$@#enia

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: Ja jestem za płatnymi studiami np. 500-1000zł za semestr (najlepsze uczelnie światowe biorą kilkadziesiąt razy więcej). Nie jest to wygórowana opłata dla jednej osoby, a to już są ogromne pieniądze dla uczelni, które można spożytkować w różny sposób: sprzęt, inwestycje, lepsze zarobki dla młodych naukowców. Dodatkowo faktycznie wyeliminowałoby to ludzi, którzy idą na studia tylko po, że by studiować. Osoby dobre, ale takie, których na to nie stać mogą zawsze liczyć na pomoc socjalną i stypendia. Dodatkowo zweryfikowałoby to istnienie, kierunków, gdzie ludzie idą tylko po to, żeby dostać papierek.

    •  

      pokaż komentarz

      Dodatkowo zweryfikowałoby to istnienie, kierunków, gdzie ludzie idą tylko po to, żeby dostać papierek.

      @TomLuk: Skoro opłaty wynosiłyby nie więcej niż 1kpln/semestr, to nie zniechęciłoby w żaden sposób tych, którzy idą na studia "dla papierka". Zobacz, ile jest prywatnych wyższych uczelni wymagających dużo wyższego czesnego. Jednocześnie: co to znaczy "dobrzy studenci", gdy jednocześnie mówimy o słabych dydaktykach, o wykładowcach nie potrafiących nauczyć?

    •  

      pokaż komentarz

      @Klara_Polzl: Samo wprowadzenie opłat nie załatwi wszystkich spraw. Tu trzeba gruntownego przebudowania systemu. Np. odsunąć kiepskich wykładowców od dydaktyki, niech się zajmą nauką i niech ją robią dobrze. Zatrudnić natomiast osoby które są dobrymi dydaktykami jako wykładowców. Pozbyć się z uczelni osoby mierne, które nic nie robią, a żeby w ocenie pracowniczej wypaść dobrze to publikują jakieś gówno-artykuły w czasopismach/książkach, które wydawane są na ich własnych uczelniach. Obecnie jak ktoś jest tylko wykładowcą to jest traktowany jako ktoś gorszy. I na właśnie takie rzeczy można by przeznaczyć opłaty od studentów.
      1000 zł rzuciłem symbolicznie, jednak nawet symboliczna opłata od kilku tysięcy studentów daje niezłego kopa do budżetu uczelni, dzięki czemu możliwe będą zmiany. Jednocześnie sporo osób by jakakolwiek opłata odstraszyła. Wg mnie nie każdy powinien mieć magistra.

    •  

      pokaż komentarz

      @TomLuk:
      To jest dobra koncepcja w sumie. Czesne studentów, które przeznaczane byłoby na pensje dla dydaktyków i ewentualne pomoce dydaktyczne. Tak myślę, że na uczelni powinni na pełen etat pracować pracownicy naukowi, ewentualnie naukowi zajmujący się tylko w części dydaktyką. Do tej pory praktycznie każdy u mnie na wydziale dumnie pieczętował się, że on to adiunkt/asystent naukowo-dydaktyczny, podczas gdy jedyne jego artykuły to jakieś porównawcze/zbiorcze na podstawie cudzej pracy. Publikowane w lokalnym czasopiśmie, tylko po to żeby wyrobić minimalną normę... Porażka. Tyle dobrego, że ta reforma nowa, przynajmniej to zjawisko ograniczy ze względu na nowe zasady ewaluacji...

      Dydaktykę można byłoby w dużej mierze zlecać ludziom z zewnątrz, najlepiej takim mającym styczność z praktyką danej dziedziny dziedziną, tj. z przemysłu i ogólnie pojętego sektora prywatnego albo CHĘTNYM naukowcom.

      No i znacznie zwiększyć ilość praktyk. Przecież to jest jakaś parodia, na studiach technicznych ja miałem tylko dwanaście tygodni stażów, a i to dlatego że sam chciałem, bo inni mieli jeszcze mniej...

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: przecież płacą, jak uwalają przedmiot za przedmiotem.

    •  

      pokaż komentarz

      @TomLuk: Uniwersytet warszawski w 2017 wykazał zysk 27 mln zł. Więc nawet jak by płacili to nie przeznaczyli by tego na badania

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: 8 słabych studentów nie chce płacic( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      pokaż komentarz

      @TomLuk: pomysł fajny, pytanie tylko na co te pieniądze byłyby przeznaczane, bo jesli na kolejne premie dla wszystkich leśnych dziadków skumplowanych z dziekanami wydziału to takie rozwiązanie tylko pogłębi patologię

    •  

      pokaż komentarz

      @loyboy: tylko czy nie podtrzymywałoby to strategii masowego podejścia do rekrutacji?. Że liczy się ilość (bo dodatkowe pieniądze, co prawda nie jakieś super duże, ale powiększające dotychczasowe przychody)?

  •  

    pokaż komentarz

    Skończyłem Automatykę i Robotykę. Jak na rozmowie się mnie pytali ile miałem praktyki przy robotach produkcyjnych to naliczyłem ok 2h prostego klikania w panel na laborkach, które wyglądały tak, że na 16 studentów tylko 3-4 zdążyło w przeznaczonym czasie chwilę pojeździć, a reszta patrzyła sobie.
    Podobnie wyglądała reszta przedmiotów - nauka bezsensownej teorii i zaliczanie dla papierka

    •  

      pokaż komentarz

      @Jeden_rabin: miałem kiedyś podstawy elektrotechniki, w sumie na dwóch różnych uczelniach. Na jednej wykładowca fajnie opowiadał, wrzucał jakieś anegdotki kiedy mu się ta wiedza przydała, zadawał pytania czy też można było zadać mu pytanie, etc. Ale tam nie miałem żadnych laboratoriów z tematu. Z kolei na drugiej uczelni wykład był monologiem prowadzącego. Jeszcze on sam laborki prowadził - fakt koleś miał wiedzę, ale był strasznie nieprzystępny. Tutaj macie skrypty i zróbcie wg nich - a jak masz jakiś problem to jego to nie interesuje.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jeden_rabin: Ale pewnie etykę, psychologię i kilka innych pierdół "niezbędnych" też pewnie miałeś co? Przydają się? :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Pawlinski: Tu się muszę nie zgodzić i stanowczo zaprotestować. Wiedza humanistyczna jest jak najbardziej potrzebna technikom! Poszerzasz horyzonty. Dobry naukowiec czy specjalista to osoba o szerokiej wiedzy - nie tylko w swojej dziedzinie.

    •  

      pokaż komentarz

      Jak na rozmowie się mnie pytali ile miałem praktyki przy robotach produkcyjnych to naliczyłem ok 2h prostego klikania w panel na laborkach

      @Jeden_rabin:

      Z drugiej strony inżynier to roboty projektuje albo projektuje linie produkcyjne z wykorzystaniem robotów, i do tego nie jest mu koniecznie potrzebna praktyka przy robotach, wystarczy że swój projekt skonsultuje z programistą robotów.

      Tak samo jak inżynier projektujący obrabiarki CNC nie musi być operatorem CNC, a do projektowania automatycznych pojazdów logistyki nie trzeba uprawnień na wózki widłowe.

      A do fachu typu programista robotów czy programista CNC, nie potrzeba studiów i takie rzeczy powinny być nauczane w technikach i szkołach policealnych.

  •  

    pokaż komentarz

    Ogólnie sama prawda. Instytuty Badawcze (dawne JBRy) działają w systemie "zarabiaj na rynku albo giń" i skutek jest taki że z ułamkiem budżetu jakie mają uczelnie wyższe, odpowiadają za prawie 80% wdrożeń naukowych do przemysłu!!!

  •  

    pokaż komentarz

    Studia w większości to parking dla bezrobotnych.

  •  

    pokaż komentarz

    Mnie zawsze szokowało na uczelni jak to profesor może sobie nie przyjść do pracy jednego dnia, albo się spóźnić pół godziny i żadnych konsekwencji. W jakiej innej robocie możesz chodzić w kratkę i cie nie wyp#$#!@%ą na zbity pysk? Druga sprawa że na kierunkach technologicznych dobrym specjalistom nie opłaca się pracować na uczelni bo w sektorze prywatnym zarobią 3x tyle, więc zostają przeciętniaki którzy dawno przestali się douczać i mają wiedzę 10 lat do tyłu. Większość moich znajomych z polibudy wszystkie musiało się prawie od zera uczyć w pracy bo na uczelniach tłukli przestarzałe technologie:/