•  

    pokaż komentarz

    W Stanach Zjednoczonych uczelnie wyższe to są marki pokroju firm HP, Intel itp. University of California jest największym pracodawcą w stanie Kalifornia, ma 251 700 studentów i budżet 34 300 mln $, co na 1 studenta przekłada się na kwotę 136 000 $.

    W Polsce krakowskie AGH ma 26 349 studentów i 587 mln zł budżetu (157,6 mln $), co przekłada się na 1 studenta w kwocie 5 980 $.

    Uczelnie w USA są 20 razy bogatsze, co prawda są to studia płatne i to bardzo drogie (nawet 40 000 $ rocznie).

    W Polsce jest to strasznie rozdrobnione, mamy wiele uczelni. Gdyby porównać tylko stan Kalifornia do całej Polski i w jedno miejsce zebrać wszystkie najważniejsze uczelnie, to z budżetem, umiejętnościami i sukcesami mogłoby być dużo lepiej.

  •  

    pokaż komentarz

    Płatne studia jak na zachodzie i większość problemów zniknie. Skąd brać pieniądze na badania jak czasami na probówki nie starcza?..

    •  

      pokaż komentarz

      @dasters: W byłym NRD uniwersytety też są na dnie. Z kolei w Niemczech zachodnich dużo uczelni ma wysokie miejsca w rankingach. Piętno komuny jest prawie niezmazywalne nawet w takim kraju jak Niemcy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Manah: bo w DDRze jedyne dwa uniwersytety z prawdziwego zdarzenia to ten w Berlinie (choć nie jestem pewien czy Humboldt był Wschodnim czy Zachodnim Berlinie) oraz uniwersytet w Lipsku. Reszta to poziom mniej więcej Uniwersytetu Rzeszowskiego, Uniwersytetu Białostockiego czy Uniwersytetu Szczecińskiego.

  •  

    pokaż komentarz

    Nie mogę teraz oglądać video, ale zgaduję, że powód jest podobny do tego, dla którego przestałem kupować książki wielu polskich uczelnianych profesorów. A przestałem, bo w większości były to tylko relacje i opisy z badań przeprowadzonych gdzieś za granicą tyle, że kiepskie i niepełne. Standardowa procedura wyglądała chyba tak: przepisujemy coś, co powiedziano/napisano/wymyślono gdzieś na zachodzie, tylko robimy to nasycając zdania "trudnymi słowami", a na końcu najlepiej jeszcze wymyślamy dla całości jakąś udziwnioną nazwę. Dodatkowo możemy wymyślać na siłę jakieś podziały czy systematyki i już mamy "naukę" po polsku i można wspinać się po uczelnianych szczebelkach.
    Z tymi książkami szybko doszedłem do wniosku, że o niebo lepiej sięgać od razu do oryginałów. Żeby było śmieszniej: bardzo często okazywało się, że te oryginalne, choć pisane w języku obcym, były o niebo łatwiej przyswajalne, niż mętne i napuszone polskie "streszczenia" i zbiory.

  •  

    pokaż komentarz

    Pomyślmy... Może dlatego, że na większości uczelni pcha się niepraktyczne gówno pełne teorii której nigdy w życiu zawodowym nie wykorzystasz, ale profesorek "Сделано в СССР", z takimi też metodami wykładania, ma ciepłą posadkę do końca swoich dni. Potem zdziwienie że na rynku pracy studia znaczą coraz mniej, skoro ogarniasz filozofię po matematyce.
    Dodajmy do tego psie pensje ludzi, którzy chcą zostać na uczelni i mamy obraz polskiego szkolnictwa wyższego.

    •  

      pokaż komentarz

      @tellet: Tu pojawia się pewne nieporozumienie co do roli nauki jak i samych studiów. Studia (przynajmniej teoretycznie) nie są po to byś po nich znalazł ciekawą czy dobrze płatną pracę. Studia są po to byś zdobył wiedzę w dziedzinie która cię interesuje i którą chcesz zgłębiać. Studia to nie zawodówka.

      Wiele hipotez naukowych znalazło swoje zastosowanie długo po śmierci autora tak na przykład było z Georgem Boolem, matematykiem i filozofem z XIX wieku, którego logika dwuwartościowa została praktycznie wykorzystana wraz z rozwojem elektroniki i informatyki w XX wieku. Wiele hipotez/teorii do teraz nie znalazło swoich praktycznych zastosowań i to jest okej.

      Nauka jest rozwinięciem filozofii i jej celem nie jest tworzenie pracowników, ale ludzi którzy będą próbować zrozumieć naturę świata.

      A że rynek pracy jest chory i nawet do najprostszych zawodów wymaga papierka to już temat na inną dyskusję.

    •  

      pokaż komentarz

      @Crantor: Wiele razy słyszałem ten argument, ale to totalna bzdura. Studia nigdy nie były po to, żeby tylko zdobyć wiedzę w interesującej cie dziedzinie. Jakby tak było to byś miał max 5 studentów na roku, bo tylu by sie moze znalazło ludzi, którzy by chcieli płacić za samo poszerzanie wiedzy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Crantor Ale jest tak jak pisze @szaloneneutrino - to nie antyczna Grecja, że się chodzi do filozofa w beczce na pogawędkę, tylko teraz studia są drogą do lepszego wynagrodzenia i o ile zawodówka przyucza do fizycznej, tak studia do umysłowej, bo świat dąży do optymalizacji pracy, a filozofia czyli przeważnie pogawędki o życiu, no jakoś się do tego nie przyczynia.
      Poza tym, często widać tych, co to chcieli "poszerzać wiedzę" i zostali na uczelni- nie dość, że dostają grosze, to jeszcze zazwyczaj ich wykłady są najmniej praktyczne i najbardziej przestarzałe, bo nie nadążają za nowościami w branży...

    •  

      pokaż komentarz

      @Crantor: Ciekawe co piszesz, że studia to nie zawodówka, a jednak te zachodnie uczelnie potrafią to połączyć i w efekcie na brytyjskich uczelniach, które są lepsze od polskich masz możliwość podjęcia tzw Sandwich Year i wybrać sobie czy chcesz rok na studiach na innej uczelni (za granicą) czy rok w tzw Industry Placement. Zazwyczaj na 3 roku studiów. Wtedy albo uczelnia pomaga ci załatwić pracę w danej branży (np jeżeli współpracuje z firmami) albo sam sobie załatwiasz i potem za rok wracasz na uczelnie i kończysz wyrabiać dyplom. Da się? Da.

  •  

    pokaż komentarz

    Kolejny problem to wykłady. Powinne być zredukowane przynajmniej o połowę, albo najlepiej całkowicie zlikwidowane, na rzecz laboratoriów na których poznawało by się te same zagadnienia ale w sposób praktyczny przez doświadczenia. Nie obraziłbym się gdyby te dwa, czy trzy laboratoria na początku semestru byłyby czysto teoretycznym wprowadzeniem bez ćwiczeń, ale i to już by było dużo.
    Obecnie na wykłady albo niewiele osób chodzi, a jak już chodzą to śpią albo gadają bo i tak nauczą się na pamięć opracowania i zdadzą.
    A najgorsze jest to, że mając obecnie przedmiot "wytrzymałość materiałów" zagadnienia numeryczne (w środowisku cyfrowym) będą raz na laboratorium w następnym semestrze i na koniec wykładu, również w następnym semestrze. Coś co robi się obecnie x-razy częściej niż liczenie ugięcia belki całeczką na papierze mam jako tak naprawdę dodatek do przedmiotu.
    ( ͡° ʖ̯ ͡°)